BLISKA WSPÓLNOTA

kazanie na Uroczystość Narodzenia Świętego Jana Chrzciciela
czwartek 24 czerwca 2010

Ładne święto dzisiaj i bardzo ważne. Jedynie trzy postaci mają wspomnienie swoich narodzin w liturgii, Pan Jezus (Boże Narodzenie) i Jan Chrzciciel mają je w randze uroczystości, a Maria w randze święta.

Nie wiem dlaczego tak wzniośle obchodzi się narodzenie Jana Chrzciciela, ale bardzo mi się to podoba. Jeszcze raz dowodzi to możliwej bliskiej wspólnoty między Bogiem i ludźmi.

W stosunku do dawnej historii, nie pojawiają się już archanioły z propozycjami współpracy, serafini także nieaktywni, aniołowie w jakiejś hibernacji. Krzewy jak płoną, to zwykła pożoga, nie objawienie. Nie rozstępuje się żadne morze, niebo zamknięte i nieme, nie to, co kiedyś. Oczywiście zwolennicy cudów, znajdą sobie łzawiące obrazy, mówiące figurki i uzdrawiające źródełka. W nic z powyższego nie wątpię, jednak najoczywistszym medium uobecniającym Boga, jest człowiek.

Tych ludzi, niosących Boga jest wielu, każdego dnia mówią do nas, przechodzą obok nas, siadają przy nas, dzwonią do nas, czasem upominają, opowiadają dowcipy, płaczą przy nas, pożyczają pieniądze. Nie anioły, nie serafiny, zwykłe ludzkie szkielety odziane w ciała, pyskate, gadatliwe, nachalne, niekiedy cichutkie, powolne, niemrawe, nieśmiałe.

Tylko przez ludzi, których dziś spotkasz, objawi ci się Bóg.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 49,1-6)
Wyspy, posłuchajcie Mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. A mówił: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

(Ps 139,1-3.13-15)
REFREN: Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył.

Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi.

Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
i utkałeś mnie w łonie mej matki.
Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył,
godne podziwu są Twoje dzieła.

I duszę moją znasz do głębi.
Nie tajna Ci istota,
kiedy w ukryciu nabierałem kształtów,
utkany we wnętrzu ziemi.

(Dz 13,22-26)
W synagodze w Antiochii Pizydyjskiej Paweł powiedział: Bóg dał ojcom naszym Dawida na króla, o którym też dał świadectwo w słowach: Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę. Z jego to potomstwa, stosownie do obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi Zbawiciela Jezusa. Przed Jego przyjściem Jan głosił chrzest nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu. A pod koniec swojej działalności Jan mówił: ” Ja nie jestem tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach “. Bracia, synowie rodu Abrahama, i ci spośród was, którzy się boją Boga! Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu.

(Łk 1,76)
Ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogę.

(Łk 1,57-66.80)
Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

KRÓTKA ZACHĘTA DO WOLNOŚCI

Niewiele rzeczy mamy danych raz na zawsze, myślę nawet, że te najważniejsze trzeba wciąż odnawiać, aby je mieć i nie stracić ich.

Wolność jest stanem serca, o który troszczyć się trzeba szczególnie i często. Przeświadczenie, że jesteśmy wolni, bo możemy w różne strony jechać, do wielu miejsc pójść (i nie ma zakazanych), kupować co nam się spodoba, usypia nas i usidla. Po cichu obrastamy w uzależnienia od doznań i rzeczy, tracąc pełną dyspozycję w odniesieniu do siebie samych, swojego czasu, swoich pieniędzy i innych cennych rzeczy.

Przekonany jestem, że od czasu do czasu potrzebujemy u-wolnienia. Od wszystkiego, co nami kieruje, zmusza do określonych zachowań, co w formie mechanizmu dyktuje nam scenariusze życia. Znam ludzi, którzy nie wyobrażają sobie spotkania z kimś w godzinie nadawania ulubionego serialu. Inni czują się nieszczęśliwi, gdy muszą z powodu trudności finansowych spędzić tegoroczny urlop w kraju, przywykli do odpoczywania w tropikach (i to w miejscach oryginalnych). Jeszcze inni nie wyobrażają sobie noclegu poza standardem jednoosobowego pokoju z łazienką, telewizją i Internetem.

Ogródki i rabaty (kwietne) potrzebują pielenia i doglądania, pozostawione sobie pokoje toną w kurzu i brudzie. Serce ludzkie (a przez nie i całe życie) nie uwalniane z balastu przymuszeń, wytwarzanych przez rzeczy, nastroje i doznania, jest sługą chodzącym na obcym postronku. Idzie tam, gdzie ciągną go rzeczy, nastroje i doznania. Oddala się od czystego dobra, nie zapłonie gorącą miłością i nie rzuci wszystkiego dla prawdy.

Uwolnienie jest kwestią bardzo osobistą. Komuś wystarczy dobra, głęboka spowiedź. Ktoś inny pogada sam ze sobą godzinę na spacerze. Dobrze, jak możemy siąść i zrobić sobie bilans życiowy, najlepiej z długopisem na czystej kartce. Albo obejrzeć siebie przez pryzmat jakiegoś mądrego tekstu (np. Hymn o miłości). A czasem wystarczy krótkie olśnienie, w którym już wiemy, że musimy natychmiast porzucić dużo zbędnych rzeczy.

Odrastają nam skrzydła! Świeżość myślenia i odczuwania, jasne widzenie życia – wszystko to wyrasta z doświadczenia uwolnienia. Życie jest jedno, żal nie przeżyć go w pełnej wolności.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

CO SIĘ USUWA Z PLEBANI NA POWODZI?

Prowadziliśmy kiedyś akcję promocyjną wolontariatu pod hasłem „Wolontariusze – bohaterowie codzienności”. Były jakieś spoty, banery, plakaty i ulotki. Akcja zakończyła się dawno, ale jej zaskakujący efekt zobaczyliśmy kilka dni temu.

Do Biura wpada rozemocjonowany młody chłopak i od progu wali z iskrami w oczach:

– Dzień dobry! To ja! Chcę zostać bohaterem dnia codziennego! I to jak najszybciej.
– A… Taaak .. A dokładnie o co ci chodzi?
– Chcę być bohaterem dnia codziennego! Wolontariuszem!

Prawda, poszukujemy wolontariuszy do pomocy na powodzi, ale castingu na herosów nie prowadzimy. W ogóle powódź nakręca wiele osób. Przyszło małżeństwo, w sprawie wolontariatu, a rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

– Państwo w sprawie wolontariatu?
– Tak, tzn., mąż będzie wolontariuszem
– odpowiedziała ona.
– Hm, mamy kilka propozycji, można pracować z bezdomnymi, dziećmi, więźniami, uchodźcami…
– Mąż będzie pracował z dziećmi
– odpowiedziała ona.

Do końca rozmowy, przyszły wolontariusz nie powiedział ani słowa, a na wszystkie pytania odpowiadała żona. Boże, jak ja temu chłopu życzę, żeby on się choć na parę dni wyrwał na wolontariat!

Sam też się nakręcam wolontariatem i to jak. Któregoś dnia, pisząc relację o pomocy powodzianom, konkretnie na plebani w Wilkowie oznajmiłem, że „Wolontariusze usuwali szmal z plebani”. Nie mam jednak na to żadnych dowodów, pewne jest natomiast, że usuwali szlam.

Itinerarium , , , , , , , , ,

POSIEDZĘ KWADRANS PRZY TOBIE

Dla spragnionych dobrych wieści, mam informację jak najbardziej wesołą. Dziś – bodaj o 13:28 – zagości już lato.

Trochę zapłakane i chłodne na razie, ale przecież przyjdą dni upalne i słoneczne. Dziś przyjdzie lato astronomiczne (Słonce wejdzie w znak Raka), bo to kalendarzowe nadejdzie jutro, a rzeczywiste trwa chyba już od jakiegoś czasu.

W jednej z prefacji mszalnych ta zmiana odnoszona jest wprost do działania Boga: „Ty stworzyłeś wszystko, co jest na świecie, i sprawiłeś, że zmieniają się pory roku.” Może wraz z nadchodzącymi wakacjami i urlopami, znajdziemy więcej sposobności do kontemplacji, zaczynając choćby od zachwytu nad naturą.

Kontemplacja, znacznie upraszczając, prowadzić ma do doświadczenia Boga. Zwykle mówimy, myślimy, czytamy lub słuchamy o Nim. Ewentualnie staramy się mówić do Niego albo rozmawiać o Nim. W kontemplacji chodzi o to, aby Boga usłyszeć, ale także dostrzegać i odczuwać Go, m.in. poprzez znak, jakim jest piękno stworzenia. Oprócz kontemplacji natury ważna jest cisza, zdolność skupienia i medytacji nad słowem (Bożym i mądrym ludzkim) oraz koncentracja w możliwie każdej chwili życia (żyć „tu i teraz”, nie zaś „gdzieś i kiedyś”).

Wybitny szwajcarski teolog, Hans Urs von Balthasar napisał o ścisłym związku między kontemplacją i resztą życia: “Kto nie zna Bożej twarzy z kontemplacji, ten nie pozna jej także w działaniu, zwłaszcza wtedy, gdy jaśnieje ona w twarzach ludzi poniżonych i cierpiących”. Mamy teraz tak cudowne poranki (prawda, przed czwartą rano!), niezwykłe zachody słońca, różnorakość zieleni przetykanych złotem, czerwienią i żółcią, nie zmęczyły się jeszcze ptaki.

A nawet jak jeszcze nie możemy uciec z miasta, wszędzie znaleźć można kącik cichy, gdzie warto zaszyć się z Księgą Psalmów albo jakąś poezją. W wielu kościołach bez problemu znajdziemy sposobność do adoracji Najświętszego Sakramentu, nawet na zasadzie – „posiedzę przez kwadrans przy Tobie, Panie Jezu”, naprawdę warto.

To tylko lato, niewiele w sumie. Każdy czas na słuchanie i oglądanie Boga, jest dobry. I od pierwszego dnia lata – nie odkładać na jutro, bo przepadnie! – trzeba zacząć.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

WYJAŚNIA WSZYSTKO

kazanie na XII Niedzielę Zwykłą 20 czerwca 2010 Jezus Chrystus. Wraca to imię nie tylko w liturgii, jak dziś. Wraca w myślach, wątpliwościach i marzeniach. Całe życie odkrywamy, kim jesteśmy, my sami, i nie wiem czy odkryjemy. Jesteśmy zagadką, tajemnicą, dla siebie samych. Całe życie pozostajemy też z pytaniem, kim był i jest On. Kłócą się w nas wiara i świadectwo zmysłów, przekaz Ewangelii i codzienne twarde zmaganie z życiem. Mocna wiara, we wszystko, co zapisano i powiedziano, jest dla słabych. Słaba wiara, pełna wątpliwości i drżeń, jest chlebem powszednim dla pytających i poszukujących. Wierzących i wątpiących nie sposób rozdzielić, tylko głupi tak myślą. Z najważniejszymi pytaniami pozostajemy do końca życia. Z zaufaniem, że miłość wszystko wyjaśnia. LITURGIA SŁOWA (Za 12,10-11) Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem wyleję Ducha pobożności. Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym. W owym dniu będzie wielki płacz w Jeruzalem, podobny do płaczu w Hadad-Rimmon na równinie Megiddo. (Ps 63,2-6.8-9) REFREN: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza Boże, Ty Boże mój, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza. Ciało moje tęskni za Tobą, jak ziemia zeschła i łaknąca wody. Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, by ujrzeć Twą potęgę i chwałę. Twoja łaska cenniejsza od życia, więc sławić Cię będą moje wargi. Będę Cię wielbił przez całe moje życie i wzniosę ręce w imię Twoje. Moja dusza syci się obficie, a usta Cię wielbią radosnymi wargami. Bo stałeś się dla mnie pomocą i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie: do Ciebie lgnie moja dusza, prawica Twoja mnie wspiera. (Ga 3,26-29) Wszyscy bowiem dzięki wierze jesteście synami Bożymi w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą dziedzicami. (Łk 9,23) Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. (Łk 9,18-24) Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Sodoma

Byłem przez 10 dni w Islandii. W Reykjaviku prawie nie ma koszy na śmieci, ale na ulicy nie ma papierów, niedopałków, szkła z rozbitych butelek ani pawi. Za to ludzie na ławeczkach popijają sobie piwo.

Przez te 10 dni widziałem tylko trzech policjantów, natomiast nie widziałem żadnej rozróby, choć włóczyłem się po nocach (białych, naprawdę ani przez minutę nie było ciemno), a raz nawet byłem na koncercie indi – rockowym w klubie o nazwie „Sodoma”, którego właścicielem był łysol z rudą brodą, w czarnym T-shircie z trupią czaszką.

Choć przejechaliśmy po Islandii blisko tysiąc kilometrów bardzo rzadko ktoś nas wyprzedzał. Może dlatego, że jeździliśmy szybko, prawie setką. W Reykjaviku i Akureyra na północy ani razu nie słyszałem, żeby ktokolwiek na kogoś zatrąbił.

Czasami aż mi było głupio, że gdy jako pieszy tylko zbliżałem się do przejścia zawsze, podkreślam: zawsze, wszystkie nadjeżdżające samochody zatrzymywały się.

W niedzielę poszedłem do jedynego w Reykjaviku kościoła katolickiego. Choć tylko niespełna dwa procent Irlandczyków to katolicy, kościół był pełny. Bo co dwa tygodnie msza św. odprawiana jest po polsku. Napisałbym o rodakach więcej, ale nie mogę.

Bo dziś jest cisza.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , ,

O ŁYSINACH I OŁÓWKACH

Znam tak wielu wspaniałych młodych ludzi, że między bajki wkładam opowieści o zepsutym pokoleniu młodych Polaków. I znam tak wielu świetnych emerytów, że nie wierzę iż domeną drugiej połowy życia jest narzekanie i marudzenie.

Młodość wcale nie musi być głupia, a emerytura zrzędliwa. Serce ludzkie decyduje o pięknie życia i szczęściu. Bywa, że za młodu napakuje się plewami i wiotczeje koło osiemnastki. Bywa – jak dobrze – że, w siedemdziesięciolatkach tętni świeżość i cudowna chęć pracy oraz wspólnoty.

Ewangelia, owszem, jest zapisana w księdze, ale tak naprawdę odzwierciedla się w ludzkich sercach. Kto nie zmęczył się miłością, nawet jeżeli jest to miłość nieprzyjaciół, jest jeszcze młody i żwawy. Kto wciąż ufa w lepszą przyszłość i tworzy ją swoimi rękami, jest budowniczym Królestwa Bożego.

Nadzieja, wiara i miłość, esencje Ewangelii, czynią nas i młodymi i pięknymi, mimo zmarszczek i łysin. I one czynią nas dojrzałymi, mimo legitymacji szkolnych i piórników z ołówkami.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

WAŻNE ABY SZUKAĆ

Ktoś napisał mi, że jedzie szukać sensu życia. Bardzo mądra decyzja i odważna. I nigdy na taką decyzję, póki żyjemy, nie jest za późno.

Sens życia nie należy do spraw, które się otrzymuje od kogoś czy czegoś, ale czymś, czego szuka się. I lepiej przeżyć rok z sensem niż pięćdziesiąt byle jak.

Bezużyteczne są wszelkie recepty na sens życia. Nie wierzcie w żadną. Sens to jest rzecz z kategorii „znajdź to sam!”. I nikt za ciebie tego nie zrobi.

Niekiedy brakuje nam odwagi, by powiedzieć sobie – i innym – że niestety, do tej pory sensu było mało albo wcale w naszym życiu. I wolimy utrzymywać pozory, co zresztą nie jest trudne.

Niekoniecznie trzeba wyjeżdżać, na pewno trzeba szukać. I od tego poszukiwania nie ma urlopu czy wakacji. Sam moment rozpoczęcia poszukiwania sensu życia jest rozstrzygający, coś w nas drgnęło. To bardzo uwalniająca chwila, dająca poczucie, że zajęliśmy się czymś ważnym.

A kiedy już zaczynamy szukać, zupełnie innego wymiaru nabierają z pozoru banalne słowa: Bóg, miłość, prawda, szczęście, dobro, piękno. Przede wszystkim otwiera się przed nami nowy wymiar słowa „ja”. Z radością odkrywamy, że do wszystkich innych rzeczywistości (Bóg, miłość, prawda, szczęście, etc.) droga zaczyna się w naszym „ja”.

Wyjeżdżać nie zawsze trzeba, szukać zawsze. Banalne, ale jak prawdziwe – szukający znajdują.

Itinerarium , , , , ,

KUMAKI

Bardzo wcześnie wschodzi już słońce. Prawie równo o czwartej rano. A wtedy śpiewa już mnóstwo ptaków.

Niektóre ptaki nadają swoje komunikaty tylko pomiędzy jutrzenką a wschodem słońca, czyli dziś od trzeciej rano do czwartej najdalej! Taką mają naturę, że porozumiewają się jedynie przy brzasku dnia.

Kumaki nizinne wabią się od wczesnego wieczoru do późnego poranka. Kumaki nie lubią światła i słońca, wolą zmierzchy i jutrznie.

Szukamy Pana Boga, w każdej porze dnia jest blisko.

Itinerarium , , , , , ,

O WROGACH I PRZYJACIOŁACH

Zbyt łatwo dziś uważamy ludzi za przyjaciół, a jeszcze łatwiej widzieć nam w ludziach wrogów. W zdewaluowanej scenerii współczesności, słowo „przyjaciel” jest tak samo mało warte, jak „wróg”.

Przyjaciółmi nazywamy osoby w krótkotrwałych związkach i często słyszę, jak młodzi ludzie mówią o setkach przyjaciół. Okazuje się, że mają na myśli osoby zalogowane w tym samym portalu społecznościowym. Oczywiście, ci przyjaciele najczęściej milczą, ewentualnie podsyłają żarty z dużego zasobu gotowych aplikacji wirtualnych.

Przyjaciół nie zdobywa się kliknięciem w okienko „dodaj do przyjaciół”. To jest tajemnicza droga przez ogród, który ktoś otwiera bardzo powoli, z delikatnym zaproszeniem do wspólnej wędrówki.

Wrogami coraz częściej nazywa się ludzi, którzy myślą inaczej, popatrzą się niepochlebnie albo kibicują dziwnej drużynie. Można ich spokojnie obgadać, zwymyślać albo nawet dać w mordę.

Brakuje nam prawdziwych przyjaciół i prawdziwych wrogów. Zresztą, może się mylę, sami powiedzcie sobie, z kim dziś pójdziecie na piwo, komu za nic na świecie nie podacie ręki.

Itinerarium , , , , ,