ODNOŚNIE OWOCÓW

Ludzi musimy otaczać ciepłem i dobrem, na wzór Stwórcy, który wszelkiemu stworzeniu daje światło i wodę. Dzięki nim mamy ziarna zbóż, piękne kwiaty, dorodne warzywa i smaczne owoce, a także tysiące mniejszych i większych zwierząt.

Ciepło i dobro – a nieraz bardzo nam trudno o nie – musimy dawać ludziom. Wtedy rozkwitają, dojrzewają, pięknieją i rosną. A przede wszystkim, dzięki naszemu ciepłu i dobru, które przelewamy w czynach, gestach i słowach, ludzie wydają owoce. Stają się pracowici, szczerzy, sprawiedliwi, solidarni, ofiarni i spokojni. Odnajdują siebie, osiągają szczęście, spełniają się i mają sens życia.

Naprawdę nasze ciepło i dobro są potrzebne ludziom.

Itinerarium , , , ,

PRZYZWOLENIE

Są rzeczy dobre i ciekawe, krajobrazy, stare zamki, wijące się zboczami serpentyny, żurawie na łące w świetle zachodzącego słońca.

Są rzeczy dobre, piękne i ciekawe, ale najlepiej widać je w świetle miłości. W jej świetle nabierają barw i kształtów zupełnie niepowtarzalnych. Jak zdarzy ci się jakieś deja vu, pozwól sobie na drgnienie miłości w sercu, a okaże się, że nie widziałeś tego nigdy dotąd.

Są rzeczy przykre i bolesne, które przynosi pamięć, złe wspomnienia, normalna sprawa. Pozwól sobie na drgnienie miłości w sercu, aby doświadczyć dobrej przeszłości, która niczym wielka kwietna łąka otacza kilka chwastów.

Są rzeczy straszne, nieprzewidywalne i groźne, gdzieś na horyzoncie, nie wiadomo jak będzie, a myślisz, że może być źle, normalna sprawa, niepewna przyszłość. Pozwól sobie na drgnienie miłości w sercu, zobaczysz światło, dobre i przeźroczyste, poprowadzi cię przez każdy następny dzień, bezpiecznie i pewnie.

Są ludzie, ci z codzienności, opatrzeni, zwykli, czasem wredni i nieznośni. Pozwól sobie…, są wyjątkowi i jedyni, dla nich warto było przyjść na ten świat i pozostać jak najdłużej. Jest Bóg, tak daleki, dalszy nieraz od nieskończoności, skryty, nieodgadniony. Pozwól sobie…, idzie krok przed tobą, w każdej chwili. I oddech i tętno, bezbłędnie pozwalają na Jego lokalizację.

Pozwól sobie na drgnienie miłości w sercu.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

JAK SIĘ ZBAWIĆ?

Kazanie na XXI Niedzielę Zwykłą
22 sierpnia 2010

Zbawienie nie jest czymś, o co byśmy martwili się codziennie lub nawet raz w tygodniu. Kaznodzieje też rzadko o nim mówią.

Bardziej niż zbawienie, współczesne pokolenie troszczy się o bawienie. Można wszak się bawić i zbawić, można się zbawić i nie bawić. W dobrych etymologiach znajdziemy, że słowo „zbawienie”, tłumaczy się jako „dawanie życia”, podtrzymywanie istnienia, sprawianie, że ktoś jest i trwa. Kiedy mówimy o Jezusie, jako Zbawicielu (trzymając się źródłowego znaczenia), mamy na myśli Kogoś, kto sam jest Istnieniem i chce się nim dzielić (z-bawić). Nasze istnienie – co możemy odczuć choćby przy większej gorączce lub patrząc na wichurę łamiącą drzewa – nie zależy do końca od nas. Nie dysponujemy nim bezwzględnie, wiemy, że może nam zostać odebrane, choć chcielibyśmy, aby było w naszych rękach i od nas zależało. Coraz więcej rzeczy od nas zależy, upajamy się dowolnością naszych wyborów. Dzisiejsza kultura daje nam złudne wrażenie (m.in. dzięki Internetowi) władania naszym istnieniem a nawet istnieniem innych ludzi.

Ludzie poszukiwali Zbawiciela, kogoś poza sobą, kto mógłby uchronić od rozpadu istnienia i gotowi byli zrobić wszystko, aby osiągnąć owo ocalenie. Dziś trwa gorączkowe łapanie wszystkiego, co mogłoby nas ocalić, ale w obrębie dostępnego nam (najlepiej zmysłowo) świata. Sami chcemy się zbawić, jedni starają się w tym celu przytyć, inni chcą szybko schudnąć. Część z nas ufa w prędkość i tempo, część w spokój i błogość, część nachalnie mnoży relacje z jak największą liczbą ludzi, część ucieka w (zbawienną) samotność.

To wszystko, co przeczytaliście, jest próbą zrozumienia, co dzieje się ze zbawieniem dzisiaj. Ponieważ zdecydowanie bardziej – pokoleniowo – staramy się bawić (to też sposób na poszukiwanie zbawienia) niźli zbawić, dziwnie zabrzmi przypomnienie, że prócz Jezusa, nie dano nam innego imienia, w którym byłoby zbawienie.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 66,18-21)
Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Meszek i Rosz, Tubal i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały mojej sławy ani nie widziały mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów. Z wszelkich narodów przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci – na koniach, na wozach, w lektykach, na mułach i na dromaderach – na moją świętą górę w Jeruzalem – mówi Pan – podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z pokarmów w czystych naczyni. Z nich także wezmę sobie niektórych jako kapłanów i lewitów – mówi Pan.

(Ps 117,1-2)
REFREN: Całemu światu głoście Ewangelię

Chwalcie Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go wszystkie ludy,
bo potężna nad wami Jego łaska,
a wierność Pana trwa na wieki.

(Hbr 12,5-7.11-13)
Zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. Zresztą, jeśliśmy cenili i szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? Tamci karcili nas według swej woli na czas znikomych dni. Ten zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości. Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.

(J 14,6)
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.

(Łk 13,22-30)
Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Dałem plamę

Dwa tygodnie temu w kruchcie napisałem „Dzień agnostyka”, tydzień temu „Duchotę”. A dziś muszę się przyznać do tchórzostwa. Bo tak naprawdę miałem napisać zupełnie o czym innym. O nienawiści. Ale się przestraszyłem.

Wczoraj, po kilkunastodniowej nieobecności w Polsce, lekturę zaległych gazet zacząłem od „Tygodnika Powszechnego” (na 22 sierpnia). A tam Ewa Szumańska (chyba wszyscy, nawet najmłodsi świętoduchowcy, kojarzą Młodą Lekarkę?) pisze o … nienawiści. Wyraziła dokładnie to, co ja miałem już napisane, ale z tchórzostwa skasowałem. Napisała oczywiście dużo lepiej, ale myśli – jak moje.

Nie znoszę tchórzostwa, szczególnie własnego, od czasu do czasu jednak mnie dopada. Więc aby choć częściowo się zrehabilitować, przede wszystkim we własnych oczach, informuję: W kruchcie z 8 sierpnia zamiast mojego płaczliwego „Dnia agnostyka” powinna być „Grupa” Ewy Szumańskiej, a 15 sierpnia zamiast mojej równie płaczliwej „Duchoty” powinien być „Jeden człowiek” tejże autorki. Kto zainteresowany, niech przeczyta sobie w „Tygodniku”. A kto nie – to nie.

Spoza kruchty , , , , , ,

UWAGA O PRZYJAŹNI

Przyjaciele umieją się wspierać. I jest to bardzo potrzebne i dobre. Choć to sztuka, która zanika.

Przyjaciel odbierze telefon dwadzieścia minut po północy i za piętnaście czwarta rano. Nie zdziwi się, że chodziło tylko o pozdrowienia. Zerwie się z łóżka, kiedy będzie trzeba jechać na pogotowie albo dworzec. Ale to nie jest najważniejsze.

Przyjaciel jest bankiem czasu, odda go nam bez procentów i zawsze całkowicie, bez rat. Ale i to nie jest najważniejsze.

Przyjaciel pamięta, zadzwoni, pożyczy, odda, przyjmie, odwiedzi, kupi tabletki. Ale i to nie jest najważniejsze.

Najważniejsze, że jest. Jest z istnieniem otwartym właśnie na mnie. Mogę wprost polecieć w jego serce. I pozostać w nim.

Itinerarium , , , , ,

KOSZULKA Z CHE

Młody chłopak, inteligentny, dobry, paraduje w koszulce z Che Guewarą. Dziwi się, że jesteśmy zdegustowani.

Tłumaczymy, że był to okrutny fanatyk, że zabijał niewinnych ludzi strzałem w tył głowy, że chciał krwi i ofiar w imię oszalałej ideologii. Chłopak broni się, że on tylko lubi grafikę, a od wszelkich idei odcina się. A jakbyś nosił Hakken Kreuz, swastykę, to byłoby okej? Ależ nie, koszulki ze swastyką by nie włożył. Hitler to był zły człowiek.

Kultura masowa zrobiła z mordercy, jakim bez wątpienia był Che, bohatera i idola, Stalin cieszy się sympatią nie tylko w kręgach zatwardziałych komunistów. Nie brakuje uznania dla osobowości Hitlera.

Mało widzę koszulek z wizerunkami Stanisława Kostki, Karoliny Kózkównej czy Pier Giorgio Frassatiego. Koszulki zresztą nie muszą być jeszcze dowodem na pomieszanie wartości. Choć znamienne jest, że mordercy stają się bohaterami, a prawdziwi herosi traktowani są kpiąco.

Rzeczywistość trzeba tłumaczyć, nie tylko nastolatkom, inaczej się pogubimy. Prawda nie obroni się sama.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

KRZYK BIEDNYCH

To była krótka rozmowa, w której nawet nie było krzyku, był szept obolały, łzy ciche i gorycz wobec świata, życia i ludzi. A jednak ta rozmowa wybrzmiała we mnie jako krzyk biednego. Wkrótce osoba, z którą rozmawiałem, zostanie na bruku, z trójką dzieci, absolutnie bez swojej winy. I bez pieniędzy na życie swoje i dzieci.

Kiedy skończyliśmy rozmawiać, nie wiem jak, ale natychmiast nawiedziły mnie słowa, które słyszałem jedenaście lat temu. W Ełku, Jan Paweł II – przepraszam, że znów Go przywołuję – mówił jak prorok:

„«Krzyk biednych» całego świata podnosi się nieustannie z tej ziemi i dociera do Boga. Jest to krzyk dzieci, kobiet, starców, uchodźców, skrzywdzonych, ofiar wojen, bezrobotnych. Biedni są także wśród nas: ludzie bezdomni, żebracy, ludzie głodni, wzgardzeni, zapomniani przez najbliższych i przez społeczeństwo, poniżeni i upokorzeni, ofiary różnych nałogów”.

Krzyk biednych, pomyślcie chwilę, że na nic innego już ich nie stać. Krzyk, który być może ktoś usłyszy. Na pewno ten krzyk dociera do Boga.

I z drugiej strony, naszedł mnie fragment z Izajasza, też proroka, sprzed 2 500 lat.

Biada prawodawcom ustaw bezbożnych i tym, co ustanowili przepisy krzywdzące, aby słabych odepchnąć od sprawiedliwości i wyzuć z prawa biednych mego ludu! (Iz 9-10)

Itinerarium , , , , , , , ,

DOBRE CZASY W ZŁYCH CZASACH

Wielu ludzi, myślących, obserwuje świat, różnie próbując nazwać i zrozumieć, to, co się dzieje. Dużo jest zatrwożonych głosów, zwiastujących zwycięstwo zła i upadek dotychczasowych zasad.

Jednym słowem, jest źle, coraz gorzej i wydaje się, że tak będzie już stale. Nie trudno znaleźć dowody na taką tezę. Coś się rozpada. I to coraz szybciej. Tak szybko, że nie sposób dobrze zrozumieć przyczyny, nie mówiąc o przewidzeniu dalszych scenariuszy.

Jasne, dla większości najważniejsze jest, żeby nadal było w miarę tanie piwo, dostępna benzyna i żeby nie trzęsła się ziemia. Póki otwarte są sklepy, szkoły i jeżdżą autobusy, nie ma powodów do lamentu.

Szybkość zmian, jakie zachodzą wokół nas, jest zadziwiająca i niezwykła. Prawda, trzydzieści lat temu trzeba było się natrudzić, żeby kupić porcję narkotyku i to w dość podłej postaci. Najpierw skok na pole makowe, potem żmudne warzenie, płukanie strzykawki i dopiero strzał. Dziś, elegancja Francja, jedna sterylna tabletka i efekt o wiele lepszy. Rzeczywiście złe rzeczy można robić dziś bardzo szybko i na ogromną skalę. I niejednokrotnie tak się dzieje.

Piszę o tym bez jakiegoś większego niepokoju. Mamy dziś faktycznie bardzo szybkie i sprawne pasy transmisyjne, umożliwiające błyskawiczne i nagłe zmiany. Dziś, o wiele szybciej, niż kiedykolwiek indziej, może nastąpić zmiana na dobre. U bram stoi i czeka na swoje szybkie możliwości transmisyjne to, co realnie zmieni świat. Miłość.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

MÓWI SIĘ?

W niepamiętnych czasach rozmowy telefoniczne łączyła pani na centrali. Jak rozmowa trwała dłużej niż pięć minut, pani telefonistka wcinała się z pytankiem: „Mówi się?”.

Ta fraza oznaczała przynaglenie, żeby nie przedłużać, bo cóż sensownego można jeszcze powiedzieć, po pięciu minutach rozmowy.

Dziś na nieszczęście mamy darmowe minuty, w czasie których przelewamy na darmo bystre strumienie nic nie znaczących słów.

Mówi się? Niestety tak. Tylko nic nam nie przerwie.

Itinerarium , , , , , , ,

ŚWIERZB I STRUŚ

Nie wolno używać tej samej szczoteczki do zębów, bo w ten sposób przenoszone są zarazki. Przed snem należy wziąć prysznic. A przed obiadem trzeba dokładnie umyć ręce.

Takie wskazówki wcale nie pochodzą z lekcji higieny w środku Afryki, ale są częstym elementem pracy wychowawczej, jaką w wakacje prowadzimy z dziećmi polskimi (mam na myśli działania podejmowane przez Centrum Duszpasterstwa Młodzieży). Dzieci oczywiście doskonale wiedzą, co to jest Internet i jak się wysyła esemesy, orientują się nieźle w scenariuszach popularnych aktualnie seriali.

Najtrudniej jest tłumaczyć rodzicom, że powinni wyleczyć swoje dzieci ze świerzbu, co przerabialiśmy niedawno. Świerzb lubi brud, a usunąć go można przez zniszczenie (albo przynajmniej wygotowanie) wszystkich ubrań i dokładną dezynfekcję pomieszczeń, gdzie się przebywa. Trudno pojąć, ale niektórzy rodzice wolą czekać, aż samo przejdzie.

Na naszych obozach dzieci dziwią się, że na obiad są dwa dania i jeszcze deser. Dziwią się także, że zabraniamy przeklinać, wyzywać się, popychać i przedrzeźniać.

Niemal każde dziecko chce być przytulane, głaskane i trzymane za rękę. Z ledwością wychowawcy nadążają z realizowaniem wysokiego popytu na czułość.

Jak już każde dziecko ma swoją szczoteczkę do zębów i zje dwudaniowy obiad, zabieramy je np. w podróż dookoła świata i dowiadują się, że w Gruzji niedawno była wojna, że w Afryce bardzo wielu ludzi (dzieci również) umiera z głodu, a na Kubie wciąż nie ma kolorowych butów, a często jeszcze żadnych. Pokazujemy kangury, baobaby, eukaliptusy, koalę i strusia. I razem witamy się po hiszpańsku, pozdrawiamy po niemiecku lub angielsku.

Uczymy te „nasze dzieciaki” (tak prawie każdy wychowawca mówi o swojej grupie) jak się śpiewa „Oto jest dzień”, jak się trzyma ręce na mszy i po co przynosimy wiązanki ziół do kościoła. Przypominamy, że Pan Bóg kocha je bardzo, tak bardzo, że gdyby nawet ojciec i matka zapomnieli o nich, On będzie pamiętał.

Itinerarium , , , , , , , , ,