ŻYCIE KWITNIE

Życie trwa i kwitnie w najlepsze. Nie ma, na szczęście, humorów i sezonowych depresji, nie obawia się podwyżek i inflacji.

Takie na przykład bociany zebrały się i poleciały już w kierunku Afryki. Będą tak lecieć przez trzy miesiące albo cztery, tam sobie pobiwakują ze dwa tygodnie, najwyżej cztery, i zbiorą się na powrót do nas. Tak, że w marcu będą na pewno.

Żurawie jeszcze się pałętają po mokradłach, klucze stworzą dopiero za miesiąc, gęsi gęgawe tak samo. I odfruną, gdzie trzeba.

Tysiąc razy pisałem, raz jeszcze przypominam, róbmy rzeczy najważniejsze.

Itinerarium , , , , ,

TO DA SIĘ ZROBIĆ

Kiedy wy czytacie te słowa, Kuba leci do Pekinu, przez Budapeszt. Będzie tam studiował język i literaturę chińską.

To nic nadzwyczajnego jeszcze, bo dowiedziałem się, że 40 innych młodych Polaków również udaje się na studia do Chin. Przed wyjazdem Kuba spieniężył różne chińskie precjoza, które przyszły w paczce do Lublina od Priscilli. Priscilla była naszą wolontariuszką w ubiegłym roku, semestr studiowała w Lublinie. Pracuje teraz z ludźmi chorymi na AIDS, w Chinach, w ośrodku katolickim, sama jest buddystką.

Jakub zawiezie trochę pieniędzy na wsparcie tego ośrodka oraz magiczną „chustę klanzową”, chustę, dzięki której można szybko zaaranżować mnóstwo ciekawych gier dla dzieci. Małe znaczki solidarności z ludźmi chorymi na AIDS, bransoletki oraz cudne chińskie damskie torebki, zostały obrócone na skromną pomoc dla braci i sióstr w dalekim Kraju Środka.

Im bardziej otwierają się granice, tym większa przestrzeń dla działania w miłości i solidarności. Może po to właśnie otwierają się granice.

Pamięć mam jeszcze jako taką, więc przypominam, co 10 lat temu mówił Jan Paweł II:

Globalizacja jest dziś zjawiskiem obecnym we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia, ale jest też zjawiskiem, którym należy mądrze kierować. Potrzebna jest globalizacja solidarności. (1 maja 2010, Rzym, Jubileusz Ludzi Pracy).

Okazuje się, że da się to zrobić!

Itinerarium , , , , , , , , ,

MAŁA NAGRODA ZA MYŚLENIE

Zaczepił mnie znajomy bezdomny, dość głośno, na środku ulicy:

– Kup mi coś, ksiądz, do jedzenia! Najlepiej gorącego!

Przypomniałem sobie, że w sobotę nakarmiłem go, po podobnym nagabywaniu.

– Czy myślisz, że ja co drugi dzień będę ci kupował jedzenie? To trochę przesada…

Ale głód czyni człowieka odważnym:

– Kiedyś mi ksiądz, obiecałeś, że raz na tydzień coś możesz kupić do żarcia. W sobotę był stary tydzień, dziś jest nowy tydzień…

Nie pamiętam, żebym obiecywał, ale logika wywodu ujęła mnie i kebab powędrował do brzucha pana Witka. Doszedłem, że jak człowiek myśli – a w prośbie pana Witka logika była – nagroda mu się należy. A poza tym należy jakoś poświętować w Dzień Solidarności.

Itinerarium , , , , ,

SOLIDARNOŚĆ CHODLIK

Im bliżej okrągłej daty trzydziestej rocznicy Solidarności, tym większy żal i złość, przynajmniej we mnie. Kiedy jednak patrzę na to co wokół, powraca radość i nadzieja.

Żal i złość mam, sam nie wiem do kogo, ale na pewno wiem, że Solidarność (zaklęta w formule Związku Zawodowego „Solidarność”) to nasze nawet nie srebro narodowe, ale złoto. Doświadczyłem tego wielokrotnie za granicą, często słyszałem o tym od znajomych spoza Polski. Jak oni nam zazdroszczą Solidarności! Ale my wiemy, że tamtą Solidarność, również związkową, możemy wspominać i na tym koniec. Dlatego wspominam, choć z żalem i złością, że nie wyrosła jednak z niej żywa i trwała solidarność całego narodu. Przeciwnie z tamtej Solidarności mamy dziś spory, agresję i potoki oskarżeń.

Radość i nadzieja rozpalają się we mnie na myśl o solidarności nowej, która wcale nie odwołuje się do legendy Sierpnia 1980, ale wyrasta ze słuchania Jana Pawła II, z licznych wspólnych spotkań młodych i jeszcze pewnie z mądrze wychowujących polskich rodzin.

Niedawno kończyliśmy pierwszy etap pomocy powodzianom na Powiślu. Przez naszą bazę w Chodliku przewinęło się prawie 700 osób, głównie młodych, kilkadziesiąt z zagranicy. W Rogowie, gdzie zajmowaliśmy się dziećmi powodzian, pracowało około 100 młodych wolontariuszy. Wszystko odbywało się w spartańskich warunkach, ledwo dwa prysznice, materace albo kiepskie łóżka, bardzo skromne posiłki, ciężka praca przy szlamie i zbijaniu tynków (wszystko starałem się udokumentować na naszej stronie – tu). To Solidarność nie związkowa, nie demonstracyjna, nie dymiąca, ale konkretna, cierpliwa, owocna i pełna sensu. To, co widziałem i czego sam doświadczam na Powiślu w okolicach Wilkowa, rozpala we mnie radość i nadzieję.

Ostatecznie dziękuję Bogu za tamtą Solidarność sprzed trzydziestu lat, choć chwilami złość i żal mnie żrą, ale z wielkim entuzjazmem patrzę na nową solidarność i nie brak mi wiary, że ona będzie rosnąć. I odmieniać skutecznie nasze wspólne życie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

Panna „S”

Bywa, że miłość przeradza się w silną niechęć, a czasem nawet w nienawiść. Ja na szczęście nigdy nie popadłem w nienawiść, a okres silnej niechęci dawno mam już za sobą.

Panna „S” dziś po prostu jest mi obojętna. Choć przyznaję, że 30 lat temu była piękna, a w 1989 roku może nawet jeszcze piękniejsza.

Szkoda, że się tak brzydko zestarzała.

Spoza kruchty , , , , ,

NAUKA PRZY LAMPIE

Uczymy się wszystkiego, co w życiu jest potrzebne i co do życia jest potrzebne. Uczymy się chodzić, mówić, potem alfabet, języki obce, taniec, matematyka.

Uczymy się wszystkiego, co do życia potrzebne. Nie uczymy się jak żyć, choć czasem stwierdzamy, że „życie nas nauczyło”. I choć nigdy się nie nauczymy jak żyć, zawsze warto próbować i zaczynać.

Jest jeszcze Ewangelia, za całym wachlarzem rad, podpowiedzi a nawet przykazań. Z roku na rok przekonuję się, że jej przesłanie można traktować coraz bardziej serio, co nie oznacza, że dosłownie. Powiem tak, warto lampę Ewangelii zawsze mieć rozpaloną, niech jej blask pada na życie. Widzimy wyraźniej, lepiej, dokładniej i we właściwych proporcjach.

Jeszcze pamiętam, jak uczyłem się chemii przy lampie, do dziś pozostała w głowie. Tak, podobnie, przy lampie Ewangelii, uczę się ciągle życia.

Itinerarium , , , , , ,

ŚWIADKOWIE NASZEJ MIŁOŚCI

kazanie na XXII Niedzielę Zwykłą
29 sierpnia 2010

Nie podoba mi się taktyka dość podstępnego zdobywania pierwszych miejsc na imprezach, sugerowana w dzisiejszej Ewangelii.

Rozumiem, że została podpowiedziana w celu uniknięcia przykrości, w przypadku zamieszania na żydowskich ucztach. Ewangelii nie czytam jako małego zbioru porad savoir-vivre’u, a tekst dzisiejszy rozumiem jako zaproszenie do wpuszczenia w swój świat „ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych”.

Większość z nas żyje w świecie dość silnie oddzielonym od rzeczywistości „ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych”. Tak było też za czasów Jezusa. On sam chciał być mostem, chciał połączyć w „jedną rodzinę”, porozdzierane ludzkie enklawy. Marzyła Mu się „jedna owczarnia”, braterstwo i solidarność.

Ci ludzie, „ubodzy, ułomni, chromi i niewidomi”, będą jedynymi, którzy w ostatniej chwili, złożą dobre świadectwo o nas. O ile są częścią naszego świata.

LITURGIA SŁOWA

(Syr 3,17-18.20.28-29)
Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy, będzie cię miłował. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa chwalony. Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim zapuściło korzenie. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza jest pragnieniem mędrca.

(Ps 68,4-7.10-11)
REFREN: Ty, dobry Boże, biednego ochraniasz

Sprawiedliwi cieszą się i weselą przed Bogiem,
i rozkoszują radością.
Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu,
cieszcie się Panem, przed Nim się weselcie.

Ojcem sierot i wdów opiekunem
jest Bóg w swym świętym mieszkaniu.
Bóg dom gotuje dla opuszczonych,
jeńców prowadzi ku lepszemu życiu.

Deszcz obfity zesłałeś, Boże,
Tyś orzeźwił swoje znużone dziedzictwo.
Twoja rodzina, Boże, znalazła to mieszkanie,
które w swej dobroci dałeś ubogiemu.

(Hbr 12,18-19.22-24a)
Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa.

(Mt 11,29ab)
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.

(Łk 14,1.7-14)
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.

Itinerarium , , , , , , , , ,

PRZYPUSZCZENIE MOŻE NAZBYT ŚMIAŁE

Zauważyłem, że niemal cały czas rozmawiam ze światem i życiem. Zapewne nie tylko ja jeden.

Kto wie czy najbardziej intensywnie ta rozmowa nie dokonuje się wtedy, gdy nie rozmawiam z ludźmi. A może najbardziej wtedy, gdy w ogóle milczę.

Bardzo mnie interesuje język świata i mowa życia. Właściwie cały czas się uczę tej komunikacji. Nie ma w niej słów, ani z mojej strony, ani z tej drugiej. A jeśli już są, nie mają żadnego ważnego znaczenia.

Jeśli dobrze to wyrażam, to, co się dzieje, zdarzenia, sytuacje, spotkania, książki (rzadziej filmy), muzyka, woda, powietrze, ptaki, kwiaty i drzewa, obrazy, budynki, drogi, niebo, plus wiele innych, to, co się dzieje, jest syntezą sensu, którego szukam. Nasłuchuję zarówno bełkotu kultury jak i harmonii natury, ludzkiej paplaniny i bezdźwięcznej poezji nieba, milczenia kościelnych wież i bekania (a czasem – przepraszam -tylko pierdnięcia) tzw. historii.

Wydaje mi się, że odróżniam to, co bezczelne od tego, co jest pięknie niepokorne. Odróżniam nieśmiałą prawdę od butnego kłamstwa i wesołe dobro od rozchichotanej pustki.

Nie uważam, że ta rozmowa z życiem i światem jest czymś wyjątkowym. Spełniam tylko jakiś mały obowiązek, przypuszczam nałożony nierozważnie przez Pana Boga.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

KLARA ŚWIATŁO

Za niespełna miesiąc będzie małe święto młodzieżowe, obawiam się, że niezauważone przez młodzież jak i przez starszych.

W Rzymie, 25 września zostanie beatyfikowana Klara Światło, Chiara Luce Badano, niezwykła i heroiczna włoska nastolatka, absolutnie nieznana w Polsce.

Podrzucam do lektury życiorys Klary, z nadzieją, że umocni to naszą wiarę w świętość dziś, w normalnych warunkach naszego życia.

Chiara Badano 1971 – 1990

Your browser may not support display of this image. Elegancka, energiczna, delikatna, wysmukła, wysportowana. Lubiła śnieg i morze. Normalna, młoda chrześcijanka. Nagle choroba, potem agonia, śmierć i proces beatyfikacyjny. Pozostały po niej listy, notatki i film o niej nakręcony amatorską kamerą. Nazywała się Chiara Badano. Gdy bliżej poznała ją Chiara Lubich, założycielka Focolari, nazwała ją “Chiara Luce” to znaczy “Jasne Światło”…

OCZEKIWANE I WYMODLONE DZIECKO

Urodziła się 29 października 1971 r. w Sassello, na Północy Włoch. To jeszcze nie wieś ale już daleko od miasta. Jedynaczka. Ojciec – kierowca ciężarówki. Mama – gospodyni domowa. Jedenaście lat od chwili ślubu modlili się i z tęsknotą czekali na dziecko. “Choć wypełniała nas ogromna radość – opowiada jej mama, Maria Teresa Caviglia – natychmiast zrozumieliśmy, że ona nie była tylko naszą córką lecz że przede wszystkim była dzieckiem Boga”. Mama zostawiła pracę zawodową, by zajmować się córeczką. Kochała ją i darzyła serdecznością, jednak potrafiła mówić “nie” na kaprysy Chiary.

DECYDUJĄCE SPOTKANIE DZIEWIĘCIOLETNIEJ DZIEWCZYNKI

Gdy miała 9 lat, poznała Ideał jedności na spotkaniu dziewczynek z ruchu Focolari we wrześniu 1980 roku. W ruch włączają się też jej rodzice. “Gdy wróciliśmy do domu – mówi mama Chiary – powiedzieliśmy sobie, że gdyby nas ktoś dzisiaj zapytał, kiedy zawarliśmy małżeństwo, odpowiedzielibyśmy: gdy spotkaliśmy ten Ideał życia”.

Mając 12 lat, 27 listopada 1983 r. pisze do Chiary Lubich: “Odkryłam, że Jezus opuszczony jest kluczem do jedności z Bogiem i chcę Go wybrać jako mojego jedynego Umiłowanego i przygotować się na Jego przyjście. Wybierać Go!”.

PROBLEMY W NAUCE I NIEPOROZUMIENIA Z RODZICAMI

W 1985 Chiara przenosi się do Savony, by uczyć się w gimnazjum i liceum klasycznym. Mimo wysiłku, ma problemy z nauką. Pozostaje na drugi rok w trzeciej klasie gimnazjum. Pojawiają się nieporozumienia z rodzicami, chociaż miłość jest silna i często dochodzi do kompromisów możliwych do zaakceptowania przez obydwie strony. Tak np. było z godzinami wieczornych wyjść z domu, kiedy zwłaszcza w week-end Chiara lubiła spędzać wieczory z przyjaciółmi w kawiarni w Sassello.

ZROZUMIAŁAM, ŻE NIE BYŁAM AUTENTYCZNĄ CHRZEŚCIJANKĄ

Mając 14 lat, 29 listopada 1985 roku pisze do Chiary Lubich: “Odkryłam na nowo Ewangelię, w nowym świetle. Zrozumiałam, że nie byłam autentyczną chrześcijanką, ponieważ nie żyłam Nią do końca. Teraz chcę uczynić tę wspaniałą Księgę moim jedynym celem. Nie chcę i nie mogę pozostać analfabetką tak nadzwyczajnego przesłania. Tak, jak łatwo mi przychodzi nauczyć się alfabetu, tak samo łatwo powinnam nauczyć się żyć Ewangelią”.

SPORT I DZIEWCZĘCE ZAKOCHANIE

Podoba się i jest lubiana; stale otoczona przyjaciółmi i przyjaciółkami. Bardzo lubi sport: tenis, pływanie, wycieczki górskie. Nie potrafi ustać w miejscu. Chciałaby zostać stewardesą. Ogromnie ludzi tańczyć i śpiewać. Lubi się elegancko ubrać, starannie uczesać, czasami zrobić sobie delikatny makijaż, ale bez przesady.

Chłopcy za nią biegają a ona lubi marzyć. Czasami mówi do przyjaciółki, patrząc na jakiegoś chłopca: “Wiesz, ten mi się podoba”. Ale nic więcej. Szczególna przyjaźń łączyła ją z Luca. Jeśli nie była to wręcz miłość, to przynajmniej bardzo mocna sympatia. Jednak nie pozwala sobie na kompromisy. Zostawia go – mimo że nadal bardzo go lubi – gdyż zauważa, że w relacjach między nimi “czegoś” brakuje. Kiedy Luca pisze do niej, błagając, by do niego wróciła gdyż zrozumiał, że ją kocha – Chiara pozostaje niewzruszona. Uczy się “odcinać”.

PRZYJĄĆ I UTULIĆ OPUSZCZONEGO CHRYSTUSA

Your browser may not support display of this image. Latem 1988 roku, zaraz po tym, jak się dowiedziała, że nie przeszła z matematyki, wyjeżdża z młodszymi od niej dziewczynkami na Kongres do Rzymu. Jest jej ciężko, że musi powtarzać klasę, ale się nie wycofuje. Pisze do rodziców: “Nadszedł bardzo ważny moment – spotkanie z Jezusem Opuszczonym. Nie było łatwo Go przyjąć i uściskać, lecz Chiara [Lubich] tłumaczyła dziewczynkom, że to On powinien być ich Umiłowanym”

NIESPODZIEWANY WYROK

Podczas gry w tenisa nagle odczuwa bardzo silny ból w ramieniu. Początkowo nie przywiązuje do tego wagi, podobnie zresztą lekarze. Nawroty bólu skłaniają ich jednak do przeprowadzenia dokładniejszych badań. I oto wynik jak wyrok: sarcoma osteogenico – rak kości z przerzutami, jedna z najcięższych i bolesnych postaci nowotworu. Po długim milczeniu, bez płaczu i bólu Chiara przyjmuje odważnie wiadomość. “Będzie dobrze. Jestem młoda” – mówi. Jej ojciec powie później: “Byliśmy pewni, że Jezus był pośród nas. To On dawał nam siłę”. Rozpoczyna się dogłębna przemiana; bardzo szybka wspinaczka do świętości.

WE WŁAŚCIWYM MOMENCIE

Pobyt w szpitalu. Chiara wyróżnia się altruizmem. Rezygnując z własnego wypoczynku, pomaga dziewczynie w ciężkiej depresji, uzależnionej od narkotyków. Towarzyszy jej wszędzie. Wstaje z łóżka mimo bólu, jaki odczuwa z powodu przerzutów w kręgosłupie. Potem będę miała czas aby spać – mówi. Stara się prowadzić normalne i radosne życie. Pisze w pamiętniku: “Tę chorobę Jezus zesłał mi we właściwym momencie”.

MYŚLELIŚMY, ŻE PRZYCHODZIMY JĄ PODTRZYMAĆ NA DUCHU

Leży w szpitalu w Turynie. “Na początku myśleliśmy, że idziemy do niej, aby ją podtrzymać na duchu. Zrozumieliśmy jednak bardzo szybko, że to my nie mogliśmy się bez niej obejść, jakby przyciągani tajemniczym magnesem”. Jeden z lekarzy, Antonio Delogu wyznaje: “Swoim uśmiechem i wielkimi, pełnymi światła oczyma pokazuje, że śmierci nie ma, a jest tylko Życie”.

DLA CIEBIE, JEZU

Your browser may not support display of this image. Przechodzi dwie bardzo bolesne operacje. Po chemioterapii traci włosy, na których jej tak bardzo zależało. Przy każdym straconym kosmyku mówi prosto ale treściwie: “Dla Ciebie Jezu”. Nic nie pomagają operacje kręgosłupa ani chemioterapia. Rodzice przypominają jej, że za tym wszystkim kryje się tajemniczy plan Boga. Chiara kocha jeszcze goręcej. Koledze, który jedzie do Afryki z misją humanitarną oddaje swoje oszczędności. Mówi:”Mi nie są potrzebne. Ja mam wszystko”.

NIE CHCĘ MORFINY

Istnieje taśma na której Chiara opowiada o bardzo bolesnym badaniu: “Gdy lekarze rozpoczęli ten mały lecz dokuczliwy zabieg, przyszła pani z promiennym uśmiechem na ustach, przepiękna. Zbliżyła się do mnie, wzięła mnie za rękę i wlała we mnie odwagę. Znikła tak szybko, jak przyszła; więcej już Jej nie widziałam. Ogarnęła mnie ogromna radość i zniknął lęk. Zrozumiałam wtedy, że gdybyśmy byli gotowi na wszystko, ileż znaków Bóg by nam zesłał!”. Paraliż nóg. Ostatnia tomografia nie daje żadnej nadziei. Nadchodzi chwila wielkiej próby. Chiara nie chce morfiny. Tłumaczy: “Odbiera świadomość, a ja mogę ofiarować Jezusowi jedynie cierpienie. Chcę dzielić z Nim jeszcze przez trochę Jego Krzyż”. Pyta lekarzy o swój stan. Chce być wszystkiego świadoma.

DOJRZAŁA

Pokój w szpitalu a następnie jej dom rodzinny staje się “domowym Kościołem” – miejscem spotkań i apostolatu. Chiara Luce jest już dojrzała. Pisze do niej lekarz, Fabio Marzi: “Nie jestem przyzwyczajony spotykać młodych takich, jak Ty. Zawsze myślałem, że w Twoim wieku przeżywa się wielkie emocje, szalone radości, entuzjazm. Nauczyłaś mnie, że jest to także czas pełnej dojrzałości”.

TEN BLASK W TWOICH OCZACH SKĄD POCHODZI?

19 lipca 1989 – straszny krwotok. Chiara zostaje uratowana w ostatniej chwili. Mówi: “Nie płaczcie nade mną. Ja idę do Jezusa. Na moim pogrzebie nie chcę ludzi płaczących lecz głośno śpiewających”. Podłączona do kroplówki mówi: “Czymże jest ta spadająca kropla w porównaniu z gwoździami w rękach Jezusa”. Z każdą kroplą powtarza: “Dla Ciebie”. Odwiedza ją kardynał Saldarini i pyta: “Masz przepiękne oczy. [Bije z nich] cudowne światło. Skąd ono w Tobie się bierze?”. Chiara odpowiada: “Staram się bardzo kochać Jezusa”.

TRUDNO MI OPUSZCZAĆ NIEBO

Czasami, choć zdarza się to rzadko, prosi rodziców, by nie wprowadzali do jej pokoju przyjaciół. Któregoś dnia tłumaczy: “Nie był to znak mniejszej sympatii lub smutku. Wręcz przeciwnie. Było mi trudno schodzić z tego poziomu na którym się znajdowałam a potem wchodzić tam z powrotem. Wszyscy, którzy są przy niej, oddychają “atmosferą Nieba”. Chiara pisze: “Ważne jest wypełniać wolę Bożą, to znaczy zaangażować się w grę, którą On prowadzi… Czeka na mnie inny świat i nie pozostało mi nic innego, jak mu się oddać. Czuję się teraz wciągnięta we wspaniały plan, który powoli, powoli się przede mną odkrywa. Tak bardzo lubiłam jeździć na rowerze, a Bóg zabrał mi nogi ale dał mi skrzydła…”.

CZY ZDOŁAM BYĆ WIERNA JEZUSOWI OPUSZCZONEMU?

Your browser may not support display of this image. 19 lipca 1990 r. pisze do Chiary Lubich: “Medycyna złożyła broń. Wszystko zależy od Boga. Ponieważ przerwano zabiegi, nasilił się ból kręgosłupa, spowodowany dwoma operacjami i unieruchomieniem w łóżku. Nie daję już rady obrócić się na bok. Czy zdołam być wierna Jezusowi Opuszczonemu? Czuję się tak bardzo mała, a droga do przebycia jest ciężka. Czasem czuję się przygnieciona cierpieniem. Lecz to Umiłowany przychodzi mnie odwiedzić, prawda? Tak, ja też powtarzam razem z Tobą: Jeśli chcesz tego Ty, Jezu, ja też tego chcę.

PRZYGOTOWUJE SIĘ NA WESELE

Nadchodzi czas, gdy jest pewna, że niedługo odejdzie. Nie chce tego zmieniać. Nie prosi o uzdrowienie, lecz o moc do wypełnienia woli Bożej. Właśnie wtedy przygotowuje razem z mamą “uroczystość zaślubin”, jak sama nazywa swój pogrzeb. Niemalże nie da rady mówić. Tłumaczy jak chce mieć uszytą sukienkę. Decyduje, że będzie biała, bardzo prosta, z czerwonym paseczkiem. Prosi, by ubrała się w nią jej najlepsza przyjaciółka. Chce zobaczyć, jak na niej leży. Tłumaczy też mamie, jak chce być uczesana na ten dzień. Wybiera muzykę, śpiewy i czytania mszalne. Opowiada jakimi kwiatami ma być przybrany kościół. Chce, aby ceremonia pogrzebowa była jednym wielkim radosnym świętem. “Mamo – prosi. Gdy będziesz mnie przygotowywała [do trumny], musisz powtarzać: Teraz Chiara Luce widzi Jezusa”.

SPOTKANIE Z UMIŁOWANYM

Obok Chiary Luce jej mama i ojciec. Za drzwiami – przyjaciele. Spokój, swego rodzaju zwyczajność. Jej ostatnie słowa są skierowane do mamy: “Ciao. Bądź szczęśliwa, bo ja jestem szczęśliwa”. Jest niedziela, 7 października 1990 roku, godzina 4 nad ranem.

Itinerarium , , , , ,

WALKA

Są armie, uzbrojone znakomicie, silne, sprawne, działają cicho i niezawodnie, zdolne zniszczyć wiele miast, krajów i przeciwników.

Są bardzo szybkie komputery, przetwarzające miliardy danych w kilka sekund. Cuda techniki, oszałamiające tempo, wielka wiedza.

Są banki, z sumami pieniędzy mierzonymi w wielu zerach po jedynce, ogromna siła. Można kupić wszystko i od razu.

I po drugiej stronie są ludzie. Bezradni może z pozoru. Wierzą, pracują, kochają.

Itinerarium , , , , ,