COŚ DLA PANA BOGA

Kazanie na Środę Popielcową
22 lutego 2012

W Wielkim Poście chcemy coś zrobić dla Pana Boga. Dlatego rezygnujemy z cukierków czy wszystkich słodyczy. Odstawiamy piwo i papierosy. Dobre to wszystko dla zdrowia i urody.
Chcemy coś zrobić dla Pana Boga. Wstawiamy w grafik Drogę Krzyżową, Gorzkie Żale i Rekolekcje. Dobre to wszystko dla samopoczucia, mamy prawo uważać się za bardziej pobożnych.
Chcemy coś zrobić dla Pana Boga, a robimy dla siebie. Ale możemy coś zrobić dla Pana Boga. Co? Przestańmy robić coś dla Pana Boga, aby On w końcu mógł coś zrobić dla nas. O wiele ważniejsze jest to, co On może zrobić dla nas i w nas, niźli to, co my jesteśmy w stanie zrobić dla Niego (a co w gruncie rzeczy robimy dla siebie samych).
Pozwólmy sobie w Wielkim Poście, aby słuchać i słyszeć. Aby patrzeć i oglądać. Aby czuć i przeczuwać. Nasiąkać. Chłonąć. Przyjmować. Otrzymywać.
Nie róbmy nic dla Pana Boga. Pozwólmy, aby On zrobił coś dla nas.

Itinerarium , ,

OSTATKI

Wtorek 21 lutego 2012

Prawdę mówiąc nie lubię ostatków, Nowych Roków, Sylwestrów, Walentynek, Dnia Zmarłych, Święta Kobiet, Dnia Babci i tym podobnych uroczystości.
Nie lubię jak ktoś organizuje mi nastrój. Tzn., że 14 lutego mam akurat myśleć o miłości, 1 listopada o zmarłych, 8 marca o kobietach a 1 stycznia leczyć kaca po imprezie. Podziwiam ludzi, którzy regulują swoje życie według „odgórnych wskazówek”.
Ja dzisiaj akurat mam Pierwszy Dzień Wiosny (który wy będziecie świętować i opijać dopiero 21 marca). I znam przynajmniej jedną osobę, która dziś ma na rozkładzie Wigilię Bożego Narodzenia. Szczerze mówiąc, współczuję tym, którzy dziś przezywają ostatki.

Itinerarium , ,

Denna Nadzieja

Mawiają, że na pojemność życiową płuc składa się:
– pojemność oddechowa, czyli powietrze, które pobieramy do normalnego oddychania;
– pojemność dopełniająca, czyli powietrze, które możemy wciągnąć, jeśli chcemy wziąć głębszy wdech;
– pojemność zapasowa, czyli powietrze, które możemy przy pogłębionym wydechu usunąć z płuc.

Z wielkim podziwem i pokorą patrzę na ludzi, którzy opowiadają o swoich ciężkich doświadczeniach, walce z chorobą, kłopotami, ogólnie rzecz nazywając, o sytuacjach, które wystawiają nas na ciężką próbę. Kiedy tak słucham i próbuję zrozumieć, mam wrażenie, że każdy ma jakąś nieustaloną i nielimitowaną pojemność na życie i na przychodzące doświadczenia.
Normalnie żyjemy zużywając tylko jej małą część. Kiedy adrenalina wzrasta, emocji przybywa, endorfiny powiększają nam tę pojemność. A gdy przychodzi czas, kiedy trzeba użyć nam pojemności zapasowej, jest coś na samym dnie, co nazwać możemy… zapasem. Nazwa jak nazwa, ale widać jasno, że jakkolwiek to nazwiemy i czemukolwiek przypiszemy, to na końcu zawsze jest najwięcej Nadziei. Może dlatego tak ciężko ją wyczerpać. (Bez)Denna Nadzieja.

Pozdrawiam,
jakub

Pekińskie zapiski , , , , ,

GRZESZYMY WSZYSTKIMI CZŁONKAMI

Poniedziałek 20 lutego 2012

Grzeszymy palcem. Wskazującym (winnego) i skazującym (niewinnego). I grzeszymy ręką. Bijąc i kradnąc przy jej pomocy. Grzeszymy językiem, bo kłamiemy, obgadujemy i plotkujemy.
Grzeszymy myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem, co zresztą co niedzielę wyznajemy – „że bardzo zgrzeszyłem, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”.
Grzeszymy kończynami dolnymi, jeśli kopiemy (leżącego zwłaszcza), jeśli idziemy w złe miejsca i gdy tupiemy z gniewu. Grzeszymy wszystkimi członkami. Oczyma, które widzą to, co powinny ominąć. Uszami, które podsłuchują. Ustami, które toczą wartkie strumienie głupstw.
Grzeszymy wszystkimi członkami. Ale żeby nosem? Nosem najwięcej. Wtedy, gdy wtykamy go w sprawy innych ludzi.

Itinerarium , ,

CZWÓRKA Z FANTAZJĄ

Kazanie na 7 Niedzielę Zwykłą
19 lutego 2012

Warto mieć przyjaciół. Warto mieć przyjaciół wierzących. W ciebie i w Boga.
Jeśli wierzą w ciebie, nie zostawią cię nawet w paraliżu. Koledzy bohatera dzisiejszej Ewangelii mieli do tego jeszcze fantazję i rozmontowali dach, żeby pomóc przyjacielowi.
Ale przede wszystkim mieli wiarę i tym przekonali Jezusa do interwencji. Życzę każdemu z was po czterech takich przyjaciół. I oczywiście bądźcie w Przyjacielskiej Czwórce, która z fantazją śpieszy na pomoc.

Kazanie dźwiękowe – na stronie www.itinerarium.pl

Liturgia słowa

(Iz 43,18-19.21-22.24b-25)
Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę. Lecz ty, Jakubie, nie wzywałeś Mnie, bo się Mną znudziłeś, Izraelu! Raczej Mi przykrość zadałeś twoimi grzechami, występkami twoimi Mnie zamęczasz. Ja, właśnie Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów.
(Ps 41,2-5.13-14)
REFREN: Uzdrów mnie, Panie, bo bardzo zgrzeszyłem
Błogosławiony człowiek, który myśli o biednym,
ocali go Pan w dniu nieszczęścia.
Pan go ustrzeże, zachowa przy życiu,
uczyni szczęśliwym na ziemi
i nie odda w moc jego wrogów.
Pan mu pomoże na łożu boleści,
podczas choroby poprawi mu posłanie.
Mówię: „O Panie, zmiłuj się nade mną,
uzdrów mnie, bo zgrzeszyłem przeciw Tobie!”
A Ty mnie podtrzymasz dzięki swej prawości
i na wieki umieścisz przed Twoim obliczem.
Błogosławiony Pan, Bóg Izraela,
aż po wszystkie wieki.
(2 Kor 1,18-22)
Bóg mi świadkiem, że w tym, co do was mówię, nie ma równocześnie tak i nie. Syn Boży, Chrystus Jezus, Ten, którego głosiłem wam ja i Sylwan, i Tymoteusz, nie był tak i nie, lecz dokonało się w Nim tak. Albowiem ile tylko obietnic Bożych, w Nim wszystkie są tak. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze Amen Bogu na chwałę. Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie, i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych.
(Łk 4,18)
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.
(Mk 2,1-12)
Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga? Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego.

Itinerarium , , ,

CZEKOLADA ZA DWUDZIESTKĘ

Sobota 18 lutego 2012
Karnawał, który się właśnie kończy, należało przetańczyć i przehulać, chwaląc Pana Boga gimnastyką w rytm muzyki. Może się komuś udało? Dziś się to rzadko udaje, bo przy wielu dźwiękach płynących z głośników, skojarzenia z muzyką nie są oczywiste. Na przykład wiele postękiwań nazywanych rapem czy hip-hopem, przypomina (wyznawcy tych nurtów, niech wybaczą) odgłosy człowieka dręczonego przez ostre zatwardzenie żołądka.
Bywały czasy inne. Nie było dyskotek, ale były zabawy. Zawsze z orkiestrą, która na żywo od wieczora po świt czarowała publikę żwawymi rytmami. I bywały wówczas walczyki.
Szedłem na pierwszą w życiu zabawę z kuzynami. Mój świętej pamięci ojciec odprawił mnie przed tą eskapadą, wskazując co mam robić i jak, a czego unikać. W górną kieszonkę marynarki wsadził mi banknot dwudziestozłotowy i poradził:

– Jak będzie walczyk czekoladowy, daj dwudziestkę i nie proś o resztę.

Walczyk czekoladowy pojawiał się na zabawach zwykle koło północy. Organizatorzy zabawy, zwykle ze Straży Pożarnej lub Koła Gospodyń Wiejskich, puszczali wtedy na salę kilka par, ubranych w stroje ludowe, z koszami (plecionymi z wikliny) wypełnionymi czekoladami. Dochód z walczyka szedł zwykle na jakąś sikawkę dla strażaków albo kuchenkę gazową dla pań poznających arkana nowych trendów kulinarnych (to było jeszcze jakieś 20 lat przed inwazją pizzy do Polski).
Walczyk pojawiał się dość nagle, ale było wiadomo, że bliżej północy, więc należało wówczas trzymać się ulubionej koleżanki, z którą czas płynął milej na zabawie. Do tańczących podchodziła para organizatorów i z wierszykiem lub bez proponowała zakup czekolady dla partnerki. Jak ktoś był gość – a ja byłem dzięki radzie ojca – wyciągał z kieszonki dwudziestkę i wręczał czekoladę rozanielonej pannie, rzucając dumnie do strażaków lub gospodyń:

– Bez reszty!

Czekolada kosztowała, pamiętam, złotych czternaście, zatem napiwek był spory. Jak ktoś był kiep i nie miał dwudziestki w marynarce, grzebał w spodniach, przerywał walczyk (aj, jaki wstyd!), supłał złocisze, a nagabywacze recytowali wierszyk, w którym kawaler na sknerę wychodził. Ja byłem gość. Kiepów odpowiednio obgadywały nieco starsze panie (po trzydziestce) obserwujące zdarzenia spod ścian remizy lub szkoły.
Panna obdarowana słodką czekoladą (bywały wówczas czekolady słodkie) mogła odwdzięczyć się kawalerowi jakąś słodyczą. Na przykład mogła poczęstować cząstką czekolady albo czymś innym. Moja koleżanka odwdzięczyła się, a jakże. Nie powiem jak. A co, moja słodka tajemnica!
Ach, jak takich walczyków żal! I karnawałów przy orkiestrze! I słodkich czekolad! Za które dwudziestkę – bez reszty! – się dawało. Jakoś tak było to wszystko razem – taniec, czekolada i Pan Bóg.
Ale i tak możecie swoim koleżankom czekoladę słodką na ten koniec karnawału zafundować. Za dwudziestkę wyjdą wam ze cztery nawet!

Itinerarium , , , , , , , ,

MILCZY

Piątek 17 lutego 2012

Bóg. Zasypiam z pragnieniem, aby był. Milczy. Budzę się z nadzieją, że jest. Milczy.
W południe biją dzwony, ja zmawiam Anioł Pański, wyznając, że On jest i poprzez historię z Marią, wszedł w nasze dzieje. On milczy.
Wiem, bo słyszałem i widziałem, że wielu ludzi ginęło w obozach zagłady, na Majdanku, w Oświęcimiu, w Katyniu, Na Kołymie, wołając, aby On był i coś zrobił. Milczał.

Piszę ten tekst, z wiarą, że On jest. Milczy.
Milczy. Ale jest.

Itinerarium , ,

SZESNASTEGO LUTEGO

Czwartek 16 lutego 2012

No i mamy Tłusty Czwartek. Ważne Święto, bo posmakujemy nad miarę pączków. Za parę dni powetujemy sobie tę rozpustę posypaniem popiołem na włoski (jak kto ma) . I wybije nam Środa Popielcowa.
Potem też będą Wielkie Dni. Palmy na niedzielę 1 kwietnia, bo to Palmowa. A jak ktoś mniej liturgicznie patrzy na życie, to będzie mógł fetować Prima Aprilis. Też fajna sprawa. Potem gruchnie Wielki Tydzień i Wielka Noc. Ale uciechę większą mamy w Lany Poniedziałek.
Co tydzień mamy Wolne Soboty, więc i to jest powód do radochy. Szperając w kalendarzu dodajmy także wolne w Trzech Króli, Pierwszy Maja, Trzeci Maja, Pierwszy Czerwca i Pierwszy Listopada. A przecież i Pierwszy Dzień Wiosny można opić. I Pierwszy Dzień Wakacji. I nie zapomnijmy o Pierwszym Września, kiedy chodziliśmy/chodzimy/ pójdziemy znów do szkoły!
Walentynki, Dzień Matki, i Babci, Barbórka, Dzień Wojska Polskiego, Rocznica Zwycięstwa pod Grunwaldem, Boże Narodzenie, Zielone Świątki, Boże Ciało, Nowy Rok, rocznica ślubu, urodziny, imieniny! Tyle świąt!
Najbardziej uroczyste dni przed tobą. Kiedy masz Dzień Szczęścia? Szesnastego lutego?

Itinerarium , , , , , ,

LEKTURA W WIECZÓR WALENTYNKOWY

Środa 15 lutego 2012

Znam ludzi, którzy mają nie milion ale po kilka milionów na kontach. Bogatsi mają konta, my zwykle konto.
Mam takiego znajomego, co wyznaje zasadę, że czyta klasykę tylko w oryginale. Ostatnio uczy się norweskiego, bo chce poznać Ibsena. Podziwiam go, bo czyta już po angielsku, francusku, rosyjsku, włosku, hiszpańsku, niemiecku, ukraińsku, portugalsku, flamandzku, czesku i duńsku (brawo Gabryś!).
I znam takich gości, co doskonale rozumieją giełdę, obstawiają odpowiednie akcje i mają takiego nosa, że dobrze na tym wychodzą. Inni moi znajomi prorokują, a może tylko udają, ale czasem zdarza się im coś przewidzieć z przyszłości. Biegłych w wielu naukach znam wielu, mają nawet po trzy doktoraty. I podziwiam ich. Mam też takich znajomych, którzy prawdopodobnie wypędzili diabła z jakichś ludzi.
Nie znam nikogo, jak dotąd, kto by Tatry przeniósł pod Nałęczów, ale może się jeszcze ktoś zdarzy. Piękne to wszystko.
Czasem czuję się mały , bo mam jedno, raczej chude, konto, umiem tylko parę obcych języków, giełdę kumam słabo, prorok ze mnie marny, a z gór to tylko kretowisko przeniosłem kawałek dalej.
Ale sobie przeczytałem w walentynkowy wieczór:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.

No i co? No to, że mam Walentynki 365 dni w roku, a w tym nawet przez 366 dni!

Itinerarium , , , ,

TAK SOBIE PATRZĘ I MYŚLĘ

Wtorek 14 lutego 2012

Tak sobie patrzę, słucham, czuję i myślę. I wiem, że wielu ludzi – ja czasem też – poddaje się zamieciom, zawiejom i różnym zawieruchom. A przecież człowiek iść ma pomimo tych wszystkich zadym.
Czasem nas zawieje jakaś moda z telewizora czy Internetu. I głupiejemy. Jakiś grosz niezgorszy zawiruje nam w głowach. Innym razem zamieć plotek poniesie nas za złe lądy. Zawieje nas zazdrość na mielizny zemst i rewanżów. A zawieruchy kiepskich dni wymażą z pamięci najważniejsze spotkania. I mówimy „Nie ma Boga” albo „Życie jest do niczego”.
A taka przyjaźń. Jest wiosenna, żwawa, roześmiana, spacerowa. I letnia, gorąca, z kwiatami i długimi wieczorami. I jesienna, z herbatą wypijaną w tuzinach filiżanek. I zimowa, jak się komu trafi, przy kominku i z pledem na nogach.
A taka przyjaźń jest na teraz najważniejsza. I dobroć codzienna. Z życzliwym telefonem i zaproszeniem na łyżwy. Ze zwykłą troską o samopoczucie. I z pączkiem na bliski już Czwartek Tłusty.
Zawieje, zamiecie, zadymy, zawieruchy. Niosą nas na gościńce zguby. I dopiero jakieś głupie Walentynki przypominają, że są ludzie i rzeczy Naj. Choć ja wolę Dzień Myśli Braterskiej (22 lutego).
Nie zapominajcie o swoich przyjaciołach. O tych, których kochacie. Za którymi tęsknicie. Wszystko inne to zamiecie, zawieje, zadymy i zawieruchy.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,