WBREW PORZĄDKOWI

Wtorek 3 lipca 2012

Jest taka mądra przestroga, z kart Pisma Świętego, wypowiedziana dwa tysiące lat temu, a wciąż bardzo akuratna. Św. Paweł pisze do wierzących w Salonikach: „Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi” (list drugi 3,11). Jeśli ktoś od razu pomyśli, że autor jest krytykiem urzędników i administracji, nie ma racji. Krytyka jest wymierzona nie w jakiś stan, ale w każdego z nas.
Rzeczy niepotrzebne. Swoista kategoria zachowań, które zabierają czas, nawet bardzo wiele czasu, a z których nie wynika nawet najmniejsze dobro. Dziś pole żniwa w tej materii rozpościera się w Internecie i telefonii komórkowej. Śledzenie portali, na których umieszczone są bezsensowne informacje (jeśli już za takie uznać teksty tam spotykane), które zżerają czas, a nie pozostaje po tej czynności ani jedna mądra myśl, żadna inspiracja, nawet minimum współczucia czy zrozumienia. Do tego dodać trzeba „instytucję komentarza”, w której wyżywają się osobnicy nie znajdujący audytorium w realnej sferze. Zwykle dziwię się, skąd się biorą komentatorzy, a jeszcze bardziej czytelnicy tych wpisów. Łączność mobilna powoduje z kolei wysyp zachowań typu „Tak sobie tylko zadzwoniłem, żeby pogadać”.
Jest też chyba spora grupa osób, które z powodu znużenia swoim własnym i nieciekawym życiem, zaczynają żyć życiem innych ludzi. W miarę nieszkodliwe jest to w przypadku głębokich więzi emocjonalnych z bohaterami seriali. Gorzej, gdy ktoś całą swoją aktywność lokuje w śledzeniu życia sąsiada, koleżanki lub znajomego. Taka aktywność zwykle nie pozostawia już czasu na zajęcie się swoim własnym życiem. Obiekt zainteresowania poddawany jest możliwie dogłębnej i wszechstronnej lustracji, pozostaje tematem niekończących się pogaduszek: „A wie pan, że ona …” „Prawdopodobnie on jak wychodził to …”, „A wczoraj, jak u niej zgasło światło …”.
I tak Rzeczy Niepotrzebne niosą nas przez życie. Raz przed ekranem z serialem, raz na portalu takim czy innym, raz na ławeczce pod blokiem czy przy słuchawce z „darmowymi” (niepotrzebnymi!) minutami. Gdybyśmy wyrzucili ze swojego życia kosz z Rzeczami Niepotrzebnymi, pozostałoby nam dużo wolnego czasu – którego zwykle nie mamy, z racji zajmowania się Rzeczami Niepotrzebnymi. Pozostałoby także sporo miejsca w naszej wyobraźni, uczuciach i myślach.
Św. Paweł, rozpoczynając napomnienie o Rzeczach Niepotrzebnych pisze, że jest to „postępowanie wbrew porządkowi”. Jest jakiś nienazwany do końca, ale pełen sensu i harmonii porządek, gdzie nie ma miejsca na plotki, gadulstwo, gapienie się w ekran i podpatrywanie innych.
Uwierzcie mi, ten Najciekawszy Świat jest w nas i rozpościera się tuż przy bramie naszych własnych myśli, doświadczeń, marzeń i nadziei. Każdy z nas ma w sobie Arcyciekawy Portal z niezwykłą zawartością, warto się wreszcie zalogować w samym sobie! I to jest jak najbardziej „postępowanie zgodne z porządkiem”.

Itinerarium , , , , , , , , ,

WZÓR BOCIANIEJ MŁODZIEŻY

Poniedziałek 2 lipca 2012

W bocianich gniazdach trwa wyjątkowy ruch. Młode rozpościerają skrzydła i zaczynają pierwsze loty. Mają niewiele czasu na treningi, bo za sześć tygodni zbiorą się na sejmikach i odlecą do Afryki. Ciekawe, że bocianie odloty rozpoczynają te najmłodsze osobniki, tegoroczne.
Pierwsze loty bocianiej młodzieży wyglądają śmiesznie. Potrafią przysiadać w niekonwencjonalnych miejscach, na przykład na środku drogi albo na dachu domu, czego oczywiście poważny bocian w życiu by nie zrobił. Mimo, że przygoda z unoszeniem w powietrzu jest na razie trudna dla nowego pokolenia bocianów, dają radę.
Przyglądałem się niedawno jak na śródleśnej łączce ucztowała sarnia mama z może dwumiesięcznym koźlęciem. Maleństwo naśladowało matkę, dokładnie w tym samym czasie unosiło głowę za przykładem dorosłej sarny, podobnie też żerowało natychmiast jak zaczynała matka. Wyglądało to zabawnie i nieporadnie, ale młodzian dawał radę.
Patrzę na to wszystko i wykrzykuję za psalmistą: „Jak liczne są dzieła twoje Panie, Ty wszystko mądrze uczyniłeś! (104). I jednocześnie myślę czemu my ludzie, nie dajemy rady? Czemu odkładamy ważne decyzje, wymyślamy kolejne „przeciw”, obrastamy w tysiące „ale” i przesuwamy w nieokreśloną przyszłość prawdziwe życie? Bociany, sarnie koźlęta, pszczoły i całe stworzenie daje radę. My komplikujemy sobie życie, czasem chyba gubiąc jakieś wyjątkowe szanse.
To może jednak, wzorem młodzieży bocianiej, czas wystartować?

Itinerarium , , , , , , , ,

TYLKO WIARA

Kazanie na 13 Niedzielę Zwykłą
1 lipca 2012

Nieszczęścia nasze własne i najbliższych są nieodłącznym składnikiem życia. Nie uciekniemy od chorób, zagrożenia śmiercią i innych dramatów. W tym podobni jesteśmy Jairowi i kobiecie z krwotokiem, bohaterom z dzisiejszej Ewangelii.
Czemu im się udało i kiedy nam może się udać? I Jair i chora kobieta próbowali coś zrobić ze swoimi nieszczęściami. Kapłan przyszedł do Jezusa, padł do Jego nóg i usilnie Go prosił. Kobieta słyszała o Jezusie, przyszła do Niego pomimo tłoku i dotknęła Jego płaszcza. Nie rozpaczali, nie zapijali się z nieszczęścia. Próbowali coś zrobić.
Po drugie, uratowała ich wiara. Ta wiara, o której my myślimy, że w ogóle jej nie mamy albo że jest chwiejna i słaba. O której tyle dyskutujemy, którą czasem wyśmiewamy i której niekiedy się po cichu lub głośno wypieramy.
Ale nic nie mamy innego przeciw nieszczęściom (które przychodzą i będą przychodzić), nic innego i bardziej skutecznego nie mamy. Przyjdzie nieszczęście, próbuj coś zrobić i jak mówi Jezus: „Nie bój się, wierz tylko!”

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

Liturgia słowa

(Mdr 1,13-15; 2,23-24)
Bóg nie uczynił śmierci i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.

(Ps 30,2.4-6.11-13)
REFREN: Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, Boże mój, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.
Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.
Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament.
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.

(2 Kor 8,7.9.13-15)
Podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.

(2 Tm 1,10b)
Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus śmierć zwyciężył a na życie rzucił światło przez Ewangelię.

(Mk 5,21-43)
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Itinerarium , , , , , , ,

DO TAŃCA

Sobota 30 czerwca 2012

Zwykle nie interesujemy się tym, jak jest. Wstajemy, pracujemy, czytamy książki (coraz rzadziej), śpimy. I tak możemy dociągnąć do „szczęśliwego końca”. A jak jest?
Pewnie nikt tego nie wie bezbłędnie. Są jednak jakieś próby. Teoria strun jako zunifikowana teoria wszystkiego zakłada – w wielkim uproszczeniu – że wszystko, cała materia i psychika, jest objęte jedną regułą oscylacji mikroskopowych strun, wszystko składa się z nut wygrywanych przez struny. Prościej mówiąc, wszystko co jest, nieustannie drży, jeśli chodzi o elementarne składniki. Oczywiście nie jesteśmy w stanie tego dostrzec, choć istnieją instrumenty potwierdzające wibracje materii.
I najprościej mówiąc, cała rzeczywistość jest w nieustannym tańcu, począwszy od najmniejszego elektronu po galaktyki. Dotyczy to także nas i całego naszego życia.
Być może jest tak, że od chwili stworzenia cała rzeczywistość – i my także – jest w Wielkim Tańcu, a Kompozytorem i Prowadzącym jest sam Bóg. Tylko my za mało tańczymy i w to nie wierzymy.
Może cała sztuka życia polega na tym, żeby pozwolić prowadzić się Bogu, w Jego rytm i zgodnie z Jego Krokiem.

Itinerarium , , , , , ,

DUŻO ZŁYCH RZECZY JEST W KOŚCIELE

Kazanie na Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła
Piątek 29 czerwca 2012

Mówi się, że dużo złych rzeczy jest w Kościele. I dlatego ludzie z niego występują. Wczoraj, na przykład wyczytałem, że w 2010 roku apostazji dokonało w Polsce 459 osób, w tym w mojej (lubelskiej) diecezji 16 – stosowną, zasłyszaną historyjkę, a propos tego, daję na końcu. Czemu Kościoła się nie lubi? Bo: niektórzy księża byli tajnymi współpracownikami dawnej Służby Bezpieczeństwa; udowodniono przypadki molestowania dzieci przez duchownych; jeden z proboszczów zażądał od bezrobotnego 700 zł za pogrzeb; ojciec Rydzyk robi takie rzeczy; księża nudzą na kazaniach. Dobrze, lista może być dłuższa, jest też jak najbardziej zgodna z faktami.
Bohaterowie dzisiejszej uroczystości, święci Piotr i Paweł, kłócili się ze sobą o potrawy, co wolno jeść a czego nie, a Piotr nawet w żywe oczy kłamał, że niczego właściwego nie zrobił. Wiemy dobrze, co obydwaj mieli na sumieniu, Piotr trzykrotne wyparcie się wszelkiej znajomości z Jezusem, Paweł krwawe prześladowanie uczniów Chrystusa. W pierwszych parafiach – poczytajcie Dzieje Apostolskie – dochodziło do nadużyć, oszustw, szarpaniny i wyzwisk. Przypomnę, że reszta Filarów Kościoła, Apostołowie, tchórzliwie uciekli z Golgoty, o czynie Judasza nie wspomnę. Dużo złych rzeczy było w Kościele. W Kościele od początku było dużo złych rzeczy.
Kocham ten Kościół, jeszcze raz to wyznaję. Kocham ten Kościół. Na Kamczatce, gdzie w Pietropawłowsku ks. Krzysztof ma nadmuchiwany kościółek, w którym gromadzą się potomkowie dawnych polskich zesłańców. Kocham ten Kościół. Na Kubie, gdzie w Pinar del Rio, Dagoberto Valdes organizuje seminaria z katolickiej nauki społecznej, na których połowa to zgłodniali wiedzy katolicy, a druga połowa to agenci, donoszący potem do władz o nieprawomyślnych poglądach wykładowcy. Dagoberto od czasu do czasu idzie za to do więzienia. Kocham ten Kościół. W Abchazji, gdzie znajoma Sofia, prawosławna, kieruje ośrodkami dla uchodźców, w których mieszkają prawosławni, protestanci, katolicy, muzułmanie, ateiści, agnostycy i wszyscy inni. Nieco dalej, w Tbilisi, ks. Witold, katolicki zakonnik, zbudował cerkiew dla swoich ubogich podopiecznych, w całości prawosławnych. Kocham ten Kościół. Wiola z Lublina wyjedzie niedługo do Zambii, a by w imię Chrystusa służyć bardzo ubogim mieszkańcom slumsów. Kocham ten Kościół. Robert Lewandowski publicznie mówi, że nie wstydzi się Jezusa. Ojciec Rydzyk buduje nową i wielką bazylikę pod wezwaniem Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Błogosławionego Jana Pawła II. Inny zakonnik, ojciec Serafin, założył erem karmelitański w Drzewinie. Matka Teresa z Kalkuty, nad wanną, w której myła trędowatych, miała napis „Oto Ciało Chrystusa”. Kocham ten Kościół. Proboszcz, który żąda 700 zł od bezrobotnego za pogrzeb. I wszystko, co wyżej pisałem.
Kocham ten Kościół. Trudna ta miłość. Ale tylko trudna miłość ma sens.

PS. A historyjka z apostazją? Kiedy czytałem dane o apostazji w Polsce, jeden z moich młodych znajomych zapytał: „ O! A z Biłgoraja to jeden wystąpił czy ktoś jeszcze?”

LITURGIA SŁOWA

(Dz 12,1-11)
W owych dnaich Herod zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. Ściął mieczem Jakuba, brata Jana, a gdy spostrzegł, że to spodobało się Żydom, uwięził nadto Piotra. A były to dni Przaśników. Kiedy go pojmał, osadził w więzieniu i oddał pod straż czterech oddziałów, po czterech żołnierzy każdy, zamierzając po Święcie Paschy wydać go ludowi. Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga. W nocy, po której Herod miał go wydać, Piotr, skuty podwójnym łańcuchem, spał między dwoma żołnierzami, a strażnicy przed bramą strzegli więzienia. Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi. Trąceniem w bok obudził Piotra i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk [Piotra] opadły kajdany. Przepasz się i włóż sandały! – powiedział mu anioł. A gdy to zrobił, rzekł do niego: Narzuć płaszcz i chodź za mną! Wyszedł więc i szedł za nim, ale nie wiedział, czy to, co czyni anioł, jest rzeczywistością; zdawało mu się, że to widzenie. Minęli pierwszą i drugą straż i doszli do żelaznej bramy, prowadzącej do miasta. Ta otwarła się sama przed nimi. Wyszli więc, przeszli jedną ulicę i natychmiast anioł odstąpił od niego. Wtedy Piotr przyszedł do siebie i rzekł: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi.
(Ps 34,2-9)
REFREN: Od wszelkiej trwogi Pan Bóg mnie wyzwolił.
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.
Wysławiajcie razem ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.
Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto biedak zawołał i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.
Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
(2 Tm 4,6-9.17-18)
Najmilszy: Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.
(Mt 16,18)
Ty jesteś Piotr – Opoka, i na tej Opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.
(Mt 16,13-19)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

CZWARTEK W POZNANIU 56 LAT TEMU

Czwartek 28 czerwca 2012

Zbyszek Janczewski miał 20 lat i był technikiem o specjalności obróbka cieplna. Marian Kubiak był monterem w telekomunikacji. Bernard Nowak pracował w drukarni. Obydwaj mieli po 19 lat. Zaledwie 18 lat dożyli: Andrzej Hoppe, ślusarz, Roman Bentke, technik łączności i Seweryn Kapitan, uczeń. Kazimierz Dutkiewicz, elektromonter i Zenek Kliche, jeszcze uczeń, lat 17. Szesnastolatków doliczyłem się pięciu: Henryk Błażej, uczeń tokarz, Leon Klój, uczeń tokarz, Jerzy Jankowiak, szklarz, Wiesiek Kuźnicki, uczeń geodeta i Alfred Raul, uczeń ślusarz. Andrzej Gliński uczył się w technikum łączności a Henio Nowicki na ślusarza, mieli po 15 lat. Romek Strzałkowski chodził do szkoły podstawowej nr 40 i miał 13 lat.
Wszyscy zginęli 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu podczas zrywu robotniczego. Suche notatki podają: „rana postrzałowa klatki piersiowej lewej”, „rana postrzałowa głowy, przestrzał czaszkowo-mózgowy”, „postrzał twarzowo-czaszkowy”, „ rana postrzałowa okolicy łopatki lewej z wylotami poniżej sutków”. To medyczne przyczyny śmierci. Ginęli od kul wystrzeliwanych przez milicjantów, żołnierzy i Służbę Bezpieczeństwa, na rozkaz komunistycznych władz, dążących do stłumienia pierwszego polskiego powstania po 1944r. A powstańcom chodziło o więcej chleba. Wymieniam tylko 16 najmłodszych powstańców, spośród wszystkich 50 zabitych wtedy na ulicach Poznania.
Zechcecie, znajdziecie więcej o poznańskim Czerwcu 1956, dziś pięćdziesiąta szósta rocznica. Też był to czwartek. Pamiętam o tej młodej Polsce, rozstrzelanej na poznańskich ulicach. Tam się zaczęła nasza wolność, którą tak mało chyba dziś cenimy. Westchnijmy za chłopakami z Poznania i żyjmy na miarę ich szlachetnej ofiary.

Itinerarium , , , , , , ,

SZTUKA SPOJRZENIA

Środa 27 czerwca 2012

Grzeszymy wszyscy. Lekko, ciężko, powszednio a nawet śmiertelnie. I każdy ma swój zbiór przewin, z którym coś trzeba zrobić.
Można szukać przyczyn grzechu we własnej słabości, w okolicznościach i w skłonnościach natury. Te poszukiwania wiodą do złudnego usprawiedliwienia – nie grzeszylibyśmy gdyby nie jakieś przyczyny poza nami. Jak sobie wytłumaczymy, że grzech przyłazi spoza nas, czujemy się trochę lepiej.
Można też czerwienić się na zewnątrz i wewnątrz, pluć na siebie i popadać w coraz większy wstręt do siebie samego. Tyle razy próbowałem i jest tak samo albo gorzej.
Można uciekać, anulować niektóre przykazania albo tłumaczyć je trochę mniej dosłownie, można popić, aby nie pamiętać.
Stosujemy jedną z tych metod a może i wszystkie na przemian, żeby jakoś poradzić sobie z grzechem. Tak bardzo zajmujemy się grzechem i sobą, że zapominamy, aby spojrzeć na Boga.
Kiedy zgrzeszysz, spójrz na Boga. Nic lepszego ani mądrzejszego nie możesz zrobić. Spójrzcie na Mnie – mówi Bóg – a rozpromienicie się radością! (Ps 34).
Chcielibyśmy stanąć idealni przed Bogiem, bez grzechu i skazy. A On kocha nas pomimo tego, że jesteśmy grzeszni. Kocha nas dlatego właśnie, że jesteśmy grzeszni.
Nie patrz na siebie i swoje grzechy. Spójrz na Boga, rozpromienisz się radością.

Itinerarium , , , ,

W KAŻDYM UTRAPIENIU

Wtorek 26 czerwca 2012

Dziękujemy Panu Bogu za życie, zdrowie, pomyślność, dobrych ludzi i za inne szczęścia. I o to samo Go prosimy. Na pewno nie błogosławimy Boga za nasze utrapienia.
Utrapienia są nieodłączną częścią naszego życia. Jak pamiętacie, nawet Prawdziwa Księżniczka miała swoje utrapienie w postaci ziarnka grochu pod dwudziestoma materacami i puchowymi pierzynami. My mamy krachy finansowe, nagłe choroby, stłuczki samochodowe, nieudolnych mężów, zbyt gadatliwe żony, krnąbrne dzieciaki i kłopoty z ciśnieniem. I tak dalej. I nic tu chyba nie nastraja do błogosławienia Boga. A jednak św. Paweł nie wahał się napisać: „Błogosławiony Bóg, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu” (2 Kor 1,3). Utrapienie nieobce było najstarszym pisarzom biblijnym, jeden z nich zauważył : „W dniu utrapienia wołam do Ciebie” (Ps 86).
Może utrapienia dane nam są po to, aby bliżej odczuć Pana Boga w życiu. Mamy prawo wołać do Boga, kiedy strapienia zalewają nam serce i to codziennie. Nie zapominajcie, że w Każdym Utrapieniu pociesz nas Bóg. On nie odbiera utrapień, ale pozwala przez nie przechodzić bez załamania i ogłaszania końca świata.
W chwilach utrapień wołajmy do Boga, który pamięta, aby pocieszyć nas. Taką mam poradę na dziś i na każdy inny dzień.

Itinerarium , , , ,

POSMAKOWAĆ i POCZUĆ BOGA

Poniedziałek 25 czerwca 2012

Dziś trochę w konwencji „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. W dobrych księgarniach znajdziemy bez trudu dzieła mistyczne św. Jana od Krzyża, świętych Teres (Wielkiej i Małej) i św. Bonawentury. Próżno jednak szukać czegokolwiek z twórczości polskiej mistyczki Doroty z Mątowów. Na stronach dodatkowych brewiarza można dzisiaj otrzeć się o Jej wspomnienie.
Życiorys Doroty, żyjącej w XIV w. (1347 – 1394) może wydać się dziś pełen dziwactw i horrorów. Była siódmym z kolei dzieckiem holenderskich osadników uprawiających ziemię w Mątowach koło Malborka. Została wydana za mąż w wieku 16 lat za Wojciecha, gdańskiego płatnerza (specjalista od wyrobów z metalu, np. przyłbic, zbroi). Z tego związku zrodziło się ośmioro dzieci, z których wskutek epidemii ospy zmarło siedmioro, ocalała jedynie córka Gertruda. Po śmierci dzieci , a potem męża, zdecydowała się na rzecz – z dzisiejszego punktu widzenia – absurdalną. Kazała zamurować się w wieży przy kościele w Kwidzyniu, z dwoma oknami, jedno wychodziło na pola, drugie do kościoła. W celi przebywała od maja 1393 r. do dnia śmierci, 25 czerwca 1394 r. Stamtąd podyktowała swemu spowiednikowi, Janowi z Kwidzynia, dwa tomy swoich przemyśleń („Wyznania” i „Objawienia”). Niestety nie znajdziemy polskiej wersji tych dzieł.
Trzy ciekawostki wiążą się z dzisiejszą patronką. W roku 1999, kard. Joseph Ratzinger (Benedykt XVI) podczas swojej wizyty w Polsce, zawitał do katedry w Kwidzyniu, gdzie przez dłuższy czas modlił się przed wizerunkiem Świętej i uznawany jest za jednego z bardzo gorących Jej czcicieli. Oryginalne ujęcie dziejów Doroty z Mątowów znaleźć można w powieści Guntera Grassa „Turbot”. W Niemczech Dorota jest czczona jako Święta, u nas jako błogosławiona – tak zatwierdził jej kult Paweł VI (w 1976 r.).
Jeśli dobrnęliście do tego momentu, to przeczytajcie też mały fragment listu Doroty do córki (nota bene zakonnicy, benedyktynki). Święta radzi córce pewną modlitwę:

Najsłodszy Panie, daj także mojej duszy duchowy zmysł powonienia, aby pachniały jej sprawiedliwość i cnota, niesprawiedliwość zaś, wada i jakikolwiek grzech wydawały wstrętną woń.
Udziel także duszy mojej, najdroższy Panie, duchowego smaku, aby dobra duchowe, rzeczy święte i cnotliwe, zwłaszcza przykazania Twe i polecenia były dla niej słodkie, życie zaś w grzechu, przekraczanie Twoich przykazań, życie nie duchowe i nie święte prawdziwą goryczą.

Mistyka powonienia i smaku z polskiej ziemi, zupełnie inne tropy poznania i doświadczenia Boga. I może podpowiedź, aby Go szukać w Mątowach, Jabłonce, Wólce, Kątach. Tu i teraz.

Itinerarium , , , , , ,

MOJE ŻYCIE TO MOJA SPRAWA

Kazanie na Uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela
Niedziela 24 czerwca 2012

Moje życie to moja sprawa. Dziś prawie każdy tak myśli, co oznacza przekonanie o posiadaniu życia „na własny użytek”. Dlatego postać św. Jana Chrzciciela, który zgodził się być tylko „głosem Boga”, jest mało pociągająca.
A jednak dzisiejsza uroczystość przypomina o prawie Boga do mojego życia, nawet wbrew moim wyobrażeniom i pragnieniom. Wolelibyśmy mieć Boga po naszej stronie, jako wszechmocną siłę, wspierającą nasze wybory i cele. Popularne dziś pojęcia typu „partnerstwo” czy „negocjacje” nie nadają się do określenia relacji z Bogiem. Bardzo trudno nam przyjąć scenariusz życiowy napisany przez Boga. Moje życie to moja sprawa. I nikomu – Bogu też – nic do tego.
Całe życie może nam zejść na próbach ustawienia Boga w roli partnera (czyli kogoś jakoś nam podobnego), z którym możemy wynegocjować korzystny kontrakt. Okropne dla naszych uszu słowo „posłuszeństwo”, kłóci się z poczuciem bezwzględnej wolności i autonomii, które uważamy za najważniejsze. Fraza „Bądź wola Twoja”, codziennie wypowiadana, jest coraz bardziej pusta. Nie daj Boże, aby On chciał inaczej albo przeciwnie do nas. Nie zgodzimy się.
Bliska relacja z Bogiem niesie ze sobą ryzyko zupełnie innego kształtu życia, niż sobie myślimy. Możemy jednak pozostać pobożnymi ludźmi, odsuwając jak najdalej od siebie myśl o wtrącaniu się Boga w nasze życie. W końcu, kto chciałby być jakimś tam „głosem Boga”, który ma się uniżać, aby Bóg wzrastał. To kompletnie nie nasza bajka.
Z modlitwą na ustach i bez Żywego Boga w życiu. Tak coraz częściej wygląda chrześcijaństwo.

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA

(Iz 49,1-6)
Wyspy, posłuchajcie Mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. A mówił: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.
(Ps 139,1-3.13-15)
REFREN: Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył.
Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi.
Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
i utkałeś mnie w łonie mej matki.
Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I duszę moją znasz do głębi.
Nie tajna Ci istota,
kiedy w ukryciu nabierałem kształtów,
utkany we wnętrzu ziemi.
(Dz 13,22-26)
W synagodze w Antiochii Pizydyjskiej Paweł powiedział: Bóg dał ojcom naszym Dawida na króla, o którym też dał świadectwo w słowach: Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę. Z jego to potomstwa, stosownie do obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi Zbawiciela Jezusa. Przed Jego przyjściem Jan głosił chrzest nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu. A pod koniec swojej działalności Jan mówił: ” Ja nie jestem tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach “. Bracia, synowie rodu Abrahama, i ci spośród was, którzy się boją Boga! Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu.
(Łk 1,76)
Ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogę.
(Łk 1,57-66.80)
Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Itinerarium , , , , , , ,