KAZANIE DLA GŁUCHEJ

Piątek 13 lipca 2012 Słyszę często, coraz częściej, że mamy wielkie i coraz większe problemy z wiarą. Coś w tym na pewno jest. Czasy są skomplikowane, niepewne, zmącone i nieprzewidywalne. To się oczywiście jakoś przekłada na życie i na wiarę. Chociaż mam pewne „ale”. Panią Agnieszkę spotykałem codziennie na mszy świętej rano, o siódmej. Pewnego dnia spóźniła się – co było w jej przypadku niezwykłe – i zauważyłem, że jest wyraźnie słaba. Ze szczerym współczuciem powiedziałem, że skoro się tak źle czuła, mogła nie przychodzić. – No ale jak tak bez mszy świętej? Trochę słabuję, ale przecież jeszcze chodzę. To jakbym mogła nie przyjść? Głupio mi się zrobiło z powodu szczerej porady duszpasterskiej. Kardynał Miloslav Vlk, dziś emerytowany już arcybiskup Pragi, opowiadał kiedyś historię z wizytacji w jednej z parafii w Sudetach. Wioska zagubiona w górach, parafia mała, dodatkowo jeszcze w czasach komunizmu rzadko kto do kościoła chodził. Przed wieczorną mszą kardynał przeglądał notatki do kazania. Proboszcz wizytowanej placówki co chwila nerwowo popatrywał na kościół i wreszcie widząc skromną liczbę wiernych, zaczął przekonywać hierarchę: – Na kościele są tylko dwie panie, nikt więcej nie przyjdzie ekscelencjo, chyba nie warto głosić kazania … – Proszę księdza, mam taką zasadę, że zawsze mówię! – Ale ekscelencjo … – Skończmy temat, zasad nie zmieniam – uciął kardynał. Po mszy, w trakcie której Vlk wygłosił piętnastominutową homilię, proboszcz lekko się uśmiechał i kręcił głową. – A nie mówiłem, a nie mówiłem … – Co takiego, proszę księdza? – Ksiądz arcybiskup wybaczy, ale ta pani z lewej strony, to jest niestety całkiem głucha. A ta z prawej jest Niemką i nic nie rozumie po czesku … Kardynał popatrzył ze zdziwieniem na poczciwego księdza i odrzekł: – I co? Czy myślisz, że ja z tego powodu mam zmienić swoje zasady? Czasy teraz takie trudne, zagmatwane i ciężkie dla wiary. I stąd chyba dużo naszych problemów z wiarą. Ale może – i to jest moje „ale” – mielibyśmy tych problemów mniej, gdybyśmy byli nieco bardziej konsekwentni i bardziej wytrwale trzymali się zasad?

Itinerarium , , , , , ,

ZA DUŻO ŻEBY UMRZEĆ

Czwartek 12 lipca 2012

 

Pan Kazmierz należy do szczególnej grupy ludzi, nawet dość licznej, choć pomijanej przez media i nie widocznej w statystykach. Pan Kazimierz ma za dużo, aby umrzeć i za mało, aby żyć.

Ma za dużo, żeby umrzeć, bo wspomaga go od czasu do czasu opieka społeczna, niekiedy parafia a także co bardziej wrażliwi sąsiedzi. Z głodu nie umrze, bo „należą” mu się paczki z przydziału, jakieś kasze, makarony, konserwy i płatki kukurydziane. Najłatwiej jest po Bożym Narodzeniu, bo można zrobić spore zapasy; mniej jest po Wielkanocy, ale da się dociągnąć do lata. Najgorszy sezon jest od września do połowy grudnia i pan Kazimierz chętnie ustanowiłby jeszcze jakieś jedno Święto między Wielkanocą a Bożym Narodzeniem.

Pan Kazimierz ma za mało, żeby żyć. Nigdy nie był nad morzem ani w górach, ma starą wersalkę, czarno-biały telewizor. Od czasu do czasu pracę, ale tylko wiosną i latem. I mieszkanie po rodzicach – dwadzieścia pięć metrów, z kaflowym piecem. Ma za sobą nieudane małżeństwo i kilka lat picia. Obecnie z nałogów pozostały mu papierosy. Tylko nie róbcie prostego równania – pił, palił, no to ma na co zasłużył.

Za dużo, żeby umrzeć, za mało, aby żyć. Pan Kazimierz nie umiera. Ale to nie jest życie.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

RADIO WOLNOŚĆ

Środa 11 lipca 2012

Może kilka osób zna sprawę Radia Wolność. Było takie radio. Dziś, kiedy radio to przeważnie śmieciowa muzyka i chrzanienie o letnich upałach (tak, jakby normalnie miały być w końcu lutego), sprawa może być mało chwytliwa. I wolność krucha, bo wydaje się, że to karta, którą można zapłacić za bilet do kina i serek w biedronce oraz w stokrotce.

Radio „Wolność” nadało w  grudniu 1939 roku trzy kilkunastominutowe audycje. W Wilnie. Polskie Wilno okupowali wówczas Litwini. Polacy marzyli o wolności, wolności od Litwinów, Rosjan i Niemców. Audycje przygotowywał Tadeusz Dąbrowski, żołnierz polskiej armii. Radiostację szybko namierzono, redaktorów aresztowano.

Tak to w historii bywało, że Polska i wolność, jakoś nierozłączne. Nawet kiedy ta wolność miała niewielkie szanse na rozkwit Polak chwytał się jej i choćby przez radio wołał, że Polacy to wolny naród i o wolność bić się będzie. To nic, że to tylko trzy krótkie audycje, ale to znak polskiego ducha. Ufam, że tego Ducha nie złamią czasy, w jakich żyjemy i że wciąż gdzieś w naszych polskich sercach zew wolności żyje.

 

Itinerarium , , , , , , , ,

MIŁOŚĆ NA MIEDZY

Wtorek 10 lipca 2012

Kocham cię. Jedni powtarzają to parę razy na dzień. Do ucha, w esemesach i mailach. I jest pewne, że oni nie zostaną wysłuchani przez wzgląd na swoje wielomówstwo. Bo, jak wiadomo, gadka – szmatka.

Inni wolą z gestem. Kolacja z winem za dwa tysiące złotych i nawet kawior do smaku. Do tego cicha, słodka muzyka z boczku. Ale wiadomo, że przez żołądek do serca żaden chirurg nie trafi, może poeta.

Jeszcze inni wysyłają czerwone róże furgonami i zapraszają na rejs  żaglowcem po ciepłym morzu. Nie dowierzajcie, ktoś mądrze wymyślił, że miłości kupić się nie da.

A ktoś przynosi dwa chabry, zerwane na miedzy, między łanem owsa i zasiewem seradeli. I daje bez słowa. I ucieka zawstydzony, Romeo to on nie jest, a i ona nie Julia.  A to właśnie miłość.

Nie gadajcie za wiele, nie rozrzucajcie banknotów. Tyle chabrów na miedzach, za darmo. I najbardziej milczą i mówią: Kocham cię.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ZIEMIE ŚWIĘTE I PRZEKLĘTE

Poniedziałek 9 lipca 2012

Kozielsk, małe miasteczko w zachodniej części obecnej Rosji, Polakom kojarzy się głównie z obozem stalinowskim, w którym przebywało pięć tysięcy polskich więźniów aresztowanych na wschodnich kresach Rzeczpospolitej po 17 września 1939 roku. Większość z nich zginęła potem w 1940 r. w Katyniu, bestialsko zamordowana przez sowieckie NKWD. W tzw. obozie „Kozielsk II”, powstałym w tym samym miejscu, więziono z kolei tysiące polskich oficerów internowanych wcześniej na Litwie przez Sowietów. Mieli wielkie szczęście, ponieważ obóz ten tuż przed czerwcem 1941 r. (inwazja Niemców) ewakuowano w głąb Rosji, a jeńcy trafili w znacznej części do tworzącej się armii gen. Andersa.

Mało kto z Polaków wie, że polscy jeńcy byli umieszczeni w Kozielsku w najsłynniejszym prawosławnym opactwie zwanym Pustelnią Optyńską, funkcjonującym już od XVII wieku. Budynki klasztorne zostały przekształcone przez radzieckich komunistów w obóz z ostrym rygorem. Tam trafili polscy oficerowie, część z nich zginęła w Kozielsku (nie sposób ustalić ilu), pozostali w Katyniu. Obóz w Kozielsku przeszedł m.in. ks. Zdzisław Peszkowski, słynny kapelan Rodzin Katyńskich (zm. W 2007 r.)

Pustelnia Optyńska jest dla prawosławnych Rosjan (ale i prawosławnych z całego Wschodu) mniej więcej tym, czym dla Polaków (i katolików) Częstochowa. Przez stulecia była miejscem pielgrzymek tysięcy Rosjan, szukających duchowego  światła u mnichów, zamieszkujących klasztor w Kozielsku. Pustelnię odwiedzali m.in. znakomici pisarze rosyjscy – Mikołaj Gogol, Lew Tołstoj czy Fiodor Dostojewski. Wydała wielu mistyków i mistrzów życia duchowego, wśród nich 14 ogłoszonych  świętymi. Od ponad 20 lat, po roku 1989, przeżywa swój renesans, gromadząc mnichów i na nowo stając się miejscem pielgrzymowania Rosjan, spragnionych głębszych doświadczeń duchowych.

Paradoksalnie, przeciętnie wykształcony Polak coś tam słyszał o obozie w Kozielsku, ale mało kto wie o dziejach Pustelni Optyńskiej. Z kolei przeciętnie wykształcony Rosjanin słyszał, choćby wzmiankowo o starcach (mistykach) z Kozielska, a nie ma pojęcia o martyrologium polskich oficerów w tym miejscu.

Prawdopodobnie 17 sierpnia tego roku, w Warszawie, zostanie podpisane wspólne przesłanie Kościoła Katolickiego w Polsce (abp Józef Michalik) i Kościoła Prawosławnego w Rosji (patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl I), zawierające elementy zbliżenia Kościołów i pojednania naszych narodów.

Niezwykle dziwne i skomplikowane są dzieje Polaków i Rosjan, a ziemie przeklęte bywają zarazem ziemiami świętymi.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

MĄDRZY LUDZIE WOKÓŁ NAS

Kazanie na XIV Niedzielę Zwykłą

 

8 lipca 2012

Codziennie ktoś do nas mówi, od samego rana po noc. Z telewizora, radia, Internetu, przez telefon. Miliony słów, zdań, potok informacji. Przywykliśmy, że „mówi się”. Nawet nie wartościujemy czy mądrze, czy bez sensu, przyzwyczajeni jesteśmy do wibracji słów w naszych głowach.

Nie słuchamy jednak tego, co się mówi, nie mamy takiego nawyku. Sytuacja jest podobna do Wielkiego Ula, w którym słychać ogromnie wiele głosów, tworzących gigantyczne brzęczenie. Z tym, że w pszczelim ulu to wszystko ma sens.

Usłyszeć Jezusa. Nie tylko usłyszeć, ale i posłuchać, tzn. zdobyć się na posłuszeństwo Jego słowu. Bardzo trudna sprawa. Chrześcijaństwo jest posłuszeństwem wobec Chrystusa. A my stajemy na progu – nawet nie słyszymy Jego głosu. Najpierw trzeba nam usłyszeć Go, a potem krok dalej – być posłusznym. Tego zabrakło mieszkańcom Nazaretu w dzisiaj czytanej Ewangelii.

„Obyście dzisiaj usłyszeli glos Jego” – modlę się codziennie rano w Psalmie Wezwania (95). I dziś także, za siebie i za każdego z Was.

 

PS. Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Ez 2,2-5)

Wstąpił we mnie duch i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich.

 

(Ps 123,1-4)

REFREN: Do Ciebie, Boże, wznoszę moje oczy

 

Do Ciebie wznoszę oczy,
który mieszkasz w niebie.
Jak oczy sług są zwrócone
na ręce ich panów.

Jak oczy służebnicy
na ręce jej pani,
tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu,
dopóki nie zmiłuje się nad nami.

Zmiłuj się nad nami, zmiłuj się, Panie,
bo mamy już dosyć pogardy.
Ponad miarę nasza dusza jest nasycona
szyderstwem zarozumialców i pogardą pysznych.

 

(2 Kor 12,7-10)

Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

 

(Łk 4,18)

Duch Pański spoczywa na Mnie, posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę.

 

(Mk 6,1-6)

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

Itinerarium , , , , ,

RÓŻE OD PANI MARII I PAPIEŻA

Sobota 7 lipca 2012

W ostatniej jak dotąd mojej podróży do Gruzji zawiozłem tam rzecz małą ale niezwykłą. Pani Maria Supryn, lubelska archeolog (ale to nie ma nic do rzeczy), przekazała przeze mnie Polakom mieszkającym w Tbilisi i Gruzji – różę. Tak, różę.

Róża ta, jako jedna z kilkunastu zdobiła 25 lat temu, ołtarz Matki Bożej w lubelskiej archikatedrze, przy którym modlił się 9 czerwca 1987 r. Jan Paweł II. Pani Maria poprosiła wówczas siostrę zakonną, zakrystiankę, czy może wziąć na pamiątkę róże spod obrazu. Po 25 latach, kiedy Jana Pawła II możemy już zwać błogosławionym, pani Maria przeznaczyła zasuszone róże dla Polaków mieszkających poza Polską. Każda róża jest w specjalnym ozdobnym pudełku, wraz z odręcznym rysunkiem twarzy Jana Pawła II i zdjęciem z 1987 r. oraz stosownym tekstem.

Pierwsza z róż powędrowała – wraz z wolontariuszami z Lubartowa – na Syberię i dotarła aż do Irkucka. Drugą zawiozłem do Tbilisi, trzecia wkrótce dotrze do Kazachstanu. Jasne, nie chodzi tu o relikwie, ale o pewien głęboki sens. Ktoś w Polsce pamięta o rodakach, którzy najczęściej nie z własnej winy, rozsiani są daleko od Ojczyzny i posyła im znak Osoby, która łączy nas wszystkich. Znak, który doskonale jest zrozumiały i bardzo poruszający.

Itinerarium , , , , , , , ,

TEN KTO NAWET NIE DRZEMIE

Piątek 6 lipca 2012

 

Kierowcy dobrze wiedzą o czym piszę. Zdradliwa drzemka. Jedziesz dłuższą trasę, dopada cię znużenie, zmęczenie, ospałość, nie do opanowania. Czasem na sekundę, dwie, bezwiednie zamykamy oczy, a potem … Jeśli mamy szczęście, wracamy na swój pas ruchu i wszystko jest dobrze. Gorzej, jak w tym czasie nadjedzie coś z naprzeciwka.

Bardzo często odmawiam sobie z pamięci werset jednego z psalmów: „On nie pozwoli zachwiać się twej nodze, ani się nie zdrzemnie Ten, który cię strzeże!” (121,3).

Niekiedy wydaje się nam, że nikt o nas nie pamięta, że wszyscy pilnują tylko własnych spraw i że możemy liczyć tylko na samych siebie. Otóż nie, Bóg, który mnie kocha, nie pozwoli sobie na zapomnienie, nawet na krótką drzemkę, podczas  której byłbym sam, bez Jego kochającej troski.

Pewnie dlatego jeszcze żyję, choć kręcę już drugi milion kilometrów. Pewnie dlatego wciąż mam  w sercu jakieś przedziwne uczucie, że otacza mnie Cudowna Bliskość, bliskość Kogoś, kto nieustannie pamięta i nie zdrzemnie się zapominając o mnie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

VALANGA DI VITA

Czwartek 5 lipca 2012

Nachodzi mnie czasem myśl, że czczę mało ortodoksyjnych świętych. Wczoraj, na przykład, wspominałem Pier Giorgio Frassatiego, który na mojej „play liście” niebian stoi bardzo wysoko. Święty, który nic nie zrobił, nie założył żadnego zakonu, nie napisał epokowej księgi teologicznej i nawet nie umarł jakąś spektakularną śmiercią męczeńską.
Powiedziałbym, że nawet przeciwnie. Wstąpił do trzeciego zakonu (dla świeckich) dominikańskiego, a kiedy jeden z jego przyjaciół powziął podobny zamiar, Pier Giorgio tak go podtrzymywał na duchu:

Raduję się, że pragniesz przyłączyć się do wielkiej rodziny św. Dominika, gdzie, jak powiada Dante: “Dobrze się jada, jeśli się nie leni”. Obowiązków jest tu bardzo mało, w przeciwnym razie wiedz, że nie mógłbym przynależeć do Zakonu, który wymaga wiele.

Kiedy umierał (4 lipca 1925) miał zaledwie 24 lata. Namiętnie palił fajkę (niżej wspominam epizod z dziejów duszpasterstwa na KUL w Lublinie), przepadał za winem, przeklinał i prał po gębach faszystów we Włoszech, łaził po górach, założył zwariowane Towarzystwo Ciemnych Typów i miał śliczną przyjaciółkę. Zmarł na Heinemedina, którą zaraził się od jednego z ubogich mieszkańców slumsów Turynu. Przyjaciele powiedzieli o Nim kiedyś, że to Valanga di Vita, Lawina Życia.
Lawina Życia. Tak właśnie chyba trzeba żyć. Nieważne co się robi, byleby robić to na sto procent, do końca. I to chyba oznacza, że po Bożemu. Po Bożemu można palić fajkę i cygara i poświęcać się chorym z najuboższych ulic miasta. Po Bożemu, to trochę inaczej niż normalnie i przyzwoicie. U nas bywa tak, że zamiast Lawiny Życia mamy takie łagodne bagienko z pobożnym rechotem rozleniwionych żabek. I spokojną taflę sadzawki.
Ile by tam nam jeszcze życia zostało, oby było jak Valanga!

PS. W kościele akademickim KUL w Lublinie znajdziecie dziś portret Frassatiego na tle Alp. Piękna, wysportowana sylwetka, zapatrzona w szczyty gór. W czasie moich studiów, Pier Giorgio miał w ustach zapaloną fajkę! Dopiero pod koniec lat 80-tych XX wieku, fajkę zamalowano! No i co ten święty teraz pali w niebie?

Itinerarium , , , , , ,

MAJDANEK NIE PRZEJDZIE

Środa 4 lipca 2012

W jednej ze stacji radiowych dziennikarz zaproponował temat związany z Majdankiem. „Daj spokój! To smutne! Ludzie teraz są na urlopach, znajdź jakiś lekki i przyjemny temat!” – usłyszał od szefa. O podobną postawę podejrzewam większość innych mediów, starających się zafundować odbiorcom nieszkodliwy, ale fałszywy obraz życia. Dzieje się to według zasady: jest lato, ludzie są na urlopach, nie należy ich męczyć. Ma być lekko, dowcipnie, dawajmy ciekawostki, a najlepiej jakby się nam trafił jakiś fajny potwór, tylko ten z Loch Ness już ograny.
Codziennie niemal widzę kolejkę do apteki z tańszymi lekami, długą, prażącą się na upale, trzeba poświęcić minimum godzinę, żeby zakupić taniej lekarstwa dla siebie, dla chorych rodziców czy dzieci. Dostałem ostatnio list z więzienia, z prośbą o herbatę i paczkę kawy, w celach tłok, jakiś zastój urlopowy?
W kilku dzielnicach mojego miasta, na kolejne edycje „Dobrych Wakacji w Dobrym Towarzystwie” (wklejam, co mogę na mój profil na FB) przychodzi bardzo dużo dzieci, bo żadne z nich nie wyjedzie poza miasto. Przyczyny są proste: rodzice nie mają pieniędzy albo nawet nie pomyślą o wypoczynku swoich dzieci. Znajoma pielęgniarka opowiada, że upał w salach szpitalnych, gdzie oczywiście nie ma i nie będzie klimatyzacji, jest potworny.
Z niedowierzaniem czytam/słucham/patrzę (rzadko) na świat w mediach. Jakiś półsen, papka dla ćwierćinteligentów, zaprawiona niekiedy horrorem z adrenaliną.
Rozmawiam z Bardzo Ważną Osobą w mieście. Mówię o wojnie Rosji z Gruzją, w sierpniu 2008 roku. „Tak? Wojna? Ach, być może, byłem wtedy na urlopie, mogłem przeoczyć …”
Życie, tak to czuję, ma swój rytm. Trzeba to czuć. Choć wiem, Majdanek nie przejdzie, za smutne i za ciężkie.

Itinerarium , , , , , ,