ZIEMIA W TYDZIEŃ DOOKOŁA SŁOŃCA

Sobota 20 października 2012

Na początku naszej najnowszej polskiej demokracji (czyli po r. 1989), miałem przykrą historię. Jakiś rozbójnik włamał się do mojego samochodu. Zgłosiłem zdarzenie na pobliskim posterunku policji. Pan Władza spisywał wszystko, co mogłem wiedzieć o aucie, szło dobrze, aż do pytania:

– W jaki sposób sprawcy dostali się do wnętrza samochodu?
– Słucham? Sam chciałbym wiedzieć! – odparłem – Nie macie specjalisty, który by to sprawdził?
– To pana auto i powinien pan go pilnować!

Wtedy pomyślałem, że to jeszcze stare czasy, milicjant ledwo się przepoczwarzył w policjanta, więc nie ma co oczekiwać profesjonalizmu. Teraz mamy jednak już 23 rok demokracji i życzyłbym sobie więcej kompetencji i rozumu, na przykład u władz i techników stadionowych.
Moja znajoma, która patrzy na Polskę z zagranicy wciąż mnie przekonuje: „Czy ty nie widzisz, że żyjesz w kraju rządzonym przez idiotów?”. Mówi tak już od wielu lat, bez względu na kolejne ekipy rządzące. Próbuję oponować, podając przykłady mądrzejszych poczynań moich demokratycznych władz.
Dwa dni temu media ujawniły (np. tu:
http://www.rp.pl/artykul/39,943478-Bialoruska-wpadka-MSZ.html ), że po raz kolejny dzięki infantylizmowi polskich urzędników kilkunastu białoruskich opozycjonistów może zostać ukaranych więzieniem lub kolonią karną. W ubiegłym roku kompletna głupota polskich prokuratorów spowodowała uwięzienie na 4 i pół roku Alasia Bialackiego (pisałem o tym 13 sierpnia 2011 r.). Teraz okazuje się, że w naszym Ministerstwie Spraw Zagranicznych nie wiedzą, że na Białorusi panuje dyktatura, a jej szef, Aleksander Łukaszenka, wsadza do więzienia swoich krytyków i przeciwników. Może nie wymagałbym takiej głębokiej wiedzy od urzędników ministerstwa zdrowia, ale ci od spraw zagranicznych powinni to wiedzieć. Chyba, że faktycznie żyjemy w kraju rządzonym przez idiotów, i to szkodliwych.
Nawet mało spostrzegawczy i rozgarnięty Polak wie, że w październiku i w ogóle jesienią, może padać deszcz. Dlatego, po sprawdzeniu prognozy pogody sięgamy po parasole, peleryny, kurtki przeciwdeszczowe a nawet gumiaki. Woda nie powinna się dostać do domów, dlatego zamykamy drzwi i okna. Szyberdachy w autach domykamy. I normalnie zasuwamy także dachy na nowoczesnych stadionach. Chyba, że żyjemy w kraju rządzonym przez idiotów, jak przekonuje mnie znajoma mieszkająca poza Polską.
Możemy sobie tylko życzyć lepszych czasów. Możemy. Kilka dni temu wdałem się w większym gronie w pogawędkę o wiedzy współczesnej młodzieży. Dwie panny, akurat po studiach, też się przysłuchiwały. I zapytałem Przyszłość Narodu:

– To jak dziewczyny, ile czasu Ziemia potrzebuje, żeby okrążyć Słońce?
– No … Dobę! – wypaliła pierwsza.

Druga widząc moje zdziwienie natychmiast poprawiła koleżankę:

– Tydzień! Wiadomo, że tydzień

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

TRZY RAZY ODPUŚĆ

Piątek 19 października 2012 Na wspomnienie bł. ks. Jerzego Popiełuszki Ksiądz Jerzy Popiełuszko zginął w piątek, 19 października 1984 r., 28 lat temu. Przez dziewięć dni w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu odbywały się msze święte i nabożeństwa w intencji odnalezienia księdza. Dopiero 30 października dotarła informacja o wyłowieniu Jego ciała z Wisły pod Włocławkiem. Wszyscy wiedzieliśmy, że zabili Go – używając skrótu myślowego – „komuniści”; potem poznaliśmy nazwiska autorów zbrodni, funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa (SB), kpt. Grzegorz Piotrowski, por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski oraz płk Adam Pietruszka, mocodawca zabójstwa. Podczas pierwszej mszy św. na Żoliborzu, kiedy już wiadomo było, że ks. Jerzy nie żyje (30 października 1984 r.), zaprzyjaźniony z męczennikiem ks. Antoni Lewek zaapelował do wielotysięcznego tłumu, aby opanować uczucia zemsty i nienawiści. I wówczas, jak wspomina ks. Lewek, wydarzyła się rzecz absolutnie niezwykła. Zapłakani ludzie podczas odmawiania modlitwy Ojcze Nasz, spontanicznie trzykrotnie powtórzyli frazę „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Ks. Antoni Lewek „Męczennik prawdy i nadziei”). Modlitwa okazała się bardzo skuteczna, nikt nie podjął krwawego odwetu na sprawcach czy pomysłodawcach morderstwa. Przez wstawiennictwo błogosławionego księdza Jerzego warto się modlić o wolność od złości, pogardy, gniewu, odwetu, nienawiści czy chęci zemsty. To bardzo potrzebna dziś wolność. Warta jednak nawet potrójnego powtarzania w modlitwie „Odpuść nam jako i my odpuszczamy …”

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

ZDARZYŁO SIĘ NA KOŃCU ŚWIATA

Czwartek 18 października 2012

Pewien człowiek miał sześć problemów. Wymieniał je bardzo szybko i sprawnie. Beznadziejna praca, długi, słabe zdrowie, skłonność do picia, nie za mądre dzieci i dom tuż przy bardzo ruchliwej szosie.
Kolega doradził mu, że powinien wyjechać jak najdalej, najlepiej na koniec świata, i zapomnieć o wszystkim. Człowiek poszedł do dworzec, a pani kasjerka bardzo chętnie sprzedała bilet na Koniec Świata, bo to są bardzo drogie bilety i intratny interes dla kolei.
Na Końcu Świata jest bardzo wygodny hotel, w którym zagościł człowiek z sześcioma problemami. Z okna rozściela się widok na bezkresne morze, kojącą przestrzeń, miód dla duszy. Ech!, pomyślał człowiek, nareszcie! A z tarasu po drugiej stronie hotelu oczy cieszą górskie szczyty, pokryte kolorowymi drzewami, małymi i dużymi. Ech!, pomyślał człowiek, nareszcie!
Nie tracąc czasu człowiek zaczął rozpakowywać walizki, aby zaraz udać się na pierwszy szczęśliwy spacer. Otworzył jedną walizkę, a z niej – ku szczeremu zdziwieniu człowieka – wyskoczyła beznadziejna praca, długi i słabe zdrowie. Po otwarciu drugiej wyskoczyły nagle nie za mądre dzieci i skłonność do picia. Tylko dom nie pojechał na koniec świata i pozostał przy bardzo ruchliwej szosie.
Często nie rozwiązujemy swoich problemów tu i teraz, ale chętnie przesuwamy je w czasie (kiedyś) lub przestrzeni (jak pojadę w góry, jak pojadę nad morze, jak pojadę do lasu). Nasze problemy mają cudowną właściwość podróżowania razem z nami, nawet na koniec świata. Ponadto, nie rozwiązane dziś, podrosną do jutra i dopiero nam dopieką.
Tu i teraz, prawdziwe życie. Kiedyś i gdzieś, szatańska poku

Itinerarium , , , , , , , , ,

GWAŁTOWNE ZMIANY

Środa 17 października 2012

W wielu państwach Europy głównym obecnie problemem jest „stabilizacja rynków finansowych” i opanowanie nastrojów społecznych (chodzi o Grecję, Hiszpanię, Portugalię i Włochy, jak na razie). Krótko mówiąc trzeba zrobić wszystko, aby był spokój, cisza, żadnych demonstracji i oczywiście żadnych zmian.
W roku 1980 i 1981 cała administracja watykańska namawiała Jana Pawła II, aby nie popierał „Solidarności”, bo ruch ten może zdestabilizować sytuację we wschodniej Europie, a w rezultacie doprowadzić do nieobliczalnych zmian. Bogu dzięki, Jan Paweł wiedział i robił swoje i nie uległ pokusie osiągnięcia stabilizacji za wszelką cenę.
Z kolei niedościgłym mistrzem zachowania status quo i stabilizacji pozostanie pewnie ewangeliczny Kajfasz. Przypomnę: „Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: “Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród”.” (Jan 11, 49-50). Wiemy, jak to się skończyło.
Stabilizacja, spokój i cisza, same w sobie nie są wartościami. Przeciwnie, niekiedy niepokój, wzburzenie i protesty, prowadzą do korzystnych i błogosławionych zmian. Wiemy, że pewne rzeczy można osiągnąć tylko krzykiem, bo spokojna mowa nie dociera. Matki, przy narodzinach dzieci też raczej są mało stabilne i dość głośne, jeśli mogę tak napisać.
Piszę to, aby przypomnieć, że nie możemy się bać zmian w naszym życiu. Ani w tym wspólnym ani w osobistym. Odwaga apostołów, którzy swoją robotą zdestabilizowali świat antycznego Rzymu, czy zdecydowanie Jana Pawła II w kwestii „Solidarności” i komunizmu, podpowiadają, że od świętego spokoju ważniejsza jest prawda, wolność, sprawiedliwość i miłość.
Przypomnę, także, że nasza wiara, nadzieja, miłość, sensy życia – przekazane potem przez pokolenia następców Apostołów – rodziły się w mało spokojnej atmosferze: szum, uderzenie gwałtownego wiatru i jeszcze języki z ognia.

„Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden.” (Dz 2,2-3)

Jeżeli czujecie, że przed wami otwierają się możliwości pełniejszej wolności, bardziej przejrzystej prawdy, głębszej sprawiedliwości czy gorętszej miłości, z wdzięcznością przyjmijcie zmiany, które do tego prowadzą, nawet jeśli byłyby gwałtowne. Duch Święty działa czasami przedziwnie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

MOŻESZ MÓWIĆ I PISAĆ BEZ OBAW

Wtorek 16 października 2012

Lista pięknych i niezwykłych rzeczy, za które ludzie lubią a nawet uwielbiają Jana Pawła II jest długa. Nie będę wyliczał zasług Papieża wybranego 34 lata temu. Chcę tylko wspomnieć o małym przewrocie, dokonanym przez Wojtyłę. Małym, ale myślę, że ważnym.
W pierwszym miesiącu swojego pontyfikatu Jan Paweł II zarządził, aby listy przychodzące do Niego, na adres „Karol Wojtyła” lub „Jan Paweł II” nie były otwierane przez jakiegokolwiek pracownika sekretariatu papieskiego, chciał je otwierać sam. Złamał tym zarządzeniem kilkusetletnią tradycję Watykanu. Papieże, jak wiadomo, są ludźmi bardzo zajętymi i utarło się, że „obsługa kancelaryjna” odbiera pocztę zaadresowaną na Następcę Świętego Piotra, segreguje ją i dopiero potem dostarcza papieżowi. Podobno przez lata istniało w Watykanie stanowisko „dostarczyciela poczty”, które piastował jeden człowiek, ot, taki miał fach. Do dziś w niejednym dyrektorskim gabinecie taką funkcję sprawują (lub sobie ją uzurpują) panie sekretarki. Po decyzji Wojtyły w Watykanie przez dłuższy czas sarkano na polskie porządki i burzenie starodawnej tradycji.
Czy Papież zrobił to z powodu szacunku dla swoich przyjaciół, którzy pisali do Niego do końca życia, czy z intencją zachowania tajemnic powierzanych drogą listowną czy wreszcie może z racji fantazji, tego nie wiem.
Historia z listami, upewnia mnie jednak w przekonaniu, że Jan Paweł II był na wskroś ludzki, a przez to święty. Każdemu z nas powierzane są – w listach, mailach, smsach – sprawy, które dla nadawcy są ważne, intymne, wstydliwe, bardzo osobiste, tajemnicze i bolesne. One są tylko dla nas i zawierają niekiedy relacje z ludzkich dramatów, nadziei i niepokojów. A my jesteśmy powiernikami ludzkich dusz i umysłów. W kulturze „przecieków” i podsłuchów, uwaga ta może być naiwna.
Mówisz do mnie, piszesz, bądź pewien, że to jak kamień w wodę. Nikomu nie powiem, nikomu nie pokażę, nie obśmieję i nie wydrwię. Takie bardzo proste naśladowanie świętych, świętego Jana Pawła

Itinerarium , , , , , , , , , ,

DLA KOGOŚ

Poniedziałek 15 października 2012

Kilkoro z was, a może nawet bardzo wielu, biegnie dziś rano, aby zbudzić dzieci i na czas dowieźć je do żłobków, przedszkoli i szkół. Niektórzy polecą rano po świeże bułki i zrobią zestaw smacznych kanapek na śniadanie dla całej rodziny. W tym samym czasie dziennikarze starają się przygotować ciekawe serwisy z ważnymi informacjami, które usłyszycie w samochodach w drodze do pracy. Kierowcy miejskich autobusów będą się starać, aby na czas pojawiać się na kolejnych przystankach. A w wiejskich ogródkach od rana uwijają się gospodynie (a czasem i gospodarze), wyjmujące z ziemi ostatnie marchewki i cebule – tradycja nakazuje, aby zdążyć z tym do Jadwigi, czyli do dzisiaj.
W biurach są zwykle ekspresy do kawy i wielokrotnie padnie dziś fraza „Zrobić ci kawę?”. Pisarze kończą ostatnie rozdziały książek, które być może kupimy na Gwiazdkę. W porodówkach ożywienie, położne wiedzą, że dzieci często chcą na świat wychodzić nad ranem. Robert Lewandowski (a być może i inni) truchta na rozgrzewce, niedługo gra z Anglikami, formę trzeba rychtować. Pani w publicznej toalecie rozwija świeże rolki z papierem, służba to nader konieczna i oczywista. Ksiądz z brewiarzem w ręku czuwa w konfesjonale, zawsze po radosnym weekendzie jakaś dusza szuka rozgrzeszenia.
Dzień po dniu, żyjemy dla kogoś. Dla kogoś robimy kanapki i kawę, ćwiczymy formę i dbamy o papier toaletowy. Żyjemy w wielkiej, choć mało widocznej, sieci solidarności. Nie żyjemy i nie pracujemy dla siebie. Sensem naszej pracy, wczesnego wstawania, nocnych czuwań, debetów w bankach i wizyt u fryzjerów, są inni ludzie. Nie żyjemy w próżni, mamy obok siebie ludzi, dla których żyjemy.
Róbcie wszystko, co robicie, najlepiej, na tym polega i życie i miłość.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ODROBINA SZALEŃSTWA

Kazanie na 28 Niedzielę Zwykłą
14 października 2012

Brakuje nam jednego, podobnie jak i rozmówcy Jezusa z dzisiejszego fragmentu Ewangelii. Jednego i najważniejszego.
Brakuje nam odrobiny szaleństwa, żeby rzucić wszystko. Z tym, że nie chodzi o to, aby „rzucić wszystko w diabli”, bo na to mamy ochotę w chwilach furii lub wielkiego zmęczenia.
Brakuje nam odrobiny szaleństwa, żeby rzucić wszystko i pójść za Jezusem. Jeśli włączymy mechanizm obliczeń, biorąc pod uwagę „za” i „przeciw”, nie pójdziemy, bo to się nie opłaca. A przecież jesteśmy wyrachowani, stateczni i zarażeni wirusem umiarkowania. Tylko bez szaleństw!
Brakuje nam odrobiny szaleństwa, żeby rzucić wszystko i pójść za Jezusem. I dlatego mnoży się: liczba rozwodów, separacji, staropanieńskich i starokawalerskich samotności, singlomanii. I dlatego maleje: liczba dzieci, powołań zakonnych i kapłańskich.
Szaleją tylko ci, którzy kochają Boga, ludzi i siebie samych. Ot, czego nam brakuje, tej odrobiny szaleństwa!

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

Liturgia słowa

(Mdr 7,7-11)
Dlatego się modliłem i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący. A przyszły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.
(Ps 90,12-17)
REFREN: Nasyć nas, Panie, Twoim miłosierdziem
Naucz nas liczyć dni nasze,
byśmy zdobyli mądrość serca.
Powróć, o Panie, jak długo będziesz zwlekał?
Bądź litościwy dla sług Twoich.
Nasyć nas o świcie swoją łaską,
abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
Daj radość w zamian za dni Twego ucisku,
za lata, w których zaznaliśmy niedoli.
Niech sługom Twoim ukaże się Twe dzieło,
a Twoja chwała nad ich synami.
Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami
i wspieraj pracę rąk naszych,
dzieło rąk naszych wspieraj.
(Hbr 4,12-13)
Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.
(Mt 5,3)
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
(Mk 10,17-30)
Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego . Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

LUBIĘ KAŁUŻE

Sobota 13 października 2012

Lubię chmury, najbardziej te ciężkie, czarniawe, grubaśne, opasłe, takie całodzienne. Panoszą się na niebie, uciszają słońce i ludzkie śmiechy.
I lubię deszcze, rzęsiste, nie odpuszczające ani na chwilę, spadające w rozchwianych rytmach kroplami małymi, dużymi i wielkimi.
Lubię taką zimność jesienną, szarugę, serdeczność pierwszych przymrozków, nadobfitość mgieł i zwariowany wiatr tańczący z każdym drzewem, tak, żeby nawet najlichszej brzozie nie było markotnie.
I błoto, błoto lubię, grząskie, sążniste, lepkie, czające się na pantofelki i obcasy. Trochę nieba, trochę ziemi, a w sumie błoto.
Podziwiam kałuże, zwłaszcza te miejskie, walczące o prawo istnienia z setkami prężnych opon z ostrymi bieżnikami. Wystrzelą na chwilę w powietrze, rozcięte pędem najnowszych technologii, a potem zrobią i tak swoje. Zbiorą się na nowo, skupią, zjednoczą, scalą i zrobią mały ocean w centrum miasta.
Wiele cudownych i pięknych dzieł podrzucił nam Pan Bóg, abyśmy nie zgnuśnieli przed telewizorami i monitorami.

Itinerarium , , , , , , , ,

SCHRONIENIE NAJWAŻNIEJSZE

Piątek 12 października 2012

W Lublinie odkryto niedawno schrony przeciwlotnicze, chyba raczej z czasów tzw. zimnej wojny (okres po Drugiej Wojnie Światowej). Nieźle zachowane budynki, zapewne w jakimś stopniu chroniłyby przed skutkami bombardowań.
Dziś rolę schronów przejmuje powoli tarcza antyrakietowa, rakiety przechwytujące w powietrzu pociski wroga i wyrafinowane projekty kosmiczne oraz internetowe, mające chronić przed skutkami agresji.
Miałem kilka dni temu doświadczenie, powiedziałbym, bardziej pierwotne. Kilkuletnia dziewczynka, najwyżej pięciolatka, wystraszyła się głupich żartów swoich kolegów i przybiegła do mamy z krzykiem:

– Mamusiu, mamusiu! Obroń mnie, bo oni mnie straszą! Mamusiu weź mnie na ręce!

Mama, na mój gust, zachowała się średnio.

– Przestań, zobacz, ludzie się patrzą, a ty panikujesz …

Dziecku przez myśl by nie przeszło, żeby szukać jakiegoś schronu, dobrze zaryglowanego pokoju czy innego bezpiecznego miejsca. Szukało matki. Szukało człowieka.

Oczywiście bardzo dobrze, jeśli umiecie nałożyć maskę przeciwgazową i znacie adres najbliższego schronu. Może się przydać. Wydaje mi się jednak, że o wiele ważniejsze jest to, żebyście mieli (przynajmniej) jednego człowieka, do którego możecie śmiało pobiec i który was (przynajmniej) przytuli. Ktoś, kto się nie zdziwi waszym strachem i nie wyśmieje. Człowiek, który da schronienie w swoich ramionach i sercu.

Itinerarium , , , , , , , ,

DRUGA ŚWIECA NA LEWO OD KRZYŻA

Czwartek 11 października 2012
Katolicy rozpoczynają dziś Rok Wiary. I mają szansę, aby swoją wiarę pogłębić, ożywić czy wzmocnić. Jak będzie, zobaczymy.
Rok to dużo czasu. Historia zna przypadki znacznie krótsze, natychmiastowe a rozstrzygające dla wiary. Andre Frossard potrzebował dwóch minut i drugiej świecy na lewo od krzyża. Przez przypadek wszedł kiedyś do kaplicy w Paryżu, szukając w niej kolegi, z którym miał iść na obiad. Wszedł jako ateista, wyszedł jako wierzący. Opisał to następująco:
„Wnętrze kaplicy jest równie mało porywające jak jej wygląd zewnętrzny. Przypomina ono banalny kadłub okrętu z kamienia, którego ciemnoszare linie nieruchomieją i wyruszają dalej, nie osiągając niestety jednak ideału prostoty i piękna ż epoki Cystersów. Nawa dzieli się wyraźnie na trzy części. W pierwszej z nich, blisko wejścia, zgromadzili się wierni, którzy modlą się w półcieniu. Witraże zaciemnione masą sąsiadujących budynków rzucają nieco światła na rzeźby i na boczny ołtarz ozdobiony bukietami kwiatów.
Część drugą zapełniają zakonnice, z głowami zakrytymi czarnymi woalami. Tworzą one jakby zdyscyplinowane szeregi ptaków, które znalazły schronienie w ławach z polerowanego drzewa. Dowiedziałem się później, iż są to siostry „Adoratorki wynagradzające” wchodzące w skład kongregacji powołanej do życia w celu stworzenia pobożnej przeciwwagi dla nadużyć rewolucyjnej Wiosny Ludów roku 1848. Zakon ten, stosunkowo nieliczny – czytelnik przekona się, że szczegół ten ma swe znaczenie – należy do owych ugrupowań kontemplacyjnych, które wybrały więzienie, by przywrócić nam wolność, ciemność, by przynieść nam światło, i które według moralności materialistycznej – wyznawać ją będę jeszcze przez minutę lub dwie – są nikomu niepotrzebne. Zakonnice odmawiają jakąś modlitwę na dwa głosy, które odpowiadają sobie wzajemnie rozchodząc się po całej nawie i stapiając się w regularnych odstępach w głośnej recytacji: Gloria Patri et Filio, et Spiritui Sancto, po to, by powrócić znowu do statecznego rytmu gwarzącego ze sobą szemrania. Nie zdaję sobie sprawy, iż są to psalmy, że jest pora jutrzni i że kołysze mnie lekkie falowanie godzin kanonicznych.
Kaplica jest w głębi stosunkowo jasno oświetlona. Nad głównym ołtarzem, ustrojonym na biało, nad masą roślin, kandelabrów i ozdób, wznosi się duży krzyż z obrobionego metalu, mający w środku białą matową tarczę. Trzy inne tarcze o tych samych wymiarach, ale o nieco odmiennym odcieniu, tkwią u góry krzyża i na końcach jego ramion. Wiedziony zamiłowaniem do sztuki, zwiedzałem już nieraz kościoły, nie widziałem jednak nigdy jeszcze monstrancji z hostią ani nawet, wydaje mi się, hostii; nie wiem więc, że mam przed sobą Przenajświętszy Sakrament, oświetlony dwoma rzędami zapalonych świec. Obecność dodatkowych tarcz i komplikacje pozłacanego tła utrudniają mi jeszcze bardziej ustalenie tego, czym jest owo odległe słońce. (…)
Nie umiem zdać sobie sprawy ze znaczenia tego wszystkiego, tym bardziej iż nie staram się go uchwycić. Stojąc przy drzwiach szukam wzrokiem mego towarzysza, lecz wśród klęczących przede mną postaci nie udaje mi się go odnaleźć. Wzrok mój błądzi między cieniem a światłem, wraca bezmyślnie do zebranych ludzi, wędruje od wiernych do nieruchomych zakonnic, od zakonnic do ołtarza i zatrzymuje się, nie wiem dlaczego, na drugiej z rzędu świecy palącej się na lewo od krzyża. Nie na pierwszej czy trzeciej, lecz dokładnie na drugiej. I wtedy właśnie następuje nagle i kolejno szereg przedziwnych zjawisk, których nieubłagana gwałtowność zniweczy w jednej chwili absurdalną istotę, jaką jestem, i wyprowadzi na światło dzienne olśnione dziecko, jakim nigdy nie byłem.” („Bóg istnieje. Spotkałem Go”)

Jeszcze mniej potrzebował Dobry Łotr. Może 15 sekund.
«Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa».
Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju». (Łk 24, 42-43)
I sobie i każdemu z was, życzę wielkiej łaski. Wiary od zaraz i całej, od drugiej świecy na lewo od krzyża czy tej Last Minute, tuż przed Nowym Światem.

Itinerarium , , , , , , , , , ,