WIARA I KREW

WIARA I KREW
Piątek 28 grudnia 2012
Wspomnienie rzezi Świętych Młodzianków

Mamy wiarę lekką i łatwą. Może nawet symboliczną. Opłatek, jajko, pierwszy piątek, Ostatnia Wieczerza. Wyznajemy wiarę pogodnie, Credo to trzy minuty przy sprawnej recytacji. Łatwo się wiary pozbyć, nawet taka moda się rodzi, łącznie z wypisywaniem z Kościoła. Ale to także łatwa i lekka niewiara.
W Wigilię, 4 dni temu, w Peri (północna Nigeria) spłonęło przynajmniej 6 osób, w czasie Pasterki. Media doniosły o „zamieszkach na tle religijnym”, choć była to rzeź ogniowa, urządzona chrześcijanom przez islamskie bojówki. Liczba chrześcijan uśmierconych w tym roku zbliża się do 100.000. Wiara i krew, są powiązane z istotą chrześcijaństwa, rodziła się przecież w krzyżowej i krwawej męce Chrystusa na krzyżu. Wspominam to wszystko w dniu Świętych Młodzianków, wyrżniętych przez Heroda.
Mało nas obchodzi ta daleka Nigeria czy Syria. Ale jakby kogoś obeszło, to adres internetowy ambasady w Polsce jest taki: info@embassyofnigeria.pl. Można się oczywiście pomodlić o pokój na świecie i ustanie prześladowań, za ofiary rzezi. A można napisać protest. Nawet po polsku.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

TROCHĘ JĄ ZNAM

TROCHĘ JĄ ZNAM
Kazanie na wspomnienie św. Jana Apostoła
Czwartek 27 grudnia 2012

Trochę ją znam, wy też. Przewija pieluchy i karmi piersią. Nosi ciężkie siaty z zakupami. Tak jak nasza mama. Bo w rzeczy samej są jedno.
Ma bardzo wiele imion, nie wiem ile. Na pewno od Aarona po Zygmunta, przez cały alfabet. I nosi każde nazwisko, takie jak na przykład (prawdziwy) Jennifer Maślanka.
Niestety czasami trafia do domów publicznych, ale nie sądźmy przed czasem. Tak jak i wtedy gdy wyjeżdża na koniec świata porzucając wszystko. I wtedy gdy pijana ze szczęścia tańczy w środku miasta.
Narodziła się – tak podają najbardziej wiarygodne źródła – na owczym łajnie, najbardziej ciepłym miejscu w stajni. Z pozoru konała na twardym drzewie, prawdopodobnie z czarnej sosny (Pinus nigra).
W bardziej porządnych kościołach podadzą dziś wiernym wino do skosztowania. I może usłyszycie „Bibe amorem sancti Joanni” (Pij miłość św. Jana). Świętego Jana Apostoła, tego, który jako pierwszy odkrył i na szczęście zapisał, że „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). A dziś jest wspomnienie tegoż Jana.
I jej święto. Wino pijcie śmiało. A dla niej śpiewajcie, wariujcie. Jest największa. Dla niej żyjcie. I umierajcie.

Itinerarium , , , , , , ,

NIE BÓJ SIĘ

NIE BÓJ SIĘ
Środa 26 grudnia
Św. Szczepana

Nie bój się Józefie, synu Dawida. Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Nie bójcie się! – słyszą pasterze – Oto zwiastuję wam radość wielką. I pasterze, i Maryja i Józef porzucili strach i spotkali Chrystusa.
Nie bój się Krzysztofie, nie bój się Adamie, nie bój się Mietku, nie bój się Anno, nie bój się Magdaleno, nie bój się Tereso. Chciałbym, abyśmy wszyscy w sercu usłyszeli ten Boży szept. Tak się Bóg rodzi w sercu. Boże Narodzenie.

Itinerarium

WSZECHMOGĄCE DZIECKO

WSZECHMOGĄCE DZIECKO
Boże Narodzenie 2012
Wtorek 25 grudnia 2012

Rozglądam się z tej mojej Ziemi. W jedną stronę mam Marsa, Jowisza, Saturna, Neptuna i jeszcze Uran, z drugiej Wenus, Merkurego i Słońce. Ładny mamy ten układ słoneczny. Mnożę go przez 400 000 000 000, miliardów i już mam naszą galaktykę, czyli Drogę Mleczną. Nie jesteśmy sami, bo nasza galaktyka jest „zrzeszona” w tzw. Grupie Lokalnej (megagalaktyka) jest w niej jedną z pięćdziesięciu. Ogrom! Jakieś 50 razy 400 miliardów. I nie koniec na tym, bo nasza Grupa Lokalna jest tylko maleńką częścią Supergromady w Pannie. Wszystko to jest niewyobrażalnie odległe, wielkie. Co więcej, nasza Ziemia wiruje wokół siebie i jeszcze razem z innymi planetami wokół słońca. Nasz układ słoneczny też kręci się wokół jądra galaktyki. I tak dalej, cały wszechświat, wszystko, jest w pędzie, wirze i zawrotnej gonitwie.
Stoimy przy żłóbku. Teraz jest tu laleczka, ale w tym betlejemskim leżał kiedyś Dziecko. I wierzymy, że to Dziecko stworzyło Ziemię, Merkurego, Drogę Mleczną i Supergromadę w Pannie. Uff, dobra robota! Wierzymy też, że to Dziecko zamieniło skutecznie wodę w wino, otworzyło oczy ślepym. Wierzymy też, że to Dziecko, już jako dorosły 33 letni mężczyzna, po torturach zmarło na krzyżu a potem zupełnie żwawo po zmartwychwstaniu rozpoczęło nowe, nie kończące się życie.
Mamy taką wiarę w Możliwość Rzeczy Niemożliwych. I dlatego wierzę. We wszechmogące Dziecko, w życie wieczne i miłość. I to świętuję.

Itinerarium

A TRZEJ KRÓLOWIE W DRODZE

A TRZEJ KRÓLOWIE W DRODZE
Poniedziałek 24 grudnia 2012
Wigilia Bożego Narodzenia

Trzej Królowie dochodzą powoli do Betlejem, mają za sobą długą trasę. Przesiedzimy Święta, a przecież chodzi o to, żeby iść. Ale jak oderwać pupę od fotela?
Kacper, Melchior i Baltazar, to imiona wymyślone, Wojtek, Romek i Dominik – prawdziwe. Poznałem ich niedawno. Niemal prawie cały czas idą.
Wojtek pięć lat temu wyszedł na wolność po 9 latach i trzech miesiącach. Prosto spod bramy więzienia w Nowogardzie poszedł pieszo do Lichenia. Potem chodził ze Szczecina do Skarżyska Kamiennej i Ostrej Bramy w Wilnie. Dominik jest najmłodszy, ma dopiero 27 lat. Najpierw chadzał na pielgrzymki do Częstochowy, potem zwiększył dystans, powędrował pieszo do Rzymu, Santiago de Compostela, Medjugorie i Jerozolimy. Już nie pieszo, ale z pomocą samolotu dotarł na Madagaskar, gdzie jako wolontariusz pracował w przychodni prowadzonej przez salezjanów. Czasami chodzi ze znajomymi lub dzieciakami z zaprzyjaźnionego domu dziecka. Romek, szef „Trójcy”, pięć lat temu porzucił intratną posadkę. Prezesował firmie doradczej i szkoleniowej, menedżerował w dużej korporacji, trenował jak zarządzać projektami europejskimi. Walnął to wszystko, poszedł pieszo z Częstochowy na Giewont, potem do Rzymu.
W ubiegłym roku postanowili razem uczcić ćwierćwiecze słynnego międzyreligijnego spotkania w Asyżu. Wtedy w 1986 roku Jan Paweł II zaprosił do tego włoskiego miasteczka przedstawicieli wszystkich religii na wspólną modlitwę, byli szintoiści, buddyści, mahometanie, żydzi, hinduiści, jezydzi, baptyści, prawosławni i katolicy. Za to do dziś wielu „prawdziwych katolików” oskarża papieża o straszną herezję. Dominik poszedł do Asyżu z Moskwy, przez Rosję, Białoruś, Litwę, Polskę, Słowację, Austrię i Włochy. Wojtek szedł z Santiago de Compostela, przez Francję (Lourdes, Taize) i północne Włochy. Romek do Asyżu szedł z Jerozolimy przez Izrael, Jordanię, Syrię, Turcję, Bułgarię, Macedonię, Kosowo, Serbię, Czarnogórę, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę i Włochy. Wariaci, nie? Każdy szedł prawie przez 4 miesiące.
W tym roku Wojtek i Romek poszli z Polski do Utoya w Norwegii, wyspy na której Breivik zastrzelił w 2011 roku prawie 80 młodych ludzi. Żeby przeprosić Boga za to diabelstwo. Wariaci, nie?
Boże Narodzenie to kwestia drogi, wędrówki. Bóg powędrował na Ziemię, aby nas zbawić, dać wieczne życie. Boże Narodzenie to ruch, wędrowanie. A my, niestety, zasiądziemy do Wielkiego Żarcia.

PS 1. Całej historii Dominika, Romka i Wojtka możecie wysłuchać 25 grudnia – wtorek – po 20.15 w Radiu eR 87,9 FM, www.radioer.pl.

PS 2 . W Adwencie, który dziś się kończy, opowiadałem w Itinerarium historie, w których otarłem się jakoś o Boże Narodzenie. To sytuacje, które nazwałbym nawet Bożym Narodzeniem, choć chyba żadna z nich nie wydarzyła się w czasie Świąt. Wszystkie historie są prawdziwe, albo w nich uczestniczyłem albo znam je ze słyszenia, ale z pewnego źródła. Czasem napiszę dlaczego konkretna historia dawała mi przedsmak Bożego Narodzenia. Bożego Narodzenia, Tajemnicy, którą niestety chyba zatracamy w coraz bardziej bezsensownym świętowaniu. Dziękuję za cierpliwość.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

TRZYDZIEŚCI SIEDEM MSZY

TRZYDZIEŚCI SIEDEM MSZY
Kazanie na IV Niedzielę Adwentu
23 grudnia 2012

Dziś Ewangelia mówi o Marii biegnącej do swojej kuzynki Elżbiety z posługą, pomocą.
Kiedy pierwszy raz do zakrystii wpadła pani Maria i rozpoczęła swoją tyradę, nie mogłem nadążyć zapisywać jej poleceń. Pochodziła ze znanej i szanowanej rodziny mieszczańskiej, prowadzącej jedną z najsłynniejszych cukierni i herbaciarni w mieście. Była seniorką rodu i znała wszystkich z każdej gałęzi.

– Proszę trzynastego stycznia zapisać mszę za duszę Leonarda, brata, dwunasta rocznica śmierci. Szesnastego stycznia za mnie i Stanisława, o błogosławieństwo Boże w czterdziestą ósmą rocznicę ślubu. Jedenastego lutego za babcię Zenobię w dwudziestą rocznicę śmierci.

Zapisywałem te intencje szybko, a pani Maria wymieniała wszystkie rodzinne daty rocznic śmierci, ślubów i urodzin z pamięci. Było ich najpierw 37. Potem z roku na rok przybywała jedna albo dwie. Nosiła w sobie prawdziwy kalendarz ważnych rodzinnych wydarzeń. I wszystkie zawierzała Bogu. Zawsze w okolicach początku grudnia zamawiała kilkadziesiąt mszy świętych za tych co żyli i za tych co odeszli.

– Ja o nas wszystkich pamiętam. Tylko nie wiem, co będzie potem.

To było trafne proroctwo. Pani Maria zmarła w czerwcu. Na początku grudnia nie przyszedł nikt, aby zamówić jakąkolwiek mszę. W czerwcu następnego roku nie przyszedł też nikt, aby zamówić mszę za panią Marię. Odprawiłem sam, jak tu się nie pomodlić za świętą kobietę?
Wzorem Marii nazaretańskiej pani Maria niosła posługę, pomoc swoim najbliższym i żyjącym i zmarłym.
Boże Narodzenie łączy Ten i Tamten świat, w jeden, Boży i wieczny.

PS. W Adwencie opowiadam w Itinerarium historie, w których otarłem się jakoś o Boże Narodzenie. To sytuacje, które nazwałbym nawet Bożym Narodzeniem, choć chyba żadna z nich nie wydarzyła się w czasie Świąt. Wszystkie historie są prawdziwe, albo w nich uczestniczyłem albo znam je ze słyszenia, ale z pewnego źródła. Czasem napiszę dlaczego konkretna historia dawała mi przedsmak Bożego Narodzenia. Bożego Narodzenia, Tajemnicy, którą niestety chyba zatracamy w coraz bardziej bezsensownym świętowaniu.

Itinerarium , , , , , , , , ,

DZIELNA ROSA MARIA

DZIELNA ROSA MARIA
Sobota 22 grudnia 2012

Możemy mówić co chcemy, możemy nawrzucać premierowi, prezydentowi, posłom, senatorom. Możemy polecieć do Hiszpanii albo do Londynu, gdziekolwiek. Wolność nam się przelewa na półkach sklepowych i w setkach kanałów telewizyjnych.
Rosa Maria nie pojedzie na studia w Santiago de Chile i nie może znaleźć pracy. Jest młodą Kubanką, która mówi to, co myśli. Żyje jednak w kraju, gdzie nie wolno myśleć i mówić co się chce, tylko to czego oczekuje komunistyczna partia. Dla nas to jakiś kosmos, rzecz niepojęta.
Dokładnie pięć miesięcy temu, 22 lipca w mocno kontrowersyjnych okolicznościach zginął w wypadku samochodowym Oswaldo Paya, ojciec Rosy (pisałem o tym tu:
http://itinerarium.pl/2012/07/24/oswaldo-paya/#.UNTdWneg22s) . Oswaldo kierował Chrześcijańskim Ruchem Wyzwolenia (MCL), jawną opozycyjną organizacją sprzeciwiającą się komunistycznemu reżimowi na Kubie. Działał metodami tylko pokojowymi, ale to mocno denerwowało władze.
Mogłem odwiedzić rodzinę Oswaldo w niespełna miesiąc po jego śmierci. Pozostawił żonę, dwóch synów i córkę, Rosę. Zaczynali się wtedy domagać powołania niezależnej komisji do zbadania okoliczności wypadku. Władze lekceważą ten postulat, tzw. opinia publiczna wolnego świata zasadniczo nie zabiera głosu. Turyści z naszego wolnego świata latają na gorące plaże kubańskie, biznesmeni z wolnego świata robią coraz lepsze interesy z aparatem władzy na Wyspie. Taki jest świat? Tak, taki, choć jeszcze 30 lat temu, kiedy my w Polsce żyliśmy pod jarzmem stanu wojennego, świat bardzo nam pomagał, protestował, w transportach wysyłał mleko w proszku i pastę do zębów. Teraz mamy nowy świat, w którym wolność innych czy prawda nie mają znaczenia.
Wraz ze śmiercią Oswaldo jego Ruch stracił przywódcę. W rozmowach z rodziną Paya powracał wątek kontynuowania dzieła ojca. Rosa była najbardziej zaangażowana w poczynania młodzieżowej gałęzi Ruchu, bracia nie mają temperamentu politycznego, wdowa ma na głowie całą rodzinę. Kiedy wyjeżdżałem z Kuby, Rosa jeszcze się wahała. Ma dopiero 23 lata.
Jeśli odwiedzicie jej profil na FB (
http://www.facebook.com/rosamaria.payaacevedo?ref=ts&fref=ts) lub profil Ruchu (http://www.facebook.com/oswaldopaya?ref=ts&fref=ts) znajdziecie tam efekty przebudzenia tej młodej Kubanki. Bez lęku walczy o prawa swoich rodaków do wolności myśli, sumienia i słowa. Cały czas ze świadomością, że może trafić do więzienia lub ulec wypadkowi w niewyjaśnionych okolicznościach. To bardzo dzielna dziewczyna. Takie z pozoru frazesy, jak odwaga, walka o prawa człowieka, zmaganie o wolność swojej ojczyzny, są codzienną treścią jej młodego życia. My wybieramy pomiędzy rybą po grecku a filetami z karpia na Wigilię, i Bogu dzięki, że żyjemy w wolnym kraju.
Boże Narodzenie w życiorysie Rosy przyszło w środku gorącego kubańskiego lata, kiedy odważyła się podjąć pracę nad wyzwoleniem swojego narodu. Wiem, że brzmi to patetycznie i górnolotnie. Wyzwolenie narodu? Ups! Ja jednak wiem i wierzę, że Bóg rodzi się tam, gdzie podejmujemy odpowiedzialność za innych, gdzie marzenie o solidarności zamieniamy w ryzyko przeciwstawienia się złu.

PS. W kończącym się Adwencie opowiadam w Itinerarium historie, w których otarłem się jakoś o Boże Narodzenie. To sytuacje, które nazwałbym nawet Bożym Narodzeniem, choć chyba żadna z nich nie wydarzyła się w czasie Świąt. Wszystkie historie są prawdziwe, albo w nich uczestniczyłem albo znam je ze słyszenia, ale z pewnego źródła. Czasem napiszę dlaczego konkretna historia dawała mi przedsmak Bożego Narodzenia. Bożego Narodzenia, Tajemnicy, którą niestety chyba zatracamy w coraz bardziej bezsensownym świętowaniu.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

NAJLEPSZY CZŁOWIEK

NAJLEPSZY CZŁOWIEK
Piątek 21 grudnia 2012

Do kościoła przychodzili często, prawie codziennie. Poznałem ich, kiedy zamawiali mszę dziękczynną za 60 lat wspólnej drogi, nawet nie wiem jak się takie gody fachowo nazywają.
Później zaobserwowałem, że posługiwali się pewnym rytuałem. Najpierw szli powoli deptakiem, nieśpiesznie, tak, żeby zdążyć przed czasem. Najwcześniej przychodzili w pierwsze piątki, żeby zająć miejsca w ławkach, wtedy sporo ludzi nawiedzało kościół. Szli pod rękę, ona jakby uwieszona na nim. W świątyni pan Bolesław najpierw przypatrywał się ławce, którą mieli zająć, czasem wyjmował chusteczkę (z materiału, bo papierowa to dyshonor), przecierał ławkę i zapraszał żonę. Sam siadał „od zawietrznej”, jak kiedyś tłumaczył, ludzie się pchają i mogą jeszcze żebra Rozalii połamać. Z tego też powodu jeśli przy wyjściu tworzył się tłok, on zawsze szedł pierwszy, torował drogę. Tych, co – niby w porywie dżentelmeństwa – puszczali żony przodem, wyśmiewał: „Ot, rycerz! Damę puszcza pierwszą na pole minowe!”
Prawie zawsze pan Bolesław miał przy sobie parasol, nawet w dni bezchmurne. Nie dowierzał pogodzie, „deszcz to zjawisko nagłe, a Rozalia zaraz łapie katar, co szkodzi ponieść pół kilo?” Mieli też ładny zwyczaj, nigdy nie przychodzili do kościoła z zakupami, gazetę i chleb można nabyć „po nabożeństwie, a nie do Pana Boga z tarabanem zachodzić”. W zakrystii, przy okazji jakiejś rozmowy po mszy, pan Bolesław zapytywał: „A czy aby nie zajmujemy czasu? Bo my możemy zajść i za tydzień.” Żadnego zniecierpliwienia, pretensji czy utyskiwania.
Ze dwa razy naciągnąłem pana Bolesława na dłuższą rozmowę, pytałem skąd taki szarmancki i szlachetny. „Każdemu człowiekowi należy się szacunek, bo to człowiek. A Rozalia to mój najlepszy człowiek.”
Dla Pana Boga każdy z nas to „najlepszy człowiek”. Bóg tak umiłował świat, że Syna swojego jednorodzonego dał, aby każdy kto w niego wierzy nie zginął, ale życie wieczne miał. Dla Niego jestem najlepszym człowiekiem.

PS. W Adwencie opowiadam w Itinerarium historie, w których otarłem się jakoś o Boże Narodzenie. To sytuacje, które nazwałbym nawet Bożym Narodzeniem, choć chyba żadna z nich nie wydarzyła się w czasie Świąt. Wszystkie historie są prawdziwe, albo w nich uczestniczyłem albo znam je ze słyszenia, ale z pewnego źródła. Czasem napiszę dlaczego konkretna historia dawała mi przedsmak Bożego Narodzenia. Bożego Narodzenia, Tajemnicy, którą niestety chyba zatracamy w coraz bardziej bezsensownym świętowaniu.

Itinerarium , , , , , , , , ,

WYROK BEZ ZAWIESZENIA

WYROK BEZ ZAWIESZENIA
Czwartek 20 grudnia 2012

Wszyscy ludzie są omylni, to wiemy od dawna i chyba wszyscy. O ile pomyłki dotyczą rzeczy błahych może być nawet śmiesznie, jeżeli wiążą się z losem innych ludzi, stają się źródłem dramatów.
Grażynę poznałem w więzieniu, poprosiła o spotkanie przez znajomych. Poukładało jej się tak, że w wieku 17 lat była po raz trzeci w ciąży, a każde dziecko miało innego ojca. Związała się z trefnym towarzystwem, które nie stroniło od wódki i imprez. Na jednej była ze swoim nowym przyjacielem i dwoma innymi facetami. Alkohol podniósł temperaturę spotkania i zakończyło się mordobiciem oraz połamanymi żebrami gospodarza. Grażyna została oskarżona o udział w bójce, kompani zeznali przeciwko niej. Ja na zdrowy rozum byłbym ostrożny przy przypisywaniu największej winy młodej dziewczynie, w trzecim bodaj miesiącu ciąży, w czasie awantury z udziałem jeszcze trzech mężczyzn. Pani sędzia była innego zdania, na rozprawie, która trwała nie więcej niż dziesięć minut, Grażyna dostała dwa lata i jeden miesiąc odsiadki. To oznaczało, że odpadały tak zwane „zawiasy”, czyli wyrok w zawieszeniu. Wylądowała w więzieniu. To, że kobiety w ciąży bywają w zakładach karnych nie jest niczym nadzwyczajnym, w Polsce można urodzić dziecko za kratami w Grudziądzu. I pewnie Grażyna trafiłaby tam.
W zasadzie wierzę ludziom i opowiadanie dziewczyny wydało mi się wiarygodne. Zapewniała, że była upita już po pół godzinie libacji, obudziła się jak ze swoim przyjacielem i drugim kolegą opuszczali mieszkanie pobitego czwartego uczestnika imprezy. Tyle, że przyjaciel i kolega obciążyli ją w zeznaniach, a ona nie powiedziała na nich nic złego. „Bo przecież nic nie pamiętałam!” Ponadto pani sędzia powoływała się na przestępczą przeszłość Grażyny. Ale wszystko trwało z dziesięć minut i właściwie dopiero w celi zrozumiała, że siedzi za niewinność. Ze wszystkich trzech oskarżonych i skazanych, ona jedna, dziewczyna, siedemnastoletnia, dostała najwyższy wyrok.
Po szybkich poszukiwaniach udało mi się sprawą zainteresować jednego z najlepszych lubelskich adwokatów, najlepszych, a na pewno najbardziej wrażliwych. To, co się potem wydarzyło, wkręciło mnie w ziemię. Po zbadaniu sprawy pan mecenas odtworzył przebieg procesu, w którym doszło do niewyobrażalnej pomyłki ale i skandalicznego zachowania sędzi. Przyjmijmy, że Grażyna miała popularne nazwisko, na przykład Kowalska. Aplikant dostał zadanie, aby zebrać informacje na temat karalności oskarżonej. Wynikało z nich, że była wcześniej kilkanaście razy karana, za różne przestępstwa, kradzieże, rozboje. Ten argument skłonił panią sędzię do wyroku ponad dwa lata, tak, żeby wykluczyć wspomniane zawiasy. Czy siedemnastoletnia dziewczyna mogła mieć na sumieniu tak długą listę wcześniejszych zatargów z prawem i to poważnych? I teraz moment najbardziej szokujący. Wydając wyrok pani sędzia miała przed sobą kartotekę Jana Kowalskiego, pięćdziesięciolatka (50-latka!) z północy województwa. Zupełnie inna osoba, inna płeć, inne miejsce zamieszkania, inny wiek, wszystko inne!
Pytam pana mecenasa czy to w ogóle możliwe i jak to możliwe. „Sędziowie, przynajmniej część, rozpatrują sprawy po łebkach, to rutynowy przypadek, pobicie. Aplikant zebrał mylnie dane, podsunął sędzi, ta nie przeczytała, nie pomyślała i stąd nieszczęście.” Historia działa się już dość dawno, pan mecenas zaproponował – zamiast medialnej afery – pewien pomysł, prośbę o ułaskawienie do prezydenta, co w gruncie rzeczy pozwoliło sądowi na szybką decyzję o zwolnieniu Grażyny. Nie dalej jak w dwa tygodnie potem, wychodziła z więzienia. Był skwarny sierpień.
Nie piszę tego tekstu, aby jątrzyć przeciw przepracowanym sędziom. Wspominam tamto sierpniowe Boże Narodzenie jako triumf sprawiedliwości i wrażliwości. Pana mecenasa mam we wdzięcznej pamięci. A wszystkich zachęcam do wiary w człowieka. Największą wiarę w człowieka miał Pan Bóg, tak wielką, że – w historycznym Bożym Narodzeniu – sam się nim stał.

PS. W Adwencie opowiadam w Itinerarium historie, w których otarłem się jakoś o Boże Narodzenie. To sytuacje, które nazwałbym nawet Bożym Narodzeniem, choć chyba żadna z nich nie wydarzyła się w czasie Świąt. Wszystkie historie są prawdziwe, albo w nich uczestniczyłem albo znam je ze słyszenia, ale z pewnego źródła. Czasem napiszę dlaczego konkretna historia dawała mi przedsmak Bożego Narodzenia. Bożego Narodzenia, Tajemnicy, którą niestety chyba zatracamy w coraz bardziej bezsensownym świętowaniu.

Itinerarium , , , , , ,

SWAT CO NIE KOPAŁ POD STOŁEM

SWAT CO NIE KOPAŁ POD STOŁEM
Środa 19 grudnia 2012

Jeden z moich wujów, takich z kategorii „dziesiąta woda po kisielu”, był człowiekiem żarłocznym, z ogromnym apetytem. W tamtych czasach, ledwo powojennych, istniała jeszcze instytucja swata, wedle której pana młodego, absztyfikanta, należało przedstawić rodzinie pożądanej panny do akceptacji. Choć wiadomo było, że młodzi i tak się jakoś już ku sobie mieli, tradycję zachowywano i nie wiadomo po co ją zniesiono. Podejrzewam nawet, że mój wuj walnie się do zmiany zwyczaju przyczynił.
Przed nawiedzeniem rodziny panny młodej swat tłumaczył wujowi, że po pomyślnym oglądzie, podana zostanie wieczerza i wypada, żeby zachować umiar w jedzeniu. „Zatem, jak cię pod stołem stuknę w nogę, to masz grzecznie podziękować i przestać jeść. Nie mogą cię wziąć za głodomora!” Wuj na układ przystał, wyelegantował się i wypachnił najuroczyściej i pomaszerowali do domu Zosi.
Wszystkie gadki poszły gładko, swat przedstawił zalety pretendenta, przyszli teściowie byli przekonani, Zosia prawie szczęśliwa. Zasiedli do stołu, już bez polewek, normalnie postawiono wódkę i dania. Pierwszym daniem były śledzie. „O, jakie smaczne!” – chwalił swat. „Bardzo smaczne!” – potwierdzał wuj. „Zosia sama robiła” – dorzuciła nieomal teściowa. I wtem, po pierwszym śledziu, wujo nagle spochmurniał, wybałuszył oczy na swata i odłożył widelec. „Bardzo dziękuję, naprawdę bardzo smaczne te rybki! Wystarczy!” „Jakżeż wystarczy? Proszę się posilać!” – podsuwała miskę nieomal teściowa. „Nie, nie, dziękuję, nie jestem obżarciuchem” – bronił się wuj. Zbaraniał także swat – „Stasiu, śmiało, przecież ci smakuje …” Wujo, który wyraźnie przed chwilą odczuł kopnięcie w nogę (pod stołem), wzbraniał się przypuszczając, że swat robi tylko zasłonę dymną. Swat, który nie kopnął umówionym sygnałem wuja nie rozumiał o co chodzi. Zosia była przekonana, że spaskudziła śledzie, a przecież były jeszcze inne dania. Przyszli teściowie zmarkotnieli, co to za zięć niejadek! A jak już niejadek, to powinien dla przyzwoitości spróbować przynajmniej kilku rzeczy. Atmosfera zgęstniała niczym mgła na lotnisku w Modlinie, zrobiło się nerwowo, nie pomogło nawet zazwyczaj niezawodne „No to wypijmy!” Swat zaczął warczeć, wuj Stanisław groźnie burczeć, Zosia skręcać, a przyszli teściowie pomrukiwać. Nikt nie wiedział o co chodzi.
Wreszcie doprowadzony do ostateczności wuj Stanisław wstał i wypalił:
– Jeść czy nie jeść, co za różnica. Zosiu, mogę się dać kopać pod stołem. Kocham cię, mogę zjeść jednego śledzia albo całą miskę. Mogę nie spać i nie jeść, wiesz, mogę łazić po ścianach. Kocham cię!

– Przestań, Stasiu, siadaj! – hamował swat.

– Proszę, spokojnie, spokojnie … – ratowała sytuację nieomal teściowa.

Ale to jeszcze bardziej rozbuchało wuja i zaczął krzyczeć:

– Przez jednego śledzia wyjdę na głupka! Zosiu będę jadł wszystko, co ugotujesz! Sam mogę gotować, ja cię naprawdę kocham!

Ten krzyk spowodował, że spod stołu wygramolił się stary, wypasiony pies domowników, sprawca zamieszania. Pies, jak to pies, machnął ciężką łapą w nogę wuja przy pierwszym śledziu i o mało co doprowadził do przeklętej awantury.
Domyślacie się zapewne, że Zosia i Stanisław żyli długo i szczęśliwie. I to prawda. Ciocia Zosia często wspominała tamto zdarzenie i przyznawała, że Staś nigdy wcześniej ani nigdy później, nie wyznał jej miłości, głośno i publicznie. „To było cudowne!”
Pewnie wszyscy potrzebujemy chwil wyjątkowych, czasem przypadkowych, aby trysnęło z nas, to co naprawdę czujemy i myślimy. Na chwilę stajemy się sobą, aby zaraz potem zasłonić się firankami przyzwoitości i manierami dobrego wychowania. W przebłyskach odkrywamy swoją wielkość i najgłębsze piękno. To są chwile, gdy bywamy jak Bóg. Który nie wstydził się zostać człowiekiem, aby być Sobą. Boże Narodzenie.

PS. W Adwencie opowiadam w Itinerarium historie, w których otarłem się jakoś o Boże Narodzenie. To sytuacje, które nazwałbym nawet Bożym Narodzeniem, choć chyba żadna z nich nie wydarzyła się w czasie Świąt. Wszystkie historie są prawdziwe, albo w nich uczestniczyłem albo znam je ze słyszenia, ale z pewnego źródła. Czasem napiszę dlaczego konkretna historia dawała mi przedsmak Bożego Narodzenia. Bożego Narodzenia, Tajemnicy, którą niestety chyba zatracamy w coraz bardziej bezsensownym świętowaniu.

Itinerarium , , , , ,