NA CAŁOŚĆ

NA CAŁOŚĆ
Poniedziałek 7 stycznia 2013

Modlę się coraz mocniej. I częściej, choć nie zajmuje mi to więcej czasu. Jednocześnie coraz ciszej i bez potrzeby używania słów.
Pierwsze przykazanie „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem” jest oczywiste, ale bardzo zaniedbane. Staram się, i w sercu i w duszy i w mocy i całym umysłem, kochać Go. Z tej miłości rodzi się coraz mniej słów, ale coraz więcej zasłuchania.
Zjawia się tu miłość cała. A to słówko – cała – jest najważniejsze. Całym sercem. Całą duszą. Całą mocą. Całym umysłem. Ze wszystkich sił, jak napisano w innej wersji.
Para niezwykła, mam nadzieję, że to czujecie. Miłość i modlitwa. Modlitwa, jeśli jest modlitwą, to miłość. A miłość, jeśli jest miłością, to modlitwa.

Itinerarium , , , ,

WIARA TO PECH

WIARA TO PECH
Kazanie na Uroczystość Objawienia Pańskiego
Niedziela 6 stycznia 2013

Mam tego pecha, że wierzę, albo przynajmniej staram się wierzyć, próbuję. Znaczy to między innymi, że jestem w drodze, Bóg jest przede mną. Bardzo ciekawią mnie ludzie, co myślą, czują i robią i jestem gotów iść czy jechać daleko, aby ich poznać i posłuchać. Bardzo mnie interesują zwyczaje bobrów i przedziwne pielgrzymki bocianów (właśnie już przestępują z nogi na nogę w południowej Afryce, aby za dwa tygodnie rozpocząć pierwszy etap podróży do Polski!). I nie ukrywam, że śledzę, co dzieje się nowego w ludzkiej myśli, dlatego często kupuję, a jeszcze częściej czytam książki.
Doskonale rozumiem entuzjazm Mędrców jaki trysnął w nich, kiedy po długiej drodze odnaleźli Boga, a właściwie Małego Chłopczyka, Niemowlę. No ale oni szli, szukali.
I bardzo się boję, żebym kiedyś nie przywarł do fotela przed telewizorem, do ławki w kościele czy krzesła przy biurku. Bo wtedy już po mnie. I po Bogu.

Kazanie w wersji dźwiękowej – www.itinerarium.pl

Liturgia słowa

(Mt 2, 1-12)
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

Itinerarium , , , , , , ,

MYSZ NA SOBOTĘ

MYSZ NA SOBOTĘ
Sobota 5 stycznia 2013

Były sobie dwie myszy. Bardzo szare, mało wykształcone i zakochane w swoich mysich norach.

– Chciałabym znać wielki świat, wszystkie Wielkie Nory na naszym polu a nawet i te za lasem – marzyła jedna.
– Ależ ty jesteś głupią, szarą myszą! My żyjemy w norach i musimy uważać na głodne lisy! – tłumaczyła druga, rozważna i stateczna.

Ale mysz pierwsza zawzięła się, wyskoczyła z nudnej i ślepej nory i wyskoczyła w powietrze. Nagle poczuła, że rosną jej skrzydła. Zaczęła fruwać i zwiedzać to, co za Lasem i nawet za Drugim i Trzecim Lasem. Naukowo nazwano ją nietoperzem, trudno, takie sobie imię.
Tak naprawdę szczęśliwi są ci ludzie, którzy wierzą w swoje marzenia i odważnie je realizują.

Itinerarium , , , , , ,

NASZE SŁYNNE PUSTE TALERZYKI

NASZE SŁYNNE PUSTE TALERZYKI
Piątek 4 stycznia 2013

O Świętach już zapominamy, z biegiem lat wydają się zresztą coraz krótsze, jakby działy się tylko w Wigilię. A gdzie teraz stoją nasze słynne „puste talerzyki”?
Duży Dom Dziecka, kilkadziesiąt mniejszych i większych istot, wszystkie po przejściach. Jeszcze pięć lat temu na Święta pozostawało w tej instytucji dwoje, troje dzieci. Znajdowały się rodziny, które zabierały do domu jedno dziecko, czasem nawet rodzeństwo. W tym roku ponad połowa dzieci spędziła Święta w swoim bidulu. Pytam dyrektora czy zmieniły się przepisy odnośnie tzw. rodzin zaprzyjaźnionych czy jakiś inny powód stworzył taką sytuację.

– Nie, nikt nie chce sobie brać kłopotu na Święta – usłyszałem w odpowiedzi.

Przypomnę, że przy pustych talerzykach nigdy nie zasiadał i nie zasiądzie Pan Jezus czy ktokolwiek z naszych bliskich zmarłych. Mieliśmy tyle dobrych i smacznych rzeczy do jedzenia i picia. Obawiam się – co już kiedyś pisałem – że Pan Bóg kiedyś rozbije nam te talerzyki na naszych głowach.

Itinerarium , , , ,

PRAKTYKA PRZYZWOITOŚCI

PRAKTYKA PRZYZWOITOŚCI
Czwartek 3 stycznia 2012

Tuż przed świętami w szpitalu znalazł się jeden z lubelskich bezdomnych, uczestnik rekolekcji. Kilka dni wcześniej został dotkliwie pobity, na dodatek dostał ostrego ataku padaczki. Karetka odwiozła go do szpitala.
Na drugi dzień otrzymuję telefon od lekarki, która zajmowała się nietypowym pacjentem i nie wiadomo skąd dorwała mój numer. Zapytała czy znam człowieka, bo jest problem.

– Trzeba go zabrać ze szpitala.
– A w jakim jest stanie? – dopytuję.
– No, w nienajlepszym, ale nie możemy go dłużej trzymać.
– Z jakiego powodu?
– Nie ma peselu ani żadnego dokumentu!
– Skoro jest w kiepskim stanie, to co ja mam z nim zrobić? Przecież go nie podleczę.
– No i to jest problem.

Pani argumentowała, że ma przepisy, ja, że człowieka poważnie chorego nie można wyrzucić ze szpitala. Negocjowałem z panią doktor, troszkę ją strasząc, człowiek pozostał w szpitalu, teraz nawet wygląda i czuje się lepiej.
Przypomniała mi się rozmowa z pewnym fachowcem od zabezpieczeń przeciwpożarowych, który niby żartem dowodził, że lepiej jest, aby ktoś zginął przy zachowaniu wszystkich przepisów aniżeli ktoś przeżył, ale zostało złamane prawo. Bo w pierwszym przypadku nie będzie winnych i oskarżeń, w drugim na pewno ktoś poniesie konsekwencje. Różnica jest jedynie w liczbie trupów.
Słucham, oglądam to wszystko, myślę. I idę w przyszłość z wielką wiarą w ludzi, którzy mimo wszystko zachowują zwykłą wrażliwość i praktykują przyzwoitość.

Itinerarium , , , , , , , ,

DUŻO SZCZĘŚCIA NA 2013

DUŻO SZCZĘŚCIA NA 2013
Środa 2 stycznia 2013

Posypały się życzenia w każdej mojej skrzynce. Bardzo piękne, od serca. Zdrowia, pieniędzy, pomyślności i łask Bożych. Przyjąłem, podziękowałem. Zbożnie i pięknie.
Wszystkim wam jednak na ten Nowy Rok życzę szczęścia. Jest najważniejsze. Pasażerowie Titanica byli w dobrym zdrowiu, pieniędzy nie brakowało żadnemu. Układało im się nadzwyczaj pomyślnie. Łaski Boże płynęły wraz z nimi, na pokładzie było kilku duchownych, którzy spowiadali i toczyli rozmowy duchowe. Zabrakło im trochę szczęścia.
Zatem szczęścia, i nie trochę, ale dużo, jak najwięcej szczęścia dla każdego z was!

Itinerarium , , , ,

NAJBLIŻEJ BOGA

NAJBLIŻEJ BOGA
Wtorek 1 stycznia 2013

Dokładnie sprawdziłem, dzisiejszy dzień jest już dłuższy od najkrótszego w tym sezonie o ponad dwie minuty. Z dnia na dzień światła jest coraz więcej i stare przysłowie „Na Nowy Rok przybyło dnia na barani skok” znakomicie się sprawdza. Barany skaczą co prawda niezdarnie, ale skaczą.
Sensu życia należy szukać każdego dnia. Nawet wtedy, gdy głowa trochę dokucza wskutek kaca. Zabieramy się za późne śniadanie albo wczesny obiad. Wysyłamy najlepsze życzenia i powoli orientujemy się, że jutro trzeba pójść do szkoły i do pracy, a to pech!
Zupełnie nie zauważamy, że chwila po chwili jesteśmy w Bożym krwioobiegu. Może nagle, pomiędzy kawą a telefonem, dotrze do nas śmiała i oczywista prawda. Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, jest znakomitym twórcą. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.
Wszystko, cokolwiek robisz, rodzinny obiad, obliczanie rat kredytu do spłacenia, spacer z psem, zmywanie stosu naczyń. Wszystko. Wszystko zbliża nas do Boga. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas (wszystko wyczytałem w Dziejach Apostolskich, 17, 27-28).
Dwa tysiące trzynaście. Najbliżej Boga. W każdej chwili.

Itinerarium , , , , , ,

DIABEŁ NIE JEST GŁUPI

DIABEŁ NIE JEST GŁUPI
Poniedziałek 31 grudnia 2012 Sylwestra

Diabeł najbardziej dba o to, żebyś nigdy nie miał czasu dla siebie samego. To jest jego nieustanna troska, jego wielka sprawa, jego najwłaściwszy interes.
Jeśli miałbyś czas dla siebie, mógłbyś zacząć wchodzić do swojego wnętrza, do serca, a to jest jedyne pewne miejsce gdzie możesz spotkać żywego Boga. I diabeł dobrze o tym wie. I dlatego robi wszystko, abyś nieustannie był na zewnątrz tej najświętszej bazyliki, jaką jest twoje serce, abyś nie znalazł czasu na wędrówkę w głąb siebie samego. Z tego powodu diabeł chce, abyś jak najczęściej robił zakupy albo o nich myślał. I żeby pragnienie kolejnych nowych rzeczy wciąż cię nurtowało, żebyś myślał, skąd wziąć na to pieniądze. Niewinnie włączasz telewizor, klikasz kanały, jeszcze ten i jeszcze tamten. Telewizor jest dobrą i wspaniałą rzeczą, ale diabeł tak się nim posługuje, abyś trwał przy nim jak najdłużej i nawet nie pomyślał o chwili dla siebie samego. Nie ma złych rzeczy na tym świecie, diabeł ma w arsenale pokus tylko dobre i piękne rzeczy. Siadasz do komputera, jeden portal, poczta z mailami, Facebook, jeszcze jedna gra, poczatować też nie grzech. Cudowna rzecz ten Internet, ale diabeł zrobił z niego magnes, abyś przypadkiem nie zechciał odwiedzić żywego Boga, który mieszka wewnątrz ciebie.
W interesie diabła jest to, abyś nie miał czasu dla siebie samego, abyś cały czas był na zewnątrz. Żebyś nieustannie coś włączał i wyłączał, myślał o zakupach, przecenach, śledził losy bohaterów seriali, żebyś klikał, resetował i otwierał pliki. I żeby na myśl nie przyszła ci choćby krótka pielgrzymka do własnego wnętrza. Żebyś nie odwiedził tego najbogatszego i najpiękniejszego miejsca, jakim jest twoje serce.
Dziś w modzie są egzorcyzmy, najlepiej z fajerwerkami w postaci walki z demonami przy użyciu silnych ramion. Opowiadano mi niedawno wyjątkowy egzorcyzm, gdzie delikwenta trzymało dziesięciu mężczyzn w trakcie torsji. Niezła akcja, ale ja myślę, że egzorcyzmy trzeba odprawiać przed każdą wizytą w galerii handlowej, przed włączeniem komputera i telewizora. Diabeł nie jest głupi.
Całe Boże Narodzenie, żywy Bóg, to kwestia wędrówki do głębi swojego serca, tam, gdzie można Go spotkać („Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was?” – 2 Kor 13,5). Strategia szatana polega na tym, abyś nigdy nie zaglądał do siebie samego.
Kończę ten rok z życzeniem, abyś miał czas dla siebie samego. To święty czas, w którym spotykasz żywego Boga.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

RODZICE I DZIECI DO WYBRANIA

RODZICE I DZIECI DO WYBRANIA
Kazanie na Święto Świętej Rodziny
Niedziela 30 grudnia 2012

Dobrze wczytałem się w dzisiejszą Ewangelię. Jest w niej pochwała nieposłuszeństwa wobec rodziców i rodziny. Jakoś jednak Święta Rodzina nie rozpadła się mimo swawoli dwunastoletniego Jezusa.
Zachowanie Jezusa, wobec Józefa i Marii, pokazuje zapomnianą prawdę, że najbliższych nie zawsze mamy w rodzinie. Gdzieś w powietrzu krąży taki mit, że najbliższych mamy w rodzinie. W sensie geograficznym i w dokumentach pewnie tak, w rzeczywistości bywa różnie. Nawet najświętszy dekret nie jest jednak w stanie ustanowić bliskiej więzi między żoną a mężem i między rodzicami i dziećmi. Przypadki okrutnych mordów dokonywanych przez rodziców na własnych dzieciach, nienarodzonych (aborcja) i narodzonych oraz bezlitosnych zabójstw jakich dzieci dopuszczają się na swoich rodzicach, świadczą, że więzy krwi nie mają pierwszeństwa.
Mówię często młodym ludziom, że powinni wybrać mamę i tatę na swoich najbliższych. Perswaduję, że ci, co nakazują wracać przed północą, chodzić do szkoły i utrzymywać porządek w pokoju, nie są dwuosobowym oddziałem terrorystycznym, ograniczającym wolność. Rodzice są naprawdę fajni, trzeba tylko ich poznać, zaproponować przyjaźń i oczywiście pochwalić za „trud rodzicielski”. Mówię często rodzicom, że przecież nie urodzili małych diabląt, które ukradkiem podprowadzają wam kasę, zapalają trawkę i za nic nie mogą odróżnić nadmanganianu potasu od wodorotlenku. To są kochane młode istoty, które mają problemy z chemią, zabalowały beztrosko na imprezie i nie umiały poprosić o parę złotych. Ale jak się z nimi zaprzyjaźnicie, przegadacie dwie noce i poczytacie wspólnie Norwida, objawią się wam w waszych dzieciach wrażliwe anioły, aż dziw, że zamieszkujące z wami pod tym samym dachem!
Rodzina to nie krew i to samo nazwisko. To przyjaźń a czasem i wielka miłość, na które trzeba sobie zapracować.

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA
(Łk 2,41-52)
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

CO NAJSZYBCIEJ OTWIERA LODÓWKI

CO NAJSZYBCIEJ OTWIERA LODÓWKI
Sobota 29 grudnia 2012

Prawda zawsze otwiera lodówki, pewnie nie tylko lodówki. Kilka dni temu pisałem – http://itinerarium.pl/2012/12/23/a-trzej-krolowie-w-drodze/#.UN3owqx4HFw – o przedziwnych i wspaniałych pielgrzymach, idących i głoszących cywilizację miłości.
Jeden z nich, Roman, zamierzył sobie piesze przejście z Częstochowy na Giewont. Ktoś mu naraił do towarzystwa młodego człowieka, chorego na schizofrenię. Trochę się opierał, ale w końcu poszli obydwaj. Na trasie mieli do wydania pięć złotych na dzień, na dwóch. I któregoś dnia nie mieli już pieniędzy, a byli głodni. Akurat przechodzili przez pewną wieś, Roman zadecydował, że pójdą prosić o coś do jedzenia, on do domów z jednej strony, a młody schizofrenik do tych z drugiej strony. Wymyślił tak pewnie z obawy, że jak pokaże się z chorym, to ludzie mogą ich pogonić. Nakazał koledze, że musi mówić prawdę, nie może kłamać, bo są przecież na pielgrzymce.
Roman przeszedł trzy domy, ale dostał zaledwie ćwiartkę chleba, parę jabłek i małą kostkę sera. Usiadł na przystanku autobusowym i czekał, nie bez obaw, na kompana. Patrzy a ten wychodzi z pierwszego domu ze swojej strefy, w obu rękach dźwiga duże wypchane siaty. Rozpakowują, a tam pół kurczaka, pasztet, kilka słoików dżemu, bochen chleba, słowem żarcia na trzy dni.

– Chłopie, słuchaj, jak tyś to zrobił? Ja mam parę jabłek, trochę sera i kawałek chleba, a ty tyle jedzenia!? – pyta Roman.

– No, zrobiłem, jak powiedziałeś – odpowiada młody schizofrenik – wszedłem do domu i mówię, że jestem chory na schizofrenię, niedawno wyszedłem ze szpitala, nie czuję się najlepiej, jestem głodny, nie mam pieniędzy i jestem na pielgrzymce. A gospodyni natychmiast, bez słowa prawie, zaczęła wyjmować z lodówki i szafki te rzeczy. Nic nie kłamałem …

Morał, który zaśmiewając się przy opowiadaniu tego zdarzenia, zapodał sam Roman, brzmiał: „Prawda zawsze otwiera lodówki …”. No, ale pomyślcie, co byście sami zrobili – wpada do was nagle nieznany gość, lekko rozdygotany i zaczyna od progu nawijać: „Jestem chory na schizofrenię, niedawno wyszedłem ze szpitala, nie czuję się najlepiej, jestem głodny, nie mam pieniędzy i jestem na pielgrzymce”.

Itinerarium , , ,