WYŚCIG NA DOCHODZENIE

Poniedziałek 18 marca 2013

 

 

Niebezpieczny wietrzyk nadciąga od południowej strony Alp. Na razie to zefirek, który w skądinąd feralny trzynasty dzień marca (dwa tysiące trzynastego roku – 13.03.2013), wymknął się z kaplicy sykstyńskiej, powiał w państwie watykańskim i nasila się obecnie w rejonie Włoch, z tendencją do powiewania na wschód, zachód, południe a nawet na północ. O ile nie zatrzymają go potężne Alpy, może przedrzeć się i do Polski.

Nie można wykluczyć, że delikatny szmer watykańskiego świeżego pasatu – bo przecież nie wicher z Wieczernika – zagości w kuriach polskich diecezji, w murach siedziby episkopatu a nawet w Toruniu i na najzwyklejszych probostwach. Czujecie pewnie jak ja, że nowy duch wieje od 13 marca, dobry duch, ożywczy i prawdziwy. W teologii (głównie protestanckiej), istnieje taka teza, że Kościół zawsze powinien się zmieniać („Ecclesia semper reformanda”) i szukać coraz lepszych form ekspresji Ewangelii. Zmiany w Kościele, w tym kierunku, dokonują się zwykle ostrożnie i dość ospale. Zostawiam jednak w spokoju szacowne struktury i przechodzę do clou.

Od początku mojej świadomej wiary czuję się trochę jak zawodnik w tzw. „wyścigu na dochodzenie” (individual pursuit).  Jest to głównie kolarska konkurencja olimpijska, polegająca – mniej więcej – na tym, że jeden zawodnik ma dogonić drugiego (na dystansie 4 km) i wtedy wygrywa, świetnie się ogląda takie zmagania.  W mojej wierze jest to tak, że staram się dogonić życiem, to co głoszę, czyli Ewangelię. Nie wiem jaki będzie efekt na mecie, mam nadzieję na sukces. Uczestniczę w szybkim wyścigu, gdzie codziennie muszę doganiać ewangeliczne przesłanie. Mam wrażenie, że coś podobnego właśnie zaczęło się w Watykanie, w wymiarze struktur kościelnych, takie przyśpieszone doganianie Ewangelii.

We wspomnianym wyścigu najważniejsze jest to – wiem to na pewno – abym doganiał w swoich gestach, zachowaniach, czynach i decyzjach miłość, którą wyznaję jako Najważniejszą. I wiem, że codziennie muszę wyrywać się z ospałości, ostro od rana trenować i nigdy nie poddawać się ciepłym kluchom wzruszeń. Na jedno wychodzi czy próbuję kochać Pana Boga czy ludzi, z którymi idę przez życie, i w jednym i drugim przypadku (a nawet i w trzecim, w odniesieniu do siebie samego), wspólnym mianownikiem jest „będziesz miłował”.

Rozpoczynam nowy dzień i tydzień, wiatr z kaplicy sykstyńskiej fruwa radośnie, ja muszę goręcej, głębiej, bardziej zamaszysto i prędzej jeszcze kochać. Ciebie Boże, was siostry i bracia, i siebie samego.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

19 responses to WYŚCIG NA DOCHODZENIE


Dodaj komentarz