BRACIE JUDASZU

Środa 27 marca 2013

W dawnym izraelskim prawie (Mojżeszowym) obowiązywało także prawo karne. Regulowało ono m.in. sytuacje z niewolnikami, posiadanie niewolników było wówczas oczywiste. Dla przykładu:  „Jeśliby ktoś uderzył niewolnika lub niewolnicę w oko i spowodował jego utratę, winien za oko obdarzyć ich wolnością.  Również gdyby wybił ząb niewolnikowi swemu lub niewolnicy, winien za ząb uczynić ich wolnymi” (Wj 21,26-27). Wolność z jednym okiem lub bez zębów, ale zawsze to wolność. Marnie ceniono życie niewolnic i niewolników, z kolei w cenie były woły, wiadomo, można nimi było zaorać pole i spożytkować na befsztyki. A jeśli rozwścieczony wół uśmierciłby niewolnicę lub niewolnika? „Gdyby zaś wół zabódł niewolnika lub niewolnicę, jego właściciel winien wypłacić ich panu trzydzieści syklów srebrnych, wół zaś będzie ukamienowany” (Wj 21,32). Trzydzieści srebrników warta była śmierć raba, zadana przez bydlę, no i jeszcze wredne zwierzę szło pod topór.

W czytanej dziś Ewangelii, Judasz decyduje się na zdradę Jezusa za trzydzieści srebrników. Nisko wycenił swojego Mistrza, na poziomie niewolnika zakłutego rogami woła. Literatura odnotowuje liczne interpretacje decyzji Judasza. Sama Ewangelia nie daje podstaw do zrozumienia jego zachowania, poza dość udziwnionymi sugestiami św. Jana („ponieważ był złodziejem” J 12,6).

Są takie decyzje, które podejmujemy z zupełnie niezrozumiałych powodów, nagle, bezmyślnie. Niekiedy udaje się jeszcze odwrócić ich skutki, często nie da się nic już zrobić, można tylko się załamać. I tak się stało w przypadku Judasza. Judasz „opamiętał się”, zrozumiał swój tragiczny błąd – „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną” (Mt 27,4). Rzuca 30 srebrników w stronę świątyni, próbuje się zrehabilitować, potem dokonuje sądu nad sobą, wiesza się (nie wiadomo gdzie i na czym), wymierza sobie największą karę. Czasem wydaje się, że inaczej nie można siebie ukarać za bezmyślne zło.

Bracie Judaszu, rozumiem cię i nie potępiam. Bracie Judaszu, bracie wszystkich szlachetnych choleryków i impetyków, bracie zrozpaczonych i nieskończenie zagubionych, bracie tych, co sobie przebaczyć nie mogą albo nie umieją. Bracie Judaszu, Apostole naszego Pana Jezusa Chrystusa, dobrze, że się opamiętałeś.

 

PS. Ewangelia na dziś – (Mt 26,14-25)

 

 

Itinerarium , , , , ,

UFAM

Kazanie na wspomnienie św. Dobrego Łotra

Wtorek 26 marca 2013

 

Lubię dwudziesty szósty dzień marca. Gdyby nie Wielki Tydzień miałbym uroczystość patronalną, czyli wspomnienie św. Dobrego Łotra. Obstawiłem tego anonimowego świętego jako patrona, z kilku prostych powodów.

Bywam łotrem (no może bez takich czynów na koncie, jak tamten), staram się być dobrym, a może uda się zostać świętym, czyli zbawionym. Łotr, zwisający na krzyżu obok Chrystusa, miał fantastyczną nadzieję, której się uczę. W najgorszych chwilach nie przeklinać, nie rezygnować, nie rwać sobie włosów i nie strzelać w łeb. Zaufać Chrystusowi, zdobyć niebo, wieczne życie. Jezu ufam Tobie.

Itinerarium , , , , , ,

Rekolekcje Last Minute – posłuchaj

REKOLEKCJE LAST MINUTE

Dzień I – 25.03.2013 – posłuchaj

Dzień II – 26.03.2013 –posłuchaj

Dzień III – 27.03.2013 –posłuchaj

Rekolekcje ,

POMIDOROWA ALBO KAPUŚNIAK

Kazanie na Wielki Poniedziałek

25 marca 2013

 

 

Tydzień nowy przed nami, przed wierzącymi Wielki. Nie przypuszczam, żeby był dla nas jakoś ważniejszy niż wszystkie poprzednie Wielkie Tygodnie. Wiemy, że w tym tygodniu mamy na pewno pójść ze święconką (sobota) i zerwać się w niedzielę o świcie (uwaga, żeby było jeszcze gorzej to czas zostanie przesunięty, i to w tę nielubianą stronę!) na rezurekcję. Kto nie zdążył jeszcze ze spowiedzią, naraża się na kolejkę i tak od ręki  sprawy nie załatwi. Gorliwsi zejdą się jeszcze na czwartkowe umycie nóg, piątkowe ucałowanie krzyża i ognisko w sobotę wieczór.

W tym wszystkim jest wspólny mianownik – należy pójść do kościoła, wyjdzie na to, że w przypadku zwykłych wierzących 2 razy (święconka i rezurekcja), a w przypadku gorliwszych 5 razy. Żałuję, że świętowanie największych prawd naszej wiary zostało sprowadzone jedynie do chodzenia do kościoła, wbrew wskazaniom Ewangelii i nauce Kościoła. To duże i smutne zubożenie wiary. Ale przecież, zamiast wierności „obyczajom przodków” możemy zrobić sobie naprawdę Wielki Tydzień. I dotknąć tajemnicy Zmartwychwstania.

Ewangelia podpowiada, że Pan Bóg chce raczej miłosierdzia niż ofiary (np. Oz 6,6 lub Mt 9,13 lub dzisiejsza Ewangelia ), więc policzmy ile dzieł miłosierdzia mamy za sobą po całym Poście Wielkim. Ile? To sprawdzian naszej wiary. To z Ewangelii, a teraz jeszcze coś z nauki kościoła, świętej nauki, bo głoszonej prze błogosławionego Jana Pawła II, wkrótce świętego.

Prawie 10 lat temu  (2004, „Mane nobiscum”) polski papież wołał o poszerzenie horyzontu naszej wiary: „Czyż zatem nie można by Roku Eucharystii uczynić okresem, w którym wspólnoty diecezjalne i parafialne w sposób szczególny postarają się zaradzić czynną braterską pomocą którejś z tak licznych form ubóstwa na naszym świecie? Mam tu na myśli tragedię głodu, który dręczy setki milionów istot ludzkich, mam na myśli choroby nękające kraje na drodze rozwoju, samotność starców, trudności przeżywane przez bezrobotnych, przeciwności losu znoszone przez emigrantów. Są to nieszczęścia, które dotykają też — chociaż w innej mierze — regiony zamożniejsze. Nie możemy się łudzić: tylko po wzajemnej miłości i trosce o potrzebujących zostaniemy rozpoznani jako prawdziwi uczniowie Chrystusa (por. J 13, 35; Mt 25, 31-46). To właśnie jest kryterium, wedle którego będzie mierzona autentyczność naszych celebracji eucharystycznych.”

Tyle papież i jego nauka. I to jest tak, Wielki Tydzień o tyle będzie Wielki i prawdziwy, jeżeli komuś zaniesiesz chleb albo zupę pomidorową (kapuśniak też jest dobry), o ile pójdziesz na godzinę pogadać ze starszym i samotnym dziadkiem, znajdziesz uchodźców z Czeczenii i zaprosisz na śniadanie w Wielkanoc (nie udawaj, że to taka polska świąteczna i rodzinna tradycja, gdzie tylko rodzinka ma się dobrze). Dobrze, dodajmy do tego więźniów, dzieci z ulic naszych miast i chorych psychicznie. O to chodzi!

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

WIECZNOŚĆ NA TORACBH

Kazanie na Niedzielę Palmową

24 marca 2013

 

 

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa. Czytamy to dzisiaj, słyszymy. Może się nawet wzruszymy, bo na drodze męki Chrystusa wcielamy się w postać Weroniki albo Szymona, jedno i drugie pomaga, niesie ulgę. A my chcemy być dobrzy, szlachetni i współczujący.

Opis Drogi Krzyżowej Jezusa z Nazaretu to trzy, cztery, najwyżej pięć zdań w Ewangelii (rozbudowaliśmy to aż do czternastu stacji w nabożeństwie, ale to dopiero od XIV wieku). I nie chodzi o szczegóły,  na przykład o liczbę upadków. Męka, etymologicznie, oznacza przygniecenie olbrzymią masą, jakimś niewyobrażalnym ciężarem. Niekiedy mam przed oczyma taki obraz – rozpędzony pociąg z wieloma wagonami ciężkiego ładunku, uderza w jednego człowieka, stojącego spokojnie na torze. Po to, aby przyjąć na siebie, i w siebie, cały gabaryt zła, grzechu, świństwa, obrzydliwości, skrytych zemstw i bezgłośnej nienawiści. To wszystko, Twoje i moje zła, zła każdego człowieka i wszystkich ludzi, uderza z piorunującą prędkością w jednego Człowieka.

Kto nie kocha schodzi z toru, a co mnie obchodzą grzechy innych? Kto kocha, zostaje i czeka na uderzenie taboru. A jak już nastąpi Zderzenie, otworzy się najpiękniejsza karta, Życie Wieczne.

Kazanie w wersji głosowej na www.itinerarium.pl

Itinerarium , , , ,

GORĄCE PŁYNY PARZĄ

 Sobota 23 marca 2013

 

Podziwiam rozwój kabaretu na świecie i w Polsce, wróżę coraz większe sukcesy żartownisiom i kuglarzom. Bezrobocia nie zaznają, bo coraz to nowe dziedziny otwierają się na ich działalność.

Dotychczas kabareciarze brylowali w sejmie i senacie, choć nie wiem dlaczego przylgnęło do nich dumne miano „parlamentarzyści”, formuła „nieźli jajcarze”  pasowałaby akuratniej. Po parlamencie przyszła kolej na biznes, przytaczam niezbity dowód na weekendową sobotę.

Niedawno dostałem w upominku tzw. kubek termiczny. Ale co tam kubek, instrukcja obsługi to dopiero finezja! Czytam zatem, m.in., że „przed pierwszym użyciem należy produkt umyć i wypłukać” oraz zaleca się to samo „każdorazowo po każdym użyciu”. E tam, chyba podpuszczają, wiem, że jak się kubek umyje po trzecim czy czwartym użyciu, też jest frajda. Dalej widzę techniczny majstersztyk: „Aby wyczyścić kubek, należy użyć ciepłej wody …” Figa, parę razy płukałem kubek w strumieniu w Bieszczadach i herbatka palce lizać, coś kołują klienta!

Przy kolejnym punkcie odbyłem dłuższą medytację nad głębią przestrogi: „Nie przepełniać kubka. Gorący płyn może poparzyć użytkownika. ” Hm, a producenci filiżanek do herbaty nie piszą, że gorąca woda nalana ponad brzegi ma właściwości parzące! Błąd! Autor instrukcji bije także na alarm: „Po napełnieniu gorącym płynem zewnętrzna ścianka kubka nagrzewa się”. Podobnie jest w przypadku szklanek, talerzy, czarek, termosów i misek, ale producenci tych naczyń nie mają u siebie poetów. Poeta od instrukcji do kubka termicznego dodaje, że „płyny ulegające szybszemu zepsuciu nie powinny być przechowywane w kubku”, mniemam, iż chodzi o kefir, maślankę i jogurt, ale ja akurat nie lubię tych płynów spożywać na ciepło. Na koniec, niczym w posłowiu do powieści, czytam, że „Przykrywka nie zabezpiecza całkowicie przed wylewaniem się płynu”. No to po czorta ona? Dobrze, że nie napisali, iż podstawka nie gwarantuje utrzymania kubka w pozycji pionowej.

Fajny ten kubek, instrukcja jeszcze fajniejsza. Na opakowaniu mojego upominku znalazłem jednak krótką frazę, która wszystko wyjaśnia. Brzmi tak: „Made in Indonesia”. Ojej! To jeszcze nie wszystko produkuje się w Chinach?

Itinerarium , , , ,

LODY WANILIOWE TO NIE GRZECH

Piątek 22 marca 2013

 

Idą święta i pora iść do spowiedzi, o ile jeszcze tego nie uczyniliśmy. Po co jednak idziemy do konfesjonału? Chyba po różne rzeczy, czasem zupełnie inne, niż te, które Chrystus w tym sakramencie oferuje.

A co mamy w tej ofercie? Po pierwsze – zdrowie. Sakrament pokuty (oraz namaszczenia chorych) jest sakramentem, który przynosi uzdrowienie i tak jest traktowany przez Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 1420 i następne). Nam dzieciom Bożym przydarzają się osłabienia a nawet całkowita utrata duchowego zdrowia. Pan Jezus wie, że nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy źle się mają. Katechizm (oraz Kodeks Prawa Kanonicznego, KPK) nakazuje spowiadać się przynajmniej raz w roku, o ile mamy na sumieniu grzechy ciężkie. Pewnie słyszeliście, że św. Augustyn (i kilku innych świętych) w ogóle się nie spowiadał, po chrzcie nie popełnił grzechu ciężkiego, więc nie musiał. Sam znam takie osoby (i jeśli czytają, to je pozdrawiam), które nie muszą przystępować do spowiedzi, ponieważ latami żyją w łasce uświęcającej i nie popełniają grzechów ciężkich. Spowiadają się korzystając z zalecenia wyznawania grzechów powszednich (KPK 988). Zatem, po pierwsze idźcie do konfesjonału po zdrowie i życzę wam – „Na zdrowie!”

Po drugie sakrament pojednania i pokuty oferuje nam piękny, czuły i serdeczny uścisk Pana Boga. Poczujcie się w roli tzw. marnotrawnego syna, który wpada w ramiona rozradowanego Ojca. Właśnie w chwili spowiedzi dajecie powód do radości Bogu, a On z tej radości, bezbrzeżnej, daje nam jeszcze nagrodę, na przykład pierścień i nowe ubranie (por. Łk 15,11 – 32).

Po trzecie, wspomniany sakrament daje nam doświadczenie poznania Boga, który jest przede wszystkim Nieskończenie Miłosierny. W formułach, z których może skorzystać spowiednik (ale czyni to zwykle rzadko, o ile w ogóle) przed wyznaniem win i po rozgrzeszeniu jest o tym właśnie mowa (całość zamieszczam na końcu). Zasadniczo powinniśmy odchodzić od konfesjonału tanecznym krokiem, pełni zadowolenia i szczęścia, no ale to się jeszcze nie przyjęło w naszych zwyczajach.

Dodam jeszcze kilka uwag praktycznych. Po pierwsze zawsze należy wybierać spowiednika lepiej słyszącego niż gorzej słyszącego. Jeśli wybierzemy spowiednika z gorszym słuchem, informacja o stanie grzechów na naszym koncie może stać się publiczna, w sensie usłyszenia ich przez innych, stojących w kolejce do konfesjonału. Po drugie, lepiej mieć spowiednika stałego niż przygodnego. W drugim przypadku narażamy się na ponowne wyjaśnianie kontekstu naszych wpadek moralnych kolejnej osobie. Po trzecie, mój rektor w seminarium powiadał, że jednym z najważniejszych zagrożeń dla wiary jest nuda. I dlatego radził, aby na kazaniach nie nudzić. Zatem – poszerzając tę cenną myśl –  jak się spowiadasz nie nudź, być może spowiednik to doceni i także nie będzie nudził w pouczeniu. Po czwarte, lepiej iść do kapłana z poczuciem humoru niż do mruka (a są wśród nas i jedni i drudzy). Ten pierwszy na pewno nie pomyli obżarstwa z pasją codziennego zjadania porcji lodów waniliowych. Po piąte, ty, grzesznik, spowiadasz się u księdza grzesznika, więc nie oczekuj od niego cudów. Spowiednik może czegoś nie zrozumieć  lub nie wiedzieć (jak ten czcigodny mój kolega, który dopytywał mnie czy  młodzieżowe „fakofy” to grzech lekki czy ciężki). Po szóste, jako grzesznikowi może przydarzyć ci się każdy grzech, a ja jako spowiednik „odpuszczam” każdy grzech (i wszystkie). I po piąte (czyli siódme, ale spowiednicy bywają omylni!) patrz najpierw na Kochającego i Przebaczającego Boga a nie na swoje grzechy. Kochający Bóg jest w tym sakramencie Najważniejszy.

 

Z Obrzędów Pokuty:

 

Przyjęcie penitenta
Gdy penitent przychodzi, aby wyznać grzechy, kapłan życzliwie go przyjmuje. Penitent wypowiada słowa pozdrowienia:

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Kapłan odpowiada:

Na wieki wieków. Amen

Następnie penitent żegna się mówiąc:

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Kapłan równocześnie kreśli znak krzyża nad penitentem nic nie mówiąc. Następnie kapłan zachęca penitenta do ufności w miłosierdzie Boże następującymi słowami:

A.
Niech Bóg będzie w twoim sercu, abyś skruszony w duchu wyznał swoje grzechy.

B.    albo:
Bóg, który oświeca nasze serca, niech ci da prawdziwe poznanie swoich grzechów i Jego miłosierdzia.

C.   albo:
Przystąp z ufnością do Boga, który nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył. (Ez 33,11).

D.    albo:
Niech przyjmie cię Pan Jezus, który nie przyszedł wzywać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników. Jemu zaufaj. (Łk 5,32).

E.    albo:
Łaska Ducha Świętego niech oświeci Twoje serce, abyś wyznał z ufnością swoje grzechy i poznał miłosierdzie Boże.

F.   albo:
Jeżeli zgrzeszyłeś, nie trać nadziei, mamy rzecznika wobec Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata. (1 J 2, 1-2).

Penitent może odpowiedzieć:
Amen.

 

UWIELBIENIE BOGA I ZAKOŃCZENIE OBRZĘDU POJEDNANIA

Po udzieleniu rozgrzeszenia kapłan mówi:

Wysławiajmy Pana, bo jest dobry.

Penitent kończy:

Bo jego miłosierdzie trwa na wieki.

Kapłan odsyła penitenta mówiąc:

Pan odpuścił tobie grzechy. Idź w pokoju.

Zamiast dziękczynienia i formuły rozesłania penitenta kapłan może powiedzieć:

A.
Męka Jezusa Chrystusa, naszego Pana, wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny i wszystkich Świętych, dobro, które spełniasz, i cierpienie, które zniesiesz, niech będą zadośćuczynieniem za twoje grzechy, wyjednają ci wzrost łaski i nagrodę życia wiecznego.

B.    albo:
Pan ciebie uwolnił od grzechu, niech da ci udział w swoim królestwie. Jemu chwała na wieki wieków. Amen.

C.   albo:
Szczęśliwy człowiek, któremu zostanie odpuszczona wina, a jego grzech zapomniany. Raduj się w i wesel w Panu. Idź w pokoju.

D.   albo:
Idź w pokoju i głoś światu cudowne dzieła Boga, który cię zbawił

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

POTĘGA NASZEJ EUROPY

Czwartek 21 marca 2013

Francuski dominikanin Jordanus Catalani był jednym z pierwszych ewangelizatorów Indii, jeszcze bardziej zasłużony dla tej sprawy jest św. Franciszek Ksawery, hiszpański jezuita. To wszystko działo się w wiekach XIV – XVI. Ten sam misjonarz rozpoczął chrystianizację Japonii.

Z kolei franciszkanie, dominikanie i jezuici zanieśli jako pierwsi Dobrą Nowinę do Ameryki Łacińskiej, podobnie działo się w głębi kontynentu afrykańskiego i w Australii. Słowem, Europa zaniosła we wszystkie strony świata przykazanie miłości, wezwanie do przebaczenia, postulat monogamii, Dekalog i wiele innych pięknych wartości.

W przeciwieństwie do dawnej Europy ta współczesna, również w jakiejś mierze z Polską w składzie, już w niewielkim stopniu ewangelizuje świat, a wręcz przeciwnie próbuje go laicyzować i ateizować. Europa dzisiejsza, wraz z tymi strefami, gdzie odcisnął się najwyraźniej jej wpływ (Ameryka Północna) zalewa resztę świata pornografią, propaguje intensywnie aborcję i eutanazję. Naprawdę w tych dziedzinach Europa jest potęgą.

Kilka lat temu gościłem w Lublinie grupkę kubańskiej młodzieży, zafascynowanej opowieściami o Polsce katolickiej i solidarnej. Wraz z polskimi rówieśnikami goście z Wyspy udali się na dyskotekę w tzw. renomowanym klubie. Na ścianach zauważyli serię wulgarnych malunków o wymowie pornograficznej. Zszokowani pytali jak to możliwe i jak polska katolicka młodzież godzi swoją wiarę z zabawami w tak wystrojonych lokalach.

Ponieważ w swoim życiu doświadczyłem już wielu niespodziewanych i głębokich zmian, nie jestem pesymistą w stosunku do Europy. Czasem mi za nią wstyd, ale nie tracę nadziei. Na moich oczach (i całego pokolenia) Duch Święty zstąpił i odnowił oblicze polskiej ziemi, a także ziemie wschodniej Europy. Dlaczego więc nie mogłoby się udać odnowienie całego kontynentu?

Itinerarium , , , , , , , , , ,

TYLKO O TYM TAŃCZY I ŚPIEWA SIĘ W NIEBIE

REKOLEKCJE LAST MINUTE

 

Rekolekcje dla wierzących

Dla niewierzących

Dla tych, którym wydaje się, że wierzą

Dla tych, którym wydaje się, że nie wierzą

Dom Spotkania w Dąbrowicy

Prowadzi ks. Mieczysław Puzewicz

oraz Roman i Wojciech, Pielgrzymi Miłosierdzia

(www.idzieczlowiek.pl)

25 –27 marca 2012

Poniedziałek – Wtorek – Środa

Początek o 19.30

Itinerarium, Rekolekcje , , ,

DLACZEGO ANGIELSKIE KONIE MAJĄ LEPIEJ NIŻ POLSCY PIESI

Środa 20 marca 2013

Dziesięć lat temu podczas dość zabawnego referendum (z naganianiem chętnych, żeby była wymagana większość) opowiedziałem się za wejściem Polski do struktur Unii Europejskiej. W rok potem zostaliśmy oficjalnie przyjęci w poczet szacownego grona. Nie od razu Europą u nas powiało i zapachniało, ale powoli wchodzimy coraz bardziej. Ma to swoje dobre i złe strony, ale nie narzekam, bo na przykład, faktycznie jeżdżę po coraz lepszych drogach a dzięki paszportowi z napisem UE podróżuje mi się dość łatwo.

Pewnie jeszcze pod wieloma względami odstajemy od Europy, ale przynajmniej pod jednym jesteśmy nadal w stepach Ukrainy a może i w głębokich czerwonych piaskach pustyń Kazachstanu (nie ubliżając krajobrazom tych pięknych stron). Myślę tu o sytuacji ludzi przy przejściach dla pieszych. Od długiego czasu prowadzę pewną osobistą kampanię, którą na swój użytek nazwałem „Siostro, bracie, idź śmiało!”. Zwalniam przed przejściami dla pieszych i zatrzymuję się, mimo, że nie weszli jeszcze na zebrę (poza zebrą zresztą robię tak samo). Od czasu do czasu zbieram jakieś dosadne komentarze od innych kierowców, podobnie jak w przypadku zwalniania przed kałużami (pisałem o tym 1 lutego br. i wklejam tekst wpisu poniżej). Wiem, że polskie prawo nie nakazuje mi zatrzymywać się i przepuszczać pieszej siostry czy brata pieszego, jeśli nie stanie choćby ciut na przejściu. Ale zawsze przekraczam prawo (zwłaszcza głupie), jeśli prowadzić to może do większego dobra. Przepuszczenie pieszego, który stoi przy przejściu – czasem bardzo długo – zajmuje mi zwykle kilka, kilkanaście sekund, co spokojnie mogę zaraz nadrobić. Reakcje ludzi są różne, czasem podziękują skinieniem głowy, czasem pomachają zadowoleni ręką, a czasem upewniają się czy aby na pewno nie ruszę jak oni wejdą, ale to pewnie wskutek złych doświadczeń. Znam takich, co zostali potrąceni na zebrze, nawet na przejściu ze światłami, gdy mieli zielone, znam i takich, co pochowali swoich bliskich zabitych na przejściach dla pieszych. Oczywiście, kiedy dojeżdżam do przejścia patrzę we wszystkie trzy lusterka i obserwuję, co robią kierowcy za mną, albo z lewej czy prawej strony, jeśli jestem na jezdni dwu czy trzypasmowej. I jeśli widzę, że ten z lewej stronny, na drugim pasie grzeje jak Kubica, niestety nie zatrzymuję się, bo co z tego, że ja przepuszczę pieszego, a wariat z drugiego pasa zmiecie człowieka toną swojego żelastwa.

W Europie, do której wchodzimy, standardem jest zwalnianie i zatrzymywanie się przed przejściem dla pieszych, jeśli zbliża się doń jakiś człowiek czy grupka ludzi. Miałem nawet niedawno zabawną historię w jednej z europejskich stolic. Stanąłem przy zebrze, aby zrobić kilka zdjęć, bo było to dobre miejsce do kadrowania. Kątem oka zobaczyłem, że zatrzymał się mały sznurek aut, oczekujących aż przejdę! Nie miałem zamiaru przechodzić, ale pomyślałem sobie, że skoro oni już tacy grzeczni, to przejdę na drugą stronę, żeby nie mieli poczucia straconego czasu. Tak jest w Europie. W Polsce, również w Lublinie, gdzie najczęściej jeżdżę, przejście na drugą stronę ulicy przez pieszego, czasem równa się przejściu na drugi świat! Doszukałem się jak to jest w Europie, i na przykład w Anglii, kodeks nakazuje zatrzymać się i przepuścić pieszego, kiedy ten oczekuje przy przejściu. Mandaty za uchybienie w tej sprawie są srogie i zaczynają się od 100 funtów. Jeszcze zabawniej jest w przypadku koni, otóż konie (a ściślej jeźdźcy na nich – w Anglii konno jeździ się w wielu miastach) mają  „equestrian crossing”, czyli swoje specjalne przejścia. I kierowca widząc konia przy owym przejściu musi zatrzymać się i przepuścić go! Słowem angielskie konie mają dużo większe przywileje niż piesi w Polsce.

W związku z tym mam dwie jeszcze kwestie. Pierwsza jest taka. Zaprosiłem kilkudziesięciu młodych ludzi, wolontariuszy i dziennikarzy radiowych z Radia eR (87,9 FM w Lublinie) do wspólnej akcji na pierwszy tydzień wiosny (21-27 marca 2013). Wolontariusze i dziennikarze staną przy wybranych przejściach dla pieszych w Lublinie i będą oczekiwać aż jakiś kierowca łaskawie zatrzyma się i przepuści oczekujących. Jak przepuści, dostanie specjalną kamizelkę i serdeczne podziękowanie, jeśli nie przepuści, jego sprawa. Wykaz przejść znajdziecie od jutra, od 21 marca na stronie www.radiopilot.pl . Tam też będą publikowane szczegóły akcji, którą powtarzać będziemy także po Wielkanocy. Acha, nie jestem głupcem, wszystkich wolontariuszy i dziennikarzy ubezpieczyliśmy od Następstw Nieszczęśliwych Wypadków!

I sprawa druga. Jeśli jesteście kierowcami włączcie się do tej kampanii, zwolnijcie, przepuśćcie siostrę pieszą i brata pieszego. Niech przynajmniej mają tak, jak konie w Anglii … A jeśli jesteście pieszymi, to gdy przepuści was jakiś kierowca poślijcie mu buziaka z ręki (przypadek: piesza jest panią, kierowca panem) albo ukłon głową (we wszystkich innych wariantach).

Serio całkiem na koniec. Miłość bliźniego wzywa mnie by kochać pieszego, bawet wstawionego … Zróbmy sobie piękną wiosnę w Lublinie i w całej Polsce. Wejdźmy do Europy! Do zobaczenia na przejściach!

 

 

 

 

KAŁUŻE I MIŁOŚĆ

Piątek 1 lutego 2013

 

Od wielu lat próbuję budować Cywilizację Miłości, do czego i każdego z was zachęcam. Rzecz w tym, aby pozwolić miłości przenikać we wszelkie sfery życia i kierować się nią w swoim myśleniu, mówieniu oraz działaniu.

Jeżdżę sporo samochodem i kiedyś naszło mnie, wiele lat temu, że podczas jazdy nie powinienem przerywać tego budowania. I robię tak. Kiedy widzę, że pada deszcz albo jest odwilż, jak obecnie w Polsce, staram się wyjeżdżać kilkanaście minut wcześniej niż zwykle. A to dlatego, żeby hamować przed kałużami i nikogo nie ochlapać. Wiem, że ja mam w rękach tonę żelastwa, które wpadając w kałuże jest bezlitosne dla moich sióstr i braci, idących chodnikami albo zamierzającymi przejść na drugą stronę. Ja najwyżej stracę kilka minut, jadąc wolniej i z podwyższoną uwagą, ale za to nikt mi nie zarzuci, że obryzgałem mu płaszcz, garnitur, spodnie, buty czy kurtkę. Przyhamowuję przed wodą, wjeżdżam w nią  tak powoli, że nikomu krzywdy nie wyrządzam.

Jednego razu hamowałem dość mocno, bo kałuża była ogromna. Za mną ledwo co zdążył przystopować następny kierowca i rzucił przez otwarte okno:

 

– Czemu hamujesz?!

– Żeby nie chlapać!

 

W odpowiedzi usłyszałem mało pochlebne słowa o najbliższych przodkach, mianowicie jakim to jestem synem.

Innym razem było jeszcze  śmieszniej, ponieważ pewna pani dość raptownie wykonała zamiar przejścia przez ulicę (w nieoznakowanym miejscu)  i niestety lekka fontanna wzniosła się w jej kierunku, choć bez ochlapania. Stanąłem i otworzywszy okno już chciałem przepraszać za nieuwagę, ale pani przypuszczając, że będę ją strofować też się odezwała. I jednocześnie nastąpiło:

 

– Bardzo panią przepraszam …

– Ja bardzo pana przepraszam …

 

Nawet jeśli nie podzielacie przekonania, że w każdych okolicznościach należy budować Cywilizację Miłości – a prowadzicie auta – zwalniajcie przed kałużami. Naszym siostrom i braciom pieszym należy się szacunek. A tona żelastwa, którą kierujemy, w deszczu i w czasie roztopów może bardzo naruszyć ich godność.

 

Itinerarium , , , , , , , , , ,