KRÓTKI ZARYS ROLI PRZEKŁADNI W ŻYCIU LUDZKIM

 

Środa 15 maja 2013

 

 

 

Wiele razy widziałem kolejkę linową, która wiezie na wysoką górę wagoniki z turystami. Wagoniki suną wzwyż nie same z siebie, nie powoduje tego także wiatr czy siły nadprzyrodzone. Cały proces napędza silnik, spalinowy lub elektryczny. W mechanizmie silnika decydującą rolę odgrywa przekładnia, urządzenie które przenosi moc lub ruch z jednego elementu na inny (trochę upraszczając).

Ewangelia to genialny program na życie tutaj i życie wieczne. Mamy ten projekt w głowach i sercu, czasem wzruszamy się jego rozmachem i polotem. Istotnie, w Ewangelii znajdziemy kamienie milowe rozwoju całej ludzkości – przebaczanie po siedemdziesiąt siedem razy dziennie (co daje sumę ponad 500 w skali tygodnia!), uznanie braterstwa wszystkich ludzi, zrównanie praw kobiet i mężczyzn, czy wreszcie prawdziwa „bomba atomowa” w postaci bezwarunkowej miłości bliźniego.

Z drugiej strony wiemy, że z tych idei powstały fantastyczne dzieła – leprozoria, szpitale, szkoły, uniwersytety, ochronki dla sierot, katedry i zachwycające klasztory na wierzchołkach malowniczo położonych wzgórz. Podziwiamy spełnienie ewangelicznych idei w życiorysach św. Benedykta, św. Franciszka, św. Faustyny, św. brata Alberta Chmielowskiego, bł. Jerzego Popiełuszki i bł. Jana Pawła II. Przesłanie Ewangelii jest inspirujące i prawdziwe.

Wreszcie patrzymy na swoje życie i od razu konsternacja i zawstydzenie. Niektóre wezwania z Ewangelii są na etapie rozpisywania działań, inne zaczęliśmy wcielać w życie, ale odłożyliśmy, leżą rozbabrane, szczątkowe i niedokończone. Jeszcze inne dzieła zdołały się już trochę pokruszyć, zmurszeć i lekko rozpadać. Szczerze mówiąc, z jednej strony niezwykłość programu ogłoszonego przez Chrystusa, z drugiej dość marny efekt naszego życia. I jeszcze bardziej szczerze mówiąc, najlepiej (i codziennie) wychodzi nam spełnianie wezwania: „Pójdźcie i wypocznijcie nieco” (Mk 6, 31), przy czym gorliwość w tej dziedzinie tak nas nakręca, że „nieco” zamieniamy na „przede wszystkim”.

Co zatem nie działa? Nie działa przekładnia! Nie działa mechanizm zamieniający energie Ewangelii w fakty życia! Trzymając się tej metafory, przekładnią jest modlitwa i nadzieja. Zbyt często myślimy, że „samo się zrobi” albo „ktoś za nas to zrobi”. W nieodległej przeszłości za nas Polaków robił to Jan Paweł II. Dumni byliśmy z Jego osiągnięć, tak jakbyśmy mieli jakiś wkład w ich spełnienie. Ewangelia jest jednak z kategorii „zrób to sam”, dlatego z jej pięknego programu każdy musi zrobić własny program.

Nie zamienimy przesłania Ewangelii w wydarzenia z naszej biografii bez przekładni w postaci modlitwy i nadziei. Modlitwa jest uruchomieniem Bożej mocy, a nadzieja przeogromnych naszych sił. Nadzieja i modlitwa zdolne są zamieniać prawdziwe, piękne i wielkie energie Ewangelii w fakty naszego życiorysu.

Czyli krótko: módl się i ufaj! No i oczywiście – pracuj, ale to przecież robimy.

Itinerarium , , , , , , ,

KTO SIĘ NIE PRZEBUDZI TEN NUDZI I MARUDZI

 

 

Wtorek 14 maja 2013

 

Wczoraj z wielkim zachwytem admirowałem małe poletko tulipanów, które akurat rozwinęły szeroko swoje kielichy. Trochę później wsłuchiwałem się w prawdziwą bitwę na głosy, rozgrywaną pomiędzy kawkami i kwiczołami. Czułem też wiatr huśtający na wszystkie strony młode liście. Potem patrzyłem na miejski autobus wiozący ludzi, jednych pewnie do pracy, innych do urzędów, a jeszcze innych może na lody w jakimś ogródku przy kawiarni.

To, co najważniejsze działo się jednak ponad zapachem, widokiem i dźwiękiem. Przypomniałem sobie jak Jezus nie przeoczył lilii polnych, ptaków powietrznych, lisów (które mają nory), usychającego drzewa figowego ale także drachmy wtaczającej się w zakurzony kąt i owcy oddalającej się bezmyślnie od bezpiecznego stada. To wszystko stało się częścią Ewangelii. Jezus szedł przez życie z antenami zmysłów, rejestrujących każdy obraz, każdy dźwięk i ruch. Z każdej sytuacji, z wróblami (o które troszczy się Ojciec Niebieski), ze świniami (w które weszły oszalałe demony), z lampami oliwnymi (które niosły i mądre i głupie panny), z każdej sytuacji czynił wydarzenie ważne i piękne.

Niestety, bywamy mocno zadżumieni, odbieramy może z pięć procent impulsów życia, wlewającego się co sekundę w nasze serce. Nie słyszymy ptaków, niemal w ekstazie wiosennej, wiatr jedynie zwiewa nam grzywkę na oczy, a miejskie autobusy wkurzają nas dymem z rur wydechowych. To nie tak. Rymem tak to powiem: kto się nie przebudzi ten nudzi i marudzi.

Jest naprawdę bardzo pięknie, wciąż mówi do nas Pan Bóg pełen miłości. Każdy dźwięk, każdy obraz, każdy zapach, każdy człowiek, każda chwila. Piękniej być nie może i nie będzie.

Itinerarium , , , , , , ,

KTO KOCHA TEN KLNIE I KRWAWI

 

Poniedziałek 13 maja 2013

 

Znajoma napisała mi, że jest na tym etapie małżeństwa, że każde świadome spojrzenie na obrączkę wywołuje natychmiastowe “Jezu ufam Tobie”. Inaczej nie dałaby rady. Ładne i prawdziwe.  Przypuszczam, że przy odrobinie szczerości to samo powiedzieliby inni wierni małżonkowie po kilku czy kilkunastu latach związku.

Zauważyłem, że osoby poszukujące partnera życiowego, niekiedy długo i mało skutecznie,  uciekają się także do modlitwy. Można by nawet pokusić się o swoisty ranking najbardziej obleganych świętych w tej sprawie, przodują św. Józef i o. Pio (ten drugi to nie wiem dlaczego), a wśród modlitw furorę robi ostatnio „nowenna pompejańska”.  Trochę mnie dziwi brak św. Judy Tadeusza, uznawanego za opiekuna i orędownika w nagłych i szczególnych potrzebach. Podpowiadam zatem, że ci co teraz zaczynają (na przykład) od nowenny pompejańskiej są na dobrej drodze do koronki do Miłosierdzia Bożego.  

Westchnień przydatnych w relacjach z ukochanymi osobami jest wiele. Polecałbym na przykład: „Ach, żałuję za me złości …” (akt żalu), dalej „Maryjo, Tyś nam pociechą w każdej godzinie, gdyśmy ściśnieni bólu cierniami” (z pieśni do Matki Bolesnej), „Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice” (Gorzkie Żale) czy „Przebacz mu/jej bo nie wie co czyni”.

Rzecz w tym, że prawdziwe więzi  z ludźmi zawsze prowadzą do łez, przekleństw (choćby po cichu), wściekłości, zgrzytania zębami (dopóki są w formie), pomstowania, warczenia, syczenia, szczypania, nerwowego wyłamywania palców (swoich) i zbyt szybkiego wypadania włosów (lub siwienia) z powodu zmartwień. Kto chciałby, aby jego związek z drugą osobą był sielski, słodki, wypełnionymi słowiczymi trelami, miodem z chabrów, aromatem olejku aloesowego, niech wiąże się z aniołami.

Między ludźmi, jeśli ma być na serio, jeśli ma być „i że cię nie opuszczę aż do śmierci”, jeśli ma być na „tak” w odpowiedzi na ślubne pytanie Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia?”, muszą być łzy, ból i głębokie rany.

Taka jest prawda o naszych więziach z ludźmi. Taka jest piękna prawda o miłości. A jak ktoś tego nie wie lub w to nie wierzy, na darmo odprawia nowenny pompejańskie i nigdy nie pozna najwyższego szczęścia.

Itinerarium , , , , , ,

SŁOWIK SZARY I DO NIEBA DROGA

 

Kazanie na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Niedziela 12 maja 2013

 

Od dzisiaj dla kaznodziejów zaczynają się schody albo ciemny i gęsty las. Będziemy usiłowali wytłumaczyć, że Pan Jezus wstąpił do nieba, ale jest z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata, za tydzień, że Bóg jest jeden ale w trzech osobach, potem – w Boże Ciało – że Nieskończony mieści się w małym chlebie opłatka. O ile pamiętam, nie wygłosiłem jak dotąd jakiegoś porywającego kazania w żadnym z powyższych tematów i dziś też za bardzo na to nie liczcie.

Zapewniam jednak, że we wszystkie te prawdy staram się bardzo głęboko wierzyć, z całych sił. Podoba mi się wstępowanie do nieba przez Pana Jezusa i przez nas (o tym mówię głosem w kazaniu na www.itinerarium.pl, nawet podpowiadam jak to robić). Bardzo mi się podoba prawda o Trójcy świętej i Przenajświętszej (choć nie wiem czy to jakaś istotna różnica), uwielbiam Boże Ciało włącznie z procesją pod baldachimem, kiedyś nawet szedłem cztery kilometry z monstrancją.

Mamy tajemnice wiary i nie chcę ani nie zamierzam ich wyjaśniać i tłumaczyć. Wierzę w nie, kocham i podziwiam. Weźmy na przykład te bielutkie i prześliczne stokrotki. Jak mam komukolwiek wyjaśnić i dowieść, że są niezwykłe, prześliczne i niepojęte? Popatrzcie sami. A słowik szary, prawie, że żywcem wyrwany z najlepszej opery na świecie, ten co koncertuje całe noce majowe, ten słowik szary, jak go pojąć i jeszcze wyjaśnić? Wymiękam. Ale podziwiam i kocham.

Wiara i życie. Podziwiam, kocham, uwielbiam.

 

Liturgia słowa

 

 

(Dz 1,1-11)
Pierwszą Księgę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie – /mówił/ – Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.

(Ps 47,2-3.6-9)
REFREN: Pan wśród radości wstępuje do nieba.

Wszystkie narody klaskajcie w dłonie,
radosnym głosem wykrzykujcie Bogu,
bo Pan Najwyższy straszliwy,
jest wielkim Królem nad całą ziemią.

Bóg wstępuje wśród radosnych okrzyków,
Pan wstępuje przy dźwięku trąby.
Śpiewajcie psalmy Bogu, śpiewajcie,
śpiewajcie Królowi naszemu, śpiewajcie.

Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi,
hymn zaśpiewajcie
Bóg króluje nad narodami,
Bóg zasiada na swym świętym tronie.

(Ef 1,17-23)
Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły. Wykazał On je, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami.

(Mt 28,19.20)
Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

(Łk 24,46-53)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka. Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

 

Itinerarium , , , , ,

JAK NIE ZOSTAĆ ZOŁZĄ I INNE BZDURY

 

Sobota 11 maja 2013

 

 

Kobiety są z Marsa, mężczyźni z Wenus, może na odwrót, choć  z tego co wiem, na żadnej z tych planet nie znaleziono śladów życia. Ale kilka książek na ten temat powstało. Znalazłem też Savoir-vivre nowoczesnego mężczyzny, Męskie pół świata, Szuka życia dla mężczyzn i setki innych poradników dla facetów. Być kobietą (Instrukcja obsługi samej siebie), Poradnik dla dziewcząt czyli jak nie zostać zołzą, Twórcza partnerka, to z kolei przykłady lektur o kobiecym profilu. Przeglądając niektóre z tych pozycji, można odkryć, że są to swoiste podręczniki sztuki wojennej, w których aż roi się od podpowiedzi jak pokonać wroga, jak go oszukać, usidlić, zwieść, zniewolić i wykorzystać. Ten drugi (inna płeć) to przeciwnik!

Odnoszę wrażenie, a może się mylę, że współcześnie z ogromnym naciskiem podkreśla się (lub nawet wymyśla) różnice między kobietami i mężczyznami, dążąc do stworzenia dwóch światów, zupełnie niekompatybilnych i niestycznych. Gdyby w to wierzyć, to aż dziw, że w ogóle panowie z paniami (i na odwrót) jakoś się porozumiewają, dogadują, żyją ze sobą pod jednym dachem i mówią o sobie „jedno ciało”.

Mam dużą wiarę we wspólnotę natury ludzkiej, którą wszyscy posiadamy i podzielam przekonanie, że w pierwszym rzędzie „zawsze warto być człowiekiem” (R. Riedel). Oczywiście dostrzegam tendencje do nachalnego epatowania płciowością. Niektóre osobniki, obojga płci, do tego stopnia eksponują atuty męskości czy kobiecości (nie tylko fizyczne), że tylko wspomniana wyżej wiara chroni mnie przed uznaniem dwóch gatunków. I obawiam się, że tzw. stuprocentowi mężczyźni i stuprocentowe kobiety, mają małą przestrzeń do rozwoju człowieczeństwa.

W świecie wolności i komercyjnego rynku dozwolone jest pisanie, drukowanie i sprzedawanie idiotycznych książek. Dozwolone jest także ich kupowanie i czytanie. Nikogo też nie karze się za wiarę w idiotyzmy, choć jest to wiara szkodliwa.

Czy poczucie głębokiej jedności wszystkich ludzi jest jakąś pradawną bzdurą, złudzeniem kasty idealistów, skutecznie rozwianym przez współczesnych znawców płci? Rzecz jasna dostrzegam i lubię „la petite difference”, ale z pewnością lepiej być najpierw porządnym człowiekiem, mądrym  i dobrym człowiekiem, solidarnym i kochającym człowiekiem. A potem, jak się uda, można również starać się zostać wyjątkowym mężczyzną lub czarującą kobietą.

Dla mnie ważny jest również mistyczny wymiar równości wszystkich ludzi w Chrystusie.  „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.” (Ga 3,28) –  pisze w natchnionej wizji św. Paweł. Jesteśmy chyba dużo bardziej podobni niźli niepodobni sobie, mimo odmienności płci. Cudowna różnica nie znosi pięknej jedności, a nawet jej służy. Tak jest, nawet jakby napisano i sprzedano następny milion książek z opisami taktyki walki z naszymi siostrami czy braćmi.

Itinerarium , , , , , , , ,

DANSY Z DUCHEM

 

 

Piątek 10 maja 2013

 

W naszej wierze chodzi o Pana Boga. O to, by Go spotkać, doświadczyć, być blisko Niego. Prawie wszędzie znajdziemy szybki i łatwy poradnik jak to zrobić: medytacja, skupienie, cisza, to albo tamto sanktuarium, zachowanie kolejności przyjmowania sakramentów, etc. W zasadzie nie musimy się wysilać, scenariusze są rozpisane, należy tylko dobrze wejść w role.

No i wyobraźmy sobie. Przychodzi pewnego razu Abraham, po dniu ciężkiej roboty przy wypasie owiec i mówi do Sary:

 

– Wiesz, wynosimy się stąd, bo Bóg chce, abyśmy emigrowali.

– Abraham! Słońce poraziło ci mózg? Dokąd?

– Jeszcze nie wiem dokąd, to się później zobaczy.

– Abraham, idź spać i nie pleć bzdur. Tu jest nasz dom i nasza ziemia. Nigdzie się nie ruszamy, pogadamy o tym rano, jak odpoczniesz.

 

No i wyobraźmy sobie. Mojżesz wraca do domu po harówce w jednej z wymagających firma faraona i wypala do Sefory:

 

– Najdroższa, kończy się czas spokoju … Muszę wyprowadzić mój naród na wolność.

– Kochany, jesteś przemęczony, bredzisz …

– Wyprowadzę nasz lud do innej ziemi. Będziemy wolni!

– Mojżeszu, ile masz szabel? Wiesz jaką armią dysponuje faraon. Co za głupie pomysły przychodzą ci do głowy?

 

No i wyobraźmy sobie. Nastoletnia Maria z małego i prowincjonalnego Nazaretu leci do Anny, mamy i obwieszcza:

 

– Mamo! Mamo!

– Co tam Marysiu?

– Mamo! Jestem w ciąży!

 

Anna niemal mdleje na tę wieść i szuka gorączkowo tabletki na uspokojenie, a Maria dalej:

 

– Jestem w  ciąży z Duchem Świętym!

– Dziecko, chodź, pokaż czoło … No tak, masz gorączkę! Boże, co tu robić? Psychiatra dopiero w Jerozolimie i przyjmuje tylko w poniedziałki. Boże, co ja mam zrobić z tą niesforną małolatą ?

 

Potraktujcie powyższe dialogi z przymrużeniem oka, niemniej myślę, że Pan Bóg był najbliżej nas wtedy, kiedy świtały nam w głowie najbardziej niezwykłe i mocno szalone myśli. Nieprawdopodobne, niewiarygodne, prawie absurdalne i kosmiczne. Wiara nie jest potrzebna do jazdy prawą stroną jezdni (o ile nie jesteśmy w Londynie) i pocierania zapałką o draskę.

Wiara zaczyna się tam, gdzie pojawiają się sytuacje wyjątkowe, odmienne, zaskakujące i odwołujące się do śmiałych decyzji na zasadzie „skoku w nieznane”. I Abraham, i Mojżesz, i Maria kochali Boga i gotowi byli zatańczyć z Nim totalnie bajeczne układy. Dobrze, że zaszaleli i poszli w te tany, dzięki temu jesteśmy na drodze zbawienia.

Tak, jesteśmy na drodze zbawienia, ale myślę także, że do osiągnięcia celu, nam także trzeba odważnego przyjęcia w życiu absolutnie nowych natchnień i podejmowania z pozoru nienormalnych decyzji.

Itinerarium , , , , , , , ,

CO SIĘ ODWLECZE TO UCIECZE

 

Czwartek 9 maja 2013

 

Celem naszej wiary jest zbawienie, to zapewne wiemy lub czujemy. Co jakiś czas przypominamy sobie o tym i nawracamy się, aby to zbawienie osiągnąć. W tym celu idziemy – na poważnie – do spowiedzi, postanawiamy nieodwołalne zmiany na lepsze (z których nie często coś wychodzi), wprowadzamy reżim modlitwy albo jedziemy w niezwykłą pielgrzymkę do najświętszego miejsca. Mamy takie zrywy ku zbawieniu, podobnie jak w przypadku mycia okien ze cztery razy do roku. Gdzieś w głębi serca kołacze nam taka myśl, że dobrze byłoby przeprawić się na Tamten Brzeg akurat w czasie naszego nawrócenia.

Chyba nic z tego nie wyjdzie, podobnie jak z pokrętnej taktyki odkładania nawrócenia na spokojną i bezgrzeszną starość. W Ewangelii znajdziemy ponaglenie, aby zbawieniem zająć się natychmiast, dzisiaj. „Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,2). Co się odwlecze, to jednak uciecze, wbrew przysłowiu, jutro będzie za późno. Zbawienie jest w naszych rękach, musimy o nie troszczyć się i zabiegać. Troszczyć się i zabiegać każdego dnia. Każdego dnia! Co więcej, każdego dnia powinniśmy zachęcać się wzajemnie do troski o zbawienie. Wyobrażacie sobie, że pierwszy poranny esemes, jaki wysyłacie do kogoś bliskiego brzmi mniej więcej tak: „Hej! Pamiętasz o zbawieniu? Troszcz się o to dzisiaj. Poza tym, jak się czujesz?”. Wewnętrzny nasz człowiek musi odnawiać się „z dnia na dzień” (2 Kor 4,16), nie od czasu do czasu.

Co zatem robić w trosce o zbawienie? Latać co drugi dzień do spowiedzi? Zdarza się niektórym i wcale ich nie ganię; przypominam, że błogosławiony Jan Paweł II spowiadał się co tydzień i chyba miał z czego, bo przecież prawdziwa spowiedź do przyjemności nie należy. Mnożyć niezawodne modlitwy? Zrobić sobie grafik pielgrzymek do wszystkich świętych miejsc (na świecie jest ich kilka tysięcy)?

Nic z tych rzeczy. Proponowałbym, aby bez pośpiechu zjeść śniadanie, możliwie dobre i z dużą porcją wiosennego szczypiorku. Poczuć aż do końca smak twarożku i lekką pikantność zieleniny. Zwykle nie mamy na to czasu, bo jedząc śniadanie całym sercem jesteśmy już w korku w drodze do pracy. Proponowałbym, aby dobrze wsłuchać się w głosy porannego skowronka i nocnego słowika, wreszcie je odróżniać i cieszyć się, że obydwaj ci arcymistrzowie dźwięku koncertują dzisiaj, niczego nie odkładając na pojutrze. Dźwięk bankomatu i melodia budzika z komórki, także mają swój urok. Proponowałbym trochę dłużej patrzeć sobie wzajemnie w oczy i trochę szczerzej rozmawiać, w mgnieniach gubimy sedno rzeczy. Trochę mocniej ściskać ręce witanych i żegnanych ludzi i dłużej się uśmiechać, przelotne dobre są tylko deszcze.

Troska o zbawienie, zalecana przez Ewangelię, oznacza piękne, pokorne, radosne i soczyste życie tu i teraz. Ale mamy zgubny nawyk ociągania się z życiem, flirtujemy z „Wczoraj” i „Jutro”, a  Dzisiaj i Teraz omija nas prawie zawsze. Teraz jest czas zbawienia, oto jest czwartek zbawienia, dzisiaj.

Itinerarium , , , , , , , , ,

POLSKA NA KTÓREJ MI ZALEŻY

 

Y

Kazanie na Uroczystość św. Stanisława Biskupa

Środa 8 maja 2013

 

 

Należę do tej grupy ludzi (bo chyba nie pokolenia), która przejmuje się Polską. Uroczystości takie jak dzisiejsza, św. Stanisława Biskupa, mają dla mnie znaczenie, mimo, że obchodzona jest nielicznie i coraz skromniej.

Mają znaczenie, ponieważ wciąż daleko nam do dobrej Polski. Doceniam wszystkie piękne i korzystne zmiany po roku 1989, ale znam i spotykam Polskę niedożywioną, bezdomną, biedną i rozpitą. A wcale tak nie musi być. I nie przekona mnie argument, że ci wszyscy ludzie sami sobie są winni. To nie tak, po to mamy władzę, aby zatroszczyła się i zadbała o ludzi, którzy z różnych powodów nie radzą sobie. A jeśli mamy sobie radzić sami, to proszę nam nie zabierać wszystkich możliwych podatków, na które pracujemy – o ile dobrze pamiętam – do 13 czerwca ( tzw. dzień wolności podatkowej, czyli dzień od którego pracujemy już na siebie, a do tego dnia wszystko, co wypracowujemy, oddajemy tzw. państwu).

Nie jestem naiwny i wiem, że w tzw. parlamencie wcale nie zasiadają ani ludzie najmądrzejsi, ani najlepsi, ani najbardziej kompetentni. System, nazywany obecnie demokracją, promuje ludzi mających możliwie szeroki dostęp do mediów i ewentualnie duże pieniądze (które torują dostęp do mediów). W sumie rządzą nami ludzie, którzy lubiani są przez media ( i lubią media).

Mieszkam w tej części Polski, nazywanej Polską B, gdzie nie zagląda premier, rzadko prezydent, wizyta ministra jest całkiem sporym świętem. To Polska do której się nie przyjeżdża, ale Polska z której się wyjeżdża. Oczywiście, jakoś sobie radzimy, umiemy żyć obok władz, wbrew władzom a nawet przeciwko nim.

Nie mam kompleksów ani żalu, może tylko złość na władze, kolejne władze sprzedające nam złudzenia i brylujące w sztuce uwodzenia.

Od św. Stanisława Biskupa uczę się nie tylko nieufności wobec rządzących ale i prostej miłości do ludzi, troski o ich normalne sprawy, o podtrzymanie na duchu, o ducha wspólnoty. Moja Polska to ludzie, z którymi idę przez życie, ludzie, na których mi zależy.

 

 Liturgia słowa

 

Jezus powiedział do faryzeuszów: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; /najemnik ucieka/ dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz.

(J 10, 11-16)

 

Itinerarium , , , , ,

A SŁOWA CIAŁAMI SIĘ STAJĄ

 

Wtorek 7 maja 2013

 

Będziemy dziś mówić, mówić i mówić. Od rana do wieczora. I dobrze, bardzo dobrze. Wszystkie nasze słowa staną się ciałami.

Jedne polecą i poranią kogoś, będą jak mocne ciosy, wypowiadane tylko po to, by kogoś zagiąć, rozwalić i dobić. Słowa są jak ziarna, z których natychmiast rodzą się owoce. I nasze słowa zrodzą przykrość, smutek, ból, gniew, może i rozpacz. Czasem słowa są brzytwą, która rozcina coś, co długo tworzyliśmy. „Spadaj”, „To koniec!”, „Odchodzę”, krótkie frazy, padają w ciągu sekundy, a rozstrzygają o reszcie życia.

Wszystkie nasze słowa staną się ciałami. Przepraszam staje się serdecznym uściskiem i szansą na nowe życie. Jestem z tobą, rodzi natychmiast dobry owoc jedności. Damy radę przekazuje newtony mocy. Nigdy cię nie opuszczę, to tak jakbyś wybudował komuś Pałac Nadziei. Słowa są jak ziarna, z których natychmiast rodzą się owoce, przyjaźń, bliskość, czułość, wielkie ciepło a nawet rzadko spotykane gorąco.

Będziemy dziś mówić, mówić i mówić. Od rana do wieczora. I dobrze, bardzo dobrze. Wszystkie nasze słowa staną się ciałami.   

 

 

Itinerarium , , , , , ,

SERCE JAK LIZAK

 

Poniedziałek 6 maja 2013

 

Ktoś wymyślił lizaki w kształcie serca i to był znakomity pomysł. Jest słodko i zaraz pojawia się myśl o miłości. Od jednego alkoholika (już nie pijącego) usłyszałem niedawno bardzo głębokie wspomnienie:

 

– Kiedy byłem w ciągu, w moim sercu było tyle nienawiści i jadu, że gdyby ktoś wtedy polizał moje serce, to by się otruł.

 

I pomyślałem, że sobie i każdemu z was zadam pytanie na początek nowego majowego tygodnia.

 

Gdyby ktoś dzisiaj polizał twoje serce, to poczułby słodki i ozdrowieńczy smak przyjaźni, dobra, serdeczności i miłości? Przecież w każdym słowie, wyrazie twarzy, geście, w każdym ruchu rąk, dajemy nasze serce do polizania ludziom, których spotkamy.

 

Gdyby ktoś dzisiaj polizał twoje serce, nie otrułby się?

Itinerarium , , , ,