BIERZCIE DUCHA !

 

Kazanie na 6 Niedzielę Wielkanocną

5 maja 2013

 

 

Z powodu nieznajomości Ducha Świętego i lęku przed Jego Wichrami, żyjemy smętnie i nieciekawie. Pan Bóg wymarzył dla nas życie piękne, niesamowite i pełne radości. My żyjemy normalnie, troszczymy się o zdrowie, urodę, czasem przygodę. Najpierw się długo rozpędzamy, przez pierwsze trzydzieści lat, bo matura, studia, staż, pierwsza praca. Potem się urządzamy, bo mieszkanie, pieniądze, ożenek, dzieci, coraz lepsze stanowiska, tak schodzi nam kolejne dwadzieścia lat. Jak się już w miarę dobrze urządzimy, trzeba się leczyć ze wszystkich chorób, rehabilitować i dbać o formę. Normalnie nie ma kiedy żyć, najpierw się człowiek rozpędza, potem urządza i naprawia, wreszcie trzeba hamować przed zbyt wczesną śmiercią. No normalnie, nie ma kiedy żyć! I tak jakby o nas była głupia piosenka: „Urodziłem się, aby umrzeć …”

Lękamy się swoich marzeń i śmiałych myśli, nie są zwykłe. Mogą być tchnieniem Ducha. Nie można wyjść na wariata, w ryzach mamy się trzymać, nie wydziwiać, nie wolno zbyt śmiało myśleć i marzyć górnolotnie, grozi świętością. Grozi świętością, bo to i Duch Święty.

W kazaniu głosem (www.itinerarium.pl) mówię o Duchu szczęścia, bo Chrystusowi zależy na naszym, tutejszym i tamtejszym, szczęściu. Po to zsyła nam swojego Ducha, zsyła, a my możemy Go przyjąć. Możemy.

Ducha Świętego nikt nam nie wciska, sakrament bierzmowania (pomimo pozorów) nie jest formą przymusowego wyposażania niesfornej młodzieży w nadzwyczajne moce. Duch Święty jest zaproszeniem do Nowego i Niepowtarzalnego Życia, ostatecznie do Nieskończonego. Duchowi najbardziej bliska jest strefa miłości (teologia nazywa Go „Miłością Ojca i Syna”), On ją rodzi, roznieca, kształtuje, wzmaga, wznosi, potęguje, ożywia i wskrzesza, jeśli zdążyła zemrzeć z nudów i bezsilności.

Bierzcie Ducha, żeby być silni, odważni, szybcy, cierpliwi, łagodni, radośni i pełni pokoju. Bierzcie Ducha, żeby gorąco kochać i nie przeminąć.

 

Liturgia słowa

 

 

 

 

 

(Dz 15,1-2.22-29)
Niektórzy przybysze z Judei nauczali braci wAntiochii: Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni. Kiedy doszło do niemałych sporów i zatargów między nimi a Pawłem i Barnabą, postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich uda się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do Apostołów i starszych. Wtedy Apostołowie i starsi wraz z całym Kościołem postanowili wybrać ludzi przodujących wśród braci: Judę, zwanego Barsabas, i Sylasa i wysłać do Antiochii razem z Barnabą i Pawłem. Posłali przez nich pismo tej treści: Apostołowie i starsi bracia przesyłają pozdrowienie braciom pogańskiego pochodzenia w Antiochii, w Syrii i w Cylicji. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że niektórzy bez naszego upoważnienia wyszli od nas i zaniepokoili was naukami, siejąc zamęt w waszych duszach, postanowiliśmy jednomyślnie wybrać mężów i wysłać razem z naszymi drogimi: Barnabą i Pawłem, którzy dla imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa poświęcili swe życie. Wysyłamy więc Judę i Sylasa, którzy powtórzą wam ustnie to samo. Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi!

(Ps 67,2-3.5.8)
REFREN: Niech wszystkie ludy sławią Ciebie, Boże

Niech Bóg się zmiłuje nad nami i nam błogosławi,
niech nam ukaże pogodne oblicze.
Aby na ziemi znano Jego drogę,
Jego zbawienie wśród wszystkich narodów.

Niech się narody cieszą i weselą,
że rządzisz ludami sprawiedliwie
i kierujesz narodami na ziemi.
Niech nam Bóg błogosławi,
niech się Go boją wszystkie krańce ziemi.

(Ap 21,10-14.22-23)
Uniósł mnie anioł w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto Święte – Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, mające chwałę Boga. źródło jego światła podobne do kamienia drogocennego, jakby do jaspisu o przejrzystości kryształu: Miało ono mur wielki a wysoki, miało dwanaście bram, a na bramach – dwunastu aniołów i wypisane imiona, które są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela. Od wschodu trzy bramy i od północy trzy bramy, i od południa trzy bramy, i od zachodu trzy bramy. A mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka. A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan, Bóg wszechmogący oraz Baranek. I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą – Baranek.

(J 14,23)
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy.

(J 14,23-29)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

MIĘDZY WIĘKSZYM CZERWONYM A MNIEJSZYM SREBRNYM

 

Sobota 4 maja 2013

 

 

Staram się być bardzo życzliwym człowiekiem. W ostatnich dniach co rusz tłumaczę innym, że we wtorek wcale nie było soboty, tak jak i w czwartek; a środa i piątek nie były pomimo pozorów niedzielami. Wszystko było jak zwykle, a weekend rozpoczyna się dzisiaj, czyli w jedyną sobotę tego tygodnia. Tłumaczę to prostym, jasnym językiem, dzięki czemu ludzie coś tam rozumieją i mają w życiu łatwiej.

Kilka dni temu byłem świadkiem, jak młoda pani, artystka zresztą, musiała przeparkować swój samochód. Rozejrzała się trochę bezradnie po dość dużym parkingu i zapytała o radę mnie i kolegę:

 

– Gdzie tu przejechać?

– Może pani stanąć pomiędzy renówką i oplem – wystrzelił kolega.

– Aaaa …. – wytrzeszczyła oczy młoda szoferka i miotała spojrzeniem po całym placu.

– Niech pani zaparkuje między tym większym czerwonym samochodem a tym mniejszym srebrnym – doradziłem.

– Dziękuję! Dziękuję bardzo! – promieniowała dziewczyna. I za parę minut faktycznie ustawiła auto pomiędzy samochodem większym czerwonym a mniejszym srebrnym, pomiędzy renówką a oplem swoją drogą.

 

Wyjaśniłem koledze, że do ludzi trzeba mówić prosto, jasno i obrazowo, a nie jakimś skomplikowanym żargonem technicznym. No łobuz, takim slangiem do młodej kobiety!

Wiele lat temu miałem przyjemność pracować z pewnym proboszczem, zacnym i gorliwym duszpasterzem, który miał jednak dość duży talent do komplikacji werbalnych. W Wielkim Poście, przy ładnej pogodzie zapraszałem młodzież na drogę krzyżową po wzgórzach i zagajnikach w pobliżu kościoła, utarło się, że odprawiamy wtedy w plenerze. Podrzuciłem księdzu proboszczowi informację do ogłoszeń duszpasterskich, że w następnym tygodniu „Droga krzyżowa dla młodzieży będzie odprawiana w plenerze”.

Na pierwszej mszy stoję w zakrystii i słyszę, jak ów dzielny farosz czyta:

W tym tygodniu droga krzyżowa dla młodzieży zostanie odprawiona w szarej rzeczywistości dnia codziennego poza obrębem murów kościoła. Zapraszamy!

 

Na początku sam zachodziłem w głowę, co autor mógł mieć na myśli. Postanowiłem sprawdzić u źródeł.

– Co to ksiądz proboszcz napisał o tej drodze krzyżowej dla młodzieży? – pytam.

– Plener! Plener! Ludzie nie rozumieją obcych słów, trzeba im mówić prosto! – wyjaśnił.

Za chwilę do zakrystii wchodzi dwójka młodych ludzi, zaangażowanych w duszpasterstwo i pytają:

– Proszę księdza, gdzie w tym tygodniu będzie droga krzyżowa?

– W plenerze! – pośpieszyłem z odpowiedzią.

– A! To dziękujemy! Na pewno przyjdziemy!

 

No tak, do ludzi trzeba mówić prosto, jasno i obrazowo, z życzliwości dla nich.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich, z pewnością niektórzy z was akurat przebywają gdzieś tam w szarej rzeczywistości dnia codziennego poza obrębem murów kościoła a i własnych domów także. 

Itinerarium , , , , ,

WŁADZOM WSTYD HAŃBA I NA POHYBEL

 

Kazanie na Uroczystość MB Królowej Polski

i Rocznicę Konstytucji 3 Maja

Piątek 3 maja 2013

 

 

W Opatrzność Bożą wierzę mocno, jej działania doświadczałem (i doświadczam) często i to wtedy, gdy groziło mi coś złego ze strony ludzi czy też ze strony jadących we mnie samochodów, czy w czasie niepotrzebnych szarż w wysokich górach.

Myślę także, że Opatrzność Boża, mimo wszystko, czuwa nad dziejami ludzkości, zwłaszcza w ostatnich kilkudziesięciu latach, kiedy kilka krajów dysponuje bronią zdolną do zniszczenia naszej planety. Jako Polak z wdzięcznością patrzę na losy mojego narodu. Ponad 100 lat rusyfikacji i germanizacji nie wystarczyło, abyśmy zniknęli, podobnie jak pięć lat okrutnej drugiej wojny światowej i prawie pięćdziesiąt usilnego wynaradawiania podejmowanego przez komunistów. Nam się powiodło, ale przecież z powierzchni Ziemi zniknęły narody tworzące wybitne cywilizacje, że wspomnę tylko Majów i Azteków w Ameryce czy choćby Jaćwingów, naszych dawnych sąsiadów z północy. W nowszych czasach mamy powody do wdzięczności Bogu za rok 1978 i wybór Jana Pawła II, za rok 1980 i Solidarność, za rok 1989 i powrót niepodległości.

W trakcie uchwalania Konstytucji 3 majowej (1791) ówcześni parlamentarzyści polscy wyczuwali już dobrze działanie Pana Boga w historii narodu i postanowili jako wotum wdzięczności wznieść w Warszawie Świątynię Opatrzności Bożej (fragment uchwały załączam na końcu). Pierwszą cegłę pod to wotum wmurował sam król Stanisław August, przy pomocy złotej kielni i złotego młotka, resztę cegieł przy pierwszym filarze układali murarze w białoczerwonych kombinezonach. Wszystko trwało 8 godzin, przy akompaniamencie armatnich salw. Były już zapewnione publiczne pieniądze na wzniesienie kościoła. Ale weszła do stolicy armia carska, potem ostatni rozbiór, okupacja rosyjska.

Idea Świątyni powraca w roku 1921, kiedy ówczesny sejm przyjmuje „Ustawę o wykonaniu ślubu uczynionego przez Sejm Czteroletni, wzniesienia w Warszawie świątyni pod wezwaniem «Opatrzności Bożej»”. Były skomplikowane przeprawy z projektami, niektóre zostały odrzucone z racji zbyt futurystycznych rysów (kościół, wedle nich, miał przypominać gazownię lub fabrykę). Wreszcie przyszła zgoda, zebrano spore pieniądze, wmurowano nowy kamień węgielny – tym razem był to głaz, na którym modlił się Kościuszko pod Racławicami przed zwycięską bitwą z Moskalami. Pierwsze łopaty zostały wbite w ziemię w lipcu 1939 roku.

Myśl o spełnieniu ślubów przodków powróciła po roku 1989. Znów po perypetiach z projektami, zostało wyznaczone nowe miejsce. Pobłogosławił je sam Jan Paweł II, tak samo jak nowy kamień węgielny. Świątynia Opatrzności Bożej stoi dziś już w stanie surowym, dzięki konsekwencji i uporowi Prymasa Glempa i kardynała Nycza, choć końca budowy jeszcze nie widać.

Współczesne rządy i sejmy, te po roku 1989, nie znalazły sposobu, aby jakkolwiek wspomóc finansowo dzieło zainicjowane przez przodków. Parlament nasz zdobył się jedynie na uchwałę (1991, w 200-lecie Konstytucji), w której zapisano: „Sejm III Rzeczypospolitej uważa, że śluby złożone przed dwustu laty Naród powinien pilnie wypełnić.” (więcej z tego kuriozalnego dokumentu  cytuję na końcu). Pewnie wiecie, co mnie trafia, kiedy władza nakazuje mi coś „pilnie wypełnić”, sama nie kiwając palcem.

Znam te wszystkie gadania o konstytucyjnym rozdziale państwa i religii, ale w tym przypadku chodzi o pewnego ducha, wierność woli narodu, wyczucie sensu dziejów. Są takie momenty w historii, kiedy trzeba się opowiedzieć, mimo wszystko, nawet wbrew prawu i w obliczu przykrych sankcji, po „właściwej stronie”. Herbert nazwał to „potęgą smaku” (cały wiersz niżej):

 

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku

w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia

 

„Potęga smaku” lub jej brak, decydowały o tym, że ktoś był w szeregach konfederacji Targowickiej, a inny szedł w zaciągu Kościuszki; ktoś stawał się volksdeutschem, a inny wstępował w szeregi Armii Krajowej; ktoś był członkiem partii komunistycznej, a inny drukował i rozdawał ulotki z prawdą o Katyniu. Wyostrzam nieco, aby podkreślić znaczenie odwagi, wierności, „smaku”.

 

Zrobiłem sobie prostą symulację. Ideę budowy wotum wdzięczności Bogu popierali i realizowali (z powodów niezależnych od nich, nieskutecznie) władcy I Rzeczpospolitej (do 1795 r.) oraz ci z II Rzeczpospolitej (do 1939 r.). Po stronie tych, którzy tej idei byli przeciwni, sabotowali ją lub nic ku jej realizacji nie zrobili znajdują się: okupacyjne władze carskie (do 1918 r.), okupacyjne władze niemieckie (do 1945 r.), władze komunistyczne (do 1989 r.) oraz wszystkie władze III Rzeczpospolitej (i przez moment IV) po roku 1989. Rozumiem, jak już wspomniałem, wszystkie prawa, niemożności, uwarunkowania, rozdziały państwa i Kościoła. Niemniej w tym przypadku, jeśli chodzi o zachowanie Parlamentów, Prezydentów i Premierów po roku 1989, zawiodła „potęga smaku” oraz nastąpił (nie po raz pierwszy) rozdział państwa i narodu! Widzę, że naród i bez zachęty posłów wypełni śluby przodków sprzed ponad 200 lat. A władzom  wstyd, hańba i na pohybel.

 

 

 

Uchwała Sejmu Czteroletniego z 1791 r.

„Władzy wykonawczej zalecamy, […] Wyznaczenie nabożeństwa w jednym dniu po wszystkich w całym kraju kościołach, to jest dnia ósmego miesiąca maja roku bieżącego, na podziękowanie Bogu za zdarzoną chwilę pomyślną wydobycia Polski spod przemocy obcej i nieładu domowego, za przywrócenie rządu, który najskuteczniej wolność naszą prawdziwą i całość Polski zabezpieczyć może, za postawienie tym sposobem ojczyzny naszej na stopniu mogącym prawdziwą w oczach Europy zyskać jej konsyderacyją, przewielebnym biskupom zalecamy, naznaczając dzień świętego Stanisława biskupa męczennika, patrona Korony Polskiej, za uroczysty w roku, który my i potomkowie nasi obchodzić będziemy za dzień poświęcony najwyższej opatrzności, po którym ojczyzna śmiało i bezpiecznie po tylu nieszczęściach odetchnąć może. Chcemy oraz, aby duchowieństwo tak świeckie jako i zakonne w naukach chrześcijańskich, które prawowiernemu winno ludowi, nie przestało zachęcać wszystkich do podobnych Bogu dziękczynień. Aby zaś potomne wieki tym silniej czuć mogły, iż dzieło tak pożądane, powinno największe trudności i przeszkody, za pomocą najwyższego losami narodów rządcy do skutku przywodząc, nie utraciliśmy tej szczęśliwej dla ocalenia narodu pory, uchwalamy, aby na tę pamiątkę kościół ex voto wszystkich stanów był wystawiony i najwyższej Opatrzności poświęcony.

 

Uchwała Sejmu III Rzeczpospolitej z 1991 r.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża uznanie dla inicjatywy prymasa Polski kardynała Józefa Glempa wzniesienia w Warszawie Świątyni Opatrzności Bożej. Budowę Świątyni uchwalił Sejm Czteroletni jako Wotum Narodu za Konstytucję 3 Maja 1791 r. 17 marca 1921 r. Sejm Ustawodawczy odnowił to zobowiązanie. Niestety przyjętej wówczas ustawy nie zdołano wykonać. Sejm III Rzeczypospolitej uważa, że śluby złożone przed dwustu laty Naród powinien pilnie wypełnić. Świątynia Opatrzności Bożej będzie symbolem wdzięczności Narodu za odzyskanie wolności w 1989 r., 20 lat pontyfikatu Ojca Świętego Jana Pawła II, Jubileusz 2000 lat Chrześcijaństwa.

Zbigniew Herbert

Potęga smaku

Pani Profesor Izydorze Dąmbskiej

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku

w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia
Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców bark
nazwany pałacem sprawiedliwości samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie
Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku

który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo choćby
za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa
 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

FLAGĘ OPUSZCZAM DO POŁOWY

 

 

Czwartek 2 maja 2013

 

Województwo na terenie którego mieszkam jest sporo większe niż państwo Izrael, a nasz kraj terytorialnie jest aż piętnaście razy obszerniejszy niż ten nad Jordanem. Po upadku Związku Radzieckiego (1991) blisko milion rosyjskich Żydów wyemigrowało do Izraela, gdzie otrzymali m.in. mieszkania i możliwość pracy. W niecałe pięć lat po roku 1991 Niemcy zorganizowali przesiedlenie nad Ren kilkuset tysięcy rodaków, głównie z Kazachstanu.

W Rosji i innych państwach powstałych na gruzach imperium żyje ponad milion Polaków. Po roku 1991 wszystkie nasze rządy umożliwiły powrót do Ojczyzny kilku tysiącom rodaków ze Wschodu. Bardzo wielu z tego miliona pragnie mieszkać w Polsce. Kolejne ekipy naszych władz zachowują się tak jakby nasi rodacy znaleźli się tam wskutek pogoni za zyskiem lub na jakimś przedłużonym wypadzie na polowanie. Gdyby jednak cokolwiek czytali, wiedzieliby, że to potomkowie zesłańców, przymusowo deportowanych z ziem wschodnich przedwojennej Rzeczpospolitej, skazanych na łagry i gułagi, często najgorętszych patriotów z Polesia, Podola, Wołynia, Wschodniej Galicji i Wileńszczyzny.

Wstyd mi za moje państwo, za Polskę, bo nie umie od ponad 20 lat przyjąć tych, którzy są nadal Polską. Zapomnianą i niechcianą nad Wisłą, bardzo dobrą i piękną Polską. Polską wegetującą na stepach Kazachstanu i tajgach Syberii.

Dlatego dziś,  2 maja, kiedy niby to obchodzimy Dzień Polonii i Polaków za Granicą oraz Dzień Flagi Rzeczpospolitej Polskiej, opuszczam banderę do połowy, na znak żałoby.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

MAŁY APEL MAJOWY

 

Środa 1 maja 2013

 

Może bardziej czujemy niż wiemy, że obecny kształt cywilizacji jest jak kolos na glinianych nogach i prędzej czy później rozsypie się z hukiem. Kierunek, w jakim toczy się cywilizacja nie ma żadnego sensu. Zdominowany jest przez kilka procesów, które da się opisać w pojęciach: szybciej, więcej, głośniej i mocniej. Oczywiście upraszczam, ale nie miejsce tu na elaborat.

Coraz szybsze mamy samochody, samoloty, rakiety, motocykle, pociągi, komórki (w sensie przesyłu danych) i komputery. Zyskujemy dzięki temu więcej czasu, który zwykle inwestujemy w osiąganie czegoś „więcej” – pieniędzy, rzeczy, przedmiotów, gadżetów. Głośniej i mocniej to z kolei wyznaczniki dobrej zabawy, gdzie dominującą rolę odgrywa produkcja adrenaliny.

Nikt nie umie sensownie odpowiedzieć na pytanie dlaczego ma być szybciej, więcej, głośniej i mocniej. Zresztą chodzi właśnie o to, abyśmy nie zadawali sobie (i innym) pytania o sens. Jeśli ktoś stawia takie pytanie, jest uważany za dziwaka, który nie rozumie współczesności, nie wie „o co idzie”. Dana rzecz, zjawisko, wydarzenie, nie musi być mądra, dobra czy pożyteczna, musi jedynie spełniać kryteria szybkości, wielkości i mocy. Absurdy mają się dzięki temu dobrze i coraz lepiej.

Po kolei wiekopomne instytucje i dzieła ludzkości zmieniają znaczenie. Polityka, w miejsce służby ludziom (społeczeństwu), stała się grą półinteligentów, sztuką uwodzenia wyborców. Gospodarka gotowa jest produkować nie rzeczy potrzebne i trwałe, ale takie, które uda się ludziom wcisnąć (dzięki mocy reklamy). Media posługują się w równej mierze kłamstwem, prawdą, prowokacją, skandalem, wszystkim co da się wymienić na zysk. Kultura porzuciła wymóg piękna, harmonii i poznania, w imię epatowania głównie innością i gabarytem wulgaryzmu. Nie skarżę się, nie narzekam, zupełnie na chłodno oglądam i słucham, co się dzieje.

Jasne, wiem, że mój głos „Król jest nagi!”, nie ma znaczenia. Mam nadzieję, że krzyknie to ktoś, kogo głos wstrząśnie globalnie. Coś w tej sprawie dzieje się w najnowszej historii Kościoła, niedawno za sprawą głosu Jana Pawła II, teraz w gestach i mowach Franciszka.

Kiedy chcę mieć jakiś naprawdę świeży news, wolę otworzyć okno niż Internet. Za oknem dzieje się wiele rzeczy prawdziwych i pięknych, w Internecie trzeba pompować bzdety, aby stały się „czymś”. Cieszę się, że wciąż nikt nie wymyślił patentu na pogodę i mamy tak często zupełnie inną niż oczekiwalibyśmy. I mam nadzieję, że nikt nie złamie kodu porozumiewania, jakim posługują się jelenie i żurawie.

Jestem też pełen wiary w zdolność otrząsania się z głupoty i małostkowości, w czujny zmysł dobra i mądrości, które wielu ludzi pielęgnuje w sobie. I mam taki mały majowy apel – pomóżmy, żeby ten kolos na glinianych nogach rozchrzanił się prędzej. Po prostu bądźmy pomimo wszystko dobrzy i lepsi, niekoniecznie szybsi i więksi. Bądźmy bardziej szczerzy i ufni, niekoniecznie głośniejsi i mocniejszy.

I dzielę się z wami wiarą, że ten kształt cywilizacji może się bardzo szybko zmienić, w Cywilizację Miłości.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

BARDZO PODZIWIAM KOCHAM I UWIELBIAM

 

 

Wtorek 30 kwietnia 2013

 

Lubię, bardzo lubię i podziwiam forsycje jak osypują się jaskrawą żółcią. A właśnie się zażółciły i oszalały zupełnie. Bardzo to piękne.

Bardzo lubię i przepadam za brzozami, które niby to tylko białe rosnąć chcą, ale jak zobaczą słońce to na każdą gałązkę po pięć listków wkładają. Właśnie się stroją pośpiesznie i to jest prawdziwe wariactwo, które ze zdziwieniem oglądam.

Trawy popiły niemal do zamroczenia, piły deszcze poranne, przedpołudniowe i wczesnonocne. Piły i piły, a teraz rosną i rosną, zielone i zieleńsze coraz mocniej. Bardzo to lubię i podziwiam szczerze.

A kiedy młode mamy wyległy na dwór na długie spacery z roześmianymi dziećmi, to jakbym widział i słyszał psalm chwały. Bardzo to lubię widzieć i bezmiernie mi przyjemnie,  że tak dobrze i mamy i dzieci się spisują.

Bardzo się cieszę, że znajomy pan pod osiemdziesiątkę, już się nie boi brykać ze swoją laską drewnianą wzdłuż i wszerz osiedla. Już jest pewny o przyczepność do chodnika i trawnika, bardzo jest wesoły. A mnie ta wesołość się udziela, bardzo to lubię.

I ze zdumienia oczy moje przecieram jak ludzie cieplej do siebie mówią, prościej i z większą dawką wdzięku, czasem nawet ze szczyptą wspaniałomyślności. To niezwykłe i bardzo to podziwiam, przyklaskuję i mocno pochwalam.

Wszystko to bardzo lubię, kocham, podziwiam i uwielbiam. I wcale się nie dziwię, że się dziwię, lubię i kocham. Przecież żyję na najpiękniejszym Bożym świecie!

Itinerarium , , , , , , ,

MOJE POLA WOLNOŚCI

 

Poniedziałek 29 kwietnia 2013

 

 

Zasłyszałem hipotetyczną prośbę, skierowaną przez kilkuletniego chłopca do swoich rodziców. Brzmiała mniej więcej tak: „Mamo, tato! Chcę być telewizorem. Chciałbym, abyście siadali naprzeciwko mnie i długo się na mnie patrzyli. Chciałbym, abyście ściszali głos lub całkiem milkli, kiedy ja zaczynam mówić. Chciałbym, abyście nie mogli przeżyć nawet jednego dnia beze mnie …”

Znam dość przykrą sytuację, kiedy pewien człowiek dowiedział się o śmierci bliskiej mu osoby dopiero po zakończeniu kolejnego odcinka serialu. Na czas serialu wyłącza telefon, żeby mu nikt nie przeszkadzał. Po feralnym odcinku miał kilkanaście nieodebranych połączeń.

Bardzo wiele rzeczy i przedmiotów organizuje nam czas i życie, niepostrzeżenie i subtelnie. W gruncie rzeczy jest to narastające zniewolenie, niszczące czas jaki mamy (moglibyśmy mieć) dla siebie samych, dla innych i dla Pana Boga. To, co pozostaje nam z czasu nieuregulowanego przez  telewizor, komórkę, telefon i samochód, to marne ochłapy, miniaturowe wręcz poletka naszej wolności.

Nie jestem autorem Poradnika dla Współczesnych, każdy z nas ma swoje życie. Wiem, że sam potrzebuję więcej myśleć (sam na sam ze sobą), więcej rozmawiać (ale mniej gadać), więcej modlić się (słuchać Boga). To są moje pola wolności.

Itinerarium , , , , , , ,

ITINERARIUM NA NIEDZIELNY DESER :-)

 

Czyli o tym jak wzbogacić naukę Apostołów

Niedziela 28 kwietnia 2013

 

W dzisiejszej liturgii słowa, pierwsze czytanie rozpoczyna się od relacji św. Łukasza z działań misyjnych apostołów: „Paweł i Barnaba wrócili do Listry, do Ikonium i do Antiochii, umacniając dusze uczniów, zachęcając do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego.” (Dz 14,21).

Przewodniczyłem niedawno mszy świętej, z udziałem grupy wolontariuszy. Do czytania podeszła młoda lektorka i usłyszeliśmy: „Bo przez wiele uścisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego”.

Przyznałem jej rację, uważam, że wniosła ważne uzupełnienie do nauki św. Łukasza. Rzecz jasna, chodzi zarówno o uściski wykonane jak i doznane.

No to uścisk dla wszystkich miłośników niedzielnych deserów!

Itinerarium , , , , ,

MIŁOŚĆ. ZROB TO.

 

Kazanie na 5 Niedzielę Wielkanocną

28 kwietnia 2013

 

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali. Tak, to wiem. To nam się ciągle czyta, mówi, wyjaśnia, interpretuje. My to wiemy, bo czytamy, słuchamy, oglądamy filmy o wielkich miłościach i nucimy przepiękne melodie z love w zwrotkach i refrenach. Archiwa bibliotek na całym świecie uginają się od półek z dogłębnymi studiami na temat znaczenia miłości.

Tak, miłość została już bardzo przenikliwie przemyślana, przeanalizowana i opisana. Wierszem rymowanym i stychicznym, prozą, w poematach, opowiadaniach, esejach, felietonach, sonetach, balladach, lirykach, wielotomowych powieściach, dramatach, komediach i tragediach, skeczach, odach, trenach, fraszkach, epigramatach i epitafiach, w mitach, nowelach, epopejach, w hymnach, pieśniach i elegiach, w farsach i tragifarsach, w baśniach, bajkach i legendach, w przypowieściach i przysłowiach, w pamiętnikach, dziennikach i diariuszach, w zapiskach i przypiskach, w opisach, zapisach, przypisach i przepisach. Czytałem o niej w prologach i epilogach, w posłowiach i przedsłowiach, w operowym libretto, w recenzjach i zapowiedziach, w przepowiedniach i proroctwach, w satyrach, sielankach, w fabułach, narracjach, wątkach głównych, pobocznych i marginesowych. Cholera, jak dużo o miłości czytałem, wy też. Bo są przecież jeszcze wywiady, rozmowy, dialogi, rozważania, rozmyślania, medytacje, solilokwia, reportaże, relacje, wzmianki, notatki, życiorysy, biografie, autobiografie, szkice, sylwetki, kalendaria i sprawozdania, artykuły, komentarze, debaty, dyskusje, areopagi i fora. A także blogi, wpisy, wypisy, uwagi, spostrzeżenia, dywagacje, żarty i dowcipy. Wszystko o miłości. Almanachy pominąłem? W gazetach na pierwszej i ostatniej stronie, w środku, na rozkładówce, w romansach, historiach i historyjkach, imają się jej dziennikarze śledczy i tzw. obywatelscy. Międlimy ją w marzeniach, wspomnieniach, westchnieniach, zamyśleniach i przemyśleniach. Doprowadza nas do szału i ekstazy, do rozpaczy, nerwicy, do zwątpienia i nadziei. O miłość prosimy w co drugiej modlitwie, litanii, koronce, łatwo można skojarzyć ją ze szkaplerzem i brewiarzem. Ale także z utopią i fantasmagorią. Dość, bo wyjdzie dziesięć stron.

Rzecz w tym, że o miłości wszędzie można przeczytać (i czytamy), wszędzie można ją obejrzeć (i oglądamy), wszędzie usłyszeć (i słuchamy), wszędzie opisać (i opisujemy). I te miłości, w wersji mentalnej (myślimy o niej), w wersji oralnej (mówimy o niej), w wersji wizualnej (widzimy ją), w wersji audialnej (słyszymy o niej), oplatają nas ze wszystkich stron. Pewnie jest także w wersji aromatycznej ale zupełnie się na tym nie znam.

Napisałbym, że to wszystko guzik (a nawet inna rzecz na „g”) warte, ale nie przekonam nikogo. O miłości słuchamy, czytamy, śpiewamy, modlimy się o nią i za nią. Nic to nie znaczy.

Miłość jest do zrobienia i tylko wtedy ma sens. Sam staram się ją robić jak umiem. Nie chcę się przechwalać, ale już wiecie – jeśli regularnie czytacie Itinerarium – że nie ochlapuję ludzi jadąc autem, bo hamuję przed kałużami i w deszczową pogodę wyjeżdżam z tego powodu kwadrans wcześniej. Ale mam mocniejsze dowody, widziałem miłość na własne oczy. Znam człowieka, który oddał nerkę na przeszczep swojemu bratu. I to jest miłość dokonana, zrobiona, miłość, która jest faktem. Znam innego człowieka, który od wielu lat wnosi na rękach po schodach (na drugie piętro) swoją żonę, sparaliżowaną przez stwardnienie rozsiane. Żaden tam wiersz czy libretto, tylko ciężki zasuw, przynajmniej dwa razy dziennie. Dobrze znam kobietę, która kilka razy dziennie wymienia pieluchy pod zasikanym mężem, mąż po wylewie. Bardzo dobrze znam rodzinę, która do ostatniej chwili gromadziła się przy konającej babci i trzymała ją w momencie śmierci za ręce i która oparła się pokusie oddania babci na dość wygodny oddział intensywnej (i samotnej) terapii w szpitalu. 

Miłość. Nie gadaj o tym. Zrób to.

 

Kazanie w wersji dźwiękowej – www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

 

(Dz 14,21-27)
Paweł i Barnaba wrócili do Listry, do Ikonium i do Antiochii, Umacniając dusze uczniów, zachęcając do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego. Kiedy w każdym Kościele wśród modlitw i postów ustanowili im starszych, polecili ich Panu, w którego uwierzyli. Potem przeszli przez Pizydię i przybyli do Pamfilii. Nauczali w Perge, zeszli do Attalii, a stąd odpłynęli do Antiochii, gdzie za łaską Bożą zostali przeznaczeni do dzieła, które wykonali. Kiedy przybyli i zebrali [miejscowy] Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary.

(Ps 145,8-13)
REFREN: Będę Cię sławił, Boże mój i Królu
lub Alleluja

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Niech Cię wielbią Panie, wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.

Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę
i wspaniałość chwały Twojego królestwa.
Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków,
przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.

(Ap 21,1-5a)
Ja, Jan, ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już /odtąd/ nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Zasiadający na tronie: Oto czynię wszystko nowe.

(J 13,34)
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem.

(J 13,31-33a.34-35)
Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Z PIWEM MAM DOBRE SKOJARZENIA

 

Sobota 27 kwietnia 2013

 

Starsi miłośnicy dobrej książki być może mają w swoich zbiorach jakieś pozycje ze słynnej serii ceramowskiej wydawanej przez Państwowy Instytut Wydawniczy PIW). Obiegowa nazwa serii powstała od jednego z pierwszych (i znakomitych) tytułów wydanych w PIW-ie, „Bogowie, groby i uczeni”, autorstwa C.W. Cerama, oficjalnie nosiła miano „Rodowody cywilizacji”. Kolekcjonowałem tę serię i miałem zawsze dobre skojarzenia z PIW-em.

Przez pewien czas kierowałem dość dużym funduszem stypendialnym, wspierającym zdolną ale ubogą młodzież ze wschodniej Polski. O fundatorów nie było łatwo, dogadałem z arcybiskupem, że mogę negocjować z jedną z firm produkującą … alkohol. Darczyńca nie chciał żadnej reklamy ani rozgłosu. Postanowił podzielić się dochodem, wypracowanym przez wielu Polaków (zakupujących jego produkty), na rzecz rozwoju młodego pokolenia. Moralnych wątpliwości zatem nie było.

W trakcie negocjacji odbyłem kilka rozmów z menedżerem firmy, dogadaliśmy detale i już w luźniejszym klimacie poruszaliśmy kwestie mniej zasadnicze. W  którymś momencie mój rozmówca zupełnie szczerze wyznał:

 

– Wie ksiądz, ta obecna firma, to nowy rozdział w moim życiu..

– Tak? – zapytałem – to czym dotąd pan się zajmował?

– Dotąd pracowałem w piwie …

– W PIW-ie? – zdziwiłem się – to skąd tak radyklana zmiana?

 

Jak już wiecie z PIW-em miałem jak najlepsze skojarzenia, głównie dzięki m.in. wspaniałej ceramowskiej serii. Z PIW-em miałem naprawdę bardzo pozytywne skojarzenia i pojąć nie umiałem, jak ktoś z tak chwalebnej instytucji przeniósł się do produkcji i handlu trunkami wysokoprocentowymi. Mój rozmówca wyglądał na coraz bardziej zmieszanego i próbował mi tłumaczyć.

 

– No, pracowałem dotąd w piwie, ale teraz robię w wódce …

– Hm, rozumiem – dociekałem – ale czemu tak pan, związany z PIW-em, przeszedł do wódki? Duża zmiana!

– Duża? Robiliśmy piwo i rynek dla niego, ale wódka to inne pieniądze

 

Oświeciło mnie natychmiast i pojąłem sens wypowiedzi pana menedżera. Ale zachowałem się dość niezgrabnie:

 

– Ojej! Bo wie pan, ja z PIW-em to kojarzę książki …

– He, he, ja to przy browarze wolę raczej telewizję niż książki – wyznał menedżer.

 

Wszystko to prawda. Nadal mam bardzo dobre skojarzenia z PIW-em.

 

Itinerarium , , , , ,