MOCNE SERCE

Sobota 3 sierpnia 2013

Jestem rozbity – mówi mi ktoś podłamany. Bardzo dobrze – pocieszam człowieka. Lubimy mieć coś twardego w życiu, pieniądze, stabilną pracę, niezawodną żonę, dobry dom, sprawny samochód, pewne środowisko. Twardy grunt, opokę, punkt oparcia. Podświadomie czynimy sobie z takiej czy innej rzeczy przyczółek wieczności.

Pan Bóg w swojej pedagogice dopuszcza jednak chwile całkowitego rozpadu naszych twardych fundamentów. Czasem jest to nagła choroba, czasem strata materialna, innym razem odejście z pozoru bliskich ludzi. Jestem rozbity – wołamy. A ja pocieszam w takich sytuacjach – Bardzo dobrze! Bardzo dobrze, bo każde doświadczenie rozbicia kieruje nas w końcu do wnętrza i objawia, że jedynym trwałym punktem oparcia jest nasze serce. Mocne serce przetrzyma wszystkie gromy i katastrofy, wzbudzi energię do nowego życia.

Nowe życie, które jest darem od Pana Boga, rozpoczyna się od chwil rozbicia, poczucia utraty i  zgubienia pozornie trwałego gruntu pod nogami. Bardzo dobrze, że bywamy rozbici, to nie koniec świata, ale początek prawdziwego życia.

Itinerarium , , , , , , , ,

BY POLSKI DUCH SIĘ NIE STRUŁ

Piątek 2 sierpnia 2013

 Umierający w syryjskim Aleppo  generał Józef Bem wyszeptał słowa: „Polsko, Polsko! Ja cię już nie zbawię!” Nie opłacało mu się bić ani w Powstaniu Listopadowym ani na Węgrzech ani w Syrii. Nic nie dały wszystkie jego bitwy i szarże. Bił się i umierał na darmo. To ponad 150 lat temu.

Romkowi Strzałkowskiemu nie opłacało się w czerwcu 1956 roku iść na czele robotniczej manifestacji i zostać poharatanym kulami z esbeckiego karabinu. To było ponad 50 lat temu.

Andrzej Pełka, górnik z kopalni „Wujek” wcale nie musiał 16 grudnia 1981 roku stawać naprzeciwko plutonom ZOMO i tracić na darmo młodego życia. Nie opłacało się to i nic nie dało.

Wczorajsze obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zatruły mi komentarze, w których pobrzmiewało stwierdzenie, że te blisko 200.000 chłopaków i dziewczyn zginęło na darmo i że zryw, okupiony tak wielkimi stratami zupełnie się nie opłacał.

Boję się, że takie uwagi są słuszne jedynie wedle miary opłacalności i pragmatycznych korzyści. I boję się jeszcze bardziej, że te paskudne miary „nie warto”, „nie opłaca się”, „bez sensu”, „nic to nie daje”, zasiewane w polskich duszach, zwłaszcza młodych i najmłodszych, grożą zatruciem a może i agonią Ducha Polskiego. Nikomu, ze wspomnianych wyżej, Bemowi, Romkowi Strzałkowskiemu, Andrzejowi Pełce i powstańcom z Warszawy, nikomu z nich nie opłacało się umierać. Poszli za tchnieniem Polskiego Ducha (w którym Duch  Święty także się rozgościł), ginęli za nic nie warte sprawy: ojczyzna, wolność, godność człowieka. Wiele środowisk, zachłyśniętych nowoczesną miarą „I co ci to da?”, sączy w polskie serca niewiarę w najpiękniejsze wartości. Próbuje usypiać i gasić Polskiego Ducha.

Na różne sposoby podejmowano takie próby w przeszłości, w czasie zaborów Ducha Polskiego gasili i dławili pospołu rosyjscy carowie i pruscy cesarze, potem okupanci niemieccy i zastępy komunistów. Bezskutecznie. Bodaj ostatnim, który dał proste i bezkompromisowe świadectwo wierności Polskiemu Duchowi, był ks. Jerzy Popiełuszko, któremu także „nie opłacało się” protestować i ryzykować życia. Trochę się boję dzisiaj, że podejmowane są tak liczne próby przeliczania ofiary życia, składane za ojczyznę, za wolność, za godność ludzi, na „I co ci to da?” I modlę się, żeby Polski Duch nie struł się i nie zgasł.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

DZIESIĘĆ TYSIĘCY LISTÓW SIERPIEŃ 1944

Kazanie na 69 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego

Czwartek 1 sierpnia 2013

 Powstanie, wiadomo walka, ktoś musiał strzelać, rzucać granatami butelkami z benzyną. Ktoś musiał wydawać rozkazy, patrzeć na mapy, dyrygować raz na przód raz do tyłu. Walczyła warszawska młodzież, popłynęło wiele krwi.

Fascynuje mnie w relacji z powstania druga i trzecia linia, ci wszyscy, którzy przecież też kochali Polskę, ale dane im było dbać o tyły. W pewnym momencie Niemcy odcięli Śródmieście Północne od Południowego, mniej więcej na linii alei Jerozolimskich. Harcerki z „Pasieki” (Wydział Wydawnictw) ruszyły głową i pomimo ostrzału wroga dostarczały z północy na południe prasę powstańczą, meldunki i rozkazy, amunicję i opatrunki. Którejś nocy udało się im rozciągnąć stalową linę w poprzek alei Jerozolimskich i na tej linie w jedną i drugą stronę przeciągane były paczki.

Inne harcerki, z Wojskowej Służby Społecznej (WSS), wzięły na siebie, także nie frontowe zadanie, ale bardzo potrzebne. Wyposażone w łopaty, saperki czy prowizoryczne łomy, błyskawicznie pojawiały się przy zbombardowanych domach i rozpoczynały akcję odkopywania ludzi zasypanych w piwnicach. Nikt nie zliczy ilu ludziom uratowały życie. Specjalny pododdział miał z kolei misję patrolu przeciwpożarowego, gdziekolwiek pojawiał się ogień, nastolatkowie z tej szczególnej „ochotniczej straży pożarnej” biegli z wiaderkami z wodą lub piaskiem i starali się zdusić pożogę.

Pomimo walk i bitew, życie toczyło się w stolicy i – na przykład – rodziły się dzieci. Prawdopodobnie w okresie powstania przyszło ich na świat ok. 1500. Matki nie pozostawały same z niemowlętami, ale miały do pomocy dziewczęta, harcerki, które zdobywały jak mogły żywność i to było ich misją. Dwunastoletnie „pielęgniarki” ze specjalnością „opieka nad niemowlętami” ocaliły wiele istnień ludzkich. Ocalały także starszych, a brawurową akcję przeprowadziły 4 dziewczyny z WSS ewakuując na noszach znaną pisarkę Marię Rodziewiczównę, wówczas już ponad 80-letnią babcię. To też była miłość do Polski, piękna miłość, choć bez granatów w ręku.

Serce zwykle mi się rozkurcza, kiedy czytam o zapomnianym nieco oddziale małych powstańczych listonoszy, ochrzczonych już w trakcie powstania „Roznosicielami Radości”. Wybuch powstania zaskoczył wiele rodzin, ludność cywilną, rozdzielił rodziny, jedni pozostali po stronie niemieckiej, drudzy w powstańczej. Ale każdy chciał wiedzieć co się działo z bliskimi, z mężami, synami, braćmi, córkami. Nastoletni listonosze zorganizowali świetnie działającą „Pocztę Powstańczą”, istniejącą aż do 20 września. Dzienny rekord przeniesionych przesyłek padł 13 sierpnia, kiedy dostarczono do adresatów ponad 10.000 listów, małych paczek czy zwojów z gazetami. Wspaniałą postacią był 16-letni harcerz „Banan”, pierwsza ofiara wśród „Roznosicieli Radości”, który zginął 17 sierpnia na Powiślu. Pocztowa, listowa miłość do Polski i Polaków. Nie wolno zapomnieć!

Wspominając Powstanie, po 69 latach, myślę, że wszyscy dziś jesteśmy w drugiej czy trzeciej linii. Oprócz pamięci o powstańcach pozostaje nam ich misja – kochać Polskę na sposób powszedni, włączyć się choćby w codzienne roznoszenie radości.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

DOBRE DUCHY NIE ZNAJĄ ZWROTU DO DE

Środa 31 lipca 2013

 Do naszych dusz nieustannie pukają różne duchy, dobre i złe. Złe duchy są zawsze śliczne, miłe i niewinne. Niełatwo je odróżnić od innych poruszeń w sercu.

Złe duchy siedzą przycupnięte przed wielkim sklepami, wchodzą tam razem z nami i natychmiast nakręcają nasze oczy, aby latały od butiku do butiku, od półki do półki. Potem szybko wysyłają sygnał do naszej głowy, że musimy to i tamto, i tamto jeszcze, mieć. Dalej złe duchy pomagają nam dźwigać torby do bagażnika w samochodzie i subtelnie przekonują, że musimy wrócić, bo przecież tyle kolorowego szczęścia jeszcze pominęliśmy.

Złe duchy uwielbiają poranna kawę, wciskają się między jej łyki i rozpoczynają plotki. O sąsiedzie, który pije co wieczór. O żonie zwykle za leniwej. O koleżance, która wiadomo dlaczego ubiera do pracy kuse sukienki. O szefie, którego naturą jest niesprawiedliwość. I o mężu, któremu od miesiąca nijak nie udaje się wymienić uszczelki w ubikacji. Pijemy kawę, a duchy złe między jej łykami, pakują nam na język słodkie plotki całymi taśmami. Jest tak dobrze, tak miło, cały świat mamy na językach, ach jak nam smakuje ta kawa, doprawiona obgadaniem wszystkich świństw dookoła.

Złe duchy kochają smutki i kryzysy. Znają receptę na te stany i podpowiadają, że wszystko jest do de. Do de jest rząd i sejm. Do de jest cała polityka, bo mamy kryzys i zawsze za mało w kieszeni. Kler jest do de, bo się we wszystko wtrąca. W końcu pogoda i ciśnienie są do de i zawsze można tyle na nie zgonić!

Dobre duchy, które także pukają do naszych dusz, tyle, że ciszej i spokojniej, wchodzą także z nami do sklepów. I zaraz, po zakupieniu bułki i kefiru, prowadzą nas na świeże powietrze, którego wszak kupić się nijak nie da. Inne dobre duchy próbują się jakoś wepchnąć między łyki porannej kawy, ale ze swoimi pochwałami na temat wiernych żon, zaradnych mężów, wesołych szefów i zadbanych koleżanek, mają małe szanse w zetknięciu z zastępami rozpaplanych diabłów. Radosne i dobre duchy, które w ogóle nie znają zwrotu „do de”, mówią, że życie jest przepiękne, ale słyszą to tylko małe dzieci w piaskownicach.

Święty Ignacy z Loyola, patronie ostatniego dnia lipca, znawco duchów złych i dobrych, naucz nas rozróżniać duchy, które co chwila pukają do naszych dusz.

PS. Ewentualnie może to być kazanie na wspomnienie św. Ignacego z Loyola, założyciela jezuitów. 

Itinerarium , , , , , ,

IDŹCIE I MÓWCIE PRAWDĘ

Wtorek 30 lipca 2013

 Kilka dość banalnie dzisiaj brzmiących prawd zmieniło na lepsze oblicze cywilizacji i chyba warto je przypomnieć, jeżeli chcemy wydostać się z szaleństwa współczesności. Szaleństwa, w którym ponoć w każdej sytuacji można znaleźć „za” i „przeciw” a pewnym jest tylko to, że nic nie jest pewne.

Co zmieniło świat i nadal może go sensownie zmieniać?

 

Miłość jest ważniejsza od pieniędzy.

Warto być dobrym, nawet jak się na tym traci.

Ludzie są dużo lepsi niż o nich myślimy.

Nigdy nie wolno się poddawać.

O przyjaźń trzeba dbać codziennie, bo jest bezcenną perłą.

Każdy człowiek jest wart czasu, uwagi i bliskości.

Jest życie wieczne.

 

Wszystkie te oczywistości są inspirowane Ewangelią. W taką Ewangelię uwierzyli apostołowie. Jezus nie nauczył ich jakiejś skutecznej techniki manipulacji tłumami. Wysłał ich w bardzo bezbronną misję: „Idźcie i mówcie prawdę!”

Jeśli coś nas może obronić przed szaleństwem współczesności to przypominanie z pozoru banalnych prawd i codzienne życie według nich. Trzeba być dobrym, przebaczać, cieszyć się każdą minutą, a przede wszystkim nie ustawać w miłości.

Itinerarium , , , , , , , ,

TYSIĄC SŁOŃC DO ROZDANIA

Poniedziałek 29 lipca 2013

Nie narzekamy na brak słońca i światła, przynajmniej w Polsce w ostatnich dniach, dziś chyba także. Co, oczywiście, nie przeszkodziło kilku marudom, od których usłyszałem: „Boże! Jak duszno i gorąco! Mogłoby być chłodniej!” Przypuszczam, że niektórzy z nich w połowie lutego zawodzili: „Boże! Jak zimno! Kiedy w końcu przyjdą upały!”

Staram się każdy dzień zaczynać choćby od krótkiego dziękczynienia, bez względu na to czy jest chmurnie czy jasno, deszczowo, mroźnie czy słonecznie, wietrznie, wilgotnie czy sucho. Kiedy dziękuję Bogu, rozpalam bez względu na pogodę małe słońce. I was proszę, rozpalcie małe słońca wdzięczności w poniedziałkowy poranek. Zaręczam, że to się udzieli wszystkim dookoła, rozniesie się serdeczne ciepło.

Nie wiem do końca kogo dziś spotkam, kto zadzwoni i przyjdzie, ale już sama myśl, że zdarzą się ludzie i rozmowy, nawet jeśli o kłopotach i trudach, napełnia mnie nadzieją i pogodą. Dzięki spotykanym ludziom życie nabiera kolorów i głębi. Nie ma co dalej tłumaczyć, tak jest i basta.

Kolejne godziny przyniosą okazję do prostej pomocy, trochę podzielę się czasem, trochę uśmiechem, trochę wiedzą, a najbardziej nadzieją. Nadzieją, której wielki zapas mam w rękach, myślach, oczach i słowach. Niczego nie zmyślam, wiem na pewno.

Nosimy w sobie wiele światła i tysiące słońc. A wszystko to, wzorem Pana Boga, mamy do rozdawania. Od samego rana.

Itinerarium , , , , , , ,

PAN MNIE WYSŁUCHAŁ

Kazanie na  17 Niedzielę zwykłą

28 lipca 2013

Pan mnie wysłuchał, kiedy Go błagałem. Ten werset znam z doświadczenia, to część mojego życiorysu. Usłyszał moje słowa. Dlatego dzisiejsza Ewangelia dodaje mi sił na różne zdarzenia, które być może przede mną. Wiemy, że możemy coś wytargować z ludźmi, ale Bóg „o ileż bardziej” chce nam dać to, o co Go prosimy. Uzdrowienie, wyzwolenie, siłę i nadzieję.

Siostry i bracia, nie wolno się załamywać, choć to bardzo kuszące. Nie idzie, to zakląć, zapić się, sztachnąć koks czy uciec w głupawkę. To także część naszych biografii, czasem z tragicznym finałem.

Pan Bóg podpowiada dzisiaj, że zawsze jest wyjście, że nigdy nie wolno zwątpić, uciec i poddać się. Pan Cię wysłucha, kiedy Go błagasz, słyszy każde twoje słowo i śpieszy ci z pomocą.

 

Kazanie w wersji dźwiękowej: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

(Rdz 18,20-32)
Bóg rzekł do Abrahama: Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się. Wtedy to ludzie ci odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie? Pan odpowiedział: Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich. Rzekł znowu Abraham: Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto? Pan rzekł: Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu. Abraham znów odezwał się tymi słowami: A może znalazłoby się tam czterdziestu? Pan rzekł: Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu. Wtedy Abraham powiedział: Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu? A na to Pan: Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu. Rzekł Abraham: Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu? Pan odpowiedział: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu. Na to Abraham: O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu? Odpowiedział Pan: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu.

(Ps 138,1-3.6-8)
REFREN: Pan mnie wysłuchał, kiedy Go wzywałem

Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.

I będę sławił Twe imię
za łaskę Twoją i wierność.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem,
pomnożyłeś moc mojej duszy.

Pan, który jest wysoko, patrzy łaskawie na pokornego,
pyszałka zaś dostrzega z daleka.
Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty podtrzymujesz me życie,
wyciągasz swoją rękę przeciwko gniewowi mych wrogów.

Wybawia mnie Twoja prawica.
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki,
nie porzucaj dzieła rąk Twoich.

(Kol 2,12-14)
Z Chrystusem pogrzebani jesteście w chrzcie, w Nim też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił. I was, umarłych na skutek występków i nieobrzezania waszego /grzesznego/ ciała, razem z Nim przywrócił do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża.

(Rz 8,15)
Otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym wołamy: Abba, Ojcze!

(Łk 11,1-13)
Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie. Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

 

Itinerarium , , , ,

MATKA STAWIAJ ŚWIECZKI

Sobota 27 lipca 2013

 Przypuszczam, że wielu z was, podobnie jak i ja, odnotowało pierwszą zagraniczną wizytę papieża Franciszka na wyspie Lampedusa, miejscu do którego próbują dostać się dziesiątki tysięcy uchodźców z Afryki. Tysiące z nich zginęły w odmętach morza, część jest zawracana z drogi do „ziemi obiecanej”, Europy. Z kolei wczoraj media pokazały Franciszka w faweli Varginha w Rio de Janeiro, jednym z wielu gett, gdzie w skrajnym ubóstwie żyją miliony Brazylijczyków oraz innych mieszkańców Ameryki Południowej i Środkowej.

Po raz pierwszy papież, najwyższa władza Kościoła, pojawił się wśród uchodźców, nie chcianych w dobrze trzymającym się świecie Północy (Ameryka Północna, Europa). Po raz pierwszy papież pojawił się w jednym z najbardziej obskurnych miejsc ludzkiej nędzy. Trzydzieści lat temu inny papież, Jan Paweł II, po raz pierwszy przekroczył próg synagogi i po raz pierwszy modlił się (Asyż 1986) razem z przedstawicielami największych religii świata. Te wszystkie „po raz pierwszy” są bardzo ważne, ponieważ wskazują kierunek zaangażowania dla wierzących. To gesty, które wypełniają Ewangelię i na nowo czynią ją aktualną (np. wezwanie Chrystusa „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”).

Za dwa tygodnie pójdę do zaprzyjaźnionych muzułmanów, aby poświętować z nimi bajram, kończący ramadan. Bajram to radosne święto po zakończeniu miesięcznego, surowego postu, bez jedzenia i picia od wschodu do zachodu słońca. Muzułmanie to moje siostry i bracia, których odkrywam obok siebie, w moim mieście. Znam też podobne do brazylijskich faweli bardzo biedne getta w polskich warunkach. Kiedyś, w stroju duchownym, w połowie czerwca zawitałem na dość podłe podwórko. Natychmiast dwóch zaniedbanych panów skoczyło na równe nogi i zawołało: „Matka! Kolęda! Stawiaj świeczki!” Wyjaśniłem, że kolęda to w styczniu, a w czerwcu to zwykła wizyta.

Wspominałem kiedyś, że mam tego pecha, iż wierzę w Ewangelię, dlatego za braci uważam muzułmanów i nie boję się brudnych podwórek. Pechowców, wierzących w Ewangelię jest – ufam – dużo więcej. I papież się nam trafił, który chyba ma tego samego pecha.

 

 

 

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

PIĄTKOWE PRZYNAGLENIE

Piątek 26 lipca 2013

 Wielokrotnie ktoś prosi mnie o mszę świętą lub modlitwę w rocznicę śmierci swoich bliskich. Przysłuchuję się wtedy wspomnieniom i opowiadaniom o tych, co odeszli ale nadal jakoś są obecni. Pojawiają się wezwania za dziadka Izydora lub ciocię Filomenę, co brzmi dziś niezwykle.

W każdy piątek wspominam Pana Jezusa i Jego krzyż. I nie jest to dzień taki sam, jak inne w tygodniu. Wspomnienie dnia śmierci Pana Jezusa jest dla mnie przynagleniem do miłości. Bardzo proste przynaglenie, że zostało coraz mniej czasu, że trzeba prędzej, głębiej i bez „żadnego ale

Itinerarium , , ,

PAN BÓG NA PODGLĄDZIE

Czwartek 25 lipca 20134

 Pan Bóg wie wszystko, zatem wie i to, że Go często podglądam. Nie wiem czy potrzeba na to specjalnej zgody z Nieba,  ja nie mam ale podglądam.

Patrzę, że setki tysięcy pszczół doskonale wiedzą gdzie lecieć po nektar i nigdy nie widziałem, żeby dochodziło między nimi do kolizji. Nie mają żadnych dróg szybkiego ruchu, autostrad, skrzyżowań i świateł, a nie zderzają się i nie tworzą karamboli. Przedziwne i bardzo piękne. Co, my ludzie, wyłączamy w naszych głowach, że najeżdżamy na kogoś albo jeździmy pod prąd?

Patrzę na słońce, bez żadnego budzika wyskakuje chętnie na nieboskłon o najwłaściwszej porze, bez opóźnień i narzekań. I zasypia czerwone w najlepszym momencie wieczoru.

Patrzę na ludzi, podają sobie ręce na powitanie, czasem się przy tym całują i ściskają, pytają o zdrowie i jak się komuś spało, opowiadają dowcipy o teściowych i blondynkach, pożyczają sobie pieniądze, zapraszają na grille i częstują ciastem z rabarbarem (teraz jest akurat czas na ciasta z rabarbarem!).

Podglądam często Pana Boga, bez zezwolenia z Nieba. Polecam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Itinerarium , , , , , ,