KTO KOCHA LECI I NIC GO NIE TRZYMA

Poniedziałek 27 stycznia 2014

 

Od bodaj 10 już lat nie czytam tygodników, żadnych, dzienniki przeglądam. Nie tylko z powodu Internetu tak się dzieje. Nie kręcą mnie afery, plotki i szybkie wywiady. Bez żadnych złudzeń odnajduję to, co przewiduję, w Gazecie Wyborczej, w Naszym Dzienniku i nawet niestety w Przeglądzie Sportowym, gdzie zamiast fachowej analizy wydarzeń na boiskach czy kortach, znajduję „podkręcane” ciekawostki.

Nie czytam tego co wyżej wymieniłem z bardzo podstawowego powodu. Szukam jakiejś dobrej, głębszej myśli, może wizji, a przynajmniej jakiejś nowej i ożywczej intuicji. Kiedy jeszcze czytywałem, czułem się jakby częstowano mnie codziennie (lub co tydzień) intelektualnym kleikiem, a przecież nic (raczej) mojemu umysłowi nie dolega.

Za to coraz częściej wracam do lektur niezawodnych, na szczęście mam ich dużo. Do kilku myśli, niezmiennie ożywczych, wracam i dziś, i dzielę się z wami, z życzeniem natychmiastowego wcielenia w wasze życiorysy.

 

Kto kocha, leci, biegnie i raduje się, wolny jest, nic go nie trzyma.

 

Teraz już pojmujecie, czemu niektórzy nie fruwają i nie latają. I czemu snują się smutni albo muszą wozić się do ciepłych krajów. I czemu trzyma ich wszystko na ziemi. Kto kocha, wolny jest, nic go nie trzyma, nawet ziemia.

 

Miłość nie czuje ciężaru, na trudy nie zważa, na więcej się porywa, niż może, z niepodobieństwem się nie liczy; gdyż sądzi, że wszystko może i że jej wszystko wolno.

 

Ulala! Podniebny tekst! Prawda! Miłości wszystko wolno! Wszystko może, nie czuje ciężaru, na trudy nie zważa, z niepodobieństwem się nie liczy. Natychmiast wcielić w życiorysy!

 

PS. Jest konkurs. Pierwszą osobę, która odgadnie autora cytowanych ożywczych myśli bardzo ładnie nagrodzę. Myśli spisał nie heretyk, ale jak najbardziej katolicki święty, poważny i kanonizowany. Odpowiedzi przyjmuję tylko mailem, nic tam proszę nie pisać w komentarzach. Adres mailowy jest na FB J

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

JASNE ŚWIATŁO ZNANE SŁOWA

Kazanie na 3 niedzielę zwykłą

26 stycznia 2014

 

Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Wpada nam w środek karnawału ta fraza, jakby nie mogła poczekać do Wielkiego Postu.

Dobrze, skoro już to słyszymy, winniśmy jakiś rezonans. Włączamy wrodzoną roztropność i hamujemy z gwałtownymi zmianami. I słusznie, wpierw należy pomyśleć. Przy końcu pierwszego miesiąca nowego roku, mały przegląd życiorysu nie zawadzi. Mało kto uzna (obym mylił się), że ruszył z kopyta od początku miesiąca (i roku), tak jak światło na niebie – „Na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok” (czyli sporo).

Ewangelia nie pogania jednak, brzmi spokojnie. Chrystus nie wrzeszczy (nie miałby szans w naszym sejmie), spokojnie mówi: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie.”

Właśnie dlatego, że są to znane, bardzo znane, spokojne słowa, mnie bardzo przekonują. Biorę ich jasne światło i moc.

 

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

 

 

(Iz 8,23b–9,3)
W dawniejszych czasach upokorzył [Pan] krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów.

(Ps 27,1.4.13-14)
REFREN: Pan moim światłem i zbawieniem moim

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?

O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam:
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu
przez wszystkie dni życia,
abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

(1 Kor 1,10-13.17)
Upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.

(Mt 4,23)
Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.

(Mt 4,12-23)
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

NAJWIĘKSZA JEST MIŁOŚĆ

Kazanie na Święto Nawrócenia św. Pawła

Sobota 25 stycznia 2014

 Opisy nawrócenia św. Pawła są tak pyszne, że aż strach komentować. Jakkolwiek tam wtedy było, w okolicach Damaszku, dobrze, że Paweł upadł na ziemię. Dzięki temu wiemy, że miłość cierpliwa jest, nigdy nie ustaje i że jest największa. Dla nas to zbawienny upadek.

Co się wtedy zdarzyło? Cud? Jakieś objawienie? Nic z tych rzeczy. To była Łaska, zwykła łaska, czyli normalny sposób oddziaływania Boga na nas, zwykłych ludzi. Łaska Boga odmienia zjadaczy chleba w apostołów, świętych, błogosławionych, mistyków, męczenników i wyznawców.

Z tym, że łaska Boga nie jest Jego kaprysem. Jest darem codziennym dla każdego z nas. Darem codziennym. Dawanym co dzień, co godzinę, co minutę, co chwilę. Teraz też. I dla każdego. Dla ciebie, dla mnie.

I nic na siłę. Paweł łaskę Boga przyjął. Przyjął. A potem zrozumiał, że miłość cierpliwa jest, nigdy nie ustaje i że jest największa.  

                    

LITURGIA SŁOWA

 

 

(Dz 22,3-16)
Ja jestem Żydem – mówił – urodzonym w Tarsie w Cylicji. Wychowałem się jednak w tym mieście, u stóp Gamaliela otrzymałem staranne wykształcenie w Prawie ojczystym. Gorliwie służyłem Bogu, jak wy wszyscy dzisiaj służycie. Prześladowałem tę drogę, głosując nawet za karą śmierci, wiążąc i wtrącając do więzienia mężczyzn i kobiety, co może poświadczyć zarówno arcykapłan, jak cała starszyzna. Od nich otrzymałem też listy do braci i udałem się do Damaszku z zamiarem uwięzienia tych, którzy tam byli, i przyprowadzenia do Jerozolimy dla wymierzenia kary. W drodze, gdy zbliżałem się do Damaszku, nagle około południa otoczyła mnie wielka jasność z nieba. Upadłem na ziemię i posłyszałem głos, który mówił do mnie: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? odpowiedziałem. Rzekł do mnie: Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz. Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli. Powiedziałem więc: Co mam czynić, Panie? A Pan powiedział do mnie: Wstań, idź do Damaszku, tam ci powiedzą wszystko, co masz czynić. Ponieważ zaniewidziałem od blasku owego światła, przyszedłem do Damaszku prowadzony za rękę przez moich towarzyszy. Niejaki Ananiasz, człowiek przestrzegający wiernie Prawa, o którym wszyscy tamtejsi Żydzi wydawali dobre świadectwo, przyszedł, przystąpił do mnie i powiedział: Szawle, bracie, przejrzyj! W tejże chwili spojrzałem na niego, on zaś powiedział: Bóg naszych ojców wybrał cię, abyś poznał Jego wolę i ujrzał Sprawiedliwego i Jego własny głos usłyszał. Bo wobec wszystkich ludzi będziesz świadczył o tym, co widziałeś i słyszałeś. Dlaczego teraz zwlekasz? Ochrzcij się i obmyj z twoich grzechów, wzywając Jego imienia!

albo

(Dz 9,1-22)
Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? – powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił. W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Ananiaszu! – przemówił do niego Pan w widzeniu. A on odrzekł: Jestem, Panie! A Pan do niego: Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli. /I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał/. Panie – odpowiedział Ananiasz – słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia. Idź – odpowiedział mu Pan – bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia. Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakarmiono, odzyskał siły. Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym. Wszyscy, którzy go słyszeli, mówili zdumieni: Czy to nie ten sam, który w Jerozolimie prześladował wyznawców tego imienia i po to tu przybył, aby ich uwięzić i zaprowadzić do arcykapłana? A Szaweł występował coraz odważniej, dowodząc, że Ten jest Mesjaszem, i szerzył zamieszanie wśród Żydów mieszkających w Damaszku.

(Ps 117, 1-2)
REFREN: Idźcie i głoście światu Ewangelię

Chwalcie Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo potężna nad nami Jego łaska,
a wierność Pana trwa na wieki.

(J 15,16)
Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili.

(Mk 16,15-18)
Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie.

 

Itinerarium , , , , , ,

NIEZAWODNA MANTRA NA GORSZE DNI

Piątek 24 stycznia 2014

Znam bardzo wielu ludzi, za wielu, którzy zawsze mają pod ręką jakąś mantrę usprawiedliwiającą ich lenistwo, rozkojarzenie, opieszałość, niesumienność bądź brakoróbstwo. Trzymają w swoim arsenale cały szereg bólów, od głowy zaczynając, poprzez szyję, kręgosłup, plecy na dziwnym pieczeniu w stopach kończąc. Usprawiedliwiają się pogodą, że jest za zimno (grudzień – marzec) lub za gorąco (maj – sierpień), w pozostałe miesiące dopada ich chandra wiosenna albo jesienna. Winowajcą ich kiepskiego samopoczucia bywa rząd, politycy, ostatnio częściej kler, w ostateczności ciśnienie.
Nawet jeśli nie wliczycie siebie w ten krąg, to chyba każdemu z nas przydarzają się tzw. gorsze dni. Niekiedy trudno dociec skąd bierze się zła forma intelektualna, fizyczna, psychiczna, duchowa albo wszystko naraz.
Ja w takich chwilach sięgam po niezawodną „mantrę”, po mój ulubiony hymn do Ducha Świętego. Wiem, że On ma moc rozgrzewania twardości i leczenia ran w sercu, przysyłania natchnień, chłodzenia w skwarze i ocieplania w zimności, ma moc ożywiania tego, co już prawie usycha i więdnie.
Niezawodny Gość! Z serca polecam.

Przybądź, Duchu Święty,
Spuść z niebiosów wzięty
Światła Twego strumień.
Przyjdź, Ojcze ubogich,
Przyjdź, Dawco łask drogich,
Przyjdź, światłości sumień.
O najmilszy z gości,
Słodka serc radości,
Słodkie orzeźwienie!
W pracy Tyś ochłodą,
W skwarze żywą wodą,
W płaczu utulenie.
Światłości najświętsza,
Serc wierzących wnętrza
Poddaj Twej potędze.
Bez Twojego tchnienia
Cóż jest wśród stworzenia,
Jeno cierń i nędze.
Obmyj, co nieświęte,
Oschłym wlej zachętę,
Ulecz serca ranę.
Nagnij, co jest harde,
Rozgrzej serca twarde,
Prowadź zabłąkane.
Daj Twoim wierzącym,
W Tobie ufającym
Siedmiorakie dary.
Daj zasługę męstwa,
Daj wieniec zwycięstwa,
Daj szczęście bez miary.

Itinerarium , , , , ,

CZY DŻENTELMENI BĘDĄ ZBAWIENI?

Czwartek 23 stycznia 2014

 W wielu dyskusjach, doniesieniach medialnych przewija się imię Jezusa lub Ewangelia. Właściwie każda okazja jest dobra, aby jakoś – krytycznie, przyczynkowo, posiłkowo – przywołać Chrystusa lub Jego naukę.

Odnoszę wrażenie, że nasila się tendencja ukazywania Chrystusa jako miłego faceta, gentlemana, a Ewangelii jako zbioru pouczających „tweetów”, czyli modnych dziś krótkich, celnych powiedzonek. Chrystus zachowywał się bardzo fair wobec ludzi, nadzwyczaj uprzejmie wobec kobiet, robił dobre rzeczy, mówił ciepłe słowa a nawet udawało mu się dokonywać czynów niezwykłych (cuda). Z kolei Ewangelia to zapis morałów, godnych polecenia, nadających się na pewno na obrazki z ładnym widokiem natury w tle.

W ten sposób kultura współczesna, niekoniecznie celowo, rozmydla obraz Chrystusa i zmienia znaczenie Ewangelii. To, co wyżej przytoczyłem, jest zgodne z prawdą, Jezus był (jest) gentlemanem a Ewangelia pełna jest znakomitych i trafnych myśli. Tak, to prawda, ale nie o to chodzi. To są tylko trzeciorzędne funkcje, niestety czasem przeakcentowane także w wielu kazaniach.

Chrystus jest Synem Boga, który stał się człowiekiem, abyśmy zostali zbawieni. Chrystus stawia przed każdym, kto w Niego wierzy, szalenie trudne wymagania, codziennie drżeć trzeba, aby im sprostać. Ewangelia jest żywym słowem, które osądza nasze życie („jak miecz obosieczny”, obosieczny, a nie tylko ostry z jednej strony!) i może głęboko odmienić nasze życiorysy. W więzi z Chrystusem i trudnej wierności Jego Ewangelii rozstrzyga się moja wieczność.

Gentelmani są „spoko”, akuratne powiastki cieszą umysł, ale nie mogę zapomnieć, że codziennie bliżej mi (i każdemu z nas) do Rozstrzygnięć Ostatecznych. Przy których nikt nie zapyta mnie co czytałem ani ile razy „pardon” wyrzekłem , o co na dbają gentlemani na całej ziemi.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ZALECAM TAJEMNICĘ SPOWIEDZI

Środa 22 stycznia 2014

 

Podczas sakramentu pokuty toczą się najbardziej szczere rozmowy i obejmuje je „tajemnica spowiedzi”.  Ta tajemnica „jest nienaruszalna; dlatego nie wolno spowiednikowi słowami lub w jakikolwiek inny sposób i dla jakiejkolwiek przyczyny w czymkolwiek zdradzić penitenta” (kanon 983, par. 1 Kodeksu Prawa Kanonicznego). To na pewno trudne do przyjęcia dla autorów „Uwagi” i innych programów o zabarwieniu ekshibicjonistycznym.

Może nie muszę dodawać, że cokolwiek od kogokolwiek ksiądz słyszy w czasie spowiedzi, pozostawia sobie samemu, a właściwie Bogu.

I to jedno chciałbym wam zalecić, wprowadźcie „sigillum confessionis”, tajemnicę spowiedzi, w swoje kontakty z ludźmi, w rozmowy w biurach, firmach, przy spotkaniach rodzinnych i tych z pozoru niewinnych przy kawie ze znajomymi.

To jest chyba najlepszy sposób na zmianę i naszego życia i całego świata.

Itinerarium , , , , ,

JEDYNA BŁOGOSŁAWIONA LUBLINIANKA

Wtorek 21 stycznia 2014

Wiele lat temu szukano w Lublinie nazwy dla jednej z ulic, historię znam ze słyszenia (ale z dobrych kręgów). I najpierw zaproponowano nazwę „Obrońców Monte Cassino”, ktoś jednak zreflektował się, że takie miano pasowałoby raczej w Niemczech, ale nie u nas. Zmiana poszła w dobrym kierunku, mamy „Bohaterów Monte Cassino”, ale właściwiej byłoby „Zdobywców Monte Cassino” (tak mają w Poznaniu na przykład).

Po roku 1989 trochę „odkomunizowano” nazewnictwo ulic, Świętoduska wróciła w miejsce Hanki Sawickiej, nazwiska zasłużonych dla Ruchu „Światło – Życie” księży Franciszka Blachnickiego i Wojciecha Danielskiego wyparły odpowiednio Gwardię i Armię Ludową, Fabryczna zastąpiła Armię Czerwoną, a Anders Lenina. Niekiedy były to powroty do nazw historycznych, w innych przypadkach nowe ulice zyskiwały dobrze kojarzących się patronów.

Dobrze jest też jeśli miasto pamięta o swoich wybitnych obywatelach, ilekroć widzę tabliczkę z nazwiskami – dla przykładu – Leszka Pagi, Stanisława Węglarza, Ignacego Czumy – przychodzą mi na myśl piękne dzieła, jakie tworzyli. W tym kontekście Lublin ma pewien poważny brak. Mamy tylko jedną świętą (obecnie jeszcze błogosławioną), która urodziła się i wychowała w Lublinie, czyli rodowitą Lubliniankę. Mam na myśli siostrę Marię Martę Kazimierę Wołowską, postać bohaterską (więcej pisałem o niej tu: http://itinerarium.pl/2012/06/12/milosc-i-wiara-z-lublina/#.Ut1Tmvvdit8). Doczekała się jedynie skromnej tablicy pamiątkowej przy Krakowskim Przedmieściu, na ścianie swojego domu rodzinnego. W Wejherowie, siostra Alicja Jadwiga Kotowska (także bohaterka), wybrana została na patronkę jednej z tamtejszych szkół. Wiem, że obecnie klimat dla „spraw związanych z religią” jest dość kiepski (pamiętam jeszcze zamieszanie z ulicą Chiary Lubich). Niemniej historia nie kłamie, Kazimiera Wołowska jest jedyną beatyfikowaną Lublinianką.

PS. Swoją drogą zajrzałem co obecnie słychać u Obrońców Pokoju. Pod koniec lat 40-tych ubiegłego wieku nazwa „Obrońców Pokoju” wskoczyła na tablice wielu polskich miast, a to w związku z odbywającym się we Wrocławiu „Światowym Kongresem Intelektualistów dla Pokoju”. Kongres był po myśli Stalina, który próbował poprzez tę i inne inicjatywy rozbudzać „antyjądrowe” nastroje w zachodniej inteligencji (Zachód już miał broń atomową, a ZSRR nie).  Z Kongresu poczęła się Światowa Rada Pokoju, finansowana przez Związek Radziecki aż do upadku imperium. „Obrońcy Pokoju” dziś zupełnie zmarginalizowani mają się jednak nieźle. Rezydują w Atenach i – dla przykładu – wspierają Fidela Castro oraz domagają się ukarania poprzedniego prezydenta Gruzji (Saakasvilliego) pod zarzutem „zorganizowania konfliktu w Osetii Południowej” (chodzi o wojnę rosyjsko – gruzińską z 2008 r.). Niesamowite, dla niektórych czas zatrzymał się jakieś 30 lat temu! „Obrońcy Pokoju” dostali też ulicę w Lublinie i mają ją do dziś, odebrali ją Józefowi Piechocie, przedwojennemu i dobrze zasłużonemu prezydentowi miasta (obecnie jego ulica znajduje się na obrzeżach Lublina). Proszę nie myśleć, że postuluję zmianę nazwy Obrońców Pokoju. Nie, nie. I to nie tylko z tej racji, że przy tej ulicy mieści się szacowne Radio Lublin, które darzę sympatią. Bardziej dlatego, że pewne nazwy dokumentują ciekawe meandry historii.

Itinerarium , , , , , , ,

PRZEPUSZCZAM ŻABY

Poniedziałek 20 stycznia 2014

 Dość często przejeżdżam obok dwóch miejsc, gdzie niedawno zginęły dwie młode dziewczyny. Kasię, 19 lat, na przejściu dla pieszych potrącił śmiertelnie kierowca w Wólce Lubelskiej. Olę, 21 – letnią studentkę weterynarii, inny kierowca zabił na przejściu dla pieszych przy jednym z lubelskich supermarketów. W obydwu miejscach płoną jeszcze znicze.

Nie rozstrzygam o winie kierowców w tych wypadkach, wiem, że mogli się zagapić, zdekoncentrować czy po prostu nie dostrzec przechodzących dziewczyn. Podobnie mogło być w przypadku dziewczyn, niektóre informacje sugerują, że być może w czasie przechodzenia miały słuchawki na uszach lub rozmawiały przez telefon.

Od wielu lat jestem kierowcą, prawie rok temu apelowałem o włączenie się do akcji „Proszę przepuść mnie!” (tutaj: http://itinerarium.pl/2013/03/19/dlaczego-angielskie-konie-maja-lepiej-niz-polscy-piesi/). Kilka uwag dodam do tamtego tekstu.

Większość kierowców uważa drogi – niestety –za zarezerwowane dla jazdy samochodem. To poważny błąd poznawczy. Oprócz nas, kierowców, użytkownikami dróg są (i będą) piesi, w miejscach wyposażonych w sygnalizację świetlną, na zebrach oraz w przestrzeniach nieoznakowanych. Oprócz kierowców i pieszych, są jeszcze rowerzyści. A do kierowców aut, pieszych i rowerzystów, dodajmy jeszcze motocyklistów. W niektórych miastach dochodzą także dorożkarze i rikszarze. Mogą się trafić również szczudlarze.

Prawo do korzystania z dróg mają także osoby na wózkach inwalidzkich, zwłaszcza z silnikami. Przypomnę, że nad nimi wszystkimi, my kierowcy aut, mamy przewagę masy, minimum jednej tony, bo tyle waży nasz samochód. Podczas jazdy, ta jedna tona ma jeszcze większą wagę. Nikt, z wymienionych wyżej, nie ma szans w starciu z naszym pojazdem. My, jako silniejsi, mamy o wiele większą odpowiedzialność za los innych sióstr i braci na drogach.

Rozzłościłem już kierowców samochodów, wiem. Rozzłoszczę jeszcze bardziej. Pośród innych sióstr i braci użytkujących nasze drogi musimy uszanować także krowy, kury, kaczki, psy, koty. Przy przejeżdżaniu przez lasy widuję także łosie, jelenie, sarny i dziki. Też mają prawo przejść na drugą stronę! I też mamy nad nimi tonę żelastwa przewagi. Nie wspomnę o żabach, które rozochocone świeżym deszczem, beztrosko defilują po asfalcie. Wielki grzech zmiażdżyć siostrę żabę, szans nie ma żadnych. W niektórych krajach hamowałem przed siostrami i braćmi krabami!

Dużo ostatnio mówi się o Nowej Ewangelizacji. Też się przyłączam. Przepuszczam bezradne żaby. W imię najważniejszej prawdy, że miłość łaskawa jest i wszystko znosi, o co w ewangelizacji chodzi.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

Z TEJ EWANGELII NIC NIE WYNIKA

Kazanie na 2 niedzielę zwykłą  19 stycznia 2014

 Fragment Ewangelii, jaki dziś czytamy należy do tych, „z których nic nie wynika”. Kiedyś, w odniesieniu do innego fragmentu usłyszałem podpowiedź od jednego z wiernych, że takie teologiczne frazy, to księża powinni sami sobie czytać, a dla ludzi dobierać jakieś bardziej życiowe.

A ja chyba nawet bardzo lubię te części Ewangelii, „z których nic nie wynika”, bo dla mnie akurat wynika. Z dzisiejszej wynika mi jedna rzecz na pewno i nią się z wami dzielę.

Jan zobaczył, że idzie do niego człowiek i odkrył w Nim dużo więcej, najwięcej co można odkryć w drugim człowieku, odkrył w Nim samego Boga. Ja bardzo chciałbym tak umieć patrzeć na ludzi, którzy do mnie przychodzą. Nie wychodzi mi to najlepiej (jeszcze). Ale się staram.

 

Kazanie w wersji dźwiękowej: www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

(Iz 49,3.5-6)
Pan rzekł do mnie: Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. A mówił: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

(Ps 40,2.4ab.7-10)
REFREN: Przychodzę Boże, pełnić Twoją wolę

Z nadzieją czekałem na Pana,
a On się pochylił nade mną
i wysłuchał mego wołania.
Włożył mi w usta pieśń nową,
śpiew dla naszego Boga.

Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi,
ale otworzyłeś mi uszy.
Nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę.

W zwoju księgi jest o mnie napisane:
Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
a Twoje prawo mieszka w moim sercu”.
Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, Panie.

(1 Kor 1,1-3)
Paweł, z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa, i Sostenes, brat, do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego Pana. Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa!

(J 1,14.12b)
Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Wszystkim, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi.

(J 1,29-34)
Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.

Itinerarium , , , , , ,

GOŁE OKO DUSZPASTERZA

 

Sobota 18 stycznia 2014

 

Kończę tygodniowy karnawał z kolędą i od jutra wracam do innych klimatów. Na deser opowieść też już niegdyś tu zapodana.

Idę po kolędzie w kilkupiętrowym bloku. Na parterze, przechodząc z jednego mieszkania do drugiego, usłyszałem, jak na pierwszym piętrze pewna gospodyni perorowała sąsiadce: 

 

Nalej zwykłej wody, na pewno się nie pozna!


Przyuważyłem o które mieszkanie chodzi. Za pół godziny pukam do mieszkania owej sąsiadki, jest modlitwa, obrazki, wreszcie nadchodzi moment poświęcenia mieszkania. Pochylam się już po modlitwie, nad talerzykiem z wodą, rzekomo poświęconą. Patrzę z lewej, potem z prawej strony, na wprost, z bliska i z niewielkiego oddalenia. I orzekam poważnym tonem patrząc srogo w oczy gospodyni: 

 

Ale woda jest nie poświęcona! 

 

Gospodyni omal nie zemdlała. Zaczyna kręcić: 

 

Ach, tak, nie… Może i tak… Jak to ksiądz poznał? Boże, co teraz?

– No, nic, mówię, mogę poświęcić – odpowiadam. 

 

– Jak cudnie – raduje się gospodyni.

 

Po bloku poszła fama: 

 

Nie oszukujcie! Ten to gołym okiem rozpoznaje czy woda jest poświęcona… Lepiej się od razu przyznać…

 

I przyznawali się, tak w co trzecim mieszkaniu.
A swoją drogą, co tam dar rozpoznawania! Wystarczy dobrze słuchać i patrzeć, i nigdy nie tracić poczucia humoru. Czego i każdemu z was życzę.

 

Itinerarium , , , , , ,