AROGANCKA WŁADZA I CITROENY 2CV

Wtorek 25 lutego 2014

Jeden z naszych posłów, z lewej strony, poleciał w ubiegłym roku do Gujany Francuskiej (Ameryka Południowa), aby na własne oczy obejrzeć start rakiety Soyuz, która wyniosła w przestrzeń pozaziemską statek kosmiczny. Ja i wy wszyscy, którzy płacicie podatki, dołożyliśmy do tej zachcianki posła sześć tysięcy złotych. W sumie nasi parlamentarzyści, ze wszystkich stronnictw politycznych w sejmie, latając na różne dziwne imprezy wydali w ostatnim roku ponad 3 miliony złotych, uczestnicząc m.in. w turnieju badmintona w Moskwie.

Prezydent Torunia, niegdyś lewa strona sceny politycznej, teraz centrum, poleciał do Hiszpanii na międzynarodowy zlot miłośników Citroena 2CV, tłumacząc swój wojaż chęcią zorganizowania w mieście Kopernika podobnego zlotu w roku 2015. Torunianie zapłacili za to cztery tysiące złotych.

Przytaczam te przykładowe dane, aby spróbować wyjaśnić skąd wziął się kijowski Majdan, aby podać jeden z powodów, dla którego tylu ludzi protestowało na Ukrainie a blisko 100 zginęło.

Nie wiem dokładnie jak to się dzieje, że w pewnym momencie część polityków kompletnie odrywa się od treści życia swoich obywateli i pogrąża się w totalnej arogancji. Pewnie wielu z was widziało zdjęcia z prywatnej rezydencji byłego już chyba prezydenta Ukrainy, to już nie był przepych bogactwa, to absurd.

Arogancja władzy to jednak nie tylko przypadłość Kijowa, nie sądzę, aby nad Wisłą było lepiej. I nie oczekuję od piastujących władze postaw miłosierdzia, bo to inna półka. Oczekuję poczucia elementarnej sprawiedliwości i troski o ludzi. Nie potrafię wyjaśnić sobie w jaki sposób obserwacja startu rakiety kosmicznej w Gujanie czy udział w zlocie citroenów zmniejszą poziom bezrobocia w Polsce, zahamują emigrację młodych lub wydobędą z biedy dawnych pracowników Państwowych Gospodarstw Rolnych.

Przypominam, że nie jesteśmy poddanymi elit władzy, zmuszonymi do spełniania ich bzdurnych kaprysów. Jesteśmy obywatelami, którzy widzą trudne problemy bezdomnych, bezrobotnych, emigrującej młodzieży i biedniejącej wsi. I myślę, że możemy także zebrać się na różnych polskich majdanach.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

CZEMU WEEKEND TAKI KRÓTKI ?

Poniedziałek 23 lutego 2014

Na myśl o poniedziałku i powrocie do kieratu pracy, wzdrygacie się prawie wszyscy. Te same rzeczy do zrobienia, te same buźki do oglądania, no okropna nuda i stała kwestia czemu weekend nie trwa dni sześć a praca jeden.

Doradzam jednak, żeby polubić a nawet pokochać wszystkie swoje zwykłe, monotonne i rutynowe czynności domowe i te związane z pracą. Doradzam także, aby wykonywać je solidnie, sumiennie i absolutnie dokładnie. Wiem, co piszę.

Znam kilka sprzątaczek, jedna z nich ma pod opieką biuro z bodaj dwudziestoma pomieszczeniami. Startuje zaraz po piątej rano, aby ogarnąć wszystkie powierzchnie płaskie, robi to nadzwyczaj pilnie i bardzo dokładnie. Dzięki temu co jakiś czas zdarza się jej otrzymywać niespodziewaną premię. Szef firmy ma zasadę, że jeśli znajdzie coś na podłodze, to staje się jej własnością, o ile ktoś się nie upomni. Największym łupem okazał się stuzłotowy banknot.

Wiem, nikogo nie przekonałem, nie przekonam chyba też historią znajomego, który zawsze podaje paniom okrycia (dla młodszych – onegdaj był to zwyczaj powszechny), co się jednej pani aż tak spodobało, że wyszło z tego bardzo udane małżeństwo. Nie przekonam także wspomnieniem innego znajomego, który łowiąc ryby, zawsze przed zarzuceniem robaka bierze go na chwilę do buzi (stary zwyczaj wędkarski) i wyciągnął rekordowego okonia z jeziora (mogę nawet podać zainteresowanym z jakiego!)

Nie przekonam pewnie i argumentem z własnej duszpasterskiej pracy. Staram się bardzo sumiennie spowiadać, co w zasadzie sprowadza się do sztuki słuchania. I powiem, napiszę, że nie wiedziałbym tyle o życiu i ludziach, gdyby nie spowiedzi. Za zaufanie dziękuję tym, którzy rozmawiają ze mną w konfesjonale.

Proste, normalne, zawodowe, rodzinne czynności, zwyczajowe, tradycyjne, zawsze jednak są na granicy cudów. Nieznana z imienia Syrofenicjanka (Mk 7,24 – 30) miała chorą córkę, latała po lekarzach, usłyszała, że jakiś wszechmocny rabbi z Nazaretu daje sobie radę ze wszystkimi chorobami, pobiegła do Niego – każda kochająca matka uzna to za normalne – i poprosiła, a potem „wróciła do domu, zastała dziecko leżące w łóżku, a zły duch wyszedł”.

Trzy kobiety, Maria Magdalena, Maria (matka Jakuba) i Salome, kierując się zwyczajem żydowskim nakupiły (pewnie za dużo) wonności, żeby namaścić ciało zmarłego, normalna rzecz wynikająca z szacunku dla nieboszczyków. Poszły do grobu i odkryły, że On, Jezus, zmartwychwstał i że my wszyscy z martwych wstaniemy.

Doradzam, żeby wykonywać swoje prace, zwykłe, codzienne, z pozoru nudne, bardzo solidnie i pieczołowicie. To dobra droga do wszystkich możliwych i niemożliwych cudów. Dobrego, cudownego poniedziałku dla wszystkich!

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

SERCE CO IDZIE DWA KILOMETRY

 

Kazanie na 7 Niedzielę Zwykłą

23 lutego 2014

 

Człowiek ma być dobry, wierzymy w to i chcielibyśmy aby tak było. Widzę, że dzisiaj obrane zostały trzy drogi do tego celu, mało skuteczne, ale praktykowane uparcie.

Pierwsza droga to tresura przez prawo. Rosną sterty przepisów, ustaw, uchwał, nowelizacji, obostrzeń i kodeksów. Równocześnie rośnie liczba wykroczeń i przestępstw. Gremia prawodawcze idą w zaparte, obradują, zmieniają i wypuszczają coraz bardziej zawiłe paragrafy. Nie da się zmienić człowieka przez doskonalenie i komplikowanie prawa.

Druga ścieżka to wdrażanie dobrych manier, savoir – vivrów i kindersztub. Zdarza się, że na sto przypadków wyrośnie dzięki temu jeden ustatkowany, miły osobnik.

Trzeci szlak to pouczanie i mentorstwo. „Powinieneś”, „Jesteś zobowiązany”, „Wypada” („Nie wypada”), „Moralnie niedopuszczalne jest”. To domena kaznodziei.

Człowiek jest dobry i może być lepszy tylko dzięki impulsom, które przebudzą i wzmocnią jego serce. Nie dokona tego prawo, nauka dobrych manier i częste kazania. Dobro i zło rodzą się, żyją i owocują w sercach. A serce tworzy się w ciszy, kiedy wnika weń Duch Boga, w długich dialogach (słowo od ciebie i słowo ode mnie), w głębokich zetknięciach z pięknem natury („Ojej! Przyleciały już pierwsze szpaki!” – przyleciały!) i w prostych modlitwach, gdzie liczą się trzy słowa: „Dziękuję, przepraszam, proszę”.

W tej aurze serce wie i robi co trzeba. Daje płaszcz, kiedy chcą szaty. Nadstawia i tak obitą już gębę. Idzie dwa kilometry zamiast jednego. Pożycza bez gwarancji zwrotu. Modli się za wrednych plotkarzy, przebacza i miłuje chamów, donosicieli, takich czy innych (…) synów. Kocha każdego dnia i zbliża się do Serca Boga.

 

Kazanie dźwiękowe z testem – www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(Mt 5,38-48)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

MIŁOSZOWI NA IMIĘ CZESŁAW

Sobota 22 lutego 2014

W księgarni na rogu Chopina i Krakowskiego Przedmieścia w Lublinie w wielkim tłoku, wśród przepychających się amatorów dobrej książki udało mi się jakimś cudem kupić pięciotomową edycję dzieł Marka Hłaski. Tak, to było bardzo dawno temu, ale za to prawda. Teraz w tym samym miejscu jest bank, z tego co wyczytałem, w małej części z polskim kapitałem.

Kilka dni temu usilnie próbowałem znaleźć w Warszawie słynną przed laty księgarenkę na Freta, okazał się, że prosperuje tam teraz pizzeria. A wczoraj usłyszałem, że dramatycznie spada liczba księgarń w Polsce, jest ich tylko ok. 1900. Statystycznie jedna księgarnia przypada na 20.000 mieszkańców.

Druga księgarnia w której często „spod lady” (wyrażenie, które ongiś oznaczało nabycie towaru, którego nie było na półce, ale był pod ladą sprzedawcy) zdobywałem książki mieściła się w kamienicy niemal vis a vis katedry w Lublinie, tam też dziś jest bank.

Czy ja narzekam? Książki na szczęście mogę sprowadzać przez Internet. Bywa zabawnie, ostatnio zamówiłem dwie pozycje Miłosza. Młody pan przeszukiwał stertę paczek, nie mógł znaleźć po nazwisku zamawiającego (czyli moim), więc zapytał co zamówiłem. „Miłosza” – mówię. „A imię?” – dopytywał uprzejmy pan. „Czesław” – pośpieszyłem z podpowiedzią.

Itinerarium , , , ,

NIEWINNE PLOTKI DIABŁA

NIEWINNE PLOTKI DIABŁA Piątek 21 lutego 2014

Miłość wszelki błąd ukrywa. Tę piękną prawdę odkrył autor Księgi Przysłów (rozdział 10) przynajmniej trzy tysiące lat temu. I choć wiele osób przeczytało maksymę biblijną, myślę, że niewiele postąpiło wedle komputerowej podpowiedzi „zastosuj”.

Festiwal plotek i obmów zamienił się dziś w bardzo poczytne dzienniki typu „Fakt” czy „Superexpress”, programy TVN typu „Uwaga” czy „Superwizjer”, wyliczać mogę dalej w innych stacjach i pismach.

Kilka dni temu Franciszek papież wypowiedział proroctwo: „Powstrzymajmy się od plotek, a będziemy święci”.

Diabeł jest bardzo mądry, sprytny i rezolutny. Co szkodzi trochę popaplać, poplotkować i zmyślać? Taka fajna gadka przy kawie czy piwie.

Miłość ukrywa wszelki błąd. Prosta droga do świętości i Boga.

Itinerarium , , , , , , , ,

POTĘGA SMAKU PANÓW ZBYSZKÓW

Czwartek 20 lutego 2014

Poezje czytuję rzadko, w zasadzie wracam do tych, które pozwalały i pozwalają mi jakoś poznać to, czego sam nie rozumiem czy nie doświadczyłem. Współczesnych autorów omijam wielkim łukiem, pewnie dlatego, że nie czytali co Rilke zapisał w „Malte” (a co cytuję dalej).

Czasem wpada w strofy wielkich poetów, a na co dzień zwykłych ludzi, niezwykłe światło Boże, które warto zatrzymać, aby tliło się w chwilach trudnych. Chowam w sobie takie wieczne światło od Zbigniewa Herberta z Potęgi Smaku:

 

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia 

 

To na wszystkie chwile, kiedy przychodzi zwątpienie, zmęczenie czy pokusa obojętności. I wiem, że sprawa Smaku jest Bożą podpowiedzią jak się nie dać i trwać. Herbertowska Potęga Smaku przyszła mi na myśl w dniu, w którym będę na pogrzebie ś. p. Zbigniewa Romaszewskiego, właśnie dzisiaj. Jeżeli poszukacie historii życia Romaszewskiego, będzie jasne. Jeden pan Zbyszek poznał i zapisał, drugi życiem wykonał.

 

 

PS. A Rilke zapisał:

 

Poezje nie są bowiem, jak ludzie sądzą, uczuciami (uczucia miewa się dość wcześnie) — są doświadczeniami. Gwoli jednej strofy trzeba wiele miast zobaczyć, ludzi i rzeczy, trzeba znać zwierzęta, trzeba czuć, jak latają ptaki, i znać gest, z jakim małe kwiaty otwierają się o świcie. Trzeba umieć myśleć wstecz o drogach w nieznajomych stronach, o niespodzianych spotkaniach i rozstaniach, których nadejście widziało się dawno — o dniach dzieciństwa jeszcze nie wyjaśnionych, o rodzicach, których się martwić musiało, skoro dziecku radość nieśli, a dziecko jej nie rozumiało (była to radość dla kogoś innego), o dziecięcych chorobach, co poczynają się tak dziwnie w tylu ciężkich i głębokich przemianach, o dniach w cichych, bezszmernych izbach i o rankach nad morzem, o morzu w ogóle, o morzach, o nocach podróżniczych, co w dal szumiały hen w górze i z wszystkimi gnały gwiazdami — a to jeszcze nie dosyć, jeżeli komuś wolno myśleć o tym wszystkim! Trzeba mieć wspomnienia wielu nocy miłosnych, z których żadna nie była równa drugiej, krzyku rodzących i wspomnienia lekkich, białych, śpiących położnic, które się zamykają. Ale i przy konających trzeba było spędzać czas, przy zmarłych trzeba było siedzieć w izbie z otwartym oknem i miarowymi szmerami. A nie wystarcza i to jeszcze, że się ma wspomnienia. Trzeba je umieć zapomnieć, jeśli jest ich wiele, i trzeba mieć tę wielką cierpliwość czekania, póki nie wrócą. Bo wspomnienia same to jeszcze nie to. Dopiero kiedy krwią się staną w nas, spojrzeniem i gestem, czymś bezimiennym i nie dającym się odróżnić od nas samych, dopiero wtenczas zdarzyć się może, iż w jakiejś bardzo odosobnionej godzinie pierwsze słowo poezji wstanie pośrodku nich i z nich wyjdzie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ŚMIERĆ NA UKRAINIE OLIMPIADA TRWA

Środa 19 lutego 2014

Piszę na gorąco, obserwując co się dzieje na Ukrainie. I przyszło wspomnienie roku 1980. Olimpiada letnia rozgrywana była wtedy w Moskwie, a wojska ówczesnego ZSRR dokonały inwazji na Afganistan. Na niezwykły i piękny gest zdobyło się wówczas aż 69 państw, które zbojkotowały tamte Igrzyska, w proteście przeciwko radzieckiemu imperializmowi. Z Soczi, gdzie teraz trwają Igrzyska jest ok. 400 km do granicy Ukrainy.

Kłóci mi się nastrój olimpijski z wydarzeniami na Ukrainie, bardzo. Nie sądzę – choć obym się mylił – że dojdzie do choćby częściowego bojkotu Olimpiady. W pradawnych dziejach na czas olimpiad zawieszano wojny, może dziś czymś właściwym byłoby zawieszanie olimpiad na czas wojen czy krwawych rzezi.

Jeszcze pamiętam, że w 1994 r. Mundial trwał w najlepsze (w USA), kiedy Hutu dożynali Tutsi w Rwandzie. Krew się lała, świat kibicował.

Przynajmniej jednak, można transmisji z Igrzysk nie oglądać, to także formuła bojkotu.

 

PS. Wiem, że wojska rosyjskie nie najechały teraz Ukrainy i sytuacja jest trochę inna niż w 1980 r. Ale wiem też, że to od Rosji zależy w dużej mierze czy na Ukrainie nadal będzie się lała krew.

Itinerarium , , , , , , , , ,

ŚMIERĆ NA UKRAINIE

Środa 19 lutego 2014

Wiele osób zginęło wczoraj w Kijowie, są ranni i nie wiemy co będzie dalej. Modlę się za ludzi na Majdanie, za nie żyjących, za Ukrainę.

Nie zorganizujemy (chyba) oddziałów, które ruszyłyby z odsieczą na Wschód. Jest wiele ośrodków, które mogą zapobiec dalszemu rozlewowi krwi na Ukrainie. Pierwszym jest Moskwa, ale jej mocarzom akurat ten scenariusz odpowiada, im gorzej w Kijowie, tym lepiej dla Rosji. Mógłby tupnąć nogą Waszyngton, Berlin, Londyn, Paryż czy Bruksela, nie zrobią wiele bo żadne z wymienionych państw (i Unia też) nie ma w tym większego interesu. Nie ma nad Dnieprem strategicznych złóż ropy, gazu czy innych surowców.

Boję się, że Ukraina podzieli los zdradzonych narodów i państw. Na tej liście jest Czeczenia, zduszona przy cichej zgodzie całego świata ostatecznie w 2000 roku. Jest Kirgizja, której tzw. wolny świat nie pomógł po Rewolucji Tulipanowej (2005) czy Gruzja (po wojnie z Rosją z 2008 r.). Swojego państwa nie mają też Tybetańczycy i Kurdowie. Pamiętamy, że my Polacy także przez prawie 150 lat byliśmy narodem bez własnego państwa i nikt się tym na świecie nie przejmował, cudem sami sobie niepodległość zdobyliśmy w 1918 r.

Coś jednak możemy zrobić. Pamiętam jak ważne były w czasach stanu wojennego u nas gesty pamięci i solidarności płynące z wolnego  świata. Jeśli macie znajomych Ukraińców dajcie im znak sympatii, solidarności i wsparcia. I jak ktoś wierzy, niech dołączy modlitwę.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

ZŁOTO W JEŹDZIE PO MULDACH

Wtorek 18 lutego 2014

Podglądam od czasu do czasu relacje z Soczi, podziwiam naszych na nartach, łyżwach i skoczniach. Rewelacja!

Zachwycają mnie jednak tzw. nowe dyscypliny, jak slopestyle, halfpipe, skicross, skeleton. Niezwykłe akrobacje, rozmach, elegancja, odwaga, wyobraźnia, polot. To są akcje zupełnie niezwykłe, wspaniałe, objawiające nie tylko sprawność ciała ale także moc ducha i nieprzewidywalne asocjacje inteligencji.

Prócz tego śledzę bieg zdarzeń politycznych w kraju. I jeśli miałbym gdzieś wysłać naszą polityczną czołówkę, do jakiejś dyscypliny olimpijskiej to myślę, że pasują idealnie do konkurencji Jazda Po Muldach. W Soczi wygrali Kanadyjczycy, ale jakby posłać tam liderów naszych formacji, mielibyśmy więcej złotych krążków!

Itinerarium , , , , , ,

BIAŁA KASZANKA NA OSTATNIEJ WIECZERZY

Poniedziałek 17 lutego 2014

Zdarzyło mi się wczoraj nawiedzić galerię handlową w poszukiwaniu pewnej dobrej książki, niestety nie mieli. Przy okazji przypomnę, że zakupienie dobrej książki w niedzielę nie jest grzechem, przeciwnie jest cnotą i to rzadko praktykowaną przez Polaków.

Bywam w galeriach bardzo rzadko i tylko po książki, stąd i mam mocne wrażenie, którym się dziś dzielę. Wrażenie jest takie, że otarłem się o piękną śmierć. Z pozoru jest śliczne życie. Na środku dużej areny liczne stragany, kiermasz żarcia i picia, z zachętą do degustacji. Tłoczą się młode rodzinki, jedne pewnie przed mszą, inne chyba już po, ale najwięcej w trakcie. W trakcie? Tak, liturgią życia jest to, co nas najbardziej wciąga, całą duszę, myśli, wolę i ciało. I galerie handlowe są dzisiaj bazylikami, w których wielu z nas doznaje najwyższych z możliwych uniesień, zwłaszcza jak kieszeń pozwala na długą grę „może kupię, może nie kupię”.

Mamuśki częstowały pociechy musem miętowym (gratis), tatusiowie wsadzali je na barki i zachęcali: „Popatrz, tam są pęta wędzonych kiełbasek …” (to akurat może i dobrze, zanim Unia zabroni wędzonek). Muzyczka do podrygiwania, nawet didżej co rusz rzucał hasło: „A teraz niespodzianka! Biała kaszanka!”

Jak błysk z nieba, wpadły mi zaraz w uszy słowa niedocenianego proroka Rogera Watersa: „Kupowaliśmy i sprzedawaliśmy, zajadaliśmy kawior, to był największy show na ziemi”. Ale gdzieś z kosmicznej oddali nieziemski astronom przyglądał się tej uczcie, która w gruncie rzeczy okazała się złowieszczą Ostatnią Wieczerzą i zanotował: „Zanalizowałem wszystkie dane, przeprowadziłem wiele testów, i wniosek jest jeden – Ten gatunek zabawił się na śmierć!”

To właśnie spełniające się proroctwo Watersa widziałem wczoraj w galerii handlowej, ludzie kupujący, skubiący tu i ówdzie słoninkę, boczek i białą kaszankę, wpychający smakowite kęski w rozdziawione buźki swoich pociech. U Watersa jest jeszcze komentarz: „Oni nie mieli na myśli żadnej myśli, nie mieli uczuć, nie mieli nawet łez, by je uronić …”

Pewnie, show jeszcze trochę potrwa, nie wiem jak długo. Co do Watersa, wyjaśniam, to były lider Pink Floyd, twórca m.in. albumu „Amused To Death”, na którym jest prorocza kompozycja o tym samym tytule – link: http://www.youtube.com/watch?v=RNDUI7HVIic

Itinerarium , , , , , , , , ,