POTĘGA SMAKU PANÓW ZBYSZKÓW

Czwartek 20 lutego 2014

Poezje czytuję rzadko, w zasadzie wracam do tych, które pozwalały i pozwalają mi jakoś poznać to, czego sam nie rozumiem czy nie doświadczyłem. Współczesnych autorów omijam wielkim łukiem, pewnie dlatego, że nie czytali co Rilke zapisał w „Malte” (a co cytuję dalej).

Czasem wpada w strofy wielkich poetów, a na co dzień zwykłych ludzi, niezwykłe światło Boże, które warto zatrzymać, aby tliło się w chwilach trudnych. Chowam w sobie takie wieczne światło od Zbigniewa Herberta z Potęgi Smaku:

 

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia 

 

To na wszystkie chwile, kiedy przychodzi zwątpienie, zmęczenie czy pokusa obojętności. I wiem, że sprawa Smaku jest Bożą podpowiedzią jak się nie dać i trwać. Herbertowska Potęga Smaku przyszła mi na myśl w dniu, w którym będę na pogrzebie ś. p. Zbigniewa Romaszewskiego, właśnie dzisiaj. Jeżeli poszukacie historii życia Romaszewskiego, będzie jasne. Jeden pan Zbyszek poznał i zapisał, drugi życiem wykonał.

 

 

PS. A Rilke zapisał:

 

Poezje nie są bowiem, jak ludzie sądzą, uczuciami (uczucia miewa się dość wcześnie) — są doświadczeniami. Gwoli jednej strofy trzeba wiele miast zobaczyć, ludzi i rzeczy, trzeba znać zwierzęta, trzeba czuć, jak latają ptaki, i znać gest, z jakim małe kwiaty otwierają się o świcie. Trzeba umieć myśleć wstecz o drogach w nieznajomych stronach, o niespodzianych spotkaniach i rozstaniach, których nadejście widziało się dawno — o dniach dzieciństwa jeszcze nie wyjaśnionych, o rodzicach, których się martwić musiało, skoro dziecku radość nieśli, a dziecko jej nie rozumiało (była to radość dla kogoś innego), o dziecięcych chorobach, co poczynają się tak dziwnie w tylu ciężkich i głębokich przemianach, o dniach w cichych, bezszmernych izbach i o rankach nad morzem, o morzu w ogóle, o morzach, o nocach podróżniczych, co w dal szumiały hen w górze i z wszystkimi gnały gwiazdami — a to jeszcze nie dosyć, jeżeli komuś wolno myśleć o tym wszystkim! Trzeba mieć wspomnienia wielu nocy miłosnych, z których żadna nie była równa drugiej, krzyku rodzących i wspomnienia lekkich, białych, śpiących położnic, które się zamykają. Ale i przy konających trzeba było spędzać czas, przy zmarłych trzeba było siedzieć w izbie z otwartym oknem i miarowymi szmerami. A nie wystarcza i to jeszcze, że się ma wspomnienia. Trzeba je umieć zapomnieć, jeśli jest ich wiele, i trzeba mieć tę wielką cierpliwość czekania, póki nie wrócą. Bo wspomnienia same to jeszcze nie to. Dopiero kiedy krwią się staną w nas, spojrzeniem i gestem, czymś bezimiennym i nie dającym się odróżnić od nas samych, dopiero wtenczas zdarzyć się może, iż w jakiejś bardzo odosobnionej godzinie pierwsze słowo poezji wstanie pośrodku nich i z nich wyjdzie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

6 responses to POTĘGA SMAKU PANÓW ZBYSZKÓW


Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.