SOLIDARNA FLIZOLINA JEDZIE DO SZPITALI Piątek 20 marca 2020

No to mamy Wielki Post! Wielkiego wirusa też mamy, ale jeszcze większą solidarność! Dziękuję, że za wirusa wzięły się aż 33 krawcowe z Lublina i okolic. Jesteście świetne! Maseczki szyją się szybko! Już dziś – piątek 20 marca – pojadą do pierwszego szpitala. A potem do następnych.

Jeszcze szukamy chętnych mistrzów igły, bo mamy zamówienie na 200 fartuchów ze słynnej już flizeliny albo flizoliny. Mamy jej trochę, wystarczy na chyba 50 000 maseczek dla lekarzy, pielęgniarek i chorych w szpitalach.

Bardzo dziękuję wolontariuszom dzisiaj za pracę, samochody, czas. I tym z Was, którzy podzielili się swoim groszem. I tym, którzy się modlili albo chociaż dobrze pomyśleli o naszym dziele i o ludziach, których wredny wirus na różne sposoby się czepia.

Macie teraz do obejrzenia 7 minut filmu – dziękuję panu Tomkowi z Laser City Lublin za świetną  robotę – proszę zobaczyć jak to robimy w Lublinie.

https://vimeo.com/398979138

Rodzinę przepraszam za wygląd, do fryzjera pójdę po wirusie.

Oczywiście, proszę udostępniajcie, dawajcie swoje pomysły.

Itinerarium

BOŻE ŚWIĘTY FLIZOLINA! Czwartek 19 marca 2020

No to mamy Wielki Post. I flizelinę też mamy. Do dzisiaj myślałem, że zorganizowanie nielegalnej fabryki w Polsce jest trudne. Ale gdzie tam, jest to łatwe.

Rano dzwoni do mnie Basia, koleżanka pielęgniarka i alarmuje, że w szpitalach w Lublinie oraz w B. i R. brakuje maseczek jednorazowych, dla personelu i dla chorych. Ja akurat zacząłem odmawiać trzecią tajemnicę chwalebną różańca, Zesłanie Ducha Świętego, z Duchem Świętym od lat się staram przyjaźnić. Czemu nie ma maseczek dla lekarzy i pielęgniarek? Nie ma i tyle, a w szpitalach usłyszeli, że muszą sobie sami radzić.

No to, mówię Basi, zrobimy fabrykę maseczek. Basia dała mi telefon do Kasi i Ani, to oddziałowe w szpitalach, powiedziały co i jak trzeba szyć. Zatem wziąłem się za organizowanie fabryki maseczek. Nie wiem, jak to zrobi Pola w Dygowie, Leszek w Sączu, Julia w Tbilisi czy Karolina w Puławach. My w Lublinie zrobiliśmy to tak.

Wujek G wskazał, że jedna hurtownia w Lublinie ma flizelinę, to pojechałem, zakupiłem za pożyczone pieniądze przeszło 30 bel tego materiału, trzy razy uczyłem się samej nazwy. W dogmatach jestem biegły, w materiałach kompletny osioł.

Potem porozmawiałem z moimi czterema koleżankami z Centrum Wolontariatu. Ta najbardziej rozmowna w dwie godziny znalazła 12 krawcowych, niżej o nich coś napiszę, bo to kobiety, które przejdą do historii, są wśród nich cztery uchodźczynie z Czeczenii. Ta mniej rozmowna, ale za to bardzo szybko mówiąca, skłoniła męża, żeby pojechał  z nią do pielęgniarek, które same szyją maseczki (gdyby koleżanka jechała samodzielnie, to jeszcze byłaby na rogatkach Lublina).

 Pielęgniarki szyją wtedy, gdy akurat nie pracują na oddziałach. Boją się o siebie i swoje rodziny, choć nie muszą, to szyją, dzielne dziewczyny. Dały wzór szycia. Potem trzecia i czwarta koleżanka z Wolontariatu kroiły na kawałki tę flizolinę, aby w czwartek rano ruszyła nielegalna fabryka maseczek. W zaprzyjaźnionej szkole w Lublinie, dzięki Piotrek. Jedna z koleżanek, ruszyła z robotą już dzisiaj, w środę, wykorzystała fakt, że mąż wcześniej zasnął i chrapał. Spryciara!

Prawdopodobnie zdołamy uszyć jakieś 30 tysięcy maseczek, może więcej.

         A teraz wielkie trzy prośby do Was. Pierwsza – szukamy krawcowych i krawców (81 5342652), gotowych gratisowo szyć maseczki. Flizolinę i nici dowozimy, bo mamy. Po drugie, proszę ten wpis rozklejać, bo mistrzowie igły niech będą z Lublina i Świdnika, dalej nie pojedziemy. Po trzecie, muszę jakoś oddać te pożyczone pieniądze, na razie dwanaście (12) tysięcy złotych, może ktoś z Was pomoże. Już dziękuję. I nie ma mowy, żeby tu pisać komentarze polityczne, w obliczu epidemii, politykę mamy w d…, czyli w dalekim poważaniu.

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

ul. Jezuicka 4

20-113 Lublin

64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem: darowizna na cele statutowe – maski.

Proszę też spojrzeć na profil Centrum Wolontariatu, tam jest trochę więcej szczegółów.

https://www.facebook.com/178548322167933/photos/a.496766627012766/3011186078904129/?type=3&theater&notif_t=page_post_reaction&notif_id=1584565380470895

I na koniec, pamiętam jak w Ełku, 21 lat temu, św. Jan Paweł II uczył nas: „Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych miejscach bowiem cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności”.

W naszej nielegalnej fabryce pracują obecnie: Kasia – matka dwóch synów, Basia – pracuje w księgowości, Lida-uchodźczyni z Czeczenii, matka wychowująca samotnie czterech synów, Elina- uchodźczyni z Czeczenii , matka czwórki dzieci, Mata, Czeczenka – 14-letnia  córka Eliny, Aiszat – uchodźczyni z Czeczenii, Aneta (ta od chrapiącego męża)-pracownik Centrum Wolontariatu, wolontariuszka Gorącego Patrolu, matka dwójki dzieci, Maria – matka, babcia, Danuta- pracownik biurowy, matka dwójki dzieci, Anna i Nadia – nie potrafię nic o nich powiedzieć, bo to znajome znajomych i Joanna – matka dwóch córek.

Na zdjęciach – bela z flizoliną, cięcie na kawałki i pierwsze stanowisko w fabryce.

Itinerarium

INNA OPOWIEŚĆ O WIRUSIE Z KORONĄ Środa 18 marca 2020

Soren Kierkegaard, błyskotliwy duński filozof już jakieś 180 lat temu opowiedział nam historię o naszej epidemii wirusa z koroną. Brzmiała tak:

Oto do pewnej duńskiej wioski przyjeżdża wędrowny cyrk. Artyści rozbijają namiot na skraju wioski i przygotowują się do występu. Nagle w obozowisku wybucha pożar. Dyrektor wysyła klowna, już uszminkowanego i ubranego w swój charakterystyczny strój, do wsi po pomoc, tym bardziej, że grozi niebezpieczeństwo rozprzestrzenienia się ognia po ścierniskach, które pozostały po niedawnych żniwach. Klown biegnie i prosi mieszkańców, aby pospieszyli z pomocą. Wieśniacy jednak nie wierzą mu, uznając jego nawoływania za świetny trik reklamowy, który ma ściągnąć jak największą liczbę widzów na przedstawienie. Klaszczą więc i zaśmiewają się do łez, ale nie ruszają się z miejsca. Daremnie błazen biega od jednego do drugiego, tłumaczy, że nie udaje, że mówi o czymś rzeczywistym i poważnym. Jego wysiłki wywołują nowe reakcje śmiechu, ludzie uważają, że świetnie gra swoją rolę. W końcu jest za późno – ogień trawi nie tylko cyrk, ale i wieś.

Itinerarium

BRONIĘ BISKUPÓW I WY TO CZYŃCIE Wtorek 17 marca 2020

Przy każdej epidemii szuka się kozła ofiarnego, czyli winnego. Dawniej padało na Żydów, włóczęgów, handlarzy lub na chybił trafił. Przy okazji dżumy na pocz. XVIII w.  Lublinie oskarżono w r. 1711 roku trzech grabarzy o przeniesienie zarazy z Warszawy do grodu nad Bystrzycą. Mieli oni smarować klamki miejskich domów maścią przygotowaną z mózgów zarażonych nieboszczyków. Na torturach oskarżeni przyznali, że postąpili w ten sposób, aby zapewnić sobie dodatkową pracę. Oczywiście zeznania owe wymuszono na nieszczęśnikach.

Widzę, że tym razem – przynajmniej w Polsce – padło na biskupów. Nie żeby roznosili wirusa, bo biskupi są raczej dobrze izolowani od społeczeństwa. Zobaczymy, co będzie dalej, we Francji jedna trzecia episkopatu jest na kwarantannie, a to wskutek wizyty w Watykanie.

Biskupi są winni rozprzestrzeniania się epidemii ponieważ nie zamknęli na głucho kościołów przed wiernymi a tylko przymknęli drzwi świątyń, huczą niektóre media. Dowodów na zarażanie w kościołach na razie brak, ale winnego warto wskazać.

Będę bronił biskupów. W znakomitej autobiografii Karola Modzelewskiego „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” (mam z autografem!), znalazłem ciekawą opowieść z czasów stanu wojennego (lat 80-te ub. wieku). Autor wraz z innymi czołowymi działaczami Komitetu Obrony Robotników i Solidarności został internowany pod fałszywym zarzutem próby siłowego obalenia ówczesnego systemu. Wiosną 1984 r. przetrzymywanie więźniów politycznych było już bardzo nie na rękę komunistom, bo Zachód żądał ich uwolnienia w zamian za tak potrzebne rozpadającej się gospodarce kredyty. Więzionym zaproponowano, że zostaną uwolnieni jeżeli wyjadą zagranicę. Honor nie pozwolił im na taką dezercję. Komuniści poprosili więc o pomoc Prymasa kard. Glempa i episkopat (czyli ogół polskich biskupów). Nowa propozycja popierana przez Prymasa i episkopat mówiła o tym, że działacze wyjdą na wolność o ile przez dwa i pół roku powstrzymają się od aktywności społecznej i politycznej. Tak sformułowany apel też był nie do przyjęcia dla luminarzy podziemia. Jan Rulewski, gorliwy katolik skomentował od razu „To sojusz pałki i pastorału!” Trzeba było jednak odpisać Prymasowi i biskupom i przekazać odpowiedź przez wysłannika duchownych, Andrzeja Wielowieyskiego, bliskiego doradcy Prymasa. Zredagowanie tekstu powierzono Modzelewskiemu, choć deklarował się jako niewierzący, ale był w gronie jedenastu „najmądrzejszy”, czyli po studiach. Modzelewski  wspomina: „… spłodziłem tekst bardzo osobliwy – odmowę pisaną wazeliną. Wszyscy to podpisali. Kiedy jednak przeczytałem na głos nasz wspólny już tekst, Wielowieyski aż jęknął: Kochani, co wyście tu napisali? To takie zawiłe. A przecież czytać to będą prości ludzie – biskupi”.

„W sierpniu 1984 r., gdy znalazłem się na wolności – pisze dalej Modzelewski – arcybiskup Gulbinowicz wyznał mi, że <prości ludzie> byli początkowo urażeni, ale im przeszło”.

Przypomnę, kto – między innymi – był wówczas w składzie Episkopatu. Najpierw więc sam Prymas, kard. Glemp, dalej wspomniany już kard. Henryk Gulbinowicz, kard. Franciszek Macharski, abp Ignacy Tokarczuk czy bp Bronisław Dąbrowski. Same sławy!

Biskupi jak mogą tak włączają się w akcje opanowania wirusa. Raz jedni powiedzą coś lepiej a raz inni nieco gorzej. Generalnie na pewno stoją po dobrej stronie. Są ludźmi bardzo podobnymi do nas, miewają katary i kichają, czasem zasypiają, niektórzy jeżdżą na rowerach, inni grają nieźle w ping ponga, część z nich pisze dobre książki, znam jednego (nie z Polski) co pali cygara i drugiego (nie z Polski), który krzyż biskupi nosi na T-shircie, bo ma u siebie bardzo gorąco. Wszyscy oni muszą podejmować decyzje, których skutki dotyczą nas wiernych, owiec.

Trzeba się za nich modlić, ja robię to codziennie.

A na zdjęciu jest oczywiście ś. p. Abp Józef Życiński, przydałby nam się Jego głos na czas tego wrednego wirusa.

Itinerarium

SPOWIEDŹ BEZ KONFESJONAŁU I WIRUS Poniedziałek 16 marca 2020

Dawno nie było tak, że księża chwaliliby się niską frekwencją wiernych na Mszy Świętej. Jeden z moich młodszych kolegów w Lublinie wrzucił post z sześcioma wiernymi. Miałem lepszy rezultat, na odprawianej wczoraj liturgii uczestniczyło dwoje ludzie, małżeństwo.

Na początku Mszy Świętej upewniłem się, czy oboje słyszą i rozumieją język polski, dzięki Bogu tak było. Uczyniłem tak pouczony doświadczeniem ś. p. kard. Miroslava Vlka, o czym jest na końcu wpisu.

W sprawie wirusa nie znamy odpowiedzi na kilka istotnych pytań. Pierwsze – Czy, kiedy i jak się to skończy? Z tego, co czytam, w Polsce raczej przed majem nie ma szans. A jak się skończy? Pewnie, wzorem innych krajów, wyprzedzających nas w zmaganiach z epidemią, z ofiarami śmiertelnymi. Drugie – czy wirus może trafić na mnie? Może. Trafia w wielkie szychy i maluczkich. Oczywiście, stąd do śmierci jeszcze daleko, większość zarażonych udaje się wyleczyć. No to mamy coś w rodzaju totolotka.

Kilka dni temu apelowałem, żeby przełożyć świętowanie Wielkanocy na lepszy termin, kiedy już bezpiecznie będziemy mogli zbierać się we wspólnoty większe niż 50 osób (nie wiem tylko, czy wirus uwzględni tę pięćdziesiątkę …) Czasy są wyjątkowe, potrzeba wyjątkowych rozwiązań. No ale co ze spowiedzią wielkanocną? Te kolejki wiernych do konfesjonałów są w obecnej sytuacji nie do wyobrażenia. Jest i na to sposób. Kodeks Prawa Kanonicznego przewidział takie sytuacje. Jeśli dobrze rozumiem tekst kanonów 961 i 962, to możemy uzyskać rozgrzeszenie bez konieczności przystępowania do konfesjonałów.

Kan. 961 –

§ 1. Absolucja wielu równocześnie penitentów bez uprzedniej indywidualnej spowiedziw sposób ogólnynie może być udzielonachyba że:

 zagraża niebezpieczeństwo śmierci i brak czasu na toby kapłan lub kapłani wyspowiadali poszczególnych penitentów;

§ 1. By wierny ważnie korzystał z sakramentalnej absolucji udzielonej wielu penitentom jednocześniewymaga się nie tylko odpowiedniej dyspozycjilecz również postanowieniaże we właściwym czasie wyzna grzechy ciężkiektórych teraz wyznać nie może.

Kan. 962

§ 2. Wiernych należy wedle możności pouczaćtakże z okazji przyjmowania absolucji generalnejo wymogach określonych w § 1Absolucję generalną powinno poprzedzić – nawet w niebezpieczeństwie śmierci – jeśli tylko czas na to pozwalawezwanie do wzbudzenia przez każdego aktu żalu.

Co to oznacza w praktyce? Ano to, że po decyzji biskupa, wierni z danej diecezji mogą wypełnić podstawowe warunki dobrej spowiedzi, a więc rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, wyznanie grzechów i zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. Z tym, że wyznanie grzechów nastąpi nie do ucha spowiednika, ale w sercu. Rewolucja? Trochę tak, ale przecież czasy są wyjątkowe i wymagają wyjątkowych rozwiązań. Dobrze, jestem tylko szeregowym księdzem, ale podpowiadam jak strzec się rozprzestrzenianiu się wirusa i godnie z Panem Jezusem, odpuszczającym grzechy spotkać się.

Tymczasem nie ustajemy w Lublinie w trosce o bezdomnych, wydajemy im obecnie wieczorami pakiety z żywnością i napojami. Ale i oni sami mają dobre pomysły. Jurek, na przykład – zdjęcie – odział się w maskę. Po co? „No, żeby tego wirusa dopaść …” Jurek, dopadnij roszę!

I jeszcze ta historia z kardynałem Vlkiem, z początku wpisu.

Kardynał Miloslav Vlk, nieżyjący już arcybiskup Pragi, opowiadał kiedyś historię z wizytacji w jednej z parafii w Sudetach. Wioska zagubiona w górach, parafia mała, dodatkowo jeszcze w czasach komunizmu rzadko kto do kościoła chodził. Przed wieczorną mszą kardynał przeglądał notatki do kazania. Proboszcz wizytowanej placówki co chwila nerwowo popatrywał na kościół i wreszcie widząc skromną liczbę wiernych, zaczął przekonywać hierarchę: – Na kościele są tylko dwie panie, nikt więcej nie przyjdzie ekscelencjo, chyba nie warto głosić kazania … – Proszę księdza, mam taką zasadę, że zawsze mówię! – Ale ekscelencjo … – Skończmy temat, zasad nie zmieniam – uciął kardynał. Po mszy, w trakcie której Vlk wygłosił piętnastominutową homilię, proboszcz lekko się uśmiechał i kręcił głową. – A nie mówiłem, a nie mówiłem … – Co takiego, proszę księdza? – Ksiądz arcybiskup wybaczy, ale ta pani z lewej strony, to jest niestety całkiem głucha. A ta z prawej jest Niemką i nic nie rozumie po czesku … Kardynał popatrzył ze zdziwieniem na poczciwego księdza i odrzekł: – I co? Czy myślisz, że ja z tego powodu mam zmienić swoje zasady?

Itinerarium

WIRUS SŁABNIE ALE BÓG NO LIMITS Kazanie na 3 Niedzielę Wielkiego Postu 15 marca 2020

Znam to z książek, słynną prowokację  Orsona Wellsa, audycję radiową z 1938 r., opowieść o rzekomym ataku Marsjan na Ziemię. Wielu słuchaczy uwierzyło w radiową opowieść i zaczęło w popłochu uciekać z New Jersey. Podobną rolę, jak audycja Wellsa spełnia dziś większość mediów relacjonujących sytuację z koronawirusem. Liczba zakażonych wzrasta, tak samo jak zmarłych.

Ale można i tak, najpierw, że 13 osób w Polsce wyzdrowiało z wirusa, w Chinach już jest prawie po epidemii, za kilka dni Amerykanie ogłosić mają wyniki testów szczepionki przeciw zarazie. I że dzisiaj, w niedzielę, o 17:00, wielu Polaków zaklaszcze lekarzom i pielęgniarkom w uznaniu za ich piękną służbę. A potem o liczbach chorych i zmarłych.

Jak ktoś dzisiaj pójdzie do kościoła, zgrzeszy, no może nie ciężko. Na pewno zaintryguje księdza odprawiającego Mszę Świętą, bo będzie się zastanawiał, która to wierna/wierny może wirusa przywlec. A przecież Pan Jezus stoi u drzwi serca i puka, chcąc wejść: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20). Dużo łatwiej jest pójść do kościoła niż zejść do swojego serca i tam Pana Jezusa spotkać. Pan Jezus spotkał Samarytankę przy studni, nie w kościele, tak czytam w dzisiejszej Ewangelii. W ogóle większość „akcji” Pana Jezusa dzieje się poza świątynią, tak czytamy w Ewangelii.

Proszę się dobrze wyspać w ten wolny niedzielny dzień, zjeść dobre śniadanie, podziękować Panu Bogu za piękno stworzenia, pogadać z Panem Jezusem w swoim sercu. Porozmawiać z dziadkami, a z dziećmi pobawić się.

A jak już ktoś pójdzie do kościoła i będzie 51, to niech sobie przypomni, że oficjalna dopuszczalna liczba uczestników to 50. Ale! Ale! Boże Miłosierdzie jest z kategorii NO LIMITS! Bez ograniczeń!

Ewangelia na dzisiaj

Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny.

Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności.

Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?» Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem.

Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej».

Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?»

W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu».

Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać».

A On jej odpowiedział: «Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!»

A kobieta odrzekła Mu na to: «Nie mam męża». Rzekł do niej Jezus: «Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą».

Rzekła do Niego kobieta: «Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga».

Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie».

Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko».

Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię».

Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Żaden jednak nie powiedział: «Czego od niej chcesz? – lub: Czemu z nią rozmawiasz?» Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła ludziom: «Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?» Wyszli z miasta i szli do Niego.

Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: «Rabbi, jedz!» On im rzekł: «Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie». Mówili więc uczniowie między sobą: «Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia?»

Powiedział im Jezus: «Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: „Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?” Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak się bielą na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem, abyście żęli to, nad czym wy się nie natrudziliście. Inni się natrudzili, a wy w ich trud weszliście».

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: «Powiedział mi wszystko, co uczyniłam».

Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».

(J4,5- 42)

Itinerarium

JESTEM – ROZUMIEM – WSPIERAM 663 551 680

Kilka dni temu jedna z pacjentek zarażona koronawirusem przez ponad 2 dni nie mogła uzyskać wsparcia od psychologa, ponieważ szpital nie dysponował taką możliwością.  Taka informacja trafiła do mnie, a ponieważ znam bardzo znakomitych i zacnych psychologów i psychoterapeutów w Lublinie, następnego dnia kobieta mogła już spokojnie porozmawiać ze specjalistą.

I tak się zrodziła idea JESTEM ROZUMIEM WSPIERAM. Przeczytajcie i udostępniajcie ten tekst! Mamy czas walki i troski, naprawdę wiele możemy zrobić. Dziękuję

W odpowiedzi na trudną sytuację, z jaką przyszło nam się zmierzyć w związku z epidemią wywołaną koronawirusem SARS-CoV2 wolontariusze Centrum Wolontariatu podejmą szereg działań mających na celu wsparcie osób w potrzebie.  

TELEFONICZNE WSPARCIE PSYCHOLOGICZNE

Skrzyknęliśmy grupę psychologów i terapeutów, aby zaoferować do osobom zarażonym Covid-19, osób objętym kwarantanną i nadzorem epidemiologicznym, ich rodzin oraz wszystkich, którzy żyją w obawie przez zarażeniem. Pomoc świadczona będzie od 14.03.2020 r. (sobota) od godziny 18:00, w kolejne dni w godzinach 8:00 – 20:00. Pod numerem telefonu 663 551 680 dyżurować będą doświadczeni psychologowie. Zachęcamy do kontaktu osoby, które w związku z zaistniałą sytuacją czują się osamotnione, odczuwają lęk i niepokój. Istnieje także możliwość konsultacji w języku ukraińskim i rosyjskim.

Więcej informacji jest na profilu Centrum Wolontariatu w Lublinie.

Itinerarium

PORA NA NAS WSTAŃMY DO WALKI Sobota 14 marca 2020

Prawie piętnaście lat temu odszedł św. Jan Paweł II, a urodził się prawie sto lat temu. Kiedy odchodził, zrozumiałem, że Pora Na Nas, On swoje zrobił, ale my teraz musimy przejąć pałeczkę.

Szczerze mówiąc dość już mam tej defensywnej postawy wszelkich naszych władz wobec wirusa, zawierającej się w stwierdzeniach typu: „Musimy się bronić!”, tzn. zabezpieczać, ochraniać, oddzielać, unikać, i tak dalej.

Dobrze, to też jest potrzebne. Życie moje, już dość długie, nauczyło mnie, że w obliczu zagrożenia, warto walczyć. Nie tylko uciekać, chronić siebie, ale stanąć do walki, co zresztą jest zaleceniem biblijnym –  „Stańcie więc do walki przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże –  wśród wszelakiej modlitwy i błagania” – List do Efezjan, rozdział 6.

Dobra, powiecie, jak możemy walczyć? Nie złapiemy wirusa za gardło i nie udusimy go, jasne. Ale możemy pomóc tym wszystkim ludziom, których opanował strach i panika. Nie potrzebują najbardziej tabletek na uspokojenie, najbardziej potrzebują naszego głosu, humoru, pokrzepienia. I zatem mam kilka próśb:

– dzwońmy do siebie nawzajem, zwłaszcza do naszych starszych rodziców, dziadków, cioci i wujków, słuchajmy ich

– częściej się uśmiechajmy do ludzi, nawet nieznajomych, nic to, że wezmą nas za mało zrównoważonych

– opowiadajmy sobie radosne historie, pamiętam wspomnienia jednego z żołnierzy Andersa, szturmujących Monte Cassino (1944), Niemcy byli zaskoczeni świetnym humorem atakujących Polaków.  A oni, przed walką, opowiadali sobie dykteryjki i dowcipy!

– wysyłajmy do siebie piękne i mądre esemesy oraz inne cuda internetowe

– módlmy się mocniej, wedle zasady: „Life is short, so pray hard!”, tzn., „Życie jest krótkie, módl się mocniej!”.

– szybko sobie przebaczmy i przebaczajmy, nie ma czasu na durne kłótnie i dąsy

– więcej patrzmy na rozradowane wiosną ptaki, naładują nas prostą energią  życia

– ufajmy najszczerzej Panu Bogu, On ufających strzeże i umacnia

I jeszcze. Znajoma pani z księgarni: „Wie ksiądz, wszystkie modlitewniki wykupili u mnie …” Super!

No i jeszcze z historii. W 1410, pod Grunwaldem pokonali nasi przodkowie Krzyżaków, potem 1673 zmietli nasi przodkowie Turków pod Chocimiem, a sto lat temu przegnali Sowietów nad Wisłą. To, co, teraz nie damy rady małemu konusowi z Chin? Siostry i bracia, do boju, zwyciężymy!

Zdjęcie – 2 kwietnia 2005, Lublin, kościół św. Ducha, początek marszów PORA NA NAS.

Itinerarium

REKOLEKCJE KORONAWIRUSA Piątek 13 marca 2020

No to mamy Wielki Post! I nie mamy rekolekcji. Wcale mnie to nie martwi. W tym roku rekolekcjonistą i to bardzo skutecznym jest Koronawirus. Nic ten wirus nie mówi, nie prawi długich nauk, a ludzie słysząc o nim więcej się modlą, częściej myślą o Panu Bogu, o śmierci i życiu wiecznym. Pozazdrościć skuteczności!

Nie zdziwię się, jeśli w tym roku przełożone będzie świętowanie Wielkanocy. Tylko świętowanie, bo samej Wielkiej Nocy przełożyć się nie da, zdarzyła się w Jerozolimie 1987 lat temu. Zresztą tajemnicę Wielkiej Nocy świętujemy w każdą niedzielę, w najbardziej popularnej i najkrótszej modlitwie eucharystycznej mdlimy się co tydzień: „uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus zmartwychwstał” Ba! Wielkanoc świętujemy w każdej Mszy Świętej! Odprawianie Mszy Świętych do kamer telewizyjnych 12 kwietnia, jakoś mi nie pasuje. Lepiej poczekać na spokojniejszy czas i razem z ludźmi poświętować, zresztą, jak uczy Pismo Święte:  „Jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień” (1 List św. Piotra 3,10).

Na początku pomyślałem sobie, że problem może być tylko z ofiarami na tacę, ale przecież mamy XXI wiek i te mogą być zastąpione przelewami na konto parafii (znam nawet taką jedną, gdzie widnieją ogłoszenia duszpasterskie sprzed 3 lat, ale i tak na stronie głównej widnieje aktualny numer konta). Jeden z moich przyjaciół to umie nawet zegarkiem płacić!

Na koniec muszę się przyznać, że wobec zaistniałej sytuacji mam przekichane kompletnie. Otóż natura obdarzyła mnie sezonowym katarem siennym, co oznacza, że już teraz seryjnie kicham na wskutek bardziej  świeżych woni ziemi i powietrza. Serie mam nawet po 10 razy, i od razu zaręczam, że przez Internet nikogo raczej nie skropelkuję. Uważam na siebie, ale spodziewam się, że ktoś wkrótce naśle na mnie sanepid.

I jeszcze jedno dobro z tego wirusa w koronie, ludzie stają się jacyś milsi. Jak dzwonią do mnie, to się zaraz pytają: „Jak się czujesz?” „Zdrowy jesteś?” Normalnie wcześniej to od razu walili: „Wiesz, mam taką sprawę …” A teraz taka troska, czułość, zainteresowanie. Bardziej bliscy – znając mój katar sienny – radzą: „Ty jesteś ostatnio taki zmęczony, może zostaniesz w domu? Odpoczniesz …” Wcześniej było: „Przyjedź wcześniej, tyle spraw do załatwienia!” Taka troska o ludzi, to bardzo wielkanocny objaw, dziękuję.

Siostry i bracia, dbajmy o siebie, kichajmy cichutko, więcej się módlmy, goręcej kochajmy, w górę wznieśmy serca, Pan Jezus z martwych powstał, całe życie mamy Wielkanoc, Alleluja!

Aha, rozklejajcie ten wpis, może odpowiednie władze przełożą świętowanie na lepszy czas.

Itinerarium

LEPSZA DROGA – WSTAŃ I IDŹ! Czwartek 12 marca 2020

No to mamy Wielki Post! O wirusie piszą wszyscy, więc ja sobie odpuszczam. Mamy Wielki Post i lepszą drogę! W tę lepszą drogę ruszył wczoraj (środa 11 marca) Daniel w towarzystwie Szymona. Daniel do tej pory chadzał tymi gorszymi drogami, zaprowadziły go, pomimo młodego wieku, kilka razy do więzienia. Życie go nie pieściło, rozwalona rodzina, morze alkoholu, wszystko na granicy prawa albo poza nim.

Lepsza droga Daniela wiedzie przez Kazimierz, Sandomierz, Wiślicę, do Krakowa. Czternaście dni, po 20-20 km dziennie. W słońcu lub deszczu (jak wczoraj na starcie), przy wietrze czy we mgle. Daniel musi wykuć sobie nową, lepszą przyszłość. Nocować będą na plebaniach, w klasztorach, schroniskach. Zjedzą to, co im dobrzy ludzie ofiarują. Wspierać ich będą Piotr, Karolina, Ewa i ja trochę.

No, a my, siostry bracia, módlmy się lub siłą myśli wspierajmy naszych braci. Żeby ich wirus w koronie omijał, żeby szczęśliwie doszli, a Daniel, żeby na zawsze chadzał tylko dobrymi drogami!

cof
Itinerarium