Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Siostry i bracia!
Rzeczy mają się tak. Cały trzeci komisariat policji w Lublinie poszedł na
kwarantannę, a znajduje się w pobliżu miejsca, gdzie służymy bezdomnym. Nieźle
się uśmiałem, kiedy w sobotni wieczór zagadywałem tamtejszą żulerię, goście
jacyś bardziej śmiali, rozhukani, odważniejsi. A jeden rzucił: „Patrz ksiądz, u
niebieskich ciemno!”, tzn. na komisariacie bodaj jedna lampa się paliła.
Za to inni nasi
bracia niebiescy dostali dzisiaj kilkaset maseczek, szytych w naszej fabryce.
Szytych przez ponad 210 osób, ja umiem tylko o nich pisać. Gdybym zaczął szyć,
to już bym nie pisał, bo na pewno rozpłatałbym sobie łapę igłami.
Niestety musieliśmy nasze
maseczki wycenić. Jedna z instytucji nie mogła przyjąć darowizny „bez wartości”,
na umowie musi widnieć wartość. Zapytałem
czy może być wartość „jeden grosz”, okazało się, że może. Oczywiście, my nie
bierzemy tego grosza, ale zapisano, że przekazaliśmy darowiznę o wartości „1 000
groszy”, bo było 1 000 maseczek. Biurokracja szczęśliwa, my się chichramy,
wszystko gra.
Jeden z braci po
fachu, w sutannie, zapytał mnie ile płacimy krawcowym i krawcom. Zgodnie z prawdą
odrzekłem, że w naszej fabryce Bóg płaci. Bo przecież zawsze mówię: „Bóg
zapłać!” I pewien jestem, że On płaci, po swojemu.
Nie będzie dzisiaj
kazania, bo to jest tak, od pięciu wiernych mało się zbierze, prawie nie ma
tacy. Ministranci w kwarantannie, organista „się zabezpiecza” (tzn. pije
wódkę), kościelny w zakrystii poustawiał wszystko aż do Bożego Ciała (prorok
jaki czy co) i pojechał do teściowej. Mówi, że był ostatnio we Włoszech, a
teściową lubi słabo.
Za to wszystkim Wam
pobłogosławi ksiądz Biskup, który stale wspiera nasz Wielkopostny Wolontariat,
maseczkowy, finansowy, czasowy, igłowy, niciowy, modlitewny. Bóg zapłać!
Siostry i bracia,
najpierw statystyki, liczba osób szyjących maseczki i fartuchy wynosi obecnie
208, bardzo dziękuję wszystkim specom od igieł i nici! Liczba maseczek wzrosła
do 15 000, świetny rezultat! Nasze
wyroby trafiły już do ponad 20 miejsc, szpitali,
przychodni, hospicjów i tym podobnych instytucji. Wysłaliśmy także 10 maseczek
do jednej parafii w diecezji sandomierskiej, proboszcz poprosił o nie „bo
wikariusze jakoś dziwnie wyglądają”. Hm, zapewne maseczki uczynią tych księży bardziej
znośnymi w oczach plebana.
Zmieniliśmy także
formę udzielania pomocy osobom bezdomnym, o czym mówimy w nagraniu. Bardzo
przepraszam, że stojący obok mnie i Iwony Anetka i Krzysztof nie zostali
dopuszczeni do głosu. Doceńcie jednak jak dobrze wyglądają po prawie 25 latach małżeństwa.
Nasze działania, wszystkie
telefony i maile będą działać przez weekend, na większą chwałę Bożą!
Wszystkich Was,
czytelników i widzów, serdecznie pozdrawiamy, zawierzamy Matce Bożej, Tej,
która bardzo dobrze zna nasze lęki i nigdy nas nie opuszcza. Zajrzyjcie do
Itinerarium także jutro przed południem, będziemy tu mieli Niezwykłego Gościa!
Ho, ho, ho!
„Wszystko co uczyniliście
jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”, uczy nas Pan Jezus. Właśnie
teraz Wy wszyscy, którzy szyjecie, wozicie flizelinę w tę i we wtę, którzy
dzielicie się swoimi pieniędzmi, mówicie różaniec, wszyscy Wy i my, którzy tym
kierujemy, wypełniamy Ewangelię i pójdziemy do nieba.
No i jeszcze jedna
rzecz. Jedna pielęgniarka zadała mi pytanie, nieco kłopotliwe. Jest zakochana,
jest wiosna, ma narzeczonego. No i ten wirus! I ona się pyta: „Czy można się
całować w tym czasie?” Ani Prawo Kanoniczne ani inne przepisy nie zabraniają
tego. No to odpowiedziałem Monice – „Można!”. A ona – „Ale ja mam prawie cały
czas maseczkę!”. Zdumiałem się, poradziłem sumienia i odrzekłem: „Dobra, jak
się będziecie się całować, to zdejmijcie maseczki! Ale potem jakimś płynem do odkażania
się pokropcie! I odmówcie Pod Twoją obronę.”
Najpierw słowa
uznania kieruję do wszystkich, którzy szyją maseczki, uszyliście już 9 000!
Niezła fabryka! Maseczki trafiły jak dotąd do 19 różnych szpitali, instytutów i
hospicjów, w Lublinie, Rykach, Bełżycach, Chełmie, Puławach i … Czeladzi na
Śląsku (poprosili, to wysłaliśmy). Ruszyła też produkcja fartuchów medycznych.
Maseczki szyją panowie i panie, a wśród nich kawalerowie, mężowie, dziadkowie,
wnukowie, teściowie, wdowcy, synowie – proszę aby panie sobie tutaj zgodnie z płcią
dopowiedziały.
Maseczki produkują
Ukrainki, Pers, Meksykanin, Czeczenki, Polki i Polacy. Muzułmanie, katolicy,
prawosławni. Niewierzący, wątpiący, poszukujący, agnostycy. Są weganie,
wegetarianie i smakosze piwa. Powiedziałbym, że wszyscy jesteśmy Wyznania Solidarnościowego.
I Optymistycznego.
Jak się uda jedną
porcję – niewielką – wyślemy jutro do Anglii. Mirek oddał do dyspozycji kuriera
pocztowego, Kordian mazdy, przyjaciele udostępnili szkołę na potrzeby krajalni,
tam wolontariusze tną wytrwale słynną flizelinę na odpowiednie kawałki.
Kto nie szyje, nie
kroi, nie wozi maseczek, ten modli się albo wpłaca pieniądze, albo nawet jedno
i drugie. Bóg zapłać.
Jest jeszcze pan
Tomek, który nie szyje i nie kroi, ale filmuje nasze dzieło i dzięki niemu to
wszystko widzicie na filmach. Nie ma łatwo, bo w przygotowaniu filmików przeszkadzają
mu dwa urocze szkraby, Marysia i Julia. O tym, żeby żona mu przeszkadzała, jak
dotąd nie wspomniał. Tu jest jego najnowszy filmik:
https://vimeo.com/401114529/565120110e
Kiedy szyjecie
maseczki, kroicie flizelinę, wozicie ją, wpłacacie pieniądze, odmawiacie
koronki, to co robicie? Ano właśnie wspólnie odprawiamy wspaniałe
rekolekcje wielkopostne! I nawet
otrzymacie odpust zupełny na ich zakończenie – terminu na razie nie znamy.
I wiosna już za
oknami, niech Pan Bóg darzy Was zdrowiem i radością życia.
Co na temat dzisiejszego
patrona i jednocześnie mojego patrona myślę, wysłuchajcie w filmie. A ponieważ
jesteśmy w trakcie żywiołu w naszej fabryce maseczek i fartuchów, to wiadomo,
że ciągle towarzyszy nam Boży humor. I wy się pośmiejcie.
https://vimeo.com/400751605/778a508c6c
Scena pierwsza.
Wykupuję u hurtownika flizelinę, prawie cały zapas. Po mnie jedzie tam znajoma,
a hurtownik – „No nie ma, wykupił wszystko ten … No, od Jezusa … Jezuita!” Tak
zostałem jezuitą.
Scena druga. Czytacie
teksty i oglądacie filmy na stronie Itinerarium. Nie dla wszystkich to słowo
jest łatwe do wypowiedzenia, a już do zapamiętania zwłaszcza. I koleżanka się
pyta – „No, ty tam piszesz na tym swoim itrine … irtine … No, na tym terrarium
w Internecie!” Ma rację, czasem jestem małpa.
Scena trzecia.
Namawiam poważną panią pielęgniarkę, żeby kilka zdań powiedziała o nastrojach w
szpitalu, ta zaś miga się i wykręca jak dżdżownica na śliskiej trawie po
deszczu. Bo nieumalowana, bo męża się nie spytała o zgodę, itd. No to mówię, że
się wykręca jak ci goście z Ewangelii, zaproszeni na ucztę, jeden kupił pole,
drugi ożenił się i mieli wymówki, żeby na ucztę nie pójść. A pani na to: „Mietek,
ja cię proszę, jest pandemia, ty mi tu z Ewangelią nie wyjeżdżaj!” No, nie
wyjeżdżam Basiu, tylko głoszę.
Scena czwarta. Nadal
rozdajemy posiłki bezdomnym, oczywiście dobrze zabezpieczeni. Przychodzi
Maciek, o dziwo, trzeźwy, i domaga się natychmiast domu. „Maciek, jak jutro też
przyjdziesz trzeźwy, to pogadamy” – mówię. A Maciek na to – „No nie? Jutro też
mam być trzeźwy? Ksiądz to za dużo wymaga od bezdomnych!” Prawie mnie
przekonał.
Scena piąta. Wchodzę wczoraj
wieczorem z Kordianem do sklepu naprzeciwko jadłodajni dla bezdomnych, odziani
jesteśmy w te śmieszne kitle (patrz film). Sprzedawczyni nie ma, tylko słychać
na zapleczu dźwięk tłuczonych butelek. Wreszcie
wychodzi i wyraźnie przestraszona szybciutko nas obsługuje, nawet fachowo
doradza co ma świeżego a co z ubiegłego roku. Dzisiaj wieczorem posłaliśmy do
tego samego sklepu Kornelię i Martę, też w kitlach na uzupełnienie braków w konserwach.
Za ladą ta sama pani – „O, wy jesteście z tej jadłodajni naprzeciwko? Jak
dobrze! Bo wczoraj to mało nie umarłam. Wieczorem przyszedł podpity gość i
mówi, że jest na kwarantannie. To ja mu na to, że czym prędzej wyszedł (w oryginale
sp……!). Poszedł, ja zaraz na 112, przyjechała policja wzięli nagranie z
monitoringu i powiedzieli, że będą gościa szukać. Pół godziny potem, na
zapleczu biorę piwo, żeby wynieść na sklep, patrzę w kamerę i widzę dwóch panów
w białych kitlach, jak wchodzą do sklepu!
O Boże! (w oryginale trochę mocniej). Wezmą mnie na kwarantannę za tego
idiotę! I bach, trzy piwa poleciały na podłogę, taka strata!” No szkoda mi się zrobiło pani Jadzi, poszedłem po Patrolu,
zapłaciłem za 6 piw, wziąłem 3.
Scena szósta.
Hurtownik od flizeliny, mówi, że ma jeszcze 3 ukryte bele tejże tkaniny, ale mi
nie da, bo już obiecał Kołu Gospodyń Wiejskich w swojej rodzinnej miejscowości,
konkretnie pani Zofii Sikorze. Coś mi świta, przecież 3 dni temu zawieźliśmy
Sikorze belę! Dzwonię do Sikory, a ta – „A wie ksiądz, ja to w hurtowni
zabezpieczyłam 3 bele flizeliny dla księdza …” Brawo Zosia, uszyłaś z Kołem już
ponad 500 maseczek. O chyba już okupacja
czy jak?
Scena siódma czyli ostatnia.
Dzwoni kilka osób z pytaniem, czy możemy im przywieźć żywność z jakiejś
hurtowni, bo przyznano im ją w opiece społecznej. Tylko najpierw musimy
pojechać do osoby zainteresowanej i wziąć pisemne oświadczenie, że wolontariusze
mogą być kurierami. Z tymi papierami mamy jechać do hurtowni, pokazać bumagi,
odebrać makarony i serdelki i odwieźć zainteresowanym. To ja za telefon i dzwonię
do Opieki Społecznej – „Czy nie prościej
będzie, jak państwo wyślą listę uprawnionych do hurtowni, a my na podstawie tej
listy rozwieziemy serdelki uprawnionym osobom? Będzie o połowę mniej jeżdżenia!”
I słyszę, czego zresztą się spodziewałem – „Może i prościej, ale przepisy nie
pozwalają!” Już miałem powiedzieć tej Pomocy, żeby sobie te przepisy wsadziła w
nos, ale zaraz uświadomiłem sobie, że trzeba tu większej dziury, a przecież nie
mogę poważnej instytucji mówić, żeby sobie wsadziła przepisy w d….
I tak oto, oprócz
Fabryki Maseczek Higienicznych i Fartuchów Ochronnych, powstała Fabryka Bożego
Humoru! Sursum Corda, siostry i bracia!
Takiej pandemii nie
było w historii naszej cywilizacji, owszem dawniej dżumy, tyfusy i cholery dziesiątkowały
setki tysięcy osób, ale raczej lokalnie. Ruchliwość ludzka była bardzo
ograniczona – przypomnę tylko, że pociągi, samochody i samoloty to nowinki
ledwo stuletnie.
Nie mamy zatem
doświadczenia, jak sobie radzić w takich sytuacjach jak obecna. Władze
postępują intuicyjnie, nerwowo, czasem chaotycznie, co nie jest dziwne, zwłaszcza,
że przy okazji toczą walkę o swoje cele, które wcale nie są tożsame z dobrem
ludzi. Piszę to o wszystkich rządach i partiach zmagających się z wirusem i jednocześnie dążących
do utrzymania – lub przejęcia – władzy. Do tego dochodzą kwestie interesów,
czyli pieniędzy.
Nie miało żadnego
wojskowego sensu zrzucanie w sierpniu 1945 r. bomb atomowych na Nagasaki i Hiroszimę,
wojna była wygrana dla Amerykanów. Jednak, pokazanie światu, że dysponuje się
nową i ogromnie śmiercionośną bronią, już miało sens – „Zobaczcie, co możemy
wam zrobić!”. Poza tym za wielkie pieniądze można było sprzedać atomowy patent
innym państwom, co zresztą się stało. A, że przy okazji zginęło ponad 150 000
ludzi? Cóż, na świecie żyło wtedy
jeszcze kilka miliardów. W sumie Amerykanie zrobili dobry interes.
Co mamy robić teraz?
Nie jestem tak mądry, żeby podać panaceum. Wiem jednak, że powinniśmy starać
się bardziej sobie ufać, zaprzestać plotkowania, życzliwiej na siebie patrzeć,
bardziej się wsłuchiwać w siebie nawzajem, hamować język i pustosłowie,
szybciej współdziałać i przed wszystkim na nowo pokochać. Być razem, tak jak nasi
wolontariusze, z Polski, Ukrainy, Iranu, Meksyku i Czeczenii.
Tak, rozdaliśmy już
kilka tysięcy maseczek higienicznych, robimy wraz ze 120 krawcowymi i krawcami kolejne.
I pieczemy ciasta dla pielęgniarek i lekarzy. I już wymyślamy nowe gesty
solidarności.
To wszystko zobaczycie
na filmach. A ja chcę podać tutaj najlepszy przepis na walkę z wirusem, ewangeliczny.
https://vimeo.com/400026476/5881b84f76
Bardzo Was proszę,
nie zwlekajcie z miłością. I w czynach i słowach.
Kochajmy szybciej,
prościej, mocniej i przed wszystkim goręcej. Letnie temperatury to klimaty obce
Panu Jezusowi – „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro
jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust.” (Ap 3,15).
Fabryka maseczek
pracowała i w niedzielę. Jak mawiał mój pierwszy proboszcz (zresztą o pięknym i
rzadkim nazwisku – Chamski Ludwik – można sprawdzić w Internecie), że w czasie
żniw zagrożonych niepogodą po sumie trzeba iść i zebrać żyto.
Krawcowych i krawców
mamy już ponad setkę, do listy miejsc, w których szyte są maseczki doszedł Krzczonów,
Krzesimów, Franciszków i Skawinek. Maseczki dotrą jutro do następnych szpitali.
Nawet jak będziemy mieli 200 szyjących, to będzie jeszcze mało. Więc, kto umie
i chce, zapraszamy.
A od jutra – dzięki pomysłowi
kolejnej Basi, z Radawca – dowozimy ciasta dla pielęgniarek i lekarzy. Jak ktoś
umie piec, zapraszamy.
Zgodnie z Bożym Słowem, idę dziś na ryby, nad wody, gdzie mogę odpocząć. Ja
z wędką, jasne, że złowione wzdręgi, pstrągi i okonie fotografuję i puszczam z
powrotem do Bugu, Wieprza, Tyśmienicy, Parsęty, Regi i Bystrzycy.
Pamiętam, aby Dzień Święty święcić. Uwielbiać Dobrego Boga nad rzeką, w
zagajnikach i przy dobrej książce. I czarnej kawie.
I jeszcze ten super inteligentny niewidomy z Ewangelii, kasujący zarozumiałych
faryzeuszy! I Jezus, który może każdego z nas i ze wszystkiego uzdrowić!
Pozwolę sobie dołączyć dzisiaj i w najbliższe dni appendix muzyczny. Pięć lat temu nagrałem dla radia Er („Ewangeliczna Radość”) długą serię pt. „Muzyka i Życie”. Może się Wam spodoba, przestrzegam, że będą to „suchary”, czyli muzyka 1960 – 1990.
Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego
człowieka, niewidomego od urodzenia.
Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi,
kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus
odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby
się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie
posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać.
Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata».
To powiedziawszy, splunął na ziemię,
uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego:
«Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł,
obmył się i wrócił, widząc.
A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali
go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni
twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego
podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».
Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się
otworzyły?»
On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem,
uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i
obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego:
«Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem».
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno
jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto
i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób
przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę».
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli:
«Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli:
«Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród
nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz,
jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok».
Żydzi jednak nie uwierzyli, że był
niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i
wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że
się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak
odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie
wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy.
Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak
powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że
gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego
powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie».
Znowu więc przywołali tego człowieka,
który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że
człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem,
tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do
niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już
wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy
chcecie zostać Jego uczniami?»
Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli:
«To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg
przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi».
Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym
wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy
otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto
jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś
otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie
mógłby nic uczynić».
Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś
się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i
spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On
odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego
Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś
odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon.
A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat,
aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy
widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim
byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do
nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie:
„Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
Nie wiem czy ktoś
potrafi wyjaśnić dlaczego wszystkie krawcowe szyjące maseczki w Świdniku, mieszkają
na ostatnim piętrze. Tak twierdzi Bartek, który rozwozi materiały do szycia i
potem zbiera po całym powiecie maseczki.
Na dzień dzisiejszych
zatrudniamy w naszej fabryce 89 osób szyjących, bo nie wszyscy są krawcami czy
krawcowymi, jedna z pań jest np. sekretarką przy naszym synodzie diecezjalnym. Na
liście mamy 4 panów, z tym, że jeden, Krzysztof (który zresztą winien jest mi
już 90 zł z powodu popełnianych błędów językowych), na pewno sam nie szyje, ale
zmusza do tego swoją żonę. Pan Tadeusz,
tata Marty, ma chyba 85 lat i z tego, co wiem, uszył jak dotąd najwięcej
maseczek, razem z żoną.
Szyjący mieszkają w
Świdniku, Łęcznej, Abramowicach Prywatnych, Polanówce, Lubartowie, Kol. Pliszczyn,
Jastkowie, Bełżycach, Górecku Starym, Piaskach, Poniatowej, Zaraszowie, Wilczopolu,
Pszczelej Woli, Jakubowicach, Turce i Lublinie. Zupełnie nie wiem, czemu na tej
liście nie ma nikogo z Garbowa czy Kurowa. Ktoś wie?
Wszyscy szyją za darmo, a nawet sami dopłacają, jeżdżąc swoim samochodami,
normalnie jak 40 lat temu, w lipcu i sierpniu w czasie tamtej (dziś śmiertelnie
chorej) Solidarności. Ale ta nasza marcowa (i pewnie kwietniowa) jest niezwykła
i piękna. Tamta sprzed 40 lat pokonała „czerwoną zarazę”, ta nasza walczy z
chińską.
Maseczki trafiły już
do dwóch szpitali i hospicjum Dobrego Samarytanina. Szyliśmy też dzisiaj i
będziemy szyć jutro.
Na stanowisku krajalniczym
codziennie staje kilkanaścioro wolontariuszy, ale chętnie przyjmiemy jeszcze
chętnych – zdrowych, silnych i mało mówiących.
Tysiąc podziękowań
dla wszystkich z Nowej Solidarności.
No to mamy Wielki Post! I mamy znakomitego rekolekcjonistę, wirusa, który skłania do myślenia o Panu Bogu, sensie życia, wieczności i innych ważnych sprawach. I mamy ludzi bezdomnych. Trochę o nich dzisiaj, bo zaczyna się hejt, że brudni i będą przenosić wirusa. Z moich doświadczeń, ponad dwudziestu lat służby takim osobom, wynika, że owszem świerzb się ich czepia. Ale na inne wirusy są zaimpregnowani alkoholem, dość skutecznie. To żartem nieco. Pięknie pozdrawiam i dziękuję wszystkim z Was, którzy walczą z wirusem, szyjąc maseczki, wspierając finansami, westchnieniami i na inne sposoby. No ale życie jest bardzo piękne i warto być sobą. Jestem człowiekiem słowa, ale na czas kryzysu, będziemy mówić obrazami. Radości życia dla Was wszystkich! Polecam filmik i proszę o udostępnianie.
https://vimeo.com/399325174/6b3a8f438d
Chcesz
się dołączyć do pomocy? Zadzwoń – 81 5342652