PAN JEZUS CZUWA PRZY AUTOMATACH ANETKI Środa 11 marca 2020

No to mamy Wielki Post! I Pana Jezusa, który działa sprytnie i po swojemu.

Anetkę poznałem kilka lat temu, koczowała w altance, w ogródkach działkowych, w centrum Lublina. Opiekował się nią Mietek, starszy, ale poważny gość. Opiekował się nią, bo Anetka jest upośledzona i nie wszystko rozumie, a Mietek, choć moczymorda, rozumie wszystko. No, może prawie wszystko. Matka Anetki zabiera jej rentę, czasem bije i każe wyp….. z domu. Dlatego przylgnęła do Mietka.

Mietek, który rozumie prawie wszystko, nie rozumie, że czasem ktoś go złapie na kradzieży (zwykle drobnej) i powiadomi policję, a sąd wyśle go do więzienia. I tak Mietek poszedł za kraty. Anetka na kilka tygodni wróciła do matki, ale ta wiadomo, kazała jej opuścić mieszkanie. No to opuściła.

Wczoraj zagadałem z nią, jak sobie daje radę. Pominę wszystkie k…., bo te gęsto pojawiają się w języku dziewczyny, ale ma to swój urok. Anetka nocuje w hostelu, ma tam łóżko, prysznic, czajnik i szklankę. Ale skąd ma pieniądze? Matka dała jej rentę? Gdzie tam! „Zarabiam na łapę!” – oznajmiła. „Kurczę, żebrzesz?” – spytałem. „No, normalnie cię po …., ja???” – krzyknęła. „Przepraszam, to co to ta łapa?” – drążyłem. „Ha, ha, uczony taki i nie wie” – zadrwiła – „Normalnie, na automatach robię, tłukę w jednym lokalu 20 zł, w drugim 15, w trzecim 30 i mam kasę!” Ponieważ w życiu nie grałem na żadnym automacie, spytałem jak długo już tak pracuje. „Dwa tygodnie, tęsknię za Mietkiem”.

Panie Jezu, Ty się na pewno znasz na automatach, bo znasz się na wszystkim. Dobrze, że czuwasz przy tych, na których pracuje Anetka.

Zdjęcie: jeden z wyjazdów Mobilnego Patrolu, tak poznałem Anetkę.

Itinerarium

OPOWIEŚĆ O NASZEJ ZIEMI OBIECANEJ Wtorek 10 marca 2020

No i mamy Wielki Post! Trochę z nazwy, bo ta szlachetna tradycja, sięgająca II wieku, starsza nawet od świętowania Bożego Narodzenia, powoli obumiera w naszej cywilizacji zwanej jeszcze chrześcijańską. Chleb, sól i woda, wystarczające dawnym chrześcijanom, przegrywają dzisiaj z łakociami  w supermarketach. Polacy należą dzisiaj do tych narodów, które jeszcze się „nie najadły”. Stąd wysyp kuchni tajskich, gruzińskich i wszelakich orientalnych, bo te okcydentalne (zachodnie), z makdonaldami już nam zbrzydły. Jak już posmakujemy wszystkiego ze Wschodu i Zachodu, może znajdziemy wszystko w chlebie, soli i wodzie.

Codziennie modlę się brewiarzem (taka gruba książka w  tomach), za wszystkich czytelników Itinerarium i w ogóle za „moich” ludzi, których znam i poznam. Obecnie w Godzinie Czytań (która trwa może 20 minut), czytam Księgę Wyjścia. I jest tam wszystko o naszym pokoleniu, mimo, że Księga powstała kilkaset lat przed Chrystusem. Jest tam opis niewoli Ludu Wybranego w Egipcie, lęk przed wolnością, a wreszcie decyzja o ryzykownym wyjściu (stąd nazwa Księgi). A potem są niewierności Ludu, jego głupota, drażnienie Boga, zastępowanie Go złotymi cielcami, bałwochwalstwo, mamrotanie i szemranie, a z drugiej strony nieustanna wiara w Bożą dobroć, przebaczenie i wierną miłość.

No przecież to opowieść o każdym z nas. Opowieść o naszym wyzwoleniu i naszej Ziemi Obiecanej.

Itinerarium

PRZYWILEJ DOBREGO TOWARZYSTWA 8- 9 marca 2020

No to mamy Wielki Post! A my mieliśmy dzisiaj w naszym ośrodku dla bezdomnych Dzień Kobiet! I to odjazdowy, czyli ciekawy i piękny. Najpierw wszystkie nasze podopieczne, żony, matki, babcie, siostry, córki, panny, rozwódki, narzeczone, konkubiny, teściowe i singielki  otrzymały od męskiej części wolontariuszy wspaniałe tulipany.

Do tego słodziutkie zagraniczne (białoruskie!) cukierki, ale w umiarkowanej ilości oraz czekoladki. Jeden romantyczny brat bezdomny wręczył także wszystkim kobietom kolejne kwiatki, a inny mało się nie oświadczył wolontariuszce. No to mieliśmy Dzień Kobiet!

Bezdomnych kobiet, a także ludzi jeszcze bardzo młodych, zaraz po 20-tce, wciąż przybywa. Kiedyś bezdomny to był starszy samotny pan. Dzisiaj nie brakuje nam nawet małżeństw czy par. Mamy tę radość i przywilej, towarzyszyć im wszystkim.

Itinerarium

NAPRAWIAM WPADKĘ Sobota 7 marca 2020

No to mamy Wielki Post! I bijemy się może częściej w piersi z powodu win. Ja biję się  w moje z racji wpadki z wczorajszym wpisem. Chciałem opowiedzieć o świetnej i  świętej dziewczynie, Klarze Szczęsnej, ponieważ jednak napisałem o niej do aktualnego numeru Niedzieli (edycja lubelska), to postanowiłem odesłać Was do wersji internetowej tego tygodnika. Może ktoś przedarł się przez meandry zakupu gazety via Internet i za kilka złotych już cieszy się barwnym życiorysem Klary. Powiem tylko, że jej życie było szaleństwem, nadaje się na film akcji. Szkoda, że jest postacią mało znaną.

Podobnie boleję, że słabo rozpoznawalna jest inna dziewczyna w sukni zakonnej, rodem z Lublina – tekst, który jej poświęciłem ma charakter archiwalny (2018), więc śmiało go udostępniam, za darmo! Plus gratis fotka związana z osobą tejże lubelskiej świętej.

TEKST ARCHIWALNY

Niewielu lublinian, tym bardziej gości, przechodząc Krakowskim Przedmieściem obok obecnej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, zdaje sobie sprawę, że mija dom, w którym urodziła się i wychowała Kazimiera Wołowska. Jedyna lublinianka wśród błogosławionych i męczenniczek Kościoła i jedyna, zapomniana niestety, mistyczka z Lublina. 

TRZEBA TYLKO ZACZĄĆ

Kazimiera Wołowska

Błogosławiona męczenniczka i mistyczka z Lublina

Wołowscy zajmowali pod koniec XIX wieku okazały pałac przy Krakowskim Przedmieściu, zbudowany sto lat wcześniej przez ród Morskich. Tam na świat przyszła 12 października 1879 r. Kazimiera, jako najmłodsze spośród siedmiorga dzieci Marii i Józefa Wołowskich. Ojciec administrował majątkami ziemskimi na Lubelszczyźnie, dom prowadziła matka. Rodzice zadbali o wykształcenie i wychowanie dzieci, lekcji udzielali im znakomici nauczyciele, przez długie lata posługę katechety i spowiednika dla całej rodziny pełnił ks. Antoni Nojszewski, rektor lubelskiego seminarium

OD ZAKOCHANIA DO KLASZTORU

Droga do odkrycia powołania zakonnego zaczęła się w ósmym roku życia Kazimiery, podczas rekolekcji u kapucynów w Zakroczymiu (odprawiała je z całą rodziną), jedna z sióstr felicjanek stwierdziła, że widzi w niej zakonnicę. Cierpienie, jakiego doświadczyła w wieku 13 lat przy śmierci matki, skierowało jej myśli ku sprawom duchowym, choć żadnej decyzji jeszcze nie podjęła. Kilka lat później zakochuje się, jak sama napisze, „bardzo silnie i to w człowieku wartościowym”. Uczucia obojga młodych rozwijały się gorąco aż do wtorku 1 listopada r. 1898. Przyszła błogosławiona zapamiętała w szczegółach zdarzenie, które zdecydowało o jej dalszym życiu. Wraz z ojcem i siostrą Adą poszła na uroczystość Wszystkich Świętych do pobliskiego kościoła kapucynów, jak zwykle stanęła przy konfesjonale obok zakrystii, dwa metry od niej modlił się ukochany chłopak.

– W  czasie  tej  Mszy  świętej  zaszło  coś,  czego  do  dziś  dnia  wytłumaczyć  sobie  nie  mogę.  Modliłam  się  …  Oddawałam  się  Panu  Jezusowi  na  wszystko…  – wspomina autorka w późniejszej notatce przekazanej swojemu zgromadzeniu – Pokazał  mi  Pan  Jezus  całe  moje  życie,  jakbym  je  całe  wtedy  przeżyła.  Pokazał  mi  Pan  Jezus  bliską  śmierć  mego  ukochanego  ojca  i  parę  zewnętrznych  zdarzeń,  które  się  co  do  joty  sprawdziły. Stanęło  mi  Zgromadzenie  nasze  jako  wolą  Bożą  mi  przeznaczone i jednocześnie  główne  zasady  i  cechy  Zgromadzenia. Jasnym  mi  było  że  wewnętrzne  przerobienie  do  gruntu  i  „śmierć  sobie” tam  jest  dla  mnie i że tylko od aktu silnego z mej strony zależy pójście drogą absolutnego wyrzeczenia się siebie. Od  tej  Mszy  św.  znam  Mateczkę  i  znam  ducha  Zgromadzenia.

Takie nagłe i silne wtargnięcia świata łaski w ludzkie serca towarzyszyły wielu chrześcijanom, czasem prowadząc do wyboru życia poświęconego Bogu w zakonie, kiedy indziej owocując głębokim nawróceniem – żeby przypomnieć choćby historię Andre Frossarda, który wszedł do paryskiej kaplicy jako agnostyk, by po kilku minutach wyjść jako człowiek zachwycony tajemnicą Boga. 

Po rozstaniu z wybrankiem serca, Kazimiera odwiedza Jazłowiec (dziś Ukraina), gniazdo Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, czyli niepokalanek. Waha się jeszcze, zwłaszcza, że usilnie od wstąpienia do tego zakonu odżegnują ją znajomi jezuici. Wkrótce przychodzi mocny cios, na atak serca w r. 1899 umiera ojciec. Pół roku później Wołowska spotyka się z założycielką zgromadzenia bł. Marceliną Darowską, a jesienią r. 1900 rozpoczyna u sióstr postulat. Przyjmuje imię s. Marty od Jezusa. – „Ciężki  miałam  postulat – notuje nowa zakonnica – wszystkie  diabły  rozrywały  mą  duszę. Zostałam  jedynie  na  słowo  Matki,  które  dotąd  słyszę:  „możesz  jechać  –  furta  otwarta”.  A  ja  Mateczce  na  to,  że  jej  najcałkowiciej  ufam  i  polegam  na  jej  zdaniu”.

OD SIEROCIŃCA DO MĘCZEŃSTWA

Realizacja powołania zakonnego  s. Marty od Jezusa związana będzie z pracą na Wschodzie Rzeczpospolitej, z wyjątkiem krótkich pobytów w Nowym Sączu i Szymanowie. Pierwszą placówką, którą kierowała już jako przełożona (1919 – 1928), był Maciejów (dziś Łukiw) na Wołyniu, miasteczko w pobliżu Kowla. Zgodnie z najważniejszą misją zgromadzenia, wychowywania w wierze i miłości do Ojczyzny, siostra podjęła niezwykle skuteczne dzieło wśród tamtejszej młodzieży i dzieci. Najpilniejszą wówczas potrzebą, zaraz po wojnie, było stworzenie miejsc opieki nad sierotami wojennymi, w Maciejowie niepokalanki zbierają ich prawie sto. „Były to dzieci pozbierane z lasów i dróg – napisała s. Marta– które prócz okropności wojennych niczego w życiu nie widziały.” Do maciejowskiego sierocińca trafiały dzieci ukraińskie, żydowskie i polskie, oprócz dachu nad głową trzeba było zapewnić im wyżywienie, co wiązało się z ogromnymi problemami. S. Wołowska patrzy jednak dalej, wie, że bez umiejętności choćby czytania i pisania, przyszłość dzieci będzie ciężka. W ciągu kilku tygodni uruchamia szkołę podstawową, która działa niecały rok. Na Wołyń nadciągają hordy wojsk sowieckich, udaje się ewakuować dzieci i siostry do Szymanowa. Po przepędzeniu bolszewików, już jesienią 1920 r. s. Marta wraca do Maciejowa, na nowo otwiera szkołę i sierociniec, odnawia klasztorną kaplicę. Podejmuje ideę założenia seminarium pedagogicznego, kształcącego przyszłe wychowawczynie i nauczycielki do pracy na Wołyniu. Siostry prowadzą również pracę duszpasterską, przygotowują dzieci, młodzież i dorosłych do sakramentów, dbają o głodnych i bezdomnych, których tysiące trafiają do klasztoru. Wszystkim dziełom przyświeca dewiza założycielki niepokalanek, bł. s. Marceliny – „Trzeba tylko zacząć”. Dalej już Pan Bóg znajdzie środki i ludzi. Podobne dzieło, równie owocne – szkoła i seminarium nauczycielskie – s. Marta tworzy w nadbużańskim Wirowie, niedaleko Sokołowa Podlaskiego.

Na dwa miesiące przed wybuchem drugiej wojny światowej władze zakonne delegują s. Wołowską do opieki nad wszystkim dziełami niepokalanek na Kresach i osadzają w roli przełożonej w Słonimiu (dziś Białoruś). Najpierw inwazja sowietów zmusza siostry do opuszczenia szkoły i klasztoru, a po niespełna dwóch latach nadchodzi żywioł niemiecki. Zaczyna się eksterminacja Żydów, w getcie w Słonimiu i w pobliskich lasach Niemcy dokonują egzekucji ponad 35 000 kobiet, mężczyzn i dzieci. Wielu szuka i znajduje schronienie w klasztorze niepokalanek. S. Marta pomimo świadomości grożącej jej śmierci, ukrywa i ocala życie kilkudziesięciu Żydom.  Razem ze współsiostrą Ewą Noiszewską i jezuitą o. Adamem Sztarkiem zostaje rozstrzelana 19 grudnia 1942 r. w lesie zwanym Górą Pietralewicką, dwa kilometry od Słonimia. W r. 1999 Jan Paweł II beatyfikuje siostry, rok później o. Adam pośmiertnie otrzymuje medal „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.

Na ścianie domu obok dawnego pałacu Wołowskich w czerwcu 2003 r. zawisła okolicznościowa tablica, dedykowana bł. Marcie. Od tego czasu obraz błogosławionej znajduje się także w lubelskiej archikatedrze.

Itinerarium

SZALONA KLARA Piątek 6 marca 2020

No to mamy Wielki Post! Potrzeba nam trochę szaleństwa. Na poznanie historii szalonej Klary wydacie – szukajcie w Niedzieli , edycja lubelska – – niecałe 3 złote. Zapraszam.

Itinerarium

OBYM ZSZEDŁ NA PSY Czwartek 5 marca 2020

No to mamy Wielki Post! Schodźmy na psy, siostry i bracia! Niedawno pod Lublinem jakiś szaleniec powiesił na drzewie psa. Nie potępiajcie go od razu, inny szaleniec, Adolf Hitler zgładził dziesiątki milionów ludzi.

Za to Marcin, początkujący dyplomata uratował osieroconego psa z Kaukazu, przewiózł do Polski i pies jest szczęśliwy. Ja zaprzyjaźniłem się kilak tygodni temu z Ulką. To suka, labrador, ma dopiero pół roku (na zdjęciu). Jest drogocenna, bo kosztowała prawie 20 tysięcy złotych. Ulka jest genialna, bo ratuje życie Arturowi, a Artur jest dzieckiem autystycznym. Ataki tej choroby powodują, że chłopak wykonuje nieprzewidziane ruchy, grożące wypadkiem lub śmiercią. Kiedy tylko Artur dostaje drgawek lub padaczki, Ulka wciska jedną łapą przycisk w urządzeniu przymocowanym do drugiej łapy. Robi się alarm i ludzie przybiegają z pomocą Arturowi, a Ulka dostaje plasterek polędwicy.

W ewangelicznej opowieści Łazarz leżał pod bramą pałacu bogacza. Ludzie mijali go i mieli go w nosie, o ile nie gdzie indziej. No ale były psy, przychodziły i lizały owrzodzone rany. Łatwiej mu się umierało przy tych kundlach. Co było dalej, jak ktoś zapomniał, to cytuję dalej  za św. Łukaszem.

Boże, daj mi tę łaskę, żebym zszedł na psy, żebym miał dar taki jak Ulka albo kundle spod pałacu.



 Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: “Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Lecz Abraham odrzekł: “Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”. Tamten rzekł: “Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: “Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” “Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: “Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”». (Łk 16,19 – 31)

Zdjęcie Ulki – Tomek Doliński

Itinerarium

CO KSIĘŻA DAJĄ ZA POKUTĘ Środa 4 marca 2020

No to mamy Wielki Post! Jedna z moich znajomych, pani już nie całkiem młoda, zdecydowanie bardziej ceni srebro niźli złoto, ale tylko w odniesieniu do znanego przysłowia – „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem”.

Poszła do spowiedzi – i jak sama opowiadała – za pokutę otrzymała ograniczenie  w gadaniu. Co drugi dzień miała nie mówić, tylko milczeć.

– Kurde, ja mogę nie jeść cukierków, tych waniliowych wafelków i batoników. Ja tam przecież dużo nie gadam, jak już mówię, to mówię, co mam na myśli. I prosto z mostu. Mogę nie jeść ciasteczek, tych anyżowych też, choć lubię, nie powiem. Ja jestem gadatliwa? No, powiem czasem co myślę. Ale mogę nie wcinać śliwek w czekoladzie, zresztą teraz są już gorsze. W ogóle ci księża są dziwni. Ja mu mówię, co mam na sumieniu, a on, żebym mówiła co drugi dzień. No, dziwne, normalnie, dziwne. Lubię pościć, nawet makowca nie ruszę. Cholera, co drugi dzień słuchać… – wartko referowała spotkanie w konfesjonale.

No to mamy Wielki Post! A może by tak, co drugi dzień tylko słuchać?

Itinerarium

ŚMIECH NA POST Wtorek 3 marca 2020

Może jedną z najlepszych rzeczy jaką możemy zrobić w Wielkim Poście, to pośmiać się z siebie samego. I to tak mocno, żeby usłyszał to Pan Bóg i pogratulował nam. I pomyślał – „No, w końcu proch zrozumiał kim jest naprawdę.”.

Itinerarium

NOWA KNAJPA BURKINA FASO Poniedziałek 2 marca 2020

No to mamy Wielki Post! Pan Jezus, po swoim poście na pustyni miał przed sobą tylko trzy lata życia. Wykorzystał je genialnie, w trzy lata spotkał się z wieloma ludźmi, wodę w wino przemienił, ślepym wzrok przywracał, ogłosił prymat miłości nad wszystkim innym. Wreszcie zginął na krzyżu, ale przecież powstał z martwych.

Patrzę na ostatnie trzy lata mojego życia, nie wiem jak u Was, ja niewiele dni straciłem. To było aż 1095 dni, a w tym roku to mamy nawet 366 dni do wykorzystania.

Staram się słuchać ludzi. Przeważnie recytują litanie do Św. Narzekania, że zimy i śniegu już nie ma, że ceny rosną, że rząd słaby, że zdrowie już nie takie, że żona znów przytyła a mąż coraz częściej chodzi na ryby, że dzieci nieposłuszne, a wnuki przyklejone do smartfonów. Normalnie dramat, tragedia, koniec świata.

I jestem wredny, bo się pytam: Masz co jeść? Bo uchodźcy z syryjskiego Idlibu jedzą cały czas mąkę kukurydzianą albo i nic. Bomby lecą ci na głowę? Bo na Syryjczyków spadają codziennie. Kaloryfery grzeją? Bo u pana Czesia w kanale ciepłowniczym przy Nadbystrzyckiej w Lublinie, to tylko ciepłe odchody pełnią rolę CO.  Byłeś w kościele, pomodliłeś się? Bo w Burkina Faso, to wizyta w kościele często kończy się strzelaniną i śmiercią chrześcijan z rąk ekstremistów. I słyszę: „Mietek, a Burkina Faso to jakaś nowa knajpa?”

Błogosławmy Boga za każdy nowy dzień, za chleb i herbatę, za żurawie na niebie zamiast bombowców, za jeszcze ciepłe kaloryfery.

Jeszcze mamy prawie cały marzec i pozostałe  10 miesięcy tego roku. Albo szemrać będziemy do Św. Narzekania, albo tak jak Pan Jezus. Albo tak jak Pan Jezus, na całego, na sto procent rozradujemy się miłością Boga Ojca i każdego człowieka pokochamy.

Itinerarium

DIABEŁ W INTERNECIE I PRZY KASIE Kazanie na 1 Niedzielę Wielkiego Postu 1 marca 2020

No to mamy Wielki Post! I mamy diabła. Diabła, który nie jest głupi, choć woli byśmy tak o nim myśleli, bo wtedy ma łatwiejszą robotę. Jego robota polega na tym, abyśmy czynili zło w przekonaniu, że jest dobrze, bo jest przyjemnie, wesoło i sympatycznie.

Diabeł potrafi też bawić nas i rozśmieszać. Wymyśla wciąż nowe kawały o piekle, tak, żebyśmy się uśmiali i w końcu uwierzyli, że to całkiem wesołe i radosne miejsce, gdzie może i warto byłoby pójść.

Diabeł dawno porzucił widły, smołę i rogi. Ma dzisiaj nowe zabawki. Znakomicie czuje się w galeriach handlowych, ma tam ciepło, jest kolorowo, gra muzyczka, ludzie na luzie, wydają pieniążki. Tu jego taktyka polega na cichej zamianie celów naszych dążeń, chodzi mu o to, żeby celem była ta czy inna rzecz, najlepiej obydwie naraz, żebyśmy gorąco jej pragnęli, marzyli, pożądali. A te rzeczy są takie piękne, kolorowe, smaczne. I tak w słodkiej atmosferce zdradzamy Pana Boga, bo nie On już jest celem naszych najgłębszych pragnień, tylko te takie fajne rzeczy. Dlatego, powtarzam, odprawiajcie egzorcyzmy przed zakupami, najprostszy to Ojcze Nasz.

Diabeł zna się  dobrze na Internecie, jest księciem Instagramów, Facebooków i Twitterów. Tu ma dwa modele działania. Jeden, najbardziej z pozoru niewinny, to selfie. Jak my je kochamy! Wstawiamy je obficie, byliśmy tu i tam, robiliśmy to i tamto, trach, bach i już podziwiamy swoje buzie i zliczamy lajki. I tak podziwiamy siebie, że już nie widzimy ani Pana Boga ani innych ludzi. Jaka to pycha? No, gdzie pycha? My tylko siebie pokazujemy! I tak siebie pokazujemy, że już nic innego i nikogo nie widzimy. Udało się to diabłu, nie powiem, sztuczka przednia! Prawie, że chciałem mu pogratulować. Selfie może być też narzędziem aniołów, o ile widać na nich innych ludzi albo gdy śmiejemy się  z siebie samych.

A drugi model działania szatana w Internecie to memy i komentarze. Och, to jego żywioł! Przecież można komuś przyłożyć albo nawet i przyp……! Z przekonaniem, że tylko komentujemy, wyrażamy stanowisko. Jak się skaleczysz w palec, po dwóch tygodniach jest już dobrze, jak komuś przywalisz w komentarzu, będzie mu ropieć nawet latami. Diabeł nie jest głupi, podsuwa nam klawiatury, z wideł to byśmy się uśmiali.

No to mamy Wielki Post! I mamy diabła. Nie tylko tego uniwersalnego. Są też diabły polskie, szczególnie miłujące tę ziemię od Bałtyku po Tatry i od Bugu po Odrę. Czterdzieści lat temu Anioł przyniósł nam Solidarność, żebyśmy byli blisko siebie, jedno i w braterstwie, wiem to, przeżyłem to anielskie nawiedzenie Polski. A potem zjawił się diabeł, poszukał w słownikach i za pomocą pozornie czystych haseł – wolność słowa, demokracja, impuls do bogacenia się za wszelką cenę, pluralizm partyjny, etc. – sprawił, że rzuciliśmy się sobie do gardeł, i jesteśmy jak wściekłe psy szczepione w zażartej zajadliwości. Kto mocniej wpije kły w brata, ten – parafrazując nieco Kaczmarskiego – ten chwat, gieroj i the best. No tak –  uśmiechamy się i mówimy – ot, uroki demokracji. A diabeł na boku podkręca wąsa i myśli; „O to chodzi, o to właśnie chodzi!”

Ewangelia na dzisiaj

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy pościł już czterdzieści dni i czterdzieści nocy, poczuł w końcu głód.

Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem».

Lecz On mu odparł: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”».

Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisane jest bowiem: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”».

Odrzekł mu Jezus: «Ale napisane jest także: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”».

Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon».

Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”».

Wtedy opuścił Go diabeł, a oto przystąpili aniołowie i usługiwali Mu. (Mt 4,1 – 11)

Itinerarium