Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Po miesiącu pobytu w
więzieniu następują trudne do odwrócenia – i negatywne – zmiany. Po trzech miesiącach
izolacji za kratami, readaptacja trwa latami. Jacy będą ludzie, którzy od
dwóch, trzech miesięcy wybrali izolację (lub zostali skazani na nią) ?
Najlepsza jest samotność wybrana.
Przyszłość jest
zawsze nie do końca przewidywalna. Dlatego warto i trzeba zaufać miłości. Bo
kto trwa w miłości, trwa w Bogu. I czasem warto mieć coś na głowie wesołego.
Opowiadały
mi niedawno znajome łabędzie o swojej grypie, ptasiej, tej, co się
rozeszła po świecie od r. 1997. U
nich, a także u kaczek i gęsi (dzikich), grypa objawiała się brakiem
apetytu, wzmożoną nerwowością, biegunką i silnym łzawieniem.
No, ale jak sobie
poradziłyście z tą pandemią? – dociekałem. Normalnie – dorwała się do głosu
Pani Łabędziowa – częściej prałam pióra, płukałam łapki w jeziorach, dystans
trzymałam od reszty stada (no, od mojego męża to nie, bo przecież potomstwo
jest bardzo ważne!), nie latałam na sejmiki. No i w ogóle nie słuchałam tych
naszych mediów, znaczy się plotkarskich sójek, szczebiocących bez przerwy zięb
i rozklekotanych bocianów. – Tak było, żona ma rację – dodał Pan Łabędź. On to
jakoś słabo do głosu dochodzi, u ludzi, rzecz jasna, jest – chyba – inaczej.
No i jeszcze –
dopowiadała Łabędziowa – ta nasza miłość! Ja bardzo kocham męża! I wszystkie moje
74 dzieci! To jest siła, ta nasza miłość!
Wolę piekło z tobą
niźli niebo bez ciebie, tak głosił jeden z ruskich „jurodiwych”, czyli dawnych
zwykle wędrownych Bożych szaleńców, spotykanych w Rosji jeszcze w XIX wieku.
Jestem z pokolenia,
które przywykło świętować Wniebowstąpienie
w czwartek, to się zmieniło 16 lat temu, kiedy uroczystość przeniesiono na
niedzielę.
Niebo. Od razu oczy
ku górze, ale tam jest tylko kosmiczna przestrzeń, nie do ogarnięcia,
przepiękna. Niebo, do którego wstąpił Pan Jezus jest gdzie indziej.
Są dwa nieba, gdzie spotkać
możemy Pana Jezusa. Jedno jest w tobie. Zamknij oczy i powędruj w nieskończoną
przestrzeń swojego ducha i obudź się – „Czyż nie wiecie o samych sobie, że
Jezus Chrystus w was jest?” I tak daleko wędruj w siebie aż powiesz z pewnością
– „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie
Chrystus”. We mnie! W tobie!
I drugie niebo, do
którego także oczy są potrzebne. Oczy drugiego. Prawie wszystkie zakochania
rozpoczynają się od tych drugich oczu. W oczach drugiego, radosnych czy
zmęczonych, jest nieskończona przestrzeń. To drugie niebo jest w Drugim
Człowieku. „Gdzie dwaj albo trzej są zebrani w imię moje, tam jestem pośród
nich”. Wystarczą Twoje i moje oczy.
Spójrz w siebie. Spójrz
na Drugiego. To są Twoje wniebowstąpienia.
Ewangelia na dzisiaj:
Jedenastu
uczniów udało się do Galilei, na górę, tam, gdzie Jezus im polecił. A gdy Go
ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do
nich i przemówił tymi słowami:
«Dana Mi jest
wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody,
udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać
wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do
skończenia świata».
Przez ostatnie
przynajmniej dwa miesiące Polacy czytają (oglądają, słuchają) wirusowego Itinerarium
przygotowywanego przez głównie ministra zdrowia, czasem wspieranego przez jego
zastępców lub innych kolegów ministrów.
My, odbiorcy tych
przekazów, wiemy to, co wie minister. A co wie minister? Wie, że nic nie wie.
Skądinąd ta zasada jest dobrze znana – „Scio me nihil scire” („wiem, że nic nie
wiem”) głosił już Sokrates. Nie wiemy nawet skąd minister wie (to czego nie wie
w istocie), bo musi skądś czerpać to, o czym mówi.
Wskutek działań
ministra wiemy na pewno, że las raz może sprzyjać rozwojowi wirusa a raz
przeciwdziałać temuż. Podobnie z cmentarzami, z osławionym już wyjątkiem.
Od roku 1772 (tzw. pierwszy
rozbiór Polski) do r. 1989, czyli przez 217 lat i statystycznie przez 7 pokoleń,
mieliśmy obcą władzę w kraju –
moskiewską, wiedeńską, pruską, napoleońską, potem hitlerowską, wreszcie
sowiecką (pomijam epizod niepodległości 1918 – 1939). I gdzieś w tzw. genach
społecznych mamy zapisaną nieufność wobec władzy, ktokolwiek by ją sprawował.
Ostatnie zaś ponad już 30 lat mamy „swoją władzę”, tzn. wybieraną przez Polaków,
właściwie przez mniejszość, bo frekwencja ledwo sięga połowy uprawnionych.
Zmienność upodobań wyborczych przez te 30 lat jest wysoka i zabawna. Czy ktoś z
Was głosował na Polską Partię Przyjaciół Piwa? Była taka, mam wrażenie, że
działa nadal – co widać po dochodach browarów – choć już bez struktur. A „Akcja
Zawiedzionych Emerytów i Rencistów”? A „Sami swoi”? A „Unia Restytucji
Monarchii”? Tak, takie partie są lub były.
Co zatem wiemy
obecnie? Najpierw to, że trzeba trzymać dystans wobec ludzi, ale tylko wobec
podejrzanych i nieznajomych. Dalej, że warto nosić maseczki, ze względu na
wirusa a może bardziej z powodu smogu. I jeszcze, że często należy myć ręce.
Po lekturze
dzisiejszego wpisu wiemy jeszcze dwie rzeczy. Najpierw wiemy, że minister wie,
że nic nie wie. I po drugie, minister nie wie, że my wiemy iż on wie, że nic
nie wie.
A ja od wczoraj wiem
jeszcze jedno. To, że chleb powszedni, o który modlę się codziennie, wypiekany
jest w Lubartowie. Naprawdę, w piekarni o wdzięcznej nazwie „Szczygiełek”.
Chleba powszedniego życzę każdemu z Was i dobrego humoru na weekend.
Afery religijne i
kościelne, były, są i będą. Do takiego zdania upoważnia mnie znajomość historii
religii, Biblii i Kościoła.
Przypomnę chociażby św.
Dawida, który pozbył się Uriasza, aby poślubić swoją nową kochankę, Batszebę.
Przez wstawiennictwo tego mordercy modlić się możemy 29 grudnia (Martyrologium
Rzymskie). Dawid zgrzeszył, nawrócił się i został przyjacielem Pana Boga.
Innym strasznym
przypadkiem był św. Piotr, które przy śpiewie koguta trzy razy zaparł się
jakiejkolwiek znajomości z Panem Jezusem. Św. Paweł z lubością asystował przy kamienowaniu
św. Szczepana. Ale obaj nawrócili się i dziś wzywamy ich wstawiennictwa (29
czerwca). Historia odnotowuje w późnym średniowieczu papieskie metresy, o
skandalach wypraw krzyżowych i stosach dla rzekomo złych kobiet wiemy wszyscy.
Teraz mamy do
czynienia z paradygmatem Braci Sekielskich i ich filmów, gdzie źle wypadają
księża i niektórzy biskupi. Wszyscy, którzy grzeszą i krzywdzą jakichkolwiek ludzi,
mają tę samą drogę – uznania win, przeproszenia i wynagrodzenia. I powrócenia
do przyjaźni z Panem Bogiem. Napisałem, wszyscy, którzy grzeszą, a powinienem
napisać – „wszyscy, którzy grzeszymy”, bo i ja, i pewnie wielu z Was,
grzeszymy. Ja bardzo.
Nie zazdroszczę żadnemu
biskupowi, mają trudną misję. W moim fachu i wieku, wypada mieć w spisie
telefonów biskupów, arcybiskupów i kardynałów. Mam, ale nie udostępnię.
Najpierw muszą zarządzać armiami księży, wśród których nie brakuje oryginałów,
głuptasów (wiem coś o tym) i czasami przestępców. Mają w swoich diecezjach
liczne zakony, gdzie też zdarzają się różne rzeczy. Muszą dbać o kulejące coraz
bardziej finanse parafii. Zatem, nie zazdroszczę. Powiedziałbym mają „przerąbane”,
w dialekcie młodzieżowym.
Dobrze, możemy krytykować
biskupów, zwłaszcza Wy, tzw. świeccy. Możemy, o ile się za nich modlimy, bo
chyba nikt bardziej w Kościele takiej modlitwy nie potrzebuje. I o ile sami
podejmujemy pokutę za swoje grzechy i winy (ja próbuję). Wedle zasady : „Kto jest bez grzechu, niech
pierwszy …” (napisze złośliwy komentarz, bo rzucanie kamieniami dziś jest chyba
passe).
Drogie siostry i
bracia drodzy! Módlcie się za nas grzesznych księży, biskupów i kardynałów,
abyśmy mieli ducha nawrócenia. I my za Was, o to samo, modlimy się. W tym
przypadku „my” odnoszę tylko do siebie, grzesznego księdza, bo mam nadzieję, że
przed wyższymi stopniami Pan Bóg mnie uchronił.
Dobrze, koniec kazania
idę się modlić, a potem ruszam do walki ze skutkami wirusa, o czym już jutro.
Zorientowałem się, że
ostatnie 45 lat mojego życia upłynęło w różnych konfiguracjach w związku z
Janem Pawłem II. Pierwsze, nieświadome spotkanie odbyło się w sierpniu 1975 r.
w Kołobrzegu. Obchodzono tam wówczas 975-lecie utworzenia biskupstwa. Licznemu
gronu biskupów przewodniczył na Mszy Świętej kard. Karol Wojtyła, kazanie wygłosił
Prymas Wyszyński. Mnie w czasie tej uroczystości przypadł – dzięki księdzu
Antoniemu Zielińskiemu – obowiązek przeczytania jednego z czytań liturgicznych.
Ponieważ byłem już po mutacji głosu, nadawałem się na lektora. Z tego co
pamiętam swoją rolę odczytałem za szybko.
Potem, 16
października 1978 r. wisiałem na dzwonie
w Lipiu ogłaszając wybór polskiego Papieża (o wspólnocie w Lipiu proszę sobie poczytać
w Internecie). W czerwcu następnego roku, wyrwałem się ze śpiworem – mimo sprzeciwu
rodziny (bo przecież były sianokosy!) – i objechałem za Janem Pawłem II kilka
miast, przezeń odwiedzanych. Dzięki przyjaciołom z Gniezna i Krakowa, miałem dobre
miejsca na spotkaniach. A dzięki sprytowi w Częstochowie siedziałem bardzo blisko
Papieża, na Wałach Jasnej Góry. Rano, chyba po 6:00, na Wały wyszedł
korpulentny paulin i ryknął do nas śpiących na trawie: „Macie tu 100 biletów,
kto złapie wchodzi na Wały”. Jasne, że złapałem sfruwające z wysoka bilety,
nawet chyba cztery.
Miesiąc potem zdawałem
już egzaminy na KUL w Lublinie. I zaraz zetknąłem się z charakterystyczną podówczas
lubelską rezerwą wobec Wojtyły. No bo oni (Krąpiec, Kamiński, s. Zdybicka)
zajmowali się Arystotelesem i św. Tomaszem z Akwinu, a ten doktor z Krakowa
epatował jakimiś nowalijkami w stylu M. Schelera. Potem było jeszcze spotkanie
w Częstochowie na przełożonym (z powodu stanu wojennego) Jubileusz 600 –lecia Jasnej
Góry (1983).
Dwa kolejne
spotkania, osobiste już, to pielgrzymki z osobami niepełnosprawnymi i
upośledzonymi do Rzymu (niezapomniane osiągnięcia ks. Janusz Rzeźnika, wówczas
kapelana przy PSK 1 na ul. Staszica). A dalej to już liczne Światowe Dni
Młodzieży z mniejszymi i większymi grupami lubelskiej młodzieży. Najbardziej
zabawne było spotkanie w Loreto (1995), bo wdarłem się – jestem sprytny – wraz z
ks. Mirkiem Zającem (którego nawet nazwisko predysponuje do płochliwości) do ścisłego
grona w koncelebrze, jakieś 20 metrów od Papieża. Mianowicie mieliśmy zawinięte
głowy ręcznikami przed słońcem i tak paradując w albach szliśmy w stronę
ołtarza. Wyglądaliśmy pewnie dość oryginalnie, bo pierwszy napotkany Włoch z
ochrony, zapytał – Koptowie? Melchici? Ja do Mirka – „Mów, że tak, bo nas
wygonią!” Pokiwaliśmy głowami i skierowano nas do stall z obrządkami
wschodnimi, bardzo blisko Ojca Świętego. Na wszelki wypadek, aby uniknąć
kłopotów żegnaliśmy się po wschodniemu. Wtedy też jedyny raz przy spotkaniu z
Papieżem zakląłem, ale nie ostro. W pewnym momencie Jan Paweł II potknął się i
lekko obsunął w stronę kard. Dziwisza. I co? Połowa kardynałów, metropolitów,
patriarchów czym prędzej wyciągnęła spod ornatów aparaty fotograficzne i
zaczęła papieskie potknięcie uwieczniać! A my, polscy księżulkowie, pobożni, w
rękach mieliśmy tylko różańce! (inna sprawa, że na dobre aparaty nie było nas
stać). „Patrz Mirek, mówiłem do kolegi, zamiast się modlić, to błyskają tymi
swoimi kodakami! Phi, hierarchia!”
Pomijając wszystkie następne
ŚDM-y, wspomnę jeszcze ostatnie spotkanie w wersji na żywo. Błonia w Krakowie,
18 sierpnia 2002 i testament Jana Pawła II, który noszę do dziś w sercu:
„Trzeba spojrzenia
miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad
głową, możliwości godnego utrzymania rodziny, wykształcenia dzieci doznaje
poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba «wyobraźni
miłosierdzia», aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie;
aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie
różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i
moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej
wyobraźni miłosierdzia wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca
miłosierdzia: «Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj». Oby dzięki bratniej
miłości tego chleba nikomu nie brakowało! «Błogosławieni miłosierni, albowiem
oni miłosierdzia dostąpią» (Mt 5, 7).”
Tej wyobraźni sobie i
wam życzę w obfitości. No i sprytu!
Zdjęcie – kwiecień 2005, marsze po odejściu JP II, ruszające
spod k-ła Świętego Ducha (ja w tej ładnej żółtej chustce).
Wierzymy w Świętych obcowanie i Świętych przemieszczanie się, dlatego
wierzymy, że jesteś wśród nas. Chcieliśmy dzisiaj znaleźć się w Rzymie,
Watykanie, przy Twoim grobie, aby świętować 100-tną rocznicę Twoich urodzin.
Ale to jest niemożliwe teraz, obiecujemy, że pojedziemy tam, kiedy już będą
otwarte granice.
Chcieliśmy przyjechać my, ludzie ubodzy z Lublina i okolic, my którzy nie
mamy stałego adresu, którzy mieszkamy w altankach na ogródkach działkowych, w
opuszczonych budynkach, a czasem w śmietnikach. Chcieliśmy przyjechać my,
którzy niedawno opuściliśmy więzienia i zakłady karne i teraz próbujemy zacząć
nowe życie. Chcieliśmy przyjechać my, wolontariusze, którzy codziennie dzielimy
się z innymi zupą, kanapkami i herbatą.
My wszyscy chcieliśmy Ojcze Święty, przyjechać do Rzymu, aby Ci
podziękować, że w czasie swojej służby Kościołowi, pielgrzymowałeś do naszej
Ojczyzny, ale i do 128 innych krajów na świecie. Podziękować za Twoje słowa i
modlitwę, bo dzięki niej nasza Polska jest wolna już ponad 30 lat, a Ukraina od
29 lat, bo nie ma już muru Berlińskiego, bo dzięki Tobie świat tak bardzo
zmienił się na lepsze. Za to, że 33 lata
temu odwiedziłeś Lublin, nasze miasto i że 19 lat temu odwiedziłeś Lwów. I za
to, że w czasie wizyty w Lublinie i we Lwowie padał deszcz.
Chcieliśmy Ci podziękować za to, że zawsze pamiętałeś o ludziach ubogich,
smutnych, samotnych, bezrobotnych, bezdomnych. Za to, że odwiedzałeś więźniów,
w tym i swojego niedoszłego zabójcę Ali Agcę. I chcemy Ci podziękować za to, że
uczyłeś nas jak wierzyć, jak nie tracić nadziei i jak kochać.
Nie wszystko z Twojej nauki spełniliśmy. I dlatego chcemy Cię przeprosić za
kłótnie i niezgody w naszych narodach, za kłótnie w Sejmie. Za to, że w naszym
Polskim Kraju zamknięto granice dla uchodźców. Za to, że dużo w nas egoizmu,
kłamstwa, złych słów, fake-newsów.
Dzisiaj, Ojcze Święty, w Polsce dużo mówi się, że trzeba nasz Kraj
ODJANIEPAWLIĆ, tzn. że za dużo jest Twoich pomników, ulic Twojego imienia,
szkół i szlaków turystycznych. Trochę w tym racji, bo Tobie chodziło o co
innego. O to, żeby nie było ludzi samotnych, bezdomnych, bezrobotnych, odepchniętych i krzywdzonych.
Ale, Ojcze Święty, chcemy Ci powiedzieć, że my chcemy ZAJANIEPAWLIĆ Polskę i
świat. Chcemy więcej Ciebie! Chcemy więcej Twojej myśli, Twoich idei, Twojego
Ducha! Chcemy Cywilizacji miłości – BYĆ NAD MIEĆ, ETYKI NAD TECHNIKĄ, CZŁOWIEKA
NAD RZECZĄ I MIŁOSIERDZIA PRZED SPRAWIEDLIWOŚCIĄ.
I powtarzamy dzisiaj Twoją modlitwę z Warszawy , z r. 1979, kiedy wołałeś –
„Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!” Ufamy, że możesz
Ojcze Święty i teraz uprosić nam Ducha odnawiającego Polskę i świat.
I z ogłoszeń:
Dołączam jedno z moich zdjęć z Janem Pawłem II, proszę znaleźć trzy
szczegóły różniące tego chłopaka z wąsami z r. 1984 i moją aktualną fizjonomią.
Nie będzie trudno.
I druga rzecz, jutro pomiędzy godziną 10:00 a 13:00 będę gościnnie
prowadził program w Nowym Radiu www.noweradio.pl
. I będę zastanawiał się czy mamy ODJANIEPAWLIĆ Polskę czy też bardziej ją ZAJANIEPAWLIĆ?
Będę wdzięczny za głosy, w postaci komentarzy
tutaj oraz za telefony 81 478 55 55 jutro. Dziękuję.
Jeszcze na początku
tego roku marzyliśmy – bezdomni, ubodzy, byli więźniowie i wolontariusze z
Lublina – o pielgrzymce do Rzymu na 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II.
Zbieraliśmy pieniądze, rozpoczęliśmy spotkania przygotowawcze, planowaliśmy jeszcze
odwiedzić Asyż.
Ale jest inaczej, do
Rzymu pojedziemy Kiedyś. Jutro, w niedzielę 17 maja, planowani uczestnicy
pielgrzymki i inne osoby, w sumie ok. 120, zbierzemy się w Hali Targów
Lubelskich, zachowamy odpowiednie odległości, włożymy maski, rękawiczki, popsikamy
się przed i po właściwymi płynami. Nawet ozonowanie po wszystkim nastąpi.
Czeka nas jednak
dobra pielgrzymka, nie w kilometrach ale w przestrzeni ducha. Nie pojedziemy do
Rzymu, ale mam pewność, że Jan Paweł II przybędzie do naszej Hali, teraz dla
Niego taka wyprawa to pestka. Skoro wierzymy w świętych obcowanie (co wyznamy jutro
w Credo), to przecież i w świętych przemieszczanie się, racja? Z naszej strony
potrzeba wejścia w swojego ducha, przez skupienie, ciszę, modlitwę i wiarę, to
może się nam udać. Jan Paweł II jest zaproszony, na pewno będzie.
Możecie być też i Wy,
jeśli macie Internet, a pewnie macie, jeśli to czytacie. Mszę Świętą zaczynamy
o 12:00. Transmisja będzie na stronach: www.itinerarium.pl
i www.noweradio.pl oraz na profilach
Facebook tych stron. Rozpocznie się ok. 11:30. Na koniec połączymy się z s.
Małgosią Chmielewską, bardzo nam bliską.
Mocno proszę o
udostępnianie i przeklejanie tej informacji, abyśmy jutro duchowo mogli się Razem
odnaleźć i świętować.
Dziękuję, ks. Mietek.
Zdjęcie z naszej pielgrzymki
do Kowna na spotkanie z papieżem Franciszkiem, wrzesień 2018.
Tak jak już
anonsowałem, w sobotę zaczynamy świętować 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II. Jego
pomysłem jest globalizacja solidarności, o niej mówił 20 lat temu tak:
„Potrzebna jest, jak już powiedziałem przy innych okazjach, globalizacja solidarności, która musi z kolei opierać się na «kulturze solidarności», jaka winna przenikać serce każdego człowieka. Globalizacja jest dziś zjawiskiem obecnym we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia, ale jest też zjawiskiem, którym należy mądrze kierować. Potrzebna jest globalizacja solidarności.” (Rzym, 1.05.2000)
https://vimeo.com/418996361/17d436fab6
W sobotę 16 maja,
wierni wezwaniu Papieża do globalizacji solidarności oddajemy antenę naszego
Nowego Radia www.noweradio.pl przybyszom
z innych krajów. I tak w godz. 8:00 – 10:00 rano, zagości w radiu język
ormiański (Armine Ożga – Margaryan). Audycję w języku ukraińskim możecie
usłyszeć w godz. 11:00 – 13:00 (Tania i Andrzej), od 14:00 do 15:00 w języku
arabskim (Syryjczyk Assef Saloom) a w godz. 16:00 – 17:00 program poprowadzą
dwie Czeczenki – Lida i Luiza.
Dzisiaj kiedy
nasilają się w Polsce chuligańskie ataki wobec obcokrajowców, chcemy dać im
głos. Prosimy o wsparcie, aby to umożliwić.