JADWIGA NA TRUDNE CZASY Poniedziałek 8 czerwca 2020

Każdego dnia znajdziemy w kalendarzu liturgicznym wspomnienie jakiegoś świętego czy błogosławionego, niekiedy nawet dotyczy to kilku jednocześnie. To nie dziwi, bo przez ponad 2 tysiące lat Kościoła liczba znaczących postaci bardzo się rozrosła.

Na liście powszechnie znanych – i wzywanych jako orędowników – świętych znajdziemy oczywiście Marię z Nazaretu, Józefa, Piotra i Pawła, Jana Chrzciciela i inne postaci związane z Ewangelią. Spoza tego kręgu zdecydowanie wybija się św. Franciszek.

         W panteonie najbardziej rozpoznawalnych aureoli mamy też reprezentantów Polski. Aktualnie, dzięki koronce, bardzo znana i kojarzona z Polską jest św. Faustyna. Dotyczy to także św. Jana Pawła II, który już za życia uznawany był za świętego; ponadto z racji swoich 102 pielgrzymek po całym świecie i spotkań z setkami milionów ludzi, pozostaje wciąż w żywej pamięci (powiedziałbym „podręcznej”) pokoleń od 30 – latków wzwyż. Trochę wcześniej podobnie było ze św. Maksymilianem, a bł. ks. Jerzy Popiełuszko wciąż bliski jest niektórym narodom (np. spotkałem się z Jego żywym kultem na Kubie).

Mamy też specjalną kategorię świętych, których nazwałbym „narodowymi” czy wręcz „państwowymi”. To postaci, które zaważyły na losach narodów w czasach kształtowania się ich tożsamości. Dla Czechów jest to św. Wacław, dla Węgrów św. Stefan, a dla nas święci Wojciech i Stanisław. Do końca II Rzeczpospolitej, wysuniętej granicami daleko na Wschód, popularni byli święci związani z historią Kresów – św. Kazimierz, Andrzej Bobola, Jozafat Kuncewicz i patronka dzisiejszego dnia św. Jadwiga Królowa. Tę nazwałbym „państwowotwórczą”, ponieważ jej życie i misja doprowadziły do otwarcia się Polski na Litwę i Ruś. W efekcie powstała ogromna Rzeczpospolita, dzisiaj zwana Pierwszą.

Oprócz pożytków poznawania historii Polski, znajomość świętych pozwala też docenić rolę jednostek, osób i ich wpływu na dzieje narodu. Dziś skłonni jesteśmy przyznawać największy wpływ pieniądzom, zbrojeniom i sojuszom. Nie znajdziemy jednak w naszej historii 25-latki, która tak mocno oddziałała na kształt Polski jak św. Jadwiga. Niech zatem Ona dzisiaj opiekuje się nie tylko Krakowem i Kresami ale i całą Polską, zwłaszcza, że znowu mamy trudne czasy.

Krótko o św. Jadwidze:

Święta Jadwiga Andegaweńska (1374-1399) była władczynią Polski. W wieku 10 lat została koronowana na królową, a w wieku 12 lat wyszła za mąż za księcia litewskiego Władysława Jagiełłę, pieczętując tym samym unię polsko-litewską i przyczyniając się do chrystianizacji Litwy.

Była od dziecka przygotowywana do rządzenia, została wszechstronnie wykształcona. Skupiła na swoim dworze elitę intelektualną i duchową Polski. Hojnie wspierała kościoły i klasztory, dbała o ubogich. Zleciła pierwsze w naszej historii tłumaczenie Księgi Psalmów na język polski i odnowiła Akademię Krakowską. Była roztropną i bogobojną władczynią. Zmarła w wieku 25 lat na skutek komplikacji poporodowych. Kiedy w XX w. otwarto jej grób, badania wykazały, że była kobietą silnej budowy i bardzo wysoką (177–180 cm).

Itinerarium

TRÓJCA DO POKOCHANIA Kazanie na Uroczystość Trójcy Świętej 7 czerwca 2020

Mogę to kazanie o Trójcy Świętej zacząć od zacytowania św. Tomasz (z Akwinu), uznawanego za specjalistę od trynitologii, czyli właśnie nauki o Trójcy. Całość cytatu na końcu wpisu. Tomasz tak to ujął:

CZY W BOGU JEST TRÓJCA ?

 Zdaje się, że w Bogu nie ma Trójcy, bo:

 Każda nazwa albo w Bogu oznacza jestestwo, albo stosunek. Lecz nazwa “Trójca” nie oznacza jestestwa-istoty: orzekałaby przecież o poszczególnych Osobach. Nie oznacza również stosunku, gdyż nie jest nazwą wyrażającą odnośność. A więc nie należy stosować nazwy “Trójca” do Boga.

Ale podejdę do tego prościej, na zasadzie pewnej historyjki (mojego autorstwa).

Pewien mąż, z trudem albo wcale nierozumiejący swojej żony, wyznał w końcu:

– Wiesz, kochanie, nie jestem w stanie Cię zrozumieć …

– Dobrze, dobrze, ale kochasz mnie ?

– Staram się kochanie, bardzo się staram!

– To wystarczy, dziękuję!

I chyba tak jest z  tajemnicą Trójcy  Świętej. Jest do podziwiania i pokochania. Dla niewielu z nas może do pojęcia i zrozumienia. Jednak najpierw do pokochania.

Św. Tomasz o Trójcy Świętej:

 CZY W BOGU JEST TRÓJCA ?

Zdaje się, że w Bogu nie ma Trójcy, bo:

 1. Każda nazwa albo w Bogu oznacza jestestwo, albo stosunek. Lecz nazwa “Trójca” nie oznacza jestestwa-istoty: orzekałaby przecież o poszczególnych Osobach. Nie oznacza również stosunku, gdyż nie jest nazwą wyrażającą odnośność. A więc nie należy stosować nazwy “Trójca” do Boga.

 2. Nazwa “Trójca” oznacza wielość, zatem wydaje się być nazwą zbiorową. Takiej jednak nazwy nie można stosować do Boga, gdyż jedność, jaką wyraża nazwa zbiorowa, jest najsłabszą jednością; wiadomo zaś, że Bóg stanowi najwyższą jedność. A więc nazwa “Trójca” nie odpowiada Bogu.

 3. Wszystko, co jest troiste, jest trojakie. Lec w Bogu nie może być trojakości, skoro jest ona gatunkiem nierówności. A więc nie może być w Nim i troistości – Trójcy.

 4. Cokolwiek jest w Bogu, stanowi Jego jedyną istotę gdyż Bóg, to Boska istota. Jeśli więc przyjmiemy Trójcę w Bogu, wówczas wejdzie ona w jedność Boskiej istoty, a wtedy będziemy mieć w Bogu aż trzy istotowe jedności, co jest jawną herezją.

 5. W Bogu konkret orzeka o oderwalniku czy abstrakcie; odnosi się to zresztą do wszystkiego, cokolwiek mówimy o Bogu. I tak Bóstwo jest Bogiem, ojcostwo jest Ojcem. Co do Trójcy, to wcale nie można rzec: Trójca jest troista, gdyż to równało by się herezji, że w Bogu jest aż dziewięć rzeczy. A więc nie należy do Boga stosować nazwy “Trójca”.

Liturgia słowa:

(J 3,16-18)

Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

Itinerarium

MOŻE PIES ZASZCZEKA Sobota 6 czerwca 2020

Pani Genowefa mieszka jakieś trzydzieści kilometrów od Lublina. Na wsi, z której wyjechali wszyscy zdolni do pracy. Jedni zagranicę, inni jako „słoiki” do Warszawy, Wrocławia i Poznania. Starszy syn zarabia na lepszą przyszłość pod Dublinem, młodszy pod Krakowem, mają tam mieszkania i dzieci przy sobie. Ten spod Krakowa przyjeżdża do matki raz w roku, w lecie. Emigrant zwykle co dwa lata. A pani Genowefa jest już po 80-tce, owdowiała prawie 30 lat temu.

Do najbliższych sąsiadów, samotnego małżeństwa,  jest trzysta metrów. Oni mają telefon komórkowy, na który dzwonią od czasu do czasu irlandzkie i krakowskie dzieci czy wnuki. Co będzie, jak pani Genowefa nagle zasłabnie? Dalsza rodzina jest faktycznie dalsza albo nawet bardzo daleka, nie zagląda na wieś. Sąsiedzi mają swoje dzieci i wnuki, do p. Gieni nie zachodzą, ma przecież swoje dzieci i wnuki.

Szczęściem w zagrodzie u p. Gieni zgodnie mieszkają trzy koty i jeden pies. Koty mają swoje sprawy, ale pies może zaszczekać. No nie po to, aby sprowadzić pogotowie. Ale z głodu. I wtedy ktoś może w porę odnajdzie świętej pamięci panią Gienię i godnie pochowa.

Itinerarium

KOCHAJCIE STARE KSIĘGI Piątek 5 czerwca 2020

Kilka lat temu przy przekraczaniu granicy z Białorusią zdarzyła mi się zabawna historia. Młody celnik zainteresował się moim brewiarzem (księga codziennej modlitwy).

– A ile lat ma ta księga?

– No ponad 3 tysiące lat … – zażartowałem robiąc aluzję do daty powstawania pierwszych ksiąg biblijnych.

– To zabronione! – poważnie skomentował stróż granicy – Zaraz sprawdzę.

Sprawdził, brewiarz wydrukowano w r. 1984, zatem nie spełniał warunków konfiskaty. Z celnikami w ogóle nie warto żartować, nudzą się na granicach, narkotyki trafiają się rzadko. Poza tym to zwykle młodzi chłopcy i młode dziewczyny, słabo opłacani, zwykle nie załapali się na lepsze fuchy. Nie wiem, czy ktokolwiek w dzieciństwie marzył, aby zostać celnikiem.

Miłość do ksiąg, zwłaszcza starych mam ogromną. Powiem szczerze, że po latach odnoszę wrażenie, iż wszystko co napisano po Biblii (ale i w Koranie i w Księgach Wedy i w Bhagavadgicie), co napisano po Platonie, Arystotelesie i innych dawnych mistrzach jest formą mniej lub bardziej udanego komentarza do tamtych tekstów.

Moja najstarsza Biblia ma już 94 lata, w genialnym przekładzie  ks. Jakóba Wujka, na przykład Ps 23 brzmi tak: „Pan mną rządzi  i nic mi nie braknie. Na miejscu paszy tam mnie postawi, nad wody pokrzepienia mnie prowadzi, duszę moją pokrzepia! Bo choćbym chodził wpośród cienia śmierci, nie będę się obawiał zła, Ty bowiem jesteś ze mną …”

Kochajcie stare Księgi, w nich jest prawda, jak ta z Canticum canticorum” – „Wody mnogie nie mogły ugasić miłości, i rzeki nie zatopią jej”.

I przy okazji, w dziele „Zjednoczenie narodów cnych: polskiego, litewskiego, ruskiego”, autor, Henryk Litwin pisze: „Prawdopodobnie w 1567 r. ukazały się w Lublinie pierwsze wydania prasy polskiej w postaci Nowin Lubelskich. Nie zachowały się żadne egzemplarze tego tytułu, znanego dziś jedynie ze wzmianek dziewiętnastowiecznych autorów – Michała Wiszniewskiego i Karola Estreichera. Trudno jednak podważać autorytet tak wybitnych badaczy, możemy zatem przyjąć że pierwsze polskie czasopismo pojawiło się właśnie w Lublinie”. Jak by ktoś na strychu czy w piwnicy znalazł jakiś egzemplarz, chętnie odkupię!

Itinerarium

ROZUM TRZA MIEĆ! Czwartek 4 czerwca 2020

W środę 3 czerwca wirus odebrał życie 23 osobom w Polsce, to najwięcej od 2 tygodni. To jakiś sygnał, że nie jest jeszcze dobrze. Dodać trzeba, że zapewne jakaś liczba zmarłych umyka statystykom, co jest oczywiste.

Jasne, że potrzebne są takie czy inne regulacje prawne, zmierzające do opanowania sytuacji. Jednak żaden dekret czy przepis nie nakaże włączenia rozumu i krytycznego myślenia. Współczesność nauczyła – zwłaszcza najmłodsze pokolenia – że do życia wystarczy smartfon z Internetem. Na końcu dołączam mój dawny wpis o Internecie i mądrej (choć niekoniecznie wykształconej) góralce.

Nieużywanie rozumu podpowiada, żeby iść – w końcu – do kina, na mecze i koncerty. Całkowicie rozumiem te tęsknoty, ale na żadne powyższe imprezy nie pójdę. Nie jest to potrzebne ani do życia ani do szczęścia. W ogóle mam wrażenie, że na wszystkich dobrych filmach już byłem, tak samo jak na pięknych koncertach, a prawdziwe mecze piłkarskie zakończyły się jakieś 20 lat temu. Wtedy grali jeszcze ludzie, teraz główną rolę grają pieniądze.

Pomimo wszystko zachęcam, aby nadal nosić maseczki w miejscach gdzie spotkamy większe grupy osób, trzymać się tych 2 metrów  (specjaliści mówią, że wystarczy 1 m 35 cm), jeszcze częściej i dokładniej myć ręce, jeść dużo witamin, dłużej spacerować, opowiadać same śmieszne historie.

A co z chodzeniem do kościoła? W maseczkach i 2 metry (no, niech będzie 1,35 m) od siebie. Pierwszą świątynią, którą możemy w każdej chwili nawiedzić jest nasze serce („Czyż nie wiecie o sobie samych, że Jezus Chrystus jest w was?” – 2 Kor 13,5).

Rozum jest darem Bożym, wartym wykorzystywania. A smartfony? O tym piszę już na samym końcu.

MĄDRA GÓRALKA

Jacyś cwaniacy umieścili w Internecie ofertę bardzo tanich turnusów w Zakopanem. Były nawet wizualizacje pensjonatu, pokoi i łazienek, przykładowe i wypasione menu. Trzeba było tylko przy rezerwacji wpłacić chyba połowę sumy, jakieś dwie stówki. Chętni zapłacili i pojechali do Zakopca, a tam żadnego pensjonatu, że o łazience nie wspomnę. Reporter, który badał sprawę, zapytał góralkę, co myśli o sprawie. Góralka zaś mniej więcej skomentowała tak:

– Panie, Internet Internetem, ale rozum trza mieć. Jak czegoś nie ma, to nie ma. Jak nie ma pensjonatu, to nie ma. A jak se cepry wykupili spanie w Internecie, to niech tam śpią teraz! Niech se tam teraz jedzą w tym Internecie i sikają i się kąpią. No, panie, Internet! Rozum to trza mieć!

ENTER ZAMIAST AMEN

Zauważyłem, że smartfon stał się dla wielu ludzi reżyserem ich życia. Rezonans na działanie tego małego urządzenia staje się celem samym w sobie. Właściwie obserwuję zjawisko posługiwania się ludźmi przez smartfony, tak nie pomyliłem się – nie tyle ludzie posługują się smartfonami, co smartfony posługują się ludźmi. Przy czym nie sądzę, że działa tu jakiś spisek twórców aplikacji, raczej następuje mimowolne podporządkowanie się „mocom” techniki.

Kilka dni temu dzwonię do pewnej pani (poważnej), nie odbiera. W niecałą minutę otrzymuję smsa: „Kończy się komunia św., za 10 minut oddzwonię”. Inna pani (mniej poważna) stwierdziła, że w sytuacjach, które można nazwać intymnymi, zawsze tak ustawia smartfon, żeby móc od czasu do czasu spojrzeć na jego ekran. Historie śmierci wyreżyserowane przez telefony komórkowe, poprzez pisanie/odbieranie wiadomości w trakcie jazdy samochodem, wchodzenie pod pojazdy przy przeglądaniu portali internetowych, są dobrze znane. Prawdopodobnie liczba ofiar zamachów terrorystycznych byłaby niższa, gdyby w ich trakcie pierwszym odruchem uczestników było rzucanie się do ucieczki a nie sięganie po smartfon w celu uwiecznienia niezwykłych chwil.

Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy ktoś natrętnie zmusza nas – „Musisz to zobaczyć”, „Przestań teraz myśleć!”, „Wyjdź stąd!”. Oburzamy się, nikt nie będzie nam rozkazywał! Nikt, oprócz smartfonu. To jego funkcje – dźwięki, obrazy, teksty – powodują, że wybiegamy z ważnych spotkań, przerywamy wizyty, nie doczytujemy do końca artykułu. Jesteśmy na zawołanie smartfonu, jesteśmy jego sługami, gotowymi prawie zawsze zareagować na jego sygnał.

Postępujcie drogą miłości, zachęca Pan Bóg w Piśmie Świętym. No ale jak Panie Boże, jak? Jak, skoro znowu przyszedł sms (tylko z reklamą, ale zawsze coś)?

Poważny pan stoi pięć metrów przed ołtarzem, właśnie kończę modlitwę eucharystyczną  (ta przed Ojcze Nasz). Szybko znajduje srebrny smartfon, zgrabnie wciska przycisk „Odbierz” i głośno rzuca: „Zadzwoń później, na mszy jestem”. A ja swoje – „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego,  wszelka cześć i chwała, prze wszystkie wieki wieków”. A lud Boży: „Amen”. Obawiam się, że kiedyś usłyszę „Enter”.

Itinerarium

ŚPIĘ A SERCE CZUWA Środa 3 czerwca 2020

Niedawno rozmawiałem o modlitwie serca. To chyba ważne. W naszej części świata i Kościoła, dominuje modlitwa warg i rzadko uczy się modlitwy umysłu, a już bardzo rzadko modlitwy serca.

Modlitwa serca jest najgłębszą przestrzenią spotkania z Bogiem. Kiedy ona się rodzi w sercu, może potem stać się treścią myśli i może wyrazić się w słowach. Może, ale nie musi.

Odwołując się do swoich doświadczeń, myślę, że w sercu może znaleźć się trojaki impuls, rodzący życie Boże: słowo, obraz, dźwięk. Mogą inspirować pojedynczo, a czasem w jakichś połączeniach.

Dobrze jest, zaczynając drogę do modlitwy serca, wziąć werset psalmu, Ewangelii czy inne zdanie z Biblii. Najlepiej krótkie, coś w stylu tweeta. Na przykład: „Stańmy przed obliczem Jego z  uwielbieniem” (Ps 95) albo „Przenikasz i znasz mnie Panie” (Ps 139). Można powtarzać taki werset kilkanaście lub kilkadziesiąt razy, czekając aż to słowo osiądzie bardzo głęboko w sercu i rozbudzi je.

Impuls do obudzenia serca może także przyjść ze słowa zaczerpniętego z jakiegoś dzieła z Tradycji, szczerze polecam znakomite „tweety” Tomasza a Kempis („O naśladowaniu Chrystusa”) – na przykład: „Nie wstydź się służyć ludziom z miłości do Jezusa Chrystusa i uchodzić w życiu za biedaka. Nie polegaj na samym sobie, ale buduj swoją nadzieję na Bogu”.

Można także sięgać do rzeczywiście natchnionych poezji, np. „Przez wszystko do mnie przemawiałeś Panie/ Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie/ Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem …” – Norwid jest akuratny bardzo. Nie wolno się tylko śpieszyć, potrzeba minimum kwadransa (15 minut),a by słowo mogło osiąść w sercu, zakorzenić się w nim i zjednoczyć z Bogiem.

W takim doświadczeniu nieważne są myśli i słowa. Ważny jest żar serca, przy czym nie mam na myśli jedynie uczuć, chociaż one zwykle się pojawiają.  To jest stan serca, który opisuje Pieśń nad Pieśniami: „Ja śpię, lecz serce me czuwa” (5,2).

Itinerarium

UCZYŃ SERCA NASZE WEDŁUG SERCA TWEGO Wtorek 2 czerwca 2020

Przed laty Czerwone Gitary pytały w piosence „Kto na ławce wyciął serce i podpisał głupiej Elce? Kto ? No powiedz kto?”.  O sercu słyszymy w co drugiej balladzie, serce bywa w nich w rozterce, bywa rozdarte i zakochane, czasem smutne i broczące krwią. Pomimo mdławej otoczki, serce jest każdemu bliskie.

W czerwcu wielu z nas modli się słowami litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Siostra Anna Magdalena Remusat, francuska wizytka, ułożyła pierwsze 27 (ze wszystkich 33) wezwań w roku 1718, pozostałe 6 dodała s. Magdalena Joly, z tego samego zakonu. Papież Leon XIII zatwierdził tekst litanii w roku 1899.

Litanię kończymy wezwaniem: Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według Serca Twego. Wcześniej prosimy, aby wzorem Jezusa, nasze serca były cierpliwe i  wielkiego miłosierdzia, hojne i posłuszne, aby stały się „gorejącymi ogniskami miłości”.

Czasy, w jakich żyjemy, napełniają nasze serca lękami, gniewem, smutkiem i rozpaczą, nie tylko z powodu wirusa. W Polsce co roku samobójstwo popełnia prawie 7 tys. osób, to prawie dwukrotnie więcej niż liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych.

 Serca wypełnione gorejącą Bożą miłością bronią się przed inwazją zła i ciemności i ratują też inne serca zrozpaczone. Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne, zmiłuj się nad nami.

Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, w łonie Matki Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, nieskończonego majestatu, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, świątynio Boga, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, przybytku Najwyższego, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, domie Boży i bramo niebios, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, sprawiedliwości i miłości skarbnico, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, cnót wszelkich bezdenna głębino, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, wszelkiej chwały najgodniejsze, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, królu i zjednoczenie serc wszystkich, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, w którym są wszystkie skarby mądrości i umiejętności, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, w którym mieszka cała pełnia Bóstwa, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, z którego pełni wszyscyśmy otrzymali, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, odwieczne upragnienie świata, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, źródło życia i świętości, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, zelżywością napełnione, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, dla nieprawości naszych starte, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, aż do śmierci posłuszne, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, włócznią przebite, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, źródło wszelkiej pociechy, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, krwawa ofiaro grzeszników, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, zbawienie ufających Tobie, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, nadziejo w Tobie umierających, zmiłuj się nad nami.
Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich Świętych, zmiłuj się nad nami.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

K: Jezu cichy i pokornego serca,
W: Uczyń serca nasze według Serca Twego.

Módlmy się. Wszechmogący, wieczny Boże, wejrzyj na Serce najmilszego Syna swego i na chwałę, i zadośćuczynienie, jakie w imieniu grzeszników Ci składa, † daj się przebłagać tym, którzy żebrzą Twojego miłosierdzia, * i racz udzielić przebaczenia w imię tegoż Syna swego, Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Itinerarium

15 – LATKA I DUCH MIŁOŚCI Poniedziałek 1 czerwca 2020

Mamy dzisiaj kościelne święto – Maryi, Matki Kościoła. Nawiązuje ono do zapisu z Dziejów Apostolskich, modlitwy Maryi z Apostołami w Wieczerniku (patrz na końcu wpisu). To młode święto, w Polsce obchodzone od 1971 r., a na  świecie od 2018. U nas nie jest to obecnie dzień wolny od pracy (ustawowo).

Jak było wcześniej? W okresie między wojnami (1918 -45), Polacy wolne mieli 1 stycznia, 6 stycznia (Trzech Króli), 3 maja, w dzień Wniebowstąpienia (czwartek), Bożego Ciała (czwartek), Piotra i Pawła (29 czerwca), 15 sierpnia (Wniebowzięcie NMP), 1 listopada, 8 grudnia (Niepokalane Poczęcie NMP) i 25 grudnia (Boże Narodzenie). Zaraz potem dodano jeszcze 2 lutego (MB Gromnicznej), drugi dzień Bożego Narodzenia (26 grudnia), poniedziałek po Wielkanocy i poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego (czyli dzisiejszy dzień). Dopiero w r. 1937 11 listopada stał się Dniem Niepodległości. Komuniści do r. 1960 znieśli następujące wolne dni: 6 stycznia, 2 lutego,  3 maja, 29 czerwca, 15 sierpnia, 8 grudnia i właśnie drugi dzień Zesłania Ducha Świętego (czyli dzisiaj). Za to wprowadzono 1 maja (Święto Pracy), 9 maja (zwycięstwo nad faszyzmem) i 22 lipca (instalacja Polski Ludowej). Po r. 1989 wróciły następujące święta (i dni wolne od pracy) – 6 stycznia, 3 maja, 15 sierpnia i 11 listopada. Odpadły nam jednak 9 maja i 22 lipca.

Nie jestem pewien, ale chyba do niedawna wyznawcy zielonoświątkowców mieli dzisiaj ustawowo dzień wolny w Polsce. Przypomnę też, że w innych krajach o proweniencji chrześcijańskiej jest trochę inaczej. Np. Wielki Piątek jest dniem wolnym w prawie w całej Europie poza Francją, za to we Wniebowstąpienie (czwartek) Francuzi nie idą do pracy, sklepy mają pozamykane. Podobnie jest we Włoszech, ale 29 czerwca (Piotra i Pawła), w Wigilię Bożego Narodzenia nie pracują np. Finowie, a 8 grudnia Austriacy.

Ja pozwalam sobie, pomimo tych różnic świętować w poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego. Z dwóch miłosnych powodów. Pierwszy to miłość do Ducha Świętego (która zresztą jest Jego darem), a drugi to miłość do Marii, świętej nastolatki, która przyjęła Ducha Świętego. Od Jej „tak” (fiat), wszystko się zaczęło, a miała wtedy najwyżej 15 lat! Co nie oznacza, że nie będę pracował. Będę, ale z dedykacją dla Świętego Ducha i Marii.


Gdy Jezus został wzięty do nieba, apostołowie wrócili do Jeruzalem z góry zwanej Oliwną, która jest blisko Jeruzalem, w odległości drogi szabatowej.

Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, i Jakub, i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego. (Dz 1, 12 – 14)

Itinerarium

O ŚWIĘTYM I ZŁYM DUCHU Kazanie na Zesłanie Ducha Świętego 31 maja 2020

Zebrani w Wieczerniku po otrzymaniu Ducha Bożego mówili w 19 językach (proszę sobie policzyć w opisie poniżej), ale się rozumieli, byli jednością. Dzisiejsza uroczystość przypomina o tym, że Duch Boży prowadzi do jednoczenia, a Duch Zły, diabeł, do rozbicia, wrogości i morderczej walki.

Pisałem tu już wiele razy o tym, co sam widziałem i przeżyłem, jak Duch Boży zjednoczył nas Polaków w 1979 (1-sza wizyta JP II), jak ten sam Duch nas uwolnił i połączył w Solidarność w r. 1980, jak dał nam bliskość w kwietniu 2005 (odejście JP II), jak pogrążył nas Polaków w dobrym smutku po katastrofie smoleńskiej (2010). Ale przecież doświadczyłem, jak Zły Duch po r. 1989 podzielił nas Polaków na tych, którzy sobie poradzili i na tych, co nie dali rady, a potem po 2005 i 2010 jeszcze bardziej nas podzielił, na „naszych” i „tamtych”, co dalej trwa i zaostrza się.

Pewnym działaniem Bożego Ducha jest jednoczenie ludzi, pomimo różnic (błogosławionych!). Dlatego proszę Ducha o jedność dla świata, żeby nie było już „Trzeciego Świata”, wiem, z pozoru proszę o rzecz niemożliwą. Ale tyle już rzeczy niemożliwych widziałem, że parafrazując dialog z pewnego filmu powiem – „ta niemożliwość jest możliwa”. Proszę też o jedność dla naszej Europy, która mocno się rozpada, nigdy nie była zjednoczona, może tylko posklejana, mimo dumnej nazwy Unia.

Teraz będzie może śmiesznie, ale proszę za nas Polaków, abyśmy nie udawali Greka, a tym bardziej Niemca, Anglika, Włocha czy Amerykanina, choć próbujemy to robić od ponad 30 lat, naśladując to, co na Zachodzie. Nie wolno udawać, to i tak nic nie da. To tak jakby wiewiórka usiłowała udawać bobra, nie uda się, ruda nie wytrzyma pod wodą długo, bóbr też po gałęziach nie poskacze. Jedna Europa może być piękna dzięki różnorodności. A my, Polacy, jesteśmy Słowianami i – choćbyśmy chcieli udawać wiewiórkę – bliżej nam do Czechów, Słowaków, Ukraińców, Białorusinów a nawet Rosjan (w sensie nacji). Przez wieki nasza słowiańskość nie przeszkadzała byciu w Europie, różni zacni Włosi i Francuzi chętnie tu do nas przyjeżdżali, projektowali i budowali, wcale nie mając przekonania, że wyjechali poza Europę.

Proszę też o jedność między biednymi i bogatymi, między chorymi i zdrowymi, między prawicą i lewicą, między swoimi i obcymi, między ładnymi i tymi w dziedzinie urody słabszymi, między teściowymi i zięciami, między smutnymi i tymi, którym się zawsze gęba śmieje.

Wszystkie różnice są piękne, o ile Duch Zły nie omami nas, że ten Inny jest gorszy, zły i że należy go zgnoić, wyśmiać, wzgardzić, odrzucić, sponiewierać, uderzyć i wreszcie zabić.

Ja staram się i was zachęcam, bądźmy ludźmi Świętego Ducha i brońmy się przed Złym Duchem, który rozdziela i zabija.

Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzielały, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.

Przebywali wtedy w Jeruzalem pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak tamci przemawiali w jego własnym języku.

Pełni zdumienia i podziwu mówili: «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże».

(Dz 2,1 – 11)

Ilustr. Wieczernik w Jerozolimie

Itinerarium

SIOSTRY I BRACIA – WSZYSTKO JEST MOŻLIWE! Piątek 29 maja 2020

Widziałem, słyszałem i przeżyłem wystarczająco dużo, aby z całą pewnością powiedzieć, że wszystko jest możliwe. Na szczęście lub niestety.

Najpierw więc, na szczęście wszystko jest możliwe. Pamiętam czasy ponurego komunizmu w Polsce i dookoła. I pamiętam jak wybrano Karola Wojtyłę na papieża i jak zapaliła się iskra nadziei. Pamiętam jak rozbłysnęliśmy wolnością w Zesłanie Ducha Świętego 1979 2 czerwca, podczas pierwszej wizyty Jana Pawła II.  I jak w sierpniu, 40 lat temu, Solidarność skruszyła pierwsze mury Niewoli. A za 9 lat – 1989 – rozleciała się komuna prawie na całym świecie.

Pamiętam, że był Mur Berliński i cieszę się, że tej ohydy i hańby już nie ma. Pamiętam, że nie było Litwy, Ukrainy, Gruzji, był tylko Związek Radziecki, a teraz cieszę się swobodą sióstr i braci znad Niemna, Dniepru i Kury (Gruzja).

Siostry i bracia, na szczęście wszystko jest możliwe! Wielka radość!

Ale zaraz muszę dodać, że niestety wszystko jest możliwe. Niestety bo Polacy mordowali Polaków w Poznaniu (1956), Gdańsku, Gdyni i Szczecinie (1970) oraz w Gdańsku, Lubinie i Wujku (1981-83). Niestety wszystko jest możliwe, możliwe było zagazowanie Kurdów w Halabdży (1988), możliwa była rzeź bezradnych Tutsi przez Hutu (Rwanda 1994), możliwe były morderstwa i gwałty w Srebrenicy (1995), szaleństwo Państwa Islamskiego w ostatnich latach. Niestety, wszystko jest możliwe.

Nie wiem, siostry i bracia, jak będzie dalej, wiem, że wszystko jest możliwe. Niestety, wszystko jest możliwe.

Chociaż, bardzo się cieszę, że na szczęście wszystko jest możliwe! Siostry i bracia, na szczęście wszystko jest możliwe!  

Fot. Internet – burzenie Muru Berlińskiego (1989)

Itinerarium