THE COURAGE TO BE

Jeszcze raz o odwadze istnienia. Kiedyś Paul Tillich napisał nawet całą księgę „The courage to be”. Godna polecenia.

Być to jest męstwo i odwaga. Normalnie trzeba uciekać w grę. Wiele gier staje się ważniejszych niż samo istnienie. Najpopularniejsza – „Chcę być lubiany”, z ograniczająca konsekwencją „Co ludzie powiedzą!”. Całe życie gramy, by zdobyć ochłapy czyjejś akceptacji, jakieś oklaski gawiedzi, trochę ciepłych słów, oznak sympatii (jeśli jesteśmy tacy, jakimi chcą nas mieć), objawów uczuć i sympatii. Słowem sprzedajemy swoje istnienie, autentyczność, poglądy i niepowtarzalność za sławę, uznanie, pieniądze, pracę, pozycję, dobre układy czy choćby życzliwość innych.

Ilu przyjaciół miał Chrystus? Dlaczego skończył na krzyżu?

Itinerarium , , , , , , ,

PROBLEMY Z KOŚCIOŁEM

kazanie na niedzielę 31 października 2004
uroczystość poświęcenia kościoła

Tyle dziś problemów z Kościołem! Skandale, wrogie pomruki, szkalowanie, afery. Księża na księżyc!

Skąd mamy tyle problemów z Kościołem?

Jaki problem z Kościołem?

Jedyny problem, jaki naprawdę mamy, to problem ze samym sobą. I to jest największy problem, jaki mamy z Kościołem.

Itinerarium , , , ,

JA, KIEPSKI OJCIEC DUCHOWNY

Przyszedł do mnie – ojca duchowego – po poradę początkujący mistyk.

– Dużo się modlę, medytuję i przebywam z Bogiem. I mam już chyba pewne owoce tej zażyłości z Bogiem. Niech się ojciec nie śmieje, ale ja już mam chwile, gdy … lewituję! I to całkiem nieźle, jak na początkującego, zdarza mi się przez parę minut unosić nad ziemią, jakieś nawet dwa czy trzy metry. Co ojciec o tym sądzi?

Śmiać się nie śmiałem. Baczniej przyjrzałem się kandydatowi na mistyka, mając na uwadze, że sam – w czasach szkolnych – ledwo na metr pięćdziesiąt się odrywałem w górę, i to przy znacznym wysiłku i na dodatek zaraz opadając na ziemię. Głowiłem się jednak, co mądrego odrzec szczęśliwcowi. Przez moment chciałem prosić by trochę przede mną … polewitował, to bym może jakoś bardziej był przekonany. Ale gdzieś w głębi się narodziła myśl, na pewno nie ze mnie:

– Phi…! – prychnąłem jak najbardziej lekceważąco – też mi zażyłość z Bogiem! Ptaki lewitują godzinami i to nawet kilometr nad ziemią! Cóż to bracie za osiągnięcie, jak ty nawet w tej lewitacji wróbla nie jesteś w stanie pokonać.
– Ale proszę ojca, ja mam też inne doświadczenie mistyczne. Udaje mi się na kilkanaście minut opuszczać własne ciało i oglądać siebie z zewnątrz…

Uff – pomyślałem – Nie będzie łatwo. Myśl o propozycji zademonstrowania – znanej mi z klasycznych opisów mistycznych – umiejętności opuszczania cielesnej powłoki, odrzuciłem natychmiast, aby nie mieć kłopotów zdwojonych. W parapsychologii jestem kiepski i pewnie nie wiedziałbym jak gadać z samą duszą nieobleczoną w jakieś ciało. I znowu jakiś wewnętrzny głos kazał mi zawyrokować:

– Bracie! Cóż to za sukces? Ślimak potrafi wyleźć ze skorupy na kilka dni, a wcale nie uważamy, aby był z tego powodu blisko Pana Boga. Nie myśl zatem, że jesteś w jedności z Bogiem z powodu tak nieistotnej rzeczy jak zdolność opuszczania swojego ciała.
– Ojciec kpi ze mnie! Co zatem ma być tym znakiem zjednoczenia z Bogiem, zdaniem ojca?!
– No, bracie – nabierałem pewności, jednocześnie czując, że i tak mam małe szanse na przekonanie mistyka – ja uważam, za słowem Bożym, że „kto trwa w miłości, trwa w Bogu”…
Mistyk nie wytrzymał:
– Też mi ojciec duchowny!

No właśnie, taki ze mnie kiepski ojciec duchowny.

Itinerarium , , , , , , ,

JAK SIĘ PRZEGRYWA ?

Nie trzeba być geniuszem, aby tworzyć nowe i dobre rzeczy. Trzeba tylko wierzyć w to, co się chce robić.

Wolimy jednak przyłączać się do innych, odkładać istotne decyzje i działania w nieokreślone „kiedyś”, czekać na tzw. „rozwój wydarzeń”.

Wykorzystujemy jakieś pięć procent swoich możliwości i talentów, bo ulegamy presji obyczajowej („tak się nie robi”, „chyba nie wypada”) albo podporządkowujemy się regułom gry społecznej.

I tak tzw. dobre maniery i przyzwoitość zabijają w nas miłość i autentyczność. Miarą sensu staje się czyjaś opinia.

Ewangeliczne „Będziesz miłował…” zderzy się ze sloganem „Ale jak to będzie przyjęte?” lub „Czy to nie będzie zbyt śmieszne?”.

Przykrajamy zatem miłość i Ewangelię do okoliczności, by nie wyjść na błazna. Sprzedajemy najświętsze ideały za poklask gawiedzi. Wolimy święty spokój niż etykietkę szaleńca.

Jego bliscy wybrali się żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

300 ZŁOTYCH ZA NIC

Wielu ludzi czuje się dziś zagubionych. Wciąż jest wiele propozycji, krańcowo nieraz różnych, oferujących jakieś tanie szczęście, szybki zysk lub korzystny zakup. Spróbować?

Jest kilka prostych zasad, chroniących przed zagubieniem.

Pierwsza – wierzyć w swój rozum i zdrowy rozsądek. On całkowicie wystarcza by rozsądzać plewy od ziaren. Gdy słyszę, że oszuści (nad Bugiem) nabierali ludzi oferując rewelacyjny aparat do mierzenia ciśnienia (za 300 zł), to myślę, że nabywcy zaniechali właśnie używania zdrowego rozsądku (patrz niżej).

Druga – wiedzieć czego się chce, bo inaczej ktoś wzbudzi w nas potrzeby, które uznamy za ważne i niezbędne. A wtedy zaczniemy – nawet za ciężkie pieniądze – nabywać to, co służy zaspokojeniu owych potrzeb.

Trzecia – nie wierzyć w żadne superlatywy typu NAJ (najlepsze, najpiękniejsze, etc.). Swojego czasu Sony reklamował „najbardziej płaskie ekrany TV” (jasne, że coś jest płaskie, albo nie jest, a stopnia „płaskości” naprawdę nie ma). Superlatywy typu NAJ, przysługują jedynie Panu Bogu.

Długo by pisać. Od dawna jednak mówi się o tak zwanej „cnocie roztropności”. Zalecam, aby używać jak najczęściej.

Wystarczy w domu zmierzyć ciśnienie krwi, by lekarz w najbliższej stacji pogotowia wiedział jaki jest stan zdrowia pacjenta i w razie czego zareagował.

Dane poprzez specjalne urządzenie mają być automatycznie przekazywane na pogotowie. Brzmi jak bajka, a jednak sporo osób w nią uwierzyło.

Do 8 lat więzienia grozi trójce oszustów, którzy w ten sposób nabierali starsze i chore osoby. Wykorzystując autorytet Unii Europejskiej wmawiali swoim ofiarom, że po zakupie kosztownych ciśnieniomierzy, ich stan zdrowia będzie monitorowany przez 24 godziny na dobę. W ten sposób zwykłe aparaty sprzedawali po 300 złotych. Grupa oszukała co najmniej trzy osoby.

Oszustów zatrzymali pogranicznicy podczas rutynowej kontroli. W samochodzie znajdował się 24-letni mieszkaniec Katowic Damian L., 25-letni Robert M. mieszkaniec Białej Podlaskiej oraz 23-letnia mieszkanka powiatu Łosice woj. mazowieckie Monika P.

Policjanci zabezpieczyli aparaty do mierzenia ciśnienia, statoskopy lekarskie i druki oświadczeń zakupu towaru.

Policja apeluje do wszystkich osób, które zostały oszukane w ten sposób, by zgłosiły ten fakt w najbliższej jednostce.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

GORCZYCA ISTNIENIA

Zastanawiające, ale ludzi wierzących od niewierzących nie odróżnia wcale przedmiot ich wiary/niewiary.

Wiara/niewiara jest pewną strukturą osoby, jej kształtem.

Najpierw wiara jest sposobem widzenia. Wierzyć, to widzieć więcej i dalej. Perspektywa widzenia w wierze ujawnia inne horyzonty, przestrzenie i określa inną dal. Kapitalne znaczenie ma zupełnie inne miejsce człowieka, widzianego w wierze.

Wiara to także sposób działania osoby. W świato-obrazie wiary jest miejsce na inne działanie. O ile oczywiście działanie wspierane jest odwagą.

To, co ujrzysz jest warte dokonania, spełnienia, zdziałania. Do tego potrzebna jest odwaga, ryzyko, hazard, zaufanie. Zdolność ryzyka w sytuacji: idziesz – nie idziesz, za światłem wiary.

Dzięki wierze osoba przechodzi kolejne fazy rozwoju. Wiara jest tą siłą, która objawia osobę. Larwy stają się pięknymi motylami. Jednostki – osobami.

Wierzysz, inaczej patrzysz i oceniasz. Wierzysz – inaczej działasz. Wierzysz – dojrzewasz i spełniasz się.

Gdybyś miał wiarę jak miniaturowe ziarenko gorczycy.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

ZRASTANIE I ROZDZIELANIE

Nie ma stanu constans w relacjach z ludźmi. Zawsze jest dawanie i budowanie, albo łapczywość i niszczenie. Może tego od razu nie zauważamy. Pozwalamy, aby relacje SIĘ DZIAŁY. Układały bez naszego specjalnego zaangażowania czy troski.

Dynamika odniesień między ludźmi ma jednak jakość. My ją stwarzamy. Kiedy ktoś mówi: „coś się popsuło między nami”, w istocie wyznaje jakieś zaniedbanie. To ja coś popsułem.

Nie ma spotkań bez znaczenia ani nieistotnych słów czy rozmów. Wszystko jest tkanką, która pozwala zrastać się ludziom w niewidzialnej i tajemniczej jedności. Albo też jest niszczącą siłą rozdzielania aż po obojętność czy diabelską wrogość.

Piękno człowieka emanuje, gdy ryzykując zranienie, otwiera swój tajemniczy ogród i zaprasza innych, spotykanych na drodze życia. Aż po przygodę nowego życia, dzięki innym w naszym świecie.

Abyście byli jedno.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

KTO MA ZACZĄĆ ?

Czasem niełatwo jest znaleźć drogę. Może trzeba zbierać się, rozmawiać, rozważać, przekonywać i poszukiwać. Wspólnie oglądać świat, aby się zrodziła ważna myśl, kierunek działań czy jakieś dzieło.

Przywódców – w jakiej by nie było dziedzinie – mamy kiepskich. Uwikłani są w gry, walki, batalie – tak jakby nie istniał jakiś wspólny cel.

Kiedy dociera do nas świadomość, że właśnie sami musimy wziąć sprawy we własne ręce, zaczynamy się oglądać na wszystkich dookoła. Tymczasem może być tak, że nadszedł nasz czas.

Odpowiedzialność to zdolność rozumienia, że nikt za nas nie podejmie najważniejszych decyzji. Więcej – że to właśnie my musimy skrzyknąć kilku ludzi, aby zacząć. Tak zaczynał się Kościół, wspólnota odpowiedzialnych za historię, wierzących w jeden z możliwych (trudnych) wariantów dziejów.

Nikt za ciebie nie zrobi spraw najważniejszych. Ty masz dość siły i pomysłów, aby zapoczątkować zmianę, może nawet Nowy Kościół, na miarę nowych czasów. Gubi nas czekanie na rozwój wydarzeń i cud. Bóg zostawił nam historię w naszych rękach.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

KTO SIĘ UNIŻA

Kazanie na niedzielę 24 października Ad 2004

Nie jesteś sprawiedliwy i pobożny. Co z tego, że podrepczesz do kościoła, ukłonisz się sąsiadom i przeczytasz Itinerarium:-).

Jesteś zły, grzeszny i wewnętrznie zepsuty. Twoje szczęście, jeśli umiesz się do tego przyznać.

Itinerarium , , , , ,

KAMIL

Zabili chłopaka. Zupełnie niewinnego. Kamila. Przyjechał potańczyć w Woli Korybutowej. Do dziadków. Nie pił w ogóle. Stał akurat na zewnątrz przed barem, obok którego była dyskoteka.

Podjechali trzema samochodami. Z prętami metalowymi, pałkami. Dwa tygodnie wcześniej ktoś – podobno – zarysował hersztowi auto. Więc oni z pałami chcieli wyrównać rachunki.

Kamil chciał być informatykiem. Właśnie rozpoczął studia. Tylko wyszedł z dyskoteki, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Wtedy podjechali trzema autami. Byli silni i liczni – aż trzynastu. Bili kogo popadnie. Najgorzej popadło na Kamila.

Kamil leży na cmentarzu w Woli Korybutowej. Najświeższy grób. Kwiaty. Znicze.

Co możesz zrobić?

Itinerarium , , , , ,