KROK KONCENTRACJI

6 grudnia 2004

Kolejny krok to prosta zdaje się sprawa, skupienia i koncentracji. Ponieważ Bóg nie narzuca się a raczej oferuje, naszym zadaniem jest wyłowić Jego głos i obecność w całym szumie docierających do nas wrażeń.

I tu nic nie zastąpi naszej zdolności koncentracji i skupienia. To pewien wysiłek. Najpierw dotyczący poszczególnych władz. Niewątpliwie istotną rolę odgrywa skierowanie ku Bogu całego potencjału myśli. Bardziej jednak polega to na zrobieniu miejsca dla Niego w naszym intelekcie, konkretnie dla Jego myśli (zgodnie z przestrogą Izajasza: „Myśli moje nie są myślami waszymi”) niźli na jakimś przedmiotowym przesyłaniu energii intelektualnej. Podpowiedź daje Maria, która w swoim myśleniu tworzy możliwość współpracy z Bogiem („Oto ja, służebnica Pańska…”), przechodząc wcześniej proces poszukiwań („Jakże się to stanie…”). Proces otwierania myśli na obecność i działanie Boga, wymaga dopuszczenia w rozumowaniu takich kategorii jak: inne, niewiarygodne, nowe, niepojęte (z pozoru), niesamowite, zaskakujące, dziwne, niespotykane i nieznane. Zdolność rozumowania w tych kategoriach, otwiera nas najbardziej na powiew Bożych myśli. Skupienie w dziedzinie myśli jest wpierw uczynieniem miejsca na pojawienie się Bożych myśli, a potem ich rozważanie (to, co czyniła Maria – „zachowywała je w swoim sercu”), powracanie do nich, przymierzanie, odczytywanie w kontekstach życia.

Od myśli następny krok wiedzie do zaangażowania emocji, nowych aktów woli, aż po przebudowę całego sposobu istnienia. Skupienie czy koncentracja oznaczają więc wysiłki do zrobienia miejsca na Bożą obecność i działanie w samym centrum naszej osoby, niejako ugoszczenie Kogoś (i czegoś) innego, poszerzenie naszej osoby o nowy wymiar, Boski.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

KROK W WYOBRAŹNI

5 grudnia 2004

Krok ósmy

Mówimy cały czas o krokach, o drodze zjednoczenia z Bogiem. Jest to ostateczny cel każdej religii, również chrześcijaństwa. I oczywiście, że możemy mówić jedynie z punktu widzenia kogoś, kto wierzy w taką możliwość i chce zasmakować zjednoczenia.

Sens ma praca wyobraźni, na początek. Wyobraź sobie, jakkolwiek nie uznawaj swojego wyobrażenia za rozstrzygające, że ty możesz doświadczyć zjednoczenia z Bogiem. To jest maleńka furtka, która otwiera cię na całą historię zjednoczenia. Bez tego ruchu wyobraźni, dalsze kroki w sferze konfiguracji całej swojej istoty, tak aby uczynić wszystko co możliwe (z naszej strony) w drodze zjednoczenia, tracą sens. Ktoś kto wyklucza możliwość zjednoczenia, odcina się od samej możliwości zjednoczenia. Samo wątpienie w możliwość zjednoczenia może występować u ludzi z krańcowo ograniczoną wyobraźnią. Nawet jeśli rozumielibyśmy mieszkańca Sahary czy Tybetu, wątpiącego w istnienie oceanów, nie uznalibyśmy takiej postawy za szczególnie sensowną. Pójdź i zobacz, spróbuj (jeśli nie wierzysz).

Gorzej, że wielu deklarujących się jako wierzących, skłonnych jest uznawać pewne treści religii (chrześcijaństwa także), ale bez ryzyka praktykowania zjednoczenia. To tak jakby (każde porównanie ma tutaj ograniczenia) ktoś żenił się tylko z racji zdolności kulinarnych wybranki albo wychodził za mąż z powodu perfekcyjnej umiejętności wbijania gwoździ przez wybranka.

Jeśli więc jest jakaś istotna funkcja wyobraźni w procesie jednoczenia się z Bogiem, to służy ona za furtkę, którą pójdą myśli, uczucia, wola i cała osoba.

Itinerarium , , , , , , ,

PUŁAPKA MODLITWY

4 grudnia 2004

Krok siódmy

Na pytanie – Jak zjednoczyć się z Bogiem? – często usłyszymy odpowiedź: przez modlitwę. I niektórzy serwują w myśl tej rady jak największą porcję modlitwy w ciągu dnia, tygodnia i miesiąca. I tak można wpaść w bardzo groźną pułapkę. Ktoś dodaje jedną modlitwę do drugiej, do niej następną, a wcale nie doświadcza zapowiadanego zjednoczenia.

Dlaczego tak się dzieje?

Po pierwsze, że modlitwa nie jest uprzywilejowaną drogą do zjednoczenia z Bogiem. A już zupełnie nie prowadzi do Boga zwielokrotniany potok słów. Od ilości słów nie zależy w żaden sposób wzrost jedności z Bogiem. Przeciwnie, mamy nawet w Ewangelii ostrzeżenie przed zaufaniem w wielomówstwo. Modlitwa nie jest uprzywilejowaną drogą zjednoczenia z Bogiem? Więc co ?

Czytając Ewangelię, znajdziemy tak wiele rzeczy, które stanowią światło w tej kwestii, że trudno nawet je wyliczyć (na przykład przestudiujcie rozdziały 5-7 z Mateusza). Nigdzie nie znajdziemy jednak uprzywilejowania modlitwy, choć zawsze występuje ona jako integralny element zjednoczenia.

Ktokolwiek myśli, że modlitwa jest jedyną, wyłączną i najpierwszą drogą do zjednoczenia z Bogiem, ten prędko się zniechęci i zbłądzi. Bowiem, może zredukować całą drogę zjednoczenia do modlitwy. I zapomnieć o reszcie życia. I zdarzyć się może tak, że „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”. To znaczy, iż w chwilach modlitwy będzie z Bogiem, a reszta czasu będzie nijaka albo wręcz diabelska.

Różnie można sformułować właściwą drogę do zjednoczenia z Bogiem. Poprzestańmy dziś na niezmiernie ważnej wskazówce Jezusa: „Kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki…” (J 11,26. Z akcentem na życie.

Itinerarium , , , , , , ,

LUZ RZECZ ŚWIĘTA

3 grudnia 2004

Krok szósty

Kiedy zamierzamy rzeczywiście iść drogą zjednoczenia z Bogiem, konieczne jest, abyśmy pozbyli się napięcia towarzyszącego nam zwykle w tak zwanym „normalnym życiu”.

O co chodzi? Zwróćcie uwagę, że zwykle podchodzimy do świata, życia, ludzi, przyrody i siebie samych, z pewnym napięciem i szeregiem określonych oczekiwań. W jakimś sensie nie pozwalamy rzeczom, ludziom i zjawiskom, objawić się nam takimi jakimi są, ale z natarczywością je atakujemy. Po to, aby je poznać, użyć, zastosować, zdobyć, ujarzmić, wziąć, pojąć, strawić, itd. Naszemu kontaktowi z rzeczywistością towarzyszy wciąż jakieś napięcie, że musimy coś zrobić, jakoś zadziałać. Oczywiście, że niekiedy jest to potrzebne i wskazane, bo zapewnia nam funkcjonowanie w sferze praktycznej i technicznej. Ale ten model przenosimy również na teren tajemnic – spotkania z człowiekiem, przyrodą, Bogiem i głębią swojej istoty. Towarzyszy nam deformująca aktywność, przed samym spotkaniem jesteśmy już tak napięci i zaktywizowani, że nie pozwalamy danej osobie czy zjawisku objawić się w całej jego krasie, wyjątkowości i blasku tajemnicy. Tajemnice się odsłaniają i udzielają. Nie wejdziemy z nimi w rezonans, bo nasze napięcie uniemożliwia to w punkcie styku z tajemnicami.

Uff! Boga nie masz mieć ani pojmować, ani zdobyć, ani posiąść. Więcej radości. On przychodzi, aby Ci się po prostu dać, Taki Jaki Jest.

Itinerarium , , , , , , , ,

POWRÓT DO ZABŁOCONEGO CHODNIKA

2 grudnia 2004

Krok piąty

Droga do zjednoczenia z Bogiem jawi się często jako wznoszenie duszy, uniesienie ducha czy serca, wstępowanie po jakiejś niewidzialnej drabinie, słowem jako ruch wzwyż czy ku górze. O ile jest to jedynie symbolika stosowana gdzieś głęboko wewnętrznie, pół biedy. Gorzej, jeżeli towarzyszy jej zadzieranie głowy ku górze i oczekiwanie jakichś niezwykłych doświadczeń.

Otóż, przeciwnie. Im bliżej jesteśmy Boga, tym bardziej On odsyła nas do rzeczy! My oczekujemy czegoś wzniosłego, a Bóg wskazuje na śrubki, filiżanki (nie umyte), zabłocony deptak lub spadające gwałtownie ciśnienie. Kierunek oddziaływania Boga jest znamienny – „z powrotem do rzeczy!” Niemal jak wskazówka Edmunda Husserla – ustalić „stan rzeczy” (Sachverhalte).

I to jest istotą piątego kroku. Idąc ku Bogu, jesteśmy kierowani ku rzeczom, ku światu i ludziom. Każdy inny kierunek jest fałszywy. Oczywiście jest to zrozumiałe, jeżeli rozumiemy, że po Wcieleniu, Bój jest „tu” a nie „tam”.

Genialnie widać to w mowach mistycznych Jezusa, zwłaszcza na końcu Ewangelii Mateusza (25 rozdział). Jest tam o jedzeniu, piciu, odwiedzaniu chorych i więźniów, sprytnym pomnażaniu talentów ( i pieniędzy), rozwadze przy podtrzymywaniu żaru świec.

Gdy czujesz, że nie widzisz dziur w chodniku, gubisz ścieżkę w lesie i zapominasz osłodzić kawę, nie jesteś wcale na drodze ku zjednoczeniu z Bogiem, przeciwnie, diabeł prowadzi cię na manowce.

Itinerarium , , , , , , ,

PORZUĆ WIZJE!

1 grudnia 2004

Krok czwarty

Wśród tych, którzy podejmują decyzję wyruszenia na drogę zjednoczenia z Bogiem, jest wielu takich, którzy po pewnym czasie porzucają tę drogę albo całkowicie, albo szukają na innych drogach, często całkowicie fałszywych. Dlaczego się tak dzieje?

Podstawowa przyczyna to taka, że wyruszając w drogę zjednoczenia z Bogiem, mieli pewną wizję owego zjednoczenia. Okazało się, po jakimś czasie (modlitwy, lektury Słowa, adoracji, codziennej Eucharystii, etc. – czasem skumulowanych praktyk), że realne efekty wyraźnie odbiegają od wcześniejszych wyobrażeń. „Nie tak sobie to [zjednoczenie] wyobrażałem”. Zgoda, ale co z tego? Może z kolei Bóg właśnie tak to sobie wyobrażał? Nie wyruszamy w drogę zjednoczenia z Bogiem, aby otrzymać to, czego my oczekujemy, ale idziemy, aby wziąć to, co Bóg chce nam dać. Zasadnicza różnica. Bóg nie jest od spełniania naszych wyobrażeń, nawet najpiękniejszych, On ma swoje propozycje.
Reakcją na niespełnione wyobrażenia, jest gwałtowne porzucanie jednych praktyk na rzecz innych, szukanie doskonałej formy, podczas gdy Bóg skorzysta z każdej oferty naszego otwarcia się. W niektórych przypadkach wierna praktyka (czegokolwiek: codziennego różańca, brewiarza, Eucharystii), realizowana przez miesiące czy lata, zostaje nagle porzucona, albo całkowicie, albo na rzecz jakiejś bardziej wyrafinowanej formy, np. medytacji, lectio divina czy modlitwy spontanicznej. Niekiedy, rozczarowanie brakiem spodziewanych efektów, powoduje wędrówkę od wspólnoty do wspólnoty, od grupy do grupy, na zasadzie: jak nie tu, to może tam. I nie jest to szukanie Boga, ale gonitwa za spełnieniem własnych wizji. Twoja wizja zjednoczenia z Bogiem, może nie mieć nic wspólnego z rzeczywistym zjednoczeniem, jakie oferuje Bóg.
I tak padamy ofiarą swoich natchnionych wizji, nigdzie nie spełnionych, tracąc przy okazji szansę na głębokie i realne zjednoczenie z Bogiem, co dokonuje się przez przyjęcie tego, co Bóg daje.
Wszystkim, którym wydaje się, że podjęte przez nich środki zawodzą, polecam poprzestanie na tym,co aktualnie robią – codzienna Eucharystia, brewiarz, różaniec, lectio divina, etc. Nie szukajcie zmiany formy! Ewentualnie wróćcie do pierwszej formy (zwykle jest najlepsza, bo zasadza się na najprostszej intuicji). Rzecz w tym, że Bóg wiele już zrobił idąc ku wam, tą drogą, na której najpierw się otworzyliście na zjednoczenie z Nim.
Jakieś światło w poruszaną kwestię wnosi historia Trzech Mędrców. Mieli tajemną informację, że zobaczą Króla, Mesjasza, Samego Boga. Wyruszyli. Pokonali wiele trudnych sytuacji. Na koniec – po rozczarowaniu Pałacem w Jerozolimie i hałaśliwymi ulicami Betlejem – stanęli przed szopą. I zobaczyli – a mieli w wizji Króla i Boga! – dziecko!!! Mieli prawo się rozczarować? Hm, właśnie to jest piękne, że przyjęli to, co otrzymali. „Weszli do domu i zobaczyli dziecię, z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon; otworzywszy swe skarby, ofiarowali mu dary: złoto, kadzidło i mirrę” (Mt 2, 1-12). Cudowna zdolność porzucenia swojej wizji na rzecz tego, co daje Bóg! Nie zeszli wcześniej z drogi, nie zmienili trasy, nie uciekli z popłochem wobec dziecka (w miejsce splendoru Króla i Boga). Szli jedną drogę, przyjęli to, co otrzymali. Tak przedziwnie działa Bóg. Zatem: porzuć wizje, przyjmij to, co On daje.

Itinerarium , , , , , , ,

WSZYSTKO

30 listopada 2004

Krok trzeci

Po rozważaniach dotyczących aktu woli (decyzji) i otwarcia na działanie Boga w naszej wolności i poprzez nią, zrobimy kolejny krok, również z kategorii trudnych.

Otóż otwierając się na działanie Boga, trzeba zrozumieć (i zaryzykować praktykę), że On dotknie i przeniknie wszystko. Podobnie jak z wolnością, mamy tendencję do rezerwowania sobie pewnych sfer jako całkowicie prywatnych, do których nikt nie może mieć wstępu. W odczuciu „nikt” mieści się również Bóg.

Jeżeli nie jesteśmy zdecydowani, rozpoczynając przygodę zbliżenia do Boga i zjednoczenia z Nim, na wszystko, nie warto w ogóle robić pierwszego kroku. Cała rzecz w tym, że taka jest natura Bożego oddziaływania, iż obejmuje ono wszystko i dociera do każdej sfery człowieka. Jeśli ogłosimy neutralność jakiejś sfery, zderzymy się z naturą samego Boga. Jedyną możliwością działania Bożego jest „wszystko”. W uszach pokolenia wrażliwego na rolę jednostki i jej autonomię, brzmi to jak jakiś przygważdżający totalitaryzm. Chcielibyśmy na tyle pozwolić Bogu działać w nas, na ile jest to dla nas korzystne i w granicach uznanych przez nas za dopuszczalne. Mylimy role – właśnie te granice ustala Bóg.

Znowu jest ryzyko, że decydując się na „wszystko”, możemy coś stracić, co uznajemy za absolutnie niezbywalne. Pomyłka dotyczy jednak niebezpiecznej antropomorfizacji, przenoszenia na Boga cech okropności ludzkiego totalitaryzmu.

O jakie „wszystko” chodzi Bogu? Może byliście w sytuacjach, gdy zdolni byliście powiedzieć jakiejś bliskiej osobie: „Jestem dla ciebie gotów na wszystko” lub może usłyszeliście coś podobnego pod swoim adresem? Właśnie o coś takiego, aż kipiącego oddaną bezwzględnie miłością, mieści się w Bożym „wszystko”.

Itinerarium , , , , , , ,

W WOLNOŚCI

29 listopada 2004

Krok drugi

Największy lęk jaki towarzyszy ryzyku otwarcia się na obecność i działanie Boga, dotyczy naszej wolności.

Źródło lęku tkwi w założeniu, że skoro otwieram się na Boga, to On – wszechwładny i wszechmocny – na mocy naszej zgody na Jego działanie, całkowicie zawładnie moją wolnością. A ja przecież nie mogę jej oddać, bo bez niej mnie nie ma! Stąd, zbyt bliska obecność Boga (Bóg we mnie, Bóg ze mną – Bóg w polu mojego istnienia) i Jego promieniowanie grozi destrukcją mojej wolności i czegoś, co jest tak głęboko mną, że bez tego nie wyobrażam sobie bycia sobą! To tak, jakby wystawić nagle dom na raptowne uderzenie wichury. Tego nie zaryzykujemy!

Stąd nasze zabawy z Bogiem. Dopuszczamy Go do granicy naszej wolności i szybko – gdy się zbliży – trzaskamy drzwiami, żeby nie poszło za daleko. Chętnie skorzystalibyśmy z Jego atrybutów (wszechmoc, wszechobecność), ale nie za cenę utraty naszego poletka wolności.

Istnieje trzecia droga. Decydując się na Boga, nie stracimy naszej wolności, nie musimy też jej chować za naszymi drzwiami.

Otóż Bóg chce przeniknąć naszą wolność, swoją wieczną i absolutną wolnością, nie pozwalając nam zgubić nic z naszej wolności. Jest ryzyko oddania się Jemu. Tak jak ryzyko postawienia na akcje jakiejś firmy – dajemy nasze małe pieniądze, ryzykując ich stratę w razie niepowodzenia. Ale jak wygramy? Fortuna!

Podobnie z wolnością oddaną Bogu. Bóg mówi: Gwarantuję, że zyskasz!

Itinerarium , , , , , , , , ,

CZY CHCESZ?

28 listopada 2004

KROK PIERWSZY

Podstawowe pytanie – odpowiedź na nie decyduje o sensie adwentowej drogi – brzmi:

Czy chcesz?

Czy chcesz zacząć? Adwent jest dobrym początkiem dla tych, którzy chcą. Wszelkie początki w tradycji naszej wiary zaczynają się do tego pytania: Czy chcesz pojąć tego oto za męża? Czy chcecie, aby wasze dziecko przyjęło chrzest? Podobnie w przypadku kapłaństwa, gdzie kandydaci mówią: Chcę z Bożą pomocą.

Więc wola. Do czego przylgnęło twoje CHCĘ? Może być przyklejone do różnych przedmiotów, rzeczy i zjawisk, które już są w twoim zasięgu. A może szybować ku wizjom, które sobie stworzyłeś, wyobrażeniom swojego życia, pożądanym, a jeszcze nie zdobytym, przedmiotom, osobom, uczuciom i stanom.

Więc podstawowe pytanie brzmi – zdaje się, że paradoksalnie, bo prawie oczywiste jest, że tak – CZY CHCESZ BOGA?

Czy chcesz Boga w swoim życiu? Tu jest istota adwentu i Bożego Narodzenia. Bóg wchodzi w życie tylko tych, którzy chcą Go mieć w swoim życiu.

Chcesz? Dużo ryzykujesz. Wszystko. Głównie to, że otrzymasz Boży scenariusz do wypełnienia. Już nie będzie po twojemu ale po Bożemu.

Dlatego, odpowiedz czy – świadomie i dobrowolnie – chcesz Boga w swoim życiu?

Itinerarium , , , , , , , , ,

WYTWÓRCOM DECYBELI NA POHYBEL

Nie rób tyle hałasu! Upominano Cię tak w dzieciństwie? Słusznie. Hałas jest zbędnym wydawaniem energii, przez hałasującego – ale także ci, którzy są rażeni hałasem muszą zużyć sporo energii (i czasu), aby jakoś funkcjonować z hałasem.

Nie rób tyle hałasu! To trzeba dziś powtarzać twórcom hałasu – w polityce, mediach, życiu publicznym i kulturalnym. Ponieważ zaś na świecie trwają różne kampanie na rzecz ograniczenia szkodliwości hałasu, proponuję je rozciągnąć także na przestrzeń życia wspólnego. Dla niektórych hałasowanie jest jedyną metodą zaistnienia – dotkliwie odczuwamy to w polityce i kulturze, gdzie nader często spotykamy persony, które poza hałasowaniem niczego innego nie potrafią.

Jest też spora grupa ludzi – mamy chyba dość przykładów z naszego otoczenia – która potwierdza sens swojego istnienia w paradygmacie decybeli. Im więcej ich emitują tym bardziej – tak myślą – istnieją. Od niewinnego na pozór „Zobacz, co sobie kupiłam”, przez „Słyszałeś co mówili w radio?”, przez niemal koński stukot podkutych butów, po raptowne ruszanie z piskiem opon i serię najdziwniejszych sygnałów w aparatach komórkowych. Gdyby przestali emitować decybele, staliby się – w ich mniemaniu – szarymi jednostkami w tłumie. Zbyt szarymi.

Błogosławieni cisi. Oni posiądą ziemię.

PS. Od jutra zapraszamy do dwóch wędrówek. Jedna, po całym świecie, aby dotknąć miejsc konfliktów i wojen (tak będziemy czynić do 24 grudnia, gdy zagościmy w Betlejem). Towarzyszyć będą nam mapy – realna w kościele Ducha Świętego, i wirtualna na naszych stronach internetowych. Druga wędrówka, niemal wzorem „Drabiny Jakubowej”, prowadzić będzie nas drogą zjednoczenia z Bogiem. Zapraszamy do pięknego przeżycia Adwentu!

Itinerarium , , , , , , , , ,