Strefa nadgraniczna

Nie przypuszczałem, że kruchta ma taką moc! 1 czerwca pytałem, jak można wypisać się z Kościoła. Nie minęły cztery miesiące i jest już stosowny dokument. I to episkopatu! Tego się nie spodziewałem w najśmielszych marzeniach.

W myśl przysłowia: kuj żelazo póki gorące (w innej wersji: daj kurze grzędę…) pytam dalej, zresztą za Leszkiem Kołakowskim: „Gdzie jest ta granica, po której przekroczeniu już nie jesteś chrześcijaninem?” Od razu dodam, że Kołakowski też nie wie i odsyła po odpowiedź do księży.

Niestety, jestem pewien, że skoro Kołakowski nie wie, to oni tym bardziej. Chyba, że są prawnikami i będą opowiadać dyrdymały, że jak się ochrzciłeś, to jesteś i tyle. Ale mnie prawne wyjaśnienia nigdy nie interesowały. Ja chcę wiedzieć, jak jest naprawdę. Czyli: „Gdzie jest ta granica, po której przekroczeniu już nie jesteś chrześcijaninem?”.

Myślę, że jeśli ktoś uważa to pytanie za głupie albo nieważne, zbliża się do tej granicy. Albo jest już poza nią.

Spoza kruchty , , , , , , , ,

Chrzciny

W imię prawdy: Dorn kombinuje z alimentami, Wolszczan to esbek, Niezabitowska jeszcze nie, ale niebawem pewnie będzie. W imię prawdy: Hryniewicz ponoć głosi herezje, ale i tak wszystkiemu winni dziennikarze. W imię prawdy: odbierajmy, co nasze, np. park, bo przecież się należy. W imię prawdy: w RM zdarzają się wpadki, ale ogólnie jest OK, a poza tym my nic nie możemy. W imię prawdy…

Na Kongresie Kultury Chrześcijańskiej miałem zaszczyt uczestniczyć w panelu pt. „Ochrzcić liberalizm?”. Warto raczej się zastanowić, czy nie potrzeba powtórnie ochrzcić chrześcijaństwa.

Spoza kruchty , , , , , , , , , , ,

Navigare necesse est

No i stało się to, co prędzej czy później stać się musiało. Tylko dlaczego prędzej? Cenzura żony zadziałała, i tym razem nawet niezwykle stanowczo. Musiałem się ugiąć, choć przecież tylko próbowałem wyjaśnić, dlaczego wolę żeglować niż wiosłować.
Kto jeszcze nie załapał o co chodzi, niech przeczyta najnowszy „Tygodnik Powszechny” (21 września). Ale pewnie wszyscy załapali, bo w Świętym Duchu sami wioślarze.

W tej sytuacji pozostaje mi tylko wiersz ks. Jana Twardowskiego.

duch oklapnięty kiedy ciało obok
miłość niecała bo smutek daleko
jeśli śmierć nie przyjdzie
życie jak matołek
wiara niepewna gdy niewiary nie ma
nawet uśmiech jak baran gdy zabraknie płaczu
wszystko Bóg stworzył razem

dlatego osioł wyje
zobaczył osobno

Spoza kruchty , , , , , ,

Dobre życzenia

Jak się ma za dobrze, to jest źle. Wiem to z własnego doświadczenia. I każdy chyba wie. Jak już coś mamy, to nie chcemy stracić, uważamy, że nam się należy.

Jak zarabiamy 2000 zł, to nie wyobrażamy sobie obniżki pensji, chcemy podwyżki, albo przynajmniej wyrównania inflacji. Jak 3000 zł, to nie ma mowy o dwóch tysiącach. Jak mamy stałe łącze do Internetu, to modem nie wystarcza.

Jak mam teraz pandę, to za nic w świecie nie wróciłbym do tico. I co z tego, że tym żelazkiem zjechałem całą Polskę i było dobrze? Tak samo nie chciałbym wrócić do 36-metrowego mieszkania, w którym z M. przeżyłem 20 szczęśliwych lat i w gruncie rzeczy zupełnie nam wystarczało.

Jak pracowałem w „Wyborczej”, nie wyobrażałem sobie pracy w „Kurierze”. Jak pracuję na UMCS, nie chcę pracować w podstawówce. Jak zdobyłem Zamarłą, nie bawią już mnie spacerki po tatrzańskich dolinkach. Ale czy jestem przez to lepszy? A przynajmniej szczęśliwszy?

Powiadają, że umiarkowane kłopoty każdemu wychodzą na zdrowie. Dlatego życzę polskiemu Kościołowi, żeby miał trochę gorzej. Bo naprawdę dobrze mu życzę, mimo że jest taki okropny.

Spoza kruchty , , , , , , , , , , ,

Start

Zacznę delikatnie, żeby nie zniechęcać na starcie. A wręcz przeciwnie, chcę zachęcić do intelektualnego wysiłku, bo rok szkolny już trwa, a akademicki zaraz się zacznie.

Otóż pewien ksiądz opowiadał mi kiedyś, że pewna kobieta zaczęła swoją spowiedź następująco: – Proszę księdza, jestem słuchaczką RM… Na co ksiądz: – Proszę pani, z tego nie trzeba się spowiadać.

Bardzo ubawiła mnie wtedy ta historia. Ale dziś patrzę na to inaczej. Trzeba.

By to dostrzec konieczna jest odrobina intelektualnego wysiłku. Tylko po co się wysilać? Przecież, jak pisał ks. Tischner, mądremu wcale nie jest łatwiej.

To tyle na początek. Dalej będzie tylko gorzej.

Aha, jeszcze wypada odpowiedzieć na dwa listy.

Pani, której żal, że wiersze się kończą, obiecuję, że raz w miesiącu będzie wiersz. Wtedy, gdy żonina cenzura zablokuje felietonik, a blokuje tak mniej więcej co czwarty. Może robiłaby to nawet częściej, ale czasem zapomni przeczytać i uda mi się to i owo napisać wprost, a nie między wierszami. Dziś się udało.

Panu, który dziwił się, że nic nie napisałem o rocznicy (31 sierpnia). Nie napisałem, bo postanowiłem ograniczać się w wulgaryzmach. A poza tym, z rocznic to w zasadzie interesują mnie tylko moje imieniny, bo wtedy mam od Żony dyspensę na picie wina do skutku.

Spoza kruchty , , , , , , , ,

Koniec wierszy

Przepraszam kilka osób, które nadesłały mi swoje ulubione wiersze, a ja się uparłem przy swoich. Ale za to te nadesłane i podpowiedziane przeczytałem, większości nie znałem, ładne, ładne.
Dziś już ostatni wiersz i od przyszłego tygodnia muszę wymyślać coś sam. Szkoda, bo w te wakacje naprawdę przeczytałem sporo wierszy i wcale niełatwo było coś wybrać.
Wydaje mi się, że na zakończenie i ze względu na uduchowione miejsce, świetnie pasuje wiersz Jarosława Marka Rymkiewicza pt. „Kot poluje na ptaszki”. Ale to nie jest wierszyk o kocie i ptaszkach.

Kot poluje na ptaszki i to są problemy
Patrzy na to Bóg Ojciec jest kompletnie niemy

Prawdopodobnie głuchy i niepełnosprawny
Właśnie dlatego ten świat jest taki zabawny

Głuchy niepełnosprawny i nic go nie kręci
Wielki mózg pozbawiony kompletnie pamięci

Wielki mózg ale przy tym mało pomysłowy
Milczy bo nie pojmuje swojej własnej mowy

Milczenie jest tu mową mowa to milczenie
Na tym właśnie polega nieporozumienie

Kot poluje na ptaszki to nie jest w porządku
Właśnie dlatego trzeba zacząć od początku

Kot jest żółty i biały na brzuchu łaciaty
Coś co wzięło z czegoś przed wieloma laty

Świat który pokazuje nam swoje pazury
Niepełnosprawny głuchy łaciaty lub bury

Zimowy kot na śniegu o tam pod jabłonką
Wielki mózg – jemu świeci zachodzące słonko

Poluje na sikorki pliszki i wróbelki
Mózg w kompletnym rozpadzie ale wielki wielki

Mętne oko patrzące ze swej mętnej głębi
Obcy kot wróg sikorek gawronów gołębi

Wielki mózg zaplątany w swoją plątaninę
Pytanie które pyta o swoją przyczynę

Królestwo bytu leży u jego podnóża
Krew kapie – pod jabłonką jest mała kałuża.

Spoza kruchty , , , , ,

Późne lato

Niby do końca lata jeszcze cały miesiąc, ale przecież i tak wszyscy wiemy, że lato się kończy. I z tej okazji poza kruchtą wiersz Jerzego Harasymowicza z tomiku „Późne lato”. Trochę smutno czegoś. Ale jak sobie pomyśleć, że przez cały rok, przez całe życie, byłoby tylko lato, to brrrr… Takie wieczne lato to coś takiego, jak nieśmiertelność. Wyobraźcie sobie życie bez końca, albo nawet tylko tysiąc lat. Koszmar. Jak nie wierzycie, przeczytajcie ostatni rozdział „Księgi nieskończoności” Johna D. Barrowa. Naprawdę żyć (wiecznie) się odechciewa.

Niebo całe porysowane spadającymi gwiazdami
jak tablica kredą tak kończy się lato
Ostatni świerszcz gra twoim piersiom
trzeba rzucić jakiś wiersz świerszczom
do kapelusza nocy. Jakieś ciche świergotne głosy
tych którym kruszyliśmy chleb
W szklanym słoiku ze szronu
miłosne konfitury dojrzewają na oknie
Kończy się lato i tu w górach
siwieją już kwiaty i tylko wysmarowane węglem mroku
dzieci łapią spadającą gwiazdę za ogon
jak srokę

Spoza kruchty , , , , ,

Nieznane

Bardzo lubię ten wiersz Wisławy Szymborskiej. Czasem też zadaję sobie takie pytania. Ale nieodmiennie cieszę się, że nie znam na nie odpowiedzi. Gdybym poznał, chyba bym coś stracił. To coś nazywam urokiem życia.
Wiersz nosi tytuł „A B C” i pochodzi z tomu „Dwukropek”.

Nigdy już się nie dowiem,
co myślał o mnie A.
Czy B. do końca mi nie wybaczyła.
Dlaczego C. udawał, że wszystko w porządku.
Jaki był udział D. w milczeniu E.
Czego F. oczekiwał, jeśli oczekiwał.
Czemu G. udawała, choć dobrze wiedziała.
Co H. miał do ukrycia.
Co I. chciała dodać.
Czy fakt, że byłam obok,
miał jakiekolwiek znaczenie dla J. dla K. i reszty alfabetu.

Spoza kruchty , , , , ,

Kocie łapki

Ponad 40 lat temu Czesław Miłosz napisał dość pesymistyczny w swej wymowie wiersz. No ale miał rację, c’est la vie. Pozwalam sobie na ten pretensjonalny ton, bo sam Mistrz napisał wiersz po polsku, ale zatytułował po francusku: „L’Acceleration De L’Histoire”. Skoro Mistrz może, to ja też. A o przetłumaczenie tytułu poproście Księdza, który językami obcymi włada.

Wiersz mądry, a problem taki: jak odróżnić kocie łapki? Bo przecież koty są fajne. Problem głębszy, na poziomie doktoratu, a jeśli uwzględni się strukturalizm, poststrukturalizm, dekonstrukcję, hermeneutykę, konstruktywizm, postmodernizm i ponowoczesność ( a nie jest to to samo!), to i habilitacji!

Na poziomie ludzkim, a nie nauk humanistycznych (poziom ludzki to nie to samo co poziom nauk humanistycznych) chodzi oczywiście o to, że takie problemy, jakie mamy dziś z olimpiadą to naprawdę małe piwo.

A oto wiersz, trzy razy krótszy, niż mój komentarz:

Późno dla rodu ludzkiego.
Jedna za drugą milkną kassandry.
Nie płomieniami, trzaskaniem murów.
To zbliża się na łapkach kota.

Spoza kruchty , , , , ,

Nauki guru

Dla mojego pokolenia Leonard Cohen był poetą kultowym. Nadal go lubię, choć już nie tak, jak kiedyś. Moja żona twierdzi, że kiedyś słuchałem piosenek Cohena na okrągło, a teraz tylko wtedy, gdy się upiję winem. I ponoć wtedy płaczę. Ale to tylko takie żonine gadanie, bo ją Cohen dołuje. Zresztą winem trudno się upić.

Na starość Cohen wpadł w buddyzm i nawet kilka lat wytrwał w klasztorze. Czy coś zrozumiał, to nie wiem, a i on chyba nie za bardzo, o czym świadczy wiersz „Roshi” (w przekładzie Daniela Wyszohrodzkiego). Ale czy buddyzm da się w ogóle pojąć? A chrześcijaństwo?

Właściwie nigdy nie rozumiałem
o czym mówi
ale od czasu do czasu
zdarza mi się
zaszczekać wespół z psem
pochylić się z irysem
albo jeszcze inaczej nieść pomoc
w równie niewielkim stopniu

Spoza kruchty , , , , , , ,