NIEKOŃCZĄCY SIĘ BIEG KU JUTRU

Jesteś dziś szczęśliwy? Jeśli odpowiesz, nawet po pewnym namyśle, że tak, to jesteś blisko Boga.

Przekleństwem naszych czasów jest to, że gonimy ciągle za czymś czy kimś, za jakąś przyszłą szczęśliwością. Nasze oczy i serca są gdzie indziej, nie tu i nie teraz. Wypatrujemy jakichś rzeczy – domów, samochodów, wymarzonych miejsc pracy, ale także książąt na rumakach i księżniczek w cudownych sukniach. Całe nasze szczęście dopiero nadejdzie! Jeszcze to czy tamto, jeszcze jedna rzecz, a potem jeszcze jedna.

Bóg, który się wcielił, zamieszkał między nami, nie ma dla nas innego szczęścia, jak to, którym jest ten czas, to miejsce, ci ludzie, te rzeczy, ta pogoda.

Drugi dzień grudnia tego roku. Twój najszczęśliwszy dzień, dla twoich szczęśliwych oczu. Nie daj się oszukać, że szczęście dopiero kiedyś nadejdzie. Oczywiście, możemy tak karmić się wizjami nadchodzącego dobra, piękna, miłości, aż po ostatni dzień naszego życia. I życie może stać się ucieczką ku jutru. Niekończącym się ściganiem mirażu.

Patrzę w twoje oczy. To moje szczęście. Zadzieram głowę ku chmurnemu niebu, to moje szczęście. Usłyszę muzykę, to moja radość. Poczuje dotyk twojej ręki. Smak pierwszej dziś filiżanki herbaty, kęs chleba. Bóg jest tu. Zawsze bliżej niż myślimy.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 11,1-10)
I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze. Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę, i sławne będzie miejsce jego spoczynku.

(Ps 72, 1-2. 7-8. 12-13. 17)
Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie

Boże, przekaż Twój sąd królowi,
a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.
Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie
i ubogimi według prawa.

Za dni Jego zakwitnie sprawiedliwość
i wielki pokój, aż księżyc nie zgaśnie.
Będzie panował od morza do morza,
od Rzeki aż po krańce ziemi.

Wyzwoli bowiem biedaka, który Go wzywa,
i ubogiego, co nie ma opieki.
Zmiłuje się nad biednym i ubogim,
nędzarza ocali od śmierci.

Niech Jego imię trwa na wieki,
jak długo świeci słońce, niech trwa Jego imię.
Niech Jego imieniem wzajemnie się błogosławią,
niech wszystkie narody ziemi życzą Mu szczęścia.

Oto nasz Pan przyjdzie z mocą i oświeci oczy sług swoich.

(Łk 10,21-24)
W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli.

Itinerarium , , , , , , , , ,

BÓG Z DOBRYM SŁUCHEM

Stanęliśmy na progu kolejnego Adwentu, pędzeni wirem życia, rzucając okiem na Boże Narodzenie. Wiemy już, że żaden Pan Jezus się nie narodzi za cztery tygodnie, żaden Bóg dzieckiem się nie stanie, jak kiedyś.

Stajemy z fundamentalnym pytaniem – co z nami? Bo z Bogiem jest okej. Zamieszkał między nami. Ale co z nami? Zajęci urządzaniem się w tym zwykle za krótkim życiu, zaczynamy myśleć o Bogu. Rozglądamy się czy może nie zdarzy się coś niezwykłego.

Nie zdarzy się nic niezwykłego. My od jednego obowiązku do drugiego, obok domy, ulice, samochody. Ludzie, którzy idą, biegną, czasem lecą szybko. Kartki w kalendarzu pokazują kolejne dni.

Jakże ożywcza i piękna jest wieść, którą już w drugim dniu Adwentu słyszymy. Daleki Bóg? Nie, bliski! Jakże bliski! Interesuje go, że ktoś jest chory. Leży sparaliżowany i bardzo cierpi. To zainteresowało Jezusa.

Bo Boga, który zjednoczył się z każdym z nas, interesuje nasz bolący ząb, pękająca z bólu głowa, kołatające przedsionki schorowanego serca, niewydolność nerki i problemy z poczęciem dziecka. Boga interesują nasze problemy w szkole, oblane egzaminy i zatargi w rodzinie. Od kiedy zjednoczył się z nami, to są już Jego sprawy. Nie ma naszych spraw, takich spraw, które nie byłyby w zasięgu Bożego wzroku. Nie ma takich spraw, na które Bóg byłby głuchy. Powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. I Bóg słyszy tę ludzką prośbę, skargę. Więcej, nie tylko słyszy. On wie, co zrobić.

Stań ze wszystkimi swoimi sprawami, tymi trudnymi, może nawet błahymi, przed Bogiem. Tylko nie zadzieraj głowy, bo tam nie ma nikogo, kto by słyszał. Stań ze swoim życiem tu.

Liturgia słowa

Iz 2,1-5)
Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

(Ps 122,1-2.4-9)
REFREN: Idźmy z radością na spotkanie Pana

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Tam wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

Proście o pokój dla Jeruzalem:
Niech żyją w pokoju, którzy cię miłują.
Niech pokój panuje w twych murach,
a pomyślność w twoich pałacach.

Ze względu na braci moich i przyjaciół
będę wołał: „Pokój z tobą”.
Ze względu na dom Pana, Boga naszego,
modlę się o dobro dla ciebie.

(Ps 80,4)
Panie, Boże nasz, przyjdź, aby nas uwolnić, okaż swoje oblicze, a będziemy zbawieni.

(Mt 8,5-11)
Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go. Lecz setnik odpowiedział: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź! – a idzie; drugiemu: Chodź tu! – a przychodzi; a słudze: Zrób to! – a robi. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Gdybanie

W 1982 roku Leszek Kołakowski napisał książkę „Religion. If there is no God…”. W 1988 ukazała się w „Znaku” pod tytułem “Jeśli Boga nie ma…” i autor wyjaśnił, że właściwy jest tytuł polski, a ten angielski był ukłonem wobec Oxford University Press, które koniecznie chciało mieć w tytule religię.

To fascynująca lektura i tym, którzy jej jeszcze nie czytali (ale to u świętoduchowców chyba niemożliwe), gorąco polecam.

Przypomniałem sobie o niej wczoraj przed północą, gdy nieuchronnie zbliżał się deadline kruchty. Prawie w każdą sobotę przed północą wpadam w panikę: nie wiem, co napisać. I przychodzą mi do głowy różne głupie myśli.

Na przykład wczoraj zacząłem myśleć, co by było, gdyby nie było religii. Nie Boga, a religii. Jak by wyglądał świat? Czy o ludziach mających inne spojrzenie na tajemnicę życia mówionoby mordercy? Czy w sporach politycznych ktoś by się podpierał sloganem: „Prawda was wyzwoli”? Czy zabitych z pobudek religijnych też by zamordowano, tylko z innych pobudek? Czy byłby Bombaj, 11 września, itd.

Wiem, że mówię jak stary Marks albo młody Lenin. Ale to naprawdę ciekawy problem: czy religia przynosi więcej dobra, czy zła. Szczęścia, czy nieszczęścia. Wielkości czy podłości.

I dlatego bardzo chciałbym, żeby jakiś mędrzec, taki jak Leszek Kołakowski, napisał książkę pt. „Gdyby religii nie było…”. I nie mieszał do tego Pana Boga.

Ale takich mędrców dziś nie ma. Jest Dawkins i posłanka Senyszyn.

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Zgorszenia

Niektóre panie (bo panowie to raczej nie) bywają zgorszone strojami młodych dziewczyn. Niektórych dyżurnych moralistów gorszy Kuba Wojewódzki, Szymon Majewski albo (ostatnio) Elżbieta Kruk.

Ale oni chyba wcale się nie gorszą. Po prostu mylą zgorszenie ze zbulwersowaniem. Zgorszenie jest wtedy, gdy człowiek staje się gorszy. A czy można stać się gorszym od patrzenia na ładne dziewczyny, albo od telewizyjnych wygłupów czy widoku posłanki Kruk?

No, ale każdy ma takich gorszycieli, na jakich zasługuje. Mnie zgorszył ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który oświadczył:

„Moją odpowiedzią na teksty ks. Adama Bonieckiego i ks. Andrzeja Lutra, opublikowane we wczorajszej “Gazecie Wyborczej”, jest odesłanie “Tygodnikowi Powszechnemu” Medalu św. Jerzego, który otrzymałem od niego w 1997 r. za „zmagania ze złem i uparte budowanie dobra w życiu społecznym”. Odsyłam również dlatego, ze moja skromna osoba nie pasuje do innych laureatów owego Medalu, czyli do takich autorytetów moralnych jak Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, Tadeusz Pieronek czy Józef Życiński. Myślę, że osoby te z tej decyzji naprawdę ucieszą się. Od dziś bowiem mogą być wyłącznie we własnym gronie. Odsyłając ów Medal (fizycznie uczynię to zaraz po powrocie z Nowego Yorku), zasugeruję, aby został on wręczony komuś z takich kolejnych autorytetów moralnych jak np. ks. Michał Czajkowski. Lesław Maleszka, Halina Bortnowska czy wspomniany ks. Andrzej Luter. Wtedy krąg laureatów, wyznających te same wartości, jeszcze bardziej się poszerzy. A wówczas nie będą im już potrzebne “listki figowe” w postaci osób opiekujących się chorymi czy niepełnosprawnymi.”

Gdy wczoraj przeczytałem to oświadczenie, po prostu się ucieszyłem. Ucieszyłem się, że już nie ma tego księdza wśród laureatów medalu za „zmagania ze złem i uparte budowanie dobra w życiu społecznym”. Wiem, że nie powinienem, że to nieładnie, ale się ucieszyłem. I to bardzo. I wiem, że przez tę radość stałem się gorszym człowiekiem.

Jak to dobrze, że Bronisław Wildstein nie zrzekł się tytułu „Przewodnika po życiu”, który kiedyś mu przyznaliście. Stałbym się jeszcze gorszy.

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Prośba do psychologów i księży

Media, a telewizja przede wszystkim, to ogłupiacze i wyzwalacze agresji. Kreskówki wypaczają psychikę dziecka, wszechobecna golizna demoralizuje młodzież, a pyskówki polityków budzą niskie uczucia u dorosłej publiki.

Ileż takich opinii czytałem w naukowych książkach, nasłuchałem się na naukowych konferencjach i z ambony. Zwykle taki obraz mediów przedstawiają psychologowie i księża. Skoro tak twierdzą, to pewnie tak jest.

Ale w związku z tym mam do nich drobną prośbę: Niech mi wyjaśnią, czego się naoglądali, nasłuchali i co czytali w młodości przewodniczący episkopatu, który uważa, że media o. Rydzyka są OK, a „Tygodnik Powszechny” nie, ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski i ks. dyrektor.

Bo mi nic nie przychodzi do głowy. Przecież „Gwiazdy na lodzie” TV publiczna (czyli ta z misją) emituje od niedawna. No ale ja nie jestem ani psychologiem, ani księdzem.

Może powiecie, że jestem niemiły? Owszem, jestem. I też Was do tego zachęcam.

Spoza kruchty , , , , , , , , ,

Nie zabijaj

Wiem, że panta rhei, i że trzeba szukać ciągle lepszych tłumaczeń i lepszych interpretacji. Zgodnych z duchem czasów – tamtych i obecnych.

Ale ja wolałem przykazanie: „Nie zabijaj”, niż jego nową wersję: „Nie popełnisz morderstwa”.

„Nie zabijaj” było moralnym i intelektualnym wyzwaniem najwyższej próby, któremu sprostał – być może – św. Franciszek, niektórzy buddyści i paru innych dobrych ludzi. „Nie popełnisz morderstwa” to banał. Przynajmniej dla mnie.

Zapewne znakomita większość ludzi nigdy nie złamała tego nowego – starego przykazania. Zresztą głównie dlatego, że nie miała okazji, albo miała szczęście. Ja też, jak dotychczas, nigdy nie popełniłem morderstwa. Nie miałem okazji i miałem szczęście. Ale zabiłem wiele razy.

Myślę, że to nowe – stare przykazanie jeszcze bardziej znieczuli nasze sumienia.

Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem. Pewnie nie mam racji. Jak zwykle.

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Podziękowania

Wczoraj zastosowałem poradę znalezioną w „Itinerarium”. Dobra była. Co mnie zresztą nie zdziwiło, bo przecież „Itinerarium” jest po to, żeby podpowiadać.

A więc wczoraj, zgodnie z dobrymi radami, podziękowałem kilku ludziom, nie tylko z rodziny, za to, że byli, że ich spotkałem, że mieliśmy wiele dobrych chwil. Nawet chciałem podziękować za te gorsze, ale jakoś nie mogłem sobie ich przypomnieć. Dziś pewnie powtórzę to w innych miejscach. A może nawet nie tylko podziękuję, ale i za coś tam przeproszę.

I na rok będę miał spokój. Dużo łatwiej jest dziękować zmarłym, niż żywym. O przepraszaniu już nawet nie wspominam.

Spoza kruchty , , , , ,

Antyklerykalizm

W młodości byłem strasznym antyklerykałem. Po trzydziestce stopniowo zaczął mi przechodzić, a dziś to wypuszczam pazury, jak tylko ktoś coś złego o księżach powie. Ponoć na starość człowiek głupieje.

Na szczęście mam jeszcze zwykle świadomość, że bronię niesłusznej sprawy i antyklerykałowie mają rację. Ale czy zawsze trzeba bronić słusznej sprawy? Naprawdę będzie ze mną źle dopiero wtedy, gdy zacznę bronić O. Dyr. Jeśli do tego dojdzie, proszę o eutanazję. Wiem, wiem, że tutaj to sobie mogę prosić i się nie doproszę – ale wcale mnie to nie martwi, bo aż tak to mi się mózg nie zlasuje. O. Dyr. bronić nie będę.

Zastanawiam się, skąd się bierze antyklerykalizm. I myślę, że wcale nie z oburzenia na pazerność Kościoła, jego faryzeizm (nb. faryzeusze byli mądrymi i w większości zapewne dobrymi ludźmi), religię w szkołach, etc. Bierze się ze spraw zupełnie banalnych, które powinien rozwiązywać jeden telefon.

Ot, taki cytacik z ostatniego tygodnia. GW ustalała zarobki rektorów lubelskich uczelni. Wszystkie szkoły wyższe podały zarobki swoich szefów. Natomiast KUL – nie. I oto uzasadnienie rzecznika tej katolickiej uczelni: „Sprawdzamy czy jesteśmy zobligowani do podawania prasie takich danych”.

Czujecie o co chodzi? Nie? To dobrze. Nie będziecie antyklerykałami. A skoro nie będziecie – czarno widzę przyszłość Kościoła w Polsce.

Szkoda.

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Lista

Pewnie tylko ludzie święci (ale niekanonizowani) nie mają frajdy, gdy kompromituje się ktoś, kogo nie lubią. Bo przecież przez to, że ktoś jest gorszy, ja jestem lepszy. Relatywizmu nie da się w praktyce uniknąć.

Więc ja też miałem frajdę, gdy najwyższa osoba w państwie powiedziała „stokrotce”, że ją wykończy, i że jest na jego krótkiej liście.

Ale zaraz sobie uświadomiłem, że przecież ja też mam taką listę. Wprawdzie jest ona najkrótsza z możliwych, bo znajduje się na niej tylko jedna osoba, ale jednak. (Od razu zastrzegam, że nie jest nią nikt z PiS ani RM). Zaraz jednak się pocieszyłem, że i tak jestem lepszy, bo wcale nie mam zamiaru owej osoby wykańczać. Nie muszę. Sama się wykańcza, he, he.

A tak z ręką na sercu: kto z Was nie ma takiej listy? Może Ksiądz, może Marta J., może Renatka D. i paru innych świętych ludzi. Ale i tego wcale nie jestem pewien.

Jan Pleszczyński

PS. 1. Bardzo dziękuję Pani J. K. za list i próbę odpowiedzi na pytania zadane w poprzednich kruchtach.

PS. 2. Proszę nie naciskać, bym zdradził kim jest człowiek z mojej listy. On wie.

Spoza kruchty , , , , , , , ,

Czy diabeł może być zbawiony?

Leszek Kołakowski gości w kruchcie nader często, choć zapewne o tym nie wie i – być może – wcale sobie tego nie życzy. Ale na miłość i uwielbienie nie ma lekarstwa, a ja Leszka Kołakowskiego kocham i uwielbiam bezgranicznie, o czym wielokrotnie tu pisałem i czego dowody dawałem.

Gdybym wzorował się na niektórych klasykach felietonu, dodałbym w tym miejscu, że Leszka Kołakowskiego poznałem kiedyś osobiście, i to w Oksfordzie (się bywa, nie myślcie sobie), a potem spotkałem go jeszcze w Szczecinie, na bardzo prestiżowym Kongresie Filozofii Polskiej , gdzie Kołakowski miał, podobnie zresztą jak ja, wykład. Taki Kongres odbywa się raz na 4 lata, odczyty mają tylko najlepsi. Byle kto to może sobie posłuchać. W Szczecinie na pewno odczyt miało nie więcej niż 500 najwybitniejszych, a słuchaczy było co najmniej 50.

No i dodałbym, rzecz jasna tylko na marginesie, że w tym roku byłem na wakacjach w Grecji, choć tam akurat, co za pech, Kołakowskiego nie spotkałem. Za to byłem w miejscach, gdzie wykładał św. Paweł (mam fotki; o tym, że fotek z Kołakowskim w Oksfordzie zaniedbałem, to bym nie napisał). Niestety, św. Pawła dziwnym trafem nie spotkałem, ale co się odwlecze…

Ponieważ nie wzoruję się jednak na klasykach, nie będę pisał o pobocznościach i wracam do meritum. Meritum zaś, czyli to, co ważne, jest krótkie. Inaczej nie byłoby meritum. (Gdybym wzorował się na niektórych klasykach felietonu, napisałbym, że meritum, co oznacza z greckiego – tu zajrzałbym do Kopalińskiego, żeby nie dać plamy – … itd.)

No więc, do meritum: Tenże Kołakowski popełnił kiedyś książkę zatytułowaną „Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań”, którą gorąco polecam tym, którzy jej nie czytali (choć w Duchu takich chyba nie ma). Ja czytałem tę książkę w czasach, gdy byłem mocno antyklerykalny i w Kościele widziałem tylko zło. Zauważcie, proszę, jakie poczyniłem postępy: dziś, co najwyżej, i to bardzo delikatnie, wspomnę coś o RM, a i tak nie bardzo wiadomo, czy ganię, czy chwalę).

Teraz sam siebie podziwiam, że byłem w stanie kiedyś przeczytać Kołakowskiego: wydanie powielaczowe (wiecie, co to takiego?), czcionka wielkości ok. 5 (dziś nawet w okularach nic nie widzę, na stronie o wielkości kalendarza kieszonkowego 60 mikroskopijnych linijek….) – ale jak bum cyk cyk – przeczytałem, 334 strony! Oczywiście wiecie, że za posiadanie takich podziemnych wydawnictw można było być represjonowanym. SB-cy mogli zarekwirować egzemplarz i pouczyć obywatela, że nie powinien mieć nielegalnych wydawnictw. I dziś, w wolnej Polsce można by na tej podstawie słusznie czuć się bojownikiem o wolność i demokrację. Niestety, u mnie nigdy rewizji esbecy nie zrobili. Zresztą i tak by tej książki nie znaleźli. Malutka była, a poza tym chowałem ją głęboko, do kapcia pod łóżkiem.

No, ale ad rem: czytałem tego Kołakowskiego i nagle eureka, objawienie, rewelacja! Zrozumiałem – a dziś nawet jestem tego pewny – że na krańcu dziejów diabeł też będzie zbawiony. Inaczej chrześcijaństwo nie miałoby sensu.

I tak mi się jakoś wydaje, że ks. Hryniewicz myśli podobnie.

A kto myśli inaczej, ten może i jest wierny doktrynie, ale na pewno nie duchowi chrześcijaństwa.

Jan Pleszczyński

PS. Pytania ciekawskich uprzedzam i wyjaśniam: A i owszem, wypiłem buteleczkę wytrawnego czerwonego wina (Egri bikaver, bo dobre i tanie). In vino veritas. A i żona tę kruchtę przeczytała i puściła. Wprawdzie z komentarzem: wysyłaj i idź spać, ale jednak… Fajną mam żonę!

Spoza kruchty , , , , , , , , , , , , , , , , ,