ZA TOBĄ PODRÓŻE ŻYCIA

Mędrców popchała w drogę gwiazda, światło. Tysiące kilometrów, w pogoni w zasadzie za niepewnym zjawiskiem, bez kalkulacji efektu końcowego. Może znaleźli Mesjasza, bo wierzyli? Na pewno szli, bo wierzyli.

Co pcha kruki – przepraszam, że raz jeszcze wracam do naszych czarnych skrzydlatych braci – do godów w porze, kiedy mróz zdaje się podpowiadać: siedź w domu, nie wychylaj nosa? Rozpinają skrzydła, minus trzynaście w powietrzu, lecą ku sobie i razem w jakąś nieznaną przyszłość. Światło, ten mały, niezauważalny dla ludzkiego oka przyrost światła (od dwóch tygodni). To światło zachęca je do ryzykownej – a jednak skutecznej – podróży.

Siedzimy spokojnie w domach, nasze podróże są krótkie, przewidywalne, raczej bezpieczne i coraz bardziej komfortowe. Symulujemy wiarę, mażąc kredą niezrozumiałe K + M + B na drzwiach.

Nasze podróże są krótkie, do pubu na piwo, do multikina na wesołe obrazki, do rodziców na obiadek, do dzieci dla oglądu takich pociesznych wnuczków.

Za jakim światłem, możesz ruszyć dziś? Czy wszystkie podróże życia masz już za sobą?

LITURGIA SŁOWA

(Iz 60,1-6)
Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.

(Ps 72,1-2.7-8.10-13)
REFREN: Uwielbią Pana wszystkie ludy ziemi

Boże, przekaż Twój sąd Królowi,
a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.
Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie
i ubogimi według prawa.

Za dni jego zakwitnie sprawiedliwość,
i wielki pokój, aż księżyc nie zgaśnie.
Będzie panował od morza do morza,
od Rzeki aż po krańce ziemi.

Królowie Tarszisz i wysp przyniosą dary,
królowie Szeby i Saby złożą daninę.
I oddadzą Mu pokłon wszyscy królowie,
wszystkie narody będą Mu służyły.

Wyzwoli bowiem biedaka, który Go wzywa,
i ubogiego, co nie ma opieki.
Zmiłuje się nad biednym i ubogim,
nędzarza ocali od śmierci.

(Ef 3,2-3a.5-6)
Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica. Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię.

(Mt 2,3)
Ujrzeliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy złożyć pokłon Panu.

(Mt 2, 1-12)
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

Itinerarium , , , , , , , ,

SZTUKA PRZYJMOWANIA BOGA DZIŚ

Pozwolę sobie dzisiaj zaproponować wam lekturę fragmentu tekstu jednego z mistyków średniowiecza, greckiej proweniencji, z przełomu VI – VII wieku, Maksyma Wyznawcy (więcej: tutaj). Jedno zdanie jest szczególnie ważne: „Temu, który Go [Chrystusa] przyjmuje, objawia się w tej mierze, w jakiej wie, że jest on zdolny Go przyjąć.” To jest chyba ważna wskazówka dotycząca żywej relacji z Bogiem, z czym mamy często duże problemy.

Nasza praktyka chrześcijaństwa przesycona jest strategią walki i zdobywania, z ogromnym przeakcentowaniem naszych możliwości. Modlitwa jest w naszej praktyce próbą „zdobywania Boga”, niejako usidlania Go, łowienia, osaczania. Co rusz próbujemy bardziej wyrafinowanych form tego zdobywczego wysiłku, zmieniając pacierze, dodając nowe koronki, litanie i nabożeństwa. Dodam, że mnożymy je również – raz jest to 9 pierwszych piątków miesiąca, raz 5 pierwszych sobót, raz godzina piętnasta, raz dwudziesta pierwsza (z przekonaniem o uprzywilejowaniu przez Boga pewnych pozycji wskazówek zegara na cyferblacie). Rozczarowanie jedną formą prowadzi do przyjęcia następnej. Życie duchowe staje się gonitwą za skuteczną i pewną formą zaklęcia obecności, bliskości czy przychylności Boga. Nic takiego jednak nie istnieje.

Nie jesteśmy uczeni sztuki przyjmowania Boga, o czym pisze Maksym. Bóg, powtarzam jeszcze raz, „zrobił swoje”, przyszedł najbliżej jak mógł. Stał się człowiekiem, zamieszkał pośród nas, poprzez narodzenie Chrystusa (co nie przeszkadza Jego niezmiennej unii z Ojcem – więcej o tym Maksym, poniżej).

Przyjąć Wcielonego Boga oznacza nieustanne otwieranie się (nigdy nie jest to jednorazowy akt) na Jego bliskość i przenikanie. Wyliczanie możliwości Jego Przyjścia zasadniczo nie ma sensu, ponieważ byłoby ograniczaniem Nieograniczonego. Niemniej wszystko, co przyniesie ten dzień jest naznaczone przenikaniem Boga. Od coraz pewniejszej już jutrzenki, kiedy rozpoczyna się gra światła z ciemnością, przez jasne południe z wysokim słońcem, aż po gęstą ciemność wieczoru. Od pierwszych słów zamienionych z najbliższymi, przez szczebiot dzieci i ważne rozmowy przez telefon (za nimi kryją się ludzie, pamiętaj!), po chwile (zawsze będą to chwile w naszym aktywnym życiu, ale chwile niezwykle ważne) zachwytu, jakiegoś pewnego, choć krótkotrwałego doznania jedności świata, wspaniałości życia czy piękna człowieka. To takie „Ach! – chwile”, gdzie jedynie „Ach!” możemy powiedzieć, bo żadna werbalizacja nie ma tu racji bytu.

Bóg objawia się tobie „w takiej mierze, w jakiej zdolny jesteś Go przyjąć”, w jakiej zdolny jesteś przyjąć Go dziś.

Św. Maksyma Wyznawcy, opat
(Centuria 1)

Chrystus, Słowo Boże, raz tylko narodził się w ciele, co było dowodem Jego dobroci i miłości ku ludziom; ale jest zawsze gotów narodzić się duchowo u tych, którzy tego pragną; w nich też wzrasta i kształtuje się, darząc ich na różny sposób swoją mocą. Temu, który Go przyjmuje, objawia się w tej mierze, w jakiej wie, że jest on zdolny Go przyjąć. Tak postępując nie ogląda się zazdrośnie na ogrom swego majestatu, lecz bada i mierzy możliwości tych, którzy pragną Go ujrzeć. Ale tajemna głębia Jego istoty pozostaje zawsze nieuchwytna i nie do wypowiedzenia.

Święty Apostoł słusznie pisze, gdy rozważa tę niezgłębioną tajemnicę: “Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki”. Chce w ten sposób powiedzieć, że jest ona zawsze nowa i nigdy w pełni jej nie uchwyci ani nie wyczerpie umysł ludzki.

Chrystus Bóg rodzi się na tym świecie i staje się człowiekiem przyjmując ludzkie ciało, a wraz z nim i rozumną duszę, On, który wszystko powołał z nicości do istnienia. W tym czasie ukazuje się gwiazda, a jej blask wiedzie mędrców ze wschodu aż do miejsca, gdzie spoczywa Słowo, które stało się ciałem. Albowiem Słowo zawarte w Prawie i prorokach przewyższa swoją tajemnicą poznanie ludzkie i tylko Ono doprowadza nie znających Boga do pełnego światła poznania.

Tak więc pobożne rozważanie Prawa i proroków jest jak gwiazda prowadząca do rozpoznania Słowa wcielonego tych, którzy mocą łaski i według postanowienia Bożego zostali powołani i wezwani.

Jednakże wielka tajemnica wcielenia Pana zawsze pozostaje tajemnicą. Bo jakże się to dzieje, że Słowo jest istotowo zjednoczone z ciałem, a równocześnie całe istotowo istnieje w Ojcu? W jaki sposób Ten, który całą swą naturą jest Bogiem, staje się całkowicie człowiekiem przez ludzką naturę? A w tym połączeniu żadna z natur nic nie traci, ani Boska, w której jest Bogiem, ani ludzka, przez którą staje się człowiekiem.

Tylko wiara przenika owe tajemnice, ona, która jest dowodem i poręką rzeczywistości przekraczających wszelkie wyczucie i zrozumienie ludzkiego umysłu.

Itinerarium , , , , , , ,

O CO CHODZI?

kazanie na II Niedzielę po Narodzeniu Pańskim
4 stycznia 2009 AD

Słowo ciałem się stało, ponad dwa tysiące lat temu. I co się zmieniło?

Architektura. W pejzażu miast i wsi – w strefie geograficznej objętej wpływami chrześcijaństwa – wieże kościołów, dzwonnic, klasztorów, krzyże i kapliczki przy drogach.

Kalendarze. Czas liczymy nie od powstania Rzymu, ale od – domniemanego – roku narodzin Jezusa. Rytm naszych zajęć wyznaczają święta związane z wiarą.

Moda. Sutanny, habity, piuski, weszły w koloryt ubrań. Krzyżyki zdobiące szyje, medaliki, wisiorki z podobiznami świętych.

Zaklęcia. Wołamy – w nerwach lub entuzjazmie – „O, Boże!”, „O, Jezu!”, „O, Matko Boska!”

Z tym, że – przyznajmy – chodzi o coś zupełnie innego.

LITURGIA SŁOWA

(Syr 24,1-2.8-12)
Mądrość wychwala sama siebie, chlubi się pośród swego ludu. Otwiera swe usta na zgromadzeniu Najwyższego i ukazuje się dumnie przed Jego potęgą. Wtedy przykazał mi Stwórca wszystkiego, Ten, co mnie stworzył, wyznaczył mi mieszkanie i rzekł: W Jakubie rozbij namiot i w Izraelu obejmij dziedzictwo! Przed wiekami, na samym początku mię stworzył i już nigdy istnieć nie przestanę. W świętym Przybytku, w Jego obecności, zaczęłam pełnić świętą służbę i przez to na Syjonie mocno stanęłam. Podobnie w mieście umiłowanym dał mi odpoczynek, w Jeruzalem jest moja władza. Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie.

(Ps 147,12-15.19-20)
REFREN: Słowo Wcielone wśród nas zamieszkało

Chwal, Jerozolimo, Pana,
wysławiaj twego Boga, Syjonie.
Umacnia bowiem zawory bram twoich
i błogosławi synom twoim w tobie.

Zapewnia pokój twoim granicom
i wyborną pszenicą hojnie ciebie darzy.
Śle swe polecenia na krańce ziemi
i szybko mknie Jego słowo.

Oznajmił swoje słowo Jakubowi,
Izraelowi ustawy swe i wyroki.
Nie uczynił tego dla innych narodów.
Nie oznajmił im swoich wyroków.

(Ef 1,3-6.15-18)
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. Przeto i ja, usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach. [Proszę w nich], aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych.

(1 Tm 3,16)
Chrystus został ogłoszony narodom, znalazł wiarę w świecie, Jemu chwała na wieki.

(J 1,1-18)
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Brak słów

Prawda, solidarność, sprawiedliwość. Patriotyzm, godność, życie. Polska, Kościół, wierność. W czasach komuny te słowa zawsze mnie pozytywnie poruszały. Dziś, gdy słyszę: solidarność, godność, patriotyzm, Kościół, wierność, życie – staję się czujny.

Sam tych słów prawie nie używam. Wypadły z mojego codziennego słownika. I jakoś wcale mi ich nie brakuje.

Ale w 2009 roku, roku licznych ważnych rocznic, będę je słyszał na okrągło. I pewnie w przyszłym, 2010 roku, wypadną z mojego słownika definitywnie.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

POEZJA WROGÓW

Nikomu na Nowy Rok ani na Święta nie życzyłem – z poczucia realizmu – samych życzliwych ludzi.

Spotkacie, podobnie jak ja, wielu wrednych i złych ludzi, czasem wrednych i złych bezinteresownie, czasem interesownie. Takie historie trzeba wkalkulować w swoją wizję przyszłości.

Życzyłem za to wielu ludziom odwagi i siły. Między innymi po to, aby stanąć odważnie wobec ludzi, którzy będą przeciwko nam. Jeszcze raz przypominam CV Jezusa – wciąż starcia z ludźmi – faryzeusze, saduceusze, uczeni w Piśmie, administracja Heroda, władze rzymskie, rodzina, wrogi tłum w ostatnich aktach życia. A przecież braku dobra czy miłości Jezusowi zarzucić nie można.

Czasem przyjdzie nam stanąć wobec wrogości najbliższych, temu się też nie wolno dziwić, pamiętając choćby, że Jezus był odrzucony przez swoich rodaków w Nazarecie i przywoływany do porządku przez kuzynów. Czasem myślimy, przygnieceni przez wrogość ludzi, że może Bóg nas opuszcza („Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił…”) albo, że powinniśmy zrobić wszystko, żeby wrogowie zmienili się w anioły dobroci.

Przeciwnie, kiedy przychodzą spotkania z wrogami, Bóg natychmiast staje przy nas, budzi się gotów przyjść z pomocą i mocą. Nie wolno nam też odstąpić od swoich ważnych rzeczy wobec szyderstw i napaści ludzkich, aby przypodobać się komukolwiek.

Jesteśmy odważni i silni, aby przejść przez każdą ciemną dolinę naszego życia. Miłość nie jest słodkim delikatesem, jest mocą, która objawia się w trudnych chwilach. Bóg mieszka tak blisko, że nie ma zła, które by zwyciężyć mogło nasze światło.

Przypominam tylko o tych ważnych sprawach, abyśmy nie zwątpili, jak nas dopadnie proza życia. Bóg zamieszkał najbliżej jak mógł, w tobie, w twoim życiu.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

PEWNY TROP NA CAŁY ROK

Przejrzałem różne noworoczne przemówienia, mowy, apele i wypowiedzi ważnych osób. Pominę te w Polsce, bo były żałosne, bez wyrazu. Prezydent nie wskazał, gdzie zamierza prowadzić naród, pewnie nie wie, może nie myślał nad tym. Inni politycy albo w ogóle nie zabrali głosu, albo jak premier przekonywali, że są piękni i mądrzy.

Wiele pięknych myśli i zdań znalazłem w liście brata Aloisa (szef wspólnoty z Taize), na przykład taką:

W każdym z nas tkwi tęsknota za absolutem, do którego zmierzamy całą naszą istotą, ciałem, duszą, rozumem. Pragnienie miłości pali każdego, od niemowlęcia po starca.

W Orędziu na 1 stycznia (Światowy Dzień Pokoju), Benedykt XVI zawarł także przekonujące idee:

Wierna temu wezwaniu swego Pana, wspólnota chrześcijańska będzie zatem nieustannie wspierać rodzinę ludzką w inicjatywach twórczej solidarności, nie tylko po to, by dzielić się tym, co zbywa, ale by przede wszystkim zmieniać «style życia, modele produkcji i konsumpcji, utrwalone struktury władzy, na których opierają się dziś społeczeństwa» [20]. Chciałbym dzisiaj, na początku tego nowego roku, skierować do każdego ucznia Chrystusa i do wszystkich ludzi dobrej woli gorący apel o otwarcie serca na potrzeby ubogich oraz o czynienie wszystkiego, co praktycznie możliwe, aby przychodzić im z pomocą. Niezaprzeczalnie prawdziwe jest bowiem twierdzenie, że «zwalczanie ubóstwa jest drogą do pokoju».

Prawdą jest, że na początku tego roku nie mamy światła, pewności, jakiegoś impulsu. Nie ma też ludzi, którzy odważnie wzięliby na siebie rolę przewodników.

Może nas przez ten rok poprowadzić pycha, egoizm, namiętności, przypadki, chciwość, lęk lub rozpacz.

Jedno jest pewne. Tym tropem warto iść.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

VIVATY NA NOWY ROK

kazanie na Nowy Rok
czwartek 1 stycznia 2009 AD

Tak nam trudno uwierzyć, że żyjemy w Pełni Czasów. Wypatrujemy jeszcze lepszego czasu, jeszcze lepszych okoliczności, tyle rzeczy jest tutaj nie po naszej myśli. I coś nas zawsze wyrywa w przyszłość, w jakąś lepszą oczywiście przyszłość.

Pewnie dlatego tyle entuzjazmu wkładamy w wiwatowanie noworoczne, w „nowość” przełomu roku. Oto stoi przed nami szczęście, ono nadejdzie, przyjdzie. Jeszcze go nie mamy, ale przecież perspektywa nowego czasu na pewno otwiera się dla nas z porcją pomyślności.

Do znudzenia powtarzam, że nowy czas rozpoczął się w grudniu, dokładnie 21-go, kiedy zaczęło przybywać dnia i będzie go przybywać aż do końca czerwca. W tym sensie na niebie faktycznie jest nowy czas.

Skoro jednak jest pierwszy dzień nowego kalendarzowego roku, zacznijmy go z wdzięcznością. Za absolutnie darmową frajdę, jaką jest życie – wcale go nie musieliśmy mieć, a mamy. Nie wiemy jak to się stało, ale żyjemy, kolejne godziny otrzymaliśmy w darze i nie wiemy ile ich jeszcze do przeżycia pozostało. Vivat życie!

Vivat ludzie, drugi motyw wdzięczności. Jak dobrze, że są ludzie, choć zdaje się nam być rzeczą oczywistą, iż są ludzie. Jaki jednak wpływ na to mieliśmy, że są wokół nas? Żaden, żaden, ludzie to naprawdę wielki dar. I weźmy w nawias dziś różne nie najlepsze strony, jakie czasem ujawniają się w tych ludziach, z którymi razem idziemy. Vivat ludzie!

Wdzięczni bądźmy także za ziemię pod stopami i niebo nad nami. Akurat tak jest, a nie odwrotnie, myślę, że całkiem nawet dobrze. Oczywiście wiem, że ziemia, po której stąpamy, to jedna z planet, w odpowiedniej galaktyce, w oszałamiającej nieskończoności kosmosu, który nie ma granic. W jakiś sposób uczestniczymy w Nieustannym Koncercie Istnienia Wszechświata. Vivat niebo, vivat ziemia!

Vivat dziki i inne zwierzęta. A dzikom vivat dlatego, że akurat mają „huczkę”, znaczy się ruję, czas amorów i zachodzenia w ciążę, co oczywiście dotyczy loch za sprawą odyńców. I za trzy miesiące pasiaste warchlaki będą buszować po zazielenionych już gajach. Stąd vivat dziki i wszystkie zwierzęta, polne, ziemne, wodne, podziemne (ukłony dla kreta, cisza!!! śpi!), powietrzne, leśne, łąkowe, podwodne. Vivat!

Vivat jeszcze jeden, strzelić winien każdy z nas sobie samemu, najlepiej stojąc przed lustrem, bez względu na kształt fryzury po szaleństwach, bo każdy z nas wziął się nie wiadomo skąd i nawet nie wiadomo po co, ale jest! Jestem! A przecież zasługa w tym nasza zerowa.

Dobrze jest z wdzięcznością vivatować, czuć szczęście dziś i tu, gdzie jestem, nie czekać na lepsze czasy, bo i te są naprawdę dobre, i ci ludzie są dobrzy, i wszystko co nas otacza. Vivat Pan Bóg, ma się rozumieć, w tym wszystkim. Vivat! I vivat paniom i panom dzikom na ten Nowy Rok!

LITURGIA SŁOWA

(Lb 6,22-27)
Pan mówił do Mojżesza tymi słowami: Powiedz Aaronowi i jego synom: tak oto macie błogosławić Izraelitom. Powiecie im: Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem. Tak będą wzywać imienia mojego nad Izraelitami, a Ja im będę błogosławił.

(Ps 67,2-3.5.8)
REFREN: Bóg miłosierny niech nam błogosławi

Niech Bóg się zmiłuje nad nami i nam błogosławi;
niech nam ukaże pogodne oblicze.
Aby na ziemi znano Jego drogę,
Jego zbawienie wśród wszystkich narodów.

Niech się narody cieszą i weselą,
że rządzisz ludami sprawiedliwie,
i kierujesz narodami na ziemi.
Niechaj nam Bóg błogosławi,
niech się Go boją wszystkie krańce ziemi.

(Ga 4,4-7)
Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.

(Hbr 1,1-2)
Wielokrotnie przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna.

(Łk 2,16-21)
Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki].

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

CAŁOWANIE DOZWOLONE W ITINERARIUM

Moi drodzy, ani parafianie, ani „zebrani”, ani „bracia i siostry”, ani Itinerariusze. Na pewno nie to ostatnie, bo brzmi jak nowa sekta albo zakon – templariusze.

Trzeba zresztą uważać z tymi nowymi wyrażeniami, w 1997 roku, kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II bywał w Polsce, przy okazji odbywał się też we Wrocławiu Kongres Eucharystyczny. Sam słyszałem wymianę zdań między pobożnymi paniami:

– I ojciec Święty do nas przyjeżdża…

– A słyszała pani, że nie sam?

– Jak nie sam?

– Ano i Ojciec Święty i Kongres, obydwaj przyjeżdżają …

Fakt, obydwa były, pamiętam.

Chciałem na koniec roku jakoś inaczej do Was się odezwać, ale przecież nie jesteście moimi parafianami (takowych nie mam z racji kościoła rektoralnego). Nie powiem też „zebrani”, bo akurat jesteście rozproszeni, i to po różnych miejscach na świecie, jak wykazuje niezwykle mądre urządzenie zliczające skąd się czytelnicy logują. Mam też opór przed „braćmi i siostrami”, bo już parę razy słyszałem pod swoim adresem „bracie” z ust takich osobników, że najdalszą rzeczą, jakiej bym chciał to pokrewieństwa z takimi typami. Poza tym, co ja miałbym tak Was, zaocznie, w jedną familię wpychać?

Właśnie, zaocznie, bo większości z Was, czytających te słowa, nie znam osobiście, nie znam Waszych Twarzy, spojrzeń, uśmiechów. Nie wiem jak wyglądają Wasze domy i mieszkania, nawet nie wiem czy kolejne odcinki Itinerarium odbieracie na laptopie, palmtopie, PC czy może jeszcze inaczej. Nawet nie zaryzykowałbym twierdzenia, że się znamy z ekranu. Trochę Wy mnie znacie, z zapisków prowadzonych codziennie.

Ponieważ jednak rok się kończy, chciałem Wam wszystkim napisać

WIELKIE DZIĘKUJĘ!
I za cierpliwość w lekturze, i za wypominanie pomyłek, i za dopowiedzenia, za ostre słowa sprzeciwu; dziękuję i tym, którzy z oburzeniem wypisywali się z listy subskrypcji, pisali mi maile, których treści publicznie nie wypada podawać. Dziękuję wszystkim, którzy tracą czas czytając to, co pisuję. Tym, którzy do dziś są przekonani, że prowadzę jakoweś „terrarium”, tym, którzy czasem podziękują, bo coś tam im się rozjaśniło, w głowie, sercu czy duszy. Dziękuję za cały 2008 rok, od narodzenia naszego Pana Jezusa Chrystusa. Dziękuję za wspólną wędrówkę, codzienną, czy od czasu do czasu. Mam nadzieję, że po Sylwestrze, ja będę miał siłę napisać, a Wy dość sił, żeby przeczytać.

Każdego z Was też całuję, oczywiście przy poszanowaniu praw wcześniej nabytych wobec was w tej kwestii, przez osoby trzecie, czwarte i dziesiąte.

Naturalnie życzę bardzo wesołej i pięknej zabawy dla Was wszystkich. Ale proszę nie życzyć mi tego ze wzajemnością, bo od pewnego czasu nie tańczę. I to na koniec roku opowiem.

Zdarzyło mi się w liceum mieć cudowną koleżankę o oszałamiającej wprost urodzie i ciętym języku. Że język miała cięty, to się przekonałem później, bo najpierw to ta uroda, piękno, ten blask, cudowność mnie oślepiały.

I zdarzyło się, że na jednej z zabaw szkolnych, pokonując speszenie i ewentualność kosza, podszedłem do niej z pytaniem, czy chciałaby ze mną zatańczyć. Kiedyś panią pytało się czy „zechciałaby…”, oczywiście wiadomo było, że „zechciałaby”, ale wypadało zapytać. Moja wybranka zechciała. Jasne, że nie wybrałem jakiejś skocznej melodii, tylko spokojną, romantyczną, nastrojową, taką akurat dla dwojga. Ba, pamiętam do dziś, co za melodia, gra mi wszak jeszcze w sercu! Ruszyliśmy, w miarę blisko siebie, a ja w tańcu robiłem wszystko, aby odległość między nami malała, przy okazji życząc sobie, aby prawa fizyki dotyczące odległości między ciałami, uległy całkowitemu zawieszeniu. Oboje jakbyśmy „coś tam, coś tam”, ku sobie się nachylali. Oczywiście „coś tam, coś tam” wówczas nie miało żadnego podtekstu alkoholowego, to było porządne liceum!

Po jakimś czasie moja partnerka, niższa od mnie, wspięła się leciutko na palcach (była niespotykanie zgrabna!) i szepnęła mi wprost do ucha:

– Wiesz, Mietku, kiedy tańczymy tak razem, to czuję się, jak… To czuję się jak … Jak na pustyni…

Serce zaczęło mi walić z prędkością absolutną. Ruszyły uczucia i marzenia – „Ona nie widzi poza mną świata! Czuje się jakbyśmy byli sami! Nikogo poza nami. Tylko ja i ona, ona i ja, a wokół nas pustynia! Tak, nikogo poza nami, jesteśmy tylko my, ona i ja, ja i ona! Jakież szczęście! A ona przecudowna! Marzenie!”. Milion takich myśli latało mi po głowie, upajałem się radosnym szczęściem.

Nie przerywając tańca, dążyłem do radykalnego zmniejszenia odległości między nami, choć pewnie odległość ta osiągnęła stan absolutnego zera. Upojony tańcem i bliskością mojej Wymarzonej, ja z kolei nachyliłem się ku jej subtelnemu uchu i zapytałem:

– Tak … Tak… Czemu czujesz się tańcząc ze mną jak na pustyni?

Zapytałem w przekonaniu, że oto za chwilkę usłyszę: „Bo tylko ty i ja, jedyni…”

Ona znów wspięła się leciutko na palcach (była niespotykanie zgrabna!) i szepnęła mi wprost do ucha:

– Tak, tańcząc z tobą czuję się jak na pustyni, bo wiesz… Bo tańczysz jak wielbłąd…

Proszę zrozumieć, od tamtej pory nie tańczę. A Wam wszystkim szerokiego parkietu!

Wszelka korespondencja: m.puzewicz@kuria.lublin.pl


 

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ŚWIĘTOWANIE AŻ DO DNIA GÓRNIKA

kazanie na 6 dzień
w Oktawie Bożego Narodzenia
wtorek 30 grudnia 2008

Do poświątecznego smutku (tracą urok prezenty, jedzenie, choinka, etc.) dochodzi nam jeszcze koniec roku, potwierdzający narzekanie Koheleta: „Wszystko ma swój koniec…”

O ile jeszcze w odniesieniu do choinek i kalendarza, potrafimy to zrozumieć, o tyle gorzej jest, gdy kończy się też coś, co zdawało się być treścią Świąt. Niektórzy wręcz twierdzą, że nie czują się już tak blisko Boga, jak jeszcze niedawno, w Pasterkę, w czasie adwentowych Rorat czy podczas Wigilii.

Jeśli damy zakląć się w cykliczne rozumienie relacji z Bogiem, rozczarowanie może się pogłębiać. No bo Pan Jezus „rodzi się” (co roku) w końcu grudnia, potem przyjdą do Niego Trzej Królowie (6 stycznia), ale zaraz potem (już w kwietniu) wjedzie w Niedzielę Palmową na osiołku do Jerozolimy, aby znowu (jak co rok) umrzeć na krzyżu i zmartwychwstać w Wielką Noc. Uczucia będą się pojawiać cyklicznie, my będziemy się napinać, że oto Jezus : „rodzi się”, „umiera” i „zmartwychwstaje”, już już prawie tego doświadczamy… Ledwo zdążamy ze zmianą wewnętrznej dekoracji – z radosnego nastroju żłobka na grób (smutek i powaga). Można się naprawdę umęczyć duchowo i psychicznie próbując nadążyć za zmiennymi klimatami religijnymi. Przy takim nastawieniu, smutek poświąteczny dokucza, bo oto „narodzony” Pan Jezus szybko będzie się starzał, dojrzewał i zmieniał. A my chcielibyśmy coś z tego bożonarodzeniowego ciepła i uroku ocalić, zatrzymać.

Jedyną drogą wyplątania się z tych przygniatających cyklów, jest troska o nieustanny wzrost, nieustanne wkorzenianie się w Chrystusa, zgoda na rozwój wewnętrzny niejako pomimo kolejnych Świąt. Właściwie trzeba poddać się Bożemu przenikaniu, poddawać się coraz bardziej, coraz częściej, coraz głębiej, coraz szerzej i dłużej, całkowicie. Chrystus narodził się (raz), umarł (raz) i zmartwychwstał (raz), ale nieustannie pragnie jedności z tobą, a jest to proces dokonujący się (a raczej możliwy) każdego dnia, w każdym miejscu, w każdej porze roku, w każdym wymiarze twojej osoby (myśli, uczucia, ciało, działanie).

Święta można uratować tylko wtedy, gdy Przyjścia Boga nauczyliśmy się wyglądać pośród ludzi („Słowo ciałem się stało i zamieszkało pośród nas”). Igliwie choinkowe opada, prezenty już na nic, ale są ludzie. A w nich tajemnica Bożego Narodzenia wciąż trwa. Może trwać każdego dnia, co więcej, rosnąć każdego dnia. A wtedy Wielkie Święto uniesie twoje serce i w Tłusty Czwartek, i w Prima Aprilis, i w Dzień Dziecka, w Dzień Górnika i Dzień Matki. Może nawet w Sylwestra 🙂

LITURGIA SŁOWA

(1 J 2,12-17)
Piszę do was, dzieci, że dostępujecie odpuszczenia grzechów ze względu na Jego imię. Piszę do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku. Piszę do was, młodzi, że zwyciężyliście Złego. Napisałem do was, dzieci, że znacie Ojca, napisałem do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku, napisałem do was, młodzi, że jesteście mocni i że nauka Boża trwa w was, i zwyciężyliście Złego. Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki.

(Ps 96,7-10)
REFREN: Niebo i ziemia niechaj się radują

Oddajcie Panu, rodziny narodów,
oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę,
oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu.

Przynieście dary i wejdźcie na Jego dziedzińce,
uwielbiajcie Pana w świętym przybytku,
zadrżyj, ziemio cała, przed Jego obliczem.

Głoście wśród ludów, że Pan jest królem,
On utwierdził świat tak, że się nie zachwieje,
będzie sprawiedliwie sądził wszystkie ludy.

Zajaśniał nam dzień święty, pójdźcie narody, oddajcie pokłon Panu, bo wielka światłość zstąpiła dzisiaj na ziemię

(Łk 2,36-40)
Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

STREFA ZAUFANIA

kazanie na Piąty dzień w Oktawie Bożego Narodzenia
poniedziałek 29 grudnia 2008

Powoli kończy się rok, może ktoś próbuje zrobić jakieś analizy, podsumowania i plany.

Nie wszystko, być może coraz mniej zależy od nas. Nie wiemy jakie kręgi zatoczy obecny kryzys ekonomiczny, a w rezultacie gospodarczy, a być może i społeczny. Jeśli kryzys będzie rozległy i głęboki, może to istotnie zaważyć na naszym życiu, na przykład stracimy pracę lub znacznie obniżą się nasze zarobki. Nie pojedziemy na urlop do Grecji ani może nawet do Zakopanego, nie zakupimy nowego auta. Możemy sobie dalej snuć wnioski z ewentualnie nasilającego się kryzysu.

Nie wiemy, czy skutkiem błyskawicznie narastającego konfliktu w strefie Gazy, nie będzie jakiś bardziej globalny wstrząs, ponieważ sympatie mocarstw rozkładają się zarówno po stronie Palestyńczyków (Rosja) jak i Izraela (Ameryka). Możemy zasadnie obawiać się eskalacji terroryzmu, zasiewającego zgrozę również blisko nas.

Nie wiemy, czy dotychczasowe werbalne zapasy naszych czołowych polityków, nie przerodzą się w rzeczywiste bicie się po pyskach, przy całkowitej obojętności wobec realnych problemów Polaków, takich jak brak stabilnych perspektyw, przyśpieszająca pauperyzacja blisko połowy społeczeństwa, rozkład więzi społecznych (w rodzinie, między sąsiadami, separacja życia społecznego od politycznego).

Nie dość, że nie wiemy tych wszystkich rzeczy, obawiamy się ich (nawet zasadnie), to nie mamy też żadnego wpływu, aby powstrzymać ich negatywny wpływ na nasze życie.

Nie wiemy także, czy nie zdarzy się nam lub naszym najbliższym tragiczny wypadek (zawsze jest to możliwe, dlaczego miałoby nas ominąć?), nagła i nieuleczalna choroba, komplikacje wywołane przez intrygi naszych wrogów (mamy ich stale, choć czasem są mniej aktywni) albo niespodziewany kryzys relacji – syn sięgnie po amfetaminę, córka w nieciekawym związku z jakimś palantem, żona nagle odkrywa czułego kolegę w pracy.

Jaki będzie ten nadchodzący czas? Co przyniesie? Wszystko to, jak droga we mgle. Niedawno przypatrywałem się łabędziom. Przyfrunęły w szóstkę nad staw skuty pierwszym lodem. Przez kilka minut krążyły zdziwione nad taflą odmienionej niekorzystnie wody, po czym usiadły na zamarzniętej powierzchni. Jakby z niedowierzaniem stukały majestatycznymi dziobami po zmarzlinie, żadnej ryby, żadnej soczystej trawki na posiłek. Bardzo szybko cztery młodsze skupiły się blisko siebie, wyglądało jakby się przytulały, podobnie dwa starsze zbliżyły się ku sobie, jakby debatując nad problemem, przy okazji sczepiając się dziobami. Potem, w rytm nieznanej mi komendy małe stado ślizgając się po lodzie wyrwało w górę, kierując się ku rzece.

Niespodziewanie natrafiłem też na czaplę, nie wiem czy zapomniała odlecieć czy jakieś ważne sprawy zatrzymały ją w kraju. Lód nie jest przyjacielem czapli. Ta konsekwentna patriotka zakotwiczyła się na kawałku styropianu w rowie ze względnie ciepłą wodą. Jeżeli mrozy nie wzmogą się drastycznie, pewnie przeżyje najbliższe dwa miesiące. Oniemiałe do niedawna kruki zaczynają wydawać żywsze okrzyki, dając do zrozumienia, że za kilkanaście dni pora się zbierać w pary i planować gniazda w koronie wysokich świerków. W dalekiej południowej Afryce nasze piękne białe bociany intensywnie żerują, nabierając siły do niezwykłego lotu, jaki już za niespełna miesiąc podejmą do Polski.

Wielu rzeczy nie wiemy, ale mamy w sobie podstawowe zaufanie do życia, jego sensu, pośrednio pewnie dotyczy ono dobroci Boga. Przed planami na następny rok warto temu zaufaniu pozwolić rozlać się także na ludzi, tych najbliższych z rodziny, na przyjaciół, środowisko nauki czy pracy. Coś, co może nas w dużym stopniu uchronić przed złymi skutkami nieznanych nam zdarzeń, to Strefa Zaufania. I zanim zaczniesz gdybać, planować i przewidywać, przypatrz się swojej Strefie Zaufania. Ilu masz tam ludzi? I kto to jest? W łabędziej Strefie Zaufania było sześć czułych, bliskich istot. W bocianiej jest prawie czterdzieści tysięcy, które wzniesie się niedługo do lotu. W kruczej przynajmniej jeden pewny partner.

Ludzie, którym ufasz, są najpewniejszym zabezpieczeniem przed nawet najtrudniejszym czasem.

LITURGIA SŁOWA

(1 J 2,3-11)
Po tym zaś poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: Znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała. Po tym właśnie poznajemy, że jesteśmy w Nim. Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował. Umiłowani, nie piszę do was o nowym przykazaniu, ale o przykazaniu istniejącym od dawna, które mieliście od samego początku; tym dawnym przykazaniem jest nauka, którąście słyszeli. A jednak piszę wam o nowym przykazaniu, które prawdziwe jest w Nim i w was, ponieważ ciemności ustępują, a świeci już prawdziwa światłość. Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć. Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy.

(Ps 96,1-3.5b-6)
REFREN: Niebo i ziemia niechaj się radują

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
śpiewaj Panu ziemio cała,
śpiewajcie Panu, sławcie Jego imię.

Każdego dnia głoście Jego zbawienie,

głoście jego chwałę wśród wszystkich narodów,
rozgłaszajcie cuda pośród wszystkich ludów.

Pan stworzył niebiosa,
przed Nim kroczą majestat i piękno,
potęga i blask w Jego przybytku.

(Łk 2,32)
Światło na oświecenie pogan i chwała ludu Twego, Izraela

(Łk 2,22-35)
Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,