SZTUKA PRZYJMOWANIA BOGA DZIŚ

Pozwolę sobie dzisiaj zaproponować wam lekturę fragmentu tekstu jednego z mistyków średniowiecza, greckiej proweniencji, z przełomu VI – VII wieku, Maksyma Wyznawcy (więcej: tutaj). Jedno zdanie jest szczególnie ważne: „Temu, który Go [Chrystusa] przyjmuje, objawia się w tej mierze, w jakiej wie, że jest on zdolny Go przyjąć.” To jest chyba ważna wskazówka dotycząca żywej relacji z Bogiem, z czym mamy często duże problemy.

Nasza praktyka chrześcijaństwa przesycona jest strategią walki i zdobywania, z ogromnym przeakcentowaniem naszych możliwości. Modlitwa jest w naszej praktyce próbą „zdobywania Boga”, niejako usidlania Go, łowienia, osaczania. Co rusz próbujemy bardziej wyrafinowanych form tego zdobywczego wysiłku, zmieniając pacierze, dodając nowe koronki, litanie i nabożeństwa. Dodam, że mnożymy je również – raz jest to 9 pierwszych piątków miesiąca, raz 5 pierwszych sobót, raz godzina piętnasta, raz dwudziesta pierwsza (z przekonaniem o uprzywilejowaniu przez Boga pewnych pozycji wskazówek zegara na cyferblacie). Rozczarowanie jedną formą prowadzi do przyjęcia następnej. Życie duchowe staje się gonitwą za skuteczną i pewną formą zaklęcia obecności, bliskości czy przychylności Boga. Nic takiego jednak nie istnieje.

Nie jesteśmy uczeni sztuki przyjmowania Boga, o czym pisze Maksym. Bóg, powtarzam jeszcze raz, „zrobił swoje”, przyszedł najbliżej jak mógł. Stał się człowiekiem, zamieszkał pośród nas, poprzez narodzenie Chrystusa (co nie przeszkadza Jego niezmiennej unii z Ojcem – więcej o tym Maksym, poniżej).

Przyjąć Wcielonego Boga oznacza nieustanne otwieranie się (nigdy nie jest to jednorazowy akt) na Jego bliskość i przenikanie. Wyliczanie możliwości Jego Przyjścia zasadniczo nie ma sensu, ponieważ byłoby ograniczaniem Nieograniczonego. Niemniej wszystko, co przyniesie ten dzień jest naznaczone przenikaniem Boga. Od coraz pewniejszej już jutrzenki, kiedy rozpoczyna się gra światła z ciemnością, przez jasne południe z wysokim słońcem, aż po gęstą ciemność wieczoru. Od pierwszych słów zamienionych z najbliższymi, przez szczebiot dzieci i ważne rozmowy przez telefon (za nimi kryją się ludzie, pamiętaj!), po chwile (zawsze będą to chwile w naszym aktywnym życiu, ale chwile niezwykle ważne) zachwytu, jakiegoś pewnego, choć krótkotrwałego doznania jedności świata, wspaniałości życia czy piękna człowieka. To takie „Ach! – chwile”, gdzie jedynie „Ach!” możemy powiedzieć, bo żadna werbalizacja nie ma tu racji bytu.

Bóg objawia się tobie „w takiej mierze, w jakiej zdolny jesteś Go przyjąć”, w jakiej zdolny jesteś przyjąć Go dziś.

Św. Maksyma Wyznawcy, opat
(Centuria 1)

Chrystus, Słowo Boże, raz tylko narodził się w ciele, co było dowodem Jego dobroci i miłości ku ludziom; ale jest zawsze gotów narodzić się duchowo u tych, którzy tego pragną; w nich też wzrasta i kształtuje się, darząc ich na różny sposób swoją mocą. Temu, który Go przyjmuje, objawia się w tej mierze, w jakiej wie, że jest on zdolny Go przyjąć. Tak postępując nie ogląda się zazdrośnie na ogrom swego majestatu, lecz bada i mierzy możliwości tych, którzy pragną Go ujrzeć. Ale tajemna głębia Jego istoty pozostaje zawsze nieuchwytna i nie do wypowiedzenia.

Święty Apostoł słusznie pisze, gdy rozważa tę niezgłębioną tajemnicę: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki”. Chce w ten sposób powiedzieć, że jest ona zawsze nowa i nigdy w pełni jej nie uchwyci ani nie wyczerpie umysł ludzki.

Chrystus Bóg rodzi się na tym świecie i staje się człowiekiem przyjmując ludzkie ciało, a wraz z nim i rozumną duszę, On, który wszystko powołał z nicości do istnienia. W tym czasie ukazuje się gwiazda, a jej blask wiedzie mędrców ze wschodu aż do miejsca, gdzie spoczywa Słowo, które stało się ciałem. Albowiem Słowo zawarte w Prawie i prorokach przewyższa swoją tajemnicą poznanie ludzkie i tylko Ono doprowadza nie znających Boga do pełnego światła poznania.

Tak więc pobożne rozważanie Prawa i proroków jest jak gwiazda prowadząca do rozpoznania Słowa wcielonego tych, którzy mocą łaski i według postanowienia Bożego zostali powołani i wezwani.

Jednakże wielka tajemnica wcielenia Pana zawsze pozostaje tajemnicą. Bo jakże się to dzieje, że Słowo jest istotowo zjednoczone z ciałem, a równocześnie całe istotowo istnieje w Ojcu? W jaki sposób Ten, który całą swą naturą jest Bogiem, staje się całkowicie człowiekiem przez ludzką naturę? A w tym połączeniu żadna z natur nic nie traci, ani Boska, w której jest Bogiem, ani ludzka, przez którą staje się człowiekiem.

Tylko wiara przenika owe tajemnice, ona, która jest dowodem i poręką rzeczywistości przekraczających wszelkie wyczucie i zrozumienie ludzkiego umysłu.

Itinerarium , , , , , , ,

Comments are closed.