WOKÓŁ TWIERDZENIA KRONECKERA CAPELLIEGO

Wentylacja jest niezwykle istotna w konstrukcjach budynków, domów, zakładów pracy, biur i w ogóle wszelkich pomieszczeń, gdzie są żywe istoty (dlatego dbają o nią także konstruktorzy obór, stajni, chlewni; nie zapominają również krety i borsuki ryjące sobie mieszkanka pod ziemią).

Człowiek w zasadzie też wyposażony jest w urządzenia wentylacyjne, których tutaj analizować nie będę, ze względu choćby na ich niezwykle złożony i różnorodny charakter. Ale myślę o wentylacji człowieka w sensie jego umysłu, ducha czy serca.

Słyszałem kiedyś z ust pani Katarzyny Herbertowej, wdowy po ś. p. Zbigniewie, że poeta rzucał w kąt co jakiś czas pióro i kartki, siadał w fotelu przy lampie i brał się za osobliwą (jak na niego) lekturę. Otóż czytywał podręczniki z zakresu matematyki wyższej – ponoć miał ich całą półkę, kilkadziesiąt woluminów. Pytany przez małżonkę, czy cokolwiek z tego rozumie, tłumaczył jej, mniej więcej tak:

– Oj, kochana, nie o to chodzi… Zobacz jakie to piękne! Te wzory, przekształcenia, zbiory, funkcje, macierze, asymptoty… Weźmy na przykład takie twierdzenie Kroneckera – Capelliego… To znakomicie wietrzy głowę..

Może i komuś z was przewietrzy? Proszę bardzo…

x2+2x4=1
3x1+x2+2x3-x4=7
3x1+x2+2x3+x4=8
x2+x3+5x4=4
-3x1-x2-x3+4x4=-4

Mam nadzieję, że faktycznie cytuję (tzn. rysuję) fragment właśnie tego twierdzenia, a za nieścisłości przepraszam, bo cytuję (rysuję) z pamięci…

Generalnie jednak myślę, że od czasu do czasu każdemu z nas potrzebna jest wentylacja mózgu, serca i ducha. Na przykład miłośnicy klasyki winni wybrać się na koncert punk rocka – godne polecenia jest KSU. Mieszczuchy na konieczny spacer, prawie już wiosenny, choćby na błoniach, wsiowi do muzeum sztuki nowoczesnej. Panie winny zwiedzić najbliższą kopalnię, panowie odmówić sobie różaniec. I tak dalej. Chodzi o to, że nie musimy rozumieć. Ale żeby było pięknie.

Bliżej nam wtedy będzie nawet do Pana Boga.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

BYŁBYM NICZYM

Słowa hymnu o miłości, autorstwa św. Pawła, znamy wszyscy. Doczekały się kilku niezgorszych aranżacji muzycznych , wzbudzają wciąż podziw i zachwyt.

Oczywiście pozostaje problem, jak je zaaplikować w życiu, choć może być tak, że ktoś szczerze stwierdzi, że to jeszcze jedne piękne strofy o miłości. Strofy o miłości zaś są po to, aby się wzruszać, kontemplować i upajać.

Jak zaaplikować w życie choćby pierwsze trzy wersety hymnu?

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.

Być może ktoś się poddaje od razu, szczerze przyjmując, że się nie da zamienić w życie wersetów hymnu. I ja nie mam gotowych rad, z jednej strony mam moje życie, z drugiej ten tekst. Tekst, który ciągle wzbudza jakiś niepokój, że jeśli nie przymierzę się do aplikacji, to coś ważnego, może najważniejszego, stracę. Co?

Może to, że jeśli miałbym wspomniane przez Pawła – wiedzę, silną wiarę, kasę, hojność, wszystko – a nie miałbym miłości, byłbym niczym. Niczym. Niczym!

A jeśli będę kochał, może ocaleję od nicości. Pytam siebie i Boga czy to jedyna droga ocalenia.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

BURZA HORMONÓW W BRZOZACH

Kto nie wie, dowie się. Wiosna idzie. Może nawet ktoś to już wie, nie ode mnie. Wiosna idzie. Tak mówimy, że wiosna idzie. I że idzie jesień i zima. Rzadko zaś, że idzie lato. Odnośnie wiosny prawda jest taka, że ona nie idzie. Wiosna biegnie. Myślę, że tylko tej porze roku można przypisać bieg. Myślę też, że niewielu z nas dostrzega teraz ten bieg wiosny ku ziemi. Musiałbym dużo pisać o tym, co wyrabiają teraz kruki, jaki amok ogarnął już bociany w Afryce (zryw!), jak bulgotać zaczyna pod korą niejedna brzoza (taka doroczna burza hormonów). A wszystko to dokonuje się w jakimś nagłym przyśpieszeniu, wariactwie, z pozoru bezładnym galimatiasie i ferworze. To nic, że jeszcze może nawrócić mróz, śnieg i lód. Wiosna już biegnie. Przypominam sobie różne biegania święte, bo z Pisma Świętego. Maria Magdalena biegnie oznajmić uczniom, że grób jest pusty, do tegoż pustego grobu biegną Jan i Piotr. Paweł w swoich pismach wzywa wielokrotnie do biegu po zbawienie, zachęcając by koniecznie w tym biegu stanąć na podium. Ukochany z Pieśni nad Pieśniami biegnie do swojej dziewczyny, mimo, że trasę ma fatalną, przez góry – dlatego pewnie „skacze przez pagórki” (2,8). Przyśpieszenia dostaje Maria, kiedy leci (też przez góry) już z dziecięciem do Elżbiety. Z pośpiechem pasterze suną do Betlejem, aby zobaczyć dziecię. Z wyjątkowym pośpiechem Lud Wybrany wychodzi z Egiptu. W ogóle jest tak, że pośpiech i bieg towarzyszą nam przy sprawach ważnych i w sytuacjach, gdy chodzi o miłość („Śpieszmy się kochać ludzi…”). Dlatego pomyśl – dokąd się śpieszysz? Do banku? Do pracy? Do kina? Na mecz? Do kościoła (ha, ha!)? Śpieszysz się tylko do tego, co kochasz.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

O SMUTNYM LOSIE MIŁOŚNIKÓW EWANGELII

Na początek historia, jakby nieco pachnąca baśnią, ale na tyle stara, że warto ją przypomnieć i nawet polubić.

Maria, zwana Egipcjanką, bo o niej mowa, jako młoda dziewczyna przybyła do Aleksandrii i tam przez siedemnaście lat oddawała się rozpuście. Któregoś dnia, powodowana ciekawością, przyłączyła się do grupy pielgrzymów płynących statkiem do Jerozolimy. Za podróż zapłaciła własnym ciałem, uwodząc po drodze wielu pielgrzymów, a w Jerozolimie, tak jak w Aleksandrii, nadal prowadziła życie rozwiązłe. W dniu przeznaczonym na uczczenie Krzyża Świętego wraz z innymi udała się do kościoła Grobu Świętego, w którym wystawiono relikwie. Kiedy jednak usiłowała wejść do środka, jakaś niewidzialna siła odepchnęła ją od drzwi świątyni. W tejże chwili odczuła skruchę z powodu popełnionych grzechów i zaczęła płakać, zwracając się o pomoc do Matki Bożej. Następnego ranka okazało się, że może już wejść do kościoła i oddać cześć relikwiom drzewa Krzyża Świętego. Natychmiast opuściła miasto i przekroczyła Jordan, mając ze sobą trochę chleba, który kupiła za pieniądze otrzymane od pewnego pielgrzyma. Żyła na pustyni czterdzieści siedem lat, aż przypadkiem odnalazł ją tam kapłan Zosima. Mnich wysłuchał jej opowieści i udzielił komunii świętej, a po roku wrócił, aby ją pochować w grobie wykopanym przez lwa (wersja za Benedictą Ward).

Cała historia dzieje się gdzieś w II czy III wieku, choć opisy pochodzą z VI wieku. Dotyczy niezwykłej przemiany św. Marii Egipcjanki, wzoru skruchy i pokuty. W Kościele Zachodnim (Rzymskim) mamy może ze dwa święta, i to o niskiej randze liturgicznej, odwołujące się do pogmatwanych losów ludzkich, z happy endem. W marcu (26) wspominamy św. Dobrego Łotra (i to nieobowiązkowo), a w lipcu (22) swoje święto ma Maria Magdalena. W Kościele Wschodnim (Prawosławnym) lęk przed eksponowaniem na ołtarzach nierządnic i zbójów jest znacznie mniejszy. Maria Egipcjanka jest wspominana w Wielki Poście przez kilka dni z ukoronowaniem w piątą niedzielę tego czasu, z liturgią przedstawiającą ją jako wzór pokuty i skruchy. Równie poczesne miejsce w liturgii Wschodu zajmują inne, nie najlepiej prowadzące się panny, jak św. Pelagia, św. Taida czy Maria (tzw. bratanica Abrahama).

Wracając do Marii Egipcjanki, zwróćcie uwagę, że niewiele dobrego w kategoriach przyzwoitości da się znaleźć w jej życiorysie, a już to uwodzenie pobożnych pielgrzymów w drodze do świętych miejsc, a fe, obrzydliwość. Podobnie po nawróceniu, trudno dostrzec aby jakoś szczególnie się spowiadała, odmawiała koronki czy codziennie chodziła do kościoła (nawet biorąc pod uwagę inne realia, mało o jej pobożności wiadomo). Raz w życiu przyjęła komunię, nawet nie wiadomo czy po spowiedzi. Nikt jednak nie kwestionuje jej miejsca w gronie najbliższych Bogu, świętych.

Istotnie, w życiu Marii Egipcjanki (i jej podobnych) moc Ewangelii objawiła się w jej najbardziej podstawowym przekazie – odmieniła życie. Po to właśnie jest Ewangelia, po to była głoszona przez Jezusa, po to została spisana, po to też jest (jest?) głoszona dzisiaj.

Inaczej trochę jest dzisiaj. My, współcześni chrześcijanie, jesteśmy trochę jak Kluby Miłośników Ewangelii. Czytujemy ją, słuchamy od czasu do czasu, lubimy ładne komentarze (homilie – w języku fachowym), mamy kalendarzyki z co trafniejszymi cytatami, kolekcjonujemy śliczne obrazki z maleńkimi jagniętami na zielonej, soczystej łączce, z uroczym wersetem z Psalmu – „Pan jest moim pasterzem…”. Jesteśmy wiernymi członkami niezwykle pobożnych Klubów Miłośników Ewangelii.

Pamiętajmy jednak, że są także fajne Kluby Miłośników Fantastyki, z nie mniej gorliwymi fanami, a także Koła Przyjaciół Dobrego Wina, praktykujących może nawet bardziej pieczołowicie swoje pasje, niż my w naszym pobożnym KME.

Ewangelia jest po to, aby zmieniała nasze życie. I jeżeli dwa dni temu – zakładam, że średnio był to twój ostatni kontakt, niedzielny, z Ewangelią – nic się nie zmieniło w twoim życiu, to porażka.

Oczywiście możesz należeć do zacnego Klubu Miłośników Ewangelii. Członkowie owego klubu mają też zapewnione miejsce. Z tym, że nie w niebie, bo tam są tylko członkowie Frakcji Przemienionych, nierządnice, zbóje, byli mordercy, niegdysiejsi kłamcy i trochę poprawieni złodzieje.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

LEZGINKA A SPRAWA PANA BOGA

Grasowała wczoraj u mnie spora gromadka czeczeńskich dzieci, przy okazji Dnia Migranta i Uchodźcy.

Adam z trzema braćmi, tylko z matką, mieszka w jednym pokoju w Domu Samotnej Matki. Ojciec zabity podczas ostatniej wojny w Czeczenii. W Polsce są od kilku lat, zmieniając ośrodki dla cudzoziemców. Być może w najbliższych miesiącach otrzymają małe mieszkanie.

Madina, Iman i Amina, też osierocone przez ojca, dobre uczennice i świetne tancerki. Razem z pięcioma innymi dziewczętami, tańczą narodową „lezginkę” w zespole o dumnej nazwie „Gwiazdy Czeczenii” (więcej o zespole – tu i tu)

Kiedy pytałem o przyjaciół, tutaj w Polsce, w zasadzie nie wymieniły polskich rówieśników. Żyją raczej w kontakcie tylko „ze swoimi”, w ubogich warunkach. Te miejsca, które znam, mają niestety charakter gett.

Ich rodziny nie są pewne przyszłości, polskie przepisy imigracyjne są niezwykle restrykcyjne. Z niedowierzaniem słucham opowieści o tym, że ktoś z rodziną dostał nakaz powrotu do Czeczenii, choć tutaj w Polsce dzieci już chodzą do szkoły, opanowały język polski. Ktoś inny – z ośrodka pod Lublinem – opowiada jak kierowca autobusu rusza z piskiem opon przed dobiegającą Czeczenką, złośliwie żartując, że udało mu się „zwiać czarnuchowi”. Ot, taka ilustracja naszej starej polskiej gościnności i tradycji, że „gość w dom, Bóg w dom”.

Do niedawna przy słowie „emigracja”, nasuwały się nam skojarzenia o Polakach, wyjeżdżających za chlebem do bogatych krajów. Tymczasem ewangeliczne wezwanie – „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” – każe zrobić koło nas miejsce dla ludzi z inną tradycją, kulturą, religią i językiem. Na zasadzie, wejdźcie do naszego domu, miejsca jest dość, nie musicie się niczego obawiać, cieszymy się, że przybyliście do nas.

Wypatrujcie na swoich drogach obcych, z innym kolorem skóry, innym akcentem w głosie, w innych ubraniach. Bóg przychodzi z Czeczenii i z wielu innych krajów, wraz z każdym, kto szuka schronienia w naszym polskim domu.

Itinerarium , , , , , , , , ,

NIBY TYLKO KILKA SŁÓW

Nad Jordanem, dawno temu, Andrzej i Piotr znaleźli Mesjasza. A stało się to tak, że Andrzej powiedział do Piotra „Znaleźliśmy Mesjasza”, podzielił się ważnym doświadczeniem swojego życia. W kilku słowach to uczynił, słowach, które zdecydowały o losie Piotra, a przez niego o losach całej historii ostatnich dwóch tysięcy lat.

Kilka słów, które odmieniły los wielu ludzi. Przed trzema laty odszedł, 18 stycznia, na niebieskie łąki, ks. Jan Twardowski. Też miał czuja do kilku ważnych słów, jak choćby tych najbardziej pewnie znanych:

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą”.

Iluż ludziom te słowa pokazały to, co najważniejsze? A przecież to tylko kilka słów.

Oj i ty dziś powiesz kilka słów….

LITURGIA SŁOWA

(1 Sm 3,3b-10.19)
Samuel spał w przybytku Pańskim, gdzie znajdowała się Arka Przymierza. Wtedy Pan zawołał Samuela, a ten odpowiedział: Oto jestem. Potem pobiegł do Helego mówiąc mu: Oto jestem: przecież mię wołałeś. Heli odrzekł: Nie wołałem cię, wróć i połóż się spać. Położył się zatem spać. Lecz Pan powtórzył wołanie: Samuelu! Wstał Samuel i poszedł do Helego mówiąc: Oto jestem: przecież mię wołałeś. Odrzekł mu: Nie wołałem cię, synu. Wróć i połóż się spać. Samuel bowiem jeszcze nie znał Pana, a słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione. I znów Pan powtórzył po raz trzeci swe wołanie: Samuelu! Wstał więc i poszedł do Helego, mówiąc: Oto jestem: przecież mię wołałeś. Heli spostrzegł się, że to Pan woła chłopca. Rzekł więc Heli do Samuela: Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha. Odszedł Samuel, położył się spać na swoim miejscu. Przybył Pan i stanąwszy zawołał jak poprzednim razem: Samuelu, Samuelu! Samuel odpowiedział: Mów, bo sługa Twój słucha. Samuel dorastał, a Pan był z nim. Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię.

(Ps 40, 2.4.7-10)
REFREN: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę

Z nadzieją czekałem na Pana,
a On się pochylił nade mną
i wysłuchał mego wołania.
Włożył mi w usta pieśń nową,
śpiew dla naszego Boga.

Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi,
ale otworzyłeś mi uszy.
Nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę.

W zwoju księgi jest o mnie napisane:
Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
a Twoje prawo mieszka w moim sercu”.
Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, Panie.

(1 Kor 6,13c-15a.17-20)
Ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała. Bóg zaś i Pana wskrzesił i nas również swą mocą wskrzesi z martwych. Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem. Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za /wielką/ bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!

(J 1,41.17b)
Znaleźliśmy Mesjasza, to znaczy Chrystusa, łaska i prawda przyszły przez Niego.

(J 1,35-42)
Jan stał z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas – to znaczy: Piotr.

Itinerarium , , , , , , , ,

Sprzężenia

W podstawówce, czyli jakieś 40 lat temu, uczyłem się na pamięć słów Majakowskiego: „Mówimy Partia, a w domyśle Lenin. Mówimy Lenin, a w domyśle Partia”. I wcale nie było to takie głupie.

Nie było głupie, bo, po pierwsze, Majakowski wielkim poetą był, a po drugie, uświadamiało nam, piątoklasistom, że istnieją pojęcia sprzężone. Partia bez Lenina to jak orzeł bez reszki, wolność bez odpowiedzialności, albo wolność bez niepewności.

Czas pokazał, że mogą być partie bez Lenina, a niebawem okaże się (mam taką nadzieję), że euro zastąpi orła i reszkę. Ale sprzężenia wolności, odpowiedzialności i niepewności tak łatwo rozerwać się nie da.

Myślę, że jest kilka pojęć nierozerwalnie sprzężonych z chrześcijaństwem. M.in. właśnie wolność, odpowiedzialność, niepewność. Nie ma wolności bez odpowiedzialności. Nie ma wolności bez ryzyka. Tak jak nie ma darmowych obiadów.

Większość moich znajomych uważa się za chrześcijan. Ja zresztą też.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , ,

POPATRZ NA TEN ŚWIAT

Z pozoru wszystko, co nas otacza, jest bardzo stabilne, silne, utrwalone i nienaruszalne. Otaczają nas wielkie bryły domów i budowli, w których czujemy się mali, słabi i krusi.

Po asfaltowych drogach (u nas) i gładkich autostradach (gdzie indziej) przemieszczają się bez problemu wielotonowe ciężarówki, jeszcze potężniejsze w tonażu są statki dalekomorskie czy gigantyczne transportowce napowietrzne.

W miarę regularnie zmieniają się pory dnia oraz roku, nie umiemy powstrzymać burz i gradobicia (choć nie wiem co tam nowego u rosyjskich naukowców…), rzeki nie odmieniają znienacka swojego biegu, mniej więcej wiadomo, gdzie są kontynenty, zatoki, morza, oceany i cieśniny.

We wczesnym dzieciństwie zaprowadzono nas do przedszkola, potem do szkoły, zdarzyło nam się chadzać do liceum czy zawodówki, dalej pas transmisyjny życia przyniósł nam studia i pracę, albo od razu pracę, kupno pierwszego auta, założenie rodziny, pierwsze dziecko, mieszkanie.

To wszystko sprawia, że odczuwamy w tym, co dokoła nas, ale i w naszym życiu, jakąś bezwzględność, ogrom, coś czemu należy się podporządkować.

Jest jednak inna perspektywa, z której można patrzeć na świat i życie. Z perspektywy Bożej „ziemia jest – jedynie – podnóżkiem Jego stóp”, a na przykład „wyspy ważą tyle, co ziarnko prochu”, „narody są jak kropla wody u wiadra, uważa się je za pyłek na szali” (wszystko za Izajaszem).

Co więcej, to wszystko – wielkie i ogromne – jest twoje i dla ciebie. Ponieważ Bóg „obdarzył cię władzą nad dziełami rąk Swoich, złożył wszystko pod twoje stopy” (Psalm 8). Kiedy dziś wyjrzysz przez okno, albo pójdziesz na spacer, popatrz na domy, ulice, samochody, nieboskłon i powiedz sobie – „To wszystko dla mnie! Tylko z mojego powodu to wszystko istnieje”

Podziwiając wielkość i piękno, majestat i cudowność, tego, co cię otacza, uciesz się, że bez ciebie to wszystko nie miałoby żadnego sensu i racji bytu. Ale ponieważ ty jesteś, istniejesz, to Bóg powołał też do istnienia tę całą, niewiele znaczącą otoczkę, jak domy, autostrady, gwiazdy i wiatry.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

BRACIA, SIOSTRY, NA KOŃ!

Kiedy właściwie zajmujemy się Bogiem? Kiedy mamy realnie z Nim do czynienia? Oczywiście, przypominam, że jesteśmy ludźmi religijnymi i robimy bardzo wiele pobożnych rzeczy (modlitwa poranna, wieczorna, msza w niedzielę, rekolekcje, spowiedzi, etc.).

Kiedy jednak jesteś w sytuacji – On i ja? Przed oczyma przebiegają mi sceny biblijnych spotkań z Bogiem. Wyprawa w nieznane z całym dobytkiem (Abraham), dziwny krzak (Mojżesz), szmer łagodnego powiewu przy jaskini (Eliasz) – okoliczności niekoniecznie zbyt pobożne. W Ewangeliach te spotkania z Bogiem (w Chrystusie) są jeszcze mniej pobożne – ktoś jest chory, doświadcza bliskości Boga, komuś umiera dziecko, łódka na jeziorze kołysze się niebezpiecznie na silnym wietrze, wystawna kolacja w Sali Wieczernika. Albo najbardziej wesoła okoliczność – niezbyt udany galop na narowistym koniu i upadek z łomotem na zakurzonej drodze (Szaweł – Paweł).

Tyle prostych spraw, rozmów, zdarzeń czeka Cię dziś. Spokojnie, to wszystko, co cię dziś spotka, na równi ukrywa ale i odsłania Boga. Jeden krok masz, jeden. Bądź.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

O ŚWIADKACH NA ŚLUBACH

Pewna młoda dama, stwierdziła, trochę żartem, że w kwestii ślubu, to ona raczej widzi siebie tylko w rolach drugoplanowych. Była świadkiem, czyli starszą, kilkanaście razy podziwiała znajomych przed ołtarzem, jako zaproszony gość. I tak chyba pozostanie.

Nie wiem, czy marzy o roli głównej, panny młodej, żony.

W ogóle jest tak, że marzymy o pewnych rolach życiowych. Chcemy być mężem, żoną, matką, ojcem, babcią, dziadkiem. I bywamy. Chcemy być magistrem, doktorem, także habilitowanym, docentem, profesorem nadzwyczajnym i zwyczajnym. I bywamy. Chcemy być kierownikiem zmiany, szefem działu, zastępcą naczelnika, a w najśmielszych marzeniach nawet prezesem i dyrektorem (niekiedy te marzenia tylko po głębszej wódce nas nawiedzają). Chcemy być kapralem, sierżantem, kapitanem, i dziwimy się, że głupsi od nas noszą szlify generalskie. I bywamy. Chcemy być proboszczem, dziekanem, prałatem, a jak się rozmodlimy, to nawet fioletowe szaty biskupa zdobią nasze skądinąd szpetne postury. I bywamy.

Tęsknota za rolami, które coś znaczą, choć nic nie znaczą, nawiedza każdego z nas. Tymczasem – kaprys losu? wola Boża? – miłość chce nam wyznaczać zupełnie inne role. Bywamy sprzedawcami lodów (po nieźle ukończonych studiach polonistycznych). Bywamy wiecznie niespełnionymi talentami naukowymi i cieciami w nocnych barach, otwartych do ostatniego gościa. Który nawet o czwartej rano jeszcze zamawia piwo.

Bywamy – w imię ról jakie miłość wyznacza – bitymi bez powodu żonami. Albo zdradzanymi dyskretnie mężami. Bywamy, z tej samej racji, osobami rozwiedzionymi.

Ha, czasem – wciąż z tego samego powodu, jakim jest miłość – musimy się włóczyć po sądach, wyjeżdżać za granicę, fałszować dokumenty, kląć siarczyście, tracić dobytek i pozycję. Niektórzy z tego powodu rzucają sutanny i występują z zakonów! Albo do końca życia tkwią na marnej parafii z trzystu duszami (i ciałami).

Być może, komuś miłość wyznacza tylko role drugoplanowe, starszych druhen na ślubach lub zaproszonych gości. Być może. Na szczęście, to wiemy, miłość jest najważniejsza.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,