NIE BIADOL TYLKO WALCZ

kazanie na IV niedzielę zwykłą
1 lutego 2009

Oczywiście, że każdy z nas spotyka na swojej drodze zło. I w sobie, i wokół siebie.

Niektórzy żyją w przekonaniu, że są bezsilni wobec zła. Trzeba go zatem unikać, minimalizować jego skutki. Pewną ochroną przed złem – w jakiejkolwiek formie: choroba, wypadek, kataklizm, utrata mienia, wojna – jest tworzenie sobie „samotnej wyspy”, ograniczanie aktywności (żeby przypadkiem gdzieś zła nie spotkać) i wycofywanie się z przestrzeni, gdzie jakieś zło czaić się by mogło.

Drugim sposobem podejścia do zła jest wywoływanie paniki i popadanie w lament. Jakiekolwiek zło by nas nie dotknęło, wrzeszczymy, płaczemy, wyrywamy włosy z głowy. Cała para idzie „wniebogłosy”, co być może poprawia samopoczucie, ale nie zmienia niczego realnie.

Trzecia droga – jak sądzę podpowiadana przez Ewangelię (tę dzisiejszą także) – to pokonanie zła, poprzez walkę, niekiedy twardą. Przykład tej walki znajdujemy w spotkaniu Jezusa z opętanym – Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego. W Ewangelii spotkamy zachęty, aby zło zwyciężać (dobrem), przeciwstawiać się mu (aż do rozlewu krwi), walczyć z nim, odrzucać i wyrzucać. W nieważnych sprawach można je lekceważyć – jak uderzenie w policzek, żądanie odzienia i przymusowy spacer (Mt 5,39). Generalnie jednak trzeba wziąć się do roboty. Walka ze złem była bodaj najważniejszą częścią „roboty”, jaką wykonywał Jezus. Nie unikał zła, nie biadolił, ale walczył.

To żadna sztuka uciekać czy płakać, kiedy dotyka nas zło. Nie uciekaj, bo i tak cię dopadnie i pokąsa. Nie płacz, bo stracisz tylko energię, potrzebną do walki.

Walcz, zwyciężysz.

LITURGIA SŁOWA

(Pwt 18,15-20)
Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał. Właśnie o to prosiłeś Pana, Boga swego, na Horebie, w dniu zgromadzenia: Niech więcej nie słucham głosu Pana, Boga mojego, i niech już nie widzę tego wielkiego ognia, abym nie umarł. I odrzekł mi Pan: Dobrze powiedzieli. Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty, i włożę w jego usta moje słowa, będzie im mówił wszystko, co rozkażę. Jeśli ktoś nie będzie słuchać moich słów, które on wypowie w moim imieniu, Ja od niego zażądam zdania sprawy. Lecz jeśli który prorok odważy się mówić w moim imieniu to, czego mu nie rozkazałem, albo wystąpi w imieniu bogów obcych – taki prorok musi ponieść śmierć.

(Ps 95,1-2.6-9)
REFREN:Refren: Słysząc głos Pana serc nie zatwardzajcie.

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
„Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”

(1 Kor 7,32-35)
Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi. Mówię to dla waszego pożytku, nie zaś, by zastawiać na was pułapkę; po to, byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu.

(Mt 4,16)
Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło.

(Mk 1,21-28)
W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

Moje wstydliwe wyznanie

Nie mogę sobie odmówić przyjemności przepisania w kruchcie wiersza z nowego tomiku Wisławy Szymborskiej. Wiersz nosi tytuł „Nieczytanie”. A na samym końcu dodam coś od siebie, choć wiem, że nie bardzo wypada dodawać cokolwiek do wierszy. A poza tym to nieco wstydliwe wyznanie.

Do dzieła Prousta
nie dodają w księgarni pilota,
nie można się przełączyć
na mecz piłki nożnej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,
choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.
Tu ja z jakimś facetem.
Tam chyba mój eks.
Tu wszyscy na golasa,
więc gdzieś pewnie na plaży.

Siedem tomów – litości.
Nie dałoby się tego streścić, skrócić,
albo najlepiej pokazać w obrazkach.
Szedł kiedyś serial pt. Lalka,
ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.

Zresztą nawiasem mówiąc, kto to taki.
Podobno pisał w łóżku całymi latami.
Kartka za kartką,
z ograniczoną prędkością.
A mu na piątym biegu
i – odpukać – zdrowi.

No to teraz czas na wstydliwe wyznanie. Straconego czasu poszukiwałem w czasie studiów i poszukiwania zakończyłem w połowie trzeciego tomu. Obiecuję sobie, że resztę przeczytam na emeryturze, która tuż, tuż. Na emeryturze nauczę się też angielskiego, niemieckiego i francuskiego. Nie mogę także wykluczyć, że pójdę do spowiedzi.
No, ale z ręką na sercu, kto z Was przeczytał więcej niż dwa i pół tomu? Bo że znacie języki i biegacie do spowiedzi co tydzień, to nie wątpię.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , ,

TYLKO JEDEN KLERYK W ŁOWICZU

Cztery lata temu ponad półtora tysiąca (1 500) mężczyzn, głównie młodych, wstąpiło do seminariów diecezjalnych i zakonnych. W tym roku – 2008/2009 – już tylko 953. Liczba powołań od kilku lat wyraźnie spada.

Do Ordynariatu Polowego (służba w formie kapelani wojskowej) nie przyszedł żaden chętny – zero powołań. Do seminarium w Łowiczu zgłosił się 1 kandydat, w Bydgoszczy 6, w Sosnowcu i Zamościu po 7 chętnych. Nie najlepiej jest także z paniami, głównie dziewczętami. Trzysta siedemdziesiąt dziewięć (379) wybrało życie zakonne, a jeszcze kilka lat temu kandydatek do welonu zakonnego było o 100 procent więcej.

Odpowiedzialni za kwestię powołań w Polsce wyliczyli przyczyny spadku powołań – niż demograficzny, mniejsza liczba maturzystów (o 40.000 w stosunku do ubiegłego roku), wyjazdy za pracą do Irlandii, Anglii i innych krajów, negatywny obraz Kościoła w mediach oraz obawy rodziców o przyszłość dzieci wybierających „służbę Bożą”.

Przyznaję, że ta wyliczanka przyczyn spadku powołań ma jednak charakter dość humorystyczny i mija się z sednem problemu o prawie sto procent. Gdyby iść za logiką odpowiedzialnych za powołania i rozciągnąć ich rozumowanie na inne sfery, to musiałby nastąpić także spadek liczby chętnych do wykonywania misji lekarza, zawodu prawnika czy fachu kierowcy TIR-a. Przecież niż demograficzny, mniejsza liczba maturzystów, wyjazdy za granicę, negatywna gadka mediów czy obawy rodziców, to czynniki obiektywne, które dotykają całą populację młodych.

Po licznych aferach łapówkarskich, medialny obraz lekarza jest nie mniej obrzydliwy niż obraz księdza po skandalach nadużyć seksualnych. Sprzedajni adwokaci czy skorumpowani sędziowie nie wystawiają także dobrych not wizji służenia przestrzeganiu prawa. Pijani kierowcy TIR-ów nie zachęcają zapewne rodziców do namawiania dzieci by siadły za kierownicami ciężarówek. Wszystkie przyczyny „obiektywne”, istniejące na zewnątrz, absolutnie kłócą się z logiką i nie wyjaśniają adekwatnie przyczyn spadku powołań.

Idąc jednak śladem podobnego rozumowania można mnożyć „obiektywne” przyczyny awersji do służby Bożej. Dołożyłbym na przykład – jako przyczynę problemu u chłopców i mężczyzn – fakt, że dziewczęta polskie coraz piękniej wyglądają. I to, że noszą coraz krótsze spódniczki i głębsze dekolty. Ponadto coraz łatwiej jest kupić samochód nie pracując jako wikariusz. Coraz więcej jest wygodnych mieszkań, sytuowanych nie tylko na plebaniach. A w przypadku dziewcząt wymieniłbym na przykład kwestię strojów – otóż dziwaczne nakrycia głowy zdarzają się nie tylko wśród zakonnic i można je spotkać gdzie indziej. Poza tym współcześni chłopcy są coraz bardziej atrakcyjni, dbają o siebie, częściej myją włosy i lepiej tańczą niż kiedyś. Jakże tu się oprzeć?

Przyczyna główna spadku powołań, mam wrażenie, leży gdzie indziej. Aż strach powiedzieć gdzie! W gronie bliskim Jezusowi skandal gonił skandal. Ale powołania rosły błyskawicznie. Skandalem było tchórzostwo Piotra, zdrada Judasza, analfabetyzm prawie całego szacownego grona apostolskiego, parszywa przeszłość Marii Magdaleny, rybackie nawyki ziemskiego szefa towarzystwa (Piotra) i prawie połowy z dwunastki (jeszcze Andrzej, Jakub i Jan), przestępcza profesja Mateusza, wreszcie skandalem największym był fakt naruszenia praw ludzkich i Bożych przez samego Jezusa. A jednak powołania rosły szybko, nawet gwałtownie. Dlaczego?

Wszyscy owi skandaliści ewangeliczni mieli misję. Mieli iść i nawracać wszystkie narody. Iść i nawracać. Nie siedzieć i biadolić. Mieli nieść prawdę o bezwarunkowym sensie miłości. O wyższości nadziei nad pesymizmem. O wierze, która przenosi góry i wyrywa z korzeniami morwy. To było sensem ich życia i motywem swoistego szaleństwa, błogosławionego szaleństwa.

Tymczasem powołani do życia duchownego dziś mają perspektywę inną – w godzinach funkcjonowania kancelarii parafialnej mają wystawić na odpowiednim druku zaświadczenie o byciu katolikiem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

PRZY NADZIEI

Będzie dobrze. Nie dlatego, że tak musi być lub że statystyka na to wskazuje (raz gorzej, raz lepiej). I nie dlatego, że tak się nam wydaje, w sensie czczych mrzonek.

I nie dlatego, że tak wyczytać można z optymistycznych wierszy czy Pism Świętych, choć jedne i drugie warto czytać. Będzie dobrze, bo prowadzi nas nadzieja. Rozświecająca mroki. Choćbyś szedł ciemną doliną, zła się nie lękaj, bo jest z tobą Bóg. Stoimy dopiero przed odkryciem wielkich złóż nadziei, w nas samych, w relacjach między nami, w stosunku do świata i Boga.

Jesteś nadzieją, bardziej niż myślisz i czujesz. I ci, których spotkasz dziś. I Bóg, który dopiero odkrywa Siebie, dzień po dniu.

Cokolwiek wydaje ci się mrokiem i złem, zamienisz na światło i dobro. Cokolwiek.

Itinerarium , , , , , , ,

KATAR NIE MIŁOŚĆ

Kichamy machinalnie, apsik, apsik! No może trochę chronimy przed wirusami towarzystwo, zasłaniając nos rękawem. Nie powstrzymamy kaszlu. Trudno opanować pragnienie, zaspakajamy je jak najszybciej.

Nawykowo czekamy na zielone światło, aby iść lub jechać, stoimy na czerwonym. Przy powitaniu wyciągamy dłonie, a klepiemy po ramieniu, dodając „Nie martw się!”. Gratulujemy przy ślubach i współczujemy na pogrzebach.

A na czym polega miłość? Ani kichanie ani wyuczony nawyk. Zresztą nie myślimy o tym. Może się zdarzy, jak naszemu byłemu premierowi w postaci cudnej i dużo młodszej blondynki, albo muskularnego i dobrze opalonego czarnowłosego Don Juana.

Mówimy: „Kocham cię”. A potem (czas wszystko zmienia): „Nie kocham cię”. Albo: „Nie kochasz mnie”. Co znaczy tylko: „Nie kocham cię, ale to twoja wina”. Albo pytamy: „Kochasz mnie?” – w zanadrzu myśląc: „bo ja już ciebie nie”.

Jeszcze są wiersze o miłości, filmy, piosenki, książki i przysłowia. W kościele od czasu do czasu słyszymy, że Bóg jest miłością. I że miłość jest najważniejsza (choć zaraz trzeba podać właściwą wykładnię, żeby przypadkiem ktoś tego nie potraktował zbyt dosłownie).

I tak mijają nam dni. I noce. Tygodnie, miesiące, wiosny i jesienie, lata, dziesiątki lat. Całe życie.

Życie i miłość. Chyba dwie zupełnie inne sprawy.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

MAZIKU I NASZA KOLACJA

Nie musiałeś martwić się zbytnio o to, co zjesz na śniadanie dzisiaj. Wiesz, gdzie będziesz spał, stać cię na herbatę, może nawet na pizzę. Pewien jesteś dachu nad głową, posiłku, ziąb nie zrobi ci krzywdy.

Żyjesz w pewności, jeśli chodzi o podstawowe potrzeby swojego życia. Oczywiście każdy z nas przeżywa niepewności drugoplanowe. Uczniowie ostatnich klas liceów są niepewni swoich majowych matur i perspektyw wymarzonych studiów. Studenci nie są pewni czy ułożą im się egzaminy i czy znajdą dobrą racę. Nie mamy absolutnej pewności odnośnie naszego zdrowia, ewentualnych katastrof czy innych niespodziewanych rzeczy. Ale to są niepewności drugorzędne.

Niemniej żyjemy we względnej pewności, która pozwala nam bez lęku wstawać rano, podejmować obowiązki i snuć jakieś wizje na przyszłość.

Maziku, z Mwanza, w Tanzanii, nie wie gdzie będzie spał dziś w nocy (o ile przeżył ostatnią noc). Jeśli coś sprzeda lub ukradnie, będzie miał co zjeść. Jakby mu się powiodło bardzo dobrze, może zdobyć jedzenie na dwa dni. Nie wie ile jeszcze razy mu się uda.

Ewangelia, która daje nam pewność na dziś, że mamy chleb, dom, zdrowie, ludzi obok, ta Ewangelia jest też wezwaniem, aby zanieść pewność innym. Być może to jest sens zbawienia, ewangelizacji. Zaprosisz dziś kogoś na kolację? Kogoś, kto nigdy inaczej nie zje jej w przyzwoitym miejscu?

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

MÓWCIE DOBRZE O ŻYDACH

Zapalę pewnie dzisiaj wieczorem świecę w geście pamięci o ofiarach holokaustu. Tak jak zapalam znicz przy mogile ofiar Katynia i jak pamiętam każdego 11 września o ofiarach z Nowego Jorku. Co roku modlę się i stawiam znicze na Majdanku.

O sensie dzisiejszego gestu możecie poczytać na naszej „duchowej” stronie.

Mam może tylko cień obawy czy sama świeczka w oknie wystarczy albo czy nie jest dość łatwym usprawiedliwieniem, że coś zrobiłem.

Niewinne ofiary to niestety jedna z największych hańb naszej epoki – jeśli wliczać w nią i wiek XX i ten XXI. Idea braterstwa, która w jakimś sensie mogłaby bronić nas przed mordowaniem, dziś faktycznie nie istnieje w publicznej debacie. Może lata kompromitacji braterstwa w czasach komunizmu zrobiły swoje. Zaeksperymentujcie jednak, mówiąc „Mój brat Żyd”, „Mój brat Arab, z Hamasu”, „Mój brat Czeczen”, „Mój brat Rumun”. To już nie jest takie proste, ponieważ w grę wchodzą pewne poglądy, uprzedzenia i wyobrażenia. I to tak silne, że ewangeliczne braterstwo traktować można w sensie umownym.

Co więcej, obrona niewinnych ofiar ma także inne ważne przestrzenie. W Europie co 27 sekund zabijane jest nienarodzone dziecko, niewinna istota. Co piąte poczęte dziecko jest uśmiercane przed narodzeniem, a dziennie tych ofiar mamy 3 200. Dużo więcej niż w wypadkach samochodowych. Nie znam statystyk odnośnie eutanazji.

Nie deprecjonuję sensu gestów pamięci, sam często w nich uczestniczę i zachęcam innych. Ale odkrywam przerażający fakt, że liczba niewinnych ofiar rośnie, rośnie także liczba gestów pamięci. Tak, jakby nie pozostało nam nic innego, jak owe gesty.

Nie mam oczywiście gotowych recept, jak skutecznie przeciwdziałać ekspansji cywilizacji śmierci i łagodzić anse narodowe, mogące rodzić chęć eksterminacji. Przy okazji Dnia Dziecka pamiętam o tych nienarodzonych, a uśmierconych. A na przykład dziś, może pójdźmy dalej i spróbujmy powiedzieć (publicznie, prywatnie) coś dobrego o Żydach, hamując się od wszystkich kawałów (niektóre są naprawdę świetne, zwłaszcza te, które słyszałem od samych Żydów). Może przy jakiejś okazji mówić o dobrych stronach Rumunów, Czeczenów i Arabów? I jak mądrze i przekonująco promować każde życie?

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

WAŻNA SPRAWA RUCHU

Z wiosną, która nadbiega, warto zadbać o formę. Choć przeważnie zdaje się nam, że forma wraz z cieplejszym czasem sama przyjdzie. Nic z tego.

Zamiast formy dopadną nas depresje wiosenne, hybrydy tych jesiennych i zimowych. A może być inaczej. Coś musimy jednak sami zrobić.

Popatruję na ludzkość wokół. Niektóre panie, zgodnie z kabaretową definicją – „ta pani w dziedzinie urody szczególnie nachalną nie była” – czekają zapewne na wichry czeszące śliczne fryzury i jakiś mikst słońca i deszczu, który odmieni ich lica (bez makijażu) w Wenus. Z kolei panowie, którzy ze względu na wygląd mogliby bez charakteryzacji grać role hipopotamów (np. w jakimś serialu przyrodniczym), oczekują pewnie na cudowny obcinacz kilogramów i zmywacz tuszu. Czekanie na odmianę? Właśnie, to jest droga do nikąd.

Trzeba się ruszyć. Ruszyło światło, ruszyło słońce na niebie, ruszyły – przepraszam za powtórzenia – bociany i kruki. Jest takie miejsce w nas, które wymaga poruszenia.

Ruch jest domeną wiosny, ale i jakichś głębszych procesów wewnętrznych. We wczorajszej Ewangelii czytaliśmy o ruchu natychmiastowym, po wezwaniu „Pójdźcie za mną” – oni, przyszli Apostołowie, wstali i poszli za nim. Abraham, po przyjęciu wezwania, także wyrusza w drogę i zaczyna się niesamowity ciąg zdarzeń w jego życiu, potem w życiu jego narodu. Jedna z ksiąg biblijnych – Wyjścia – dokumentuje ruch całego narodu, na trasie z Egiptu ku Ziemi Obiecanej.

Doskonale wyczuwamy, z czym warto i nawet trzeba ruszyć, jeśli chodzi o nasze życie. To są te zaniedbane sprawy, odłożone, zachwaszczone, stęchniałe niekiedy. Wiara jeśli nie rośnie, będzie tylko zawadą, jak coraz cięższa kula u nogi. Nadzieja, jeżeli się mnoży, zamienia się w groźne marzycielstwo. Miłość, jeśli nie staje się gorętsza z dnia na dzień, tli się i kopci i zamiast czystego płomienia mamy uciążliwy swąd. Prawda, nie rozpoznawana co dzień, ubiera się w szaty półprawd, niegroźnych kłamstewek, aż wreszcie osiąga najniższy góralski poziom „g….. prawdy” (te wyższe to „święta prawda” i „tys prawda”).

Ruch, ten wewnątrz, jest jakąś szansą, sam Bóg, w pewnych ujęciach filozoficznych nazywany jest Pierwszym Poruszycielem. Nie wolno odkładać tych istotnych ruchów wewnątrz nas. Ale nie zawadzi też ruch fizyczny. Nikt za ciebie ani tego ani tamtego ruchu nie wykona.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

SŁOWO BEZ ODZEWU

kazanie na III Niedzielę Zwykłą
25 stycznia AD 2009

Tyle słów usłyszałeś. W Niniwie też słyszeli tylko słowa. Nawrócili się. Ty nie.

Nawracajcie się. Tamci nad jeziorem też to słyszeli. Nawrócili się. Ty masz jeszcze czas.

Pójdźcie za mną. Natychmiast zostawili sieci i poszli za nim. Natychmiast. Ty natychmiast masz wiele pytań i zastrzeżeń. Serial z „ale” w roli głównej.

Idziemy innymi drogami. Bóg swoją, ty swoją. A On chciał, żeby to byłą jedna droga. I tak już będzie.

LITURGIA SŁOWA

(Jon 3,1-5.10)
Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam. Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak powiedział Pan. Niniwa była miastem bardzo rozległym – na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.

(Ps 25,4-9)
REFREN: Naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami

Daj mi poznać Twoje drogi, Panie,
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.
Prowadź mnie w prawdzie według Twych pouczeń,
Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję.

Wspomnij na swoje miłosierdzie, Panie,
na swoją miłość, która trwa od wieków.
Pamiętaj o mnie w swoim miłosierdziu
ze względu na dobroć Twą, Panie.

Dobry jest Pan i prawy,
dlatego wskazuje drogę grzesznikom.
Pomaga pokornym czynić dobrze,
uczy pokornych dróg swoich.

(1 Kor 7,29-31)
Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.

(Mk 1,15)
Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

(Mk 1,14-20)
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

Konkursy

Kamil Durczok wycofał się z rywalizacji o telewizyjnego Wiktora, bo – jak twierdzą złośliwi – boi się przegrać z Kasią Cichopek. Złośliwi inaczej twierdzą natomiast, że Durczok przejął się lamentem Piotra Pacewicza nad stanem polskiego dziennikarstwa i postanowił nie uczestniczyć w show, które o niczym nie świadczy.

No, nie, jednak o czymś świadczy. Na pewno nie o klasie Durczoka, lecz o gustach telewidzów. Podobnie jak laur dla Bogdana Rymanowskiego nie świadczy o tym, że jest on najlepszym dziennikarzem, tylko że za takiego uznaje go środowisko.

Wyobraźcie sobie, że byłby wielki konkurs na Księdza Roku. Wiecie, kto by wygrał? Wiecie. Ja też. Na szczęście takiego konkursu nie będzie.

Choć po przygarnięciu lefebrystów na łono to nic już nie jest pewne.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , ,