Z TĘSKNOTY ZA LUDŹMI

Wtorek 14 czerwca 2011

 

Mniej czy bardziej świadomie zrastamy się z ludźmi. Łączą nas rozmowy, żarty, spacery, praca. Coraz bardziej siebie lubimy, coraz więcej o sobie wiemy, coś ważnego planujemy.

Są spotkania, dialogi, spory, czasem ostre kłótnie i gniew. Wracamy znów do siebie, słowa „przepraszam” i „dziękuję” wiążą od nowa. Nic i nikogo ważniejszego nad ludzi nie mamy.

Poza sferą spotkań, rozmów i posiłków, jest jednak coś znacznie bardziej istotnego. Nawet nie wiem dokładnie co, bardziej to czuję niż umiem nazwać. To jest jakaś muzyka w sercach, jakaś spójnia dusz. Albo jakieś najgłębsze przenikanie. Znają to starzy przyjaciele. Może to jest wiara, jakieś wspólne choć nie jednakowe widzenie rzeczy, spraw, świata i sensu życia.

Bez tego czegoś nie ma mądrych i trwałych przyjaźni ani miłości, które przetrwają wszelkie złe próby. Bóg posiał w naszych sercach ogromną tęsknotę za ludźmi. Pewien jestem, że to coś, co tak mocno wiąże nas z ludźmi, daje nam szansę poznania choć trochę samego Boga.

Itinerarium , , , , , , , , ,

O MATCE

Kazanie na Święto Najświętszej Maryi Panny
Matki Kościoła
albo drugi dzień Zielonych Świątek

Poniedziałek 13 czerwca 2011

Zdarza się, że nie dosłyszy i mówi nie na temat. Wtrąca się w nie swoje sprawy. Nie nadąża za zmianami i fatalnie ocenia życie.

Nosi tradycyjne, staroświeckie stroje i trzyma się dawnych zwyczajów. Uwielbia ceremonie i splendory. Bardzo lubi papierki, świstki i pieczątki. Składa je potem w skrzynkach i archiwach, a uczeni mają bogaty materiał do badań i prac historycznych.

W różnych miejscach przechowuje wspaniałe skarby, zna nawet tajemnice szczęścia i życia wiecznego. Ale rzadko umie o nich ładnie i zrozumiale powiedzieć. Przede wszystkim strzeże sekretów wiecznej młodości i przepisów na miłość mocniejszą od śmierci.

Przyzwyczaiła się, że mówią o niej źle, krytykują i kpią. Wielu najchętniej wyrzuciłoby ją za drzwi i skazało na banicję.

Ale ja ją kocham. Matka to matka. Kościół, moja Matka.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

OGIEŃ MIŁOŚCI W SERCU

Kazanie na Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

Niedziela 12 czerwca 2011

 

 

W historii naszych spotkań z Duchem Świętym mamy kilka przystanków. Najpierw, przeważnie w wieku niemowlęcym, nad naszymi głowami rozległy się słowa „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego”, przy okazji zostało wymienione nasze imię, a Duch Święty asystował przy początku naszego osobowego zaistnienia poprzez imię. Potem usłyszeliśmy, choć raczej nie pamiętamy: „Przyjmij znamię daru Ducha Świętego”. To przy bierzmowaniu.

Bardzo wielu z nas usłyszało (lub usłyszy) słowa: „Prośmy Ducha Świętego, aby uświęcił ten związek i dał narzeczonym łaskę wytrwania. Niech ich miłość przez Niego umocniona, stanie się znakiem miłości Chrystusa i Kościoła”. Ja usłyszałem inne słowa: Drodzy synowie, zanim przystąpicie do święceń prezbiteratu, musicie wobec ludu wyrazić wolę ich przyjęcia. Dlatego pytam każdego z was: Czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodnictwem Ducha Świętego?.

Niemal każdy z nas słyszy od czasu do czasu: „Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze Sobą przez śmierć i zmartwychwstanie Swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju  przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.” Ja te słowa również wypowiadam.

To wszystko, jak myślę, nie jest najważniejsze. Najważniejsze brzmi dziś w wersecie przed Ewangelią: Przyjdź, Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych i zapal w nich ogień swojej miłości.

Miłość, którą jest Duch Święty i którą On daje, jest we wszystkim potrzebna. Dzięki niej choć trochę poznajemy, kim naprawdę jest Bóg – Kto nie miłuje nie zna Boga, bo Bóg jest miłością (1 J 4,8), a kto trwa w miłości trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1 J 4,16) Dzięki niej otwieramy sobie bramę do wieczności – My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje trwa w śmierci (1 J 3,14). Ona wyznacza jedyną sensowną relację z innymi ludźmi – I my winniśmy się wzajemnie miłować (1 J 4,11).

Przyjdź Duchu Święty, napełnij nasze serca i zapal w nich ogień swojej miłości! Niech ta modlitwa wypełni się dzisiaj w życiorysie każdego z nas.

 

PS. Kazanie w wersji dźwiękowej na stronie www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Dz 2,1-11)
Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? – mówili pełni zdumienia i podziwu. Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże.

(Ps 104,1.24.29-31.34)
REFREN: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię

Błogosław, duszo moja, Pana,
o Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki.
Jak liczne są dzieła Twoje, Panie,
ziemia jest pełna Twych stworzeń.

Gdy odbierasz im oddech, marnieją
i w proch się obracają.
Stwarzasz je napełniając swym duchem
i odnawiasz oblicze ziemi.

Niech chwała Pana trwa na wieki,
niech Pan się raduje z dzieł swoich.
Niech miła Mu będzie pieśń moja,
będę radował się w Panu.

(1 Kor 12,3b-7.12-13)
Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: “Panem jest Jezus”. Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem.

SEKWENCJA

Przybądź Duchu Święty,
Ześlij z nieba wzięty
Światła Twego strumień.

Przyjdź, Ojcze ubogich,
Przyjdź, Dawco łask drogich,
Przyjdź, Światłości sumień.

O, najmilszy z gości,
Słodka serc radości,
Słodkie orzeźwienie.

W pracy Tyś ochłodą,
W skwarze żywą wodą,
W płaczu utulenie.

Światłości najświętsza,
Serc wierzących wnętrza
Poddaj Twej potędze.

Bez Twojego tchnienia,
Cóż jest wśród stworzenia?
Jeno cierń i nędze.

Obmyj co nieświęte,
Oschłym wlej zachętę,
Ulecz serca ranę.

Nagnij, co jest harde,
Rozgrzej serca twarde,
Prowadź zabłąkane.

Daj Twoim wierzącym,
W Tobie ufającym,
Siedmiorakie dary.

Daj zasługę męstwa,
Daj wieniec zwycięstwa,
Daj szczęście bez miary.

Przyjdź, Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych i zapal w nich ogień swojej miłości.

(J 20,19-23)
Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

Z PASTUCHA OŚLIC NA KRÓLA

Sobota 11 czerwca 2011

 

 

Kisz był synem Abiela, Abiel synem Serora, Seror synem Bekorata, Bekorat synem Afijacha, Afijach synem Beniamina. Synem Kisza był Saul, pierwszy król biblijnego Izraela. Nic nie zapowiadało jego pięknej (choć także tragicznej) roli w historii narodu wybranego, można o tym poczytać choćby w księgach Samuela.

Kiszowi zaginęły oślice, na ich poszukiwanie wysłał syna Saula. Podczas tej wyprawy Saul został namaszczony na króla, co wiązało się z podjęciem wielu krwawych wojen z wrogami, zakończonych ocaleniem narodu izraelskiego. Historia zna wiele podobnych zdarzeń i może nie ma w niej nic nadzwyczaj oryginalnego. W historii Saula ważną rolę odgrywa jednak Duch Święty i na dzień przed Jego Zesłaniem przypominam o tym.

Czyż ja nie jestem Beniaminitą – z jednego z najmniejszych pokoleń izraelskich, a ród mój czyż nie jest najniższy ze wszystkich rodów pokolenia Beniamina? – broni się przed trudną misją. Co odmienia tego wątpiącego w swoje siły pastucha oślic? Opanuje cię Duch Pański i staniesz się nowym człowiekiem – słyszy. A potem ta zapowiedź spełnia się – opanował go Duch Boży i Bóg zmienił jego serce.

Mamy prawo bać się nowego w naszym życiu i wątpić w niezwykłe role do odegrania choćby w małych historiach. Oślic co prawda nie pasiemy, jesteśmy tylko średnimi studentami, zwykłymi księżmi, umiarkowanie szczęśliwymi małżonkami i normalnymi ludźmi. Lęki przed nowymi wyzwaniami, niepewne spojrzenie w przyszłość i częste poczucie bezradności stanowią treść naszego codziennego doświadczenia.

Czy ja nie jestem przeciętnym człowiekiem, słabym, chwiejnym i pełnym obaw? Co ja mogę zrobić? Tak myślisz. Tak myśli większość z nas. I dlatego jutrzejsze święto jest dla ciebie. Opanuje cię Duch Pański i staniesz się nowym człowiekiem!

Itinerarium , , , , , , , ,

DUCH W LUDZIACH

Piątek 10 czerwca 2011

 

Warszawska gimnazjalistka, 14-letnia Ola, odpaliła na lekcji petardę. Przy okazji petarda poparzyła koleżankę. Ola wygrała paczkę papierosów, bo o to był zakład. Matka innego gimnazjalisty doniosła na policję na własnego 16-letniego syna, ponieważ ten okradał ją z pieniędzy i biżuterii. Nie pomogło jej nawet zamykanie się na klucz w swoim pokoju. Mało zabawne te historyjki, ale prawdziwe.

W londyńskich kinach bodajże od poniedziałku obejrzeć będzie można film „Decydując się na śmierć”, w którym nieuleczalnie chory wypija truciznę i umiera. Autor filmu nie ukrywa, że chodzi mu o promocję eutanazji. Trzy czwarte Brytyjczyków popiera legalizację eutanazji. Grupa niemieckich lekarzy z Kolonii poparła w memorandum stosowanie tzw. diagnostyki preimplantacyjnej. Chodzi o badanie ludzkich embrionów powstałych w wyniku zapłodnienia in vitro pod kątem ewentualnych chorób dziedzicznych. W razie ich stwierdzenia embrion (dziecko) jest zabijany. Jeden z niewielu krytyków memorandum skomentował pomysł następująco: “Każdy człowiek ma prawo do posiadania dzieci, ale żaden człowiek nie może mieć prawa do posiadania jedynie zdrowego dziecka”. Mało wesołe te wieści, ale prawdziwe.

Za trzy dni w niedzielę „Zielonych Świątek”, wspominać będziemy Zesłanie Ducha Świętego. W tzw. Sekwencji wielu chrześcijan zawoła „Przybądź Duchu Święty!” Poprosimy Go o moc i męstwo.

Kiedy Duch Święty napełnił (jedno z możliwych sformułowań) Apostołów w jerozolimskim Wieczerniku, coś się zaczęło dziać. Matematycznie chrześcijaństwo miało małe szanse na rozwój. Jedenastu dość strachliwych ludzi, nie wykształconych, słabo zintegrowanych, ubogich, stanęło wobec nieprzyjaznych struktur żydowskich i rzymskich. No ale coś się zaczęło dziać. Powstały pierwsze wspólnoty, żarliwe i ekspansywne. Po wiekach widzimy, że to „coś” popchnęło następców pierwszych wierzących do zakładania szkół, leprozoriów, walki o zniesienie niewolnictwa i prawa człowieka, zorganizowania opieki dla sierot, chorych czy starców.

Duch Święty nie napełnia struktur, kultury, domów, kościołów, izb lekarskich, studiów dziennikarskich, sal szkolnych czy dyskotek. Napełnia ludzi, tak jak napełnił Jedenastu w Wieczerniku. Napełnia ludzi! Modlę się, żeby napełnił nauczycieli i rodziców (nie tylko w warszawskich gimnazjach), autorów filmów (nie tylko w Londynie), i lekarzy (nie tylko w Kolonii). Na początku wystarczyło Jedenastu napełnionych Duchem. Ilu potrzeba dziś, aby odmieniać ziemię? W modlitwie o napełnienie Duchem nie zapominam o Was Czytelnikach i proszę, aby ci z Was, którzy wierzą, pamiętali o mnie. Duch napełnia ludzi i przez nas odmienia ziemię, świat i ludzkość.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

A DUCH KĘDY CHCE

Czwartek 9 czerwca 2011

Duch wieje kędy chce. I szum jego słyszysz , lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. O tym czytamy w Ewangelii (J 3, 8).  Traktujemy te słowa jako niegroźną poezję, ot ładną opowieść o wietrze, który rzeczywiście pojawia się niezapowiedzianie i odlatuje gdzieś tam, nieważne gdzie.

Świat i życie mamy dziś bardzo zorganizowane, coraz bardziej. Są godziny, terminy, precyzyjne daty, deadliny, lokalizacje przez GPS, portale i facebooki, wzorce pisania CV, gotowe formułki do klepsydr pogrzebowych. W relacjach z Panem Bogiem także wiadomo, że trzeba się ochrzcić, bo bez metryki chrztu nie osiągniemy darów Ducha  Świętego w bierzmowaniu ani ślubu kościelnego. Nikt też nas nie pochowa bez odpowiednich wpisów w kartotekach, umieszczanych tam po kolędzie.

Duch wieje kędy chce, a my wstajemy na dźwięk budzika, kasujemy bilety zaraz po wejściu do autobusu i po trzydziestce pokornie przyjmujemy miano starych panien. Rano odmawiamy paciorek, a wieczorem sumujemy grzechy. I wytrwale zbieramy punkty do właściwej formułki w klepsydrze.

Duch wieje kędy chce. Czerwone maki rosną zupełnie nierozsądnie nawet na lichym poboczu, bociany tkają gniazda na nieczynnych słupach. I może one rozumieją, że duch wieje kędy chce.

Itinerarium , , , , , , ,

SŁABOŚCI NIE ULEGAĆ

Środa 8 czerwca 2011

Dzień po dniu czytam o Duchu, choć są to strofy znane mi już, nie raz widziane. Lepiej się czyta, kiedy urósł trochę bagaż doświadczeń.

W tradycyjnym katechizmie są „uczynki miłosierne wobec duszy”. Jest ich siedem: upominać grzeszących, pouczać nieumiejętnych, dobrze radzić wątpiącym, pocieszać strapionych, cierpliwie znosić krzywdy, chętnie darować urazy, modlić się za żywych i umarłych. Osobne siedem dotyczy ciała: nakarmić głodnych, napoić spragnionych, przyodziać nagich, przyjąć do domu podróżujących, pocieszać więźniów, odwiedzać chorych, grzebać zmarłych.

Chętnie wprowadziłbym w nauczanie „uczynki wobec siebie samego”, na wzór tych wobec dusz i ciał innych. A jeden z tych „uczynków” nazwałbym – „Słabości nie ulegać”. Wzorce kulturowe, z jakimi dziś mamy do czynienia, z ulegania słabości (i słabościom) uczyniły nawet cnotę. Pamiętam, że w czasie mojej podstawówki dopiero powyżej 38 stopni gorączki mogłem opuścić lekcje w szkole. Do temperatury 38 do szkoły się szło, choć w słabszej formie („Co to za gorączka 38 stopni!”). Tylko mięczaki zostawały w domu z takim pomiarem.

Czytam, że „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości” (Rz 8,26).  Słabi, fizycznie, psychicznie czy duchowo, bywamy wszyscy. Uczymy się, niestety, żeby słabości się poddać. Najlepiej położyć się i zastosować lek, terapię czy odpoczynek.

Czas naszej słabości jest wielką szansą współpracy z Duchem Świętym. Sytuacje i chwile naszej słabości są do przezwyciężenia mocą ducha. I naszego i Świętego, który szczególnie sprzymierza się z nami w doświadczeniach słabości. Słabości nie ulegać!

 

 

Itinerarium , , , , ,

PONAD CIAŁO

Wtorek 7 czerwca 2011

 

Drętwieją nam czasem ręce. I dostajemy zadyszki przy wbieganiu na piętra. Zmarszczki to niemile widziani goście. I niekiedy ciśnienie powoduje, że spóźniamy się do pracy.

Nawet najbardziej wymyślne operacje plastyczne nie rozgonią poczucia przemijalności ciała. I dobrze. Ja dzięki temu rozumiem lepiej słowa „Jeżeli mieszka w was Duch Tego, który wskrzesił Jezusa z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was Ducha” (Rz 8,11).

Agata Budzyńska, którą miałem przywilej znać i wiele razy słuchać, pisała w „Testamencie” o sobie jako przedmiocie zamkniętym  w „lipowe skrzypeczki”. To bardzo piękny tekst, przytaczam w całości niżej. Wyczytuję w nim także wielką moc Ducha, mimo przemijalności ciała.

Nie twierdzę, że zawsze moc ducha jest wprost proporcjonalna do słabości ciała. Wiem tylko, że człowiek ma w sobie przestrzeń ducha, a rzadko korzysta z niej. Przedkładamy to, co możemy zrobić (wziąć w ręce, przejść na nogach) nad duchowe moce (to, co myślimy; to, czego chcemy; to jak kochamy).

W myśleniu, pragnieniach, w miłości i kontemplacji, możemy choć trochę dać ponieść się temu Duchowi, który wzbudzi nas nawet ze śmierci.

Testament

A kiedy zasnę, kochanie, gdy się ze światem rozstanę
Będę długim przedmiotem, raczej smutnym
Czy mnie wtedy przygarniesz? Ramionami ogarniesz
Naprawisz, co popsuł los okrutny?
Często myślę o tobie, często piszę do ciebie głupie listy
W nich miłość i uśmiech
Potem w piecu je chowam. Płomień skacze po słowach
Nim w popiele nie uśnie, jak ja

A kiedy zasnę, schowajcie mnie w lipowe skrzypeczki
Pod głowę dajcie mi moją wiarę, moją miłość
A kiedy zasnę, przytulcie mnie do waszej przyjaźni
I mówcie, mówcie mi, że pamięć jest wieczna
A kiedy zasnę, ogrzejcie mnie pocałunkami
I zamknijcie nimi moje orzechowe oczy
A kiedy zasnę, kochajcie mnie, kochajcie mnie mocno
I grajcie mi na drogę moją kołysankę

I poproście Pana by otworzył mi niebo
Jak otwiera usta do modlitwy
Wiarą swoich oczu rozpalcie nowe słońca
I powiedzcie chłopcu, którego tak bardzo kochałam
By nie deptał nigdy rumianków
Rumianków deptać nie można

A kiedy zasnę, pamiętajcie o moich piosenkach
I nie pozwólcie im, nie pozwólcie milczeć!
A kiedy zasnę, uczcie ludzi jak się uśmiechać
I pokażcie im jak dobrze mieć serce

Kiedy odchodzicie ode mnie
Sufity smutku spadają pod me stopy
Kiedy odchodzicie ode mnie
Jestem tak sama, że aż boli
Kiedy odchodzicie ode mnie
Rozbijam myśli o każdą ścianę
Kiedy odchodzicie ode mnie
Boję się, że zawsze tak zostanie
Kiedy odchodzicie ode mnie…

Itinerarium , , , , , , , , ,

Wschód jest Czerwony

Słońce wschodzi codziennie i zapewne codziennie będzie wschodziło jeszcze przez jakiś czas. Niektórzy mówią, że to w Chinach wzeszło Czerwone Słońce (Przewodniczący Mao) i to dzięki niemu właśnie Wschód jest “czerwony”. Po usłyszeniu takiego hasła, chyba większości skojarzy się Wschód – Chiny z czerwienią – kolorem rewolucji, ewentualnie komuś przyjdzie do głowy słowo komunizm. Pewnie trafne skojarzenie, choć w przypadku Chin ma podwójne znaczenie co jest swoistym paradoksem. Otóż zaczynając od początku:
Jak powszechnie wiadomo, jednym z pomysłów Przewodniczącego Mao była “Wielka Rewolucja Kulturalna”, zainicjowana w 1966 roku i trwająca dziesięć lat kampania mająca na celu zniszczenie wszelkiej kultury jaka do czasów Przewodniczącego miała miejsce. Zgodnie ze starym chińskim przysłowiem “Aby przyszło nowe, musi odejść stare”, dzięki tej kampanii stare odeszło na dobre.
Paradoksem Przewodniczącego Mao jest fakt, że do swoich celów czasami używał przenośni i symboli, które jednocześnie sam zwalczał. Tak jest z kulturą i tradycją, przeciw której użył siły, z drugiej natomiast strony hasło “Wschód jest czerwony” do czasów Mao było utożsamiane z władzą cesarską. Jako, że kolor czerwony to kolor cesarza. Dopiero od czasów Mao hasło to zaczęło znaczyć coś zupełnie innego. Mao swoimi pomysłami zniszczył wiele z cesarskiej tradycji, chciał całkowicie zanihilować wspomnienia milionów Chińczyków, ale sam siebie utożsamiał z symboliką z czasów cesarskich. Jeśli większość z nas pomyśli o komunizmie słysząc hasło “Wschód jest czerwony” to wydaje się, że mu się udało. Tą “czerwień”, już nie w takim natężeniu jak za czasów Mao, ale czuć przynajmniej w Pekinie. Czuć i czasem człowiek chce po prostu od tego odpocząć.

Ale są również miejsca gdzie tej “nowej” czerwieni, polityki nie widać, nie czuć. Można poczuć się jak orzeł – wolnym. Jednym z takich miejsc są góry, po prostu. Natura. Udało się wyjechać i odpocząć od tych “czerwonych” Chin, które w ostatnich dniach pewnie były bardziej czerwone niż zwykle, a to chociażby ze względu na rocznicę wydarzeń z 4. czerwca 1989 roku, bynajmniej nie z Polski, ale z pl. Tiananmen. Środki bezpieczeństwa w ostatnich dniach były zwiększone, między innymi w ubiegłym tygodniu nie było “Zapisków” ponieważ Internet nie był dostępny przez kilka dni.

Kilka zdjęć tych “nie czerwonych” Chin:


A czerwone słońce wschodzi w zasadzie codziennie, teraz w okolicach 4.45. Poranna kawa przy takim widoku z okna akademika napełnia zachwytem i myślą, że skoro ono może codziennie zaczynać od początku to może i ja też?


Pozdrawiam,
jakub

PS. Orzeł nie bez przyczyny wspomniany, ponieważ w czasie górskiej wspinaczki dane nam było podziwiać kilkakrotnie jego akrobacje i zwinność.

Pekińskie zapiski , , , , , , , , , , , , ,

LECĘ DO CIEBIE

Poniedziałek 6 czerwca 2011

 

Z wielu powodów o miłość warto się starać i zabiegać. Gdzieś w pamięci mamy, że jest ona najważniejsza, coś w końcu musi być najważniejsze. Na co dzień bywa różnie.

Powód, dla którego Bóg przyszedł w Jezusie Chrystusie na świat, kryje się w miłości – „Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (3,16). Nie tylko Bóg z miłości przyszedł do człowieka, ale i człowiek, kiedy kocha innego, idzie do niego. I nie ma w tym żadnego przymusu, przeciwnie, jest radosny bieg, pęd, cudowny pośpiech. Tak też Bóg do nas przychodzi, nawet jak my jesteśmy pochowani w jakichś norach smutków i zmartwień. Jest w Bożej miłości prędkie „Lecę do ciebie!”, natychmiastowe stawanie przy ukochanych dzieciach.

My się też śpieszymy, jak kochamy, śpieszymy całym życiem, a  przy tym pośpiechu jeszcze ogromnie rośnie nam serce. Do najbliższej niedzieli włącznie w kościołach (mam nadzieję, że we wszystkich, a może w większości) trwa Nowenna do Ducha Świętego. W terminologii teologicznej, Duch Święty nazywany jest „miłością Ojca i Syna”. Jak bardzo potrzeba nam miłości! I jak chętnie Duch Święty staje się nią w naszych sercach.

Bóg przyszedł do nas drogą miłości i my tylko drogą miłości możemy przyjść do Niego. I do ludzi wszystkie inne drogi są ślepymi uliczkami.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,