CAŁE BOŻE CIAŁO

Kazanie na Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Czwartek 23 czerwca 2011

 

Codziennie podając opłatek mówię „Ciało Chrystusa” i codziennie słyszę jak ludzie odpowiadają „Amen” (z hebrajskiego „Tak jest”, „Na pewno”). Z pozoru brzmi to jak wyuczony dialog w dobrze znanym spektaklu. Ja mam powiedzieć jedno, ty drugie.

Z powodu zafiksowania w te role, może nam umknąć prawdziwy wymiar komunii, Bożego Ciała. Najpierw, pamiętając o słowach Jana Pawła II sprzed siedmiu lat, przypomnę, że komunia święta nie kończy się w kościele, po przyjęciu konsekrowanego opłatka (List Apostolski z 2004 roku, Mane Nobiscum Domine, „Zostań z nami Panie”), przeciwnie, jest to początek Mszy Życia, Liturgii Miłości.

Czyż zatem nie można by Roku Eucharystii uczynić okresem, w którym wspólnoty diecezjalne i parafialne w sposób szczególny postarają się zaradzić czynną braterską pomocą którejś z tak licznych form ubóstwa na naszym świecie? Mam tu na myśli tragedię głodu, który dręczy setki milionów istot ludzkich, mam na myśli choroby nękające kraje na drodze rozwoju, samotność starców, trudności przeżywane przez bezrobotnych, przeciwności losu znoszone przez emigrantów. Są to nieszczęścia, które dotykają też — chociaż w innej mierze — regiony zamożniejsze. Nie możemy się łudzić: tylko po wzajemnej miłości i trosce o potrzebujących zostaniemy rozpoznani jako prawdziwi uczniowie Chrystusa (por. J 13, 35; Mt 25, 31-46). To właśnie jest kryterium, wedle którego będzie mierzona autentyczność naszych celebracji eucharystycznych.

Bez dopełnienia w ofiarnej miłości wobec potrzebujących sióstr i braci msza i komunia święta stają się pobożną fikcją. W naszej religijności nastąpiło skuteczne rozerwanie tajemnicy komunii i braterskiej miłości. Komunia święta jest „dla nas”, a powinna być „dla nich”.

Kiedy przeżywam mszę świętą i przyjmuję komunię, dzieje się wiele najważniejszych rzeczy. Nawet wtedy, gdy ta msza sprawowana jest w zaniedbanej kaplicy, z udziałem paru ludzi. Nawet wtedy komunia święta łączy nas z wszystkimi dramatami świata i dramatem każdego człowieka, tego, który umiera na AIDS w afrykańskiej dżungli, tego, który odbiera sobie życie na 95 piętrze wieżowca w jakiejś metropolii, tego, który w goryczy samotności odlicza każdą minutę w hospicjum.

Każda msza święta stawia nas jednak także w środku wielkich ludzkich nadziei i tęsknot. Powiększa ludzkie marzenia o pokoju i bezpieczeństwie, pozwala dotknąć tajemnicy szczęścia pierwszego zakochania i zespala z uczuciami matek, tulących swoje pierworodne dzieci.  Komunia święta łączy nas z każdą szczerą ludzką radością, tą płynącą z bliskości przy wspólnym posiłku i tą zrodzoną przy podziwie zachodzącego Słońca.

Komunia święta brata nas ze szczęśliwymi dziećmi, dworcowymi kloszardami i zamyślonymi filozofami. Zanurza nas w przeszłość i przyszłość, ponieważ jest Jedno Ciało, Chrystus, który jest „wszystkim we wszystkich”, jak czytamy.

Kiedy wychodzimy z dobrze wyuczonych ról do prawdy o komunii, świętujemy prawdziwie Boże Ciało.

 

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Pwt 8,2-3.14b-16a)
Mojżesz powiedział do ludu: Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego nakazu, czy też nie. Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana. Nie zapominaj o Panu, Bogu twoim, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody, On ci wyprowadził wodę ze skały najtwardszej. On żywił cię na pustyni manną, której nie znali twoi przodkowie.

(Ps 147,12-15.19-20)
REFREN: Kościele święty, chwal swojego Pana

Chwal, Jerozolimo, Pana,
wysławiaj Twego Boga, Syjonie.
Umacnia bowiem zawory bram twoich
i błogosławi synom twoim w tobie.

Zapewnia pokój twoim granicom
i wyborną pszenicą hojnie ciebie darzy.
Śle swe polecenia na krańce ziemi,
i szybko mknie Jego słowo.

Oznajmił swoje słowo Jakubowi,
Izraelowi ustawy swe i wyroki.
Nie uczynił tego dla innych narodów
Nie oznajmił im swoich wyroków.

(1 Kor 10,16-17)
Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba.

(J 6,51)
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

(J 6,51-58)
Jezus powiedział do Żydów: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

Wyprawa na południe

Jak widać czasem chiński internet płata figle. Zapiski ubiegłotygodniowe ze względów technicznych i nie pojawiły się. Data przypadła na czas rocznicy wydarzeń z 1989 roku z pl. Tiananmen. Pech chciał, że od piątku do wtorku Internetu zabrakło, a jako, że Zapiski pojawiają się w poniedziałek pomyślałem, że coż – trzeba poczekać do za tydzień.
Natomiast ostatnie zapiski powstały w zeszycie, nie w komputerze, spisywane głównie w pociągu relacji Chongqing – Pekin w którym miałem przyjemność spędzić 25 godzin wracając w wyprawy na południe. No i w owej drodze zapisek sporo powstało. A podróży towarzyszył Kapuściński, i to chyba dobry kompan.

I czytam w tych spisanych w zeszycie zapiskach, o tym jak to w Chongqing, gdzie odwiedzałem znajomych, zostałem zapytany jak młodzi w Polsce spędzają czas wolny, powiem szczerze, że nie było łatwo odpowiedzieć, bo nie do końca wiem jak teraz młodzi spędzają czas wolny w Polsce, ale poopowiadałem trochę o swoim dzieciństwie: siedzeniu na trzepaku, bieganiu po lasach, robieniu łuków z leszczyny, graniu w kapsle po blokiem, zabawie w chowanego, itd. Większość spotkała się z reakcją zazdrości, ponieważ tutaj wszelkie takie zachowania raczej nie są dość popularne: do lasu daleko, bardzo daleko, dookoła tylko samochody i inni ludzie, trzepaków nie ma, ale co ciekawe gra w kapsle nas połączyła, w Chinach też grało się w latach 90tych w kapsle gdzieś z kolegami na ulicy. A to chyba znaczy, że gdzieś tak u podstaw to blisko nam do siebie, podobni jesteśmy.

Ostatecznie zeszło na współczesność i na to jak teraz czas wolny spędzamy. W Chinach pojawiło się ostatnio słowo “Zhizai”, a jest to akronim słów oznaczających “dom” i “chłopaka”, tak jakoś się stało, że słowo to w dużej mierze odnosi się do płci męskiej – domowi chłopcy, całe życie przed komputerem. Wielu młodych zamiast wyjść gdzieś na dwór (jak to kiedyś miało miejsce), spędza całe dnie siedząc w domu i próbując przejść kolejne poziomy w grach komputerowych, do tego stopnia, że popadają w uzależnienie. Uzależnienie to nie tak dawno zostało zauważone przez władze i podjęto próby przeciwdziałania – od cenzury treści, przez zakaz sprzedaży niektórych tytułów, a kończąc na kampaniach i uświadamianiu o zaletach zdrowego trybu życia. I bynajmniej w tym wypadku cenzura i zakaz głównie dotyczy treści pornograficznych w pierwszej kolejności, a treści polityczne odgrywają drugoplanową rolę.

W zasadzie, kiedykolwiek nie wspominam, że w Polsce często jeździmy nad jezioro, palimy ogniska, grillujemy, śpimy w namiotach to najczęściej padają słowa “to ja chcę pojechać do Polski na wakacje, odpocząć, tutaj to ciężko tak…”. No i od razu człowiek zaczyna mocniej tęsknić za Roztoczem, Polesiem, Starym Gajem, Tatrami i pieszymi wędrówkami.

pozdrawiam, mam nadzieję do poniedziałku,
Jakub

PS. Opinie o dzieciństwie zostały usłyszane w mieście Chongqing, które tylko dodam, że jest uważane za jedną z największych metropolii na świecie, zamieszkałą przez ponad 30 mln ludzi. Tutaj na prawdę ciężko o odetchnienie i wyciszenie się.

Pekińskie zapiski , , , , , , , , , , , ,

WĄSKA KŁADKA

Środa 22 czerwca 2011

 

Kładka nad strumieniem jest wąska, trochę zbutwiała, ale zupełnie spokojnie można po niej przejść na drugą stronę. Przechodziłem tak wiele razy. I wiele razy widziałem, jak spadali z niej ludzie.

Kładka jest wąska, trochę zbutwiała. Zupełnie spokojnie można  po niej przejść na drugą stronę. Myślę, że tak właśnie dokonało się zmartwychwstanie. Tak też jest z prawdziwą miłością. I z mistrzostwem świata.

Wierzysz, że przejdziesz – przechodzisz i wygrywasz. Nie wierzysz – wpadasz i porażka. Nie od kładki to zależy.

Itinerarium , , , , , , , ,

BREWIARZ CODZIENNY

Wtorek 21 czerwca 2011

 

Bóg mój skałą ucieczki. Pan jest moim pasterzem. Ocal od miecza moje życie, z psich pazurów wyrwij moje jedyne dobro, wybaw mnie od lwiej paszczęki i od rogów bawolich. Ty sam wydobywasz moje nogi z sidła.

To język psalmów, które odmawiam codziennie, choć nie grozi mi miecz, wściekłe psy, rogi dzikich bawołów i paszcze lwów. W razie niebezpieczeństwa nie uciekam na skały i nie czuję się jak owca, potrzebująca opieki bacy czy juhasa.

Może przesadą byłoby zastąpienie wściekłych psów pedałem gazu w samochodzie i lwich paszcz klawiaturą komputera i nigdy nie nazwałbym Boga „Najpewniejszym Towarzystwem Ubezpieczeniowym”.

Wiem jednak, że granicą mojej samotności nie są bezsilne łzy, ale Bóg, który ma odwagę podejść na skraj ludzkiej samotności. Wiem, że poza szczytami ludzkich rozbawień i dobrego humoru jest Pasmo Radości Czystej, w którym absolutnie bezinteresownie śmieje się Bóg. Wiem, że nie zagryzą mnie rozwścieczone psy i nie rozniosą na rogach zdziczałe bawoły, ale nad wszystkimi moimi lękami panuje Bóg. Wiem, że poza granicą moich marzeń jest Bóg, Miłość bez końca.

Dlatego odmawiam psalmy o lwach, psach, skałach i owcach. Za siebie i za każdego z was.

 

Itinerarium , , , , , ,

MOI BRACIA Z CZECZENI

Kazanie na Światowy Dzień Uchodźcy
Poniedziałek 20 czerwca 2011

Kilka lat temu mogliśmy zabrać niewielką grupę uchodźców z
Czeczeni na dwa dni nad jezioro. Pluskali się z entuzjazmem w ciepłej
wodzie, a szczególne zainteresowanie budziły kobiety wskakujące do
jeziora w ubraniach. Tradycja zabrania tam paniom używania strojów
kąpielowych w naszym rozumieniu. Przypadkiem w tym samym miejscu
odpoczywał znajomy z rodziną, widywałem go często w kościele. Poznał
mnie, podszedł i zapytał, co to za dziwna grupa.
Czeczeni – odpowiedziałem.
Aaa.. Na urlop do nas przyjechali? – dziwił się.
No, niezupełnie… – tłumaczyłem – To są uchodźcy.

Opowiedziałem o uchodźcach z Czeczeni, którzy w liczbie już kilku
tysięcy mieszkają w Polsce, w większości na Lubelszczyźnie. Wyglądało
na to, że nie uwierzył do końca w tę „bajkę”.

W ostatnią sobotę (w Białej Podlaskiej) i niedzielę (w Lublinie) brałem
udział w całkiem sensownych obchodach Dnia Uchodźcy (Światowy
Dzień przypada dzisiaj). Przyznaję, że mam w sobie uczucie smutku i
chyba poczucie winy.

Smutku, bo nie mogę zapewnić nikomu z Czeczenów (i innych
uchodźców) domu, pracy, lepszej perspektywy czy pewności, że będą
mogli budować swoje nowe życie tutaj, w Polsce. Poczucie winy,
bo wiem, że czasem usłyszą od moich rodaków „Spieprzaj stąd ty
brudasie!” (wersja łagodna).

Wiem, że my Polacy, żyliśmy do niedawna w homogenicznej
strukturze narodowościowej, wokół byli sami Polacy, żadnych
muzułmanów, Murzynów i śniadych czy czarnych twarzy. Dlatego
musimy uczyć się obecności innych pośród siebie. Dla wierzących jest
to jeszcze jedno wyzwanie – słowa Chrystusa „Byłem przybyszem,
a przyjęliście Mnie/a nie przyjęliście Mnie” (Mateusz, rozdział 25)
wymagają przyśpieszonego kursu otwartości i akceptacji.

Co warte zapamiętania, ci, którzy przyjęli Chrystusa w przybyszach
i uchodźcach, zasłużyli na szczęśliwą wieczność.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

BĘDZIESZ TYM KIM JEST ON

Kazanie na Uroczystość Trójcy Świętej

Niedziela 19 czerwca 2011

 

Byłem czym ty jesteś, ty będziesz czym ja jestem. Taki napis widnieje na jednym z sarkofagów we Florencji, nad malowidłem szkieletu Adama. To przesłanie Adama, pierwszego człowieka, do każdego, kto ową inskrypcję przeczyta. I przesłanie dla każdego z nas – pamiętaj, że twoje ciało przyjmie kiedyś postać szkieletu.

Byłem tym, kim ty jesteś, będziesz tym, kim ja jestem. W takie słowa zamknąłbym tajemnicę Trójcy, w uroczystość wyznawania tej prawdy. To jest ciche przesłanie Tajemnicy Boga do każdego z nas. Odwracające fatalizm przesłania Adama.

A Bóg jest Miłością.

PS. Dźwiękowe kazanie na www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

(Wj 34,4b-6,8-9)
Mojżesz wstawszy rano wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne. A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, I natychmiast skłonił się Mojżesz aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan w pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz winy nasze i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem.

(Ps: Dn 3,52-56)
REFREN: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże naszych ojców,
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Błogosławione niech będzie Twoje imię,
pełne chwały i świętości.

Błogosławiony jesteś w przybytku świętej chwały Twojej,
Błogosławiony jesteś na tronie Twego królestwa.
Błogosławiony jesteś Ty, który spoglądasz w otchłanie,
i na Cherubach zasiadasz,
Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba.

(2 Kor 13,11-13)
Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami! Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem! Pozdrawiają was wszyscy święci. Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi!

(Ap 1,8)
Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, Bogu, który jest i który był, i który przychodzi.

(J 3,16-18)
Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

 

Itinerarium , , , , , , ,

TŁUMACZKA STALINA I INNE RADOŚCI ŻYCIA

Sobota 18 czerwca 2011

 

Znajoma, po studiach, menedżerka nieźle prosperującej firmy, miała problem z komputerem. Zadzwoniła do kolegi po pomoc.

Ten od razu jej poradził, aby na początek weszła w „Mój komputer”. A ona z przerażeniem:
– Wiesz, nie mogę! To jest komputer mojej mamy, ja tylko grzecznościowo z niego korzystam!

Jakby człek siadł i coś tam wymyślał, to i tak życie jest bardziej zabawne. I to jeden z powodów dla którego nic nad radość życia!

Druga historia, też prawdziwa. Ceniony hierarcha kościelny zmieniał komputer i poprosił o pomoc zaawansowanego w tej materii kleryka. Kumaty seminarzysta zainstalował wszystko jak trzeba i na koniec oznajmił Dostojnemu:
– A tutaj przeniosłem „Moje dokumenty”!
– Ależ Piotrze, po co mi twoje dokumenty na moim komputerze?

Tu wyjaśniam, że kościelni hierarchowie nieomylni są (raczej) tylko w sprawach wiary i moralności.

Inny mój znajomy ma ożywione kontakty z Estończykami. Naród mały, na północ od Łotwy, na zachód od Rosji, za stolicę ma miasto Tallin. I z tegoż Tallina miała odwiedzić go koleżanka, z zawodu tłumaczka. Podzielił się tą nowiną z kuzynem. Działo się to kilka lat temu, a dialog przebiegał mniej więcej tak:
– Wiesz, za tydzień przyjeżdża do mnie koleżanka, tłumaczka z Tallina…
– Co? Naprawdę? Tłumaczka Stalina?
– No tak, ona jest tłumaczką z estońskiego, z Tallina.
– E, tłumaczka Stalina? To ile ona ma lat???
– Skończyła czterdziestkę niedawno.
– Coś kręcisz! Czterdzieści lat i była tłumaczką Stalina?

I tu kolejne wyjaśnienie. Stalin umarł w roku 1953, gdyby jego tłumaczka miała wtedy 40 lat, dzisiaj świętowałaby – co da się policzyć jakoś – prawie stulecie urodzin. A to zdarza się tłumaczkom (i tłumaczom) nader rzadko.

Ot, radość życia i humor wesolutki. Trzeba nam tego, trzeba! Na koniec wyjaśniam – przynajmniej kilku znajomym – że nie pisuję terrarium, jak mniemają, ale takie tam Itinerarium. Choć jak najbardziej na ziemi, na ziemi dobrej i radosnej.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

KIEDY CHLEB MA MOJE IMIĘ

Kazanie na święto św. Brata Alberta Chmielowskiego

Piątek 17 czerwca 2011

 

Powinno się być dobrym jak chleb; powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny.

Jeśli pozostać przy metaforze, to słowa wypowiedziane przez Brata Alberta Chmielowskiego, patrona dzisiejszego dnia, są piękne i prawdziwe. Kiedy jednak temu chlebowi daję swoje imię, urok metafory pryska i zaczyna się wściekła batalia egoizmu z miłością.

Chleb pewnie nie odczuwa bólu jak rwą go głodne zęby. Ja krwawię, kiedy ktoś wyrywa mi czas, energię czy pieniądze. Krwawi moje ja, któremu ciężko wytłumaczyć, że miłość bez cierpienia jest iluzją. Może trzeba się modlić do Świętego Szaleństwa, aby dać się rozerwać i nie jęczeć.

W programach pomocy dla ubogich, głodnych, bezdomnych, uchodźców i więźniów zapisane są strategie, harmonogramy, budżety i szkolenia. Niewiele to pomaga. Nie da się zapisać, że pomaga jedynie człowiek, który kocha i pozwala się rozerwać. Kiedy chlebowi daję swoje imię, zaczyna się miłość i ból z sensem. I Ewangelia. I prawda. I szczęście. I zbawienie. I niebo.

 

Niżej liturgia słowa na dziś oraz biografia Brata Alberta.

 

Czytanie z Księgi proroka Izajasza Iz 58, 6-11

To mówi Pan:

“Rozerwij kajdany zła, rozwiąż więzy niewoli, wypuść wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połam. Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź do domu biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od współziomków.

Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pana iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: «Oto jestem!»

Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem.

Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie”.

Ps 112, 1-7. 9

Refren: Błogosławiony, kto się boi Pana.

Błogosławiony człowiek, który boi się Pana *
i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
Potomstwo jego będzie potężne na ziemi, *
dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

Refren: Błogosławiony, kto się boi Pana.

Dobrobyt i bogactwo będą w jego domu, *
a jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze.
On wschodzi w ciemnościach jak światło dla prawych, *
łagodny, miłosierny i sprawiedliwy.

Refren: Błogosławiony, kto się boi Pana.

Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza *
i swymi sprawami zarządza uczciwie.
Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje *
i pozostanie w wiecznej pamięci.

Refren: Błogosławiony, kto się boi Pana.

Nie przelęknie się złej nowiny, *
jego mocne serce zaufało Panu.
Rozdaje i obdarza ubogich, †
jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze, *
wywyższona z chwałą będzie jego potęga.

Refren: Błogosławiony, kto się boi Pana.

Alleluja, alleluja, alleluja.

Błogosławieni ubodzy w duchu,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Alleluja, alleluja, alleluja.

Mk 10, 17-30
Słowa Ewangelii według św. Marka.

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: “Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”
Jezus mu rzekł: “Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.
Znasz przykazania: «Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę»”.
On Mu rzekł: “Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”.
Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: “Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”.
Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.
Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: “Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego”.
Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: “Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”.
A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: “Któż więc może się zbawić?”
Jezus spojrzał na nich i rzekł: “U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”.
Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: “Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą”.
Jezus odpowiedział: “Zaprawdę powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym”.

Biografia św. Brata Alberta

Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem. Sześć dni później na Chrzcie św. z wody dano mu imiona Adam Bernard. W czasie uroczystego Chrztu św. 17 czerwca 1847 roku w warszawskim kościele Matki Boskiej na Nowym Mieście dodano jeszcze imię Hilary. Pochodził z zubożałej rodziny ziemiańskiej. Gdy miał 6 lat matka w czasie pielgrzymki do Mogiły poświęciła małego Adama Bogu. Kiedy miał 8 lat, umarł jego ojciec, sześć lat później zmarła matka.

Chłopiec kształcił się w szkole kadetów w Petersburgu, następnie w gimnazjum w Warszawie, a w latach 1861-1863 studiował w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach. Razem z młodzieżą tej szkoły wziął udział w Powstaniu Styczniowym. 30 września 1863 roku został ciężko ranny w bitwie pod Mełchowem i dostał się do niewoli rosyjskiej. W prymitywnych warunkach polowych, bez środków znieczulających amputowano mu nogę, co zniósł niezwykle mężnie. Miał wtedy 18 lat.

Przez pewien czas przebywał w więzieniu w Ołomuńcu, skąd został zwolniony dzięki interwencji rodziny. Aby uniknąć represji władz carskich, wyjechał do Paryża, gdzie podjął studia malarskie, potem przeniósł się do Belgii i studiował inżynierię w Gandawie, lecz powrócił wkrótce do malarstwa i ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Monachium. Wszędzie, gdzie przebywał wyróżniał się postawą chrześcijańską, a jego silna osobowość wywierała duży wpływ na otoczenie. Po ogłoszeniu amnestii w 1874 r. powrócił do kraju. Zaczął poszukiwać nowego ideału życia, wyrazem czego stało się jego malarstwo. Oparte dotychczas na motywach świeckich, zaczęło teraz czerpać natchnienie z tematów religijnych. Jeden z jego najlepszych obrazów Ecce Homo jest owocem głębokiego przeżycia tajemnicy bezgranicznej miłości Boga do człowieka. Religijne obrazy Adama Chmielowskiego przyniosły mu miano “polskiego Fra Angelico”. Bez wątpienia duże znaczenie w życiu duchowym Adama Chmielowskiego miały rekolekcje, które odbył u ojców jezuitów w Tarnopolu.

W 1880 r. nastąpił duchowy zwrot w jego życiu. Będąc w pełni sił twórczych porzucił malarstwo i liczne kontakty towarzyskie i mając 35 lat wstąpił do nowicjatu jezuitów w Starej Wsi z zamiarem pozostania bratem zakonnym. Po pół roku w stanie silnej depresji, opuścił nowicjat. Do stycznia 1882 roku leczył się w zakładzie dla nerwowo chorych w Kulparkowie koło Lwowa. Następnie przebywał u swojego brata na Podolu, gdzie w atmosferze spokoju i miłości powrócił całkowicie do równowagi psychicznej. Zafascynowała go duchowość św. Franciszka z Asyżu, zapoznał się z regułą III zakonu i rozpoczął działalność tercjarską, którą pragnął upowszechnić wśród podolskich chłopów. Wkrótce ukaz carski zmusił go do opuszczenia Podola.

W 1884 r. przeniósł się do Krakowa i zatrzymał się przy klasztorze kapucynów. Pieniędzmi ze sprzedaży swoich obrazów wspomagał najbiedniejszych. Jego pracownia malarska stała się przytuliskiem. Tutaj zajmował się nędzarzami i bezdomnymi, widząc w ich twarzach sponiewierane oblicze Chrystusa. Poznał warunki życia ludzi w tzw. ogrzewalniach miejskich Krakowa. Był to kolejny moment przełomowy w życiu zdolnego i cenionego malarza. Z miłości do Boga i ludzi Adam Chmielowski po raz drugi zrezygnował z kariery i objął zarząd ogrzewalni dla bezdomnych. Przeniósł się tam na stałe, aby mieszkając wśród biedoty, pomagać im w dźwiganiu się z nędzy nie tylko materialnej ale i moralnej.

25 sierpnia 1887 roku Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię brat Albert. Dokładnie rok później złożył śluby tercjarza na ręce kard. Albina Dunajewskiego. Ten dzień jest jednocześnie początkiem działalności Zgromadzenia Braci III Zakonu św. Franciszka Posługujących Ubogim, zwanego popularnie “albertynami”. Przejęło ono od zarządu miasta opiekę nad ogrzewalnią dla mężczyzn przy ulicy Piekarskiej w Krakowie. W niecały rok później brat Albert wziął również pod swoją opiekę ogrzewalnię dla kobiet, a grupa jego pomocnic, którymi kierowała siostra Bernardyna Jabłońska, stała się zalążkiem “albertynek”.

Formacja dla kandydatów i kandydatek do obu zgromadzeń organizowana była w domach pustelniczych; najbardziej znanym stała się tzw. samotnia na Kalatówkach pod Zakopanem. Nowicjat był surowy, aby wcześniej mogły wycofać się jednostki słabsze. Do trudnej pracy potrzeba bowiem było ludzi wyjątkowo zahartowanych zarówno fizycznie jak i moralnie. Przytuliska znajdujące się pod opieką albertynów i albertynek były otwarte dla wszystkich potrzebujących, bez względu na narodowość czy wyznanie, zapewniano pomoc materialną i moralną, stwarzano chętnym możliwości pracy i samodzielnego zdobywania środków utrzymania.

Albert był człowiekiem rozmodlonym, pokutnikiem. Odznaczał się heroiczną miłością bliźniego, dzieląc los z najuboższymi i pragnąc przywrócić im godność. Pomimo swego kalectwa wiele podróżował, zakładał nowe przytuliska, sierocińce dla dzieci i młodzieży, domy dla starców i nieuleczalnie chorych oraz tzw. kuchnie ludowe. Za jego życia powstało 21 takich domów, gdzie potrzebujący otaczani byli opieką 40 braci i 120 sióstr. Przykładem swego życia Brat Albert uczył współbraci i współsiostry, że trzeba być “dobrym jak chleb”. Zalecał też przestrzeganie krańcowego ubóstwa, które od lat wielu było również jego udziałem. Zmarł w opinii świętości, wyniszczony ciężką chorobą i trudami życia w przytułku, który założył dla mężczyzn, 25 grudnia 1916 r. w Krakowie. Pogrzeb na Cmentarzu Rakowickim 28 grudnia 1916 roku stał się pierwszym wyrazem czci powszechnie mu oddawanej. Jan Paweł II beatyfikował go 22 czerwca 1983 r. na Błoniach krakowskich, a kanonizował 12 listopada 1989 r. w Watykanie. Jest patronem zakonów albertynek i albertynów, a w Polsce także artystów plastyków.

W ikonografii św. Albert przedstawiany jest w szarobrązowym płaszczu zakonnym. Ramieniem otacza ubogiego.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

MILIARDY KOLORÓW SZCZĘŚCIA

Czwartek 16 czerwca 2011

 

Najpierw spotkałem ludzi. Jeden był bardzo zły, bo szlag trafił jego plany urlopowe. Drugi był smutny, zawiódł się na koledze. Trzecim był sfrustrowany prezes, którego firma przynosi od kilku miesięcy straty. Czwartym była matka, zdenerwowana ocenami syna na koniec roku. Młody ksiądz był piąty, narzekał na proboszcza, że staroświecki i wsteczny. Od szóstego dowiedziałem się, że ludzie coraz rzadziej korzystają z taksówek i przez to źle widzi przyszłość. Siódmemu też się nie układa, bo kolejne leki nie przynoszą spodziewanej poprawy zdrowia.

Potem miałem sposobność powłóczyć się po łąkach i polach. Chabry albo bławatki buchnęły błękitem i tą niebieskością cieszą się na całego. Równie soczyście aczkolwiek na czerwono wykwieciły się maki. Margaretki wybrały lśniącą biel i wabią nią najpiękniejsze pszczoły. Jaskry i mniszki nie zdejmują żółtych okryć, w tym kolorze ich szczęście. Grążele też są żółte, ale wolą wodę, podobnie jak bielutkie grzybienie.

Wszystkie te cuda okalają się zieleniami, bardzo uroczyście, świątecznie i z rozmachem. I to są radości życia, kolorowe, zielone, żółte, czerwone, białe i błękitne. Są jeszcze oczywiście kwiaty w barwach liliowych, pomarańczowych, złotych i amarantowych, choć ja akurat mniej biegły jestem w subtelnościach kolorów (jak wielu facetów odróżniam na skrzyżowaniu światło zielone, czerwone i to pośrodku …).

Ludzie mają w sobie jeszcze o wiele więcej kolorów, niż kwiaty! Miliardy kolorów nosimy w sobie. Mamy bordowe szczęścia, jagodowe słodycze, miodowe marzenia, patynowe wspomnienia, rubinowe zakochania, srebrne myśli, złote serca i alabastrowe dusze.

– Ludzie! – krzyknąłem – Czemu używacie jedynie szarego i burego!? Jesteście stubarwni, wszechkolorowi i fantastycznie bogaci! Zazieleńcie się! Rozbłyśnijcie! Zaczerwieńcie i zażółćcie! Ozłoćcie i zasrebrnijcie! Wybłękitniejcie! Dalejże w kardynalskie czerwienie i koralowe feerie!

I rzeczywiście, zły pan z powodu urlopu zrobił się migdałowy. Smutny zawiedziony jakby w cynamon się odział. Prezes trysnął kilkoma szafranami, a matka stała się lazurowa a może nawet modra! Ksiądz prawie, że odmienił się w lawendę, a taksówkarz cały wrzosowy. Pan chory zalśnił bursztynowo.

Nosimy w sobie miliardy szczęśliwych barw, a szare i bure nigdy nie są naszą prawdziwą naturą.

PS. Czy udało mi się wkleić kilka kolorów z pól i łąk? – podziękowania dla Ewy.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

JEST POSTĘP

Środa 15 czerwca 2011

 

Czy siostra zakonna może nosić zamiast rajstop podkolanówki? Jedno ze zgromadzeń wydało niedawno instrukcję, że tak, ale tylko w lecie. Siostry mogą także do września chodzić w sandałkach zamiast tradycyjnych czarnych pantofelków.  Jest postęp! Z kolei księża – już bez decyzji władz zwierzchnich – mogą nosić letnie sutanny, uszyte z lżejszego i przewiewnego materiału. Tak jest na przykład w Łodzi. Jest postęp!

Na targach „Budownictwa i Wyposażenia Kościołów, Sztuki Sakralnej i Dewocjonaliów”  w Kielcach zaprezentowano podgrzewane konfesjonały. Niestety, podgrzewanie dotyczy spowiednika, a nie penitenta. Widocznie autorzy wynalazku uważają, że penitent jest i tak wystarczająco rozgrzany, kiedy klęka do spowiedzi. Jest postęp. Ponoć w tym roku, z racji pierwszej komunii, furorę robiły „alby z szeroką kontrfałdą”, w komplecie z odpowiednią halką do tejże alby, rękawiczkami i stosownym „okapnikiem” (taka „uszczelka” na świecę,  żeby wosk nie lał się na kontrfałdę). Jest postęp, choć nie u mnie, bo nie wiem co to kontrfałda. Jeśli chodzi o ministrantów, to obecnie najmodniejsze są komże „z winogronami na karczku, rękawach i dole”, ewentualnie z „gipiurową wstawką”. Jest postęp, czymkolwiek by nie był gipiur czy gipiura.

Informacje tego rodzaju spływają na moją pocztę mailową i klasyczną, ostatnio częściej i gęściej. Na razie nie skusiłem się na żadną z ofert. W poczcie nie znajduję zbyt wielu informacji o nowych pomysłach na głoszenie Ewangelii w dzisiejszym świecie. I czy lepiej będzie to robić w podkolanówkach, zwiewnej sutannie i podgrzewanym konfesjonale?

Wiara z gadżetami ma nie po drodze.

 

 

Itinerarium , , , , , , , , , , ,