MOI BRACIA Z CZECZENI

Kazanie na Światowy Dzień Uchodźcy
Poniedziałek 20 czerwca 2011

Kilka lat temu mogliśmy zabrać niewielką grupę uchodźców z
Czeczeni na dwa dni nad jezioro. Pluskali się z entuzjazmem w ciepłej
wodzie, a szczególne zainteresowanie budziły kobiety wskakujące do
jeziora w ubraniach. Tradycja zabrania tam paniom używania strojów
kąpielowych w naszym rozumieniu. Przypadkiem w tym samym miejscu
odpoczywał znajomy z rodziną, widywałem go często w kościele. Poznał
mnie, podszedł i zapytał, co to za dziwna grupa.
Czeczeni – odpowiedziałem.
Aaa.. Na urlop do nas przyjechali? – dziwił się.
No, niezupełnie… – tłumaczyłem – To są uchodźcy.

Opowiedziałem o uchodźcach z Czeczeni, którzy w liczbie już kilku
tysięcy mieszkają w Polsce, w większości na Lubelszczyźnie. Wyglądało
na to, że nie uwierzył do końca w tę „bajkę”.

W ostatnią sobotę (w Białej Podlaskiej) i niedzielę (w Lublinie) brałem
udział w całkiem sensownych obchodach Dnia Uchodźcy (Światowy
Dzień przypada dzisiaj). Przyznaję, że mam w sobie uczucie smutku i
chyba poczucie winy.

Smutku, bo nie mogę zapewnić nikomu z Czeczenów (i innych
uchodźców) domu, pracy, lepszej perspektywy czy pewności, że będą
mogli budować swoje nowe życie tutaj, w Polsce. Poczucie winy,
bo wiem, że czasem usłyszą od moich rodaków „Spieprzaj stąd ty
brudasie!” (wersja łagodna).

Wiem, że my Polacy, żyliśmy do niedawna w homogenicznej
strukturze narodowościowej, wokół byli sami Polacy, żadnych
muzułmanów, Murzynów i śniadych czy czarnych twarzy. Dlatego
musimy uczyć się obecności innych pośród siebie. Dla wierzących jest
to jeszcze jedno wyzwanie – słowa Chrystusa „Byłem przybyszem,
a przyjęliście Mnie/a nie przyjęliście Mnie” (Mateusz, rozdział 25)
wymagają przyśpieszonego kursu otwartości i akceptacji.

Co warte zapamiętania, ci, którzy przyjęli Chrystusa w przybyszach
i uchodźcach, zasłużyli na szczęśliwą wieczność.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

Comments are closed.