NIEODPOWIEDNIE Z ZACHOWANIA

Piątek 23 sierpnia 2013

 Adrian bił się i to do krwi, ale tylko wtedy gdy koledzy naśmiewali się z jego matki pijaczki. Matka czasem spała zapita na skwerze, ćwierć miasta o tym gadało. Chłopak i tak w to nie wierzył, choć parę razy holował matkę do domu. Tłumaczyła mu, że jest chora i zasłabła.

Jeszcze dobrze tego nie rozumiał czemu na matkę zaczęto wygadywać gorsze rzeczy, choć wujkowie zmieniali się często w ich mieszkaniu. Bił się nadal z kolegami, najczęściej wygrywał, tak jakby walka w obronie czci rodzicielki dawała mu przewagę nad rówieśnikami.

Pod koniec podstawówki jeden z wujków w pijackim szale bił bardzo mocno matkę. Kiedy mdlała Adrian dzwonił po pogotowie. Kilka razy zabierało ją, a lekarze powiedzieli chłopakowi, że powinien dzwonić na policję. Tak zrobił, raz i drugi. Przyjechał radiowóz, spisano notatkę, że była sprzeczka między konkubentami, nikt nie wniósł oskarżenia. Telefony na policję weszły w krew Adrianowi, kiedyś prosił, żeby panowie w mundurach zabrali w końcu wujka, bo krzywdzi jego matkę, a on ją bardzo kocha.

W kwietniu, na dwa miesiące przed końcem szkoły, wujek zmaltretował mamę, tak, że całą głowę miała we krwi. Zadzwonił na pogotowie i na policję. Pogotowie zabrało mamę, policja wujka. Wujek wrócił przed mamą. Kiedy wróciła mama, wujek wyrwał jej szwy z głowy i znowu trysnęła krew. Adrian zadzwonił na pogotowie, zabrało mamę. Potem wziął nóż, stanął przed wujkiem i kazał mu się wynosić z domu. Wujek myślał, że to żarty. Wtedy Adrian pociągnął nożem po twarzy wujka, drugi raz po brzuchu, wreszcie trzy razy mocno wbił nóż w pierś. Poszedł na policję i powiedział:

 

– Tyle razy prosiłem, żebyście go zabrali. Teraz go weźcie, nie rusza się już.

 

Wieść o morderstwie popełnionym przez piętnastolatka była wstrząsem. Dyrektor szkoły uprosił sędziego, żeby pozwolił Adrianowi skończyć szkołę. Skończył, miał dobre oceny, oprócz zachowania. Za bicie kolegów miał naciągniętą notę – nieodpowiednie.

Opinie biegłych i dogłębne analizy sytuacji spowodowały, że Adrian dostał wyrok w zawieszeniu. Wyjechał do innego miasta, zaczął technikum, gdzie zbierał dobre oceny, nawet z zachowania.

Po kilku miesiącach dostał wiadomość, że mama zaginęła. Pojechał, obszedł dobrze znane miejsca, ale nie znalazł jej. Pomyślał, że gdzieś się zagubiła, na pewno się odnajdzie. Po kolejnych trzech miesiącach zawiadomiono go, że będzie pogrzeb mamy. Ciocia, prawdziwa ciocia, opowiedziała, że mamę znaleziono w jakiejś ruderze za miastem. Już cuchnęła, były problemy z identyfikacją, bo szczury nie próżnowały.

Adrian niedawno poślubił Gabrysię, jest dobrym mechanikiem samochodowym, nieźle zarabia, na pewno dadzą sobie radę.

Nie jestem autorem kryminałów. Wysłuchałem historii Adriana i jeszcze mocniej wierzę, że człowiek może zawsze zwyciężyć.

Itinerarium , , , ,

DWIE SEKUNDY DŁUŻEJ

Czwartek 22 sierpnia 2013

Życie i ludzie przelatują przez nasze doświadczenie mimowolnie i szybko. Od rana rzucamy komuś „Dzień dobry!”, „Cześć!”, przez sekundę ściskamy ręce. Czas mamy tylko na spojrzenia przelotne, oczy biegną jeszcze prędzej od nóg.

W zasadzie mijamy ludzi, muskamy wzrokiem krajobrazy, nawet herbatę pijemy pośpiesznie, rozdrażnieni że nas parzy. Rzadko rozmawiamy, łatwiej jest pogadać, a najlepiej pójść na zakupy, gdzie w miejsce dialogu mamy wymianę wrażeń na temat tego co na półkach.

Powiem ci dziś „Dzień dobry!” o dwie sekundy dłużej, dodam do słów dobro, aby twój dzień był dobry, tego naprawdę chcę ci życzyć. Podam rękę i uścisnę, znów dwie sekundy dłużej, przytrzymam tak, by nastąpiła wymiana ciepła. W uściskach jest człowiek i rytm jego serca. A kiedy popatrzę ci w oczy, to znów będą dwie sekundy, żeby się nasze światy spotkały.

Świat i ludzie są nam dani, abyśmy między nimi zamieszkali. Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami. Zawsze z zachwytem czytam, że Jezus „dotknął”, „spojrzał”, „przytulił”.

Dwie sekundy dłużej, w „Dzień dobry!”, w spojrzeniu, uścisku dłoni. Dwie sekundy dłużej. I o całe życie więcej.

Itinerarium , , , , , , , ,

PAN BÓG CO MÓJ ADRES ZNA

Środa 21 sierpnia 2013

 Spotkałem niedawno człowieka, który włożył naprawdę wiele wysiłku w poszukiwanie Boga. Potraktował tę sprawę niezwykle serio. Przeczytał najpierw Biblię z fachowymi komentarzami, całą, Stary i Nowy Testament. Potem sięgnął po św. Jana od Krzyża i św. Bonawenturę i inne dzieła pisarzy mistycznych. Dzięki temu wiele zrozumiał i poznał  głębokie tajemnice. Studia i wiedzę łączył z praktyką duchową. Spędził kilka tygodni razem z benedyktynami i kamedułami, żył wedle ich reguły z wczesnym wstawaniem, pięknym śpiewem i surowymi postami. Wybrał się na górę Athos, do najsłynniejszej enklawy mnichów w Europie, odwiedził również ważne sanktuaria. Słuchałem jego opowieści i zwierzeń z zaciekawieniem. Najbardziej zdziwiłem się kiedy zadał mi pytanie co ma robić aby znaleźć Boga. Sam nie byłem na górze Athos, sanktuaria owszem, w niektórych bywałem, pisma mistyków trochę znam. Niemniej najchętniej to sam zadałbym pytanie o Boga człowiekowi, który tak solidnie Go szuka. Po namyśle powiedziałem coś, do czego jestem przekonany i co próbuję robić sam. Pozwól, żeby Bóg cię spotkał i odnalazł. Pochłonięci jesteśmy czasami naszymi pomysłami na znalezienie Boga. Napinamy wolę, myśli i ciało, próbujemy wykonywać różne podskoki, coraz wyżej i wyżej w przekonaniu, że w końcu wskoczymy w jakieś miejsce w pobliżu Boga. Przypomniałem sobie Ewangelię, niemal we wszystkich sytuacjach w niej opisanych, to Bóg odnajduje człowieka. Chrystus przychodzi do ludzi, kobiet i mężczyzn, starszych i dzieci. Zachodzi od ich domów, wstępuje na wesela i pogrzeby, uczestniczy w ich świętach. Szuka ludzi w ich życiowych zajęciach, odnajduje ich. Nawet trochę nabija się z „gimnastyki religijnej” wykonywanej przez pobożnych pobratymców, z ich szalonego respektu dla szabatu i obłędnego mycia rąk po każdej przechadzce w mieście. Wreszcie mówi o tym, że to Bóg szuka zgubionej owcy, bo ta jest chyba za głupia i niezdarna. Pozwól się odnaleźć Bogu. On wie gdzie cię znaleźć. Powiedz: Panie przyjdź. On zna twój adres, miejsca, gdzie żyjesz normalnie ze swoimi sprawami . Nie mówiłbym tego wspomnianemu niezwykłemu człowiekowi i nie pisałbym teraz, gdybym sam nie czekał na Niego.

Itinerarium , , , , ,

SŁUCHAJĄ I PATRZĄ

Wtorek 20 sierpnia 2013

Księgi opasłe, pieśni i piosenki napisano o przyjaźni. Pewnie nic nowego nie mam do dodania.

Mam nadzieję, że wyjazdy, urlopy i wakacje nie nadwyrężyły waszych przyjaźni. I strzeżcie się tak zwanych najnowszych przyjaciół, od których na razie przychodzą esemesy.

Przyjaciele mają anielskie uszy, zdolne słuchać i słuchać, tak jakby niczego innego nie umieli. W ich uszach znikają nasze narzekania, żale i liczne smutki. Liczne smutki, smutki zwykle chadzają stadami. Kiedy tak narzekamy, żalimy się i smucimy, nie wiedzieć jak przybywa nam nadziei. Przyjaciele mają takie specjalne warsztaty do mnożenia naszych nadziei, w których szare przetapiają na zielone.

Oczy przyjaciół nie zamykają się ani rano ani nocami. Cały czas chcą patrzeć w naszą twarz, wyczytując w niej to wszystko, czego nijak powiedzieć nie umiemy. A nie umiemy powiedzieć rzeczy najważniejszych. Dlatego oczy przyjaciół czytają w naszych duszach i rozumieją czemu drżą nam ręce.

Poza tym wszystkim przyjaciele są przy nas i dla nas, ale pamiętać o tym trzeba we wszystkie wtorki. Przyjaciele są, słuchają i patrzą. Dzięki nim mamy siłę do bardzo pięknego życia.

Itinerarium , , , , , , ,

OD ŁYSICY PO K2

Poniedziałek 19 sierpnia 2013

Jeden człowiek, znany mi, ma na koncie Łysicę, Babią Górę, Giewont, Zawrat, nie pamiętam co w Alpach. Wkrótce wybiera się w Himalaje, jeszcze nie te najwyższe.

Jeśli dzisiaj przeklniesz jeden raz mniej, to za miesiąc przestaniesz w ogóle przeklinać. Jak wyhamujesz z jedną plotką dzisiaj, jesienią pozbędziesz się tej przywary całkowicie.

Wielu z nas ma szlachetne zamiary przemiany życia i chcielibyśmy osiągać piękne ideały. Całkowicie godne pochwały. Wielu z nas jednak przypomina trochę nieroztropnych i początkujących miłośników alpinizmu, rozpoczynających przygodę z górami od próby wdrapania się przynajmniej na K2 czy Lhoce. W ten sposób można tylko pomarzyć o Himalajach. I w gruncie rzeczy jesteśmy marzycielami, ideały mamy, ale nie czynimy nawet jednego kroku, aby je spełniać.

Nie ma rzeczy nieosiągalnych i za trudnych. Wszystko jednak zaczyna się od pierwszego kroku, pierwszego wysiłku.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Z ŻYWEGO OGNIA KOPCĄCY KNOT

Kazanie na 20 niedzielę zwykłą 18 sierpnia 2013

 Trochę w życiu już przeżyłem, a wciąż w zdumienie wprawiają mnie zmiany, jakie w szybkim tempie dokonują się dookoła. Od przedwczoraj trwa zabawa w urlop w cieniu śmierci. Myślę o Egipcie, gdzie codziennie ginie po kilkaset osób. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraźnie odradza wyjazd do tego kraju, niemniej część biur turystycznych nadal wysyła tam swoich klientów. Przysłuchiwałem się wypowiedziom niektórych moich rodaków, którzy pomimo ostrzeżeń, pojechali na wakacje do Egiptu. Argumenty szokowały: „Nie mieliśmy innego wyjścia, wykupiliśmy wczasy wcześniej”, „Szukałem alternatywy, ale w tej cenie nie było propozycji”.

Sto, dwieście kilometrów od słynnej Hurghady giną ludzie, leje się krew, ale ludziom to nie przeszkadza w urlopie. Zdrowy rozsądek nakazywałby wziąć pod uwagę niebezpieczeństwo. A przyzwoitość powinna powstrzymać przed wyprawą w okolice wojny. Moralność, choćby podstawowa, wymaga oderwania od swoich spraw i jakąś formę współczucia dla narodu, który przeżywa dramat wewnętrznego konfliktu.

Wymagam za wiele? Nie przypominam sobie – zachowując proporcje czasowe – aby w stanie wojennym w Polsce obcokrajowcy przyjeżdżali do nas na wywczasy. Jeśli widziałbym jakieś powody obecnego wyjazdu do Egiptu, to w charakterze misji rozjemczej lub jakiegoś konwoju z pomocą humanitarną. Urlop w takich okolicznościach zakrawa na tragifarsę. Ponad 8 tysięcy Polaków plażuje w egipskich kurortach, a całkiem niedaleko trwa krwawa jatka. Czy im to nie przeszkadza? Przywiozą ze sobą kolorowe fotki z Egiptu? Pachnie mi paranoją, urlop urósł do miary sensu życia.

Kiedy czytam o ewangelicznym ogniu, którym Chrystus chciał rozpalić świat, czuję, że pozostał po nim jedynie jakiś ledwo kopcący się knot. Przypuszczam, że polscy wczasowicze w Egipcie, chodzą normalnie do kościołów, ale może nikt w nich nie mówił, że urlop w takim czasie do Egiptu, to akt niemoralny i niesmaczny. Większym paradoksem byłby obecnie wypoczynek w okolicach Damaszku lub Kabulu.

Nie chcę czepiać się urlopów i wyjazdów. Modlę się, za siebie i za was, o ogień miłości, który oczyszcza serce, myśli i wyobraźnię. Ogień, który trzyma przy życiu.

Kazanie dźwiękowe: www.itinerraium.pl

 

Ewangelia

(Łk 12,49-53)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

 

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ARCYBISKUP CO WIESZA BIELIZNĘ MĘSKĄ I DAMSKĄ

Sobota 17 sierpnia 2013

Pierwszy z biskupów, kiedy dowiedział się, że idą w pieszej pielgrzymce, prawie 900 km, wysiadł z samochodu, podszedł i ucałował ich ręce. Akurat odmawiali koronkę do Bożego Miłosierdzia i mieli w dłoniach różańce.

Trochę dalej dostali nocleg u innego biskupa, w zasadzie vis a vis jego pokoju. Rano hierarcha zapukał do nich i zaprosił na śniadanie . Stanął przy stole, sam pokroił chleb i ser, podsmażył banany. Trochę było im głupio, skoczyli, żeby coś pomóc, ale usłyszeli, że są gośćmi. Biskup pokazał też banany i mango, pytając z czego chcieliby sok. Nieśmiało wskazali na trzecie coś, czego jeszcze nie widzieli i nie jedli. I tak biskup uraczył ich własnoręcznie wyciśniętym sokiem z guawy.

Trzeci biskup, a nawet arcybiskup, też nocował ich w swoim domu. Skorzystali z okazji i wyprali sobie rzeczy, koszule i sfatygowaną bieliznę. Rozwiesili na sznurku na balkonie. A tu chochlik wiaterek zwiał wszystko piętro niżej. Już mieli ratować dobytek, kiedy zobaczyli jak arcybiskup zbiegł szybko po schodach i pozbierał pranie, również bieliznę, męską i damską. Pozbierał i sam własnoręcznie rozwiesił z powrotem.

Dwa dni temu Darwina i Jacek, o których już wspominałem, wrócili do Polski po miesięcznej pieszej pielgrzymce z Hawany do El Cobre, na Kubie. Przeszli 900 km w ogromnym skwarze, dali niezwykłe świadectwo wiary. Prawdopodobnie była to pierwsza pielgrzymka piesza na Kubie, przynajmniej po roku 1959 (rewolucja Fidela Castro). Dali wspaniałe świadectwo wiary. Ale otrzymali także piękne świadectwo wiary od Kubańczyków, m.in. od tamtejszej hierarchii. Biskup, który całuj ręce młodych ludzi? Biskup, który sam robi śniadanie dla gości? Arcybiskup, który wiesza na sznurze bieliznę męską i damską? Ho, ho, zdarza się. Z tej samej części świata mamy arcybiskupa Buenos Aires, obecnie papieża Franciszka.

Ponieważ dane mi jest trochę znać bohaterów dzisiejszej opowieści, rozszyfrowuję o kogo chodzi. Biskup, który całował ręce Darwiny i Jacka to Marcelo Arturo González Amador, z Santa Clara. Śniadanie dla polskich pielgrzymów robił własnoręcznie biskup Mario Eusebio Mestril Vega, z Ciego de Avila. Z kolei arcybiskup, który rozwieszał bieliznę męską i damską to Juan de la Caridad García Rodríguez, metropolita z Camaguey.

 

PS. Wkrótce m.in. na antenie Radia eR 87,9 Fm w Lublinie pojawi się większa relacja z pielgrzymki Darwiny i Jacka. Pierwsze wspomnienie znajdziecie tutaj: http://radioer.pl/informacje/3/25139/. O terminie  emisji całej rozmowy nie omieszkam poinformować.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

ILEKROĆ WZRASTAMY W WOLNOŚCI

Piątek 16 sierpnia 2013

Wielu z was było pewnie wczoraj w kościele i pojutrze znów tam zagości. Z kazaniami i pieśniami bywa różnie, rzadko dłużej coś się pamięta.

Każde spotkanie z Chrystusem czyni nas bardziej wolnymi. On jest źródłem i strażnikiem naszej wolności. Jeżeli spotykamy się z Nim, idziemy dalej w życie wolni od grzechu, od lęków, od presji ludzkich osądów. Po spotkaniu z Chrystusem tętni w  nas wolność do życia, szczęścia i miłości. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus, zapewnia Pismo.

Kościół wypełniając i kontynuując misję Chrystusa musi nieść ludziom wolność. W ustach Chrystusa ani razu nie pojawiły się słowa „zakazuję”  czy „nakazuję”, za to wielokrotnie znajdziemy wezwanie „Jeśli chcesz …”

Człowiek wolny może bez obaw śmiać się głośno, czasem zatańczyć na chodniku, wyrecytować wiersz w miejscu publicznym i rzucić się w ramiona każdemu bratu i każdej siostrze. Chrystus wyzwala nas z konwenansów, egoizmu i strachu przed byciem sobą.

Ilekroć wzrastamy w wolności, spotkaliśmy Chrystusa. A szczytem tej wolności jest zwycięstwo nad złem i śmiercią.

Itinerarium , , , , , , ,

PRZEZ ZIOŁA I KONFITURY DO NIEBA

Kazanie na Uroczystość Wniebowzięcia NMP Czwartek 15 sierpnia 2013

 Mamy dziś święto związane z niebem, wzięcie do nieba Maryi. Niby tajemnica nieba, a w naszej tradycji wskakują nam do liturgii kwiaty, kłosy zbóż, zioła i trawy (patrz dalej: modlitwa poświęcenia pierwocin natury). Wskakują, przyznaję, ku mojej radości.

Kwiaty, zioła, zboża, trawy, komponują mi się znakomicie z niebem. Od początku chrześcijaństwa pojawiały się dziwne rzeczy, z pozoru odległe od sensu religii, czyli zbawienia człowieka. Mamy więc młodą dziewczynę Marię, cieślę Józefa, niemowlę owinięte w pieluchy i żłób, pasterzy z owcami. Potem jest Mesjasz, który pasie owce, najmuje się do pracy w winnicy i przy połowie ryb, Mesjasz, który je i pije, gorszy elity. Opowiada przypowieści o liliach, wróblach i drzewach figowych. Podświadomie łączymy Boga i zbawienie z majestatem, splendorem, silnymi mężczyznami i herosami, rozwarciem niebios czy rozstępowaniem się mórz (jak w Starym Testamencie). Jezus sprawia psikusa, przychodzi jako bezbronne dziecko, a po zmartwychwstaniu nie fatyguje się do świątyni, wystarcza Mu ogród i spotkanie z odmienioną Magdaleną, jezioro oraz wino, ryby i chleb do jedzenia.

Dziś nie tylko święto Marii, mamy święto nas wszystkich, aspirujących do nieba. Co więcej i piękniej, do nieba idziemy poprzez proste człowieczeństwo, od pierwszego niemowlęcego stadium; idziemy tam sadząc i pielęgnując kwiaty, siejąc i zbierając zboża, klikając w klawiatury, jedząc sery i konfitury, pijąc kompot z porzeczek i wino.

To są nasze powszednie i zwykłe drogi do zbawienia. Zwykłe, ale pewne, bo przeszedł je Pan Jezus, Maria, św. Józef i cała reszta naszego przyszłego towarzystwa niebieskiego.

 

MODLITWA POŚWIĘCENIA PIERWOCIN NATURY

Drodzy bracia i siostry! Z wdzięcznością przynieśliśmy do domu Bożego pierwociny kwiatów, roślin zielonych i ziół leczniczych, aby Bóg za przyczyną Wniebowziętej ustrzegł je od wszelkiej szkody i aby służyły człowiekowi i zwierzętom.

Panie, Boże nasz, Ty wszystkim stworzeniom dajesz pokarm we właściwym czasie, Ty nakazujesz rosnąć trawie, ziołom i zbożu, aby stawały się lekarstwem i pożywieniem dla ludzi i zwierząt. Od Ciebie pochodzi bogactwo wody i słońca na ziemi, aby wszystko, co zieleni się i rozkwita, owocowało, gdy przyjdzie czas zbiorów. Prosimy Cię, pobłogosław przyniesione do Ciebie pierwociny zieleni tego roku, młode pędy zbóż, trawy, zioła i kwiaty. Zachowaj je od zniszczenia, aby wzrastały, radowały oczy, przynosiły jak najobfitszy plon i mogły służyć zdrowiu ludzi i zwierząt. A gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

LITURGIA SŁOWA

(Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab)
Świątynia Boga w niebie się otwarła, i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów – i ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła syna – mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca.

(Ps 45,7.10-12.14-15)
REFREN: Stoi Królowa po Twojej prawicy

Tron Twój, Boże, trwa na wieki,
berłem sprawiedliwym berło Twego królestwa.
Córki królewskie wychodzą na spotkanie z Tobą,
królowa w złocie z Ofiru stoi po Twojej prawicy.

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha,
zapomnij o swym ludzie, o domu twego ojca.
Król pragnie twego piękna,
on twoim panem, oddaj mu pokłon.

Córa królewska wchodzi pełna chwały,
odziana w złotogłów.
W szacie wzorzystej prowadzą ją do króla,
za nią prowadzą do ciebie dziewice, jej druhny.

(1 Kor 15,20-26)
Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć.

Maryja została wzięta do nieba, radują się zastępy aniołów.

(Łk 1,39-56)
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje jak przyobiecał naszym ojcom na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

MIŁOŚĆ I FAKT

Środa 14 sierpnia 2013 Św. Maksymiliana Kolbe

 Co roku 14 sierpnia, w święto  św. Maksymiliana czuję wielką potrzebę wspomnienia tego człowieka. Z drugiej strony wewnątrz noszę pragnienie zamilczenia.

Przypominam sobie i wam człowieka, na którym spełniły się słowa Chrystusa „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13) oraz św. Jana „On [Chrystus] oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci (1 J 3,16).

Nie chciałbym zamienić tego wspomnienia w jakieś religijne bla, bla, bla. Modlę się, za siebie i za was. Znam Ewangelię, trochę ją rozumiem, często komentuję i głoszę, powtarzam i wyjaśniam. Ale nie o to chodzi.

Modlę się by Ewangelia stała się częścią mojego życiorysu, częścią waszego życiorysu, żeby się na mnie i na was wypełniła. Wierzę, że Ewangelia przede wszystkim jest do zrobienia, do wykonania; żeby ją wykonać św. Maksymilian oddał życie za Franciszka Gajowniczka.

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Ta czy jakakolwiek inna prawda Ewangelii, ważne by zamienić ją w dzieło, czyn, fakt, w życie.

Itinerarium , , , , , ,