Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Dziś Święto Chrztu Chrystusa, przy okazji wróćmy na chwilę do naszego chrztu. Jesteście ochrzczeni? Co to daje? Życie wieczne, brzmi najkrótsza odpowiedź. Tak, ale pod jednym warunkiem. Pod warunkiem, że wypełnimy przykazanie miłości.
Ewangelia:
Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?»
Jezus mu odpowiedział: «Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił.
A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».
Mam przywilej świętowania Bożego Narodzenia we wspólnocie z siostrami i braćmi ze Wschodu, kiedy my w Polsce już wyrzucamy usychające choinki, oni zasiadają do wigilii.
Wczorajszy – piątkowy – wigilijny dzień, świętowałem najpierw przy poświęceniu nowego ośrodka pomocy ubogim, bezdomnym i uchodźcom w Winnikach, na przedmieściach Lwowa. Było mi dane modlić się razem z lwowskim Władyką Benedyktem i Franciszkiem, dominikaninem z Francji.
To niezwykłe, że w czasie wojny, która przynosi zniszczenia i ruiny, są w Ukrainie ludzie, którzy budują. Lwowska wspólnota Emaus, pod wdzięczną nazwą Oselia (Chata) wybudowała w pięć miesięcy nowy piętrowy dom, służący potrzebom najuboższych. Najwięcej zasłużyła się przy tym Natalia – na solowym zdjęciu.
Nie zapomnijmy, że Boże Narodzenie to początek bliskiej wspólnoty Pana Boga z ludźmi, a także początek wspólnot między ludźmi, które nazwane zostały Kościołami.
Z serca życzę, abyśmy umieli odnajdywać przychodzącego Chrystusa we wszystkich wspólnotach, w jakich żyjemy i żyć będziemy.
Biblijni Mędrcy są moimi faworytami z Ewangelii. Ileż musieli mieć wiary i jakże była głęboka, skoro poszli za gwiazdą! A jeszcze jakże była to mocna wiara, kiedy w końcu „zobaczyli dziecię z matką Jego”, zobaczyli małego chłopczyka i odkryli w Nim przychodzącego Boga.
Dalsza opowieść o uchodźczym losie Jezusa i Jego Rodziny, od razu kieruje uwagę na los ukraińskich uchodźców w Polsce, w Lublinie. Rodzice z Jezusem, uciekali, uciekali „na osiołku przez pustyni żar”, schronienie znaleźli w Egipcie. Bogu dzięki, że matki ukraińskie z dziećmi, „uciekały, uciekały” i mogą schronić się w Polsce.
Trochę więcej niż rok temu odkryłem w Lublinie niezwykłą ikonę, już pisałem o tym, istotny fragment przypominam dzisiaj
Gmach naszego katolickiego uniwersytetu, a konkretnie jedna z sal Instytutu Jana Pawła II, jest miejscem, w którym znaleźć możemy – przy dużym wysiłku – wyjątkową ikonę św. Rodziny (na zdjęciu). Maryja z Józefem i Jezusem uciekają przed mieczem Heroda do Egiptu, w tle malowanego techniką współczesną płótna, widzimy palmy i piramidy.
Historia przybycia tej ikony do Lublina jest ciekawa i piękna. W połowie lat 90-tych ub. wieku przywiózł ją ks. prof. Tadeusz Styczeń (zm. 2010), założyciel Instytutu. Otrzymał ją z kolei – z pewnym ustnym przesłaniem – podczas jednego ze spotkań ze św. Janem Pawłem II. To nie koniec, ponieważ Papież obdarowany został wcześniej tymże obrazem przez delegację biskupów z Libanu, goszczących w Rzymie na tzw. wizycie Ad Limina Apostolorum (odbywają ją co pięć lat biskupi z poszczególnych krajów).
Ciekawą postacią jest autor dzieła, to koptyjski mnich o. Yosab El Soriany z klasztoru Alsourian, pomiędzy Kairem a Aleksandrią w Egipcie. Z wyksztalcenia geograf, w konwencie służył w kuchni i spiżarni, wypiekał także hostie eucharystyczne, w wolnych chwilach malował ikony, trafiały m.in. do Holandii i Niemiec, ta kulowska, jedyna w Polsce, pochodzi z r. 1979. Wspomniany klasztor od lat 70-tych ub. wieku przyczynia się do odnowy życia monastycznego wśród koptyjskich chrześcijan.
Papież przekazując ks. Styczniowi ikonę dedykował ją pracom Instytutu poświęconym rodzinie. Miał powiedzieć – „Jestem papieżem życia i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Rodzina jest mi zawsze bliska, a ta musi uciekać”, wskazał na ikonę.
Tyle o ikonie i jej losach. Na koniec przekazuję wielkie i serdeczne podziękowanie wszystkim Wam, którzy na różny sposób, przyczyniacie się do chronienia uchodźczych rodzin w Lublinie i innych miejscach.
Ewangelia:
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon».
Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz.
Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».
Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę.
A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.
A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju.
Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić».On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu;tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego. (Mt 2,1 – 15)
W chwilach trudnych potrzebujemy nadziei. Jeśli rozkwitnie w nas jesteśmy silniejsi i zwyciężamy. Nadzieja, siła, zwycięstwo. To wiemy na pewno z życiowego doświadczenia.
Prawda, dodam tylko, co może być dzisiaj ważne, że nadzieja nie spływa z nieba i nie przynosi jej wiatr. Przynoszą ją ludzie. Jak nieść nadzieję? Nic nadzwyczajnego nie trzeba robić, wystarczy przyjść, wysłuchać, zrozumieć i dać dobre, mądre słowo. Na to stać każdego z nas. Podlegamy jednak pokusie pozostania z boku albo posyłania jedynie dobrych myśli.
W codziennym życiu potrzebujemy nadziei. A w chwilach zagrożenia jest naszym ratunkiem.
Spoglądam na Ukrainę, na Ukraińców. I myślę, że jesteśmy odpowiedzialni za ich nadzieję.
Staram się nie marnować czasu, zawsze mi go brakuje. A jak jest bezcenny najlepiej wiedzą nasze siostry i bracia z Ukrainy. Tam, w czasie bombardowań czas decyduje o życiu i śmierci.
– To był moment, kilka sekund, usłyszałem świst rakiety i rzuciłem się do okopu – mówi znajomy rozwożący pomoc humanitarną przy linii frontu – kiedy już wybuchła odłamki przeleciały nad rowem, w który wskoczyłem. Gdyby nie te kilka sekund, mógłbym już nie żyć.
Podczas jednego z niedawnych pobytów w Ukrainie dostałem taką radę – Jak usłyszysz trzeci alarm, masz minutę, może dwie, żeby wbiec do piwnicy albo schronu, jak jest w pobliżu.
Minuta, może dwie a nawet tylko kilka sekund. Ani minuty ani tych kilku sekund nie możemy zmarnować. W kilka sekund mogę komuś przekazać tak wiele, cały megawat nadziei i kosmiczny kwant energii, a w minutę to już można kogoś postawić na nogi i wyciągnąć z kłopotów.
No tak, prawda, ale znam też gości, obu płci, potrafiących nudzić lub pleść o byle czym przez godzinę.
Bomb nie mamy nad głowami, mamy jednak tyle do nadrobienia w serdeczności, czułości, zrozumieniu i miłości. Kilak sekund, minuta, może dwie.
Nie zapomnijcie o radości! Hasło „Wesołych Świąt!” poleży w szufladzie przez najbliższe cztery miesiące, do 9 kwietnia (Wielkanoc), a szczęście i pomyślność z życzeń noworocznych jeszcze dłużej.
Nie zapomnijcie jednak o radości! Znam naszą listę powodów do zmartwień i smutków, a wzywam do radości. Wzywam do radości, której nie może zgasić żadne zło. Rozmawiałem wczoraj z panią Tatianą, jej mąż pracuje na zapleczu armii ukraińskiej na wschodzie kraju, dostał dwa dni wolnego, co umożliwiło im dwudniowe spotkanie, gdzieś pomiędzy Charkowem a Lublinem. Tatiana za każdym razem promienieje radością, ale po spotkaniu z mężem tryskała milionami radości, może nawet bilionami.
– Wiesz, on mnie bardzo kocha, a ja z dnia na dzień kocham go coraz mocniej! – palnęła mi krótkie kazanie.
Tatiana nie jest jakąś egzaltowaną kobietą, oderwaną od świata, przeciwnie wzorowo wychowuje w Lublinie trójkę dzieci.
Zatem, nie zapomnijcie o radości! Jeśli kogoś kochacie, najlepiej mocno, a jeszcze lepiej bardzo mocno, a najlepiej mocniej z dnia na dzień, macie niewyczerpane źródło radości! I jeśli jest ktoś kto was kocha, nawet trochę, choć lepiej bardzo mocno, a najlepiej coraz mocniej z tygodnia na tydzień, och, wtedy macie drugie źródło wielkich radości!
Nie zapomnijcie o radości! Zakochany w nas bezgranicznie jest też Bóg, który stał się jednym z nas, to trzecie i piękne źródło trwałej radości.
Wiem, jaki będzie rok 2023, wiem z dużą pewnością. I chętnie się tą wiedzą z wami podzielę. Na początek mała reminiscencja. W latach mojej posługi w lubelskim kościele Świętego Ducha funkcjonowała tam świetlica dla dzieci ze Starówki i okolic. Pewnego popołudnia dwie panie wychowawczynie zobaczyły z okien świetlicy, że na dziedzińcu leży duże, naprawdę duże kartonowe pudło, a zaraz miały przyjść dzieci. Deliberowały więc kogo zawołać i poprosić o pomoc w usunięciu pudła ale dzieci już wpadły na podwórek i jeden może pięcioletni urwis od razu ruszył do akcji.
– Nie rusz! Nie dotykaj! Zaraz to ktoś uprzątnie! – wołały panie.
Tymczasem Kamilek, zachęcony zapewne obawami wychowawczyń, podniósł pudło i zaczął nim wywijać nad głową. Okazało się, że było puste i lekkie, nawet dla pięciolatka.
Wiele takich pudeł pojawi się przed nami w tym roku. Radzę nie deliberować ale podnieść i wyrzucić.
Zatem jaki będzie ten rok? Jeśli macie dość odwagi, ten rok będzie taki, jaki będziecie chcieli! To jaki on będzie zależy w największej mierze od was samych, od waszych wyobrażeń i odwagi. Zdarza mi się rozmawiać z wieloma ludźmi, którzy – ku mojemu zdziwieniu – uzależniają swoje życie od warunków zewnętrznych. No bo wiesz, drożyzna, inflacja, ocieplenie klimatu, jeszcze ten szalony Putin, nie wiadomo jak będzie…
Wiadomo, będzie tak, jak zechcesz! Oczywiście można oddać swoje życie zewnętrznym reżyserom, zdać się na zbiorowe emocje (nie zabraknie ich, oj, nie zabraknie), koniunktury i przypadki. Można, ale wtedy „jakoś to będzie”.
Wiadomo jak będzie, jeśli wiesz jak chciałbyś, aby było. To, jak będzie, w 90% zależy od ciebie. I taki będzie ten 2023 rok.
Na nowy 2023 rok życzę Wam i sobie przede wszystkim ogromnych mocy. Chciałbym życzyć spokojnego Nowego Roku, ale wszystko wskazuje na to, że nie będzie to spokojny rok.
Życzę jednak ogromnych mocy i podzielę się z Wami skąd ja czerpię swoje moce, może komuś się przyda. Życzę tych mocy dlatego, że czeka nas trudny rok, jednak przejdziemy przez ten czas jeśli będziemy silni.
To teraz o siedmiu źródłach siły. Pierwsze, banalne z pozoru, to zdrowie. Dobrze i odpowiednio długo śpijmy, z porannym wstawaniem (rozumiem, że dla części z was ta wskazówka w dniu dzisiejszym jest mało pożyteczna), z sokami pełnymi witamin i z dala od energizerów.
Źródło drugie to poczucie humoru, zawsze mamy pod ręką zabawne sprawy, ale skłaniamy się ku temu, co ponure i kwaśne. Kiedyś jeden z naszych braci bezdomnych w samych superlatywach wyrażał się o jednej z wolontariuszek.
– Pani, jest tak śliczna … Taka piękna …
– Oj, niech pan nie przesadza, panie Kazimierzu. Co tam u pana?
– Psze pani, ja to jestem kompletnie pijany…
Trzecim źródłem jest zgoda. Codziennie toczymy głupie, ambicjonalne wojny, w rodzinach, w pracy i w sklepach. Bez sensu tracimy energię i siły.
Cisza to kolejne źródło siły. Chyba wszyscy czujemy się bombardowani nieustannym naporem dźwięków, obrazów i szumów. Do lasu, na pola, nad rzeki!
Dla mnie źródłem siły jest modlitwa. Nie chodzi mi o wysyłanie Panu Bogu naszych słów. Zamiast tego, zacznijmy słuchać Bożego głosu. Słuchać!
Szóste źródło to bliskość z ludźmi. Zawsze możemy być bliżej, to naprawdę mnoży siły.
Wreszcie na koniec, rozmawiajmy. Rozmawiajmy a nie gadajmy. Puste gadki są jak zepsuty bigos, szkodzą. Głębokie rozmowy są najlepszymi agregatorami mocy.
Jeżeli będziemy mocni, przejdziemy zwycięsko przez nadchodzący trudny czas. Przede wszystkim życzymy tego Ukrainie, nam jednak także.
To mamy dziś trzy w jednym, koniec tygodnia (w tradycji chrześcijańskiej sobota kończy tydzień), koniec miesiąca i koniec roku. Kończę też kolejny rok zapisków w Itinerarium.
Itinerarium służy do różnych celów. Jedna z moich znajomych używa tej nazwy do testowania trzeźwości męża. Kiedy wygląda na wstawionego ona pyta:
– No dobrze, nie piłeś, mówisz. To powiedz jak się nazywa strona, którą prowadzi ks. Mietek, no? – No … Inti… Irineta… Dobrze, poddaje się, piłem, ale nie za dużo…
Inny z moich przyjaciół, nawet na trzeźwo nie próbuje wymawiać Itinerarium, skraca sobie i wychodzi mu terrarium. Nie protestuję, w końcu o zwierzakach pisuję często.
Część zapisków z Itinerarium Centrum Wolontariatu w Lublinie wydało w formie książkowej, jeśli ktoś chciałby jeszcze nabyć, proszę bardzo – zamówienia telefoniczne 81 – 5342652, mailowo lublin@wolontariat.org.pl Cały dochód przeznaczony jest na prowadzone przez nas Domy Nadziei (dla uchodźców, osób wychodzących z bezdomności i opuszczających zakłady karne). Dziękuję za zainteresowanie.
Tak, jak niemal cała Polska, Itinerarium także było w mijającym roku zaukrainione. I chyba podobnie będzie w nadchodzącym. Bardzo dziękuję wszystkim z Was, którzy wspieraliście i wspieracie nadal nasze dzieła solidarności z Ukrainą.
Kończę tegoroczne wpisy z wielką nadzieją, że nadejdzie pokój i w Ukrainie i w innych miejscach gdzie trwają wojny. I z jeszcze większą nadzieją, że wszystko, co dobre i piękne jest naprawdę możliwe.
Wszystkie nasze powroty do Betlejem, do narodzenia i dzieciństwa Chrystusa, odsyłają nas odkrycia obecności Pana Boga. Przypomnę, że wszyscy bohaterowie ewangelicznych opisów Bożego Narodzenia, Maria, Józef, pasterze i Mędrcy, znaleźli niemowlę, człowieka. I odkryli w nim Boga.
Tak samo było później, apostołowie i uczniowie także spotkali człowieka. Spotkali człowieka, w którym odkryli Boga. Człowieka, który jadł, pił, żartował, przysypiał i chętnie chadzał na wesela.
My także mamy taką samą drogę. Spotykamy ludzi i tylko w nich możemy odkryć obecność Boga. W kończącym się roku do wszystkich ludzi, których już znaliśmy, dołączyło wielu Bożych posłańców z Ukrainy. Kto wie, może to jest najpiękniejsze Boże Narodzenie w naszym pokoleniu.