Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Wierzę, podobnie pewnie jak i wy, że zbawienie dokonało się w chwili konania i śmierci Jezusa. W oczach widzów tego wydarzenia – Żydów i Rzymian – była to klęska, kompromitacja, totalna słabość.
Nie bójmy się swoich słabości, słabego zdrowia, małej siły i bezsilności, swoich ułomnych i słabych charakterów. Nie wolno też rozpaczać z powodu sowich upadków i porażek.
Może teraz zaskoczę was – w słabościach podobni jesteśmy Chrystusowi! Oczywiście wolimy akcentować nasze podobieństwo do Niego poprzez gesty miłosierdzia i miłości, stawianie czoła trudnościom i szlachetne traktowanie całego świata.
Jednak, podpowiadam, bodaj najbardziej upodabniamy się do Chrystusa w swoich słabościach i kompromitacjach. Chwile depresji, głębokiego zwątpienia, nagłego rozchorowania, ostrego napięcia, bolesnego upadania na twarz i zatrważających rozterek. Tak, wszyscy tego doświadczamy. Pamiętajmy jednak, że są to klimaty Chrystusowe, a ich końcem jest radość nowego życia.
Smartfony i liczne aplikacje pozwalają nam na szybkie zdobywanie informacji i załatwianie bieżących spraw. Cała ta technika i informatyka zawiodły bardzo, nie przewidziały najpierw pandemii, potem wybuchu wojny w Ukrainie i rozkręcającego się kryzysu gospodarczego.
W Wielkim Poście medytowałem po raz kolejny wyjście narodu wybranego z niewoli egipskiej, ta długa wędrówka zakończyła się pomyślnie ponieważ jej uczestnicy zaufali (przy wielu kryzysach) Panu Bogu.
Od przynajmniej trzech lat idziemy w nieznanym kierunku, mam na myśli naszą cywilizację, żadne aplikacje i sztuczne inteligencje nie są w stanie przewidzieć rozwoju wydarzeń w przyszłości. Tak zwane „opinie ekspertów”, sprzeczne i zmienne, są gatunkiem nowoczesnej poezji, wzruszają, śmieszą, złoszczą ale nie mają żadnego faktycznego znaczenia.
Ja sam wiem, że idę ku nieznanej przyszłości, nawet z pewnym zaciekawieniem czekam na jutro. Staram się jednak jak najmocniej ufać Panu Bogu. Nie wiem dokąd idę – razem z wami – ale Bóg wie. Taka sytuacja leczy mnie z pychy władania przyszłością i chroni przed zaufaniem ekspertom oraz wszelkim aplikacjom.
Wiele razy w życiu doświadczyłem niepewności, nie straciłem jednak wiary w Boże prowadzenie. Nie wiem, dokąd idę, ale wiem, że prowadzi mnie Pan Bóg. Pan Bóg, który kocha mnie. I Który kocha każdego z Was.
A skąd ten kos przy Panu Jezusie na fotografii? No skąd?
Czytając opisy ostatnich dni Chrystusa zdumiewa mnie zderzenie dwóch obrazów. Z jednej strony są tłumy, złowrogie i gęstniejące z dnia na dzień. Z drugiej pojedyncze szlachetne postaci przyjaciół i wolontariuszy. Kontrast pomiędzy groźnymi tłumami a odważnymi jednostkami jest bardzo wyraźny.
Do historii przeszli jednak ci drudzy, Szymon z Cyreny, Weronika, Maria Magdalena, Matka Maria, Jan Apostoł, kilku innych. Tłum pozostanie bezimienny. Na jego miejsce przyjdzie kolejny tłum. Przyjaciele i odważni obrońcy mają imiona, zainspirują następnych.
Pozostaniemy zawsze wobec wyboru, pozostać w bezpiecznym anonimowym tłumie czy zaryzykować w imię prawdy i przyjaźni.
Coraz częściej tylko patrzę na krzyż. Nie odmawiam żadnej modlitwy, słowa odczuwam jako zbędne. Lubię wszystkie krzyże, może najbardziej te najprostsze. Nie tylko te przypominające narzędzie na którym uśmiercono Chrystusa (a przed Nim i po Nim wielu innych).
O krzyżu myślę na skrzyżowaniach, kiedy z różnych stron w jednym miejscu nagle zbiegają się życiorysy ludzkie, a potem tę wspólnotę drogową rozpraszają światła zielone. I raduję się krzyżowym obrazem kreślonym przez rozpostarte skrzydła ptaków, najlepiej wychodzi to bielikom na Polesiu, ale i sprytne jaskółki w locie co rusz kreślą szybkie krzyżyki.
Bo Krzyż to wszystkie strony świata, północ i południe, zachód i wschód, gdzie broni się Ukraina. I krzyż to ziemia u podstawy, a niebo za wierzchołkiem, ramiona zaś wzywają do ogarniania wszystkiego i wszystkich.
Krzyż to ja sam, ale i każdy z Was, drogi skrzyżowane, ptaki wlocie, a dalej miłość, Bóg i zwycięstwo . Nade wszystko tajemnica.
Zbudzenie z martwych Łazarza to inspirujący cud. Możemy dokonywać tego często. Budzimy z martwych kiedy niesiemy innym nadzieję, pocieszenie, nowe siły i wsparcie.
W Iwano – Frankiwsku na Ukrainie od 23 lat działa Fundacja Matki Teresy z Kalkuty, współpracuje z nią nasz lubelski wolontariat. Fundacja prowadzi Mobilne Hospicjum dla dzieci i dorosłych, w sumie opiekują się prawie 100 osobami w Iwano Frankiwsku i okolicy, część to uchodźcy ze wschodniej Ukrainy. Dojeżdżają do nich z pomocą medyczną, psychologiczną i duchową.
W ten weekend zawieźliśmy naszym przyjaciołom środki medyczne, igły, opatrunki. Podziwiamy ich wytrwałą służbę – całym dziełem dowodzą lekarze, p. Ludmiła (trzecia z prawej) oraz Wołodymyr (drugi z lewej) oraz ks. Jarosław (trzeci z lewej). Wskrzeszają nadzieję, okazują wiarę i miłość, czujemy, że wraz z nimi idziemy tą samą drogą.
Ewangelia
Siostry Łazarza posłały do Jezusa wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».
A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.
Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei».
Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Jezus wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
Kazanie na uroczystość Zwiastowania Maryi sobota 25 marca 2023
Zwiastowanie. Od tego momentu to, co ludzkie, może być boskie. Mamy dziś wszyscy święto, bo wszyscy jesteśmy ludźmi, którym pisana jest boska przyszłość. Warto ucieszyć się swoim istnieniem, każdą urodą, każdą wagą, każdy peselem. I tego nam wszystkim życzę, radości z człowieczeństwa, które przemienione zostanie w wieczne szczęście.
Ewangelia
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Wszedłszy do Niej, anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami».
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca».
Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?»
Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego».
Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa».
Rok temu otworzyliśmy przy lubelskim Centrum Wolontariatu Okno Życia. Ukraińsko – polskie Okno Życia. Pisałem o tym tutaj: http://itinerarium.pl/2022/03/24/donia-ma-juz-swoje-okno-zycia/
Dotychczas nie pojawiło się w nim żadne dziecko. Za to obok tego okna, w drodze do wejścia do naszego Centrum, przeszły tysiące ukraińskich matek z dziećmi, część z nich otrzymała mieszkania w Lublinie i okolicy, część wsparcie finansowe czy psychologiczne. Tak jest zresztą nadal, codziennie przyjmujemy ukraińskie rodziny, choć nie tak licznie.
Pamięć o pomordowanych dzieciach żydowskich, wsparcie uchodźczych dzieci ukraińskich, każda troska o życie, jest opowiedzeniem się za Bogiem, Panem Życia.
Przynajmniej połowa więźniów znalazła się za kratkami z powodu braku miłości. Przynajmniej połowa. Nie prowadziłem sondaży ani badań w tej sprawie. Od ponad 30 lat spotykam się jednak z więźniami, tymi w zakładach karnych i tymi, co już wyszli na wolność. Mam za sobą tysiące spotkań z takimi osobami, mężczyznami i kobietami. Patrząc na więzienia, a odwiedziłem ich kilkadziesiąt w Polsce i zagranicą, chodzi mi po głowie myśl, żeby opatrzyć je napisem „Skazani za brak miłości”.
Spotkania z więźniami pozwalają mi twierdzić, że u źródeł wielu przestępstw i konfliktów z prawem jest brak doświadczenia miłości, głównie w dzieciństwie i młodości. Bez wgłębiania się w skomplikowane mechanizmy, oczywiste jest, że doznana przemoc, brutalność, odrzucenie, niezrozumienie, niewysłuchanie, obojętność, wykpiwanie, poniżanie i odpychanie, wcześniej czy później doprowadzą do zachowań, które wcześniej czy później podpadną pod paragrafy karne.
Piszę o tym deficycie miłości z poczuciem bezradności wobec wysublimowanych zapisów w różnych kodeksach, skrzętnie obliczających za co ktoś i na ile musi iść za kratki. Piszę, aby przypomnieć, że miłość jest największa.
Jeszcze trochę czasu zostało do świętowania z martwych wstania, tego Chrystusowego i naszego. Jeśli do czegoś chciałbym was zachęcić, to sięgnijcie po płaszcz Elizeusza, a właściwie Eliasza.
Eliasz, prorok Starego Testamentu miał przy sobie cudowny płaszcz, uderzał nim w rzekę Jordan, a ta rozstępowała się i można było suchą stopą przejść bezpiecznie po dnie. Ten płaszcz Eliasz ofiarował koledze po fachu, imieniem Elizeusz, całą historię wklejam na końcu. Elizeusz, mając już cudowne narzędzie w ręku postanowił je wypróbować i uderzył z całą siłą w wody rzeki. I co? I lipa! Wody ani drgnęły, zdawało się, że trzeba będzie budować most. Ale Elizeusz zawołał wtedy do Boga i ponownie uderzył płaszczem w Jordan. Zadziałało, rzeka rozdzieliła się na dwie części, mostu nie było sensu budować, swobodnie dało się przejść suchym korytem.
Mamy swoje problemy, grzechy, trudne sprawy, zagmatwane historie życiowe, Jordany do przejścia, coś tam robimy, aby sobie poradzić. Najczęściej nie udaje się, zatem rezygnujemy. Szkoda, bo powinniśmy uderzyć jeszcze raz. Wezwać pomocy Pana Boga i uderzyć jeszcze raz! Elizeusz za drugim razem odkrył w sobie moc Bożą, bo nie płaszcz był tu istotny, ale to, czyją mocą uderzał. Za pierwszym razem zrobił to swoimi siłami, za drugim już Bożą siłą.
Płaszcz Elizeusza mamy wszyscy, od chwili chrztu i bierzmowania, w naszych sercach jest moc Bożego Ducha. Problemy, grzechy, trudne rzeczy, złe historie, tak, to część naszych biografii. Możemy je odmienić. Moja zachęta jest taka, uderz jeszcze raz! Zawołaj Boga i uderz jeszcze raz! Zadziała!
Historia płaszcza Elizeusza
Kiedy Pan miał wśród wichru unieść Eliasza do nieba, szedł Eliasz z Elizeuszem z Gilgal. Wtedy rzekł Eliasz do Elizeusza: «Zostańże tutaj, bo Pan posłał mnie aż do Betel». Elizeusz zaś odpowiedział: «Na życie Pana i na twoje życie: nie opuszczę cię!» Zatem przyszli do Betel. Wtedy uczniowie proroków, którzy byli w Betel, wyszli do Elizeusza i powiedzieli do niego: «Czy wiesz, że Pan dzisiaj zabierze pana twego wzwyż, ponad twą głowę?» On zaś odrzekł: «Również i ja to wiem. Milczcie!» Wtedy powiedział do niego Eliasz: «Elizeuszu! Zostańże tutaj, bo Pan posłał mnie aż do Jerycha». On zaś odrzekł: «Na życie Pana i na twoje życie: nie opuszczę cię!» Weszli więc do Jerycha. Wtedy uczniowie proroków, którzy byli w Jerychu, przybliżyli się do Elizeusza i powiedzieli do niego: «Czy wiesz, że Pan dzisiaj zabiera pana twojego wzwyż, ponad twą głowę?» On zaś odpowiedział: «Również i ja to wiem. Milczcie!» Wtedy rzekł Eliasz do niego: «Zostańże tutaj, bo Pan posłał mnie aż do Jordanu». Elizeusz zaś odpowiedział: «Na życie Pana i na twoje życie: nie opuszczę cię!» I szli dalej razem. A pięćdziesiąt osób z uczniów proroków poszło i stanęło z przeciwka, z dala, podczas gdy oni obydwaj przystanęli nad Jordanem. Wtedy Eliasz zdjął swój płaszcz, zwinął go i uderzył wody, tak iż się rozdzieliły w obydwie strony. A oni we dwóch przeszli po suchym łożysku. Kiedy zaś przeszli, rzekł Eliasz do Elizeusza: «Żądaj, co mam ci uczynić, zanim wzięty będę od ciebie». Elizeusz zaś powiedział: «Niechby – proszę – dwie części2 twego ducha przeszły na mnie!» On zaś odrzekł: «Trudnej rzeczy zażądałeś. Jeżeli mnie ujrzysz, jak wzięty będę od ciebie, spełni się twoje życzenie; jeśli zaś nie [ujrzysz], nie spełni się».Podczas gdy oni szli i rozmawiali, oto [zjawił się] wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch: a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios. Elizeusz zaś patrzał i wołał: «Ojcze mój! Ojcze mój! Rydwanie Izraela i jego jeźdźcze». I już go więcej nie ujrzał. Ująwszy następnie szaty swoje, Elizeusz rozdarł je na dwie części i podniósł płaszcz Eliasza, który spadł z góry od niego. Wrócił i stanął nad brzegiem Jordanu. I wziął płaszcz Eliasza, który spadł z góry od niego, uderzył wody, <lecz one się nie rozdzieliły>. Wtedy rzekł: «Gdzie jest Pan, Bóg Eliasza?» I uderzył wody, a one rozdzieliły się w obydwie strony. Elizeusz zaś przeszedł środkiem.
W marcu ub. roku napisałem tutaj, że „mija miesiąc od napaści Rosji na Ukrainę”, po czym dodałem, że być może za rok napiszę „mija rok od napaści Rosji na Ukrainę”. Nie chcę teraz prorokować i pisać, że za rok…
Wojna w Ukrainie weszła w usypiającą fazę, w pewnym stopniu dla samych Ukraińców, w jeszcze większym dla nas. Co więcej, dla Ukraińców wojna staje się coraz bardziej normą, alarmy są częścią codzienności, informacje o zniszczeniach i stratach przekształcają się w suche statystyki. Normalne stały się warunki wojenne – brak prądu, pogrzeby poległych, wystąpienia oraz komentarze rządzących i wojskowych, to wszystko jest już zwykłe, powszednie, normalne.
Nie umiem jednak zgasić w sobie sprzeciwu wobec tej wojny. Dlatego, że codziennie giną tam niewinni ludzie, ci najbardziej nieporadni, zostawieni sami sobie, niezdolni do ratowania siebie i swoich psów czy kotów. Co kilka dni docierają do mnie wiadomości od ukraińskich znajomych, znowu ktoś zginął na froncie, znowu o kimś długo nie ma wieści a jeszcze ktoś inny już wie, że jego dom całkowicie jest zniszczony i nie będzie miał gdzie wracać. Nie gaśnie też we mnie nadzieja, niech też nie gaśnie w was. Każda złotówka przekazana na pomoc Ukrainie, każde dobro wyświadczone uchodźcom stamtąd, zaowocuje wielokrotnie. Będziemy jeszcze pić zwycięskiego szampana na Chreszczatyku w Kijowie. Dobro i solidarność to drzewa długo dojrzewające, ale owocujące przebogato.