JAK BÓG ZMIENIA ŚWIAT

14 grudnia 2005

Czytamy dziś słowo o objawieniu się Mesjasza: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię.
To jest działanie mocy Boga ale i objawienie mocy człowieka, współdziałającego z Bogiem. Minęło dwa tysiące lat. Stworzyliśmy instytucje, z ogromną hierarchią Kościoła na czele, ubóstwiamy analizy psychologiczne, sondaże opinii publicznej, mamy partie polityczne, parlamenty, rządy, siły szybkiego reagowania i przeróżne ONZ-ty. I co ? Przyznajmy, że to nie działa. Jedyna sensowna rewolucja, to ta, której dokonał Człowiek, Jezus Chrystus i ci, którzy Mu uwierzyli. Ja jestem Pan i nie ma innego. Bóg sprawiedliwy i zbawiający nie istnieje poza Mną. My wolimy instytucje, konstytucje i rezolucje. Moc miłości, działającej i odmieniającej losy ludzkości i jednostek, zastąpiliśmy niemrawymi próbami zrzucenia odpowiedzialności za dzieje ludzi na różne bezduszne formy instytucjonalne. Ale to nie działa. Działa tylko człowiek, który kocha. Instytucje nie kochają. Miłość próbujemy wyręczać coraz bardziej wysublimowanymi formami prawa i konsensusów.
Człowiek jest mocny mocą miłości. Tajemnica Bożego Narodzenia i Działania polega na bezwzględnym uwierzeniu w miłość. Czy ten Adwent i Boże Narodzenie odnowi w nas moc miłości? Rewolucja miłości, tej ukrytej siły, zdolnej przemieniać życie i świat, jest istotą Bożego Narodzenia. Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Ta miłość Boga jest jedyną drogą dla nas.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

NIE PRZEGRAĆ MIŁOŚCI

13 grudnia 2005

Rzadko kiedy przychodzi nam na myśl, że w istocie gramy w naszym życiu o Królestwo Boże. Toczymy wiele różnych walk, gierek i batalii, o powodzenie, o dowiedzenie swojej racji, pozycję (w rodzinie, w grupie towarzyskiej), o jakieś mniejsze czy większe zaszczyty (stołek kierownika, dyrektora, kanonika, prałata), o sympatię i względy tej czy innej osoby, o parę groszy więcej na koncie, lepszą perspektywę emerytalną. O lepsze miejsce przed tronem Boga Ojca, by z bliska (bliżej niż nasi sąsiedzi) uczestniczyć w wiecznym spektaklu pt. „Niebo”. Coś tam chcemy zdobyć, wygrać, odgryźć się na realnych czy potencjalnych wrogach, zadowolić poziom pychy.
Prawda jest taka, że my walczymy, bijemy się, spiskujemy, knujemy, podjeżdżamy w małych wojenkach, oczywiście modląc się i chwaląc głośno Pana Boga.
Prawda jest taka, że celnicy, złodzieje i dziwki, wchodzą przed nami do Królestwa Bożego. Nie ze względu na grzechy (ach, jak ciężkie!) czy winy.
Kto pokochał Pana Boga, wygrywa wszystko. A jego miłość, jak sam Bóg rzekł, zakrywa wiele grzechów.
Porzuć wszelkie walki, jeszcze masz trochę Adwentu, by zawrzeć pokój, tam gdzie wojujesz. Tam, gdzie z Tobą walczyć chcą, pozostaw swoje godne milczenie. Kiedy zejdziesz z linii frontu, uwolnisz moc swojego serca do miłości, budowania, czułości i radości. Serce wyzwolone z walki, oddać możesz w darze, jak cenny brylant, który ucieszy każdego. Serce wyzwolone od nieustannych gier, to Betlejem dla Boga, który szuka miasta pokoju. Twoje jedno „dość” dla życia uwikłanego w zawzięte boje i walki, to zwycięstwo twoje, Boga i miłości. Tak zwyciężają – jednym ruchem – złodzieje, prostytutki, tyrani i z pozoru podłe typy maści wszelkiej. Jeszcze dość jest Adwentu na twoje zwycięstwo.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

OD BALAAMA DO SPEŁNIENIA

12 grudnia 2005

W gruncie rzeczy wszyscy obarczeni jesteśmy niepewnością Balaama (z dzisiejszego czytania za Księgą Liczb). Widzę Go, ale jeszcze nie teraz, dostrzegam Go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło. Niepewność, czy możliwe jest, że Bóg wejdzie w historię. W historię jednego narodu, w historię konkretnych ludzi, w oszałamiającą bliskość ludzkich spraw. Niemniej – pomimo jeszcze nie teraz i ale nie blisko – pogański prorok z kraju Ammawitów, odważa się widzieć i zapowiadać niewyobrażalną bliskość Boga: widzę Go, dostrzegam Go, wschodzi i podnosi się! Inaczej kwestię niepewności w odniesieniu do Jezusa rozwiązali arcykapłani i starsi ludu: Jakim prawem to czynisz? I kto ci dał tę władzę? Wyczuwamy potężny ładunek negacji w tych kategorycznych pytaniach – nie o rację chodzi ale o tytuł. Bo rację zdawały się potwierdzać czyny Jezusa.
Niepewność w odniesieniu do możliwości obecności Boga pośród nas przeżywamy i my. Świadectwem tej niepewności jest życie rozdwojone, na pół gwizdka. Bo jeżeli tak blisko Bóg wchodzi w dzieje człowieka, to przyjmijmy Go i według Jego woli i mocy układajmy życie. A jeżeli jednak dajemy się wciągnąć tylko w jakąś baśń o Wcieleniu? Z pomocą przychodzą nam kluczowe postaci Adwentu, wszak żywe i konkretne, historyczne (uwielbiamy ten argument – historyczne!) osoby: nastoletnia Maria z Nazaretu, która uwierzyła w tę bliskość, Jan Chrzciciel owładnięty misją nagłaśniania przyjścia Mesjasza czy choćby Zachariasz i Elżbieta, wplątani w tajemnicę Bożej interwencji wśród ludzi.
Jakim prawem Bóg może wchodzić w Twoje życie? Jak duże ryzyko możesz podjąć, aby rozpocząć z Nim współpracę ? Jak daleko chcesz oddać Mu swoje życie? Powraca pytanie, które sobie i czytelnikom Itinerarium postawiłem pierwszego dnia tegorocznego Adwentu: Ile Boga w moim życiu? Jak daleko możesz pójść, pozostawiając własne małe szczęście, wybierając drogi Boże?
Adwentowa droga, to skok wiary od Balaamowego jeszcze nie teraz i nie z bliska, do Maryjnego oto ja służebnica Twoja, niech mi się stanie według słowa Twego. Tylko tak Słowo nadal staje się ciałem. Tylko tak Słowo staje się Twoim ciałem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

GAUDETE

11 grudnia 2005

Radujcie się zawsze w Panu,
raz jeszcze powiadam: radujcie się!
Pan jest blisko!

Gaudete! Radujcie się! Na dwa tygodnie przed uroczystością Bożego Narodzenia, wezwanie do radości rozlega się w kościołach. Oby z jak największą mocą i siłą przekonania. Źródłem tej radości jest bliskość Pana. Bliskość Boga. Smutek i rozczarowanie pozostają udziałem tych, którzy nie podeszli blisko do Pana. Adwent jest po to by podejść do Pana. Podejdź do Pana ze swoją troską, zmartwieniem, bólem, strachem, niepokojem, beznadzieją. Oto nie musisz na swoich barkach dźwigać zgryzot. Nie jesteś sam. Nie jesteś pozostawiony na pastwę złych myśli, bezsilności i pustki. On jest blisko. Jak słońce, które ogrzeje zziębniętą ziemię, tak Bóg rozpromieni się nad sprawami twojego życia. Dlatego raduj się, On jest blisko.

Itinerarium , , , , , , , , ,

ZGODA NA PORYW

10 grudnia 2005

Bóg, jeżeli realnie pozwolisz Mu działać w Twoim życiu, może wiele pozmieniać. Można żyć w bezpiecznym dystansie wobec Niego. Układać sobie życie według jakichś tam wyobrażeń, nawet pobożnych, uczciwych i bezgrzesznych. Ocieplić to wszystko pastylkami religijnymi: nabożeństwo, modlitwa, krzyżyk na ścianie, pielgrzymka do świętego miejsca, kolędy na Wigilię. Wszystko to wcale jednak nie oznacza, że twoje życie będzie życiem z Bogiem.
Ta chęć dystansu spowodowała odrzucenie poselstwa Jana Chrzciciela, a następnie i samego Jezusa, o czym mówi dzisiejsza Ewangelia. Wysławiacie Boga bez szczerości i bez rzetelności – dodaje Izajasz.
Jeżeli godzisz się na realne działanie Boga, musisz spodziewać się wichru, który posteruje twoim życiem na sposób nieprzewidziany i czasem wielce niewygodny. Miej świadomość, że Bóg ma pomysły przekraczające nasze wyobrażenia. Poza tym Jego wejście w życie oznacza coraz głębsze wydanie Jemu serca, aż po całkowite zespolenie dwóch serc.
Dlatego wielu chrześcijan woli pozostać przy pobożności, zadowalając się kształtem życia na wymyśloną prze siebie miarę. Dla nich Bóg i Jego posłowie są niebezpieczną przesłanką, która może zmącić poczucie pobożnego zadowolenia.
Co tracimy trzymając Boga na obrzeżach życia? Niepowtarzalną przygodę i świętości i sensu, głębszego niż ten, który zdolni jesteśmy wyśnić i wymyślić. Jakąś jedyność życia, Bożą perłę, której darmo szukać o własnych siłach, piękno, przy którym blednie blichtr całego świata, ów biblijny kamyk ze swoim imieniem, ocalający na zawsze.
Dlatego warto zaryzykować silny poryw Bożej mocy w życiu. Ryzyko warte życia.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

SHOW MUST GO ON?

9 grudnia 2005

Czasem przychodzą takie zdarzenia – czyjeś słowo, jakiś widok, lot samolotem, scena z filmu – które z całą jaskrawością obnażają stopień zafałszowania naszego życia i wzywają do przebudzenia, aby nie zmarnować już więcej ani chwili. Wówczas należy pójść za światłem tego przebudzenia, radykalnie wyciągnąć wnioski i zaaplikować je.
Ewangelia dzisiejsza, jedna z bardziej dramatycznych, nawiązuje do życiowych letargów. Dzieci, rozkapryszone, przekomarzają się na placu zabaw czy grać w pogrzeb czy też w wesele. Która zabawa jest lepsza? Można sobie powytykać plusy i minusy różnych gier, powyzywać się i rozejść, myśląc jakich to głupich się ma kolegów. Oczywiście od tego jeszcze świat się nie kończy. Niemniej Jezus wychodząc od niewinnych grymasów dziecięcych, ostrzega, że podobnie może być z naszym stosunkiem do zaoferowanego zbawienia i nowego życia. Zawsze możemy znaleźć argument, że jeszcze nie teraz nowe życie, że nie w takiej formule, że warunkowo tak, ale. Mamy wieloraką zdolność odsuwania w czasie radykalnej decyzji o nowym życiu.
Ciągniemy zatem udawanie, grę w porządnych ludzi, wpasowujemy się w role pozwalające jakoś przetrwać do następnego roku, nawet nie to, żebyśmy byli wielkimi grzesznikami, jesteśmy po prostu byle jacy. Nijacy. Życie może wyglądać inaczej ale brak nam tego rozstrzygającego kroku. Gra w zadowolonych toczy się dalej. I tak nam przecieknie całe życie.
Momenty głębokiego zrozumienia, że to farsa, są rzadkie, bo i rzadko pozwalamy sobie na jakieś przemyślenia. Ale chwile przebłysku, kiedy świadomość konieczności zakończenia tej komedii życiowej, jest nad wyraz jasna i nagląca, te chwile przebłysku są szansą przebudzenia i wygrania swojego życia. Można je oczywiście uczynić jeszcze jednym elementem gry – „zdawało mi się przez moment, że życie może wyglądać inaczej”.
Bóg, ponieważ właśnie jest Bogiem, „poucza cię o tym, co pożyteczne, kieruje tobą na drodze, którą kroczysz, po to, aby nigdy nie usunięto i nie wymazano twego imienia sprzed Jego oblicza”. Dlatego czasem Bóg posługując się najróżniejszymi sposobami posyła zaproszenie do zerwania z pozorami i namiastkami. Dość gry, farsy, udawania i fanfaronady. Masz jedno życie. Jeden czas. Jedno serce. Bóg delikatnie zaprasza do przygody wolności i najgłębszego sensu, autentyczności. Ewangelia o zabawie w życie wybrzmiała. W co grasz dalej?

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ZUPEŁNIE NOWA HISTORIA

8 grudnia 2005

kazanie na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP
8 grudnia 2005

W naszym spojrzeniu na życie, spojrzeniu chrześcijan deklarujących jakiś związek z Bogiem, jedną z najgorszych rzeczy jest zamknięty horyzont. Świat mamy jako tako poukładany, możemy przewidzieć znaczną część zdarzeń, godzimy się z sumą nieszczęść i sukcesów (modląc się w jednym i drugim przypadku, co nieco), nie oczekujemy cudów ani rewolucji. Bóg jest zabezpieczeniem na wypadek doczesnych strapień nad miarę (przynajmniej wyżalimy się Najważniejszej Osobie) i gwarantem tej najodleglejszej do wyobrażenia sobie przyszłości (po ewentualnej śmierci).

Całe piękno dzisiejszej Uroczystości polega na wprowadzeniu przez Boga w historię ludzkości sytuacji niewyobrażalnej, zaskakującej, nowej i nieporównywalnej. Oto świętujemy Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny, jako zapowiedź nowego stworzenia, czyli narodzenia Jezusa, Syna Bożego. W historii ludzkości sekwencja artykułów wiary – Niepokalane Poczęcie, Zwiastowanie i Narodzenie Jezusa – narusza znane reguły gry. Bezgrzeszność Maryi, potem jej dziewicze poczęcie dziecka, wreszcie narodzenie (Boga i człowieka) w skrajnie nędznych warunkach, to zupełne nowości w doświadczeniu człowieka. Zaczyna się nowy etap historii, historii naznaczonej bliskością Boga na skalę dotychczas nieprzewidywalną.

Mam wrażenie, że bez otwarcia się na to, co nowe i niezwykłe, miniemy się z sensem Bożego Narodzenia, jako szansy na nowe życie z Bogiem. Nasze życie z Bogiem, życiorys spleciony z samym Najwyższym. Bóg wybiera momenty zaskoczenia, niezwykłe, inne i wyjątkowe, aby zaprosić każdego z nas do wspólnoty ze Sobą. Tak dzieje się każdego dnia. Dzisiejsza Uroczystość przypomina właśnie o tym. Bądź gotów, szeroko otwórz oczy. Dobrze słuchaj ludzi, z którymi się dziś spotkasz. Przeglądaj uważnie gazety. Nie zlekceważ żadnego esemesa. Badaj co na niebie. Twoja przygoda, na miarę Niepokalanego Poczęcia, jest początkiem nowego życia i nowej historii, z twoim udziałem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

JARZMA GORZKIE I SŁODKIE

7 grudnia 2005

Dla nas ludzi ostrzeliwanych wciąż ofertami zaspakajania szczęścia przez niezliczone rzeczy, pieniądze, ambicje, żądzę posiadania, zajmowania pierwszych miejsc, zachęta Jezusa do wzięcia jarzma może być niepokojąca. Jarzmo, to wyjaśnijmy tym, którzy końmi czy wołami mniej się zajmują, uprząż, czyli zestaw lejców, wędzideł i postronków, umożliwiających kierowanie zwierzęciem podczas pracy czy też jazdy. Jarzmo określa ruchy, pozwala koordynować wysiłek zwierzęcia, nadaje rytm jego mięśniom, prowadzi je w lewo czy prawo, do przodu czy tyłu (swoją drogą ilu z was rozumie określenia: „hejta”, „wiśta”, „prr” czy „hola” – bez tych komend, to koń się najwyżej może uśmiać!). Jarzmo to również kajdany, łańcuch i belka na karku niewolników, uniemożliwiających choćby ucieczkę.
Chodzimy od początku w różnych jarzmach – realizujemy system norm narzuconych przez rodziców, potem zachowań szkolnych, jest też jarzmo środowiskowe, wreszcie najgorsze, bo trudne do uchwycenia, kulturowe, gdzie najczęściej bezwiednie przyjmujemy standardy wartościowania obecne w kulturze (tworzonej dziś głównie przez media). Nawet nie spostrzegamy, jak nałożyliśmy na siebie jarzmo pt. sukces, powodzenie, splendor, pieniądze, dom, itd. Już żyjemy z nałożonymi na barki jarzmami, które sterują naszymi wyborami, organizacją czasu i perspektywami przyszłości.
Czy propozycja Jezusa jest jeszcze jedną więcej na rynku jarzm i brzemion? On proponuje przeżyć życie w pokorze i cichości, ponieważ w tym kryje się lekkość i słodycz. To nie kolejna propozycja ale porzucenie brzemion i jarzm, które przytłaczają i niszczą na rzecz pokrzepienia. Takiego (jak Izajasz powie), że otrzymujemy skrzydła jak orły, biegniemy bez zmęczenia, idziemy bez znużenia. Czy nie tego pragniesz? Zwiększenia mocy i pomnożenia sił? On się nie męczy ani nie nuży. Czeka cię ostra walka, wymagająca porzucenia tego wszystkiego, co cię przytłacza i zniewala. Zryw wiary, przyjęcie jarzma wolności Jezusowej, której ostateczną miarą jest bezwzględna miłość. I to jest początek Bożego Narodzenia. Narodzenia się w tobie Bożego życia.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

REWIRY BOŻEGO PATROLU

6 grudnia 2005

Bóg zupełnie inaczej patrzy na ludzi. Ty też możesz się tego nauczyć. Pod warunkiem, że nie dasz się zwieść bogom ekranów, głośników i okładek kolorowych pism. Bogowie ci porażają makeupem, wystudiowanym uśmiechem, nienadszarpniętą młodością, subtelnym głosem, urodą i wykwintnym ubiorem. W gruncie rzeczy sprzedają świat, który naprawdę nie istnieje, a jeśli już to krótko i bez echa.
Bóg z kolei w centrum widzenia ma każdą owcę zbłąkaną, jak mówi dzisiejsza Ewangelia. On interesuje się tym, kto krwawi, niedomaga, kto się zgubił i zwątpił, kto traci sens i wiarę, kto popadł w tarapaty i miota się w matni. Dlatego ścieżki Boga przebiegają zwykle daleko od tras licznie nawiedzanych. On kluczy po ruinach, gdzie podnosi zagubionych, po samotniach, skąd wyprowadza smutnych i rozgoryczonych, po bezdrożach, na których staje i zbiera niepewnych i bliskich wyczerpania, po lochach, gdzie szepce do ucha uwięzionym. To Jego rewiry. I bez wątpienia Bóg potrzebuje także współpracowników, którzy pójdą w Jego ślady. Oto tajemnica sensu Bożego Narodzenia, przyjścia światła i nadziei.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

ERA CHRZEŚCIJAN POPŁAKUJĄCYCH

5 grudnia 2005

Jezus, głosząc Ewangelię postulował pewien sposób urządzenia tego świata, tak aby stanowił prolegomenę do Królestwa Bożego. Po dwóch tysiącach lat widzimy, że wiele ewangelicznych intuicji jest realizowanych, jak choćby dążenie do braterstwa (eliminowanie rasizmu, tolerancja religijna czy światopoglądowa), opieka nad chorymi czy powszechne udostępnianie wiedzy.
Patrząc na świat, jaki mamy wokół siebie, pełen niesprawiedliwości, rosnących liczbowo wykluczeń, wciąż obecny śmiercionośny głód i ubóstwo, porzucone i zaniedbane dzieci, mamy prawo myśleć, że daleko nam do spełnienia ewangelicznej wizji. Dodajmy do tego ubóstwienie mamony (możemy to nazwać prawami wolnego rynku) i oparty o nią wyścig szczurów, rujnujący szanse na braterstwo, by przejąć się stanem świata wokół nas.
I wielu chrześcijan przejmuje się. Wypowiadają słowa zgorszenia na modlitwie: Boże, do czego dopuszczasz! lub w skargach do najbliższych: Nie ma miejsca dla Boga! (co za chwilę wyśpiewamy w pastorałce: „Nie było miejsca dla Ciebie”). Modlitwa może być wygodną formą ucieczki, użalanie się wsparte religijnymi emocjami może trochę poprawić humor. Ale ani jedno ani drugie nie zmienia faktów.
Bohaterowie dzisiejszej Ewangelii pozostaną niedoścignionym wzorem dla chrześcijan podłamanych stanem świata. Nie stanęli pod drzwiami zatłoczonego domu, gdzie przebywał uzdrawiający Jezus i nie wznieśli kilku psalmów prośby: „Niech zostanie uzdrowiony!”. Nawet nie narzekali na wścibskie tłumy, które zatarasowały dostęp do Jezusa. Zadziałali. „Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób go – paralityka – wnieść i położyć przed Nim, wyszli na płaski dach i prze powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa.” (w wersji, którą znajdziemy u św. Marka, przyjaciele paralityka rozebrali dach!).
Świat nie zbliży się do ideału ewangelicznego przez wyizolowaną modlitwę i narzekanie. Zmienia się jednak dzięki woli zmiany, dzięki działaniu i pomysłowości. Tych cech brakuje na pewno większości chrześcijan dziś. I dlatego komercja kradnie nam Boże Narodzenie, kolejne rządy uchwalają prawa homoseksualistów do adopcji dzieci, zapadają decyzje o możliwości eutanazji. Powoli świat urządzany jest coraz bardziej antyewangelicznie. Przy rosnącej ilości zdrowasiek i wzmożonym płaczu wiernych chrześcijan. Obietnice rozkwitającego stepu i fontann tryskających na pustyni, jak wieści dziś Izajasz, wymagają od każdego z nas woli działania, budowania, zaangażowania, ujęcia spraw świata w swoje ręce. Moc do takiej walki daje modlitwa. Boże Narodzenie jest wciąż historią niedokończoną, której realizacja zależy dziś od nas.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,