DROGA ŚWIATŁA

Imperatyw szukania, w głębi siebie samych, prowadzić może do bardzo różnych doświadczeń. Jednym, z których łatwo zrezygnować, ze względu na jego niepewność, jest droga ku światłu.
Próbując szukać Boga we własnym sercu, warto iść za wewnętrznym światłem. Z pozoru może się to wydać banalną metaforą, niemniej poruszając się w dziedzinie swoich pragnień, myśli, odczuć, poruszeń woli, natrafimy na takie, które nie sposób inaczej nazwać jak światło.
Generalnie doświadczenie duchowe charakteryzuje się pewną nieokreślonością (zwłaszcza w zderzeniu z oczywistością zajęć codziennych), ale dzięki cierpliwemu schodzeniu we własną głębię, nauczymy się odnajdywać w sobie to, co jest wewnętrznym światłem. Pan światłem i zbawieniem moim – czytamy podpowiedź w psalmie (27), Była światłość prawdziwa – potwierdza św. Jan, światło, które jest w tobie – św. Łukasz, to tylko niektóre biblijne topiki, odsyłające do doświadczenia światła w wewnętrznej podróży, której celem jest szukanie żywego Boga.
Pójdź za światłem swojego serca, za światłem myśli, drgnień woli, amplitudą pragnień. Niekiedy wystarczy jedna myśl, pełna światła, aby odkryć przejmującą bliskość Boga, Jego żywe pulsowanie w nas, ofiarowanie się nam w niewymownej bliskości. Przy czym myśl taka okazuje się być czymś najbardziej naszym, tożsamym z naszym własnym „ja”, jakby nieoczekiwanym odkryciem istotnego ogniwa we własnej genealogii, z okrzykiem : „To ja!”.
Oczywiście, zawsze łatwiej jest zastąpić poszukiwanie Boga we własnym wnętrzu, jakimś magicznym gestem: włączenie radia katolickiego, odmówienie jakiejś modlitwy naprędce gwarantującej czynność religijną (np. pacierz) czy jakaś pobożna deklaracja (np. „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus…”).
Pójdź za światłem, niezawodnym przewodnikiem serca.

Itinerarium , , , , , , , ,

MOWA SERCA

O Tobie mówi moje serce:
„Szukaj Jego oblicza!”
Będę szukał oblicza Twego, Panie. (Ps 27)

Musimy, chcąc doświadczać Żywego Boga, pozbyć się wszystkich iluzji i zacząć od swojego serca. Poprzednie dwa odcinki Itinerarium poświęcone były zagrożeniom na drodze autentycznego doświadczenia Boga. Pewnie nieraz wrócimy do tych kwestii.
Pierwszym ważnym krokiem na drodze doświadczenia Żywego Boga jest zwrot ku własnemu wnętrzu, zgodnie ze światłem psalmu. O Tobie, mówi moje serce: Szukaj Jego oblicza! Wewnętrzny, silny imperatyw: Szukaj. Zwróć uwagę, że w odpowiedzi na pytanie o szukanie Boga najczęściej dziś usłyszysz odpowiedź: pójdź tu i tu, wyspowiadaj się, pojedź do (Częstochowa, Lourdes, etc.), zrób to czy tamto, porozmawiaj z tym lub tym, zacznij odmawiać tę lub inną modlitwę, zajmij się jogą lub medytacją transcendentalną. Różne wskazówki, których cechą wspólną jest ruch na zewnątrz, tak jakby istniało jakiekolwiek uprzywilejowane miejsce, słowo, technika czy zachowanie, mogące sprawić, wywołać obecność Boga (dochodzi do tego dziś tendencja wskazywania na jakieś radio, telewizję czy partię, które rzekomo bardziej stwarzają możliwość zbliżenia do Boga). Tymczasem objawienie wskazuje nam drogę do wewnątrz, do doświadczenia serca, podróż do głębi. O Tobie mówi moje serce! Serce! Najrzadziej odwiedzane przez nas sanktuarium, choć najbliższe nam. Z prawdą, że ktoś, kto nie poszedł do świątyni serca, nie spotka Boga w żadnej innej świątyni.
Niebezpieczeństwo jest takie, że ten imperatyw: Szukaj Jego oblicza!, może nie dojść do głosu w nas. Trzeba ogromnej woli wyciszenia, skupienia i namysłu, aby ten głos rozbrzmiał w nas, budząc serce do szukania. Dokąd ten imperatyw prowadzi? Różnie. Najpierw pozwól, aby doszedł w tobie do głosu.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

CZY GO SZUKASZ?

Szukajcie, a znajdziecie.

Szukanie zawsze grozi naruszeniem status quo, które już znamy i lubimy. Te czy i inne formy doświadczenia religijnego są nasze, dekretujemy w nich obecność Boga. Przestajemy szukać Boga na rzecz obłaskawiania niejako Jego obecności. W miejsce żywego Boga, którego wciąż trzeba szukać, mamy zorganizowany kult religijny, ceremoniał, grę z dobrze znanymi regułami. Zaczynamy w tej grze uczestniczyć, niejako mając z głowy to, co należałoby zrobić w odniesieniu do Boga. Religia staje się zbiorem wyuczonych zachowań, nie wymagających zaangażowania ani umysłu ani serca, z czasem przekształcając się w system instytucji i praw. Żywy Bóg, którego mamy szukać, schodzi na odległy plan. Więcej mówi się wówczas o etyce i moralności, o prawie i posłuszeństwie, o strukturach religii (np. Kościół), o ciągłości tradycji i wadze rytuałów, mniej albo okazjonalnie o samym Bogu.

To właśnie każdemu z nas grozi, wygodne przyjęcie, że formy i sposoby doświadczania Boga, są już określone i zdefiniowane. Wystarczy zrobić to czy tamto, a już na pewno Bóg będzie prawie w naszej kieszeni. Ponieważ szukanie Boga pociąga za sobą ryzyko głębokiego naruszenia status quo, godzimy się na coś, cokolwiek, co by gwarantowało nam posiadanie Boga.
Abraham doświadczył Boga w drodze (do Ziemi Obiecanej), świętemu Pawłowi dane było doświadczyć obecności Jezusa w drodze (do Damaszku), święty Jan od Krzyża na sposób mistyczny spotkał Boga w drodze (na Górę Karmel). Kiedy zadasz sobie to pytanie, czy naprawdę zrobiłeś coś istotnego, aby spotkać się z Żywym Bogiem, być może odpowiedź będzie smutna. Być może nigdy nie podjąłeś próby szukania Go a zadowoliłeś się opowieściami o Nim, obrazkami, wygodnymi formułami robienia czegoś pobożnego. Ale czy jest bardziej fascynujące pytanie i poszukiwanie? I czy właśnie nie powinieneś zacząć Go szukać?

Ps. A propos wczorajszego ITINERARIUM – „God TV”

GOD TV EXIST!
Wczoraj snułem rozmyślania na temat ewentualnego powstania God TV. Rzeczywistość wyprzedziła moje przewidywania. God TV nadaje – na platformie Cyfra +, nawet w Polsce.

Satelitarna stacja chrześcijańska GOD TV założona kilka lat temu przez małżeństwo Rory i Wendy Alec pochodzące z Afryki Południowej zwiększa swój obszar nadawania. Stacja nadaje dwa programy – GOD Channel i REVIVAL Channel – pierwszy z nich jest programem dostępnym dla wszystkich posiadających cyfrowe tunery satelitarne oraz odbiorców kablowych w wielu krajach, drugi jest kodowany i dostępny za opłatą. Do niedawna oba kanały emitowane były z okolic Londynu i dostępne na całym obszarze Europy

Znalazłem też ciekawy tekst na jej temat
Spędziłem ostatnio kilka dni u przyjaciółki, która własnie zainstalowała sobie Cyfrę +. Wśród ok. 300 kanałów, które odbiera (w tym jakieś 50 arabskich, chińskie, srilankańskie, i czort jeszcze wie jakie i po co ) jest też stacja, która się nazywa “GOD TV”. Mam pytanie, jeśli ktoś z Was ma Cyfrę: co myślicie o tej stacji?

Mi pod pewnymi względami się podoba:
– głoszenie Ewangelii.
– porywające kazania.
– dużo dobrej chrześcijańskiej muzyki.

Ale mam też zastrzeżenia:
– nazwa. Nie no kurcze! Skomercjalizowali Boga.
– nabożeństwa przypominające show.
– nabożeństwa charyzmatyczne, w których (widać to!) pastor pcha ludzi, że padają, a potem się twierdzi, że to działanie Ducha Św. ich powaliło.
– cały czas kazania, kazania, kazania i nabożeństwa, jakby się do tego tylko chrześcijaństwo ograniczało. Mało natomiast reportaży o życiu chrześcijan na świecie. To taki “telewizyjny mega-kościół”.

Niemniej prawdopodobieństwo znalezienia Boga w „God TV” jest takie samo jak spotkanie niedźwiadka w popularnym piśmie dla dzieci „Miś”, podobnie jak spotkanie Maryi w „Radiu Maryja” równa się szansie wdychania ożywczego tlenu przy lekturze tygodnika „Ozon”.

Itinerarium , , , , , , , , ,

GOD TV

Każdemu z nas grozi zastąpienie poszukiwania żywego Boga jakąś gotową formułą, jakimś miejscem, przedmiotem, rytuałem czy modlitewnym zaklęciem. Najlepiej taką formułą, w której coś byłoby bezpośrednio DANE nam, bez konieczności zaryzykowania. Być może to efekt wpływu TV, która wszystko daje niejako pod nos, bez konieczności wykonania jakichkolwiek większych wysiłków. Wystarczy nacisnąć odpowiedni numer kanału, choć nikt jeszcze nie wpadł na pomysł GOD TV. Może TVP, po kanale tematycznym Kultura, po nadchodzących wkrótce zmianach pokusi się o kanał tematyczny Bóg? Pan Bóg też mógłby nie taić swojego komórkowego telefonu i od czasu do czasu puścić popularną „strzałkę”, tyle znaczącą, że jest i że pamięta. Odpowiedzielibyśmy, jak często bywa w innych sprawach, szybkim ruchem prawego kciuka po klawiaturze komórki, wystukując np. „Ja też”.
Przeważająca część ludzi, chrześcijan także, nie szuka dzisiaj Boga. Złudnie myśli, że jest On dany, niejako już znaleziony, „opakowany” w Biblię, sakramenty, różaniec czy koronkę do miłosierdzia. Mieszka w każdym kościele – a żeby nie było nam za daleko do Niego, budujemy coraz więcej kościołów. Trochę bardziej mieszka w Częstochowie, Łagiewnikach (od niedawna), Licheniu i nawet chyba w Wadowicach (od niedawna także). Jego ulubione miejsca to Rzym, Lourdes, Fatima i Medjugorie. Dlatego tam jeździmy. Znacznie bliżej do Niego w Toruniu, skąd nadaje Radio Maryja, niż z Kopca Kościuszki w Krakowie, gdzie nadaje bezbożny RMF. Dlatego w celu religijnym lepiej słuchać Torunia. Ogłaszamy przeróżne patenty, dzięki którym „na pewno”, „bez wątpienia”, „w cudowny sposób”, posiądziemy Boga. Nie szukamy Boga, chcemy Go wziąć, przyjąć, posiąść. Przecież tak łatwo o wszystko dzisiaj.

Tymczasem, bez zmian: Szukajcie, a znajdziecie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

ZNÓW CZEKAMY NA CHOINKĘ?

Zob. czytania na dziś.
W kościołach znikają powoli żłóbki, już czas dekoracje bożonarodzeniowe zdjąć. Kolędy będą się mieszać ze zwykłymi pieśniami. Choinki powędrują do śmietników. Kto jeszcze pamięta o prezentach – chyba ten, kto się zadłużył przed Świętami. I znów cały długi rok do Świąt, tych najpiękniejszych w roku, tych, które mają przynieść jakąś przemianę. Tegoroczne przyniosły? I następne nie przyniosą.
Istnieje niebezpieczeństwo zaklęcia się w religijną, ale i całożyciową, cykliczność. Powtórki, nawroty, te same święta co rok, te same nadzieje i te same złudzenia. Rzeczywiście, organizacja życia religijnego wymaga jakichś dat, wspomnień, słowem kalendarza. Niemniej nasze życie zdecydowanie ma charakter linearny, nigdzie nie powracamy przy okazji tych czy innych świąt. Albo rozwijamy się, przybliżamy do określonych celów, dzień po dniu i rok po roku, albo przeciwnie, stoimy w miejscu lub nawet dokonuje się jakaś degeneracja.
Jeśli nie potrafimy psychicznie i duchowo, wyrwać się z cyklu kalendarzowego, grozić nam może osiąganie każdego roku wyznaczanych przez różne święta, stanów emocjonalnych i nastrojów religijnych. To trochę tak, jakbyśmy co roku wbiegali na te same górki. I tak w Boże Narodzenie tą górką, na którą się drapiemy, jest stan radości, potem w Wielkim Poście stan powagi, w Wielkanoc upojenie życiem, we Wszystkich Świętych refleksja nad przemijaniem. Kołowrót nastrojów wyznaczany co roku przez święta i uroczystości. Oczywiście trochę w sukurs cyklom kalendarzowym przychodzi przyroda i jej zmienność, z podziałem na pory roku.
Rok 2006 już się rozkręcił na dobre, i żeby cię nie porwało, musisz wiedzieć czego naprawdę chcesz. Inaczej podpowiedzą ci okoliczności i strumień zdarzeń. A okoliczności będą podpowiadać nastroje (radości, powagi, refleksji, euforii), a stąd już niedaleko, żebyś zaczął w odpowiednim czasie kupować właściwe rzeczy, robić takie a nie inne rzeczy, nawet ubierać się i czesać. Może warto abyś z kartką i piórem stracił pół dnia z namysłem nad tym czego chcesz i jak to osiągnąć. Warto stracić te pół dnia, aby nie stracić całego roku.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

NIE ŁAM SIĘ!

Zob. czytania na dziś.

Kazanie na niedzielę Chrztu Pańskiego
8 stycznia AD 2006

– Gdyby wszyscy ludzie, albo przynajmniej większość, chcieli się skrzyknąć, można byłoby rozwiązać wiele problemów – przekonywał mnie młody człowiek.
– A jak myślisz – prowokowałem – czemu nie wszyscy chcą się skrzyknąć?
– Właśnie tego nie rozumiem.
– Może nie wszyscy chcą dobra?
– Czemu mieliby nie chcieć?
– Bo, na przykład, chcą pieniędzy, przede wszystkim. I jest im obojętne czy zdobędą je w dobry czy zły sposób.

Mam nadzieję, że nie speszyłem całkiem młodego entuzjasty przemiany świata. Ja też w nią wierzę. Kiedy czytam dziś w Ewangelii jak Jezus – poprzez wspominany Jego chrzest – wybiera się w świat z misją przemiany na dobre, to przecież nie był idealistą i nie zakładał, że od razu Mu się uda. Piękne zdanie z Izajasza, stosowane do misji Jezusa:Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, powinniśmy czytać często, zwłaszcza jak wydaje się nam, że nic nie dają próby przemiany świata. On nie zwątpił i nie załamał się nawet na krzyżu! Po to i my zostaliśmy ochrzczeni, aby nie zwątpić i nie załamać się.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

SOBOTA Z KRÓLESTWEM

Zob. czytania na dziś.

Zadziwiająco prosta jest dzisiejsza Ewangelia. Marszruta Jezusa ze słowem i dziełem. Nic zdaje się nie zaskakiwać i oszałamiać w tym opisie. Jest jednak drugi, głębszy plan. Jezus wypowiada istotę swojej misji: „Nawracajcie się”. Plus motyw – „Bliskie bowiem jest królestwo niebieskie.”
Nie możesz zwątpić, że te słowa – nic poza nimi – nie są aktualne dla ciebie dzisiaj. Nie możesz zwątpić, że ważna jest nawet drobna zmiana. Nie możesz zwątpić, że nawet najmniejsze dobro, jakie dziś uczynisz, ma sens. Ewangelia nie jest odświętnym manifestem, odczytywanym parę razy do roku. Ona domaga się twojego wysiłku każdego dnia.
Zrób śniadanie żonie. Pomyśl o ulubionym daniu twojego męża. Czas byś z synem poszedł na spacer. Babcia też czeka na twoją wizytę. A świętej pamięci dziadek na zdrowaśkę za jego duszę. Nawracaj się. Nic szczególnego się nie zdarzy. Ale królestwo niebieskie jest blisko. I jak blisko, zależy od ciebie.

Itinerarium , , , , , , , , ,

ŚWIĘTOWANIE NA DARMO

Zob. czytania na dziś.

kazanie na Uroczystość Objawienia Pańskiego
6 stycznia AD 2006

Przypominamy sobie dzisiaj Mędrców. Nie żadnych tam Króli czy Monarchów. I nie Trzech czy jak chcą poeci nawet Czterech.

Mędrcy, którzy porzucili wszystko i poszli za Gwiazdą, bo uwierzyli w Mesjasza, w Boga, który zamieszkał na ziemi.

Siedź spokojnie, pójdź do kościoła, bo inaczej grzech. Za czym jeszcze mógłbyś dziś, natychmiast pójść, porzucając wszystko?

Itinerarium , , , , , , ,

NAWRACANIE KLERYKÓW

Zob. czytania na dziś.

Od czasu do czasu mam okazję prowadzić zajęcia dla kleryków bądź diakonów w różnych seminariach. Podczas jednego z takich spotkań mówiłem sporej grupie diakonów o Cywilizacji Miłości (czyli idei Królestwa Bożego), realizowanej przez młodych ludzi (m.in. z naszego duszpasterstwa) w posłudze dla biednych, bezdomnych, chorych dzieci, młodych przestępców, uchodźców czy zagubionych. Jeden z diakonów, po wysłuchaniu przesłania, dość pryncypialnie zaatakował mnie, że to wszystko, realizacja Cywilizacji Miłości, to chrześcijaństwo sprowadzone do działalności społecznej. Tymczasem, zdaniem mojego adwersarza, ważna jest formacja, tzn. modlitwa, studium Biblii, adoracja i liturgia. Diakon ów, za kilka miesięcy miał być wyświęcony na księdza. Wyraziłem przekonanie, że to niezbyt szczęśliwe rozwiązanie, aby święcić kogoś, kto – pomimo deklaracji – wykazuje w myśleniu kompletny rozbrat z duchem Ewangelii.
– Nie czytał ksiądz – argumentowałem jak najbardziej biblijnie – że „byłem głodny, a daliście mi jeść…” , itd., że to sam Chrystus dał nam drogę solidarności jako pewną drogę zbawienia?
Apostoł Jan w swoim liście, dziś czytanym oddaje tę myśl dosadnie:
– Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swoje serce, jak może w nim trwać miłość Boga?
W naszym współczesnym rozumieniu chrześcijaństwa, miłość bliźniego, szczególnie jej wymiar „opcji na rzecz ubogich” (określenie m.in. Jana Pawła II), traktowana jest nadal jako nieszkodliwe hobby. Jednak w wizji ewangelicznej, pobożność, nie wypełniona miłością wobec ubogich, jest fałszywa i prowadzi do piekła (proszę czytać 25 rozdział wg Mateusza). Stąd ani modlitwa ani Msza ani lektura Biblii, nie są rękojmią zbawienia. Jest nią natomiast integralnie rozumiana miłość. To ona przekształca nas w córki i synów samego Boga i daje wstęp do życia wiecznego (znów dziś św. Jan):
– My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci.
Oczywiście, że nie mamy co liczyć na posunięcia polityków czy biznesmenów (choć należy się takiej opcji na rzecz ubogich od nich domagać), którzy – jak dotąd – nie mają w polu widzenia ubogich, odrzuconych i skrzywdzonych. Musimy liczyć na siebie. Na ogromną rewolucję miłości, na falę Cywilizacji Miłości, przemieniającą poszczególne osoby i odnawiającą struktury naszego wspólnego życia. Póki co, warto też nawracać na integralną wizję Ewangelii nawet diakonów.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

CUDOWNA CODZIENNOŚĆ

Zob. czytania na dziś.

Nie jest tak, że się nam rzeczy wielkie nie przytrafiają. Dzisiejsza Ewangelia mówi o spotkaniach, rozmowach, wizytach w domach, może nawet plotkach („Znaleźliśmy Mesjasza”). Żadnych z pozoru rzeczy wielkich. Jednak w całej perykopie rozgrywa się jakiś drugi plan, ten najważniejszy, jest dynamika słów, spojrzeń i gestów.

Jan „zobaczył” przechodzącego Jezusa, Andrzej z kumplem „usłyszeli” o tym. Poszli. Jezus ich „ujrzał”.
– Chodźcie a zobaczycie, gdzie mieszkam!
Poszli, zobaczyli, zostali na noc (od czwartej po południu). Andrzej spotyka Piotra:
– Znaleźliśmy Mesjasza!
Prowadzi do Jezusa brata, Piotra. A wtem bach, nowy wymiar:
– Będziesz nazywał się Kefas, tzn. Piotr, tzn. Skała.

Tyle rozmów, spotkań, wizyt dzisiaj. Zbawienie rozpostarte pomiędzy nami.

Itinerarium , , , , , ,