O cnocie roztropności (10)

Profesor Barbara Skarga powiedziała kiedyś, że najważniejszą z cnót jest roztropność. Wprawdzie trudno zdefiniować, czym jest roztropność, ale zwykle łatwo określić, kto jest człowiekiem roztropnym, a komu roztropności brakuje.

Mnie jej brakuje. I dlatego wiem, że do pewnych spraw się nie nadaję, bo zaraz narozrabiam jak pijany zając. A są takie sprawy i takie stanowiska, gdzie cnota roztropności jest niezbędna.

Te uwagi o roztropności to taki mój mały komentarz do tego, co wydarzyło się (a raczej czego brakowało) w pałacu prezydenckim w 40. rocznicę Marca 68. Wydaje mi się, że to bardzo elegancki (i roztropny…) komentarz. Piszę bowiem o braku pewnej cnoty, a nie o paskudnej przywarze: małości.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Zen (9)

Tydzień temu zapowiedziałem, że będzie coś z filozofii Wschodu. Coraz mniej liczni, ale za to zaskakująco wierni – czym jestem szczerze wzruszony – uczestnicy moich wykładów zauważyli, że w niedzielę „Spoza kruchty” nie było. A przecież ostrzegałem, że żarty się skończyły.

To nieprawda, że NIC nie było. Droga do poznania wiedzie przez pustkę.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , ,

Na półmetku (8)

Trójka, trójka z plusem i ocena celująca. Pozostali nie zaliczyli. Ale to i tak niezłe wyniki na półmetku. Najwyższy czas na pierwsze podsumowania, bo jesteśmy już w połowie wykładów z filozofii: w semestrze jest ich zwykle 15. Za odpowiedzi na kwestie z poprzedniego tygodnia trójkę z plusem otrzymuje Pan Łukasz, który na pytanie 1. odpowiedział: „Radio popełniało i popełnia błędy – za takie audycje zostaną wyciągnięte konsekwencje, prowadzący poszuka nowej pracy”, zaś na pytanie 2: „Sympatie polityczne (…) nie powinny i nie będą się pojawiać w takiej formie jak dotychczas – radio będzie apolityczne”. Tylko trzy plus, Panie Łukaszu, za plagiat: mówi Pan niczym nasz episkopat. A Pan chyba nie jest biskupem? Nieładnie się stroić w cudze szatki. Natomiast trójkę dostaje Pan Dariusz Kononowicz, redaktor naczelny studenckiej gazety „Alternatywa” (tak przy okazji gorąco to pismo polecam): „W obu przypadkach odpowiedziałbym: Osoba która tak mówi straciła właśnie pracę. Ale gdybym miał być bardziej dyplomatyczny powiedziałbym w pierwszym przypadku: Radio Maryja jest wolnym radiem i każdy ma prawo wypowiedzieć się na antenie. Natomiast wypowiedź prowadzącego jest niefortunnym sformułowaniem, za które zapewne przeprosi. W drugim przypadku: Najwyraźniej broszura była z brudzącego tuszu, może prosto z drukarni? Gdybym miał być sobą wywaliłbym wszystkich z RM i sformatował tak by były tam informacje modlitwy i rozkład mszy w kościele”. Tylko trója, Panie Dariuszu, za to, że nie jest Pan sobą. I jak mam wierzyć temu, co Pan pisze w „Alternatywie”? Ocenę celującą otrzymuje Pani Monika. Ale dla dobra Pani, Księdza, świętoduchowców i swojego własnego nie zdradzę, co Pani napisała. Pozostali uczestnicy seminarium, których liczba zmniejsza się w z wykładu na wykład, nie zaliczyli. Ale nie załamujcie się, to dopiero połowa semestru. Za tydzień będzie zagadka z filozofii Wschodu… Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , ,

Kognitywistyka (7)

Kognitywistyka jest dziś supermodna. Reprezentacje, obrazy świata, przedstawienia, światoobrazy i Bóg wie co jeszcze – ileż powstaje doktoratów i habilitacji! Absolutnie nie krytykuję. W mojej habilitacji, która, jak dobrze pójdzie, za jakieś 10 lat ujrzy światło dzienne, też zaroi się od reprezentacji, obrazów świata, przedstawień i wielu innych terminów, których jeszcze nie ma, ale będą. A ja oczywiście je poznam i wykorzystam, bo staram się być z literaturą na bieżąco.

Najogólniej, kognitywistyka bada to, co się dzieje w mózgu człowieka. A może nie w mózgu, lecz w umyśle, bo tylko materialiści (ergo – niewierzący, ergo – komuniści) nie odróżniają mózgu od umysłu.

Świetny materiał dla kognitywistycznych badań znajdziemy jutro (w poniedziałek) w „Dużym Formacie”. Ale już wczoraj „Gazeta Wyborcza” zamieściła fragmenty wywiadu z nowym prowincjałem redemptorystów.

Dziennikarz: Cytat z anteny Radia Maryja. Słuchacz: „W Oświęcimiu nigdy nie było komór gazowych (…) To propaganda lobby homoseksualistów amerykańskich”. Prowadzący o. Piotr prostuje: „Propaganda lobby żydowskiego”.

Prowincjał: Nie twierdzę, że Radio jest doskonałe.

Dziennikarz: Inny cytat z anteny: „Mam tu w ręku broszurę z programem SLD, nie wiem, jak ja po tym ręce domyję”. To sam ojciec Rydzyk.

Prowincjał: Radio wymaga reformy, szczególnie w kontekście zaangażowania politycznego.

Niestety, uczeni kognitywiści, żyjący w świecie reprezentacji, obrazów świata i przedstawień, takimi konkretnymi reprezentacjami stanów umysłowych się nie zajmują. Wolą przebywać w sferze bezpiecznych abstraktów. Jednak życie to konkret i filozofia od życia uciec nie może. Stany umysłu przejawiają się także w wypowiedziach.

Mam więc zadanie dla ewentualnych czytelników „Spoza kruchty”. Proszę o odpowiedź, co wy odpowiedzielibyście dziennikarzowi. Żeby nie było, że proszę o ujawnienie czytelniczych stanów umysłu, a sam swoich nie zdradzam, odpowiadam:

Na kwestię pierwszą: Jeśli prowadzący rzeczywiście tak powiedział, jest to czyste [tu, niestety, zadziałała cenzura mojej Żony, co świadczy o stanie jej umysłu].

Na kwestię drugą: Jeśli rzeczywiście tak powiedział, jest to czyste [tu też, niestety, zadziałała cenzura mojej Żony. Ale było to dokładnie takie samo słowo].

Czekam na maile, które oczywiście opublikuję. Ale mój umysł podpowiada mi, że tym razem nie dostanę żadnego.
Jak zapewne zauważyliście, moje pytania z filozofii są coraz trudniejsze. Na ostatnie dostałem tylko jedną odpowiedź. Dziękuję. Nagrody w postaci mojej porady jednak nie będzie, bo nic poradzić nie mogę: jest Pani znacznie mądrzejsza ode mnie.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , , , , , , , ,

O mądrości (6)

Zamiast wysłać kruchtę w sobotę rano, zwlekałem do północy. No i doigrałem się.

A zapowiadało się tak wspaniale…

Chodzi o zagadkę sprzed tygodnia, tę o drzwiach, bananach i milionie. Nikt nie podał prawidłowej odpowiedzi, co bardzo, ale to bardzo mnie ucieszyło. Bo myślałem, że tylko ja nie umiem racjonalnie myśleć. A tu proszę…, wystarczy, że nie da się wygooglać…

Wprawdzie jedna osoba trafiła, ale jako uzasadnienie podała intuicję. A jak wiadomo (już od czasów Platona), wiedza to nie tylko prawdziwe, ale i uzasadnione przekonanie. Intuicja to żadne uzasadnienie. No, gdyby jeszcze na intuicję powołała się kobieta, to może bym uznał i przyznał nagrodę w postaci mojej porady. Ale w przypadku mężczyzny nie ma mowy. My, mężczyźni, nie mamy intuicji. Więc jak ktoś wie, ale nie potrafi uzasadnić, to tak naprawdę nie wie.

Błędne odpowiedzi tak uśpiły moją czujność, że zamiast z samego rana w sobotę wysłać kolejny wykład z filozofii czekałem beztrosko do północy. No i masz! Pip, pip – mail, treści następującej:

„Ja drzwi nie zmieniam. I myślę: będzie, co ma być. A tak naprawdę, nie ma znaczenia, co tam będzie (…) Bo banan – wiadomo, żadna nagroda. W dodatku tuczy. Ale z drugiej strony, lepszy banan niż milion euro. Bo co zrobić z taką sumą? Co za dużo, to niezdrowo – jak mawia moja Mama. I ja przyznaję jej rację. A poza tym, od wieków wiadomo, że samo myślenie o pieniądzach psuje ludzi, więc z posiadania ich w takiej ilości nie może wyjść nic dobrego. Dlatego nie biorę udziału w konkursach, w których istnieje ryzyko wygrania nagrody materialnej.”

Ufff… Co tu zrobić? Wybór wprawdzie nieracjonalny, ale mądry. No i mamy filozoficzny problem: Jak się ma racjonalność do mądrości? Czy można być mądrym i nieracjonalnym zarazem? Oto zagadka na ten tydzień.

A nagrodę-poradę postanowiłem przyznać sobie: nie ciesz się zawczasu i nie odkładaj wszystkiego na ostatnią chwilę, bo będziesz miał nowe problemy.
A oto rozwiązanie zagadki sprzed tygodnia:

Trzeba zmienić swoją pierwotną decyzję i wskazać drugie drzwi. Szanse na wygraną rosną dwukrotnie! Trudno w to uwierzyć, ale tak jest. Otóż, w sytuacji wyjściowej, szansa, że za „naszymi” drzwiami są pieniądze, wynosi 1:3, natomiast szansa, że milion jest za „tamtymi dwoma” wynosi 2:3. W sytuacji końcowej szanse są dokładnie takie same, tyle, że z tych dwojga drzwi zrobiły się jedne!

Proste i logiczne? Nie do końca? Nie przejmujcie się, ja też tego nie rozumiem, ale tak jest i koniec. A kto nie wierzy, niech sięgnie do świetnej książki Keitha Devlina „Żegnaj, Kartezjuszu”, może zrozumie. Ja wprawdzie nie zrozumiałem, ale też nigdy nie uważałem się ani za mądrego, ani racjonalnego.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , ,

O racjonalności (5)

Człowiek powinien myśleć racjonalnie. Czyli, na przykład, zakładać, że jutro jeszcze nie będzie końca świata, więc warto dziś wieczorem posprzątać na biurku.

Może to nie jest dobry przykład, bo ja i tak nigdy nie sprzątam na biurku, a żonie nie pozwalam, choć się do tego pali. Aha, skoro już o żonie, to miała pewne pretensje, bo ostatnio napisałem, że oszukuję głównie siebie. A ona twierdzi, że oszukuję także ją. Oczywiście, czasem oszukuję, ale wydaje mi się, że u świętoduchowców obowiązuje doktryna, że mąż i żona to jedno, więc jak piszę, że oszukuję siebie, to chyba jasne, że ją też oszukuję. Tyle wyjaśnienia.

Ale ma być o racjonalności. No więc wyobraź sobie, ewentualny Czytelniku, taką oto sytuację:

Jesteś uczestnikiem telewizyjnego quizu. Przed tobą troje drzwi. Za jednymi jest czek na milion złotych (albo jeszcze lepiej: euro), za dwoma innymi banany (też fajnie, ale to jednak nie to samo). Możesz wskazać dowolne drzwi i zabrać to, co znajdziesz.

Prowadzący quiz wie, gdzie są konfitury, a gdzie banany, ale ma twarz nieprzeniknioną, jak Hubert Urbański w milionerach. Po długich wahaniach wskazujesz w końcu jakieś drzwi. Pan H.U. robi małpie miny, ale wcale ich nie otwiera, bo lubi dręczyć – w końcu za to mu płacą. W zamian otwiera inne drzwi, za którymi widzisz banana. I teraz pan H. składa ci wyjątkowo wredną propozycję: albo pozostajesz przy swoim pierwotnym wyborze, albo go zmieniasz i wskazujesz drugie drzwi, za którymi też może być milion. Ale za zmianę płacisz 10 zł.

Czujesz już, jak zaczynasz się pocić? Milion to niezła sumka. I myślisz sobie: jak to dobrze nie mieć wyboru, po co ten H.U. w ogóle się wtrącił. (O dobrodziejstwach braku wyboru będzie innym razem, bo to już wyższa szkoła jazdy, mądrość Wschodu, a my tu na razie jesteśmy na kursie podstawowym). No ale ad rem: zmieniacie drzwi, czy nie?

Googlajcie sobie do woli przez tydzień. I tak nic nie znajdziecie. Tym razem trzeba pomyśleć, a nie tak jak ostatnio wklepać dwa słowa i myk.

Dla ułatwienia dodam, że ja wybrałem nieracjonalnie. Ale chociaż już wiem, że wybrałem nieracjonalnie, to i tak gdybym miał wybierać jeszcze raz, wybrałbym tak samo. Człowiek stuprocentowo racjonalny jest jeszcze bardziej nieznośny, niż człowiek stuprocentowo cnotliwy.

Bohater zagadki z zeszłego tygodnia, Leszek Kołakowski, też nie zawsze postępował supercnotliwie i superracjonalnie, a wielkim filozofem i człowiekiem jest. Czego i wam życzę.
A oto nagrody-porady dla laureatów konkursu:
Dla Pani Agnieszki: Nie wystarczy znać tytuł eseju, trzeba jeszcze esej przeczytać, najlepiej ze zrozumieniem.
Dla Pani Marii: O godz. 3:20 należy spać, a jeśli już musimy czytać, to Kołakowskiego, a nie „Spoza kruchty”. W ostateczności można też czytać „Itinerarium”.
Dla Pani Rysbar: Odpowiadać wprost, bo to przecież ja daję zagadki.
Dla Pani Ewy: Przekazać dzisiejszą zagadkę Panu Karolowi. Taki mądry, a ciekawe czy rozwiąże…
Dla Pani Kasi: Nie udawać, że się nie wie, jak się wie.
Dla Pani Moniki: Mniej dbać o pamięć, bo jak się wszystko pamięta, to nie da się żyć.
Dla pozostałych nie mam porad, bo skończyły mi się pomysły.
Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , ,

O cnotach, kapłanach i błaznach (4)

Trzeba mieć wielką odwagę i wielką uczciwość wobec samego siebie, by wystąpić z Kościoła. Myślę, że niewielu ludzi dysponuje taką odwagą i uczciwością.

Odwaga i uczciwość to cnoty, a już od Arystotelesa wiadomo, że nikt cnotliwym się nie rodzi, charakter trzeba mozolnie kształtować, a nabyte w trudzie cnoty pieczołowicie pielęgnować.

Ja jednak się cieszę, że jestem nieco podszyty tchórzem i czasem trochę oszukuję, zresztą głównie samego siebie. Życie w cnocie byłoby dla mnie nie do zniesienia. Nie wiem, jak znoszą je cnotliwi.

Zgorszonym tym wyznaniem przypominam, że w każdym środowisku musi być i kapłan, i błazen. W Duchu też. Pewien filozof opowiedział się kiedyś za „filozofią błazna”, więc czuję się usprawiedliwiony. Kim jest ów filozof? Tylko bez googlania, bardzo proszę!

Zdziwionym, że jest zagadka, a miało jej przecież nie być, wyjaśniam, że kilkoro czytelników tak się wystraszyło, iż natychmiast nadesłali odpowiedzi na zagadkę sprzed dwóch tygodni. I nawet odgadli, że mądralą, o którego pytałem, jest Ludwig Wittgenstein.

Więc się złamałem i znowu (do odwołania) zamieszczam zagadki. W końcu filozof, o którego dziś pytam, pochwalał niekonsekwencję.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Lekcja trzecia

Sokrates łączył dobro z wiedzą. Uważał, że ludzie postępują źle z niewiedzy. Gdyby morderca wiedział, czym NAPRAWDĘ jest morderstwo, nigdy by nie zamordował. Gdyby oszczerca wiedział, czym NAPRAWDĘ jest oszczerstwo, nigdy by nie oczerniał. Itd.

No bo przecież ktoś, kto wie, czym jest ogień, nie włoży ręki do pieca.

Lubię to sokratejskie podejście. Jednak nie potwierdza go moje życiowe doświadczenie, a żyję już długo. Spotkałem bardzo wielu ludzi dobrych, a niewielu mądrych (konkretnie trzech). Ale i tak mam szczęście. Mogłem przecież spotykać samych niemądrych i złych.

A teraz o zagadce sprzed tygodnia. Nikt nie podał prawidłowej odpowiedzi. Nieprawidłowej zresztą też. Trudno, nagrody (w postaci mojej porady) nie będzie. Ani nowej zagadki, bo widocznie nie lubicie. Nie, to nie. A miałem naprawdę fajną.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , , ,

Wykład drugi

Jak ma być na poważnie, to będzie. Czyli dziś będzie o tym, dlaczego jest o niczym.

A naprawdę się starałem, żeby było o czymś.

Najpierw wymyśliłem coś o zakładzie Pascala. Potem coś z etyki. Napisałem to i to. No i się przestraszyłem. Wcale nie dlatego, że napisałem głupstwa. Przeciwnie, wcale nie napisałem głupstw i właśnie dlatego się przestraszyłem. Nie ma żartów z filozofią, wiem o tym od dawna.

Postanowiłem więc zastosować się do pewnej maksymy mądrego człowieka: „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”. Zagadka: Kim był ów mądrala?

A ewentualnym zawiedzionym, że poczytali sobie o niczym, przypominam pytanie Leibniza: „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”. Leibniz wiedział, że „nic” też istnieje, tylko rzadziej.

A oto najciekawsze odpowiedzi na pytanie sprzed tygodnia: Skąd dobro? Nagrodą dla autorów są moje porady.

1. Mój proboszcz raczej nie uważa, że dobro jest od Pana Boga. Ostatnio powiedział mniej więcej tak: „Mówią, że to był dobry człowiek. Co to w ogóle znaczy? To nic nie znaczy, jeśli on księdza po kolędzie nie przyjmował”.

Porada: Zmienić kościół parafialny na rektoralny.

2. Zło (a przynajmniej spora jego cześć dotycząca życia społeczno – politycznego w Polsce) pochodzi z „Gazety Wyborczej”. Zachęcam do przeczytania ” Michnikowszczyzny” Rafała. A. Ziemkiewicza.

Porada: Więcej czytać, przede wszystkim „Gazety Wyborczej”.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , , ,

Filozofia. Lekcja pierwsza.

Żona twierdzi, że powinienem spoważnieć. W końcu jestem doktorem filozofii, a na dodatek kilkanaście lat pracowałem w „Gazecie Wyborczej”, wprawdzie w lokalnym dodatku, ale jednak. Nie bez znaczenia jest i to, że za dwa dni skończę 50 lat. Czas na zmiany.

Ja oczywiście wiem, że żonie chodzi wyłącznie o mój image. Gdybym naprawdę spoważniał, zaraz by twierdziła, że z nadętym burakiem nie wytrzyma i żebym się leczył.

W AD 2008 i w nowym image’u zajmę się sprawami poważnymi, filozoficznymi. Na początek: skąd zło? Opowieści, że zła tak naprawdę to nie ma, że zło to po prostu brak dobra, są bajeczkami dla grzecznych dzieci, które na maturze chcą zdawać religię, bo matematyka, fizyka, biologia, chemia i inne boże przedmioty są dla nich zbyt trudne. Ponieważ nie popieram takiego wyboru, nie podpowiem im, skąd zło, choć znam odpowiedź. Ale niech się grzeczne dzieci nie martwią: jeśli odpowiedzą, że zło to brak dobra, na pewno piątkę dostaną.

Natomiast prawdziwym problemem nie jest zło, a dobro, o które mało kto pyta. A przecież znakomita większość ludzi, których spotykamy, to dobrzy ludzie. Niektórzy tak dobrzy, że wręcz nieznośni. Aż się tęskni do tych złych, których jak na lekarstwo. Właściwie postawione pytanie brzmi: skąd dobro, skoro go tak dużo?

Oczywiście, jeśli odpowiecie, że od Pana Boga, macie piątkę gwarantowaną. Jest to odpowiedź prawidłowa, o ile przyjmiemy pragmatystyczną definicję prawdy. W dzisiejszych czasach taka definicja jest najlepsza.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,