TEN DZIEŃ

30 czerwca 2006

Uwierzyć w miłość. Od święta to jeszcze da się przyjąć. Brzmi nieźle (przypominam, że to zalecenie z Pisma Świętego). Kiedy powtarzam po raz trzeci (w Itinerarium), że trzeba w miłość uwierzyć, to dlatego, że jest to wiara niezwykła i nie prosta.
To wiara, która dotyka sensu naszego istnienia. Można go zagłuszyć bezwiednym biegiem zdarzeń każdego dnia. W końcu coś tam zrobimy dziś, w ostatni dzień czerwca, gdzieś pójdziemy, o czymś pogadamy, gdzieś zadzwonimy i kogoś spotkamy.
Kiedy uwierzysz w miłość, ona wyjawi to, co najważniejsze. Inaczej oglądać będziesz życie. To nie będzie kolejny dzień. To będzie TEN DZIEŃ.

Itinerarium , , , , , ,

UWIERZYĆ W MIŁOŚĆ OD WEJRZENIA

29 czerwca 2006

Jeśli uwierzysz w miłość, oprzesz się nie tylko miażdżącej mocy pieniądza (kontynuując wczorajsze rozważania). Zaczniesz nowe życie, które jest nieoczekiwanym darem, niespodzianką i żywą radością.
Oczywiście wiara w miłość nie jest rodzajem studium najwyższej idei. Uwierzysz w miłość tylko dzięki człowiekowi. Którego pokochasz. Miłość nie bytuje poza ludźmi. W jakichś kwiatach czy roziskrzonym niebie. Jest nią drugi człowiek. Czasem trzeba się wytrwale doszukiwać jej w zapłakanej buzi dziecka, czasem w łachmanach bezdomnego, czasem w prostych rysach spalonego czoła wychylającego się spod wiejskiego beretu, czasem w mijanej pośpiesznie starej kobiecie ze śmietaną wiezioną na targ do miasta.
Wierzymy w miłość dzięki ludziom. Tym, których spotkamy dziś.

Itinerarium , , , , , , , , ,

O MIŁOŚCI CO WYPADŁA Z GRY

28 czerwca 2006

Czy uwierzyłeś już w miłość? Stary święty Jan, pisał o sobie i swoich kompanach: myśmy poznali i uwierzyliśmy miłości (pierwszy jego list). Jeśli nawet dla niektórych z nas, nie ma mocy argument, że tak widzi to Bóg, to skierujmy się do naszego doświadczenia. Doświadczenia, które podpowiada, że w pierwszej linii, miłość wypada z gry w starciu z pieniądzem.

Wszystko w naszym doświadczeniu, takim jakie niesie współczesność, zwłaszcza rosnąca rola pieniądza, przemawia przeciwko miłości. Szalona moc pieniądza, który faktycznie zarządza losem coraz więcej ludzi i narodów, praktycznie nie pozostawia miejsca ani czasu na pytanie o miłość i działanie według niej. Coraz częściej zresztą, dzięki wysiłkowi zastępów menedżerów, w papce reklamowej i medialnej, dokonuje się pojęciowego i emocjonalnego zbliżenia pieniądza i szczęścia, pieniądza i sensu, pieniądza i piękna, pieniądza i doznań intymnych, ostatecznie pieniądza i miłości. Podstawowym motorem, sercem, naszego życia i doświadczenia, stała się monetaryzacja. Miłość jest nieistotna, marginesowa, „out of game”, wyłączona z gry. Językiem sportowym, mundialowym, można by rzec, że nie mieści się nawet na ławce rezerwowych. Owszem, mówi się o niej i podchodzi jak do antyków, o których warto coś wiedzieć i coś z nich mieć, ale to nie wpływa w żaden istotny sposób na nasze życie.

Kiedy pada pytanie: czy uwierzyłeś w miłość, z pozoru jest to pytanie trywialne. Ale od siły tej wiary zależy twój sukces w starciu z cywilizacją monet i banknotów.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

WYRZUĆ PEPSI – BĄDŹ SOBĄ!

27 czerwca 2006

Paradoks, który musnęliśmy już wczoraj. Wielu ludzi, młodych szczególnie, żyje według zasady: żeby być sobą, muszę być kimś. Z palety ważnych wzorów (do „bycia kimś”), pompowanych przez media, bezwiednie czerpie się te, które można skopiować bezwysiłkowo. Dlatego : „bądź sobą, wybierz pepsi”, robi sporą karierę. W rzeczywistości sens ma inna fraza: „bądź sobą, wy…. pepsi” (wyrzuć np.).
Zasada autentyczności jest oczywiście następująca: żeby być kimś, musisz być sobą. A realizacja tej zasady najpewniej wiedzie drogą wyrzucania ze swojego życia wszelkich „uszczęśliwiających” przedmiotów, wszelkiej pepsi, ubrań, kosmetyków, gadżetów i kosztownych cudeniek. W ogóle, gdziekolwiek posłyszysz – poza rodziną (i to nie zawsze) i przyjaciółmi – że ktoś ma dla ciebie szczęście, zmykaj co sił. Chcą ci wyssać pieniądze.
Często myślę, że szczęście Jezusa żyło w Jego sercu. I zdolności podziwiania człowieka i życia, w swobodnym odniesieniu do Boga. Dziś zaszczuci bywamy setkami propozycji szczęścia, a konsumując je, nie mamy czasu, aby żyć. Szczęśliwie. I być sobą. By być kimś.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

NAJTRUDNIEJ

26 czerwca 2006

Najtrudniej jest być. W pierwszym rzędzie sobą. Ma się rozumieć, że czasem ktoś nawali makijażu, żeby być poważną panią i żeby nikt od panienek nie wyzywał – to durna młodość. Sobą bywamy gdzieś tam w środku nocy. Nikt nie widzi. Nie słyszy. Nie ocenia. Na poranek już mamy scenariusze „bycia kimś”. To się poperfumujemy, to jakiś cytacik inteligentny. Piękniejsi. Mądrzejszy. Lepsi.
Najtrudniej być z innymi. Łatwiej skład przedmiotów zamiast siebie dać (z jakiej to mądrej piosenki ?). Rozgrywamy zatem komedie, tragedie, romanse i wieloaktowe dramaty.
Najtrudniej jest być sobą przed Bogiem. Jesteśmy pobożni, święci, Boże dzieci idealne. A na piersiach ani śladu prawdy – siniaków po wyznaniu nędzy.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

WIARA NA NASZEJ ŁÓDCE

25 czerwca 2006

kazanie na XII niedzielę zwykłą
25 czerwca 2006 AD

Trochę pokołysało łodzią i zaraz raban na całego. Giniemy! Koniec świata! Zawsze robimy awanturę wszystkim naokoło jak nam nie idzie i gdy nasza łódka za bardzo się rozkołysze.

Nie wierzymy w ludzi. Za często nas zawodzili. Nie wierzymy w życie, bywa nieobliczalne. Nie wierzymy w świat, bo rzadko bywa nam przychylny. Nawet w Boga nie wierzymy, bo krzyczymy, a nasze łódki mimo to na dno idą. Nie wierzymy w siebie, bo jesteśmy tylko ludźmi. I tak niewiara jest naszym chlebem powszednim, którym opychamy się od rana do wieczora.

Dlatego dzisiaj trochę pogadajmy, z przyjacielem, o życiu i o sobie. Wsączy się wtedy wiara, jak przez kroplówkę, w nasz suchy świat. Porozmawiajmy. Wiara skryła się w ciepłych słowach, w niedzielnej kawie, spacerach rodzinnych i na ławeczce w końcu parku. Ta wiara, która uspakaja nasze chwiejne łódki, daje siłę, by się zerwać i wygrać swoje życie.

Ewangelia na niedzielę 25 czerwca 2006
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Mk 4, 35-41 Uciszenie burzy na jeziorze.
Gdy zapadł wieczór owego dnia, Jezus rzekł do swoich uczniów: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?» Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

POKUSA IDEAŁU

24 czerwca 2006

Nie przejmuj się jak się pogubisz. Choć na bezdrożach nie ma ludzi, Bóg włóczy się wszędzie. Nie przeklinaj siebie za pomyłki i błędy. Czasem nie ma innej drogi by pojąć sens życia.
W ogóle rzadko pamiętamy, że daleko nam do ideału. Wolelibyśmy osiągnąć ideał, aby spełnić sen o bóstwie.
Ten dzień masz po to, aby w prostej radości popatrzeć na swoje życie i ucieszyć się. Że jesteś. Jaki jesteś.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ŚWIĘTO SERCA

23 czerwca 2006

kazanie na uroczystość Najświętszego Serca Jezusa

23 czerwca AD 2006

Dziś jest święto serca. Najświętsze jest tamto, bosko-ludzkie. Nasze są byle jakie. Chciwe. Lękliwe. Zaborcze. Skurczone. Zawistne.
Dziwną pępowiną, to ludzkie, silnie się trzyma naszych portfeli. Samochodów i pokoi, gdzie nam dobrze. Pielęgnujemy w nim najchętniej cuchnące bajora goryczy, po doznanych porażkach, krzywdach i zawodach. Jak to wyrzucić? Czy ktoś zna sposób? – pytamy, jakby nam tylko pozostało pompować dalej ścieki brudne w święte studnie naszych serc.
A przecież serce, w zamiarze odwiecznym, to ogród. Jest tam Ławeczka Spokoju, na której przysiąść mogą wszystkie strachy i spokojnie zasnąć. Są Alejki Nieskończonej Dobroci, gdzie uszczkną coś dla siebie wszystkie głodne dusze. Jest Zaułek Ciszy, gdzie pomilczeć można po zgiełku największych ulic. Jest Źródełko Bystre, gdzie tryska figlarnie potok radości, a pić z niego można nawet o trzeciej nad ranem.
Może być serce wielkie, formatu od samej ziemi po ósme piętro nieba. Rośnie na największe przez miłość.
Dziś jest święto serca. Zajrzyj, popatrz, policz inwentarz. Po co tam trzymać graty zbędne – zmartwienia, urazy, bóle, zdyszane pretensje? Już lato piękne. Pozwól rosnąc swemu sercu.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

TOPLESS

22 czerwca 2006 Śmiesznie. Zadzwoniła do mnie Pani (pobożna, bo zaczęła od chwalenia Pana Jezusa), z gazety (niepobożnej, bo widziałem), z pytaniem na czasie. „Co Kościół sądzi o opalaniu się topless?”. Wymigałem się od odpowiedzi, bo przecież to kwestia dla teologów (moralistów) i etyków. Zresztą z jakimś lekkim rozdrażnieniem odbieram pytania w rodzaju: Co Kościół sądzi o …. I tu jest już dowolna kwestia. Po pierwsze zwykle takie pytania zmierzają do pokazania jak bardzo „to, co sądzi Kościół”, odległe jest od tego, co myślą ludzie. Po drugie jest moda na to, żeby wciąż „Kościół coś sądził”, w takiej czy innej sprawie. I o zalewie chińskimi truskawkami polskich sklepów i o słabej kondycji polskich piłkarzy. Po trzecie nie zawsze wiem, co Kościół sądzi, nawet jeśli coś sądzi w jakiejś sprawie. Mam takie wrażenie, że za chwilę Kościół przestanie się zajmować Bogiem i Ewangelią i będzie bez przerwy niemal „sądził”, w dowolnej sprawie. Ktokolwiek czuję się Kościołem – zachęcam do Ewangelii i Żywego Pana Boga. A w kwestii topless? Sądzę … , że Pan Bóg jest za topless. Czytając Księgę Rodzaju, śmiem nawet twierdzić, że Adam i Ewa do opalania używali nie tylko topless, ale nawet – topless plus downless.

Itinerarium , , , , , , , , ,

PATRZEĆ W NIEBO

21 czerwca 2006

Dziś, o 14:26, na Lubelszczyźnie może wcześniej trochę, przyjdzie na niebie lato. Nowa pora roku. Jedna z prefacji mszalnych tę zmianę przypisuje (patrz niżej) ingerencji samego Boga. Możemy bardzo się wysilać – fizycznie czy mistycznie – aby jakoś chwycić Boga za nogi. Przeważnie łapiemy własne myśli i złudzenia. Dziś istotą Itinerarium jest po prostu spojrzenie na niebo. O czternastej dwadzieścia sześć. Lub o którejkolwiek innej godzinie.
Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe a dla nas zbawienne, abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie wychwalali, Panie, Ojcze niebieski, wszechmogący i miłosierny Boże. Ty stworzyłeś wszystko, co jest na świecie, i sprawiłeś, że zmieniają się pory roku. Ty stworzyłeś człowieka na swoje podobieństwo i poddałeś mu wszechświat godny podziwu, aby w Twoim imieniu panował nad całym stworzeniem i chwalił Ciebie w Twoich dziełach, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Bardzo serdecznie polecam i zachęcam do współpracy przy letnim „Brzegu Tajemnicy”.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,