O cnotach, kapłanach i błaznach (4)

Trzeba mieć wielką odwagę i wielką uczciwość wobec samego siebie, by wystąpić z Kościoła. Myślę, że niewielu ludzi dysponuje taką odwagą i uczciwością.

Odwaga i uczciwość to cnoty, a już od Arystotelesa wiadomo, że nikt cnotliwym się nie rodzi, charakter trzeba mozolnie kształtować, a nabyte w trudzie cnoty pieczołowicie pielęgnować.

Ja jednak się cieszę, że jestem nieco podszyty tchórzem i czasem trochę oszukuję, zresztą głównie samego siebie. Życie w cnocie byłoby dla mnie nie do zniesienia. Nie wiem, jak znoszą je cnotliwi.

Zgorszonym tym wyznaniem przypominam, że w każdym środowisku musi być i kapłan, i błazen. W Duchu też. Pewien filozof opowiedział się kiedyś za „filozofią błazna”, więc czuję się usprawiedliwiony. Kim jest ów filozof? Tylko bez googlania, bardzo proszę!

Zdziwionym, że jest zagadka, a miało jej przecież nie być, wyjaśniam, że kilkoro czytelników tak się wystraszyło, iż natychmiast nadesłali odpowiedzi na zagadkę sprzed dwóch tygodni. I nawet odgadli, że mądralą, o którego pytałem, jest Ludwig Wittgenstein.

Więc się złamałem i znowu (do odwołania) zamieszczam zagadki. W końcu filozof, o którego dziś pytam, pochwalał niekonsekwencję.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Comments are closed.