Nie mogę sobie odmówić przyjemności przepisania w kruchcie wiersza z nowego tomiku Wisławy Szymborskiej. Wiersz nosi tytuł „Nieczytanie”. A na samym końcu dodam coś od siebie, choć wiem, że nie bardzo wypada dodawać cokolwiek do wierszy. A poza tym to nieco wstydliwe wyznanie.
Do dzieła Prousta
nie dodają w księgarni pilota,
nie można się przełączyć
na mecz piłki nożnej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.
Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.
Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,
choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.
Tu ja z jakimś facetem.
Tam chyba mój eks.
Tu wszyscy na golasa,
więc gdzieś pewnie na plaży.
Siedem tomów – litości.
Nie dałoby się tego streścić, skrócić,
albo najlepiej pokazać w obrazkach.
Szedł kiedyś serial pt. Lalka,
ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.
Zresztą nawiasem mówiąc, kto to taki.
Podobno pisał w łóżku całymi latami.
Kartka za kartką,
z ograniczoną prędkością.
A mu na piątym biegu
i – odpukać – zdrowi.
No to teraz czas na wstydliwe wyznanie. Straconego czasu poszukiwałem w czasie studiów i poszukiwania zakończyłem w połowie trzeciego tomu. Obiecuję sobie, że resztę przeczytam na emeryturze, która tuż, tuż. Na emeryturze nauczę się też angielskiego, niemieckiego i francuskiego. Nie mogę także wykluczyć, że pójdę do spowiedzi.
No, ale z ręką na sercu, kto z Was przeczytał więcej niż dwa i pół tomu? Bo że znacie języki i biegacie do spowiedzi co tydzień, to nie wątpię.
Jan Pleszczyński

