JEZUS NASZYCH CZASÓW

O Jezusie śpiewa się piosenki (takie sobie), pisze wiersze i poematy (takie sobie, choć kilka jest niezłych), a liczba obrazów (wrr, przeważnie kiepskich) jest horendalna.

Jezus jest bohaterem sztuk teatralnych, musicali, symfonii, komiksów, słuchowisk, seriali i wielkich produkcji kinowych. Wszystko to jednak odsuwa od nas pytanie, kim On jest. Nie jestem wrogiem obecności wiary w przekazie kultury, ale ta „wszechobecność” osoby Jezusa we wszystkich możliwych formach jej wyrazu, przesuwa Go do roli bohatera, herosa, idola i supergwiazdy.

Wszędzie niemal mamy do czynienia z jakimś wyobrażeniem Jezusa, często kreowanym zgodnie z aktualnie obowiązującymi standardami, w celu uzyskania gratyfikacji finansowych. Irytują mnie tzw. próby „przybliżania Jezusa współczesnemu człowiekowi”, w gruncie rzeczy osłabiające wyrazistość Jego osoby i przesłania. Otrzymujemy, wskutek tych zabiegów, jakieś dziwaczne kreacje Jezusa, niby bardziej przystępnego, ale już innego niż ten, którego znamy z kart Ewangelii.

A tu znajdujemy postać Jezusa, niezwykle trudną do zaakceptowania. Człowiek, który mienił się Synem Boga, który obiecywał zbawienie dla idących bolesną drogą krzyża i ogołocenia. Człowieka, który skonał w mękach na rozgrzanym wzgórzu, opuszczony przez niemal wszystkich.

Łatwo nam iść za popularnym idolem, supergwiazdą podziwianą przez cały świat, zwycięzcą plebiscytów i misterem urody. Ale jak opowiedzieć się za Mesjaszem, który zaprasza do cierpienia, ubóstwa, pokory, noszenia krzyża? W zamian zapowiadającego mglistą przyszłość zmartwychwstania i wiecznego szczęścia.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 50,5-9a)
Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który Mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze Mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do Mnie! Oto Pan Bóg Mnie wspomaga. Któż Mnie potępi?

(Ps 116A,1-6.8-9)
REFREN: W krainie życia będę widział Boga

Miłuję Pana, albowiem usłyszał
głos mego błagania,
bo skłonił ku mnie swe ucho
w dniu, w którym wołałem.

Oplotły mnie więzy śmierci,
dosięgły mnie pęta otchłani,
ogarnął mnie strach i udręka.
Ale wezwałem imienia Pana:

„O Panie, ratuj me życie!”

Pan jest łaskawy i sprawiedliwy,
Bóg nasz jest miłosierny.
Pan strzeże ludzi prostego serca:
byłem w niewoli, a On mnie wybawił.

Uchronił bowiem moją duszę od śmierci,
oczy moje od łez, nogi od upadku.
Będę chodził w obecności Pana
w krainie żyjących.

(Jk 2,14-18)
Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy /sama/ wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków.

(Ga 6,14)
Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z Krzyża Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.

(Mk 8,27-35)
Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: Za kogo uważają Mnie ludzie? Oni Mu odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków. On ich zapytał: A wy za kogo mnie uważacie? Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.


Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

Arachnofobia

Trochę wstyd się przyznać, ale co tam, nie do takich rzeczy się już przyznawałem. Otóż, cierpię na dość pospolitą, ale jednak dla mężczyzny nieco wstydliwą przypadłość: arachnofobię.

Moja Żona mogłaby o tym dużo opowiedzieć. Jak zobaczę pająka w mieszkaniu (a w lecie naprawdę jest ich dużo) to dosłownie drętwieję. Grobowym głosem mówię: pająk. Wtedy Żona idzie do kuchni po specjalny słoik po dżemie, nakrywa pająka, od spodu podkłada tekturkę i wyrzuca potwora przez balkon.

Tak na marginesie, jeden z dwóch przyjaciół, jakich mam, najzupełniej serio twierdzi, że to niewłaściwe zachowanie, bo wielki, tłusty, włochaty pająk jednak swoje waży i upadku z drugiego piętra może nie przeżyć. Ale my tak wrażliwi nie jesteśmy.

No, ale ad rem. Na początku września kilka dni spędziliśmy na wsi. I wieczorem, na firance, zobaczyłem pająka. Ale jakoś wcale nie zdrętwiałem i nie zawołałem Żony. Słoika i tekturki nie było, więc spróbowałem zwabić go na gazetę. Oczywiście okazał się sprytniejszy ode mnie i uciekł. A my spokojnie położyliśmy się spać, wcale się nie przejmując, że gdzieś w pokoju jest wielki pająk.

Bo w wiejskim domu pająk jest czymś naturalnym.

I tak sobie myślę, że kiedy dręczą nas różne fobie, a wiem z doświadczenia, że wielu świętoduchowcom też nie są obce, warto czasem spojrzeć na nie z innego miejsca.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , ,

SZCZĘŚCIE MOTYLA

Motyle rzeczywiście skaczą z kwiatka na kwiatek. I z tego powodu dostały się do porzekadła, niezbyt miłego.

Ale czy motyl ma skakać, to znaczy przefruwać, z listka na listek, albo z igły sosnowej na świerkową? Listki są takie same, igły także (poza tym niemiłe, bo kłujące), a kwiaty różne, kolorowe, miękkie, kosmate i pachnące. Taki motyl szuka piękna po swojemu i tak się spełnia w swoim istnieniu krótkim.

Żmijom zarzuca się w innym porzekadle, że się wiją i są śliskie. Wszędzie się wślizgną, przecisną i zmieszczą. Dzięki temu złowią coś do jedzenia i unikną schwytaniu. Brawo dla żmii, że radzi sobie, taka jaka jest.

Gorzej jest z osłem, któremu przypisano głupotę, choć to zwierzę potulne i miłe, choć powolne. Myślę, że tylko osły śmieją się z osłów, bo taki osioł w swoim powolnym oglądzie rzeczy, robi swoje.

My ludzie, zazdrośni i napuszeni, jak wezyrowie wszechświata, nawet zwierzęta i owady używamy, aby komuś się ponaprzykrzać, przypiec i ośmieszyć. Dlatego rzadko szczerze się śmiejemy, tłumimy okrzyki zachwytu i uważamy, że cisza nocna jest ważniejsza niż głośne szczęście. Przy okazji obrażamy Pana Boga, który stworzył skoczne motyle, śliskie żmije i powolne osły. Wolelibyśmy, aby poprzestał na pracowitych mrówkach, dumnych orłach i wiernych psach.

Itinerarium , , , , , , , ,

MODLITWA ZA ŻOŁNIERZA PIOTRA

Dzisiaj media przypominają zdarzenia z 11 września 2001 roku, atak na wieże w Nowym Jorku i inne cele w Ameryce.

Nie sądzę, aby zbyt wielu z nas powiązało tamtą datę z informacjami o śmierci przynajmniej trzech polskich żołnierzy w Afganistanie, w ostatnich dniach. Sekwencja zdarzeń była jednak taka, że po ataku na Amerykę, w odwet i próbę zlikwidowania terrorystycznych talibów, zaangażowały się wojska NATO, w tym i polskie. Dziś jest tak, że przez 8 lat wojny liczba talibów (odpowiedzialnych za ataki na Amerykę i później m.in. na Londyn i Madryt) jest zapewne nikła. Natomiast Afgańczycy, którzy wcześniej nie dali się podbić Mongołom, Turkom, Hindusom, Anglikom i Rosjanom, mają dość obcych wojsk. Mają dość urządzania ich własnego kraju przez innych i walczą z tymi innymi, także z Polakami.

Oczywiście my sobie tu spokojnie jemy, pijemy, chadzamy na dyskoteki, kupujemy nowe rzeczy, a dwa tysiące polskich żołnierzy prowadzi bezsensowną walkę w jednej z afgańskich prowincji. Trzynastu polskich żołnierzy zginęło jak dotąd, co może nie jest za wielu w porównaniu z kilkuset zabitymi Amerykanami czy Brytyjczykami. Zabitych Afgańczyków jest kilkanaście tysięcy. Walka staje się bez sensu, bo po stronie afgańskiej staje coraz więcej zwykłych ludzi i żeby ją wygrać, trzeba uśmiercać kolejnych ludzi, oczywiście przypinając im łatkę terrorystów.

Dla przeciętnego Polaka ta wojna nie ma żadnego sensu, mało kto się nią interesuje, choć w sondażach ponad 60 procent obywateli jest jej przeciwna. Ponadto akurat my Polacy wiemy, co oznacza niechęć do obcych wojsk na własnej ziemi. Nasi żołnierze biją się na pustyniach za pieniądze, znacznie większe niż te, które mogliby otrzymać w Polsce za spokojną służbę.

Ktoś, kto jednak przeczytał choćby jedną książkę na temat przyczyn wojny w Afganistanie, wie dobrze, że ostatecznym źródłem konfliktu jest głęboka niesprawiedliwość, krzywdząca miliardy ludzi na świecie. Jeśli jakoś ugaszony zostanie ogień w Afganistanie, wybuchnie wkrótce w jakimś miejscu w Afryce lub Ameryce Łacińskiej. Gdzie zapewne polecą także dzielne polskie korpusy.

Wojny potęgują jedynie konflikty i rodzą nowe. Tymczasem świat potrzebuje rozmowy i solidarności. Sam nie wiem, jak długo czekać będziemy na otrzeźwienie, które zmusi nas do dialogu i sensownej pomocy. Dziś, my w Polsce, możemy jedynie pomodlić się i westchnąć w intencji trzynastego poległego rodaka.

Zabity Polak to st. szer. Piotr Marciniak z 6. Brygady Desantowo-Szturmowej. Żołnierz miał 30 lat, był kawalerem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

PODSTĘPNE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO

Mały Norbert, jeden z naszych świetlicowych urwisów, rzucał plastikową butelką z wodą na dziedzińcu.

Delikatnie, aczkolwiek stanowczo poprosiłem, aby umieścił ją w koszu na śmieci. Zapytał, za ile i wcale nie usłyszałem w jego głosie żartu. Zapewniłem go, że jak się będzie dobrze spisywał, ma szansę pojechać na obóz w następnym roku. Tak długa perspektywa nie zadziałała na jego wyobraźnię.

– To chociaż proszę mnie pobłogosławić, krzyżyk na czole! – domagał się jednak gratyfikacji malec.

Przypomniałem sobie, że nawet Biblia pochwala podstępnie zdobyte błogosławieństwa (historia Jakuba i Ezawa) i wykreśliłem krzyżyk na czole łobuziaka. Uśmiechnął się, był zadowolony. Ja w gruncie rzeczy także, strat finansowych nie poniosłem wszak żadnych. Choć lekki niepokój noszę w sobie.

Nawet jeżeli obyło się bez pieniędzy, w jakimś sensie zapłaciłem (obietnicą i dobrem duchowym). Rozumiem doskonale, że mamy czasy, kiedy nic nie ma za darmo. Sama konstatacja tego faktu, mało pociesza. Darmowość to prolegomena do zrozumienia kim i jaki jest Bóg, który za darmo podzielił się nami wszystkim, co najcenniejsze – miłością, wolnością i wiecznością. Historia uczy, że najważniejsze rzeczy, najbardziej wartościowe, czynimy tylko za darmo. Bo są one jakoś zbratane z darmowością, są darem. W miłości jest bezinteresowny dar, solidarność zawiera w sobie dawanie bez odpłaty. Bezcenna jest prawda i wolność.

Doświadczenie daru – od Boga i od drugiego człowieka – nas samych uskrzydla i budzi do wielkoduszności. Dar, jaki możemy zadedykować komuś (Bogu, ludziom), podwaja i potraja nasze człowieczeństwo. Karlejemy i kamieniejemy, jeżeli oczekujemy zapłaty w sprawach istotnych.

Nad Norbertem popracuję, w ogóle czeka nas wiele pracy.

Itinerarium , , , , , , , , ,

JEDEN NA JEDEN

W Ewangelii z ostatniej niedzieli, kiedy Jezus uzdrawia głuchoniemego, jest mała, z pozoru nic nie znacząca fraza.

„On (Jezus) wziął go na bok, osobno od tłumu”. Na różne sposoby można tłumaczyć dlaczego to fantastyczne uzdrowienie dokonało się z dala od tłumu. Myślę, że była to część strategii Jezusa, niezwykle ważna i pouczająca. Najważniejsze rzeczy dokonują się w cztery oczy, w spotkaniach twarzą w twarz. Tak zresztą rozmawiał Bóg z Abrahamem, Mojżeszem, Jakubem. Tak Jezus rozmawiał z Ojcem, tak rozmawiał z głuchoniemym, Samarytanką czy Nikodemem.

Media dziś kradną nam spotkania twarzą w twarz, sytuacje „sam na sam”. Oczywiście mają ten plus, że mogą szybko poinformować wielu ludzi na raz lub zdopingować do jakichś sensownych działań wielką liczbę osób. Niestety, okradają nas z czasu na głębokie, indywidualne kontakty. Zresztą, pod pojęciem „kontakty” najczęściej rozumiemy dziś spis telefonów w komórce lub adresów w skrzynce mailowej.

Boski sposób relacji, to „jeden na jeden”, z możliwością spojrzenia prosto w oczy, wsłuchania się w głos tego drugiego, ujęcia go za rękę, przytulenia, spacerowania, podziwiania wespół krajobrazów. Jeden na jeden, po Bożemu.

Itinerarium , , , , , , , ,

W REFRENIE PSALMU TWOJE IMIĘ

Dnia ubywa, słoneczko jakby chłodniejsze a coraz więcej takich, którzy twierdzą, że życie jest brzydkie i do niczego.

Skłonność do markotnienia wraz z jesienią jest ponoć zrozumiała, a maleje dopiero przy pierwszych śniegach. Jeśli powiem, że to nieprawda, iż życie jest do niczego, to jeszcze niewiele znaczy. Nawet jak będę dowodził, że pod względem kolorów wrzesień, październik i listopad, nie ustępują swoim letnim braciom, to też mało. Mogę dodać, że w nadchodzącym czasie zaczną się gigantyczne zlotowiska żurawi, a jelenie ogłoszą rykowiska, i mogę wspomnieć tysiąc innych cudownych rzeczy dziejących się na niebie i ziemi. Prawdopodobnie nie ma takich argumentów, które mogłyby kogokolwiek przekonać do tego, że życie jest piękne.

I prawdopodobnie narzekanie na życie zaczyna się od tego, że ktoś nie do końca lubi siebie. A zachwyt życiem – jesienny, zimowy, wiosenny i letni – rodzi się z polubienia siebie. Dla kogoś, toczącego wojnę z samym sobą, żadną radością nie będą kolczaste kasztany w październiku, zaloty kruków pod koniec grudnia, marcowe zajączki z pierwszego miotu czy perseidy w sierpniu na niebie.

To jest tak, że najpierw musimy polubić to życie, które nosi nasze imię. A jak się to nasze życie polubi, swoje istnienie pokocha, wtedy każdy człowiek jest radością, także najlichszy kwiatek, gwiazdozbiory i komety. Jak siebie się lubi, swoje oczy, usta, nos, nogi a także głos, chód i bieg, oraz swoje nastroje, psychiczne zgryzy, nerwowe tiki, piękny i cudowny jest każdy człowiek. Fantastyczne i zapierające dech jest życie codziennie i w każdym wymiarze.

A lubiąc siebie, chwałę Panu Bogu oddajesz, bo wszak to On cię stworzył. I chyba na taki psalm radosny, z twoim imieniem w refrenie, Pan Bóg najbardziej czeka.

Itinerarium , , , , , , , ,

PIĘTNAŚCIE MINUT

Myślenie nad własnym życiem jest obowiązkiem nader ważnym.

Kiedy myślimy nad własnym życiem, to tak jakbyśmy trzymali ster łodzi. Życie to podróż, żegluga, łódź, to ja.

Nieustannie bombardowani jesteśmy komunikatami wzywającymi nas do żeglugi na określony kurs. Intensywna inwazja reklam, wzorców medialnych (ten a ten w filmie takim a takim robi właśnie tak!) czy jakichś trendów kulturowych, to kolejne podmuchy usiłujące nadać tor naszej łodzi.

Myśląc, mamy kontrolę nad różnymi powiewami w naszym życiu. Oczywiście, podstawowy problem to czas. Wiem, że 15 minut na dobę (czyli niewiele ponad 1 procent całego dnia) poświęcone namysłowi, gwarantuje kontrolę nad całym życiem. Okazuje się, że owe 15 minut bardzo trudno nam znaleźć.

W siatkówce i koszykówce trener może w dowolnym momencie zawodów poprosić o tzw. „czas dla drużyny”. Mecz zostaje przerwany i przez minutę lub dwie drużyna słyszy co ma poprawić w dalszej części rozgrywki.

Ponieważ w życie nie gramy pod okiem żadnego stratega, warto aplikować sobie czas dla siebie samego. Codziennie. Po to, by życie nas nie poniosło.

Bóg o tyle ma z tym coś wspólnego, że subtelnie podpowiada nam najlepsze rozwiązania w naszych myślach.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

ZANIM OŚLEPNIEMY CZY OGŁUCHNIEMY

kazanie na XXIII niedzielę zwykłą
6 września 2009

Był człowiek głuchy i niemy, jego znajomi poprosili Jezusa o uzdrowienie, tak się stało.

Jezus, dość zabawnie „włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka” a człowiek zaczął słyszeć i mówić. Kolejny cud, następna dziwna historia. Z wnioskiem oczywistym, że Jezus uzdrawiał i wiarą, że może to czynić i dziś.

Większość z nas nie jest głucha czy niema. Słyszymy, mówimy, choć może mamy jakieś dolegliwości chorobowe. I dobrze, jeżeli w modlitwie, pełnej wiary, prosimy Jezusa o zdrowie. Sens całego zdarzenia jest jednak dużo głębszy.

Jezusowe wezwanie „Otwórz się!” znacznie przekracza zamknięte uszy, usta czy język. Nie dotyczy tylko głuchych, niemych czy ślepych. Jest skierowane do wszystkich zamkniętych miejsc naszych ludzkich istot. Może trudno nam to przyznać, ale przy odrobinie uczciwej refleksji znajdziemy w sobie mnóstwo pozamykanych izdebek, zakamarków i ciemnych lochów. Stając w prawdzie o sobie, musimy przyznać, że jesteśmy bezradni wobec własnych kompleksów, urazów, zranień i zahamowań. One nie pozwalają nam na istnienie otwarte, pełne i szczęśliwe. Chętnie jednak ukrywamy, nawet przed sobą samym, realny stan naszej kondycji.

Nie możemy jednak liczyć na uzdrowienie, dopóki nie odsłonimy przed Jezusem wszystkich popapranych, poranionych i stęchłych miejsc naszego serca. Pierwszy krok, to ogromnie trudne przyjęcie prawdy o sobie. Myślę, że niewielu z nas decyduje się na taki krok.

Jeśli jednak tak uczynimy, czeka nas to, co ukryte jest pod frazą „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód.”

Możemy pomyśleć, że to wszystko jest tylko kwestią zgrabnych metafor, żonglerki słownej. Albo uwierzyć, że możliwe jest inne życie, które przyjdzie po „Otwórz się”. Możemy być wielcy, szczęśliwi, zdrowi, uniesieni i spełnieni.

Kończy się msza niedzielna, zapominamy o usłyszanej Ewangelii. Może kiedyś w nią uwierzymy, jak oślepniemy, stracimy mowę albo słuch.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 35,4-7a)
Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód.

(Ps 146,6c-10)
REFREN: Chwal, duszo, Pana, Stwórcę swego

On wiary dochowuje na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność uwięzionych.

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych,
Pan kocha sprawiedliwych,
Pan strzeże przybyszów.

Ochrania sierotę i wdowę,
lecz występnych kieruje na bezdroża,
Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

(Jk 2,1-5)
Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: Usiądź na zaszczytnym miejscu, do ubogiego zaś powiecie: Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego, to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?

(Mt 4,23)
Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.

(Mk 7,31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. /Jezus/ przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę.

Itinerarium , , , , , ,

ŻYCIE JAK FREE STYLING

Mam trochę młodych znajomych, którzy podsuwają mi co rusz jakieś kasety z nagraniami, pytając, co sądzę o takim czy innym graniu.

Słucham pokornie, może nie nazbyt wiele, ale słucham. Potem rozmawiam z fanami rapu, hip-hopu, free-stylingu.

– I co? Jak? Niezła muza, nie?
– Wiesz, w zasadzie mi się podoba – odpowiadam – z dwoma zastrzeżeniami. Oni nie umieją ani grać, ani śpiewać, reszta może być.

W wielu młodych ludziach istnieje przekonanie, że to, co robią, jest genialne i natychmiast cały świat musi uznać ich talent i wyjątkowość. Przy czym zwykle nie wkładają zbyt wiele trudu w to, co robią. Już sam fakt, że coś robią zdaje się nobilitować efekty ich pasji. Może to efekt fatalnego trendu pedagogicznego, forsującego bezkrytyczną pochwałę jako sposób na rozwój dziecka i nastolatka. „Ach, jak ślicznie chodzisz” – słyszy ledwo utrzymujący pion osesek. „Jak pięknie śpiewasz” – komplementowana jest kilkuletnia primadonna, której zaśpiew raczej powinien płoszyć szczury niż zachwycać kogokolwiek. „Śliczne literki” – wołają szczęśliwi rodzice na widok pokracznych chińskich znaków, stawianych przez pociechy na pierwszym etapie edukacji.

Jeden z dominikanów, wyjechał do pracy w Japonii. Chodził na lekcje japońskiego do pewnej pani, która po każdej godzinie piała z zachwytu nad postępami mnicha. Japończycy mają w naturze niezwykłą uległość, górę sympatii i życzliwości dla obcokrajowców. Uważają, że gości mimo wszystko należy komplementować, chwalić i gloryfikować. Pewny swojej japońszczyzny zakonnik odważył się zatem po trzech miesiącach nauki powiedzieć swoje pierwsze kazanie w języku samurajów. Lud słuchał w skupieniu. Po mszy kaznodzieja zagadnął jednego z zaprzyjaźnionych parafian:

– I jak tam kazanie?
– Ach, kazanie, piękne, zapewne piękne
– uśmiechał się i kadził tubylec.
– Podobało się panu?
– Ach, nie wiem, nie wiem … Nie wiem w jakim języku ojciec mówił…
– Mówiłem po japońsku!
– Ach, nie, po japońsku to na pewno nie było…

Spokorniały mnich następny raz zdecydował się mówić kazanie dopiero po roku nauki języka.

W życiu warto się czegoś nauczyć, poznać dobrze. To wymaga wysiłku, ciężkiej pracy, wyrzeczeń, wspomagania talentu godzinami ćwiczeń i wprawek. No chyba, że idziemy na free-styling.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,