Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Jeden z moich dobrych znajomych zdziwił się, że Matka Boża nie odmawiała różańca. No bo jakby mogła do siebie mówić „Zdrowaś Mario…” Jeszcze bardziej zdziwiło go, gdy oznajmiłem, że Pan Jezus nigdy się nie żegnał, no bo jakby mógł rzec „W imię Ojca i Syna …” Spokojnie zaś już przyjął, że aniołowie nie znają tekstu „Aniele Boży, Stróżu mój …”
Powymyślaliśmy wiele rzeczy, mniemając, że są miłe Panu Bogu. Nie wiem czy są miłe, ale żegnam się wiele razy dziennie (i nie jest to gimnastyka religijna), odmawiam codziennie różaniec (kontemplacja!), Aniele Boży porzuciłem po maturze.
Jednak zbawiamy się nie przez żegnanie się, przesuwanie paciorków w różańcu i inne ciekawostki.
Zbawiamy się zupełnie inaczej, ale przecież Wy dobrze wiecie, co mam namyśli.
Piątek 22 września 27 rocznica śmierci Agaty Budzyńskiej
No dobrze, Agata, dobrze. Śpiewałaś – „Moi przyjaciele bądźcie zawsze ze mną”. Ale jak? Skoro nie ma Cię po Tej stronie już 27 lat. Przecież jednak jesteś. A ja co roku staję przy Twoim grobie i rozmawiam z Tobą.
Kiedy pierwszy raz słyszałem – siedziałem w drugim rzędzie – „Narysuję dla ciebie aniołka”, byłem pewien, że rysowałaś go dla mnie. No ale tak myślała połowa chłopaków wlepiających gały w dziewczynę z gitarą, najweselszą dziewczynę z Lubartowa.
Opowiadam Ci, że nadal po tamtej stronie lasu kwitną poziomki, ale obawiam się, że zaraz ktoś tam wklei ohydny hangar Biedronki. Mówię , że nie ma już prawie sklepów, są tylko baraki Biedronek, które kochamy za zawsze niskie ceny, tfu!
Pytam czy nadal chcesz narysować aniołka, wychodzę na głupka. Przecież teraz masz wszystkie aniołki ma pod ręką, ba, nawet samego Pana Jezusa! Agata, przepraszam i dziękuję, że wyśpiewałaś dla wielu ludzi cały świat.
Pytasz, czy ludzie jeszcze się przyjaźnią? Kłamię słabo, więc mówię, że dziś ludzie rzadko przyjaźnią się z ludźmi, ale najchętniej ze swoimi smartfonami i Instagramami. I wtedy poprosiła, czy nie mógłbym ogłosić jakiegoś Wielkiego Dnia Przyjaźni Z Ludźmi. Dobra, Agata, ogłaszam.
O aniołku:
O poziomkach:
O przyjaźni:
Agata
Urodziła się w Lubartowie. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczyła się w klasie matematyczno-fizycznej w lubartowskim liceum. Maturę zdała 3 czerwca 1983. Studiowała filologię polską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tytuł magistra uzyskała 31 stycznia 1990. Oprócz tego ukończyła studium zawodowe i otrzymała tytuł instruktora kulturalno-wychowawczego o specjalności teatralnej.
W latach 1985–1987 wystąpiła trzykrotnie na festiwalu Piosenki Miłosnej i Erotycznej Blyrwa i Amor w Poznaniu zdobywając kolejno: wyróżnienie, pierwszą nagrodę i Grand Prix Festiwalu. W latach 1990–1991 prowadziła w Lubelskim Domu Kultury cykliczne wieczory artystyczne pod nazwą Agata Budzyńska i jej goście. W latach 1991–1994 współpracowała z Teatrem Literacko-Muzycznym w Lublinie. Występowała w bajkach dla dzieci, a także w programie poetyckim Niedokończona krucjata dla młodzieży szkół średnich.
W pewnym eksperymencie postawiono w zasięgu oczu myszki, w równej odległości od prawego i lewego, z jednej strony serek, z drugiej chyba słoninę. Myszka nagle ujrzała naraz dwa smakołyki i kręciła główką raz w lewo, raz w prawo, nie mogła się zdecydować, kręciła i kręciła, aż zdechła z głodu, szkoda myszki, szkoda.
My powoli więdniemy i niedomagamy coraz bardziej, los nasz jak los myszki. Ona miała dwie możliwości, my setki, tysiące, co zjeść, wypić, gdzie się opalać, gdzie szusować na nartach. Aż w końcu jak ta myszka, szkoda myszki, szkoda nas. Szkoda.
No chyba, że uda nam się jak Mateuszowi, patronowi dzisiejszego czwartku – Jezus rzekł do niego – «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim.
Ewangelia:
Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»
On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».
Sto dziesięć la temu narodziła się polska Eleusis. Z inicjatywy prof. Wincentego Lutosławskiego – fotka, słaba, wiadomo więcej niż sto lat. Podziwiam idee i działania formacji pod nazwą „Eleusis” (gr. wolni), powstałej na początku XX w. z inicjatywy profesora filozofii Wincentego Lutosławskiego w Krakowie, a potem skutecznie zaszczepionej we Lwowie, Wilnie, Lublinie i na Śląsku, poza granicami wśród Polonii w Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA. Główna idea „Eleusis” – „wolni wyzwolicielami ludów”, z greckiego: „eleutheroi laon sotherei” (els), dała nazwę jego członkom, czyli elsom. Mniej finezyjnie nazywano dziewczęta w szeregach „Eleusis” – były to po prostu „elsice”. Elsami byli m.in. Andrzej Małkowski (założyciel naszego skautingu) i Stanisław Pigoń, elsicami zaś m.in. Olga Drahonowska, żona Małkowskiego i Jadwiga Falkowska. Członkowie ruchu zobowiązywali się do poczwórnej abstynencji, od alkoholu, tytoniu, hazardu i rozpusty, a w swoich zupełnie bezinteresownych działaniach podejmowali się dzieła uświadamiania młodzieży oraz robotnikom wartości poezji narodowej, pracy nad sobą, edukacji, higieny i rozwoju fizycznego. Elsowie znaleźli się później m.in. w szeregach legionistów, a Andrzej Małkowski rozwinął skutecznie polskie harcerstwo. Zarówno w Eleusis jak i później w harcerstwie trzymano się zasady, że chustę organizacyjną można było zawiązać dopiero po dokonaniu jakiegoś dobrego uczynku.
Naprawdę miałem dobre śniadanie wczoraj, śniadanie z Bąblem. Bąbel to ksywa, ale pasuje do niego, na zdjęciu, dla ułatwienia, Bąbel ma brodę, ja jestem ogolony.
Bąbel nie ma domu, nawet nie chce mieć, znakomicie opanował w centrum Lublina wejścia do kamienic. I żartuje sobie – „He, he.. Ja to mieszkam na Krakowskim Przedmieściu. I to za darmo!” Prawda, za lokum na klatce schodowej opłat nie ma.
Bąbel nie pija kawy i nie pali papierosów, seks także go nie interesuje. Pije za to piwo, jak uzbiera na ten trunek, a może wypić beczkę, chwalił się, że kiedyś obalił 10 piw, uff, to prawie 7 litrów! Bąbel, jak za dużo żłopie piwa, to ma odlotowe pomysły. W styczniu, razem z kolegą, zgłuszyli jakąś przyjezdną młodą damę, kupiła im hot – dogi, ale nie zauważyła, że chłopaki gwizdnęli jej plecak. W plecaku była karta bankomatowa, więc Bąbel z kumplem pognali na stację benzynową. I kupili … uwaga, to nie żart. Kupili sobie żelki!!! Taką mieli fantazję. Dopadli ich niebiescy, i do paki. „A co tam, – mówi Bąbel – zima w pierdlu, dobra sprawa. Ciepło, michę dają, prycza jest, nawet telewizja …” No i Bąbel teraz już wolny, hasa po centrum królewskiego miasta Lublin. I chętnie korzysta ze śniadań w Trybunalskiej.
Siedzimy, kończymy jajecznicę, krąży wokół nas kelnerka, nadęta, łypie oczkami na nas, jakoś niezadowolona. A Bąbel, rzucił swoim okiem i powiada:
No i na co tu czekać … Na Święta! Boże Narodzenie już za 96 dni, obchodziliście cztery dni temu studniówkę przed tymi Świętami? Tak, tak, po drodze wpadnie nam Pierwszy Listopada i przebierzemy się na jeden, może dwa dni, w uroczyste stroje Ludzi Poważnych, co to o przodkach pamiętają (po co?) i gdzie trzeba zapalimy znicze.
Bardzo nas więzi, przykuwa i zniewala system, bardzo różny, społeczny, rodzinny, religijny i ten najgorszy, zagnieżdżony w naszych umysłach i sercach. Trochę działa na zasadzie – „Ma być jak jest, bo jest jak ma być”.
Przykład? Większość z nas uważa, że poniedziałek jest pierwszym dniem tygodnia. Bzdura, niedziela rozpoczyna nowy tydzień, ja miałem początek bardzo udany i szczęśliwy. Kocham poniedziałki, bo wreszcie ludzie przestają się wygłupiać, trochę jeszcze niektórych kac po weekendzie męczy.
Siostry i bracia, „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus!”. Zatem – wolnego poniedziałku, szczęśliwego i przenajświetniejszego. Nie wiem, czemu Word poprawia mi na „przenajświętniejszego”. Drugiego takiego nie będzie.
Przeczytałem ten tekst najpierw raz. Potem drugi. I jeszcze trzeci. I wiem, co mam zrobić. Mam nadzieję, że Wy także.
Z Księgi Mądrości
Złość i gniew są obrzydliwościami, których trzyma się grzesznik.
Tego, kto się mści, spotka pomsta od Pana, On grzechy jego dokładnie zachowa w pamięci.
Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy.
Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam, będąc ciałem, trwa w nienawiści, któż więc zyska dla niego odpuszczenie grzechów? Pamiętaj o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić – o rozkładzie ciała, o śmierci, i trzymaj się przykazań!
Pamiętaj o przykazaniach i nie miej w nienawiści bliźniego – o przymierzu Najwyższego, i daruj obrazę!
Czytam to ogłoszenie i pluję sobie na brodę. To po co ja, najpierw osiem lat w podstawówce, potem jeszcze cztery lata w liceum … No po co? Przecież można było roczek tu, roczek tam i zaoszczędzone całe dziesięć lat! Macie podobne poczucie?
Ja mam tylko nadzieję, nadzieję a nie pewność, że absolwenci podobnych wynalazków edukacyjnych nie zasiadają w naszych parlamentach. Miłego weekendu, siostry i bracia.
Nie ukrywam, że jestem miłośnikiem poranków, a w zasadzie przedświtów czy inaczej mówiąc jutrzenek. To jest ten czas dnia, kiedy jeszcze nie wzeszło słońce, ale nie jest już całkiem ciemno, jest brzask, światło, bladziutkie i z pozoru niemrawe.
Dzisiaj kolejne święto Maryjne, Matki Bożej Bolesnej, tej spod Krzyża. I kiedy o poranku witam nowy dzień, mówię „Bądź pozdrowiona Mario!” W Ewangelii Chrystus to Słońce, a Maria to zapowiedź „z wysoka wschodzącego Słońca”, właśnie Chrystusa.
W moich maryjnych porankach, przedświtach, jutrzenkach przychodzi do mnie nadzieja. I wielka radość życia.
Jeśli nie śledzicie już losów wojny w Ukrainie, rozumiem to, zmęczenie. Czasem słyszę, szkoda, że wciąż rakiety i bomby spadają tam, giną ludzie. Szkoda, choć dobrze, że tam a nie u nas.
Od początku tej wojny modlę się i od czasu do czasu poszczę za Ukrainę. Na darmo? To nie jest tak, że moja zdrowaśka zatrzyma jakąś bombę albo rakietę. I nie w tym celu się modlę dziś. Modlę się za ludzi, nie za bomby. Modlę się za ludzi i za siebie. Oczywiście, wspieram także Ukraińców tutaj i jak mogę w samej Ukrainie.
Karol Ludwik Koniński, zapomniany polski pisarz sprzed niemal wieku, kilkanaście lat przeleżał unieruchomiony w gipsowym pancerzu. Wierzył, że jego cierpienia i modlitwy nie są bezsensowne, ale napełniają rezerwuar duchowych mocy, zdolnych odmieniać losy ludzi i świata. Złożony chorobą w czasie wojny, nie czuł się niepotrzebny. Przeciwnie, wierzył, że jego cierpienia i modlitwy są walką o pokój, o życie dobre, jasne, szczęśliwe i rozumne dla wszystkich. Zmarł już kiedy losy wojny przechylały się na korzyść aliantów, czyli USA, ZSRR i W. Brytanii.
Ci z was, którzy dziś dołączają się do postu i modlitwy o pokój, w Ukrainie i wszędzie indziej gdzie jest wojna, nie są dezerterami i rezygnatami. Jesteśmy ludźmi, którzy sięgają po najmocniejszy oręż, jakim jest walka duchowa. Poszcząc i modląc się gromadzimy wielkie moce, Boże moce i jednocześnie dajemy czytelny znak naszym siostrom i braciom w Ukrainie– nie jesteście sami. Pamiętam jeszcze głodówki solidarnościowe, jakie podejmowaliśmy za niesłusznie uwięzionych w czasach komuny. Wiem, że dziś lekceważymy walkę duchową i chętnie rozwiązalibyśmy wszelkie konflikty na świecie za pomocą rakiet i uchwał ważnych gremiów.
Modlę się i poszczę, bo wierzę w duchową moc zdolną odmieniać mnie samego ale i losy innych ludzi.