TRWAĆ MIMO WSZYSTKO

Prawie trzy tygodnie temu przy Alleluja słuchaliśmy opowieści o zmartwychwstaniu Jezusa. Czas zaciera nawet najżywsze wrażenia.

Odejście, o jakim czytamy dziś w jednym z najpiękniejszych dialogów w Ewangelii, jest prostym sposobem kończenia relacji. Prostym, ale zazwyczaj złym. Ci, którzy odchodzą od Jezusa, są zawiedzeni, rozczarowani, nie dostali czego się spodziewali (sławy, prestiżu, może jakichś dóbr). Zamknęli się na to, co Jezus mógł i chciał im dać. Wyrażał to językiem naprawdę nie łatwym: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Czy da się jednak o absolutnie bezinteresownej miłości czy życiu wiecznym mówić ot tak, jak o sadzeniu kwiatków?

Dziś ciągle słyszę o odchodzeniu od Boga czy Kościoła, zapewne motywy odejścia są podobne jak w Ewangelii. Każdy ma prawo odejść, nawet Bóg to założył, obdarzając nas bezwzględną wolnością. Nawet, jak odchodzimy, On pozostaje w roli Czekającego (patrz: historia tzw. syna marnotrawnego).

Łatwo także, coraz łatwiej, odchodzimy od ludzi. Nie uczymy się ich, nie wchodzimy na trudną drogę poznania do końca. Rozczarowania, zawody, porażki powodują natychmiastowe porzucenia i rozstania. Prosty, ale zły sposób. Chyba przez to nie otwieramy się na prawdziwe dary, które jednak czekają na nas w ludziach. Porzuceni ludzie także czekają, inaczej niż Bóg. Czekają na nowe przymierze, jakie zdolni jesteśmy zawrzeć z nimi.

Czy i wy chcecie odejść? – pyta Jezus. A w pytaniu tym jest nadzieja i jakby ludzkie wzruszenie („Może jednak nie odejdziecie?”). Mądra odpowiedź Piotra – Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego – to odpowiedź i za nas, którzy wielokrotnie odczuwamy bunt czy zwątpienie wobec Boga.

Tak jak porzucanie Boga, tak też porzucanie ludzi jest prostym, ale złym sposobem na życie. Bo choć powroty są możliwe, każde porzucanie ostatecznie jest stratą. Wielką sztuką człowieczeństwa jest trwać. Pomimo wszystko.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 9,31-42)
Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego. Kiedy Piotr odwiedzał wszystkich, przyszedł też do świętych, którzy mieszkali w Liddzie. Znalazł tam pewnego człowieka imieniem Eneasz, który był sparaliżowany i od ośmiu lat leżał w łóżku. Eneaszu – powiedział do niego Piotr – Jezus Chrystus cię uzdrawia, wstań i zaściel swoje łóżko! I natychmiast wstał. Widzieli go wszyscy mieszkańcy Liddy i Saronu i nawrócili się do Pana. Mieszkała też w Jafie pewna uczennica imieniem Tabita, co znaczy Gazela. Czyniła ona dużo dobrego i dawała hojne jałmużny. Wtedy właśnie zachorowała i umarła. Obmyto ją i położono w izbie na piętrze. Lidda leżała blisko Jafy; gdy więc uczniowie dowiedzieli się, że jest tam Piotr, wysłali do niego dwóch posłańców z prośbą: Przyjdź do nas bez zwłoki. Piotr poszedł z nimi, a gdy przyszedł, zaprowadzili go do izby na górze. Otoczyły go wszystkie wdowy i pokazywały mu ze łzami w oczach chitony i płaszcze, które zrobiła im Gazela za swego życia. Po usunięciu wszystkich, Piotr upadł na kolana i modlił się. Potem zwrócił się do ciała i rzekł: Tabito, wstań! A ona otwarła oczy i zobaczywszy Piotra, usiadła. Piotr podał jej rękę i podniósł ją. Zawołał świętych i wdowy i ujrzeli ją żywą. Wieść o tym rozeszła się po całej Jafie i wielu uwierzyło w Pana.

(Ps 116,12-17)
REFREN: Cóż oddam, Panie, za Twe wszystkie dary?

Czym się Panu odpłacę
za wszystko, co mi wyświadczył?
Podniosę kielich zbawienia
i wezwę imienia Pana.

Wypełnię me śluby dla Pana
przed całym Jego ludem.
Cenna jest w oczach Pana
śmierć Jego świętych.

O Panie, jestem Twoim sługą
jam sługa Twój, syn Twej służebnicy.
Ty rozerwałeś moje kajdany:
Tobie złożę ofiarę pochwalną
i wezwę imienia Pana.

(J 6,63b.68b)
Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem, Ty masz słowa życia wiecznego.

(J 6,55.60-69)
W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.

Itinerarium , , , , , , , , ,

SKARB ODWAGI

Chrześcijaństwo rozwijało się w historii dzięki ludziom, którzy mieli odwagę głosić je, podejmując nawet największe ryzyko.

Wśród odważnych zwiastunów chrześcijaństwa Polska ma w swojej historii św. Wojciecha i mimo, że był on Czechem z pochodzenia, czczony jest jako patron całej Polski. Ruszając z misją ewangelizacji Prusów, świadom był grożącego mu niebezpieczeństwa. To nie powstrzymało go od decyzji podjęcia wyprawy, zakończonej męczeństwem.

Jeśli dziś możemy w jakimś stopniu obserwować osłabienie ewangelizacji, to być może przyczyną jest zamglenie perspektywy zmartwychwstania. Wiara w zmartwychwstanie i doświadczanie mocy zmartwychwstania daje odwagę ryzyka. Dziś wysoką cenę świadectwa wiary płacą jeszcze chrześcijanie w Chinach, Wietnamie, niektórych krajach arabskich. My nie musimy dawać osobiście żadnego wyraźnego świadectwa wiary, ona jakby sama się objawia przez liczne kościoły, religijne tradycje, zwyczaje, całą kulturę.

Może jednak pozostała w nas jakaś tęsknota za pełnią wiary, za wyznawaniem Jezusa w imię wiary w nasze zmartwychwstanie. Jeśli ktoś wierzy i w zmartwychwstanie Jezusa i swoje własne, na pewno kipi w nim chęć dzielenia się tą wiarą. To taki skarb mnożący się przez rozdawanie i dzielenie. Skarb ogromnie napawający radością i nadzieją.

Zmartwychwstanie daje to, co najważniejsze w życiu, odwagę wobec życia i przyszłości, wobec grożącego zła, daje najbardziej dalekosiężną perspektywę zwycięstwa, tę nad śmiercią. Kiedy tak wierzysz, pokonasz wszystko. I niech nam taką wiarę i odwagę wymodli patron dzisiejszego dnia, św. Wojciech.

ŻYCIORYS ŚW. WOJCIECHA

Wojciech Sławnikowic (czes. Vojtěch, niem. Adalbert; ur. ok. 956 w Libicach, zm. 23 kwietnia 997 pod Cholinem, ob. koło Świętego Gaju) – czeski duchowny katolicki, biskup Pragi, misjonarz, męczennik, uznawany przez Kościół katolicki za świętego. Szósty syn Sławnika, pana na Libicach z rodu Sławnikowiców i Strzeżysławy, być może z rodu Przemyślidów. Jeden z katolickich patronów Polski, patron diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, diecezji elbląskiej i archidiecezji gnieźnieńskiej – w szczególności Gniezna.

Życiorys św. Wojciecha

Wojciech urodził się ok. roku 956 w Libicach, które wówczas rywalizowały z Pragą w budowie ponadplemiennego scentralizowanego państwa czeskiego. Początkowo ojciec nie przeznaczał go do stanu duchownego. Jednak, gdy ciężko zachorował w młodości, wierząc, że do zdrowia przywróciło syna położenie na ołtarzu w kościele – przekazał go na wychowanie kościelne.

Imię Adalbert (pod którym jest znany w krajach zachodnich) przybrał podczas bierzmowania na cześć swego mentora, arcybiskupa Magdeburga, Adalberta, pod którego opiekę został oddany w 972. W 981 przyjął święcenia kapłańskie. W Magdeburgu, wraz z towarzyszem Radłą i młodszym bratem Radzimem, pobierał nauki w szkole Oktryka, jednej z najlepszych w ówczesnych Niemczech. Poznał łacinę, niemiecki, a w Magdeburgu nauczył się także języka Lutyków (Wieleci).

W 981, po śmierci swego mentora, wrócił do Czech jako subdiakon, a po śmierci praskiego biskupa Dytmara od 3 kwietnia 983 stał na czele diecezji praskiej mimo nieosiągnięcia wieku episkopalnego (30 lat). Wobec wywołanych swą bezkompromisowością konfliktów z wiernymi ok. 989 wyjechał do Rzymu, gdzie zrzekł się urzędu biskupa Pragi. Początkowo chciał udać się na pielgrzymkę do Jerozolimy, jednak po krótkim pobycie w klasztorze na Monte Cassino za namową greckiego pustelnika Nila wstąpił do klasztoru benedyktyńskiego św. Bonifacego i Aleksego na rzymskim Awentynie. Od 992 po śmierci swego następcy biskupa Falkolda ponownie skierowany do Pragi przez arcybiskupa Moguncji Willigisa. Rozpoczął także działania misyjne na podbitej przez Węgry Słowacji, co doprowadziło do kontaktów z wciąż pogańskim dworem Arpadów. Według pewnych źródeł to właśnie św. Wojciech udzielił chrztu św. Stefanowi, królowi Węgier.

Głośny był jego spór w obronie chrześcijańskich niewolników wysyłanych do krajów muzułmańskich i ich wykupywanie (Słowiańszczyzna była wówczas ważnym źródłem niewolników). W 994, gdy na jego oczach ludzie jednego z wielmożów z rodu Wrszowców zamordowali wywleczoną z kościoła św. Jerzego niewierną żonę swego pana, która ukryta tam przez świętego szukała azylu w świątyni – rzucił klątwę na poddanych i wyjechał do Rzymu. Wkrótce doszło do otwartego konfliktu jego rodu Sławnikowiców z rządzącym księciem Bolesławem II z Przemyślidów – co skończyło się rzezią większości braci.

Decyzją synodu spowodowaną naciskami jego przełożonego, arcybiskupa Moguncji, pod rygorem klątwy miał powrócić do swej diecezji, jednak dzięki łasce papieża Grzegorza V, spokrewnionego z Ottonem III (z którym Wojciech zdążył się zaprzyjaźnić) mógł wybrać między pracą misyjną a powrotem, jeśli Czesi nie wyrażą chęci przyjęcia go. W międzyczasie pielgrzymował do sanktuariów św. Marcina z Tours, św. Benedykta z Fleury oraz św. Dionizego w Saint-Denis. Potem nie chcąc wracać do swej diecezji znalazł się na dworze Ottona III, skąd wyruszył do kraju cesarskiego sojusznika Bolesława I Chrobrego, u którego przebywał ocalały z rzezi jego najstarszy brat Sobiebor. W Polsce celem miało być chrystianizowanie Prusów lub Wieletów, których język Wojciech znał. Jednak temu przeszkadzała wojna cesarstwa z Połabianami.

Potem poprzez Gdańsk, gdzie przeprowadził masowy chrzest i rozkazał wycięcie świętego dębu, łodzią, osłaniani przez 30 wojów Chrobrego, Wojciech razem przyrodnim bratem Radzimem oraz prezbitrem Boguszą-Benedyktem dotarli do ziemi Prusów, najprawdopodobniej w okolicach Truso koło dzisiejszego Elbląga (dawniejsza historiografia wskazywała na Tenkitten w Sambii).

Ich działalność misyjna nie spotkała się z przychylnym przyjęciem. Misjonarze nie znali nawet języka Prusów. W czasie pobytu na jednej z wysp nadbrzeżnych doszło do spotkania z pruskimi rybakami, którzy próbowali się z nimi porozumieć. Gdy obcy nie potrafili powiedzieć nic zrozumiałego jeden z Prusów uderzył Wojciecha wiosłem w plecy. Wkrótce z pomocą jednego z pruskich możnych dostali się na teren osady. Jako goście podlegali ochronie swego gospodarza i dzięki jego pozycji 17 kwietnia stanęli przed pruskim wiecem, na którym Wojciech z pomocą tłumacza przemawiał, objaśniając zasady chrześcijaństwa.

Z pochodzenia jestem Słowianinem. Nazywam się Adalbert, z powołania zakonnik; niegdyś wyświęcony na biskupa, teraz z obowiązku jestem waszym apostołem. Przyczyną naszej [tu] podróży jest wasze zbawienie, abyście – porzuciwszy głuche i nieme bałwany – uznali Stwórcę naszego, który jest jedynym Bogiem i poza którym nie ma innego boga; abyście, wierząc w imię Jego, mieli życie i zasłużyli na zażywanie w nagrodę niebiańskich rozkoszy w wiecznych przybytkach.

Napięta sytuacja pogranicza, walki między Słowianami a Prusami, a także być może napięcia między rodzącą się warstwą możnowładczą a dawniejszą formą władzy wiecowej spowodowały, że zgromadzenie nakazało im opuszczenie ziem Prusów.

Nas i cały ten kraj na którego krańcach my mieszkamy, obowiązuje wspólne prawo i jeden sposób życia; wy zaś, którzy rządzicie się innym i nieznanym prawem, jeśli tej nocy nie pójdziecie, jutro zostaniecie ścięci.

Jednak po 5 dniach w okolicy pruskiego grodu granicznego Chollin (na południowych brzegach jeziora Drużno obecnie wieś Święty Gaj) – 23 kwietnia 997 odpoczywających po mszy odprawionej w świętym gaju (pole romowe) zaskoczyło 7 strażników prowadzonych przez kapłana. Wojciech – jako przywódca – uderzony toporem lub włócznią w serce został zabity przez Prusa imieniem Sicco, który – wg żywotów – miał wcześniej stracić w walkach z Polakami brata. Ciału odcięto głowę i nabito na pal wyrazem hańby. Jego towarzyszy oszczędzono i odesłano do Polski. Bogusza-Benedykt (według znacznie późniejszych podań) osiadł w Ciechanowie (gdzie na kilkanaście dni przed swoją śmiercią nauczał św. Wojciech) i założył tu pierwszy kościół.

Głowę z pala zdjął potajemnie i przewiózł do Gniezna nieznany Pomorzanin. Wkrótce potem Chrobry wykupił resztę ciała Wojciecha na wagę złota i rozkazał pochować w Gnieźnie. Do jego grobu w 1000 roku pielgrzymował Otton III (patrz: zjazd gnieźnieński). W czasie jego wizyty w Gnieźnie założono metropolię arcybiskupią, której Wojciech został patronem, a jego brat Radzim Gaudenty stanął na czele. Święty Wojciech jest pierwszym polskim męczennikiem.

Relikwie

Relikwie św. Wojciecha oraz jego brata Radzima złożone w katedrze gnieźnieńskiej zostały wywiezione do Czech przez księcia Brzetysława I, który w 1038 najechał na Polskę. Do dziś znajdują się w katedrze św. Wita.

Cesarz Otton III wyruszył w 1000 roku z pielgrzymką do grobu św. Wojciecha najprawdopodobniej w celu uzyskania ciała św. Wojciecha i przewiezienia go do Akwizgranu. Jednak od Bolesława Chrobrego uzyskał jedynie relikwiarz z ramieniem Wojciecha, które potem częściowo złożono w Akwizgranie, a część w Rzymie w kościele ufundowanym pod jego wezwaniem na wyspie na Tybrze. W 1928 roku rzymskie relikwie przekazano Polsce na prośbę ówczesnego Prymasa Polski, kardynała Augusta Hlonda (przechowywane w skarbcu gnieźnieńskim).

W 1923 skradziono z gnieźnieńskiej katedry relikwiarz z rzekomo odnalezioną w 1127 roku (według Roczników Polskich) głową świętego.

W czasie II wojny światowej, gdy zaistniało podejrzenie, iż gestapo – po zmuszeniu do wyjazdu do Inowrocławia wikariusza generalnego katedry ks. Edwarda Blericqa – zażąda wydania srebrnego relikwiarza, co równało się zniszczeniu relikwii, ks. Paul Mattausch poprosił znajomego żołnierza Wehrmachtu Urbana Thelena (1915-2008) o przewiezienie paczki z relikwiami z Gniezna do Inowrocławia. Thelen podjął się tej misji – relikwie św. Wojciecha dotarły do ks. Blericqa i zostały wmurowane w posadzce zakrystii kościoła św. Mikołaja, skąd po wojnie wróciły do Gniezna. W roku 1992 Urban Thelen towarzyszył legatowi Prymasa Polski w drodze do Kleve, gdzie część uratowanych przezeń relikwii – jako dar Kościoła polskiego – została złożona w ołtarzu kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP. W roku 1997 abp. Henryk Muszyński zaprosił Thelena na uroczystości 1000-lecia śmierci świętego do Gniezna, gdzie został przedstawiony papieżowi Janowi Pawłowi II.

W roku 1999 staraniem ks. kan. Zbigniewa Łuczaka z kapituły łęczyckiej jedna z gnieźnieńskich relikwii trafiła do kolegiaty w Tumie koło Łęczycy, stojącej w miejscu, gdzie według późnej tradycji miano za sprawą św. Wojciecha i Bolesława Chrobrego ustanowić pierwsze w Polsce opactwo benedyktynów.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 1,3-8)
Po swojej męce Jezus dał Apostołom wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie – /mówił/ – Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.

(Ps 126,1-6)
REFREN: Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości

Gdy Pan odmienił los Syjonu,
wydawało się nam, że śnimy.
Usta nasze były pełne śmiechu,
a język śpiewał z radości.

Mówiono wtedy między poganami:
„Wielkie rzeczy im Pan uczynił”.
Pan uczynił nam wielkie rzeczy
a ogarnęła nas radość.

Odmień znowu nasz los, Panie,
jak odmieniasz strumienie na Południu.
Ci, którzy we łzach sieją,
żąć będą w radości.

Idą i płaczą
niosąc ziarno na zasiew,
lecz powrócą z radością
niosąc swoje snopy.

(Flp 1,20c-30)
Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne. A ufny w to, wiem, że pozostanę, i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze, aby rosła wasza duma w Chrystusie przez mnie, przez moją ponowną obecność u was. Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym ja – czy to gdy przybędę i ujrzę was, czy też będąc z daleka – mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom. To właśnie dla nich jest zapowiedzią zagłady, a dla was zbawienia, i to przez Boga. Wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczycie tę samą walkę, jaką u mnie widzieliście, a o jakiej u mnie teraz słyszycie.

(J 12,26)
Kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa.

(J 12,24-26)
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

WIARA I WSZYSTKO INNE

Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Ta deklaracja Jezusa możliwa jest do przyjęcia tylko w jednym wymiarze.

Wszystko, co ostatnio czytamy w Ewangelii, na temat chleba, którego spożywanie daje życie wieczne, chleba, którym mianuje się Jezus, wymaga najpierw wiary.

Jeśli podejmiemy jakiekolwiek eksperymenty, sprawdzające zawartość postaci eucharystycznych (chleba i wina), szybko odrzucimy przesłanie z tzw. „mowy eucharystycznej” Jezusa (6 rozdział św. Jana). Słuchacze Jezusa zresztą w większości odeszli od Niego po wysłuchaniu zapowiedzi o chlebie dającym wieczność – „Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło”, (J 6,66).

Wiara w chleb poprzedzona musi być wiarą w osobę. I Jezus najpierw zastrzega: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Ilekroć biorę chleb i mówię w imieniu Jezusa „To jest Ciało Moje” i wino mówiąc „To jest Krew Moja”, wiem, że mam prawo tak mówić, bo wierzę Jezusowi. Wierzę w Niego i Jemu.

Spotykam ludzi, którzy codziennie, przez wiele lat, chodzą na mszę świętą, przyjmują komunię, zanurzeni w całkowitej wierze i zaufaniu słowom Jezusa. Fantastyczne świadectwo.

W naszym życiu najbardziej realne jest to, w co wierzymy. Tak jest w relacjach z ludźmi, jeśli komuś wierzymy, przyjmiemy go całkowicie. Ze wszystkimi niewiarygodnymi rzeczami jakie może nam zaproponować. Wyrażenie „silni wiarą”, może dla kogoś mieć posmak oderwania od realizmu. Myślę, że wskazuje jednak na to, co najważniejsze i rozstrzygające w życiu.

Wierzę Jezusowi, wierzę w chleb i wino, w których ukryty jest Bóg, wierzę, że te proste znaki są nadzieją życia wiecznego. Wierzę w ludzi i wierzę ludziom, dlatego próbuję ich kochać i służyć im. Ponieważ wierzę, wszystko jest możliwe – „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9,23). I choć to wszystko jest drżące i chybotliwe w świetle powierzchownych kategorii pewności, daje dostęp do rzeczywistości nijak inaczej nieosiągalnych. Najpierw wiara, potem wszystko.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 8,26-40)
Anioł Pański powiedział do Filipa: Wstań i idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta – powiedział anioł Pański do Filipa. A on poszedł. Właśnie wtedy przybył do Jerozolimy oddać pokłon Bogu Etiop, dworski urzędnik królowej etiopskiej, Kandaki, zarządzający całym jej skarbcem, i wracał, czytając w swoim wozie proroka Izajasza. Podejdź i przyłącz się do tego wozu – powiedział Duch do Filipa. Gdy Filip podbiegł, usłyszał, że tamten czyta proroka Izajasza: Czy rozumiesz, co czytasz? – zapytał. A tamten odpowiedział: Jakżeż mogę /rozumieć/, jeśli mi nikt nie wyjaśni? I zaprosił Filipa, aby wsiadł i spoczął przy nim. A czytał ten urywek Pisma: Prowadzą Go jak owcę na rzeź, i jak baranek, który milczy, gdy go strzygą, tak On nie otwiera ust swoich. W Jego uniżeniu odmówiono Mu słuszności. Któż zdoła opisać ród Jego? Bo Jego życie zabiorą z ziemi. Proszę cię, o kim to Prorok mówi, o sobie czy o kimś innym? – zapytał Filipa dworzanin. A Filip wychodząc z tego /tekstu/ Pisma opowiedział mu Dobrą Nowinę o Jezusie. W czasie podróży przybyli nad jakąś wodę: Oto woda – powiedział dworzanin – cóż przeszkadza, abym został ochrzczony? Odpowiedział Filip: Można, jeśli wierzysz z całego serca. Odparł mu: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. I kazał zatrzymać wóz, i obaj, Filip i dworzanin, zeszli do wody. I ochrzcił go. A kiedy wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i dworzanin już nigdy go nie widział. Jechał zaś z radością swoją drogą. A Filip znalazł się w Azocie i głosił Ewangelię od miasta do miasta, aż dotarł do Cezarei.

(Ps 66,8-9.16-17.19-20)
REFREN: Niech cała ziemia chwali swego Boga

Błogosławcie ludy naszemu Bogu
i rozgłaszajcie Jego chwałę,
bo On życiem obdarzył naszą duszę
i nie dał się potknąć naszej nodze.

Przyjdźcie i słuchajcie mnie wszyscy, którzy boicie się Boga,
opowiem, co uczynił mej duszy.
Do Niego wołałem moimi ustami,
chwaliłem Go moim językiem.

Bóg mnie wysłuchał,
przyjął głos mojej modlitwy.
Błogosławiony Bóg, który nie odepchnął mej prośby,
i nie oddalił ode mnie swej łaski.

(J 6,51)
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba, jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

(J 6,44-51)
Jezus powiedział do ludu: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: Oni wszyscy będą uczniami Boga. Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto /we Mnie/ wierzy, ma życie wieczne. Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata.

Itinerarium , , , , , , , ,

A ZAWILCE W KOBIERCACH

Zanurzeni w cieniu naszej polskiej tragedii możemy przeoczyć niezwykły pochód wiosny, która akurat wchodzi w apogeum.

Wzgórza przepasują się weselem a pastwiska są pełne rosy. Łąki stroją się trzodami, doliny okrywają się zbożem, wznoszą okrzyki, a nawet śpiewają! Autor psalmu 65, z którego pochodzą cytowane słowa, nawet jeśli pisał je pod wpływem wina, to bez nadużycia.

W Polsce, jeszcze zasnutej mgłą smutku, bociany klepią na dobre swoje opowieści na każdym gnieździe. Żurawie, dobrane w dostojne pary, skończyły mościć swoje domki na bagnach i wnet z ich jaj wyklują się młode. Hasa już nowe pokolenie dzików, wkrótce także saren i jeleni. Lasy bielą się kobiercami zawilców, każde drzewo szuka sukna zielonego, aby ozdobić gałęzie i pnie. Natura wypełnia wiernie wezwanie z ostatniego psalmu (150) – Wszystko, co żyje, niech chwali Pana!

Wykorzenieni z poczucia podziwu dla piękna stworzenia stajemy się chyba bardziej hardzi, otępiali i posępni. I zamykamy się na delikatne działanie Ducha Świętego w ledwo dostrzegalnych (a jednak dostrzegalnych) muśnięciach, którymi On codziennie obsypuje świat. Podziw i zachwyt pięknem otwiera nas także na cudowność ludzi, których znamy lub choćby mijamy na sekundę, biegnąc przez życie. Powiewom Ducha są posłuszni bohaterowie scen, które odczytujemy właśnie dzień po dniu w liturgii, Filip jest znakomitym przykładem. Poczucie podziwu i piękna świata, życia, ludzi, daje także inny wymiar przeżywania Eucharystii i przyjęcia niewiarygodnej deklaracji Jezusa: Jam jest chleb życia.

Dany nam jest przepiękny świat i bardzo dobry czas, aby przebudzić się do nowych i głębszych wymiarów życia.

P.S. Dziś także w odrębnych załącznikach wysyłam prośbę o list w sprawie Guillermo Farinasa, głodującego więźnia sumienia na Kubie.
Załączniki: Umiera człowiek, Wzory apelu

LITURGIA SŁOWA

(Dz 8,1b-8)
Po śmierci Szczepana wybuchło wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim. Wszyscy, z wyjątkiem Apostołów, rozproszyli się po okolicach Judei i Samarii. Szczepana zaś pochowali ludzie pobożni z wielkim żalem. A Szaweł niszczył Kościół, wchodząc do domów porywał mężczyzn i kobiety, i wtrącał do więzienia. Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo. Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z donośnym krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych. Wielka radość zapanowała w tym mieście.

(Ps 66,1-7)
REFREN: Niech cała ziemia chwali swego Boga

Z radością sławcie Boga wszystkie ziemie,
opiewajcie chwałę Jego imienia,
cześć Mu chwalebną oddajcie,
Powiedzcie Bogu: „Jak zadziwiające są Twe dzieła!

Niechaj Cię wielbi cała ziemia i niechaj śpiewa Tobie,
niech twoje imię opiewa”.
Przyjdźcie i patrzcie na dzieła Boga:
zadziwiających rzeczy dokonał wśród ludzi!

Morze na suchy ląd zamienił,
pieszo przeszli przez rzekę.
Nim się przeto radujmy!
Jego potęga włada na wieki.

(J 6,40)
Każdy, kto wierzy w Syna Bożego, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

(J 6,35-40)
Jezus powiedział do ludu: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

TEREN DO ODNOWY

Lektura dziejów pierwszych wspólnot chrześcijańskich (patrz niżej i w liturgii słowa aktualnie) pokazuje jak wielką siłą napędową jest wiara.

Myślę nie tylko o gotowości na męczeństwo (Szczepan), ale o entuzjazmie życia, chęci dzielenia się swoim doświadczeniem, głębokiej zmianie w życiorysach tych, którzy odkrywają Ewangelię. Zestawienie tego klimatu z sytuacją we współczesnych wspólnotach chrześcijańskich aż mrozi. Martwota i obojętność, zrytualizowanie i przesadna instytucjonalizacja, to najbardziej oczywiste symptomy chrześcijaństwa dziś. I nie mówię tego w tonie oskarżenia, bo sam jestem częścią systemu, o którym piszę.

Ruch, tempo, świadomość misji, żywe relacje z ludźmi to obraz pierwszych wspólnot. Nie jestem romantykiem z rozrzewnieniem wspominającym „dawne dzieje” i narzekającym na wredną współczesność. Filarami pierwszych chrześcijańskich „parafii” były: wspólna modlitwa, wczytywanie się i wsłuchiwanie w Słowo Boże, Eucharystia, żywa wspólnota oraz przekonanie o misji.

Kiedy śledzę dyskusje o sytuacji chrześcijaństwa dziś, rejestruję głosy o potrzebie zmian, korekt, usuwania niedoskonałości. W zasadzie nie jest tak źle, można się domyśleć, jakoś dajemy radę.

Rozprawianie na poziomie ogólnym jest bezcelowe. Sam siebie pytam, jak się modlę, jak wsłuchuję w Słowo Boga, jak przeżywam mszę świętą, jakie więzy łączą mnie z innymi (i co ewangelicznego je wyróżnia) i jak konkretyzuje się moja misja dzisiaj. Polecam te pytania.

Rzeczywistości można się poddawać albo świadomie ją przekształcać. Ta druga opcja jest mi bliższa, taką wyczytuję w całej Ewangelii, w opisach z Dziejów Apostolskich także. Odnowa jest zawsze aktualna, ale daleka jeżeli myślimy o niej w odniesieniu do „innych”. A chrześcijaństwem do odnowy, Polską do odnowy, jestem ja i moje życie.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 7,51-59;8,1)
Szczepan mówił do ludu i starszych, i uczonych: Twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu. Jak ojcowie wasi, tak i wy! Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali. Wy, którzy otrzymaliście Prawo za pośrednictwem aniołów, lecz nie przestrzegaliście go. Gdy to usłyszeli, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego. A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga. A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem. Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: Panie Jezu, przyjmij ducha mego! Szaweł zaś zgadzał się na zabicie Szczepana.

(Ps 31,3-4.6-8.17.21)
REFREN: W ręce Twe, Panie, składam ducha mego
lub Alleluja

Bądź dla mnie skałą schronienia,
warownią, która ocala.
Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą,
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.

W ręce Twoje powierzam ducha mego:
Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże.
Ja zaś pokładam ufność w Panu.
Weselę się i cieszę Twoim miłosierdziem.

Niech Twoje oblicze zajaśnieje nad Twym sługą,
wybaw mnie w swym miłosierdziu.
Osłaniasz ich Twą obecnością
od spisku mężów.

(J 6,35)
Jam jest chleb życia, kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął.

(J 6,30-35)
W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa: Jakiego dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.

Itinerarium , , , , , , , , ,

O OWOCE JEDNOŚCI

Niełatwo jest nazwać wszystkie wymiary doświadczenia, przez które przechodzimy w ostatnich dniach. Na pewno jest to doświadczenie ważne.

Nawet jeżeli nie odmieni jakoś gruntownie naszej polskiej natury, to ukazało już wartości niezwykle piękne. Poczuliśmy się zjednoczeni, ale nie jednością triumfu, krótkiego uniesienia, jak w przypadku zwycięstw sportowców i nie jednością krwi, ale jednością wartości, które stanowią duchową tkankę polskości. Wiem, że wyrażenie „duchowa tkanka polskości” w epoce nasilonego indywidualizmu brzmi archaicznie, ale wierzę, że istnieją realne, choć niewidzialne nici, wiążące jednostki w naród.

Poza oczywistymi, jak znajomość narodowej historii i kultury i szacunek dla nich, dochodzą jeszcze wartości uznawane i podzielane przez większość narodu. To, co wiąże Polaków, to niezwykłe zakochanie w wolności, romantyzm zarówno ten radosny jak i smutny, gościnność i przychylność dla innych (w religii, języku, pochodzeniu), a także wiara, odnoszenie do Boga, zarówno sukcesów (choć to rzadziej), jak i porażek (te szczególnie wiążemy z Bogiem) doświadczanych w naszym życiu. Może należałoby tę listę wydłużyć. Czymś niezwykle istotnym, jest solidarność, pewnie zawsze obecna w duszach Polaków, ale szczególnie eksplodująca 30 lat temu, potem 5 lat temu i wreszcie ostatnio.

Każdego dnia podczas mszy świętej, zanoszę do Boga prośbę o jedność (np. w najczęściej używanej modlitwie: „Pokornie błagamy, aby Duch Święty zjednoczył nas wszystkich, przyjmujących Ciało i Krew Chrystusa.” – inne wezwania przytaczam na końcu). To ważna prośba, którą będę w najbliższych dniach zanosił ze szczególną gorliwością, aby nie rozwiała się jedność, której doświadczamy. Ta jedność i solidarność, stworzona w ostatnich dniach przez smutek, żal, łzy, żałobę i modlitwę, może fantastycznie zaowocować. I chciałbym, aby owocowała pojednaniami, i tym wielkim polsko – rosyjskim, i tym społecznym, ale też serią małych pojednań w naszym życiu, bo przecież mamy swoje małe codzienne wojny (rodzinne, szkolne i inne). Chciałbym, aby owocowała objęciem troską wszystkie zapomniane Polski, Polskę dzieci ulicy (coraz liczniejszą), Polskę ubogich i nie dających sobie rady rodzin, Polskę bezdomnych, Polskę uchodźców i Polskę narkotyzującej się młodzieży. Te Polski są zapomniane i nie chciane, a są naszą Polską także.

Modlitwą o jedność chcę chronić sens doświadczenia ostatnich dni. A ponieważ dewiza „ora et labora” jest mi bliska, pracy też nie zabraknie.

Inne liturgiczne wezwania do jedności:

Przez swojego Syna, który jest blaskiem wiecznej chwały i który dla nas stał się człowiekiem, zgromadziłeś wszystkie narody w jedności Kościoła. Mocą swojego Ducha zbierasz nadal w jedną rodzinę ludy ziemi i dajesz wszystkim ludziom błogosławioną nadzieję swojego Królestwa.

Ty, jak Ojciec, czuwasz nad wszelkim stworzeniem i gromadzisz w jedną rodzinę ludzi stworzonych dla chwały Twojego Imienia.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 6,8-15)
Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej /synagogą/ Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego /natchnienia/ przemawiał. Podstawili więc ludzi, którzy zeznali: Słyszeliśmy, jak on mówił bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i Bogu. W ten sposób podburzyli lud, starszych i uczonych w Piśmie. Przybiegli, porwali go i zaprowadzili przed Sanhedryn. Tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali: Ten człowiek nie przestaje mówić przeciwko temu świętemu miejscu i przeciwko Prawu. Bo słyszeliśmy, jak mówił, że Jezus Nazarejczyk zburzy to miejsce i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał. A wszyscy, którzy zasiadali w Sanhedrynie, przyglądali się mu uważnie i zobaczyli twarz jego podobną do oblicza anioła.

(Ps 119,23-24.26-27.29-30)
REFREN: Błogosławieni, których droga prosta
Albo: Alleluja

Choć zasiadają możni i przeciw mnie spiskują,
Twój sługa rozmyśla o Twych ustawach.
Bo Twoje napomnienia są moją rozkoszą,
moimi doradcami Twoje ustawy.

Wyjawiłem Ci moje drogi, a Tyś mnie wysłuchał,
poucz mnie o Twoich ustawach.
Pozwól mi zrozumieć drogę Twych postanowień,
abym rozważał Twoje cuda.

Powstrzymaj mnie od drogi kłamstwa,
obdarz mnie łaską Twego prawa.
Wybrałem drogę prawdy,
postawiłem przed sobą Twe wyroki.

(Mt 4,4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

(J 6,22-29)
Nazajutrz po rozmnożeniu chlebów lud, stojąc po drugiej stronie jeziora, spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie. A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

TRZYKROTNE PYTANIE

kazanie na III Niedzielę Wielkanocną
18 kwietnia 2010

Normalnie żyjemy, śpimy, pijemy, jemy, bawimy się i kłócimy. I szybko, zawsze za szybko, upływa nam życie.

Czasem budzimy się, choć na krótko, pytając siebie o sprawy najważniejsze. Tak może i dzisiaj i przez ostatni tydzień po Smoleńsku, ważne sprawy mknęły przez głowy i serca Polaków.

Czasu i sposobności aby zapytać siebie o życie według miłości także brakuje. Piotr, który akurat po raz kolejny bezskutecznie zajmował się łowieniem ryb, pytanie o miłość usłyszał również nagle. Trzykrotnie, co w konwencji biblijnej oznacza sprawę najwyższej wagi. Na dodatek, te pytania Chrystusa są ostatnimi w Ewangelii, a pytania najważniejsze padają zwykle na końcu.

I nam w tę smutną niedzielę pozostaje stanąć wobec pytania o naszą miłość do Chrystusa.

– Czy kochasz Mnie?
– Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.

Obyśmy głęboko czuli, że tak właśnie możemy odpowiedzieć. A jak nie, to szybko się o tę miłość postarajmy, bo diabeł wiadomo mistrz odkładania, zdmuchnie wszelkie iskry miłości do jutra. Tak samo ludzie, nie żyją ot tak sobie, obok i wokół nas. Są do kochania i do pokochania, zawsze można ich kochać bardziej i więcej. Tak samo Polska, do której może miłość lekko odkurzyliśmy ostatnio, wymaga miłości naszych rąk i serc. I każde żywe stworzenie, świeże motyle i wesołe biedronki, wyraziste gwiazdy na niebie.

Dobrze o tym pamiętać nim od poniedziałku zacznie nadchodzić codzienność z wieloma niewiadomymi.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 5,27b-32.40b-41)
Arcykapłan zapytał apostołów: Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas krew tego Człowieka? Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi – odpowiedział Piotr i Apostołowie. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni. I zabronili im przemawiać w imię Jezusa, a potem zwolnili. A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia /Jezusa/.

(Ps 30,2.4-6.11-13)
REFREN: Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, mój Boże, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.

Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament,
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.

(Ap 5,11-14)
Ja Jan ujrzałem, i usłyszałem głos wielu aniołów dokoła tronu i Zwierząt, i Starców, a liczba ich była miriady miriad i tysiące tysięcy, mówiących głosem donośnym: Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo. A wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i na morzu, i wszystko, co w nich przebywa, usłyszałem, jak mówiło: Zasiadającemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc, na wieki wieków! A czworo Zwierząt mówiło: Amen. Starcy zaś upadli i oddali pokłon.

Zmartwychwstał Chrystus, który wszystko stworzył i zlitował się nad ludźmi.

(J 21,1-19)
Jezus ukazał się znowu nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy nie macie nic do jedzenia? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał. A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś baranki moje. I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Odparł Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś owce moje. Powiedział mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: Pójdź za Mną!

Itinerarium , , , , , , , ,

Patriotyzm

Ciężko być dziś dumnym z tego, że się jest Polakiem.

Szczerze mówiąc, wolę już to, co zacznie się jutro, a najdalej pojutrze.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , ,

W POŚPIECHU

Codziennie wieczorem, w czasie nieszporów, modlę się niezwykłymi słowami, dobrze oddającymi spojrzenie w przyszłość. Modlę się również za każdego z was.

Pomiędzy nami idziesz, Panie,
Po kamienistej drodze życia
I słuchasz słów zrodzonych z lęku
Przed jutrem pełnym tajemnicy.

Jutra nie znamy, w jakimś sensie każdy z nas ma kamienistą drogę życia. Normalną rzeczą są chwile lęku.

Warto wykuć sobie w myślach i najgłębiej w sercu pamięć o tym, że nie idziesz sam. Pomiędzy nami idzie On. I szepce: Nie bójcie się.

I jeszcze jedno, przypomnienie o miłości. Że tylko ona, w pośpiechu czyniona, daje szansę umknięcia śmierci.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 6,1-7)
Wówczas, gdy liczba uczniów wzrastała, zaczęli helleniści szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy. Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły – powiedziało Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów. Upatrzcie zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości. Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa. Spodobały się te słowa wszystkim zebranym i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa i Mikołaja, prozelitę z Antiochii. Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się włożyli na nich ręce. A słowo Boże rozszerzało się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę.

(Ps 33,1-2.4-5.18-19)
REFREN: Okaż swą łaskę ufającym Tobie

Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
prawym przystoi pieśń chwały.
Sławcie Pana na cytrze,
grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach.

Bo słowo Pana jest prawe,
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość,
ziemia jest pełna Jego łaski.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci
i żywił ich w czasie głodu.

Zmartwychwstał Chrystus, który wszystko stworzył i zlitował się nad ludĄmi.

(J 6,16-21)
Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się! Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.

Itinerarium , , , , , , ,

PIĘĆ PRAGNIEŃ

Dużo się modlimy wszyscy w ostatnie dni, jeśli wierzymy i potrafimy. Jeszcze płaczemy, z żalu i bezradności.

Jak to wszystko zrozumieć, jak nadać sens? Sam szukam, składam myśli i odczucia. I jest jakaś lista pragnień.

Pragnienie pierwsze: bliżej. Jesteśmy blisko siebie, Polacy, Smoleńsk nas zbliżył. Inne struny bliskości zadźwięczały w nas teraz, niż te pięć lat temu, ale równie ważne. Pragnienie mam takie, aby tę bliskość ocalić.

Pragnienie drugie: moc. Tkwią w nas wielkie moce, w każdym z nas i w naszej wspólnocie, moce obudzone i żywe teraz. Jak tę polską moc skierować na budowanie, wspólne i dobre? I nie dopuścić do wystąpienia przeciwko sobie? Pragnienie mam takie, żeby ta moc dźwignęła Polskę.

Pragnienie trzecie: Polska. Przez wiele ostatnich lat gapimy się w tzw. „najlepsze zachodnie wzorce”, które zioną pustką i „wielkim żarciem” (nieokiełzana konsumpcja). A mamy tak dużo cudownej Polski, tej gościnnej, sąsiedzko pomocnej, bohaterskiej, romantycznej. Pragnienie mam takie, aby otrząsnąć się z tego, co nie nasze, puste i byle jakie, odziać się w polskie, dobre i piękne.

Pragnienie czwarte: solidarność. Umieliśmy jeden drugiemu pomagać, dawać ze swojego, ujmować się za innymi, nadstawiać za nich karku, jedni z drugimi, nie przeciw sobie. Kwiaty solidarności zakwitły niezwykle 30 lat temu, kwitły w stanie wojennym, potem przywiędły i niektóre zginęły całkiem. Pragnienie jest takie, żeby wiosennie rozkwitły znowu kobierce kwiatów solidarności.

Pragnienie piąte: braterstwo. Z Rosjanami, Żydami, Rumunami, Cyganami, Murzynami. Ze wszystkimi, nikogo nie wyłączając. Mamy wielu braci i siostry, wszędzie. Pragnienie jest takie, żeby nie mieć nigdzie wrogów.

Z pragnień jeszcze nic bezpośrednio nie wynika. Może jednak są zwiastunami nowego i lepszego.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 5,34-42)
Pewien faryzeusz, imieniem Gamaliel, uczony w Prawie i poważany przez cały lud, kazał na chwilę usunąć Apostołów i zabrał głos w Radzie: Mężowie izraelscy – przemówił do nich – zastanówcie się dobrze, co macie uczynić z tymi ludźmi. Bo niedawno temu wystąpił Teodas, podając się za kogoś niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i ślad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludności wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą. Zginął sam i wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni. Więc i teraz wam mówię: Odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich. Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem. Usłuchali go. A przywoławszy Apostołów kazali ich ubiczować i zabronili im przemawiać w imię Jezusa, a potem zwolnili. A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia /Jezusa/. Nie przestawali też co dzień nauczać w świątyni i po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie.

(Ps 27,1.4.13-14)
REFREN: Jednego pragnę: mieszkać w domu Pana

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?

O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam,
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu,
przez wszystkie dni życia.
Abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

(Mt 4,4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

(J 6,1-15)
Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,