JAK SOCZYSTY AGREST

Lato jest czasem pracy. I to niezwykłej, pięknej, ciężkiej, pożytecznej i owocnej. Wielka praca trwa prawie wszędzie.

Prawie wszędzie, poza kurortami i plażami. Te miejsca akurat zawsze wydawały mi się nudne i beznadziejne.

To, co się dzieje teraz na kwiatach polnych, ogrodowych, drzewnych, to robota na wszystkie szychty. Myślę o pszczołach i miodobraniach. Pszczoły współpracują ze światłem dnia i gorącem słońca. Trwa wielka praca w kłosach zbóż, już chleb w ziarnach twardnieje. Trawy szykują się na drugi albo i trzeci pokos. Wszystkie drzewa owocowe, maliny, porzeczki, agrest, jagody, tam wre ostra praca, żeby się owoc zrodził, żeby się spełnić, dojrzeć i ziścić.

Uwielbiam tę pracę, spokojną, konsekwentną, wyraźnie nakierowaną na cel, harmonijnie złączoną z wodą, słońcem i wiatrem. Pracują intensywnie bociany i żurawie, trzeba wyuczyć młodzież jak się łapie myszy i sunie koliście na zefirze.

Mam wrażenie, że ci którzy opowiadają o „letnim rozleniwieniu”, rozmijają się z rytmem kosmosu. Oczywiście, odpoczynek jest cudowny, chociaż myślę, że tylko wtedy gdy jest inną pracą, na przykład kontemplacją lub malowaniem obrazu, albo wędrówką przez wąwóz. Mam na myśli obudzenie innych części naszej osobowości, tak by te na co dzień zaangażowane w „kierat życia”, spokojnie się regenerowały.

W rytmie kosmosu skryty jest Boży rytm, zresztą w nas też. Wtedy gdy nasze działanie jest nakierowane na cel, kiedy ku niemu dążymy wytrwale, a porzucamy bzdury i banialuki, możemy zjednoczyć się z sensem. Zresztą, co tu dużo pisać, popatrzcie na pszczoły, na twardniejące kłosy zbóż i soczyste kule agrestu, o to właśnie chodzi.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

PTAKI SKRZYDLATE

Lipiec, jak zwykle przynosi sporo kwiatków duszpasterskich, bo dzieci i młodzież, których spotykam na rekolekcjach, obozach i spotkaniach, są bardzo twórczy i nieszablonowi.

Przy okazji jakiegoś spotkania i perspektywy obozu nad jeziorem, zadałem pytanie młodej wychowawczyni, czy umie pływać.

– To zależy…

Dotychczas na tak postawione pytanie słyszałem odpowiedź, tak lub nie. Ewentualnie „nie za dobrze”, „słabo”, co w gruncie rzeczy oznaczało, że nie. Dopytuję się więc panny, co znaczy jej odpowiedź.

– Na płytkiej wodzie umiem, na głębokiej nie.

Inną grupę nastolatków wypytuję, jakie znają ptaki. Sowy, wróble, kolibry, nawet nieźle. Jeden zaś po namyśle z filozoficzną zadumą odpowiedział:

– Ja znam ptaki skrzydlate!

Podczas improwizowanej modlitwy wiernych, dziewczynka, świadoma powagi sytuacji w kraju, wypowiada wezwanie:

– Módlmy się, aby Polska wybrała prezydenta…

Zapewniłem ją, że już w niedzielę jej prośba będzie wysłuchana.

Studentka wychowawczyni, odczytuje opis stworzenia i oznajmia (w imieniu Pana Boga!):

„Niechaj się zaorają wody od istot żywych…”

W tekście z Księgi Rodzaju stoi jednak: «Niechaj się zaroją wody od istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!». Kiedy zwróciłem uwagę na subtelną różnicę między zaoraniem i zarojeniem, pani studentka odrzekła, że się czepiam.

W nawie południowej naszego świętoduskiego kościoła mamy remont. Poważni panowie konserwatorzy odkryli tam małe cudo, wzorowany na gotyk portalik, przy wejściu na chór. Dzielę się tą radością z księdzem Pawłem, o mało co doktorem historii. A ten ze zdziwieniem i zachwytem pyta:

– Taaak? „Nasza Klasa”? W nawie południowej?!

Kiedy zaprzeczyłem, ów zmyślny kapłan, deliberował, że może chodzi o jakąś część gotyckich spodni, wszak kiedyś mawiało się o spodniach „portki”.

Życie jest naprawdę radosne, święte, piękne, na portalu www.duch.lublin.pl także.

Itinerarium , , , , ,

O SZCZĘŚCIU PRZYPOMNIENIE

Przypominam, że z woli samego Pana Boga, mamy obowiązek bycia szczęśliwymi. Nieszczęśliwi sprzeciwiają się woli Bożej. Ponadto, kto nie umie być szczęśliwym tu na ziemi, nie zrozumie szczęścia wiecznego.

Przypominam także, że nie da się szczęścia kupić, wypożyczyć, wziąć w leasing lub ukraść. Przypominam jeszcze, że szczęścia nie ma gdziekolwiek indziej poza miejscem, gdzie akurat dziś czytasz ten tekst. Przypominam, że „jutro” jest wredną siostrą „nigdy”, i jak dziś nie umiesz być szczęśliwy, to nigdy ci się to nie uda.

Przypominam, że szczęście można dawać, roztrwaniać, szastać nim na lewo i prawo, hojnie się nim co chwila dzielić, i nigdy go nie zabraknie. Przypominam, że mądremu do szczęścia wystarczy przytulić się dziś do buczącej pszczołami lipy, a głupiemu i z milionem dolarów będzie źle.

Przypominam, że szczęście jest racją twojego istnienia, sensem dni i nocy. Przypominam, że Bóg jest szczęśliwy tylko wtedy, kiedy ty jesteś szczęśliwy.

Itinerarium , , , , , ,

NIC LEPSZEGO NAD KOŚCIÓŁ

Wszyscy zestarzeliście się o pół roku. Może nieładnie przypominać o tej sprawie, ale ostatni dzień czerwca, taką prawdę wieści. I stąd kilka pytań do rachunku sumienia czy jakiejkolwiek innej formy refleksji.

Kto stał się w te ostatnie pół roku mądrzejszy? Ręka do góry!

Kto jest bardziej radosny, niż pół roku temu? Ręka do góry!

Kto ma większy wór szczęścia, obfitszy, niż 1 stycznia 2010? Ręka, wiadomo…

Kto jest bogatszy o parę złotych choćby? Ręka…

Kto wypiękniał? Ręka do góry! Przepraszam, nie widzę…

Kto mniej kłamie? Mniej plotkuje? Mniej marudzi? Ręka do góry! Nie widzę…

Kto postąpił w miłości? Kto jeszcze wierzy, że wierzy? Kto rozpalił nadzieję? Kto Pana Boga zna po imieniu?

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

NIC LEPSZEGO NAD KOŚCIÓŁ

kazanie na Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła Filarów Kościoła
wtorek 29 czerwca 2010

Nie wiem ilu z was ma „problem z Kościołem”, może większość. Co rusz słyszę to i tamto o Kościele i nie jest to pochwała czy zachwyt, przeciwnie, zwykle skarga albo oburzenie.

Powodów do słusznej krytyki Kościoła jest milion. Do niesłusznej następne dwa miliony. Rozumiem, że my, Kościół hierarchiczny, mamy na sumieniu wiele bardzo złych i głupich rzeczy, od nieszczęsnych wypraw krzyżowych, poprzez stosy z rzekomymi czarownicami, aż po współczesne przypadki pedofilii. I jeżeli spojrzeć z tej perspektywy na Kościół, smutno się robi. Kiedy jeszcze dodamy różne nieciekawe doświadczenia, jakie zbieramy w starciu z kościelną administracją, gdzie niejednokrotnie jedno zaświadczenie decyduje niemal o zbawieniu, to prócz smutku jeszcze i złość nachodzi. To wszystko rozumiem i nie dziwię się jak Kościół dostaje z prawa i lewa.

Dla mnie jednak nic lepszego nad Kościół. Ten Kościół, o którym myślę w kategoriach wyrażonych pięknie w jednym z kanonów (z Taize): Ubi caritas et amor, Deus ibi est, Ecclesia ibi est. Tam gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam jest Bóg, tam jest Kościół. Takiego Kościoła szukam, w taki Kościół wierzę, taki staram się – różnie to wychodzi – budować. W ogóle, kiedy słyszę o potrzebie odnowy Kościoła i pod tym pojęciem rozumie się reformy w administracji (od Watykanu począwszy, na kancelarii parafialnej kończąc), to wiem, że nici z tego. Jedyną siłą odnawiającą Kościół jest miłość wzajemna, w którą trzeba wierzyć, której trzeba ufać i którą należy spełniać. Dlatego wciąż wracam do Cywilizacji Miłości (więcej na ten temat: http://pl.www.duch.lublin.pl/cywilizacja/), idei przekształcania życia według miłości, w każdym wymiarze – relacji do Pana Boga, w stosunku do siebie samego, do innych ludzi, ale także w odniesieniu do ekologii, ekonomii, życia społecznego, kultury, polityki czy sportu. Kościół jest miejscem, gdzie wielokrotnie spotkałem i doświadczyłem „miłości wzajemnej”, gdzie spotkałem ludzi, którzy w taką miłość wierzą i według niej żyją, i myślę tu nie tylko o św. Franciszku, bł. Matce Teresie z Kalkuty czy Janie Pawle II.

Prócz miłości, Kościół jest przebaczeniem, tym doświadczanym w konfesjonale czy w prostej skrusze. Kościół jest także nadzieją, a potrzebuję jej Wielkiej, większej niż naiwny optymizm. I każdemu, kto szuka miłości wzajemnej, przebaczenia i Wielkiej Nadziei, pod drodze będzie z Kościołem.

Kościół ma także ludzkie oblicza, za rzadko, ale ma. Bodaj Jan XXIII zapytany, ile osób pracuje w Watykanie, odpowiedział:

– No, myślę, że mniej niż połowa…

Podczas krótkiej kariery wikariusza uratowałem, dzięki poczuciu humoru, jak mniemam, jednego nieszczęśnika. Któregoś razu wpada mocno zdenerwowany gość do kancelarii i wyłuszcza, że proboszcz (w parafii, gdzie miał się żenić) nie da mu ślubu, jeżeli nie przyniesie zaświadczenia, o tym, że jest porządnym człowiekiem. Poszedł z tym kłopotem do swojego proboszcza, ale ten orzekł, że takich zaświadczeń nie ma. Delikwent zapewne zupełnie przez przypadek przyszedł do kancelarii, w której akurat ja miałem dyżur. Patrzę na człowieka, który chce się żenić, żal mi go, że przez jeden papierek ślub szlag trafić może. Więc pytam:

– A jest pan porządnym człowiekiem?
– Ja? Jak Boga kocham! Bardzo porządnym!
– zawołał.

Napisałem zatem, że po zasięgnięciu opinii u zainteresowanego, pan X jest porządnym człowiekiem, machnąłem pieczęć podłużną i okrągłą na zaświadczeniu, gość wyleciał cały w skowronkach. Na drugi dzień mój proboszcz otrzymał telefon od proboszcza wymagającego zaświadczeń o byciu porządnym człowiekiem, z awanturą, że co za idiota wikariusz wypisuje zaświadczenia nie znając człowieka. Spokojnie odrzekłem, że ja ludziom wierzę i jak ktoś mi mówi, że jest porządnym człowiekiem (przed ślubem), to przecież ja mogę napisać, że on nim jest, zwłaszcza, że sam tak twierdzi. Z tego, co wiem, ślub się odbył, żyją długo i szczęśliwie. I to dzięki mojemu jednemu zaświadczeniu!

LITURGIA SŁOWA

(Dz 12,1-11)
W owych dniach Herod zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. Ściął mieczem Jakuba, brata Jana, a gdy spostrzegł, że to spodobało się Żydom, uwięził nadto Piotra. A były to dni Przaśników. Kiedy go pojmał, osadził w więzieniu i oddał pod straż czterech oddziałów, po czterech żołnierzy każdy, zamierzając po Święcie Paschy wydać go ludowi. Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga. W nocy, po której Herod miał go wydać, Piotr, skuty podwójnym łańcuchem, spał między dwoma żołnierzami, a strażnicy przed bramą strzegli więzienia. Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi. Trąceniem w bok obudził Piotra i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk [Piotra] opadły kajdany. Przepasz się i włóż sandały! – powiedział mu anioł. A gdy to zrobił, rzekł do niego: Narzuć płaszcz i chodź za mną! Wyszedł więc i szedł za nim, ale nie wiedział, czy to, co czyni anioł, jest rzeczywistością; zdawało mu się, że to widzenie. Minęli pierwszą i drugą straż i doszli do żelaznej bramy, prowadzącej do miasta. Ta otwarła się sama przed nimi. Wyszli więc, przeszli jedną ulicę i natychmiast anioł odstąpił od niego. Wtedy Piotr przyszedł do siebie i rzekł: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi.

(Ps 34,2-9)
REFREN: Od wszelkiej trwogi Pan Bóg mnie wyzwolił.

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Wysławiajcie razem ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto biedak zawołał i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

(2 Tm 4,6-9.17-18)
Najmilszy: Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.

(Mt 16,18)
Ty jesteś Piotr – Opoka, i na tej Opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.

(Mt 16,13-19)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

RADOŚĆ POD POKRYWKĄ

Umiemy robić o wiele więcej rzeczy, niż robimy. I umiemy robić więcej rzeczy dużo lepiej, niż robimy. I wcale nie chodzi mi tylko o chodzenie na szczudłach.

Na szczudłach to każdy potrafi chodzić. Przeważnie ograniczamy swoje pola działania do pola własnej wyobraźni. I dlatego tak mało umiemy zrobić. Kryzys wyobraźni jest poważny, bo wyobraźnię zastępują nam telewizory, kalkulatory i komputery. Wszystko to zresztą wymyśliliśmy dzięki wyobraźni i wszystko to próbuje zastąpić dziś pracę wyobraźni.

Nie wyobrażamy sobie, że możemy być szczęściem dla ludzi, i bywamy źródłem utrapień i wiecznych zmartwień. Nie wyobrażamy sobie, że możemy być radością dla ludzi i smucimy im dzień za dniem, smęcimy i biadolimy, wieżowce smutku. Nie wyobrażamy sobie, że możemy być nadzieją dla ludzi, i niesiemy im naręcza lęków, gniewu i rozterek. Nie wierzymy, że możemy być miłością dla ludzi, i skażamy atmosferę nudą gadulstwa, rozsiewamy złość, obmowę i pustkę konwenansów.

Szczęścia jest nadmiar, wyobraź sobie, najwięcej masz go ty. Radość kipi pod pokrywką, ale twojej głowy. Nadzieja rośnie na każdej glebie, najpiękniej wśród twoich brwi. No i miłość, wiadomo, tylko ona tak pachnie, że chce się żyć na pełnym gazie.

Itinerarium , , , , , ,

DLACZEGO NIE PÓJDZIEMY ZA CHRYSTUSEM?

kazanie na XIII niedzielę zwykłą
27 czerwca 2010

W środku lata, kiedy wielu wierzących dystansuje się od wymagań Ewangelii, spada na nas wezwanie do radykalnego pójścia za Chrystusem. Spłynie pewnie po nas, bez śladu.

Tkwimy w syndromie niedzielnych perykop (fragment Ewangelii na dany dzień) i kazań, które zupełnie nie mają wpływu na nasze życie. I zapewne nikt z nas – obym się mylił – nie pójdzie raźniej czy żwawiej za Chrystusem od dziś. Cieszyłbym się gdyby po wysłuchaniu dzisiejszej Ewangelii, pozostał w nas choćby niepokój. Przypuszczam, że taki sens, zaniepokojenia, zasiania obawy, mają słowa Chrystusa o porzuceniu wszystkiego, i to od zaraz.

Przekaz Ewangelii jest tak oczywisty, że wyjaśnianie, co oznacza „pójść za Chrystusem” byłoby mąceniem, jeśli nie osłabianiem Chrystusowego wymagania. Nie chodzi o to, aby zrozumieć, co znaczy „pójść za Chrystusem”, ale odpowiedzieć sobie czy idę, z gotowością porzucania wszystkiego, za Nim. Większość z nas, jeśli szczerze, odpowie – nie, nie idę radykalnie za Chrystusem. I wcale zdaje się to nie kłócić z wiarą. Z wiarą, która nie jest wypełnianiem wezwań Chrystusa, ale raczej ich dopasowywaniem do dość powolnego i skostniałego stylu życia. Nie pójdziemy za Chrystusem, nie porzucimy wszystkiego.

Tak dobrze smakuje chłodne piwo w skwarny dzień. Przy grillu można zapiekać pyszne kiełbaski i karkówkę. Ciekawe mecze na Mundialu przed nami. Już się nie możemy doczekać urlopu.

LITURGIA SŁOWA

(1 Krl 19,16b.19-21)
Pan rzekł do Eliasza: Elizeusza, syna Szafata z Abel-Mechola, namaścisz na proroka po tobie. [Eliasz] stamtąd poszedł i odnalazł Elizeusza, syna Szafata, orzącego: dwanaście par [wołów] przed nim, a on przy dwunastej. Wtedy Eliasz, podszedłszy do niego, zarzucił na niego swój płaszcz. Wówczas Elizeusz zostawił woły i pobiegłszy za Eliaszem, powiedział: Pozwól mi ucałować mego ojca i moją matkę, abym potem poszedł za tobą. On mu odpowiedział: Idź i wracaj, bo po co to ci uczyniłem? Wtedy powrócił do niego i zaraz wziął parę wołów, złożył je na ofiarę, a na jarzmie wołów ugotował ich mięso oraz dał ludziom, aby zjedli. Następnie wybrał się i poszedłszy za Eliaszem, stał się jego sługą.

(Ps 16,1-2.5.7-11)
REFREN: Pan mym dziedzictwem, moim przeznaczeniem

Zachowaj mnie, Boże, bo chronię się do Ciebie,
mówię do Pana: Tyś jest Panem moim.
Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem,
to On mój los zabezpiecza.

Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
bo serce napomina mnie nawet nocą.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.

Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje,
a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie,
bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz
i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie.

Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz
po Twojej prawicy.

(Ga 5,1.13-18)
Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli. Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli. Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa.

(1 Sm 3,9; J 6,68b)
Mów, Panie, bo sługa Twój słucha; Ty masz słowa życia wiecznego.

(Łk 9,51-62)
Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.

Itinerarium , , , , ,

Międzyturze

Miesiąc temu byłem na konferencji naukowej i trafiłem na całkiem ciekawy referat. Słuchałem więc dość pilnie, bo ciekawe referaty wcale nie są na porządku dziennym.

Niestety dla siedzącej obok mnie pani profesor referat chyba ciekawy nie był, bo cały czas opowiadała mi, jak to dzisiejsza młodzież (nawet studencka!) zupełnie nieprawidłowo używa różnych słów. Szczególnie raziło ją używanie słowa „masakra” w zupełnie odmiennym od słownikowego znaczeniu.

Ponieważ chciałem słuchać referatu, w końcu przestałem kiwać głową i powiedziałem: – Pani profesor, ja myślę, że oni się rozumieją. I przecież o to chyba głównie chodzi.

Opowiadam tę historyjkę, bo cóż z tego, że używamy słów we właściwym znaczeniu, skoro i tak się nie rozumiemy. Niektórzy z nas nawet się starają, ale nic z tego. Nie rozumieją. Ja też.

Piszę to między turami, stąd międzyturze. Skoro jest Międzygórze, to i międzyturze może być.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , ,

DELFINY RADZĄ SOBIE Z ROPĄ

Jestem smutny. Widziałem wielu ludzi, w Kłodnicy, Machowie, Wilkowie, Brzozowej i Szczekarkowie. I w innych wsiach na Powiślu, gdzie zwyciężyła powódź.

Jestem smutny, bo znałem i lubiłem przynajmniej kilku z tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Po Tomku do dziś płacze Magda, razem z trzema wspaniałymi córeczkami. Przejąłem się innym Tomkiem, który przez pył wulkaniczny miał spore kłopoty, aby dotrzeć na czas do swojej rodziny, a ta się bardzo niepokoiła. Ogromnie lubię delfiny (kiedyś nawet je widziałem całkiem blisko), które teraz – jak czytam – tracą orientację w Zatoce Meksykańskiej, wskutek awarii platformy wiertniczej i gigantycznego wycieku ropy.

Nie smucę się na Amen. W Szczekarkowie udało się odmulić trzy domy, w Kłodnicy następne dwa, w Wilkowie w sumie ze cztery. Nie smucę się na Amen, bo Tomek spod Smoleńska jest pewnie w niebie. Tomek, co przez pył niepokoił żonę i dwie córeczki, wszystko ponaprawiał. A delfiny w Zatoce już pojmują jak dryfować mimo ropy.

Smucę się, ale nie na Amen. Coraz lepiej rozumiem, co oznacza nadzieja.

Itinerarium , , , , , , , ,

W ZGIEŁKU ŻYCIA

Ulice, skrzyżowania, sklepy, wystawy, reklamy, ekrany TV, bilboardy, zasłyszane rozmowy, okładki gazet. Potok informacji, zdjęcia, szum słów.

Pogubić się łatwo, kusi wszystko, szczęście kolorowe, migotliwe, eleganckie, natrętne, szybkie i efektowne z pozoru.

Wydaje się nam, że wybieramy, że panujemy nad wszystkim, że jesteśmy dyrygentami licznych chórów, wdzierających się w nasze uszy i serca.

Nie ma pewnych zabezpieczeń przed głupotą i płytkością. Wdzierają się z przemożną siłą niemal w każdej minucie. Dlatego warto trzymać się miłości. Miłość, Ewangelia, Bóg, zbawienie, wieczność.

Itinerarium , , , , , , ,