SZŁA DZIEWECZKA  I INNE POLSKIE HYMNY

Sobota 11 listopada 2023

Od lat świętuję alternatywnie 11 listopada, nie chadzam – bo nie muszę – na obchody oficjalne. Zwykle są nudne, patetyczne, momentami smutne i napuszone. Tak, jakbyśmy nie umieli się cieszyć z niepodległości, jeszcze do tego „My, pierwsza brygada …”. Dzień 11 listopada, jako święto niepodległości nie jest moim zdaniem dobrym pomysłem, ustanowił go polski sejm dopiero w r. 1937, cytuję – „Jako rocznica odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza Naczelnego w walkach o wolność Ojczyzny – jest uroczystym Świętem Niepodległości”. Wielkość Piłsudskiego doceniam, ale pamiętam przecież, że w istocie ostanie lata jego „panowania” to była dyktatura, niestety z ofiarami śmiertelnymi. Można znaleźć lepszą datę?

Udało się to w przypadku Dnia Wojska Polskiego, 15 sierpnia jest znakomitą datą, choć dodałbym jeszcze i 15 lipca, wtedy mielibyśmy zarówno chwałę zwycięstwa nad ruskimi jaki nad Niemcami (oni sami twierdzą, że w 1410 to nie byli Niemcy tylko Krzyżacy!)

Co ze Świętem Niepodległości? Ze swojego życiorysu pamiętam i Sierpień 1980 i 4 czerwca 1989, ale to nie przejdzie. Bardzo mnie raduje 3 maja, to pochwała polskiego rozumu i wielkiej wyobraźni. W grę wchodzi jeszcze Sierpień 1944. Może coś dorzucicie.

Przyznaję też, że mam dysonans odnośnie polskiego hymnu, o ile melodia jest skoczna i wesoła, znaczy się mazurek (mazur chyba?), o tyle tekst pachnie archaizmami i poparłbym ideę rozpisania konkursu na lepszy. Józef Wybicki, autor tekstu, niewątpliwie poetą wybitnym nie był, pisał zaś hymn w Lombardii, gdzie jak wiadomo dobrego wina nie brak.

Miałem kiedyś pouczającą i zabawną historię, byłem na przyjęciu polsko – amerykańskim. Oczywiście, Polacy już po kilku toastach odśpiewali „Jeszcze Polska …” Jeden z moich amerykańskich znajomych poprosił, abym mu przetłumaczył słowa. I się zaczęło, że „z ziemi włoskiej do Polski”, że „dał nam przykład Bonaparte”, jakoś jeszcze próbowałem wybrnąć, ale przy Czarneckim i szwedzkim zaborze wymiękłem. Po co nam w hymnie makaroniarze, żabojady i blondyni ze Skandynawii? Gość z USA wysłuchał i skomentował:

– Hm, interesting, interesting …

Tej formuły używają goście  z zagranicy, którzy nie rozumieją o co chodzi, ale nie chcą urazić gospodarzy.

Po „Jeszcze Polska” razem z rodakami zaśpiewaliśmy „Szła dzieweczka do laseczka …” Znowu tłumaczyłem gościowi z Teksasu o czym nucimy. I wtedy on się rozpromienił i od razu:

– Amazing! Amazing!

I zaczął wyjaśniać, że w jego stanie też są dzieweczki („funny girls”) oraz lasy („forest”), a także jacyś myśliweczki („cowboys”). Ufff, nie wypadliśmy źle.

Ponieważ w Polsce panuje zasada, że ma być jak jest, bo jest jak ma być, słów hymnu nie zmienimy, szkoda.

Świętuję 11 listopada alternatywnie, pomodlę się z siostrami i braćmi bezdomnymi, za nich i za umarłych spośród nich. Wcześniej zaczniemy przymiarkę do remontu nowej jadłodajni dla nich, w Lublinie. To jest moja Polska, nie ta od Pierwszej Brygady czy nawet Dzieweczki spacerującej do laseczka. Tylko ta głodna, bez domu, schorowana, bezradna, czasem pijana. No ale przecież moja! Ukochana!

Itinerarium

PODAJĘ ADRESY SCHRONÓW W LUBLINIE

Czwartek 9 listopada 2023

Kiedyś o tym pisałem już, powtórzę raz jeszcze. Ja znam gdzie, w pobliżu miejsc gdzie mieszkam i gdzie pracuję, znajdują się schrony przeciwbombowe. Jedne jest nawet przeciwatomowy. To na pewno wynika z mojej ciekawości, wiem gdzie najbliżej mam stację benzynową, dobrą kawę i ciekawych znajomych.

Wiem też, że jesteśmy zmęczeni wojną w Ukrainie. Mam jednak niemiłą wiadomość, która wynika z mojego doświadczenia. Wojna się rozkręca i nadejdzie jeszcze wiele złych rzeczy, nie wiem czy dla nas Polaków także, na pewno jesteśmy „pierwsi do odstrzału” ze względu na sąsiedztwo z Ukrainą. Tak na zdrowy rozum najbardziej trefny jest Rzeszów (w Ukrainie – Żeszuf), teraz w zasadzie najmocniej na wschód wysunięta amerykańska baza wojskowa. Lublin wydaje się być dość bezpieczny, co innego Świdnik gdzie produkowane są helikoptery. Słuchałem kiedyś pana z Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W razie jakiegoś szturmu ze wschodniej strony, ziemie do Wisły nazywane są „strefą zgniotu”, jakaś sensowna obrona zacznie się na tejże rzece.

Naprawdę nie zawadzi znać adresy schronów przeciwatomowych w Lublinie, proszę bardzo, oto one:

https://spottedlublin.pl/wojna-na-ukrainie-bunkry-i-schrony-w-lublinie-gdzie-sie-ukryc/

To wszystko nie przekreśla mojej nadziei na pokój i zwycięstwo Ukrainy.

Itinerarium

ANTYDEPREASANTY ODWIECZNE

Wtorek 7 listopada 2023

Niedawno w rozmowie z dwiema paniami, jedna z Polski, druga z Ukrainy, usłyszałem, że praktycznie prawie cały naród ukraiński będzie potrzebował terapii. Żołnierze, którzy doświadczyli traumy na froncie, ich rodziny, rodziny zabitych, wszyscy, którzy słyszeli alarmy. Zażartowałem, że do tego potrzebny będzie przynajmniej milion terapeutów, rozmówczynie jednak uznały, że to fakt, martwiły się tylko, skąd tylu znaleźć.

Myślę, że nie narażę się moim przyjaciołom terapeutom stwierdzeniem, że depresja jest w modzie, obawiam się, że za jakiś czas brak terapeuty będzie obciachem. Niestety rośnie także moda na egzorcyzmy, choć nie widać szczególnie powodów do jakiejś bardziej intensywnej aktywności złego ducha.

W tym ostatnim przypadku przypominam, że każdy z nas odmawiając Ojcze Nasz, ostatnią strofę, dokonuje egzorcyzmu.

Dysponujemy także znaczną liczbą skutecznych antydepresantów, choć rzadko z nich korzystamy. Depresję – lub wyobrażenie o depresji – można pokonać. Najpierw trzeba mieć jasny cel w życiu i na nim się koncentrować. Po drugie trzeba rozmawiać z ludźmi, nie tylko gadać. Rozmawiać, czyli otworzyć siebie i otworzyć się na czyjś świat. Następnie zakochać się w przyrodzie i pozwolić, aby ona koiła nasze dusze i zmysły. W moim przypadku silnie działa także modlitwa, zachwyt Panem Bogiem. I wreszcie, przed depresją chroni nas przyjaźń, przylgnięcie do bliskich nam osób. A także – a jakże! – miłość, nie tylko ta dawana ale i ta przychodząca do nas, od Boga i ludzi. Te antydepresanty zawsze działają, używajcie ich codziennie i bez ograniczeń.

Itinerarium

APLIKACJA NA SZNUROWADŁA I INNE REWOLUCJE

Poniedziałek 6 listopada 2023

W zasadzie myślę, że jestem przygotowany na duże zmiany. A jak z wami? Nie jestem młodzieniaszkiem, ale lubię zmiany i niespodzianki, dziwię się, że większość – może się mylę – boi się jednak gruntownych zmian. Najbardziej dziwi mnie to w przypadku młodych ludzi, zdaje się, że najbardziej lubią tylko zmiany smartfonów na nowe i bardziej wydajne. Przyznaję zresztą, że ja też marzę o dwóch aplikacjach, jednej do wiązania sznurowadeł, drugiej do prasowania koszul (może już są takie?). W tym drugim przypadku jedna z moich znajomych oznajmiła mi, że jest taka aplikacja – „żona”. Jak dotąd aplikacji żadnej w smartfonie nie mam, poza nim też.

Na nadchodzące zmiany patrzę i z niepokojem i z nadzieją. Niepokojem, bo zdaje się, że kończy się jakaś wersja starego świata, a takie zmiany zwykle pociągały za sobą wstrząsy i ofiary, widzimy to w Ukrainie i Strefie Gazy (gdzie indziej też, ale to dalej od nas, nie znaczy, że daleko). Z nadzieją, bo to, co nowe może być piękne, lepsze i ciekawsze.

Napisałem na początku, że jestem gotowy na wielkie zmiany. Tak, bo trzymam się wiary, nadziei i miłości. Tu już możecie przestać czytać dalej.

Mała glosa o rewolucjach. Większość z nich znam z książek, trochę z filmów, zdecydowanie nie lubię ani tej francuskiej ani tzw. październikowej, właśnie tej ostatniej mamy kolejną rocznicę, sto szóstą. Za dużo niewinnych ofiar.

Sympatyzuję jednak z kolorowymi rewolucjami, krótko przypomnę – aksamitna w Czechosłowacji (1989), róż (Gruzja 2003), pomarańczowa (Ukraina 2004), tulipanowa (lub migdałowa w Kirgizji 2005) i dżinsowa w Białorusi (2006). Ta następna marzy mi się, aby była wielokolorowa, nawet bardziej niż tęczowa. Zmiana ludzkich serc, dusz, uczuć i marzeń.

Itinerarium

TO JA WASZ BRAT PUCEK

Kazanie na niedzielę 5 listopada 2023

Przewielebny księże proboszczu! Zdarzyło mi się kilka razy słyszeć pod swoim adresem takie zawołanie, choć nigdy – jak dotąd – proboszczem formalnie nie byłem.

Wszyscy braćmi jesteście, czytam dziś w Ewangelii. No i dobrze, wyobraźcie sobie, że idziecie do swojej kancelarii parafialnej i zwracacie się do swojego proboszcza – Bracie Dariuszu! Albo bracie Krzysztofie! Czy jeszcze inaczej, jak tam ma na imię Wasz pasterz. Jeśli przy okazji złożycie hojną ofiarę na rzecz parafii, to jeszcze ujdzie, jak nie, to raczej brat proboszcz może odesłać Was na badania z zakresu zdrowia psychicznego. Tak, a przecież to brat!

Oczywiście tytulatura oddala nas od siebie, różnicuje i nastawia nawet wrogo, ktoś jest bardziej ktoś mniej ważny, godny i niegodny, wielebny i przewielebny, no naprawdę koszmar. W  świecie poza kancelariami parafialnymi też bywa zabawnie. Znajomy, teraz dobry ojciec czwórki dzieci, na studiach w Politechnice Lubelskiej, miał zaszczyt witać gości na immatrykulacji, na kartce widział – „JM. Rektor ….” Zwykle należałoby oznajmić – „Jego Magnificencja  Rektor …” Ale owego znajomego dopadł brak musztry i wyrzekł był – „Jego Mość  Rektor …” Było JM? Było! Aula politechniczna do dziś jeszcze rży ze śmiechu.

Z antybraterskiej paplaniny wyzwala czasem jakiś epizod. Przed laty znajomy bezdomny, który akurat wylądował za kratami, napisał na kopercie, to, co widzicie.

Zatem, siostry i bracia, dobrej niedzieli, życzy Wam brat Wasz – Pucek!

Ewangelia  

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą.

Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.

A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus.

Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony».

Itinerarium

ODBIŁO MI ŻYCIE JEST CUDOWNE

Sobota 4 listopada 2023

Zdarzają się takie historie. Rozmawiałem z grupą ludzi, fajne sprawy, dobre plany, dużo miłych słów. Zgodnie z umową rozmowa była nagrywana, aby potem ją spisać i działać dalej. Na pięć minut, może siedem, wyszedłem, a telefon nagrywał dalej, potem spisywałem. Spisywałem i zdziwiłem się a nawet uśmiałem.

W pewnym momencie powiedziałem, że życie jest piękne i cudowne, wyszedłem do łazienki. I usłyszałem z nagrania:

– Co on chrzani? Życie piękne? Cudowne? A kto płaci dzisiaj za kolację? Zrzutka? Chyba mu odbiło …

Tak, odbiło mi. Życie jest piękne i cudowne. Życzę, żeby i każdemu z Was odbiło. Życie jest piękne i cudowne.

Itinerarium

KTO ZE SZCZĘŚCIEM SIĘ MIJA

Piątek 3 listopada 2023

Bywamy nieszczęśliwi, na własne zamówienie, nie z powodu złego świata, strasznych ludzi czy przeciwności losu. Choć prawdopodobnie do końca życia będziemy obwiniać wszystkich i wszystko za niedostatek szczęścia, sami jesteśmy dla siebie źródłem największych utrapień i zmór, które gaszą w nas radość życia.

Wygrażamy na silne mrozy, rzęsiste deszcze i wielkie upały, a to przecież takie nadzwyczajne dary, zsyłane nam za friko. Raz trzeba tylko się wcisnąć w ciepłą czapę, raz założyć mocne okulary przeciwsłoneczne, raz parasol rozłożyć nad głową. Klniemy nasze rządy od trzydziestu lat, a przecież sami je wybieramy i lepszych nie ma i nie było, wybierajmy tylko te, które najmniej nam przeszkadzają.

Utyskujemy na zarobki, a przecież ludzie żyją za jednego dolara dziennie, tu każdy z nas ma parę razy więcej. Biadolimy na dzieci, a przecież takich ślicznych jak nasze, nigdy nie będzie. Przejmujemy się tym, co o nas mówią ludzie, a przecież nikogo z nas nie zawleczono na krzyż.

Rzadko głośno śpiewamy, a szkoda, bo melodie niosą nas na inne brzegi, których nie znamy, na których nie bywamy. Nie tańczymy codziennie, bo nie znamy gejzerów radości, jakie mogą buchnąć z nas przy salsach i rumbach. Jesteśmy przeciętnie porządni, przeciętnie pracowici, przeciętnie mściwi, i w rezultacie przeciętnie nieszczęśliwi. Gdzieś w ciemnym kącie naszego mózgu szatan podpowiada nam bezsłownie, że może uda nam się przeżyć życie jeszcze raz. To obecne jest byle jakie, ale to następne… Przeżywamy więc to życie nie tak, jak chcemy, ale tak jak wypada. Pocieszamy się trochę marzeniami i snami, czasem zaryzykujemy totolotka.

Jeżeli tego dnia nie przeżyjesz szczęśliwy, żaden następny nie będzie lepszy. Kto dziś mija się ze szczęściem, mija się także z Panem Bogiem, dla Którego Dziś jest najbardziej rzeczywiste.

Itinerarium

ŻEBY NN BYŁO MNIEJ

Czwartek 2 listopada 2023 Dzień Zaduszny

Na skraju cmentarza na Majdanku odwiedzam szczególną  alejkę, zdawałoby się niemożliwą w naszych czasach. To groby z napisami „NN kobieta”, „NN mężczyzna”, „ Szczątki ludzkie odnalezione w r….”, „Nieznane szczątki”.  NN to z łaciny Nomen Nescio, „niewiadomego imienia”, są to groby osób, które nie zostały zidentyfikowane. Mamy XXI wiek, Internet wszystkowiedzący i widzący, satelity, NIP-y i pesele, prawie wszędzie rejestrowane są nasze ruchy. Jednak grobów NN wcale nie ubywa, co roku pojawiają się nowe.

Te groby są bardzo smutne. Mówią wiele o nas. Bo gdzieś obok nas umierają w samotności ludzie, odeszli od rodzin, powoli odłączyli się od znajomych, kolegów. Dryfowali coraz mniej widzialni dla kogokolwiek, może czasem tylko dla służb. Wreszcie gdzieś umarli, dobrze jeśli znalezieni zostali wkrótce, gorzej jak ich ciała rozkładały się w zawaliskach.

Bardzo dobrze, jeśli pomodlimy się dzisiaj za tych najbardziej zapomnianych, właśnie dzisiaj, w dzień pamięci o zmarłych. I jeszcze lepiej, jeśli wrócimy z cmentarzy z szerzej otwartymi oczami, zdolnymi dostrzec kogoś kto samotnieje, zanika, oddala się i rozpada. Może o kilka tabliczek NN będzie mniej.

Itinerarium

DWIE MIŁOŚCI I DWIE ŚMIERCI
Środa 1 listopada 2023

Każdy z nas kiedyś odejdzie z tego świata. Rzadko odczuwamy realność tego „kiedyś” i jest ono jakąś daleką i niewyobrażalną przyszłością.
Na weselu Antoniego i Lucyny piłem dwudziestopięcioletnie wino. Ojciec Lucyny nastawił je zaraz po narodzinach córki i zdecydował, że będzie wypite na jej ślubie. Wino było wspaniałe, niemal gęste, z kategorii „niebo w buzi”. Antek był góralem, postawnym i barczystym, prawdziwy dąb, chłop z gór, pochodził z bardzo zamożnej rodziny, prowadzącej intratny biznes. Lucyna artystka, znakomita organistka, zresztą do dzisiaj. Tworzyli niezwykłą i piękną parę.
Trzy miesiące po ślubie Antek wylądował w szpitalu. Badania przeciągały się a lekarze unikali jednoznacznych opinii. Wreszcie przekazali hiobową wieść rodzinie oraz Lucynie, że stan jest beznadziejny i choremu pozostały tygodnie, najwyżej miesiące życia. Nie zapadła decyzja czy i kto ma powiadomić Antka.
Kiedy go odwiedziłem, odbyliśmy dość długą rozmowę. „Czuję, że umieram” – powiedział dość spokojnie – „Krótko to wszystko trwało. Na najbliższe lata Lucyna ma życie zabezpieczone, myślę, że potem też sobie poradzi. Kurczę, nie wiedziałem, że od miłości do śmierci jest tak blisko.” Odszedł po niespełna pół roku po ślubie. Już wtedy umiałem na pamięć jeden z piękniejszych wierszy jakie znam. Wiersz jakby napisany – przez Jana Lechonia – dla Antka i Lucyny, ale i dla nas:

Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość – obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej – modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia –
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.

(przypisane Wacławowi Zyndram – Kościałkowskiemu)

Itinerarium

EROS ET JUVENTUS

Wspomnienie o ś. p. Wandzie Półtawskiej

Miałem przywilej poznać i polubić zmarłą niedawno Wandę Półtawską. Prawie ćwierć wieku temu gościliśmy ją w Lublinie (środowisko duszpasterstwa młodzieży, dodatkowo połączył nas Święty Duch, kościół przy lubelskim deptaku. Ona przy okazji pierwszej komunii świętej złamała (lub zwichnęła) na progu tej świątyni nogę, potem zawarła związek małżeński, a ja przez wiele lat byłem tam rektorem. Przytaczam poniżej całość rozmowy z nią pt. Eros et juventus, ale dla mniej ciekawych wystarczy kilka pierwszych zdań. Tekst składa się z pytań ówczesnej młodzieży i odpowiedzi pani profesor.

  • Młodość to …
  • Młodość to Lublin. Mieszkałam tu aż do wojny, to jest prawie 17 lat. Miałam 17 lat, a potem 100, ponieważ gwałtownie wskoczyłam w dorosłość podczas aresztowania. Moja młodość była piękna.
  • Miłość to …
  • To jest życie. Bez miłości nie ma życia.
  • Moim autorytetem, ideałem jest …
  • Św. Józef.
  • Życie to …
  • To zadanie do spełnienia, które trzeba dobrze wypełnić, bo inaczej oblewa się całą wieczność.

DALSZA CZĘŚĆ ROZMOWY

  • Jaka jest dzisiejsza młodzież w pani oczach? Bardzo często mówi się, że jest niewychowana, niekulturalna, zła. Czy pani podziela to zdanie?
  • Jest niewychowana, ale to wina dorosłych. Ja mówię młodym o samowychowaniu. Młodzież to najlepsza grupa w Polsce, najgorsza to ta od 30 do 50 lat. Ja stawiam na młodzież.
  • Czy podziela pani zdanie, że młodzieżą można być nawet w wieku 90 lat?
  • Nie młodzieżą a młodym! Bo młodości jako takiej nie da się przedłużyć. Ja nie jestem stara, chociaż moje koleżanki z klasy to same stare baby.

Nic z niczego?

  • Czy młodzież za pani czasów miała problemy i jeśli tak, to czy były podobne do dzisiejszych?
  • Młodzież ma zawsze te same problemy. Moja przyjaciółka zakochała się w jednym z braci Fidorów. To były bliźniaki jednojajowe i draby się ukrywały, i ona nie wiedziała nigdy, z którym idzie na spacer. Młodość ma zawsze problem wzrastania, bo się nie da przeskoczyć okresu młodości, a wzrastanie jest trudne. To jest jak obróbka, jak kloc, który trzeba wyrzeźbić. Jak on jest z plasteliny to rzeźbić łatwo, ale jak z granitu … Każdy ma siebie za zadanie, w każdym pokoleniu.
  • Jak sobie wtedy młodzi ludzie radzili z problemami?
  • Mogę powiedzieć o swojej historii. Myślę do dzisiaj, że doskonale spełniała swoją rolę wychowawczą organizacja młodzieżowa – Związek Harcerstwa Polskiego. Piękny program – Bóg i Ojczyzna. Obowiązek codziennego dobrego uczynku, solidarność w grupie i ruch na powietrzu, to system, który  pomagał nie tylko na problemy związane z ciałem, ale i z duchem.
  • Czyli uaktywnienie młodzieży  to był jeden ze środków, który pomagał młodzieży?
  • Podstawowy! Bierna postawa nie daje niczego. Nie może być nic z tego, że się nic nie robi.

W swoich rękach

  • Część pani młodości, to obóz koncentracyjny w Ravensbruck… Obóz koncentracyjny kojarzy się nam jednoznacznie, ale czy pomimo tego, zgodziłaby się pani ze stwierdzeniem, że można było odnaleźć tam choć namiastkę miłości?
  • Wcale nie namiastkę! Tam były sytuacje stresowe, graniczne, skrajne, które wzmagają postawy ludzkie. Jest taka książka ks. prof. Michalskiego “Między heroizmem a bestialstwem”. Z jednej strony zachowanie nieludzkie, z drugiej strony heroiczne, jakby nadludzkie. W człowieku jest jedno i drugie możliwe. I to jest cały zysk z tego okresu, który ja w sobie noszę. Zresztą dlatego też poszłam na medycynę, żeby zrozumieć, co w tym człowieku jest możliwe. Była taka scena w Ravensbruck, która zrobiła na mnie wrażenie, jedno z najsilniejszych w moim życiu. Tam były takie auzjerki, czyli takie esesmanki, które pilnowały lagru. W pewnym momencie z szeregów kobiet, które stały godzinami, różnych, starych i młodych, esesmanka wyciągała stare i wyrzucała je do gazu (siwe włosy zdradzały, dlatego musiałyśmy malować starszym kobietom włosy, czym się dało). Więc wyciągała z pejczem te stare kobiety, tłukąc je niemiłosiernie, ustawiała w kolumnę i do gazu. I raz jeden się zdarzyło, że przyprowadzono do niej jej dziecko, jej córeczkę, pięć lat może miała, taka mała. I ta kobieta odwróciła się od tych starych, odłożyła ten pejcz, wzięła to dziecko, pocałowała, przytuliła i dziecko zabrali dalej. Za chwilę ona tłukła dalej te stare kobiety i wyciągała do gazu. Scena, której się nie da zapomnieć, a która pokazuje człowieka . Słuchajcie, podział między dobrem a złem nie jest między ludźmi. Między ludźmi będzie na Sądzie Ostatecznym – na lewo, na prawo. W tej chwili jest w każdym z nas – i dobro i zło. I teraz, czy przesuwasz przez swoje życie więcej dobra czy zła? To jest to, co Jan Paweł II mówi – “ osoba ludzka jest w stadium stawania się”. Wy jesteście w tym stadium stawania się. Kim się staniecie? To jest właśnie zadanie młodych, co z siebie wydobędziesz. Od ciebie zależy. Masz swoje życie i siebie w swoich rękach.

Piękna miłość

  • A co sprawiło, że pomimo tych bolesnych przeżyć wojny, nadal pani wierzy w miłość i czystość?
  • Ja nigdy nie przestałam wierzyć. W Ravensbruck, w skrajnych warunkach wzrastała taka przyjaźń, jakie wy nie umiecie pojąć nawet. W trudnych warunkach ludzie nawiązują kontakty głębsze, które dotyczą tego, co Jan Paweł II w “Liście do rodzin”, nazwał człowiekiem wewnętrznym. Otóż, jeżeli porozumienie ludzi rozgrywa się na poziomie tego właśnie człowieka wewnętrznego, który nie ma dna, to jest taka głębia, którą można stale, stale pogłębiać, to te układy są wieczne. Ja przyjaciółki moje, z którymi siedziałam w obozie traktuję do dziś dnia jako najbliższe mi osoby, a moje dzieci mają mnóstwo takich cioć, bo to się ciocie nazywają. Kiedyś moja córka pyta: “mamo, to ile ja mam tych cioć?” Ja mówię: ”No wiesz, wróciło osiem tysięcy z obozu”.
  • Czy mogłaby nam pani zdefiniować takie pojęcie, jak “czysta miłość”?
  • Ja używam innego sformułowania, nauczona przez Karola Wojtyłę, naszego duszpasterza akademickiego w czasach, gdy studiowałam medycynę, on mówił: piękna miłość. Na każdej Mszy św. było wezwanie: “Matko pięknej miłości, módl się za nami.” Oczywiście, piękna jest czysta. Taka, żeby była wspomnieniem radości, a nie garbem, który się niesie przez całe życie. Piękna miłość to jest miłość, która nie krzywdzi. To jest oblubieńcza, dziewicza, to jest miłość, która ma moc przetrwania, ponieważ nic jej nie zniszczyło. Ona nie jest dana, ona jest zadana i dlatego to jest zadanie całego życia. I jeżeli się ja zniszczy na samym początku, w takim wieku jak wy, to jej nie można potem odratować.

Na co czekać?

  • Czy zgodziłaby się pani z definicją współczesnego świata, że młodzi nie znają właściwie tej pięknej miłości, a próbują znaleźć środki zastępcze, które nazywają miłością?
  • Zawsze było tak, że młodzi mieli tendencje nazwać miłością to, co się dopiero zaczyna. I Karol Wojtyła, który napisał studium “Miłość i odpowiedzialność”, chciał z każdej miłości uratować jej piękno. Jest taki, powiedziałabym, proces kochania. Nie można od razu realizować pięknej miłości, jak się nie wie, o co chodzi. Najpierw trzeba mieć koncepcję, jak ty chcesz kochać, profil twojej miłości od ciebie zależy. Ale jak ona się zaczyna, to trzeba nad nią jakoś czuwać. Czuwać, żeby się w niej nic nie zniszczyło. Jednakże dziewczyna, która poczuje dreszcz na spojrzenie chłopaka, ona siedzi tyłem do drzwi, on wchodzi i ona czuje na plecach, że to on (chłopcy tego nie rozumieją, bo oni nie mają takich pleców), to ona jest gotowa nazwać to miłością. I to jest preludium, które sprawi, że ci ludzie zwiążą się potem na całe życie. Tylko jest niebezpieczeństwo nazywać to pełną miłością. Jak do ks. Karola Wojtyły przychodzili młodzi i mówili: “wujku, my się kochamy”, to on odpowiadał: “nie mówcie nigdy tak. Bo jeżeli naprawdę się kochacie, to mówcie inaczej – my uczestniczymy w Bożej miłości. Bo jeśli nie uczestniczycie w Bożej, to to nie jest miłość.” To znaczy – układ między Agnieszką a Michałem ma być taki, żeby nie przeszkadzał w kontakcie Agnieszki z Panem Bogiem i Michała z Panem Bogiem. Jeśli ten układ między nimi zerwie tamtą wieczną relację, to jest krzywda, to już o miłości pięknej nie ma mowy.

Ja myślę, ze w okresie młodości jest tylko takie przyspieszenie, bo was niszczą dorośli przez to nieustanne mówienie o seksie. Cała ta moda pcha do reakcji ciała, a ciało ma służyć miłości. Ale ma być najpierw miłość, a potem to ciało ma jej służyć. Zaczynamy od ciała i do miłości się nie dochodzi, bo ciało nie ma mocy kochania. To nie ciało kocha. Ciało jest na usługach. Albo zbrodni, albo świętości. Samo nie decyduje.

Nie deptać

  • Kościół katolicki naucza, ze przed ślubem nie należy współżyć. Młodzi ludzie często zastanawiają się – dlaczego?
  • Nie to, ze nie należy, ale nie wolno. Jest to obwarowane restrykcyjnym przykazaniem: nie cudzołóż. Zakaz nie mój, nie Kościoła, tylko z tablic Mojżeszowych – Boga samego. Jahwe mówi: nie cudzołóż. Dlaczego? Żeby właśnie zabezpieczyć piękną miłość. To jest taki zakaz, który broni wartości. To jest tak jak stoi tabliczka: nie deptać trawy. To nie po to, żeby ludzie nie chodzili, tylko, żeby trawa rosła. Żeby miłość była piękna, trzeba ją najpierw zabezpieczyć, żeby wyrosła. Więc to przykazanie jest przykazaniem ratującym jakość ludzkiej miłości. A dlaczego młodzi chcą? Bo młodzi się spieszą. Do czego?  Przecież mają czas. Dlaczego ty musisz dzisiaj. A poza tym kontakt cielesny jest przywilejem małżonków, ludzi, którzy po pierwsze przysięgają sobie wierność na całe życie, a więc dają sobie całe życie. Po drugie – za ten przywilej wielki płacą trudem rodzicielstwa. I ci ludzie mają przywilej współpracy za Stwórcą w dziele powoływania nowego życia. To jest zadanie małżeńskie. Wspólnota ciał jest przywilejem i zadaniem małżonków. Dlaczego nie można poczekać? Zawsze pytam, do czego się spieszysz? Słuchajcie, młodość jest najkrótszym  okresem życia. Masz dziesięć lat do dyspozycji. Czemu chcesz to zamienić na życie dorosłe, które niesie ze sobą trud? Młodzi pytają, dlaczego nie? A ja pytam – dlaczego tak? Jakie są argumenty za tym, że wy macie działać teraz po małżeńsku? A poza tym, do wszystkich zawodów, w których chodzi o życie ludzkie, potrzeba dyplomu. Wszędzie, gdzie chodzi o życie ludzkie, pojawiają się różne próby zabezpieczenia odpowiedzialności. Do rodzicielstwa trzeba też dyplomu, uprawnień. I to jest właśnie sakrament małżeństwa.

A dlaczego młodzi ludzie chcą to czynić? Dlatego, ze w świadomości młodych ludzi zjednoczenie cielesne mężczyzny i kobiety jawi się jako radość i przyjemność, co jest zresztą zgodne z prawdą. Co się jawi jako cel, do którego warto dążyć, bo mi to sprawi radość. Bo to sprawi mi przyjemność. I tu trzeba odróżnić – czy radość, czy przyjemność. Bo nie wystarczy przyjemność, żeby zapełnić życie, a radość nie powstaje wtedy, kiedy człowiek krzywdzi. Z kontaktu przedmałżeńskiego nie ma szczęścia. Ja się 40 lat zajmuję losem dziewczyny, samotnej matki i ja coś o tym wiem.

  • A kiedy człowiek traci młodość?
  • Jest problem młodości biologicznej i młodość duchowej. Młodość biologiczną musisz stracić, na to nie ma rady. Natomiast młodość duchową można zachować do końca życia. I nigdy jej nie stracić. I to też zależy od ciebie. Człowiek jest poddany sobie samemu. Ojciec św. tak kiedyś powiedział: pamiętajcie, że człowiek jest zawsze poddany duchowi. Albo Duchowi Świętemu, albo duchowi tego świata.

Skąd błędy?

  • Na ile z podręczników możemy poznać historię?
  • No, ja myślę, że zawsze za faktami, które są obiektywne, kryją się subiektywne ludzkie emocje. Ja napisałam pamiętnik z Ravensbruck bezpośrednio po powrocie. Ja miałam po powrocie tak wyraziste sny, że ciągle jestem w lagrze, że budziłam się zlana potem i wreszcie przestałam się kłaść, bo nie chciałam śnić. I moja przyjaciółka powiedziała mi: to siądź i napisz to wszystko. Siedziałam tydzień i napisałam. I ten mój pamiętnik różni się od relacji, jakie pisały inne panie, które były w tym lagrze. Zawsze jest subiektywna nuta w tym, co się odczuwa. Ja muszę przyznać dostałam nawet list od dziewczyny, która mnie pytała, jak pani to zrobiła, że przez pani książkę o Ravensbruck, przebija optymizm? To była moja subiektywna prawda, ponieważ ja nie oceniałam zbrodni, jakie popełnili hitlerowcy, tylko mnie pasjonowało zagadnienie, kim jest człowiek.
  • Dlaczego ludzie popełniają wciąż te same błędy, dlaczego wciąż zabijają miłość?
  • Pierwsza informacja o gwałcie dokonanym przez człowieka brzmi – Kain zabił Abla. Zawsze było tak, że byli ludzie, którzy szli za złem i tacy, którzy szli za dobrem. Pamiętajcie, że natura ludzka jest osłabiona skutkami grzechu pierworodnego. Nikt z nas nie ma równowagi świętości. Ludzkość od początku dzieliła się na dobrych i złych. Ja kiedyś zapytałam Ojca św., jak się diabły rozmnażają. Ojciec św. najpierw się roześmiał, a potem spoważniał i powiedział: przez ludzi, którzy stają się ich narzędziami. Słuchajcie, człowiek sobie nie zdaje sprawy, jak łatwo wchodzi  ręce szatana!

Jak okazać?

  •  Właściwie to w jaki sposób może wyrazić się miłość między dwojgiem ludzi?
  • Na tysiąc sposobów! Miłość jest twórcza. To jest akurat ta władza w człowieku, która ma intuicję, to jest zdolność dawania i tylko dawania tego, co jest obiektywna wartością. Objawy miłości są jednocześnie radością. Do miłości przedmałżeńskiej, tej czystej, narzeczeńskiej też są włączone gesty. Ojciec św. Uczy odróżniać gesty miłości od gestów pożądania. Można spojrzeniem wyrazić miłość, można słowem, można treścią słowa albo tonem słowa. Ja tak bardzo pilnuję, żeby ludzie okazywali sobie czułość. Człowiek musi w sobie, wewnątrz rozróżnić, czy jest to gest miłości, czy pożądania. Nie ma takiego rozróżnienia na zewnątrz. Ale jeżeli ja widzę chłopaka przyklejonego do dziewczyny w tramwaju, to ja nie wierzę, żeby to była czułość. Ponieważ czułość to jest gest tak delikatny, że nie będzie wystawiany na widok publiczny. Natomiast pożądanie pcha i nie mogą się opanować, nie mają wtedy władzy nad sobą. Pożądanie zniewala, czułość uwalnia. Od człowieka zależy, czy głos, treść będzie znakiem miłości, czy nienawiści. Wszystkie zmysły możesz zaangażować do miłości, możesz mówić, możesz śpiewać, możesz patrzeć, możesz dotykać. Tylko od ciebie zależy, czy będzie to gest altruistyczny, gest podziwu, a nie przywłaszczanie sobie drugiej osoby, której nie możesz traktować jak rzecz. A jak ją sobie przywłaszczasz, to od razu ją poniżasz.
Itinerarium