NIE MA NIEBA BEZ CIAŁA

Kazanie na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Poniedziałek 15 sierpnia 2011

 

U nas mówimy dziś o Niej Zielna, ponieważ w wielu kościołach święci się „młode pędy zbóż, trawy, zioła i kwiaty.” Już żniwa, drzewa rodzą owoce, kolorami wysypały się wszelkie kwiaty. Dlatego w innych krajach mówi się dziś o Niej: Owocowa, Korzenna albo Matka Boża Plonów. Bardziej podniośle zwą Ją rosyjscy prawosławni  – Matką Bożą Zaśniętą (Uspienskaja).

Później powiemy o Niej Siewna (8 września), Bolesna (15 września), Różańcowa, Gromniczna, Łaskawa, Fatimska, Nieustającej Pomocy, Szkaplerzna, Dobrej Rady, Anielska, a nawet Śnieżna (5 sierpnia). Mówimy o Niej: Częstochowska, Ostrobramska, Kalwaryjska, Piekarska, Licheńska, Gietrzwałdzka. W innych miejscach na świecie uważa się Ją za Marię z Lourdes, z Fatimy, z Guadalupe, z Agłony (Łotwa), z Einsielden (Szwajcaria) czy z Loreto (Włochy). Jej Twarz przedstawia się w różnych kolorach, bliskich kolorom skóry dominującym na danym kontynencie.

Spotkałem także szczególne określenie, „Matki Bożej Pieniężnej”, na oznaczenie dnia wypłaty.

Wszystkie imiona nadawane Matce Bożej wyrażają wiarę w Jej niezwykłą bliskość naszym ludzkim sprawom i zajęciom. Wierzymy, że Ona opiekuje się nami w czasie burz i błyskawic, że troszczy się o zasiewy i żniwa, nieustannie pomaga, dobrze doradza, wspomaga za kierownicą i wspiera w chorobach. Modlitwa, którą dziś odmawia się przy poświęceniu „pierwocin natury” przepięknie nawiązuje do „pełnych naręczy dobrych uczynków”, mających wieńczyć nasze życie (pełna wersja tej modlitwy poniżej).

Maria jest stąd, jest „nasza”, ziemska, zna radość i ból, jest z krwi i kości kobietą, mieszkanką wsi i miast, domowniczką i matką. W Częstochowie,  Fatimie, Gietrzwałdzie, Starej Wsi, Wólce, w każdym miejscu. W tajemnicy Wniebowzięcia nie ma nic nadzwyczajnego, celem każdego z nas jest Niebo, najgłębsze zjednoczenie z Bogiem. Po drodze do tego celu są kwiaty, chleb z ziaren zbóż, są błyskawice, wszystko co ludzkie. Jemy, pijemy, śpimy, śpiewamy, ziewamy. To wszystko przygotowuje nas do Nieba. Nie ma Nieba bez ciała.

Razem z Marią to Niebo jest dla każdego z nas.

 

PS. Jak Maria zatańczyła z Bogiem – w kazaniu dźwiękowym na www.itinerarium.pl.

 

LITURGIA SŁOWA

MODLITWA POŚWIĘCENIA PIERWOCIN NATURY

Drodzy bracia i siostry! Z wdzięcznością przynieśliśmy do domu Bożego pierwociny kwiatów, roślin zielonych i ziół leczniczych, aby Bóg za przyczyną Wniebowziętej ustrzegł je od wszelkiej szkody i aby służyły człowiekowi i zwierzętom.

Panie, Boże nasz, Ty wszystkim stworzeniom dajesz pokarm we właściwym czasie, Ty nakazujesz rosnąć trawie, ziołom i zbożu, aby stawały się lekarstwem i pożywieniem dla ludzi i zwierząt. Od Ciebie pochodzi bogactwo wody i słońca na ziemi, aby wszystko, co zieleni się i rozkwita, owocowało, gdy przyjdzie czas zbiorów. Prosimy Cię, pobłogosław przyniesione do Ciebie pierwociny zieleni tego roku, młode pędy zbóż, trawy, zioła i kwiaty. Zachowaj je od zniszczenia, aby wzrastały, radowały oczy, przynosiły jak najobfitszy plon i mogły służyć zdrowiu ludzi i zwierząt. A gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

 

(Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab)
Świątynia Boga w niebie się otwarła, i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów – i ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła syna – mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca.

(Ps 45,7.10-12.14-15)
REFREN: Stoi Królowa po Twojej prawicy

Tron Twój, Boże, trwa na wieki,
berłem sprawiedliwym berło Twego królestwa.
Córki królewskie wychodzą na spotkanie z Tobą,
królowa w złocie z Ofiru stoi po Twojej prawicy.

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha,
zapomnij o swym ludzie, o domu twego ojca.
Król pragnie twego piękna,
on twoim panem, oddaj mu pokłon.

Córa królewska wchodzi pełna chwały,
odziana w złotogłów.
W szacie wzorzystej prowadzą ją do króla,
za nią prowadzą do ciebie dziewice, jej druhny.

(1 Kor 15,20-26)
Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć.

Maryja została wzięta do nieba, radują się zastępy aniołów.

(Łk 1,39-56)
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje jak przyobiecał naszym ojcom na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

RZECZY WAŻNE

Kazanie na 20 Niedzielę Zwykłą

14 sierpnia 2011

 

 

Wiara, która daje zbawienie wykracza poza szeregi osób pobożnych, religijnych i chadzających do kościoła. Kobieta kananejska, niezwykła bohaterka dzisiejszej Ewangelii, była poganką, „źle wierzącą”, nie praktykowała zbawiennych przepisów Prawa, nie znała płomiennych mów proroków.

Bardzo kochała swoją córeczkę, która zapadła na ciężką chorobę. Usłyszała o Jezusie, złożyła w Nim całą nadzieję. Darła się i krzyczała, mimo sprzeciwów apostołów. Poskutkowało, córka ozdrowiała. Jej wiara wydała się Jezusowi „wielka”, stało się jej jak chciała.

Wiara, która daje zbawienie, wyrasta tylko tam, gdzie chodzi nam o coś bardzo ważnego. Czasem jest to walka o zdrowie swoje lub dzieci. Czasem zaczynanie wszystkiego od nowa po wielkim krachu. Czasem staranie o wielką, a prawie nieosiągalną miłość. Czasem oszałamiający zachwyt strumieniem w cichym lesie. Czasem wstrząs po odejściu kogoś bliskiego.

Tam, gdzie dzieją się rzeczy ważne dla ciebie, jest twoja wiara i twoje zbawienie. Tam i Chrystus.

 

 

LITURGIA SŁOWA

 

PS. Opowieść o pyskatych kobietach w kazaniu dźwiękowym na www.itinerarium.pl

 

 

(Iz 56,1.6-7)
Tak mówi Pan: Zachowujcie prawo i przestrzegajcie sprawiedliwości, bo moje zbawienie już wnet nadejdzie i moja sprawiedliwość ma się objawić. Błogosławiony człowiek, który tak czyni, i syn człowieczy, który się stosuje do tego: czuwając, by nie pogwałcić szabatu, i pilnując swej ręki, by się nie dopuściła żadnego zła. Niechże cudzoziemiec, który się przyłączył do Pana, nie mówi tak: Z pewnością Pan wykluczy mnie ze swego ludu. Rzezaniec także niechaj nie mówi: Oto ja jestem uschłym drzewem. Tak bowiem mówi Pan: Rzezańcom, którzy przestrzegają moich szabatów i opowiadają się za tym, co Mi się podoba, oraz trzymają się mocno mego przymierza, dam miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne. Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami – wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów.

(Ps 67,2-3.5.8)
REFREN: Bóg miłosierny niech nam błogosławi

Niech Bóg się zmiłuje nad nami i nam błogosławi,
niech nam ukaże pogodne oblicze.
Aby na ziemi znano Jego drogę,
Jego zbawienie wśród wszystkich narodów.

Niech się narody cieszą i weselą,
bo rządzisz ludami sprawiedliwie
i kierujesz narodami na ziemi.
Niechaj nam Bóg błogosławi,
niech się Go boją wszystkie krańce ziemi.

(Rz 11,13-15.29-32)
Do was, pogan, mówię: Będąc apostołem pogan, przez cały czas chlubię się posługiwaniem swoim w tej nadziei, że może pobudzę do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z nich doprowadzę do zbawienia. Bo jeżeli ich odrzucenie przyniosło światu pojednanie, to czymże będzie ich przyjęcie, jeżeli nie powstaniem ze śmierci do życia? Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne. Podobnie bowiem jak wy niegdyś byliście nieposłuszni Bogu, teraz zaś z powodu ich nieposłuszeństwa dostąpiliście miłosierdzia, tak i oni stali się teraz nieposłuszni z powodu okazanego wam miłosierdzia, aby i sami mogli dostąpić miłosierdzia. Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie.

(Mt 4,23)23 Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.

(Mt 15,21-28)
Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.

Itinerarium , , , , , , , ,

ALEŚ BIALACKI

Sobota 13 sierpnia 2011

 

 

Aleś Bialacki to znany na całym świecie lider „Wiosny”, białoruskiego Centrum Praw Człowieka. Siedzi w więzieniu dzięki polskim prokuratorom. Aleś, przeciwnik dyktatora Łukaszenki, miał w Polsce i na Litwie konta bankowe, na które wpłacano pieniądze na działalność demokratyczną na Białorusi. Reżim białoruski uwięził Alesia pod pretekstem niepłacenia podatków od tych „dochodów”.

Polscy prokuratorzy przekazali władzom Białorusi informacje o kontach Alesia i tłumaczą się, że nie wiedzieli kim on jest. Alesiowi grozi nawet 12 lat więzienia. W ubiegłym roku polska prokuratura aresztowała Ahmeda Zakajewa, jednego z liderów czeczeńskiej opozycji, podczas legalnego Kongresu Czeczenów w Polsce, domagała się tego Rosja. Rosja, która bezprawnie okupuje i wyniszcza ojczyznę Zakajewa od ponad ośmiu lat.

Boję się, że farsa zaczyna rządzić światem. Polscy prokuratorzy nie potrafią kliknąć w Internecie i znaleźć podstawowych informacji o reżimach krwawo zwalczających swoich przeciwników. Farsa.

Miałem przywilej poznać Alesia, mocny i waleczny człowiek. Wstyd mi, że przez tępych i ograniczonych polskich prokuratorów grozi mu długie więzienie.

Na Facebooku można coś zrobić dla Alesia:

 

http://www.facebook.com/WeAllAreAles

 

Zróbmy choć to. Za wolność naszą i waszą. Albo z przyzwoitości.

 

 

Itinerarium , ,

NIE KRADNIJ I NIE KŁAM

Piątek 12 sierpnia 2011

 

Dziesięć lat temu upadł Enron, gigantyczny amerykański koncern energetyczny. Chodziło o tzw. „kreatywną księgowość”, czyli oszustwa i korupcję. A jeszcze prościej mówiąc, zarówno zarząd firmy, rada nadzorcza i agencje oceniające wiarygodność przedsiębiorstwa, kłamały i kradły.

Bodajże trzy lata temu bank braci Lehmanów (Lehman Brothers) też pogrążył się w zapaści z podobnych przyczyn, a fakt ten uważany jest za początek obecnego kryzysu ekonomicznego.

Wczoraj David Cameron, premier Wielkiej Brytanii, zaapelował w związku z zamieszkami w jego kraju, aby rodzice zechcieli wychowywać dzieci i uczyć je, że są rzeczy złe i dobre. Dobre należy czynić, a złych (np. wybijania szyb i kradzieży) unikać. Zapewne zostanie wykreowany jakiś szczególny program w tej kwestii.

Po upadkach Enronu i Lehman Brothers znalazłem mądry komentarz jakiegoś prezesa wielkiego banku, że lepiej byłoby wydać milion dolarów na naukę siódmego i ósmego przykazania Dekalogu, niźli trwonić miliardy na skomplikowane systemy zabezpieczeń, audytów i kontroli.

Tęsknota za Dziesięcioma Przykazaniami może okazać się zbawienna. Są rzeczy dobre i złe. Tak było. I jest. I oby było.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

Z PRZYPADKÓW CUDA

Czwartek 11 sierpnia 2011

 

Ponad ćwierć wieku temu Paweł przez przypadek poszedł ze mną pograć na gitarze w szpitalu dziecięcym, gdzie organizowałem zajęcia dla małych pacjentów. Przez przypadek, bo spotkałem go akurat na ulicy i zapytałem czy ma pół godziny. Miał. Po wizycie w szpitalu okazało się, że Paweł ma jeszcze pół godziny wolnego. Poszliśmy na spotkanie grupy opiekującej się niepełnosprawnymi. Tam Paweł poznał Ewę, dziewczynę na wózku. Z tego przypadku zrodziła się ich miłość i piękne małżeństwo, trwające do dziś.

Przez inny przypadek Bernard, rybak z kutra, pojechał na weekend modlitewny do małej wioski w lesie, do wspólnoty młodych poszukiwaczy Boga. Przez przypadek, bo kumple namówili go jako jedynego trzeźwego kierowcę w swoim gronie. Od tego przypadku w Bernardzie rozwinęło się powołanie mnisze, dziś jako przeor stoi na czele prowincji bardzo kontemplacyjnego zakonu.

Przez przypadek Andre Frossard (1915 – 1995), znakomity francuski pisarz wszedł do kiczowato wystrojonej kaplicy i z ateisty stał się gorliwym katolikiem. Prze przypadek, bo czekał na przyjaciela, który akurat wpadł tam na chwilę modlitwy. Przez przypadek jego wzrok zatrzymuje się „na drugiej z rzędu świecy palącej się na lewo od krzyża” (pełny zapis zdarzenia niżej).

W jednym z dawniejszych przypadków córka faraona kazała służącej wyłowić z Nilu kołyskę z niemowlakiem. Z berbecia wyrósł Mojżesz, prorok i wyzwoliciel Izraela. Ten sam Mojżesz przez przypadek uderzył laską w skałę i poszła szerokim strumieniem zbawienna woda dla umęczonego ludu. A w innym przypadku, Szaweł z Tarsu spadł z konia – zdarza się nieumiejętnym – i zaczęła się prawdziwa historia głoszenia poganom (po 1000 latach i nam, potomkom Popiela) Dobrej Nowiny.

Mówisz przypadek, traf, przygoda, a Bóg robi z tego najpiękniejsze życiorysy. Takie historie, że szczęka opada!

 

 

Historia Andre Frossarda

Jestem ateuszem pełnym wewnętrznego spokoju; nic nie przeczuwam więc, gdy znużony czekaniem na koniec nie­zrozumiałych praktyk religijnych, które zatrzymują mego towarzysza dłużej, niż się tego spodziewał, otwieram z kolei małe żelazne drzwi, by zbadać z bliska, w charakterze artysty czy gapia, budynek, gdzie mój przyjaciel – mam ochotę powie­dzieć – zasiedział się. (W rzeczywistości czekałem na niego najwyżej trzy albo cztery minuty).

Ta część kaplicy, która wyłania się ponad bramą, nie była szcze­gólnie porywająca. Niech mi przebaczą siostrzyczki, których stać się mam bratem, jeżeli mówię niepochlebnie o ich ulu, ale kaplica nie zyskiwała nic, gdy widziało się ją w całości. Jest to budynek w głębi małego podwórza, w stylu gotyckim, przerobiony przez Anglików, zbudowany w końcu XIX wieku przez architektów, którzy postanowili zrobić porządek ze stylem ostrołukowym i pozbawili go tym samym życia i rozpędu. Nie piszę tego dla wątpliwej przyjemności krytykowania pewnej sztuki, która cieszy się ustalo­ną opinią, lecz po to, by podkreślić fakt, że wzruszenie artystyczne nie odegrało żadnej roli w tym, co nastąpi za chwilę.

Wnętrze kaplicy jest równie mało porywające jak jej wygląd zewnętrzny. Przypomina ono banalny kadłub okrętu z kamienia, którego ciemnoszare linie nieruchomieją i wyruszają dalej, nie osiągając niestety jednak ideału prostoty i piękna z epoki Cystersów. Nawa dzieli się wyraźnie na trzy części. W pierwszej z nich, blisko wejścia, zgromadzili się wierni, którzy modlą się w półcieniu. Witraże zaciemnione masą sąsiadujących budynków rzucają nieco światła na rzeźby i na boczny ołtarz ozdobiony bukietami kwiatów.

Część drugą zapełniają zakonnice, z głowami zakrytymi czarnymi woalami. Tworzą one jakby zdyscyplinowane szeregi ptaków, które znalazły schronienie w ławach z polerowanego drzewa. Dowiedziałem się później, iż są to siostry „Adoratorki wynagradzające”, wchodzące w skład kongregacji powołanej do życia w celu stworzenia pobożnej przeciwwagi dla nadużyć rewolucyjnej Wiosny Ludów roku 1848. Zakon ten, stosunkowo nieliczny – czytelnik przekona się, że szczegół ten ma swe znaczenie – należy do owych ugrupowań kontemplacyjnych, które wybrały więzienie, by przywrócić nam wolność, ciemność, by przynieść nam światło, i które według moralności materialistycznej – wyznawać ją będę jeszcze przez minutę lub dwie – są nikomu niepotrzebne. Zakonnice odmawiają jakąś modlitwę na dwa głosy, które odpowiadają sobie wzajemnie rozchodząc się po całej nawie i stapiając się w regularnych odstępach w głośnej recytacji: Gloria Patri et Filio, et Spiritui Sancto, po to, by powrócić znowu do statecznego rytmu gwarzącego ze sobą szemrania. Nie zdaję sobie sprawy, iż są to psalmy, że jest pora jutrzni i że kołysze mnie lekkie falowanie godzin kanonicznych.

Kaplica jest w głębi stosunkowo jasno oświetlona. Nad głównym ołtarzem, ustrojonym na biało, nad masą roślin, kandela­brów i ozdób, wznosi się duży krzyż z obrobionego metalu, mający w środku białą matową tarczę. Trzy inne tarcze o tych samych wymiarach, ale o nieco odmiennym odcieniu, tkwią u góry krzyża i na końcach jego ramion. Wiedziony zamiłowaniem do sztuki, zwiedzałem już nieraz kościoły, nie widziałem jednak ni­gdy jeszcze monstrancji z hostią ani nawet, wydaje mi się, hostii; nie wiem więc, że mam przed sobą Przenajświętszy Sakrament, oświetlony dwoma rzędami zapalonych świec. Obecność dodatkowych tarcz i komplikacje pozłacanego tła utrudniają mi jesz­cze bardziej ustalenie tego, czym jest owo odległe słońce. (…)

Nie umiem zdać sobie sprawy ze znaczenia tego wszystkiego, tym bardziej, iż nie staram się go uchwycić. Stojąc przy drzwiach szukam wzrokiem mego towarzysza, lecz wśród klęczących przede mną postaci nie udaje mi się go odnaleźć. Wzrok mój błądzi między cieniem a światłem, wraca bezmyśl­nie do zebranych ludzi, wędruje od wiernych do nieruchomych zakonnic, od zakonnic do ołtarza i zatrzymuje się, nie wiem dla­czego, na drugiej z rzędu świecy palącej się na lewo od krzyża. Nie na pierwszej czy trzeciej, lecz dokładnie na drugiej. I wtedy właśnie następuje nagle i kolejno szereg przedziwnych zjawisk, których nieubłagana gwałtowność zniweczy w jednej chwili ab­surdalną istotę, jaką jestem, i wyprowadzi na światło dzienne olśnione dziecko, jakim nigdy nie byłem.

Najpierw narzucają mi się słowa: „Życie duchowe”. Nikt ich nie wypowiedział, sam ich nie sformułowałem, słyszę, jakby wymówił je ktoś obok mnie szeptem i to ktoś, kto widzi rzeczy, jakich ja jeszcze nie widzę.

W chwili gdy ostatnia sylaba tego wyszeptanego wstępu dociera zaledwie do progu mej świadomości, zaczyna nagle toczyć się wstecz jakaś lawina. Trudno mi powiedzieć, że otwiera się niebo; nie otwiera się, lecz rusza z miejsca, wznosi się nagle, jak niemy płomień, z tej kaplicy, gdzie nic go nie zapowiadało i gdzie tkwiło w sposób tajemniczy. Jak opisać je niezdarnymi słowami, które odmawiają mi posłuszeństwa, grożą zahamowa­niem myśli, złożeniem ich w lamusie chimer? Jakich farb użył­by malarz, który ujrzałby nagle nieznane dotychczas kolory? Niebo to niezniszczalny kryształ, nieskończenie przejrzysty, tak świetlisty, iż trudny do zniesienia (gdyby siła jego światła osią­gnęła jeden stopień więcej, przestałbym istnieć), o odcieniu raczej błękitnym, to świat inny, świat o blasku i nasileniu takim, że nasze istnienie zamienia się w jakieś wątłe cienie zaludniające nie dokończone sny. Jest ono rzeczywistością, prawdą, którą oglądam z perspektywy ciemnego brzegu, gdzie znajduje się jeszcze. We wszechświecie panuje porządek, a nad nim króluje, po tamtej stronie zasłony z błyszczącej mgły, fakt istnienia Boga, fakt, który stał się obecnością i istotą: jeszcze gotów byłem zaprzeczyć istnieniu tej istoty, która nazywają naszym Ojcem; teraz zaś przekonuję się, iż jest ona dobra, pełna dobroci nie dającej się porównać z niczym, nie tej, którą nazywa się czasami dobrocią bierną, lecz tej, która, będąc czynna, łamie wszystko, prześciga wszelki gwałt, umie rozbić najtwardsze skały i to, co jest jeszcze twardsze od skały – ludz­kie serce.

Wtargnięcie Boga, gwałtowne, totalne, przynosi radość, która nie jest niczym innym, jak szczęściem uratowanego, szczęściem topielca wyciągniętego w ostatniej chwili z wody; między sytuacją topielca a moją jest jednak pewna różnica: z bagna, w którym byłem pogrążony, zresztą o tym nie wiedząc, zdaję sobie dopie­ro sprawę w momencie, gdy niewidzialna ręka unosi mnie ku zbawieniu i wtedy ogarnia mnie zdumienie, że mogłem w tym błocie – tkwię w nim jeszcze do połowy ciała – żyć i oddychać.

Jednocześnie wiem, że stałem się członkiem nowej rodziny, którą jest Kościół. Obowiązkiem jego będzie prowadzić mnie tam, dokąd trzeba, bym szedł, gdyż mimo pozorów muszę przebyć jeszcze pewną odległość, którą pokonać może jedynie oba­lenie prawa ciążenia.

Wszystkie te wrażenia, które staram się oddać z trudem, za pomocą nieodpowiedniego języka, myśli i obrazów, odczuwam jednocześnie. Zachodzą one jedne w drugie, a treści ich nie wyczerpię w ciągu lat. Nad wszystkim, ponad ogromnym światłem i w nim samym, króluje obecność Tego, którego imienia nie potrafię wymówić nigdy więcej bez uczucia lęku, iż zranię jego dobroć; w obliczu Niego odczuwam szczęście, że jestem dziec­kiem, któremu przebaczono wszystko i które budzi się, by poz­nać, że wszystko jest darem.

Itinerarium , , , , , , , , ,

NIE MĘCZ SIĘ

Środa 10 sierpnia 2011

 

Frank szwajcarski szaleje, Marcin martwi się, że nie wyrobi się ze spłatami kredytu. Jest się czym martwić, pensja stoi, a wysokość rat idzie w górę, mieszkanie jest potrzebne, jest rodzina, dwójka dzieci.

Od Basi odejdzie najpewniej mąż, piętnaście lat małżeństwa z finałem w rozwodzie. Wie, że to się odbije na dzieciach. Ona sama już po czterdziestce, nie widzi wielkich szans na nowy związek, poza tym ważne są słowa, że „nie opuszczę cię aż do śmierci”.

Do tych historii – prawdziwych – każdy z nas może dołożyć własne problemy i tragedie, o kłopotach ze zdrowiem, utracie pracy, zawiści w firmie. I to wszystko prawda.

Takie sprawy zabić mogą (i zabijają) w nas nie tylko radość ale i poczucie sensu życia. Chodzimy przygnieceni problemami, troskami i obowiązkami. Dźwigamy kupę życiowego złomu, z dnia na dzień coraz więcej.

Nie męcz się obawami o przyszłość – to nie jest głupia rada, ale doświadczenie życiowe. Radość i wolność Bożych dzieci polega na tym, że w głębokim akcie wewnętrznym oddajemy Mu wszelkie swoje troski, zmartwienia i nadzieje.

To wszystko jest prawda – ludzie odchodzą od ciebie, frank szaleje, pracy brak, zdrowie szwankuje. Jedno radzę: Wszystkie swoje troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. Dwa tysiące lat temu zapisał to w Piśmie (świętym) Piotr (święty). On, Chrystus, jest z nami do końca świata (to też zapisano), właśnie po to, żebyś miał na kogo przerzucić swoje troski. On uniesie to, czego ty nie dasz rady i wcale nie musisz dźwigać. W każdej sytuacji możesz być wolnym i radosnym dzieckiem Boga. I to nie kiedyś, tylko od zaraz.

 

Być dzieckiem Boga znaczy oddać się w ręce Boga, czynić Jego wolę, złożyć w Jego Boskie ręce swoje troski i swoje nadzieje, nie męczyć się obawą o przyszłość. Na tym polega prawdziwa wolność i wesele synów Bożych. Posiada je niewielu ludzi, nawet prawdziwie pobożnych i po bohatersku gotowych na każde poświęcenie. Chodzą zawsze pochyleni pod ciężarem swych trosk i obowiązków. Wszyscy znamy przypowieść o ptakach niebieskich i liliach polnych. Ale jeśli spotkamy człowieka, który nie ma ani majątku, ani żadnego trwałego zabezpieczenia, a nie męczy się myślą o przyszłości – kręcimy głową, jakbyśmy znaleźli się wobec czegoś niezwykłego. Oczywiście, myliłby się bardzo ten, kto by czekał bezczynnie, aby Ojciec Niebieski zawsze się o wszystko dla niego starał. Ufność w Bogu jest niezawodna tylko wtedy, gdy godzimy się przyjąć z pokorą to, co na nas Bóg zsyła, bo tylko On jeden wie, co jest dla nas istotnie dobre. I jeśli czasem słuszniej będzie, że dopuści na nas raczej biedę i niedostatek aniżeli wygodne i zabezpieczone utrzymanie, albo też niepowodzenia i upokorzenia zamiast czci i poważania – trzeba i na to być gotowym oraz okazać ufność i poddanie. W ten sposób będziemy mogli żyć nie przytłoczeni ciężarem trosk o przyszłość, radując się chwilą obecną.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

NA TAPECIE NAJBLIŻSI

Wtorek 9 sierpnia 2011

 

Może jeszcze ktoś z was pamięta czasy, kiedy w portfelu nosiło się zdjęcia miłej sercu dziewczyny albo chłopaka. Mężowie mieli fotki swoich żon i na odwrót. Przypuszczam, że niektórzy z was praktykują to do dzisiaj.

Powiecie, że dziś na tapecie w komórce nosimy oblicza swoich najbliższych. Zgadza się. Podobnie jest na monitorach laptopów i komputerów, ba, nawet widuję tam podobizny domowego kanarka, kota czy jamnika.

Faunę pominę, ale noszenie fotek ludzi, których kochamy, ma sens. Tak samo z tapetami na komórkach i w komputerach. To jakiś gest miłości, mała radość, pamięć i tęsknota.

Serce to nie komórka i komputer. Ale ma swoją pamięć i wielką pojemność. Tam jest miejsce na Oblicze Jezusa, Zmartwychwstałego. A w tym Obliczu wszyscy bliscy.

Itinerarium , , , , , ,

przyroda wzywa!

Chyba nie trzeba przekonywać nikogo, że jeden z ciekawszych sposobów spędzania wolnego czasu to po prostu wyjechać na łono natury i po prostu delektować się tym co najprostsze ale równocześnie piękne. I chyba natura ze swoją prostotą to czego czasem nam potrzeba.

Pszczoła, krowa, kumak, koń, gza, bocian, kaczki to tylko kilka stworzeń, które można spotkać na osławionym Polesiu Lubelskim. Kilka ujęć w poniższym klipie filmowym może zachęci wszystkich, którzy jeszcze się wahają do wyruszenia na spotkanie z przyrodą.

pozdrawiam,

jakub

Pekińskie zapiski , , , , ,

KATOLE GÓRĄ

Poniedziałek 8 sierpnia 2011

 

 

Euro 2012 weszło już prawie na stałe w nasz sposób myślenia, pod tę imprezę robi się drogi, hotele i stadiony. W Brazylii mają Mundial 2014 i już jest tam spory raban. My, tu na Ścianie Wschodniej, do niedawna mieliśmy Lublin 2016 i Europejską Stolicę Kultury. Zanim to wszystko przyjdzie i tak najciekawiej będzie w Madrycie 2011. Najciekawiej, bo niekoniecznie najgłośniej.

Światowy Dzień Młodzieży objawi się w 12. spotkaniu młodych z całego świata właśnie w stolicy Hiszpanii (16-21 sierpnia). Tak w ogóle to mamy już 26 Dni Młodzieży, ale spotkania światowe w ich ramach odbywają się co kilka lat. Dotąd były w Rzymie (1985), Buenos Aires (1987), Santiago de Compostela (1989), Częstochowie (1991), Denver (1993), Manili (1995), Paryżu (1997), Rzymie (2000), Toronto (2002), Kolonii (2005) i Sydney (2008).

Medialne trąby milczą na razie o madryckim spotkaniu, bo wiadomo, że jest katolickie i że jest genialnym sukcesem Kościoła, który ostatnio ma złą passę (zresztą w dużej mierze na własne życzenie). Powiem tylko, że do Polski na Euro 2012 i na Mundial 2014 nie przyjedzie nawet połowa tej liczby gości, jaka zawita za kilkanaście dni do Madrytu. A w statystykach, spotkanie w Manili, które zgromadziło w jednym miejscu i czasie pięć milionów ludzi (5 000 000), pozostanie rekordem do końca świata. W statystykach – których nie wyczytacie w nośnych mediach – katole górą.

Nie napiszę nic nadzwyczajnego, jeśli przypomnę, że ŚDM i wiele innych cudownych rzeczy to sprawka Jana Pawła II. Żyjemy w błędnym przekonaniu, że świat zmieniają (na lepsze) projekty, banki, kampanie i dobrze zorganizowane partie czy korporacje. Żyjemy w błędnym przekonaniu, że świat zmieniają (na gorsze) armie, bomby i fronty.

Na lepsze i na gorsze świat zmieniają ludzie. A właściwie człowiek. Tak jak Jan Paweł II – na lepsze. Jeden człowiek zmienia świat na lepsze albo na gorsze.

Ty.

Itinerarium , , , , , , , ,

PŁYWAĆ CZY WIERZYĆ?

Kazanie na XIX Niedzielę Zwykłą

7 sierpnia  2011

 

 

Pouczająca przygoda spotkała Piotra. Nawet nie wiedział, że idzie cienkim brzegiem wiary, a zaraz obok czyha groźna przepaść zwątpienia. Wydawało mu się, że szedł po wodzie, a naprawdę szedł brzegiem  wiary. Bo wiara to wąski, cieniutki brzeg, którego trzymając się dojść można bezpiecznie wszędzie.

Wierzyć, nie wierzyć, wydaje się, że praktycznie żadna różnica. Wierzący i niewierzący jeżdżą takimi samymi markami samochodów, noszą podobne garnitury i garsonki, jedni i drudzy jedzą bułki z masłem.

Domem wiary, Pierwszym  Kościołem jest serce. To dzięki mocnemu sercu Piotr szedł po tafli jeziora, a potem lęk w sercu dodał mu ogromnej masy i zaczął tonąć.

Jeden z moich uczniów (z budowlanki) skomentował kiedyś scenę z dzisiejszej Ewangelii – „Kurczę, pływać by się nauczył, a nie zaraz Jezu! Jezu! I na dno”.

Dobra jest wiara, choć pływać też umiem. Dobra jest wiara, bo pozwala przejść przez wszystkie Jeziora Lęków i dotrzeć do Szczęścia, które raz niebem, raz rajem a raz wiecznym odpoczynkiem zwiemy.

 

 

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

 

(1 Krl 19,9a.11-13)
Gdy Eliasz przybył do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana! A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty.

(Ps 85,9ab-14)
REFREN: Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie

Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg:
oto ogłasza pokój ludowi i świętym swoim.
Zaprawdę bliskie jest Jego zbawienie
dla tych, którzy Mu cześć oddają,
i chwała zamieszka w naszej ziemi.

Łaska i wierność spotkają się ze sobą,
ucałują się sprawiedliwość i pokój.
Wierność z ziemi wyrośnie,
a sprawiedliwość spojrzy z nieba.

Pan sam obdarza szczęściem,
a nasza ziemia wyda swój owoc.
Przed Nim będzie kroczyć sprawiedliwość,
a śladami Jego kroków zbawienie.

(Rz 9,1-5)
Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą [odłączony] od Chrystusa dla [zbawienia] braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen.

(Ps 130,5)
Pokładam nadzieję w Panu, ufam jego słowu.

(Mt 14,22-33)
Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.

 

Itinerarium , , , , , ,