PROSTY PROGRAM ANTYWIRUSOWY

Środa 18 kwietnia 2012

Niejednemu z nas przydałoby się doświadczenie św. Jana, które zapisał w Apokalipsie (1,17-18).

On położył na mnie prawą rękę, mówiąc:
«Przestań się lękać!
Jam jest Pierwszy i Ostatni i żyjący.
Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków
i mam klucze śmierci i Otchłani.

Często przy okazji rozmów z ludźmi zauważam, że ich życie jest wynikiem działania różnych mechanizmów strachu. Strach w postaci wielu odmian wirusa paraliżuje myślenie i wyobraźnię, podpowiada zaniechania i ucieczki, wstrzymuje uczucia, ogranicza miłość. W najgorszej wirusowej wersji zniewala i reżyseruje całe życie.
Podrzucam każdemu z was, zainstalujcie sobie ten prosty program antywirusowy – Apokalipsa 1,17-18.

Itinerarium , , , , ,

NOWE ŻYCIE

Wtorek 17 kwietnia 2012

Ile lat miał Nikodem, kiedy przyszedł do Jezusa? Był stary, może w obliczu śmierci. Może to był powód, dla którego nocą nawiedził Jezusa. Dialog pomiędzy Jezusem a Nikodemem jest przedziwny (patrz na końcu dzisiejszego odcinka). Jezus jakby nie słyszy pytań nocnego gościa i mówi swoje.
Jezus mówi o Duchu, który może dać nowe życie, mimo zmarszczek i chorób, mimo starości i wszelkich innych przeciwskazań.
Ładnie nam w nowych fryzurach, ubraniach, w nowych domach i za kierownicami nowych, szybkich samochodów. Ale to wszystko widać za dnia. Nocami przychodzimy do Jezusa z nadzieją, że można zacząć od nowa.
Nikodem pojawia się znów po śmierci Jezusa, przynosi mieszaninę mirry i aloesu, całe sto funtów pachnideł i sprawia Jezusowi pogrzeb. Wydałby tak wiele bez wiary w nowe życie? W nowe życie Jezusa i swoje?

Ew. wg św. Jana 3, 1 – 21 i 19, 38-42

Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: «Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim». W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego». Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?» Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha». W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: «Jakżeż to się może stać?» Odpowiadając na to rzekł mu Jezus: «Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego.
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu».

Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.

Itinerarium , , , , ,

JEZU UFAM TOBIE

Poniedziałek 16 kwietnia 2012

Jezu ufam Tobie. Wezwanie dość świeże w naszej duchowości. Św. Faustyna pisze, że słowa te otrzymała 22 lutego 1931 r.
Wiem, że to zawołanie często służy jako deska ratunkowa, mnożymy je w sytuacjach zagrożenia, w nawale złych i przykrych doświadczeń. I to jest słuszne i godne poparcia. Pamiętamy, że nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają.
Jezu ufam Tobie. Szczerze wypowiadanie tych słów tworzy też natychmiastową relację z Jezusem. Brakuje nam światła, przy podejmowaniu ważnych decyzji, brakuje siły, aby robić to, co widzimy jako słuszne i dobre. Jezu ufam Tobie – prosimy o Jego światło i Jego moc. I to jest słuszne i godne poparcia. Bez światła Jezusa niedowidzimy, bez Jego mocy słabujemy. Oczywiście świetnie umiemy robić dobre miny do złych gier i udajemy, że obejdziemy się bez Bożej pomocy.
Jezu ufam Tobie. Szczerze mówiąc, komu innemu? Ludziom, którzy są zmienni i niestali? Sobie samemu, skoro zapominam, wątpię i błądzę? Nieokreślonej przyszłości, której nie znam?
Powiem tak: Jezu ufam Tobie. Krótko i wszystko co najważniejsze.

Itinerarium , , , ,

ROMANS PRZY KORONCE

Kazanie na Święto Miłosierdzia Bożego
II Niedziela Wielkanocna
15 kwietnia 2012

Koronkę do Bożego Miłosierdzia odmawiam także na spacerze i w samochodzie. Codziennie. Urok tej modlitwy jest prosty – wzywanie miłości Boga dla siebie i całego świata. Dla siebie, dla nas, to oczywiste, bo troszczymy się o własne zbawienie. Wołamy o zbawienie do tego, Który jest Miłością, czego dowiódł w śmierci i zmartwychwstaniu Swojego Syna.
Ale wołamy też o miłosierdzie dla Całego Świata. Ja, a pewnie i wielu z was, modlę się wtedy za Asia Bibi, Pakistankę, która dwa lata temu została skazana na śmierć za słowa wypowiedziane do muzułmanek: Jezus Chrystus umarł za moje grzechy i za grzechy świata. Nie zrobił tego dla was Mahomet. Uznano to za bluźnierstwo, karane śmiercią. Asia Bibi czeka na stryczek (taką śmierć zawyrokował sąd) lub ułaskawienie. Jutro w ambasadzie pakistańskiej w Rzymie zostanie złożona kolejna petycja o uwolnienie kobiety. Dotychczas ponad 600 tysięcy ludzi na całym świecie stanęło w obronie Bibi, także blisko 100 tysięcy Polaków włączyło się w tę akcję.
Modlę się za Alesia Bialackiego, Białorusina odsiadującego w łagrze karę 4 i pół roku więzienia formalnie za „niepłacenie podatków”, w rzeczywistości za opór wobec reżimu. Modlę się za księdza Jose Conrado Rodrigueza z małej wioski El Cristo na Kubie, jedynego księdza katolickiego, który głośno upomina się o los swoich rodaków. Jest nazywany „kubańskim Popiełuszką, jeszcze żywym”.
Znam też taką zwariowaną lekko parę, która romansuje przy koronce. Naprawdę! Dzwonią do siebie o 15.00 (ech, te darmowe minuty) i razem odmawiają, a czasem śpiewają, koronkę. Mieszkają daleko od siebie, a dzięki wspólnej koronce mają siebie blisko. Polecam.
Miłosierdzie Boga często identyfikujemy z odpuszczeniem grzechów. Słusznie, to ważny wymiar Jego miłosierdzia – Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna, i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Mamy tu wszystko, miłosierdzie, zmartwychwstanie i odpuszczenie grzechów. Wielka sprawa. Jeden z moich znajomych (spoza Polski) opowiadał mi, że w jego parafii przez ponad 40 lat proboszczem był ten sam kapłan. Ów znajomy grzeszył dużo i często – jak mówi – w młodości. Chodził więc do spowiedzi co kilka dni i odczuwał lekkie skrępowanie przed księdzem. Ten domyślił się i kiedyś przekonywał penitenta następująco: „Mój synu! Czy myślisz, że jest jakiś grzech na świecie, którego bym nie słyszał w konfesjonale? Albo czy myślisz, że jest jakiś grzech, którego ja bym nie popełnił? Więc się nie krępuj, mów śmiało!” Osobliwa zachęta okazała się skuteczna, penitent odwiedzał konfesjonał co tydzień.
Mamy radosne święto! Niech nas niesie miłosierdzie Boga!

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA

(Dz 4,32-35)
Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze /uzyskane/ ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby.
(Ps 118,1.4.13-14.22.24)
REFREN: Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny.
Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Niech bojący się Pana głoszą:
„Jego łaska na wieki”.
Uderzono mnie i pchnięto, bym upadł,
lecz Pan mnie podtrzymał.
Pan moją mocą i pieśnią,
On stał się moim Zbawcą.
Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Oto dzień, który Pan uczynił,
radujmy się w nim i weselmy.
(1 J 5,1-6)
Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził, i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo, bo jest prawdą.
(J 20,29)
Uwierzyłeś Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
(J 20,19-31)
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.

Itinerarium , , , , , , ,

ALLELUJA I NA MSZĘ

Kazanie na Sobotę Wielkanocną
14 kwietnia 2012

Może już pisałem o pewnej gorliwej siostrze zakonnej, katechetce, przygotowującej dzieci do pierwszej komunii świętej. Pokroiła w plasterki ogórek, kazała dzieciom szeroko otwierać usta i trenowała poprawne „komunikowanie” ze słowami „Ciało Chrystusa”. Dzieci powinny wiedzieć jak się otwiera usta, jak składa rączki i jak klęka.
Siostra przeszarżowała, to jasne. Zaryzykuję stwierdzenie, że zamiłowanie do dyscypliny i harmonii, jakie dominują w przygotowaniach do pierwszej komunii świętej mogą zagrażać przeżywaniu istoty Eucharystii.
Ilu z nas doświadcza w Eucharystii spotkania ze Zmartwychwstałym i Żyjącym Chrystusem? Ilu z nas idzie na Eucharystię w trosce o życie wieczne? Mam wrażenie, że te perspektywy często są przesłonięte „przygotowaniem do pierwszej komunii świętej”, „chodzeniem na mszę świętą” i wypełnianiem trzeciego przykazania Bożego.
Obawiam się, że coraz częstsze rozstawanie się z mszą świętą, głębokie źródło ma w utracie więzi z żyjącym Chrystusem i oddzieleniem mszy świętej od naszego życia wiecznego. Tajemnica życia wiecznego ukryta w znakach eucharystycznych jest do zdobycia poprzez doświadczenie wewnętrzne. Jak przejść od słów Chrystusa – Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym (J 6,53-54) – do żywego przeżywania mszy świętej? Oczywiście, można powiedzieć, że księża mówią nieciekawe kazania, organiści fałszują a ministranci dzwonią z opóźnieniem. Chociaż pewien jestem także, że nawet najbardziej wyrafinowane celebry nie zastąpią doświadczenia spotkania Żyjącego Chrystusa.
W Eucharystii może dokonywać się moje zjednoczenie z Żyjącym Chrystusem i przyoblekanie w życie wieczne. Czy ja jednak wierzę w takiego Chrystusa?

Itinerarium , , ,

ALLELUJA I GÓRY W RUCH

Kazanie na Piątek Wielkanocny
13 kwietnia 2012

Wierzymy. W różne rzeczy. Niektóre, skatalogowane mamy w Credo. Wyliczamy je co niedzielę, od „Wierzę w Jednego Boga” po „przyszły świat” (dla przypomnienia na końcu całość Credo). Idę o zakład, że niewielu z was wie, po co w tej wyliczance są stwierdzenia typu „zrodzony, a nie stworzony” czy „współistotny Ojcu”. Dawniej o te sformułowania toczono zaciekłe spory. Ba, nawet bitwy. Podobno przekupki w Efezie w połowie piątego wieku pobiły się na bazarze o to czy Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna czy też od Ojca przez Syna. A wy jak myślicie, która wersja jest katolicka?
Odmawiamy Credo lecąc jak najszybciej do Amen, bo wtedy przynajmniej jedną część mszy mamy za sobą. I nic nas nie zdoła wyhamować przy frazie: I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie (czy w wersji pacierzowej – Wierzę w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny). Dopiero ostatnie zdania Credo są o nas i naszym losie, inne mówią o Bogu w ogólności, o Ojcu, Synu, Duchu Świętym). Zapewne deklaracje o naszej najdalszej przyszłości są najbardziej dla nas interesujące. Tak czy inaczej, wyznajemy naszą wiarę. Deklarujemy, w co wierzymy.
Bardzo przepraszam, ale znam takie papugi, które potrafią wyrecytować naprawdę imponująco długie i zawiłe zdania. I niektóre poradziłyby sobie z niejednym zapisem w Credo.
Czytam o wierze Piotra i innych Apostołów. O wierze, która była Kształtem ich życia. Wierze, która działała. Piotr, zaraz po swoim niezwykle skutecznym pierwszym kazaniu (3 000 nawróconych), ujmuje za prawą rękę chromego od urodzenia i podnosi go. A ten „natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga” (Dz 3,7-8). Potem znajdziemy opisy jak wiara Piotra rozrywa łańcuchy więzienne, podrywa z łóż przewlekle chorych, a wiara Filipa zmienia życie notabli z ościennego państwa. Wiara Apostołów jest Kształtem ich życia, ta wiara działa, zmienia świat. To wiara w Żyjącego Chrystusa, wiara, która działa mocą Zmartwychwstałego. To wiara, którą zapowiadał Chrystus – Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: “Przesuń się stąd tam!”, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was (Mt 17,20).
Apostołowie taką właśnie wiarę mają. Mogą przesuwać góry. Dobrze, że nie użyli jej do zmiany ukształtowania terenów wokół Jerozolimy. Ta wiara, wiara w Żyjącego Chrystusa odmieniła świat. Dzięki tej wierze, wierzę i ja.
Kto jednak uwierzy dzięki poprawnej recytacji Credo? Jeśli ktokolwiek uwierzy dzięki nam, to tylko dzięki naszemu życiu.

CREDO

Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, światłość ze światłości. Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy, i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych: a królestwu Jego nie będzie końca. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę; który mówił przez proroków. Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie.

Itinerarium , , ,

ALLELUJA I Z MOCĄ

Kazanie na Czwartek Wielkanocny
12 kwietnia 2012

Niektórzy wolą zdecydowanie odmawiać koronkę do Bożego Miłosierdzia niźli różaniec. I wcale nie kryją, że chodzi o czas, koronkę recytuje się trzy razy krócej niż różaniec. Myślę, że wielu z nas ma problemy z modlitwą.
Wysyłamy ku Niebu pobożne teksty na wszelki wypadek. Nasze suche i skostniałe formuły fruną poza nas w przekonaniu, że przekazaliśmy należną daninę czasu i słów. Stąd już krok do dużej niechęci a nawet porzucania modlitwy. I tak się często dzieje. Przechodzenie z różańca na koronkę jest małym przykładem próby zachowania pozorów – coś tam daję Panu Bogu.
W doświadczeniu wielu chrześcijan, w modlitwie zanika Żyjący Chrystus. Bez żywej wiary w Zmartwychwstałego i Żyjącego Chrystusa, modlitwa traci sens. Nie modlimy się do Kogoś, kto głosił genialne idee, kto uzdrawiał, przywracał wzrok i słuch, chodził suchą stopą po jeziorze i zamieniał wodę w wino. Modlimy się do Chrystusa, który zmartwychwstał. Do Chrystusa, który pokonał śmierć i wie jak ja mogę pokonać śmierć. I nie mam na myśli tylko słów wypowiadanych do Chrystusa.
Bardziej myślę tutaj o więzi z Żyjącym Chrystusem, gdzie słowa są jednym z przejawów tejże więzi i to nie najważniejszym. Myślę o głębokiej dyfuzji pomiędzy Nim a mną, moim udziale w Jego życiu, trwanie w Nim (esse in Christo). Obraz gałązki, latorośli wszczepionej w krzew winny jest doskonałą podpowiedzią o jaką relację chodzi (J 15). Wprost pisze o tym św. Paweł – „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). W takiej relacji znika dystans, ja tu, On tam. Przeżywamy zjednoczenie z Żyjącym Chrystusem, a modlitwa jest naturalną więzią. Efektem tej bliskości jest przyoblekanie się w Chrystusa (słyszymy też o tym w chwili chrztu w cytacie z Ga 3,27). Św. Paweł w innym miejscu podpowiada podobnie – „Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa” (Rz 13,14). Wówczas doznajemy także działania Chrystusa. To przydarzyło się św. Piotrowi, który – prawie bez wysiłku – uzdrawia chromego w przedsionku świątyni. „Nie mam srebra ani złota, ale co mam to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!”
W modlitwie przenikniętej doświadczeniem spotkania z Żyjącym Chrystusem działa w nas sam Chrystus z całą Swoją Mocą. Łatwo opuścić modlitwę, która jest recytacją formuł na wszelki wypadek. Ale modlitwa, w której Żyjący Chrystus dotyka i przemienia moją istotę, który działa we mnie i przeze mnie, jest najlepszym czasem życia.

Itinerarium , , , ,

ALLELUJA BEZ ŻADNEGO ALE CZYLI O NIEZNANEJ MIŁOŚCI

Kazanie na Środę Wielkanocną
11 kwietnia 2012

Co się stało z naszą miłością? Wierzących i praktykujących miłość wierną, dozgonną (a może i dłuższą), wszystko wybaczającą, jedną i jedyną, wieczną, ubywa. Przechodzą do lamusa, rara avis.
Opowieść o spotkaniu i rozmowie Jezusa z Piotrem już po zmartwychwstaniu (tę z pytaniem o miłość) znacie wszyscy, przypominam ją na końcu. Jezus dobrze wiedział, jaki jest Piotr.
Wiedział, że Piotr jest dość słabym rybakiem, nie radził sobie w tym fachu. Kilkanaście wersetów wcześniej (J 21, 1-6) znajdziemy zabawny opis, wręcz instrukcję gdzie zarzucić sieć!

Potem znowu ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, czy macie co na posiłek?» Odpowiedzieli Mu: «Nie». On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie». Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć.

Jezus wiedział jednak dużo więcej o Piotrze. Wiedział, że jest kłótliwy, że bywa tchórzem i krętaczem (proszę sobie w Dziejach Apostolskich poczytać kwestie nawróconych z pogan, np. Dz 11). Wiedział, że Piotr Go zawiódł i zawiedzie w przyszłości. I co? I wybrał go na herolda swojego Zmartwychwstania i całej Ewangelii. Kiedy czytamy opisy kazań św. Piotra oraz dokonywanych przez niego cudów, widzimy i słyszymy człowieka pełnego mocy i miłości.
Dwie rzeczy podkreślę. Pierwsza, oczywista, moc i miłość Piotra, objawiana w zdarzeniach opisanych w początkach Kościoła, wynika z doświadczenia spotkania Żyjącego Jezusa. Druga, również istotna, Piotr doświadczył miłości, na którą nasze pokolenie ma małą szansę. To była miłość Bez Żadnego Ale. Jezus kochał Piotra mimo tego, że ten był tchórzem, pieniaczem i krętaczem. Kochał go Bez Żadnego Ale. Tylko takie doświadczenie miłości może spełnić najgłębsze oczekiwania człowieka.
Miłość Bez Żadnego Ale. Nie znamy takiej miłości. Taką miłość otrzymujemy rzadko albo wcale. Taką miłość ofiarujemy rzadko albo nigdy. Nasza miłość jest zmienna i odwoływalna, obwarowana wieloma warunkami. Rozgrywa się jednocześnie w kilku scenariuszach. Mówię, że Cię kocham. Ale jeżeli mnie zranisz … Ale jeżeli mnie rozczarujesz … Ale jeżeli mnie zdradzisz … Ale jeżeli mnie oszukasz … Zbliżamy się do ludzi poprzez pole minowe, usiane wieloma Ale. I któreś z nich zawsze wybuchnie. Szlag trafi naszą miłość albo tę, którą byliśmy kochani.
Co się stało z naszą miłością? Od jednej z narzeczonych usłyszałem kiedyś „To jest mój pierwszy ślub”, z wyraźną sugestią, że bierze pod uwagę – w chwili zawierania małżeństwa – kolejną (kolejne) próbę.
Mam wrażenie, że w rozumienie i praktykę miłości weszły dziś zupełnie nowe skojarzenia. Przede wszystkim, używając koślawego porównania – jak zawsze – zmieniła się z maratończyka w sprintera, zna jedynie krótkie dystansy. Dalej, stała się bardzo łatwo odwoływalna. Przypuszczam, że dwa doświadczenia mogą uratować sens miłości dzisiaj. Najpierw, doświadczenie spotkania z Żyjącym Chrystusem, takie, aby uwierzyć, że życia nie kończy data śmierci. I drugie doświadczenie, miłości Bez Żadnego Ale.
Z całego serca takich doświadczeń każdemu z was życzę.

A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje!» I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje!». Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje! Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz». To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: «Pójdź za Mną!»

Itinerarium , , , , , , , , ,

ALLELUJA JAK PO WINIE

Kazanie na Wtorek Wielkanocny
10 kwietnia 2012

W Święta nachodziliście się do kościoła, najpierw Niedziela Palmowa, potem piękne celebracje Triduum Paschalnego i wreszcie bogata w znaki liturgia Wielkiej Nocy. Chodziliście do kościoła i słuchaliście o ukrzyżowaniu Chrystusa i Jego zmartwychwstaniu. Nie wiem czy uwierzyliście bardziej w Żyjącego Chrystusa i we własne powstanie z martwych.
Trzeba wierzyć bardziej w te prawdy, bo jeśli się wierzy tak samo, to wierzy się mniej, aż w końcu w ogóle (co nie przeszkadza nadal chadzać do kościoła – i tak wielu ludzi robi). Zdradzę Wam tajemnicę, dla mnie dość ważną, tajemnicę wzrostu wiary, choć wątpię, abyście chcieli ją zastosować.
Wiara w zmartwychwstanie – Jezusa i nasze własne – rodzi się ze słuchania. Ale rośnie tylko wtedy gdy ją głosimy. Nie sądzę, aby jakiekolwiek kazania wielkanocne spowodowały jakiś istotny wzrost tej wiary. Osłuchani jesteśmy już z metaforami, argumentacjami i niezliczoną liczbą obowiązków wynikających z racji naszej wiary (ostatnio doszedł obowiązek uczczenia rocznicy 10 kwietnia i podpisania się pod petycją za obecnością „katolickiej” telewizji na multipleksie). Słuchamy zatem o Zmartwychwstaniu (Jego i naszym) i co z tego wynika dla naszego życia. Chodzimy do kościoła (a nawet kościołów) i słuchamy. I co? Czy nasza wiara wzrasta?
Przekonałem się, że wiara w Żyjącego Jezusa i nasze powstanie z martwych rośnie wtedy gdy ją sami zaczynamy głosić. Wczytywałem się w opisy początków chrześcijaństwa w Dziejach Apostolskich. Piotr, chwiejny i strachliwy, nabiera mocy i pewności w miarę jak zaczyna głosić Żyjącego Chrystusa i odkrywać, że to, co spotkało jego Mistrza, dotyczy także jego przyszłości.
Wiara w Żyjącego Chrystusa i nasze życie w nowym ciele po śmierci rośnie tylko wtedy gdy ją głosimy. Uwierzcie i spróbujcie sami. Na przykład dziś w swoim miejscu pracy – i tak przecież gadamy o niczym, czyli o tym jak spędziliśmy Święta (nuda bezbrzeżna). Spróbujcie głosić zmartwychwstanie Chrystusa i wyznawać swoje własne. Oczywiście wyjdziecie na nawiedzonych dziwaków albo będziecie podejrzani o obecność wielkanocnych promili w organizmie. Dziwne? A co powiedziano o Apostołach, gdy zaczynali głosić zmartwychwstanie? „Uwalili się młodym winem” (Dz 2,13).
Potwierdzajcie zmartwychwstanie Chrystusa i wyznawajcie własne. Czeka was wielka eksplozja wiary i radości!

Itinerarium , , , ,

ALLELUJA Z SZAMBA

Kazanie na Poniedziałek Wielkanocny 9 kwietnia 2012 Lwa Stasiewicza zna bardzo niewielu ludzi, a szkoda. Szkoda, bo jest jednym z niezwykłych świadków wiary w zmartwychwstanie. Ojciec Lew, prawosławny mnich pochodzący z Tarnogrodu (Zamojszczyzna), znany jest jako Leoncjusz z Tarnogrodu, a w tradycji prawosławnej jako Prepodobnyj (Błogosławiony) Leontij Tarnogrodskij. Został skazany w roku 1935 na reedukację w jednym z obozów w Kazachstanie (konkretnie Karaganda). Komuniści radzieccy uważali go za wroga, ponieważ wierzył w Boga i głosił wiarę w zmartwychwstanie Chrystusa. Aby oduczyć owego księdza mitów, strażnicy obozu w noc Paschalną (czyli tę z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę) domagali się od niego, by publicznie wyrzekł się wiary w Chrystusa. Odmówił. Za karę przywiązano go za nogi i spuszczono głową w dół do latryny, wypełnionej fekaliami. Tak trzymano go tam przez piętnaście minut. Po czym został wyciągnięty. Dowódca strażników zapytał mnicha: – Wyrzekasz się? – Dzieci! Chrystus zmartwychwstał! Święty Lew z Tarnogrodu umarł w roku 1972, a od roku 2 000 jest świętym Kościoła Prawosławnego. Wierzycie w Zmartwychwstanie? Nikomu nie życzę wyznawania tej prawdy w szambie. I tak na co dzień okazujemy się zwykle niewierzącymi. Ale może nie na darmo śpiewaliśmy Alleluja! Odwagi!

Itinerarium , , , ,