W WIELKIM POŚCIE JEM CUKIERKI

 

Czwartek 27 marca 2014

 

Kiedy Bóg mówi, nie gardź Jego słowem. Taki refren znajdziemy w czwartkowej liturgii słowa, w psalmie.

Pierwszą Biblię dostałem od przyjaciela pod koniec liceum, wydana była w Portugalii. W Portugalii? Tak, ponieważ w czasach komuny drastycznie ograniczano ilość papieru dla wydawnictw katolickich w Polsce. Egzemplarze Pisma Świętego drukowane były poza granicami naszego kraju a potem przeważnie poprzez Watykan docierały do nas. Przeczytałem wówczas duszkiem i hożo wszystkie Ewangelie, miałem się zabrać za inne księgi ale moja pierwsza Biblia została „zaaresztowana” przez pana ze Służby Bezpieczeństwa podczas rewizji. Nie wolno było posiadać książek wydanych poza Polską, no chyba, że w Związku Radzieckim. Ale tam nie drukowano Biblii tylko dzieła Lenina.

Drugą Biblię otrzymałem od dobrego księdza i mam ją do dziś. Podczas jednej z pielgrzymek do Lourdes została za granicą, ale mądrzy ludzie przez jedną Polkę  posłali ją za mną i wróciła. Nie ma już okładek ale jeszcze się trzyma, choć wolę teraz wydawnictwa z nieco większymi literkami.

Nie tylko te doświadczenia zdecydowały pewnie o mojej miłości do Słowa Boga. Sprawiły jednak, że kocham Biblię jako Księgę. Przyznaję, że w mojej podkreślam, wstawiam znaki zapytania, wykrzykniki, dopisuję na marginesach a niekiedy wstawiam nawet „buźki” (emotikony). Tak, niektóre teksty biblijne rozbawiają mnie niezmiennie, jak na przykład historia z zaproszeniem na ucztę (Łk 14, 15-24), gdzie Jezus kpi z odmawiających udziału w uczcie („Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść” – znakomity argument za celibatem J ).

W Wielkim Poście jem cukierki (rzadko), inne słodycze i słucham głośno muzyki. Przede wszystkim jednak staram się słuchać co mówi do mnie Bóg. Częściej otwieram Biblię, zamyślam się na Jej wersetami i modlę się słowami psalmu 95:

 

 

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:

“Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,

jak na pustyni w dniu Massa,

gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,

doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

 

Itinerarium , , , , , , , , , ,

MAM DZIŚ ŚWIĘTO ZE ZŁODZIEJAMI

Środa 26 marca 2014

 

Swoje święto mają dziś skruszeni złodzieje, skazańcy, więźniowie, kapelani więzienni oraz umierający, pokutujący i nawracający się grzesznicy. Stad i ja od lat dziś świętuję. Wszystko za sprawą Świętego Dobrego Łotra, dziś Jego wspomnienie liturgiczne.

Przypomnę to co zanotował ewangelista:

 

Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju». (Łk 23,39 – 43)

 

Niewiele by znaczyła nauka o Bożym Miłosierdziu, gdyby nie historia św. Łotra, zwanego w tradycji Dyzmą (skądinąd zawsze wzrusza mnie też scena z „Krzyżaków”, miłosierdzie Juranda nad Zygfrydem – wklejam niżej). Przyznaję, upajam się kosmosem Jezusowego Miłosierdzia, „dziś ze mną będziesz w raju”, bez względu na to, co było dawniej w twoim życiu.

Uwielbiam Jego miłosierdzie i z pokorą proszę o łaskę naśladowania, żeby nigdy gniew czy chęć rewanżu nie kierowały mną. I niech Bóg odbierze mi pragnienie sprawiedliwości i da wiarę w „miłosierdzie przed sprawiedliwością” (Jan Paweł II, Dives in Misericordia). I żebym uwierzył, że miłosierdzie jest jedyną sprawiedliwością.

Dzisiaj także jest dzień modlitwy za więźniów, zupełnie zapomniana sprawa (ten dzień polski Episkopat ustanowił w marcu 2009 r., ale mało kto się tym przejął). Będę miał dziś długa listę intencji. Podziękuję Bogu za Romka i Wojtka, którzy wędrowaniem odkupują złą przeszłość (pisałem o nich m.in. tutaj http://itinerarium.pl/2012/12/23/a-trzej-krolowie-w-drodze/#.UzHYmfl5Mfs). Będę się modlił za Tomka, Kamila, Bartka, Janka, Michała, Piotra, Pawła, Kubę, Damiana i drugiego Michała, którzy w ubiegłym roku opuścili więzienie idąc Nową Drogą (więcej np. tu: http://itinerarium.pl/2013/12/13/900-km-po-nowe-zycie/#.UzHZg_l5Mfs). I za wielu innych więźniów, którzy są albo po tamtej stronie murów albo, dzięki Bogu, żyją już nowym życiem. O to proszę i Was.

A przede wszystkim dziś jest dzień wyśpiewywania bezkresnego Miłosierdzia Boga i dzień napełniania serc szaloną hojnością dobra, przebaczenia i miłości.

 

PS. Niżej wspomniany  fragment z „Krzyżaków”.

 

Jurand słuchał opowiadania bez jednego drgnienia i ruchu, tak że obecnym zdawać się mogło, iż pogrążony jest we śnie. Słyszał jednak i rozumiał wszystko, bo gdy Hlawa zaczął mówić o niedoli Danusi, wówczas w pustych jamach oczu zebrały mu się dwie wielkie łzy i spłynęły mu po policzkach. Ze wszystkich ziemskich uczuć pozostało mu jeszcze jedno tylko: miłość do dziecka.

Potem sinawe jego usta poczęły się poruszać modlitwą. Na dworze rozległy się pierwsze, dalekie jeszcze grzmoty i błyskawice jęły kiedy niekiedy rozświecać okna. On modlił się długo i znów łzy kapały mu na białą brodę. Aż wreszcie przestał i zapadło długie milczenie, które przedłużając się nad miarę, stało się na koniec uciążliwe dla obecnych, bo nie wiedzieli, co mają z sobą robić.

Na koniec stary Tolima, prawa Jurandowa przez całe życie ręka, towarzysz we wszystkich bitwach i główny stróż Spychowa, rzekł:

– Stoi przed wami, panie, ten piekielnik, ten wilkołak krzyżacki, który katował was i dziecko wasze; dajcie znak, co mam z nim uczynić i jako go pokarać?

Na te słowa przez oblicze Juranda przebiegły nagle promienie – i skinął, aby mu przywiedziono tuż więźnia.

Dwaj pachołkowie chwycili go w mgnieniu oka za barki i przywiedli przed starca, a ów wyciągnął rękę, przesunął naprzód dłoń po twarzy Zygfryda, jakby chciał sobie przypomnieć lub wrazić w pamięć po raz ostatni jego rysy, następnie opuścił ją na piersi Krzyżaka, zmacał skrzyżowane na nich ramiona, dotknął powrozów – i przymknąwszy znów oczy, przechylił głowę.

Obecni mniemali, że się namyślał. Ale cokolwiek bądź czynił, nie trwało to długo, gdyż po chwili ocknął się – i skierował dłoń w stronę bochenka chleba, w którym utkwiona była złowroga mizerykordia.

Wówczas Jagienka, Czech, nawet stary Tolima i wszyscy pachołkowie zatrzymali dech w piersiach. Kara była stokroć zasłużona, pomsta słuszna, jednakże na myśl, że ów na wpół żywy starzec będzie rzezał omackiem skrępowanego jeńca, wzdrygnęły się w nich serca.

Ale on, ująwszy w połowie nóż, wyciągnął wskazujący palec do końca ostrza, tak aby mógł wiedzieć, czego dotyka, i począł przecinać sznury na ramionach Krzyżaka.

Zdumienie ogarnęło wszystkich, zrozumieli bowiem jego chęć – i oczom nie chcieli wierzyć. Tego jednak było im zanadto. Hlawa jął pierwszy szemrać, za nim Tolima, za tymi pachołkowie. Tylko ksiądz Kaleb począł pytać przerywanym przez niepohamowany płacz głosem:

– Bracie Jurandzie, czego chcecie? Czy chcecie darować jeńca wolnością?

– Tak! – odpowiedział skinieniem głowy Jurand.

– Chcecie, by odszedł bez pomsty i kary?

– Tak!

Pomruk gniewu i oburzenia zwiększył się jeszcze, ale ksiądz Kaleb, nie chcąc, by zmarniał tak niesłychany uczynek miłosierdzia, zwrócił się ku szemrzącym i zawołał:

– Kto się świętemu śmie sprzeciwić? Na kolana! I klęknąwszy sam, począł mówić:

– Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje…

I odmówił “Ojcze nasz” do końca. Przy słowach: “i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, oczy jego zwróciły się mimo woli na Juranda, którego oblicze zajaśniało istotnie jakimś nadziemskim światłem.

A widok ów w połączeniu ze słowami modlitwy skruszył serca wszystkich obecnych, gdyż stary Tolima o zatwardziałej w ustawicznych bitwach duszy, przeżegnawszy się krzyżem świętym, objął następnie Jurandowe kolano i rzekł:

– Panie, jeśli wasza wola ma się spełnić, to trzeba jeńca do granicy odprowadzić.

– Tak! – skinął Jurand.

Coraz częstsze błyskawice rozświecały okna; burza była bliżej i bliżej.

(Henryk Sienkiewicz, KRZYŻACY, rozdz. XXV)

 

PS. Dla mniej oczytanych: Krzyżak Zygfryd wyłupił Jurandowi ostanie oko i porwał córkę, Danuśkę, więził ją, co przypłaciła utratą zdrowia, a potem i życia.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

PAN BÓG I DZIEWCZYNA

Wtorek 25 marca 2014

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego

 

Ukochane święto mam dziś, Zwiastowanie. W Ewangelii jest wiele cudów, woda w wino, spacer po tafli jeziora, nagłe uciszenie wiatru, z pięciu chlebów i dwóch ryb pozostaje dwanaście koszy resztek. Cuda, godne podziwu, zachwytu.

Kocham zwiastowanie ze względu na cud pomieszczenia się Boga w osobie i ciele młodej dziewczyny. To by nie wyszło z duchownym, który spojrzawszy w prawo i tradycję wysunąłby sto zastrzeżeń. Nie wyszłoby z profesorem, który dowiódłby iż nauka nie zna takiego przypadku. Nie wyszłoby z politykiem, bo nie skoczyłyby mu słupki popularności. I Pan Bóg dobrze to wiedział, dlatego zaproponował przygodę zbawienia młodej dziewczynie Marii.

Zwiastowanie, opisane przez św. Łukasza, za każdym razem mnie raduje i napełnia nadzieją. Skoro Bóg mógł zamieszkać w człowieku, w młodej hebrajskiej dziewczynie, wszystko jest możliwe. Nie ma grzechu z którego nie dałoby się sięgnąć po aureolę świętości, nie ma takiego bólu z którego nie rozkwitłoby życie, nie ma takiej rozpaczy z której nie mogłoby narodzić się szczęście. Wszystko co dobre jest możliwe.

I nie zlekceważcie szeptów aniołów, które dziś i jutro, zapraszają w imieniu samego Pana Boga do niezwykłych przygód.

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Iz 7,10-14)
Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami.

(Ps 40,7-11)
REFREN: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę

Nie chciałeś ofiary krwawej ani płodów ziemi,
lecz otwarłeś mi uszy;
nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę.

W zwoju księgi jest o mnie napisane:
Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
a Twoje prawo mieszka w moim sercu”.
Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, Panie.

Sprawiedliwości Twojej nie kryłem w głębi serca,
głosiłem Twoją wierność i pomoc.
Nie taiłem Twojej łaski ani Twojej wierności
przed wielkim zgromadzeniem.

(Hbr 10,4-10)
Niemożliwe jest bowiem, aby krew cielców i kozłów usuwała grzechy. Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę – w zwoju księgi napisano o Mnie – abym spełniał wolę Twoją, Boże. Wyżej powiedział: ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzech nie chciałeś i nie podobały się Tobie, choć składa się je na podstawie Prawa. Następnie powiedział: Oto idę, abym spełniał wolę Twoją. Usuwa jedną [ofiarę], aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.

(J 1,14ab)
Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami, i widzieliśmy jego chwałę.

(Łk 1,26-38)
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, <błogosławiona jesteś=”” między=”” niewiastami=””>. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

NINA WCZORAJ WCZEŚNIEJ WŁADYSŁAW OLA I KASIA

Poniedziałek 24 marca 2014

Czternasty grudnia ubiegłego roku, wczesny wieczór, Wólka Lubelska, przejście dla pieszych. Pod kołami samochodu ginie Kasia, dziewiętnaście lat, studentka.

Ósmy stycznia, tego roku, wieczorem, przejście dla pieszych przy Leclercu na Zana w Lublinie. Pod kołami samochodu ginie Ola. Dwadzieścia jeden lat. Studentka, z Zamościa.

Trzy dni temu, wieczorem dwudziestego pierwszego marca, w Chełmie na centralnej ulicy Lwowskiej, na przejściu dla pieszych. Pod kołami samochodu ginie pan Władysław, sześćdziesiąt cztery lata.

Wczoraj, w niedzielę, około osiemnastej trzydzieści, przejście dla pieszych przy Jana Pawła II w Lublinie. Pod kołami samochodu ginie Nina, czternaście lat, gimnazjalistka.

Dziś, 24 marca w Polsce Narodowy Dzień Życia. Będę się modlił za tych, którzy zginęli na przejściach dla pieszych, miejscach właściwych do przechodzenia, za ich rodziny zszokowane nagłą śmiercią córek i ojców. Będę się modlił za pieszych, o roztropność przy zebrach. Za kierowców, którzy mają tonę albo i więcej żelastwa, rozpędzonego, groźnego.

Od ponad roku apeluję o miłość do pieszych, teksty sprzed roku wklejam poniżej.

Dziś oraz we wtorek i środę, wolontariusze związani z Radiem eR 87,9 FM w Lublinie będą prowadzić akcję „Proszę Przepuść Mnie” (w tym roku zaczęliśmy ją 20 marca). Proszę, abyście tak jak umiecie i chcecie wsparli ten pomysł.

 

Wcześniejsze wpisy w kwestii przepuszczania pieszych:

 

 

 

DLACZEGO ANGIELSKIE KONIE MAJĄ LEPIEJ NIŻ POLSCY PIESI

Środa 20 marca 2013

 

 

Dziesięć lat temu podczas dość zabawnego referendum (z naganianiem chętnych, żeby była wymagana większość) opowiedziałem się za wejściem Polski do struktur Unii Europejskiej. W rok potem zostaliśmy oficjalnie przyjęci w poczet szacownego grona. Nie od razu Europą u nas powiało i zapachniało, ale powoli wchodzimy coraz bardziej. Ma to swoje dobre i złe strony, ale nie narzekam, bo na przykład, faktycznie jeżdżę po coraz lepszych drogach a dzięki paszportowi z napisem UE podróżuje mi się dość łatwo.

Pewnie jeszcze pod wieloma względami odstajemy od Europy, ale przynajmniej pod jednym jesteśmy nadal w stepach Ukrainy a może i w głębokich czerwonych piaskach pustyń Kazachstanu (nie ubliżając krajobrazom tych pięknych stron). Myślę tu o sytuacji ludzi przy przejściach dla pieszych. Od długiego czasu prowadzę pewną osobistą kampanię, którą na swój użytek nazwałem „Siostro, bracie, idź śmiało!”. Zwalniam przed przejściami dla pieszych i zatrzymuję się, mimo, że nie weszli jeszcze na zebrę (poza zebrą zresztą robię tak samo). Od czasu do czasu zbieram jakieś dosadne komentarze od innych kierowców, podobnie jak w przypadku zwalniania przed kałużami (pisałem o tym 1 lutego br. i wklejam tekst wpisu poniżej). Wiem, że polskie prawo nie nakazuje mi zatrzymywać się i przepuszczać pieszej siostry czy brata pieszego, jeśli nie stanie choćby ciut na przejściu. Ale zawsze przekraczam prawo (zwłaszcza głupie), jeśli prowadzić to może do większego dobra. Przepuszczenie pieszego, który stoi przy przejściu – czasem bardzo długo – zajmuje mi zwykle kilka, kilkanaście sekund, co spokojnie mogę zaraz nadrobić. Reakcje ludzi są różne, czasem podziękują skinieniem głowy, czasem pomachają zadowoleni ręką, a czasem upewniają się czy aby na pewno nie ruszę jak oni wejdą, ale to pewnie wskutek złych doświadczeń. Znam takich, co zostali potrąceni na zebrze, nawet na przejściu ze światłami, gdy mieli zielone, znam i takich, co pochowali swoich bliskich zabitych na przejściach dla pieszych. Oczywiście, kiedy dojeżdżam do przejścia patrzę we wszystkie trzy lusterka i obserwuję, co robią kierowcy za mną, albo z lewej czy prawej strony, jeśli jestem na jezdni dwu czy trzypasmowej. I jeśli widzę, że ten z lewej stronny, na drugim pasie grzeje jak Kubica, niestety nie zatrzymuję się, bo co z tego, że ja przepuszczę pieszego, a wariat z drugiego pasa zmiecie człowieka toną swojego żelastwa.

W Europie, do której wchodzimy, standardem jest zwalnianie i zatrzymywanie się przed przejściem dla pieszych, jeśli zbliża się doń jakiś człowiek czy grupka ludzi. Miałem nawet niedawno zabawną historię w jednej z europejskich stolic. Stanąłem przy zebrze, aby zrobić kilka zdjęć, bo było to dobre miejsce do kadrowania. Kątem oka zobaczyłem, że zatrzymał się mały sznurek aut, oczekujących aż przejdę! Nie miałem zamiaru przechodzić, ale pomyślałem sobie, że skoro oni już tacy grzeczni, to przejdę na drugą stronę, żeby nie mieli poczucia straconego czasu. Tak jest w Europie. W Polsce, również w Lublinie, gdzie najczęściej jeżdżę, przejście na drugą stronę ulicy przez pieszego, czasem równa się przejściu na drugi świat! Doszukałem się jak to jest w Europie, i na przykład w Anglii, kodeks nakazuje zatrzymać się i przepuścić pieszego, kiedy ten oczekuje przy przejściu. Mandaty za uchybienie w tej sprawie są srogie i zaczynają się od 100 funtów. Jeszcze zabawniej jest w przypadku koni, otóż konie (a ściślej jeźdźcy na nich – w Anglii konno jeździ się w wielu miastach) mają  „equestrian crossing”, czyli swoje specjalne przejścia. I kierowca widząc konia przy owym przejściu musi zatrzymać się i przepuścić go! Słowem angielskie konie mają dużo większe przywileje niż piesi w Polsce.

W związku z tym mam dwie jeszcze kwestie. Pierwsza jest taka. Zaprosiłem kilkudziesięciu młodych ludzi, wolontariuszy i dziennikarzy radiowych z Radia eR (87,9 FM w Lublinie) do wspólnej akcji na pierwszy tydzień wiosny (21-27 marca 2013). Wolontariusze i dziennikarze staną przy wybranych przejściach dla pieszych w Lublinie i będą oczekiwać aż jakiś kierowca łaskawie zatrzyma się i przepuści oczekujących. Jak przepuści, dostanie specjalną kamizelkę i serdeczne podziękowanie, jeśli nie przepuści, jego sprawa. Wykaz przejść znajdziecie od jutra, od 21 marca na stronie www.radiopilot.pl . Tam też będą publikowane szczegóły akcji, którą powtarzać będziemy także po Wielkanocy. Acha, nie jestem głupcem, wszystkich wolontariuszy i dziennikarzy ubezpieczyliśmy od Następstw Nieszczęśliwych Wypadków!

I sprawa druga. Jeśli jesteście kierowcami włączcie się do tej kampanii, zwolnijcie, przepuśćcie siostrę pieszą i brata pieszego. Niech przynajmniej mają tak, jak konie w Anglii … A jeśli jesteście pieszymi, to gdy przepuści was jakiś kierowca poślijcie mu buziaka z ręki (przypadek: piesza jest panią, kierowca panem) albo ukłon głową (we wszystkich innych wariantach).

Serio całkiem na koniec. Miłość bliźniego wzywa mnie by kochać pieszego, bawet wstawionego … Zróbmy sobie piękną wiosnę w Lublinie i w całej Polsce. Wejdźmy do Europy! Do zobaczenia na przejściach!

 

 

 

 

KAŁUŻE I MIŁOŚĆ

Piątek 1 lutego 2013

 

Od wielu lat próbuję budować Cywilizację Miłości, do czego i każdego z was zachęcam. Rzecz w tym, aby pozwolić miłości przenikać we wszelkie sfery życia i kierować się nią w swoim myśleniu, mówieniu oraz działaniu.

Jeżdżę sporo samochodem i kiedyś naszło mnie, wiele lat temu, że podczas jazdy nie powinienem przerywać tego budowania. I robię tak. Kiedy widzę, że pada deszcz albo jest odwilż, jak obecnie w Polsce, staram się wyjeżdżać kilkanaście minut wcześniej niż zwykle. A to dlatego, żeby hamować przed kałużami i nikogo nie ochlapać. Wiem, że ja mam w rękach tonę żelastwa, które wpadając w kałuże jest bezlitosne dla moich sióstr i braci, idących chodnikami albo zamierzającymi przejść na drugą stronę. Ja najwyżej stracę kilka minut, jadąc wolniej i z podwyższoną uwagą, ale za to nikt mi nie zarzuci, że obryzgałem mu płaszcz, garnitur, spodnie, buty czy kurtkę. Przyhamowuję przed wodą, wjeżdżam w nią  tak powoli, że nikomu krzywdy nie wyrządzam.

Jednego razu hamowałem dość mocno, bo kałuża była ogromna. Za mną ledwo co zdążył przystopować następny kierowca i rzucił przez otwarte okno:

 

– Czemu hamujesz?!

– Żeby nie chlapać!

 

W odpowiedzi usłyszałem mało pochlebne słowa o najbliższych przodkach, mianowicie jakim to jestem synem.

Innym razem było jeszcze  śmieszniej, ponieważ pewna pani dość raptownie wykonała zamiar przejścia przez ulicę (w nieoznakowanym miejscu)  i niestety lekka fontanna wzniosła się w jej kierunku, choć bez ochlapania. Stanąłem i otworzywszy okno już chciałem przepraszać za nieuwagę, ale pani przypuszczając, że będę ją strofować też się odezwała. I jednocześnie nastąpiło:

 

– Bardzo panią przepraszam …

– Ja bardzo pana przepraszam …

 

Nawet jeśli nie podzielacie przekonania, że w każdych okolicznościach należy budować Cywilizację Miłości – a prowadzicie auta – zwalniajcie przed kałużami. Naszym siostrom i braciom pieszym należy się szacunek. A tona żelastwa, którą kierujemy, w deszczu i w czasie roztopów może bardzo naruszyć ich godność.

 

Itinerarium , , , , , , , , , ,

POGADAJCIE O WIECZNOŚCI. BĘDZIE ŚMIESZNIE.

 

Kazanie na 3 Niedzielę Wielkiego Postu

23 marca 2014

 

 

Dobrze znamy co to gadka – szmatka, bla bla bla, przelewanie pustego w próżne. Tak najczęściej przebiegają nasze rozmowy.

Jezus jest mistrzem dialogu, od razu uderza w sedno rzeczy a przede wszystkim mówi, nie gada. Tak przebiegała jego rozmowa z Samarytanką. Od jej sześciu mężów po życie wieczne.

Spróbujcie dziś z kimś porozmawiać o życiu wiecznym, z mężem, żoną, córką, synem, matką, ojcem. Zapewniam, będzie komedia choć jest to najistotniejszy temat naszego życia. Unikniemy błazenady, pogadamy. Bla, bla, bla. Gadka – szmatka, przelewanie pustego w próżnie.

 

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Wj 17,3-7)
Synowie Izraela rozbili obóz w Refidim, ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia? Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie! Pan odpowiedział Mojżeszowi: Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela ze sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie. Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: Czy też Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?

(Ps 95,1-2.6-9)
REFREN: Kiedy Bóg mówi, nie gardź Jego słowem

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padajcie na twarze,
zegnamy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
„Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

(Rz 5,1-2.5-8)
Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

(J 4,42.15)
Panie Ty jesteś prawdziwie Zbawicielem świata, daj nam wody żywej, byśmy nie pragnęli.

(J 4,5-42)
Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło? W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą. Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? – lub: – Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli. Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.

 

Itinerarium , , , , , ,

O POLSKIM CARZE W MOSKWIE

Sobota 22 marca 2014

Tak na sobotę napiszę bardziej krotochwilnie, ale zgodnie z prawdą. I znowu o Rosji.

Powód dla którego Rosjanie nas nie lubią ma już ponad 400 lat. Nasz zapomniany hetman, Stanisław Żółkiewski, najechał Rosję i zdobył Moskwę. Najpierw pod Kłuskiem z 3 000 husarzy rozbił w pył dziesięciokrotnie silniejszą armię carską, wspieraną dodatkowo przez parę tysięcy Szwedów, rok 1610. Potem przez 2 lata okupował Moskwę (1610 – 1612), wygonił cara rosyjskiego i mianował na jego miejsce królewicza Władysława. Żeby dobić Rosję, zmusił ich elity do złożenia hołdu naszemu królowi, Zygmuntowi III Wazie. Dopiero 7 listopada 1612 r. Rosjanom udało się odbić stolicę. Na pamiątkę tego faktu od 2005 roku w Rosji obchodzi się „Dzień Jedności Narodowej”, dokładnie 4 listopada (bo 7 mają uroczystość Matki Bożej Kazańskiej).

Takiego lania się nie zapomina. Oni pamiętają polskiego cara i upokorzenie, a 400 lat to wcale nie tak dawno.

 

 

PS. Na zasadzie, że „księża wtrącają się w politykę”. Obejrzałem wczoraj w TVN24 wywiad Konrada Piaseckiego z ambasadorem Rosji w Polsce Aleksandrem Aleksiejewem. Brawo dla ambasadora! Pan Piasecki niedouczony ale hardy i zacietrzewiony, poległ sromotnie. A pan ambasador odesłał marnego dziennikarza do narożnika prostym ciosem: „Pan polega na Internecie, a trzeba trzymać się faktów!”. Hetman Żółkiewski tworzył fakty, panu Piaseckiemu zmarzłyby uszy na chłodnym kijowskim Majdanie.

 

 

Itinerarium , , , , , , , ,

OSTRA MODLITWA O CUD

Piątek 21 marca 2014

 

Na początku września 2008 roku spotkałem przypadkiem na stacji benzynowej znajomą, ślicznie opalona, po wakacjach w tropikach. Zapytała co u mnie. Szczerze odparłem, że akurat zbieram buty dla dzieci w ośrodku Caritas w Gruzji, potrzebowałem 28 par (udało się je zebrać i przekazać do Tbilisi, wszystkim jeszcze raz dziękuję). Znajoma próbowała żartować: „Co? Pogubiły buciki?” Spokojnie wyjaśniłem, że dzieci to sieroty po tzw. pięciodniowej wojnie z Rosją (7-12 sierpnia 2008).

 

– Wojna? Sorry, byłam na wakacjach …

 

W połowie czerwca bieżącego roku, o Ukrainie i Krymie będzie już cicho. Rozpocznie się Mundial w Brazylii i jak to się mawia w żargonie dziennikarskim „oczy całego świata będą skierowane na Rio de Janeiro”. Cały świat podziwiać będzie kunszt Messiego, Ronaldo, może nawet niezłych piłkarzy z Rosji, którzy też tam zagrają.

Chciałbym się oczywiście mylić w tym niewesołym proroctwie. W lipcu i sierpniu przyjdą wreszcie wakacje i urlopy! Nasza euroatlantycka cywilizacja oddaje cześć współczesnej „trójcy świętej”. Bardzo lubimy weekendy, kochamy długie weekendy i uwielbiamy urlopy! To nasza bardzo święta trójca, którą czcimy i dla której organizujemy liturgie z grillami, piwem i spływami kajakowymi. Nie pozwolimy sobie odebrać naszych bóstw za cenę jakiegoś Krymu czy Ukrainy.

Mimo wszystko widziałem w swoim życiu wiele cudów. Widziałem cud na Placu Zwycięstwa w Warszawie (2 czerwca 1979), kiedy Duch  Święty zstępował na Polaków, widziałem cud solidarności i „Solidarności” w sierpniu 1980, widziałem mur berliński jak stał dumnie a potem rozpadł się na drobne kawałki (1989), widziałem cud kwietniowej ekstazy po odejściu Jana Pawła II (2005). Dużo cudów widziałem i ucieszę się, jeśli znowu świat solidarnie stanie przy Ukrainie.

Cuda przychodzą w modlitwie, siostry i bracia módlmy się ostro!

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

SZPAKI W DZIUPLACH A PUTIN?

Czwartek 20 marca 2014

I tak nadszedł dwudziesty dzień marca, w kalendarzu czwartek, słonce wzejdzie (w Lublinie) ok. 5:39, zajdzie o 17:47. I zaraz potem się zacznie!

Oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. 

Te bardzo optymistyczne  frazy zaczerpnąłem z Pieśni nad Pieśniami, mamy pierwszy dzień wiosny (na niebie od 17:57)! Ale zaraz za tym przyszła mi na myśl inna biblijna dewiza, już mniej radosna. Przed cytowaniem przypomnę, że dla starożytnych rok rozpoczynał się w czasie wiosennego przesilenia.

Na początku roku, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę, Dawid wyprawił Joaba i swoje sługi wraz z całym Izraelem. Spustoszyli oni [ziemię] Ammonitów i oblegali Rabba.  (2 Sm 11,1).

Putin, śniący o odnowieniu potęgi Rosji, mógł czytać te słowa, co gorsza mógł je wziąć na serio. W starożytności gigantyczne rydwany grzęzły w błotach, nasączona opadami ziemia nie sprzyjała podróżom i walkom. Dziś złe pogody nie przeszkadzają samolotom i rakietom, ale Putin czekał na wiosnę.

Dzisiaj można rozdawać kwiaty bliskim, podziwiać jak szpaki zbierają się w pary i ścielą sobie łoża w dziuplach. I mocno modlić się, by szaleńcy nie traktowali Biblii dosłownie.

 

 

 

 

Czwartek 20 marca 2014

 

 

I tak nadszedł dwudziesty dzień marca, w kalendarzu czwartek, słonce wzejdzie (w Lublinie) ok. 5:39, zajdzie o 17:47. I zaraz potem się zacznie!

Oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. 

Te bardzo optymistyczne  frazy zaczerpnąłem z Pieśni nad Pieśniami, mamy pierwszy dzień wiosny (na niebie od 17:57)! Ale zaraz za tym przyszła mi na myśl inna biblijna dewiza, już mniej radosna. Przed cytowaniem przypomnę, że dla starożytnych rok rozpoczynał się w czasie wiosennego przesilenia.

Na początku roku, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę, Dawid wyprawił Joaba i swoje sługi wraz z całym Izraelem. Spustoszyli oni [ziemię] Ammonitów i oblegali Rabba.  (2 Sm 11,1).

Putin, śniący o odnowieniu potęgi Rosji, mógł czytać te słowa, co gorsza mógł je wziąć na serio. W starożytności gigantyczne rydwany grzęzły w błotach, nasączona opadami ziemia nie sprzyjała podróżom i walkom. Dziś złe pogody nie przeszkadzają samolotom i rakietom, ale Putin czekał na wiosnę.

Dzisiaj można rozdawać kwiaty bliskim, podziwiać jak szpaki zbierają się w pary i ścielą sobie łoża w dziuplach. I mocno modlić się, by szaleńcy nie traktowali Biblii dosłownie.

 

 

 

 

Itinerarium , , , , , , , ,

KOBIETY U NIEGO MAJĄ SZCZEGÓLNE WZGLĘDY

Środa 19 marca 2014

Moja znajoma ma wielkie nabożeństwo do św. Józefa. Mówi, że to święty, który ciągle pracuje. Nie gada, nie objawia się, ale pomaga i to skutecznie. Sam się o tym przekonałem kilka razy. Kiedy mam sprawę, dzwonię do znajomej, mówię o co chodzi i proszę by się pomodliła do Józefa. To działa!

Mógłbym oczywiście pomodlić się sam, ale wierzę znajomej, która zapewnia, że kobiety mają u niego specjalne względy. Tak mu pozostało po Marii.

Paniom zatem doradzam komitywę ze św. Józefem, a panom podpowiadam, żeby wśród znajomych mieli czcicielki dzisiejszego patrona. To działa!

 

PS. Dziś w liturgii obchodzimy Uroczystość św. Józefa.

Itinerarium , , , , , , , ,

A DUCH AŻ SIĘ RWIE

Wtorek 18 marca 2014

 

Z pozoru wydaje się nam, że nie umiemy chodzić po tafli wody na jeziorze i z jednego bochenka chleba nie da się zrobić obiadu dla pięciu tysięcy ( a resztek będzie ze dwanaście koszy).

Wiem, nie jesteśmy magikami i kuglarzami, nie mamy także wszechmocy jak Pan Jezus.

Wszystkie tłumaczenia, wyjaśniające nasze niemoce wynikają – tak myślę – z powodu głębokiego snu naszego ducha. Święty Piotr  w trakcie senności ducha zarzekał się, że nawet nie zna Jezusa. Kilka dni po tym fakcie potrafił uzdrowić sparaliżowanego kalekę i przywrócić do życia umierającą (a może nawet już umarłą Tabitę) – o tym poczytacie w Dziejach Apostolskich, rozdziały 3 i 9. Zrobił to mocą swojego ducha, już rozbudzonego.

Dobry wielki post to czas, kiedy pozwolimy działać Duchowi Świętemu, który w nas mieszka (1 Kor 3,16). Mieszka i aż rwie się, żeby przez nas uzdrawiać, naprawiać, rozmnażać chleb, dawać nadzieję, eksplodować radość i wskrzeszać miłość.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,